Dodaj do ulubionych

Zdrada i co potem?

26.11.07, 00:42
Błagam o pomoc. Życie posypało mi sie w kawałki. 7 lat bez pamięci
zakochany we wspaniałej dziewczynie. Zaręczyny, wspólne plany,
budowa domu, choć jeszcze nie ślub (jestem dobre kilka lat starszy).
Nie zawsze było jak w bajce, ale nie tego przecież oczekiwałem.
Problemy każdy ma.
Dzisiaj wyrzuciłem swoją ukochaną z domu, dowiedziawszy się, od
niej, że przeżyła najwspanialszy seks w swoim życiu z wykładowcą ze
swojej uczelni... Zaledwie kilka dni temu. Żałowała. Wydaje mi się,
że nawet bardzo. Spokojnie pomogłem sie jej spakować i odwiozłem do
rodzinnego domu...
Serce krwawi, bo to był związek zbudowany na bezgranicznym zaufaniu,
miłości i szczerości. Nadal chcę wierzyć, że wzajemnej.
Postąpiłem instynktownie, choć nadal myślę, że w jedyny słuszny
sposób. Jedno, co mnie przeraża, to to, że nadal ją kocham!!! Czy to
inercja uczuć, czy też nie da się tak łatwo zniszczyć 7 lat bardzo
silnych i pięknych uczuć.
Kontekst zdrady wskazuje na wydarzenie chwiliowe i jednorazowe.
Jeśli można jeszcze mówić o zaufaniu, to tak to mi zostało
przedstawione. Fakt, że przez ostatnie kilka miesiecy mieliśmy
raczej pod górę... Związek dostał zadyszki po tylu latach. A ja
przemęczony pracą i budową domu (0 czasu wolnego), nie byłem w tym
czasie ogierem w sypialni...
Ludzie, błagam o pomoc i radę. Z jedej strony, serce mi pęka na
myśl, że to, co było między nami takie wspaniałe, ma zostać teraz
pogrzebane. Naprawdę było dobrze, za wyjątkiem ostatnich kilku
miesiecy. Z drugiej natomiast, nie mam pojecia jak można przywrócic
teraz zaufanie, miłość, nie mówiąc już o tak przyziemnej sprawie,
jaką jest dzielenie łóżka. Dał sobie ktoś z tym radę?
Czy jeśli dziewczyna robi taki numer, to czy nie nosi w sobie takiej
skłonności? Sytuacja mogłaby się powtórzyć. Podobnych okolicznosci
(słabnace uczucie), może zdarzyć sie jeszcze w życiu kilka. Boże,
nadal ją kocham... Co zrobić, żeby się otrząsnąć?
Obserwuj wątek
    • bszalacha Re: Zdrada i co potem? 26.11.07, 01:57
      tylko wyć i czekać.Pewne rzeczy muszą odbyć się radykalnie,dla
      własnej samooceny.Pokazałeś swoje granice-brawo!Może nie umiałeś ich
      wcześniej zaznaczyć/za duzo dawałeś ato czasem budzi nieufnosc/.
      • facio60 Re: Zdrada i co potem? 26.11.07, 08:53
        każda sytuacja jest inna, ba! Każdy człowiek ma inną psychikę i
        trudno coś Ci tu jednoznacznie doradzić.
        Myślę,że trudno jest zapomnieć o zdradzie, w zasadzie jest to
        niemożliwe.
        Wiem to po sobie a i inne osoby, które tego doświadczyły, nie są w
        stanie zapomnieć mimo psychoterapii...
        Tak więc pozostaje Ci wybaczenie, o ile chcesz.
        Ja chyba jednak nie potrafiłbym. Sam zostałem zdradzony i mimo
        wielu prób, nie udało się.Poza tym, osoba która zdradziła nie jest
        już tą samą osobą.Wierzyłeś bezgranicznie, robiłeś wszystko dla
        domu- jak piszesz.
        Taaaak, miałem tak samo, tyle że jeśli chodzi o sex, to nie było z
        tym u mnie zle.Ale dowiedziałem się, że zostałem zdradzony, bo.....
        za mało chodziliśmy razem do knajp czy w ogóle na imprezy.
        Jak ktoś chce zdradzić, to każda wymówka jest dobra.
        Pomyśl, że może nie zasłużyła na Twoją miłość, albo Ty nie byłeś
        TYM facetem dla niej.
        • krzyccc Re: Zdrada i co potem? 26.11.07, 09:29
          Wicie co, najbardziej absurdalne jest to, że to ja w tej chwili chcę
          bardziej, jeśli ktokolwiek, poskładać rozsypane życie. Myślę, że w
          międzyczasie zgasła miłość, z czego nie do końca zdawałem sobie
          sprawę. Niedawno przekroczyłem 30, więc myślę dość racjonalnie -
          takiego życia jakie się przed nami rysowało nie warto było
          poświęcać, dla chwili słabości. Nie ważne, że uczucie przygasło w
          ostatnich miesiącach - taki stan, moim zdaniem należy przetrwać, aby
          odkryć się na nowo.
          Nie jestem pewien, czy mógłbym wybaczyć. Może tak. Ale przeraża mnie
          to, że dzień po fakcie, chyba jestem już tylko sam, który chce
          cokolwiek odbudowywać... Boże drogi...
          • shangri.la Re: Zdrada i co potem? 26.11.07, 09:34
            W pojedynkę nie uda Ci się zbudować związku. Do tego potrzeba woli obu osób,
            nawet jeśli podzieliło je coś strasznego....
            To ona powinna zabiegać o wybaczenie, bo ona Cię skrzywdziła.
            Trzymaj się!:)
          • nieznajomymotylek Re: Zdrada i co potem? 27.11.07, 14:12
            krzyccc napisał:

