Gość: spiaca_nie_spiaca
IP: 12.96.204.*
31.07.03, 18:59
Patrzac obiektywnie zycie ukladalo mi sie dobrze, co najmniej w gornej
strefie stanow srednich, a mozna by tez to bylo nazwac pod pewnymi wzgledami
sukcesem. Wlasciwie nic mi sie nie stalo, tyle ze coraz trudniej bylo rano
wstac, potem zaczelam unikac wszelkich spotkan towarzyskich i prac domowych,
pojscie do pracy bylo meczace jak wyprawa wysokogorska, wszystko coraz
bardziej meczylo, nie chcialo sie juz nawet wziasc czegos do jedzenia wiec
zylam kawa i herbata, az poszlam do lekarki i powiedzialam ze chyba nie
jestem chora ale albo da mi ona zwolnienie albo rzuce prace bo z kolejnym
wymagajacym aktywnosci dniem sie nie zmierze. Dala i zwolnienie i skierowanie
do psyhiatry. Niestety do pracy i tak nie wrocilam (od jeseini), a psyhiatra
zapisuje niewiele pomagajace srodki antydepresyjne i pobudzajace, przy tym
twierdzi ze to raczej nie jej dzialka, bo ponoc roznie sie od medycznej
depresji. Ciagle bym tylko spala lub lezala w pol snie, nekaja mnie jakies
dziwne bole i nudnosci. Moj dom wyglada jak pobojowisko- ksiazki, papiery,
ubrania zascielaja podloge. Nawet zyczliwe i serdeczne kontakty z ludzmi
obcielam- to bylo dla mnie za duzo- nawet telefon. Przebadano mnie juz od
stop do glow- przyczyny nie widac.
Badanie w klinice snu wykazalo ze mimo iz cialgle spie, to nawet tego
porzadnie nie robie- spie w odcinkach kilkudziesiecisekundowych podzielonych
sekundowymi wybudzeniami Fazy marzen sennych prawie nie mam –jest zawsze
przerywana po ok 15-20 sekundach. Jednak nie chrapie, nie mam nadwagi i
aparat zapobiegajacy bezdechowi sennemu przez tloczenie powietrza nie
przyniosl mi ulgi- nie wyglada to na drogi oddechowe.
Czy ktos mial podobne problemy? Czy brak fazy snu z marzeniami sennymi moze
do takiego jak moj stanu doprowadzic?
Do tej pory wszystkie moje proby przelamania sie i zrobienia wiekszego
wysilku byly „Karane” jeszcze wiekszym pogorszeniem samopoczucia. Zawsze
okazuje sie ze przeceniam swoje mozliwosci. O syndromie stalego zmeczenia
slyszalam, czytalam- tyle ze nic z tego nie wynika bo diagnoza trudna do
postawienia a i tak nie daje metody leczenia czy chocby postepowania.
Musze cos ze soba zrobic – moj maz jest prawie swiety, ze do tej pory
wytrzymuje ze mna skoro ja sama ze soba juz nie moge, i niedlugo strace
ostatnia szanse na powrot do pracy z urlopu bezplatnego ktory mi dali na „do
roku”.
Czy ktos moze mi poddac jakas mysl - co mam robic? Gdzie szukac pomocy?