stara.zielona
22.11.07, 17:21
Jesteśmy małżeństwem z prawie trzydziestoletnim stażem. Dwa lata
temu wydarzył się epizod, który, myślę, że zaważył na naszym zyciu.
W czasie wizyty w innym mieście, u mojej przyjaciółki, po bardzo
miłym dniu, znalazłam swojego męża w niedwuznacznej sytuacji z tą
kobietą. Po awanturze opuściłam ten lokal. On wrócił do domu
najszybciej jak mógł, ja pojechałam do swojej drugiej przyjaciółki.
Po dwóch dniach wróciłam, on oczekiwał na mnie, rozmawialiśmy, kajał
się i na tym zakończyła się sprawa, choć ja czułam niedosyt. Zycie
powoli wróciło do normy. Konsekwencje nie kazały na siebie długo
czekać. Oddalaliśmy się od siebie. W maju tego roku mój mąż
rozpoczął płomienny romans z „pierwszą chętną”, tak płomienny, że po
3 dniach pozwolił sobie na odbieranie tel. od niej w mojej
obecności, a po 2 tyg. dokładnie w rocznicę naszego ślubu
usłyszałam, że wegetował w domu i rozpoczyna nowe życie, czyli
wyprowadza się. Wszystko to w oparach alkoholu. Zrezygnował też pod
głupim pretekstem ze wspólnego (zadatkowanego już) urlopu. Ja nie
czekałam na niego, wychodziłam z domu, spędzałam czas ze swoją
córką, która mieszka nad nami. Synowie byli wtedy za granicą
(wszystkie dzieci są dorosłe).Po tygodniu urlopu (spędzanego w
knajpach i hotelach) wrócił w stanie skrajnego wycieńczenia
alkoholowego. Ja go wyciągnęłam z tego dając warunek zerwania z
panienką i pójścia na terapię małżeńską. Zerwał, porzucił pomysł
oddzielnego mieszkania, zmienił numer tel. jak się okazało póżniej
na 10 godzin. Ponieważ chciałam trochę odpocząc wyjechałam na
tydzień, po powrocie, znowu alkohol „chciałem się zapić na śmierć,
ale ona mnie odprowadziła do hotelu, póżniej ona się uchlała, więc
ją odprowadziłem pod drzwi” Pojednania, awantury (raz go pobiłam),
niby idealny mąż, ale smutny z pomysłami typu „będę sam wyjeżdżał na
weekendy, żeby odpocząc” – ja mówię – przecież jesteś w związku z Z.
jak to postrzegasz? - „ w jakim związku?”. „Może dobrze by było,
żebym się wyprowadził, wtedy odpoczęlibyśmy od siebie, ja bym się
zastanowił?” Ja odpowiadam, że wyprowadzkę traktuję jako zerwanie
naszego małżeństwa. W międzyczasie przyjeżdża nasz najmłodszy syn
(sytuacja zerwań, natychmiastowych powrotów i niby budowania życia
ze mną trwa już 2 mies.). Prowokuję spóźnienie do domu o 1 godz.
wracam do domu, jego praca rozłożona na stole, kontaktuję się tel.,
jest w melinie, tam gdzie pił, z tyłu głos panienki. Syn dowiaduje
się o tym, idzie tam, widzi sytuację. Ja podejmuję decyzję, że
wyrzucamy go z domu. Pakuję jego rzeczy w worki i kładziemy je na
klatce schodowej. Po 2 godz. mąż wraca do domu, oddaje bez problemów
klucze. Przyjaciółka znajduje mu mieszkanie do wynajęcia. Jesteśmy
cały czas w kontakcie. Po 5 dniach spotykamy się, żeby załatwić
bieżące sprawy (prowadzimy razem firmę). Następnego dnia mam
rozpaczliwy tel. „czy są szanse, żebym mógł wrócić do domu?” Ja
jestem pod opieką psychologa, który mówi o naszym
wzajemnym „ciążeniu ku sobie”, określa jego zachowania jako „krzyk o
pomoc”, mnie określa jako osobę z „poobcinanymi uczuciami”. Po
miesiącu jego samotnego(?) mieszkania zgadzam się, żeby na próbę
wrócił do domu. Spotykamy się poza domem, w kawiarni, on opowiada o
swoich uczuciach a ja nigdy bardziej nie kochałam go (także
fizycznie) niż wtedy. Zgadzam się na tydzień próbnego powrotu do
domu (były dramatyczne okoliczności), on sam deklaruje całkowite
zakończenie znajomości z Z.,
Jest w domu od 4 mies. Jest idealnym mężem, dużo pracuje (bez
ironii, znam tą pracę). Mówi, że praktycznie nie pamięta co się
wtedy działo, najchętniej zapomniałby te wydarzenia i mnie to
proponuje. Ale ja nie mogę. Niedługo wyjeżdżamy na parę dni
odpocząc, będzie to czas, gdy będziemy sami. Ja poczułam siłę
wolności, nigdy już nic między nami nie będzie takie samo, ale
bardzo zależy mi na rozwijaniu naszego związku, bo też zobaczyłam
swoje błędy i mam ogromne poczucie niespełnienia. Co mam robić, jak
rozmawiać, o czym mówić? Bardzo mi zależy na spojrzeniu na tą
sprawę „z zewnątrz”.