            > Wicie co, najbardziej absurdalne jest to, że to ja w tej chwili
            chcę
            > bardziej, jeśli ktokolwiek, poskładać rozsypane życie. Myślę, że w
            > międzyczasie zgasła miłość, z czego nie do końca zdawałem sobie
            > sprawę. Niedawno przekroczyłem 30, więc myślę dość racjonalnie -
            > takiego życia jakie się przed nami rysowało nie warto było
            > poświęcać, dla chwili słabości. Nie ważne, że uczucie przygasło w
            > ostatnich miesiącach - taki stan, moim zdaniem należy przetrwać,
            aby
            > odkryć się na nowo.
            > Nie jestem pewien, czy mógłbym wybaczyć. Może tak. Ale przeraża
            mnie
            > to, że dzień po fakcie, chyba jestem już tylko sam, który chce
            > cokolwiek odbudowywać... Boże drogi...

            Czytam czytam i jeztem w szoku czuje to samo, tylko ja po zdradzie
            mego meza nie chce nic budowac bo uwazam ze sie juz nie da czlowiek
            albo ufa alb nie, albo kocha calym sercem albo wcale. W ciągu chwili
            gdy prysło zaufanie prysła radość życia i jego sens .Moja jedna
            Kochana przyjaciółka powiedziała mi kiedyś, że to co nas w życiu
            spotyka nie dzieje sie bez przyczyny,nie ma znaczenia czy jest to
            dobre czy zle, Wazne jedynie jest to co jest w nas i bezwgledu na
            wszystko nalezy to w sobie pielegnowac.

        • bramasole2 a ja podejrzewam zdrade emocjonalna. 26.11.07, 13:14
          2 misiace temu urodzilo nam sie dziecko, na wiosne bedziemy budowac
          dom...a on nie chce sie kochac ze mna od dluzszego czasu....(pol
          roku).zaczelam sprawdzac mu telefon..dzwoni czesto do kolezanki z
          ktora pracowal wczesniej...wczoraj poklocilismy sie i tez do niej
          dzwonil. Nie wytrzymalam i zapytalam a on na to "dzwonilem by
          zapytac sie jak jest z wychowawczym dla meza" bo ponoc sie zna na
          tych sprawach bo ma 2 dzieci...hehe, jak uwazacie, wedlug mnie 100%
          kituje. Co myslicie o tym Panowie?
          • krzyccc Re: a ja podejrzewam zdrade emocjonalna. 26.11.07, 14:53
            Zapala się czerwona lampka. Nie musi to oznaczać od razu zdrady,
            moze po prostu flirtować (jesli tego nie uznasz za zdradę), aby
            poprawić sobie samopoczucie, zwrócić Twoją uwagę. Odgrywa się za
            coś? Często łóżko podąża za problemami natury nieseksualnej. Wiec,
            coś pewnie do siebie macie.
            Jednakże sam fakt braku współżycia, może być niepokojacy (my też
            przez to przeszliśmy w ostatnich tygodniach...). Zachowaj zdrowy
            rozsądek. Może przyczyna jest inna - zmeczenie? Budowa domu wykańcza
            człowieka. Wierz mi. Załóż, że mówi prawdę i rozmawiaj. Sprawdzaniem
            telefonu i tak go nie nakryjesz, jesli jest sprytny, a wpędzisz Was
            w większe problemy. Rozmawiaj, rozmawiaj, rozmawiaj. Jeśli buduje
            dom, to powinien być z tego dumny. Okaż mu to, że CI to imponuje. To
            naprawdę mega przedsięwzięcie dla jednostki.
            • bramasole2 Re: a ja podejrzewam zdrade emocjonalna. 26.11.07, 16:16
              ale kiedy ja probowalam porozmawiac to on powiedzial ze powinnam isc
              do psychiatry....a flirt owszem uwazam za zdrade..moje granice w tej
              kwestii sa malo elastyczne.Nie chce obudzic sie z reka w
              nocniku...Co robic?
              • krzyccc Re: a ja podejrzewam zdrade emocjonalna. 27.11.07, 00:42
                Nie wygląda to dobrze. Trudno tu mówić o jakimś wyborze. Tak
                naprawdę, to nie ma jasności, czy cokolwiek zaszło. Czasem pozory
                składają się w bardzo przekonującą całość, a rzeczywistość jest
                inna. Nie żyj tą obsesją. Czy rozważyłaś, że mąż może poczuć sie
                osaczony, i w ten sposób zareagował. Nic za tym nie musi stać.
                Zorienotwałem się, że ludzie potrzebują różnego stopnia swobody.
                Rozmowa z koleżanką nie musi być flirtem - to błąd mojego wyrażenia.
                Opisana przez Ciebie sytuacja wzmaga czujność, ale nie może być
                powodem oskarżenia. Jeśli to mozliwe, rozmawiajcie dużo, może
                powstrzymując się od wyrzutów.
    • elipsoida1 Re: Zdrada i co potem? 26.11.07, 09:49
      z tego co piszesz wynika, ze bardzo duzo robiles dla was, dla zwiazku, aby wasz
      zwiazek byl stabilny, do tego jeszcze dom..dla wielu kobiet to spelnienie marzen
      miec takiego mezczyzne u swojego boku, ale twoja kobieta nie docenila tego, moze
      zanim podejmiesz jakakolwiek decyzje spotkajcie sie i porozmawiajcie - jak ona
      widzi dalsze zycie..moze ta rozmowa przyniesie jakies rozwiazanie. Ja uwazam, ze
      jeseli jest milosc to do konca powinno sie walczyc o siebie, ale jest
      pytanie-jesli ona zdradzila ciebie z innym mezczyzna to czy to jest z jej strony
      milosc...? zycze powodzienia
    • renia1970 Re: Zdrada i co potem? 26.11.07, 11:25
      Hej.
      Może to zabrzmi banalnie, ale tak to już jest...
      Czasami w życiu zdarzają się takie słabości. I to, że się zdarzają
      wcale nie musi oznaczać, że to już koniec definitywny. Czasami to
      manifest. Wołanie o uwagę, modlitwa o miłość.
      Absurd-powiecie? Nieeee... W życiu dążymy przede wszystkim do tego,
      żeby kochać i być kochanym. Żeby nas akceptowano. Czasem się o to
      prosi jawnie, czasem skrycie. A czasem robi się głupoty.
      Podświadomość dąży do tego, żeby zamanifestować, świadomość się
      burzy, potem jest zgrzyt, poczucie winy...
      Zanim tak całkiem oskarżysz tą swoją kobitę, poprzyglądaj się trochę
      temu. Ona bardzo żałuje. Niekoniecznie musi tak być, że to tylko Ty
      chcesz ratować waszą miłość. Może jej poczucie winy teraz triumfuje
      do tego stopnia, że nie wie jak z Tobą rozmawiać i jak Cię
      przepraszać...
      To że Ci o tym powiedziała świadczy niewątpliwie o dojrzałości uczuć
      i pokonaniu się w wewnętrznej walce. No i oczywiście o przyjęciu
      własnej klęski i ułomności.
      Cholera, kto jest bez winy niechaj pierwszy rzuci kamień...
      • krzyccc Re: Zdrada i co potem? 26.11.07, 11:50
        A wiesz Renia, że bardzo mnie ujął twój komentarz. Jest dużo racji w
        tym co piszesz, a przynajmniej zgadza się to z tym, co słyszę od
        mojej (nie jestem w stanie napisać 'byłej'...) narzeczonej. Były
        sprawy, które przwdopodobnie zaniedbałem, ze względu na obowiązki
        praca / budowa. Z tym, że ta forma manifestu jest destrukcyjna. Dla
        mężczyzny jest to skrajne upokorzenie (nie wiem, czy mam rację, ale
        może kobieta przeżywa to bardziej w płaszczyźnie psychicznej). Czuję
        się pokonany, przez jakiegoś szubrawca, który wykorzystał moją
        największą w życiu Wartość. A potem wypluł, nie robiąc złudzeń. To
        atawistyczna reakcja, myślę ogółu męskiego społeczeństwa.
        Nie wiem, czy to tylko ja chcę naprawić związek (szalone, ale nadal
        wierzę, że jest więcej wart, niż moje upokorzenie). Może ta
        obojetność to obrona przed wyrzutami sumienia? Znowu ją tłumaczę...
        I tak było zawsze...
        • bramasole2 A ja ujme to tak... 26.11.07, 13:19
          Sa dwa rodzaje mezczyzn: 100% samce bez pierwiastka zenskiego i
          samce z pierwiastkiem zenskim. Oczywiscie ci z tej drugiej grupy to
          doskonaly material na opiekunczego meza, z ktorym mozna cos
          stworzyc. Niestety tacyu faceci najczesciej wiaza sie z kobietami,
          ktore tego nie doceniaja. Takim kobietom sie nudzi w zwiazku-maja za
          dobrze. Ja jestem ze 100% samcem i zycie z nim to ciagla
          walka..czasami chcialabym odpoczac. Nie wyobrazam sobie bym mogla go
          zdradzic.ZDRADA wyniszcza, a swoja ofiare przenosi w swiat
          kompleksow i poczucia winy. Nie daj sie przeniesc w ten
          swiat..Mieliscie trudny okres w zyciu, byles zmeczony...nie
          upowaznia to jej do wskakiwania z innym facetem do lozka!!!
        • kozica111 Re: Zdrada i co potem? 26.11.07, 14:33
          Problem polega na tym ze ty juz nie masz wyboru, ktos bez twojej
          zgody zabral ci dawne zycie.Czy mozna wybaczyc zdrade- tak, czy
          mozna zapomniec- nie.
          Kobietom generalnie jest łatwiej, latwiej zyc ze swiadomoscia zdrady
          bo to uderzenie glownie w zwiazek, dla mezczyny to atak na zwiazek
          ale tez w jego ego, poczucie meskosci, dlatego uwazam ze juz nic z
          tego nie bedzie.
        • nangaparbat3 Re: Zdrada i co potem? 07.12.07, 19:39
          A mnie sie bardzo podoba myśl, ze zwiazek jest dla Ciebie wazniejszy niz
          upokorzenie. Dla mnie to znak, ze jestes silną osobą, ktora tak znowu bardzo
          samym soba sie nie przejmuje. To rzadkość.
          Wydaje mi się, ze gdby mnie zdradził ktoś, kogo bym bardzo kochala, ale potem
          chciał byc ze mną i widzialabym, ze mnie kocha - nie żądalabym zadnego
          specjalnego starania i blagań o wybaczenie. Za to na pewno zrobiłabym wszystko,
          byśmy byli w naszym zwiazku bardziej szczerzy, bardziej otwarci, i tez bardziej
          wzajemnie troskliwi. Żebym nie wpadła w schizę wiecznej podejrzliwości.
          Uczono mnie, ze kobieta zdradza tylko wtedy, kiedy czuje, ze w zwiazkiu cos jest
          nie tak - sam piszesz, ze nie bylo. Moze się czuła niekochana po prostu? I moze
          wcale nie chodzi tu o lożko, ale o takie pierdoly jak przytulenie, poglaskanie,
          czasem po prostu o usmiech i uwazne wysluchanie?
    • aserath Re: Zdrada i co potem? 26.11.07, 15:27
      i właśnie dlatego nie należy mówić o zdradach....

      no ale co się stało to się nie odstanie. Moim zdaniem, powinienieś teraz jakiś
      czas sie z nią nie kontaktowac, samemu pomysleć na czym ci zalezy, co jest w
      zyciu wazne, na ile ona jest wazna.
      nikt nie podejmie za ciebie decyzji i mnie ciężko jest ocenić czy ten wyskok, to
      jak napisala renia - to wołanie o milość, czy jawna głupota spowodowana brakiem
      milości, chęcią przezycia przygody itd.

      martwi mnie coś innego, to ze napisałes: " najwspanialszy seks w swoim życiu z
      wykładowcą". ten "najwspanialszy" to jest tutaj słowo lkluczowe. Bo
      najwspanialszy seks to się ma albo jak chemia buzuje na całego i dwoje ludzi po
      prostu świata za sobą nie widzi, albo jak się ludzie mocno kochają i są ze sobą
      blisko. Naprawde to sporadyczne przypadki (nie wykluczam oczywiście ich
      istnienia) ze najwspanialszy w zyciu seks uprawia się z gościem do ktorego sie
      nic nie czuje, ktorego sie dobrze nie zna i z ktorym cie nic nie łączy....
      • nangaparbat3 aserath 07.12.07, 19:43
        My nie wiemy, czy to BYŁ najwspanialszy seks w jej zyciu - wiemy tylko, ze tak
        POWIEDZIAłA. Mnie sie zdaje, ze takie rzeczy mozna mowic tylko po to, by komus
        strasznie dokuczyć - moze chciala go za cos ukarac po prostu?
    • synvilla Re: Zdrada mowi bardzo wiele o ludziach. 26.11.07, 15:56
      To co sie stalo...To jej sposób rozmowy z toba. Jej rodzaj
      komunikacji, który mówi:"mamy problem." "Ja mam problem"

      Oboje jesteście jeszcze bardzo młodzi i wiele mozecie zmienić.

      Gdyby nie było w tej kobiecie za krztynę honoru, nigdy byś się nie
      dowiedział o jej zdradzie. Robiłaby to skutecznie za twoimi plecami.
      To ze ci to powiedziała, to jest jeszcze nadzieja w tym.Ona chce
      się dostac do twoich uczuc.

      Czy nie można wyjść ze zdrady? MOŻNA. A nawet w wielu wypadkach
      trzeba. Ludzkie jest bładzić.Wszyscy jesteśmy gdzies tam słabi
      podnosimy się i upadamy i tak w kółko.

      Co ja ci radzę z perspektywy moich lat.
      Sptkaj się z nią. Moze w neutralnym miejscu. Porozmawiaj. Spytaj
      czego jej brak. I czy ty jesteś w stanie to jej dać. Bo na tym
      polega miłosć. Nie na oczekiwaniu ze się dostanie, a na tym ze sie
      da.
      Takie wydarzenie moze was zbliżyć. A moze tez i oddalić. wszystko
      zależy czy umiesz poskromnic swoje Ego i swój egoizm.
      Nie daj sie Ego to zły doradca w miłości....
      Rozmawiaj rozmawiaj i rozmawiaj i to jak najszybciej to mozliwe i
      pamietaj, jako urazony egosita nic nie wygrasz w tym zyciu.
    • asidoo Re: Zdrada i co potem? 26.11.07, 20:26
      Jarzębiak na dywanie
    • putea Re: Zdrada i co potem? 26.11.07, 20:54
      zdrada boli,boli tak bardzo, ze jedynym wyjsciem wydaje sie byc rozstanie. ale
      co potem ? nowy zwiazek z nowa kobieta budowany na urazach starego zwiazku i
      cieniem wielkiej, niespelnionej milosci ?
      stalo sie ..trudno.
      jesli ja kochasz, wybacz jej.
      zainwestuj w ratowanie tej milosci ta energie, ktora musialbys zainwestowac by
      zbudowac cos nowego.
      nowego nie oznacza lepszego- to wielka niewiadoma.
      tu wiesz, co Cie czeka.wiesz,ze jest to fantastyczna osoba.
      kochasz ta kobiete, ona zbladzila.
      oddala swoje cialo,tylko cialo, sercem jednak jest nadal przy Tobie.
      tylko cialo, poniewaz wiedziala, ze to Cie zaboli, a mialo zabolec, zebys sie
      ocknal,ona czula sie samotna.
      gdyby przestala Cie kochac, pokochalaby kogos innego.Oddalaby mu nie tylko
      cialo, ale i dusze.
      Wtedy nie byloby czego ratowac.
      Tak latwo jest przekreslic wszystko, tak trudno zawalczyc.
      Oczywiscie musicie chciec tego obydwoje.
      Czasem cos musi umrzec,by moglo narodzic sie cos nowego.
      ALE KOCHAC TO ZNACZY ZOSTAC, GDY WSZYSKO KRZYCZY : UCIEKAJ !
      • shangri.la Re: Ech, przesadzasz Putea:) 26.11.07, 21:36
        "Gdy wszystko krzyczy; uciekaj" to UCIEKAJ, bo drogo zapłacisz za swoją
        opieszałość(!)
        Autor wątku ma jednak dość mieszane uczucia i "nie wszytko" każe mu uciekać,
        dlatego ci ludzie mają jeszcze szansę na szczęście....:)
    • kasiek132007 Re: Zdrada i co potem? 26.11.07, 21:30
      wiesz krzyccc nie wiem jak mogę ci pomóc i jak pocieszyć więć napiszę Ci że ja
      byłam w podobnej sytuacji i zdawało się ze to już koniec.Ale kiedy jest z jednej
      strony miłość i z drugiej nie ma jeszcze nic straconego.Na pewno bardzo cierpisz
      i uwierz mi że ja to rozumię, na pewno nie wiesz co zrobić bo tęsknisz ale z
      drugiej strony jakbyś ją spotkał nie wiedział byś co ze sobą zrobić, więc daj
      sobie trochę czasu a potem działaj. Próbuj ją odzyskać a zobaczysz ze jeszcze
      będziesz szczęśliwy(oczywiście trochę to potrwa ale czas leczy rany i ja się o
      tym przekonałam).
    • mona.blue Re: Zdrada i co potem? 26.11.07, 22:08
      Jest szansa, że uda Wam sie odbudować Wasz związek, jeżeli obydwoje
      naprawdę będziecie tego chcieli, i jeżeli będziesz chciał i mógł
      Jej przebaczyć. Ale napewno teraz będzie trudniej, Twoje zaufanie
      zostało zawiedzione i chyba trudno będzie je odbudować.
    • krzyccc Re: Zdrada i co potem? 27.11.07, 00:29
      Jestęcie wspaniali. Bardzo dziękuję, za tak liczne komentarze.

      Teraz Was pewnie zaskoczę. Jeszcze dziś, dzień po informacji,
      przekonałem sam siebie, że muszę uczynić wszystko, aby uratować ten
      związek. Wszystko, włącznie z upokorzeniem i podeptaniem swojej
      godnosci... Wybrałem się dziś do Niej, z prośbą, abyśmy wspólnie
      uratowali to co było takie piękne. Obiecałem, że poradzę sobie z
      moim upokorzeniem, abyśmy odzyskali siebie. Nie chciałem nawet o tym
      rozpamiętywać. Reakcja była dość rozczarowująca, o czym miałem Wam
      napisać, jako końcu całej historii.
      Po powrocie do domu, rozmawialiśmy telefonicznie - głównie mój
      monolog. Reakcja już zupełenie inna. Niezbedny będzie czas, ale to
      co pewne, to wbiłem kij miedzy szprychy maszyny destrukcji,
      trawiącej już nasz związek. Mam wrażenie, że dewastacja została
      powstrzymana, i żyję nadzieją, dalej nie ruszy.
      Może weźmiecie mnie za idotę. Wszedłem właśnie na bardzo
      niebezpieczną drogę, ktora może kosztować mnie jeszcze więcej
      cierpienia, ale wierzę, że powstrzymałem ogarniająca nas nicość...
      Wielkim kosztem. Nie byłoby mnie na to pewnie stać za miesiąc, może
      nawet za tydzień. Uczucie powoli umiera.
      Wracając do człowieka, z którym mnie zdradziła. Napisałem, że czuje
      sie przez niego pokonany, i tak jest nadal. Rozmyślam o
      wyrafinowanej zemście, ale co to odwróci? Przerażające jest to, że
      człowiek o wiele starszy od mojej narzeczonej, wykładowca, wzór,
      ostoja, w tych kluczowych sekundach wybrał drogę zaspokojenia swojej
      podłej żądzy. Mógł zatrzymać zło. Wiedząc, że nasz związek przeżywa
      kryzys. Wytłumaczyć. Wesprzeć. Dać nadzieję... Jakiego szlachetnego
      dzieła by dokonał. Uratowałby być może szczęście młodej osoby, a
      obok i moje własne. Swoim upóstem pogrzebał dwa naraz.
      Moja ukochana jeszcze nie jest do końca świadoma, że sama została
      upokorzona. Błądzi. Jej wspaniałe serce wypełnili fałszywi ludzie i
      fałszywe idee.
      Przed nami wielka niewiadoma. Równocześnie, wkrótce, oddam się w
      ręce psychologa. Sytuacja przerosła moje doświadczenie życiowe.
      Rada dla wszystkich w podobnym kłopocie. Jeśli widzicie cień
      nadziei, warto ratować dobry związek wszelkim kosztem. Nawet
      zdeptanym honorem. Czuję to, mimo, że jeszcze nie wiem, gdzie ta
      droga nas zaprowadzi...
      • szarylemur Re: Zdrada i co potem? 27.11.07, 03:39
        "Przerażające jest to, że
        człowiek o wiele starszy od mojej narzeczonej, wykładowca, wzór,
        ostoja, w tych kluczowych sekundach wybrał drogę zaspokojenia swojej
        podłej żądzy. Mógł zatrzymać zło."

        twoja narzeczona tym bardziej mogla " zatrzymac zlo", a dotyczylo jej ono
        znacznie bardziej bezposrednio niz wykladowce - satyra

        Wiedząc, że nasz związek przeżywa
        kryzys. Wytłumaczyć. Wesprzeć. Dać nadzieję... Jakiego szlachetnego
        dzieła by dokonał. Uratowałby być może szczęście młodej osoby, a
        obok i moje własne."
        a dlaczego on akurat mialby dbac o twoje szczescie? na tej zasadzie to i ty
        moglbys wykazac sie szlachetnoscia, pojsc i pogratulowac mu, albo lepiej nawet
        in obojgu, milych chwil...

        "Moja ukochana jeszcze nie jest do końca świadoma, że sama została
        upokorzona. Błądzi. Jej wspaniałe serce wypełnili fałszywi ludzie i
        fałszywe idee."
        jej wspaniale serce
        z piernika
        pozarl czas

        wiem ze boli, ale stworzyles sobie wlasnie obrazek swietej zbrukanej przez zlo
        wcielone.
        moze masz racje ale raczej nie
      • shangri.la Re: Bardzo słuszna decyzja. 27.11.07, 07:19
        Podziwiam Twój hart ducha i determinację.
        Jedno tylko odradzam stanowczo, nie "oddawaj się w ręce " żadnych psychologów(!)
        O własne życie musisz walczyć sam i nie pomoże Ci żaden rozdrapujący Ci duszę za
        Twoje własne pieniądze, psycholog.
        Powodzenia:)
        • renia1970 Re: Bardzo słuszna decyzja. 27.11.07, 09:07
          Oj, ludziska.
          Ja tam chylę czoła przed Krzychem. Super, że są jeszcze na tym
          świecie Prawdziwi Mężczyźni, którzy potrafią powiedzieć KOCHAM,
          WALCZĘ,WYBACZAM.
          Jasne, że to trudne. Jasne, że boli. Oczywiście, że nie da się
          zapomnieć. Za to da się wyciągnąć wnioski i naukę na przyszłość. I
          da się starać i zabiegać o lepsze. I często jest tak, że wstrząs
          powoduje nowe, konstruktywne spojrzenie.
          Może dzięki temu będziecie uważniejsi na siebie i przed kolejnym
          kryzysem usiądziecie i rozgadacie sobie problem zamiast go sobie
          udowadniać naocznie...
      • ania.mimi Re 27.11.07, 09:34
        Bardzo dobrze zrobiłeś nawiązując kontakt z Twoją ukochaną bo zapewne nadal nią
        jest. Pisałeś,że ostatnio mieliście mało czasu dla siebie być może to było
        przyczyną takiej sytuacji. Powinieneś zastanowić się nad tym, czego zabrakło w
        waszym związku, co umknęło Twojej uwadze. Kobieta dopuszcza się zdrady gdy w
        związku naprawdę coś nie gra zwłaszcza gdy kocha. Może za mało ciepła jej
        dawałeś i znalazła to u innego mężczyzny?Musicie szczerze porozmawiać. Dużym
        plusem jest fakt, że powiedziała Ci o zdradzie. Gdyby zależało jej naskokach w
        bok to prawdopodobnie nigdy nie dowiedziałbyś się o tym. Ludzie popełniają błędy
        i każdy zasługuje na szansę. Ale tak naprawdę wszystko zależy od Ciebie, czy
        będziesz umiał wybaczyć i nauczyć się żyć z tym, bo nie zapomina się zdrady tak
        łatwo. Powodzenia:)pamiętaj miłość dużo potrafi wytrzymać...
      • nieznajomymotylek Re: Zdrada i co potem? 27.11.07, 15:04
        krzyccc napisał:

        > Jestęcie wspaniali. Bardzo dziękuję, za tak liczne komentarze.
        >
        > Teraz Was pewnie zaskoczę. Jeszcze dziś, dzień po informacji,
        > przekonałem sam siebie, że muszę uczynić wszystko, aby uratować
        ten
        > związek. Wszystko, włącznie z upokorzeniem i podeptaniem swojej
        > godnosci... Wybrałem się dziś do Niej, z prośbą, abyśmy wspólnie
        > uratowali to co było takie piękne. Obiecałem, że poradzę sobie z
        > moim upokorzeniem, abyśmy odzyskali siebie. Nie chciałem nawet o
        tym
        > rozpamiętywać. Reakcja była dość rozczarowująca, o czym miałem Wam
        > napisać, jako końcu całej historii.
        > Po powrocie do domu, rozmawialiśmy telefonicznie - głównie mój
        > monolog. Reakcja już zupełenie inna. Niezbedny będzie czas, ale to
        > co pewne, to wbiłem kij miedzy szprychy maszyny destrukcji,
        > trawiącej już nasz związek. Mam wrażenie, że dewastacja została
        > powstrzymana, i żyję nadzieją, dalej nie ruszy.
        > Może weźmiecie mnie za idotę. Wszedłem właśnie na bardzo
        > niebezpieczną drogę, ktora może kosztować mnie jeszcze więcej
        > cierpienia, ale wierzę, że powstrzymałem ogarniająca nas nicość...
        > Wielkim kosztem. Nie byłoby mnie na to pewnie stać za miesiąc,
        może
        > nawet za tydzień. Uczucie powoli umiera.
        > Wracając do człowieka, z którym mnie zdradziła. Napisałem, że
        czuje
        > sie przez niego pokonany, i tak jest nadal. Rozmyślam o
        > wyrafinowanej zemście, ale co to odwróci? Przerażające jest to, że
        > człowiek o wiele starszy od mojej narzeczonej, wykładowca, wzór,
        > ostoja, w tych kluczowych sekundach wybrał drogę zaspokojenia
        swojej
        > podłej żądzy. Mógł zatrzymać zło. Wiedząc, że nasz związek
        przeżywa
        > kryzys. Wytłumaczyć. Wesprzeć. Dać nadzieję... Jakiego
        szlachetnego
        > dzieła by dokonał. Uratowałby być może szczęście młodej osoby, a
        > obok i moje własne. Swoim upóstem pogrzebał dwa naraz.
        > Moja ukochana jeszcze nie jest do końca świadoma, że sama została
        > upokorzona. Błądzi. Jej wspaniałe serce wypełnili fałszywi ludzie
        i
        > fałszywe idee.
        > Przed nami wielka niewiadoma. Równocześnie, wkrótce, oddam się w
        > ręce psychologa. Sytuacja przerosła moje doświadczenie życiowe.
        > Rada dla wszystkich w podobnym kłopocie. Jeśli widzicie cień
        > nadziei, warto ratować dobry związek wszelkim kosztem. Nawet
        > zdeptanym honorem. Czuję to, mimo, że jeszcze nie wiem, gdzie ta
        > droga nas zaprowadzi...


        Nie myśl o wyrafinowanej zdradzie, nie rób niczego w życiu czego
        kiedys byś żałował, i mimo iż los wystawia Cię na próbę wierz
        głeboko wierz w siebie. Zło może tylko być zniszczone przez siłę
        jakie niesie w sobie szlachetne dobro.


      • kasiek132007 Re: Zdrada i co potem? 27.11.07, 16:05
        witaj krzyccc to ty jesteś wspaniały ze dajesz swojej ukochanej szanse. bardzo
        się ciesze i myślę ze będziesz bardzo szczęśliwy, chodź wiem że do tego droga
        długa.Jeśli jest po między Wami wielka miłość (jak w moim przypadku)to
        przetrwacie ten kryzys. Z całego serducha życzę szczęścia:-)
        • nieznajomymotylek Re: Zdrada i co potem? 27.11.07, 16:14
          kasiek132007 napisała:

          > witaj krzyccc to ty jesteś wspaniały ze dajesz swojej ukochanej
          szanse. bardzo
          > się ciesze i myślę ze będziesz bardzo szczęśliwy, chodź wiem że do
          tego droga
          > długa.Jeśli jest po między Wami wielka miłość (jak w moim
          przypadku)to
          > przetrwacie ten kryzys. Z całego serducha życzę szczęścia:-)

          Kasiek132007 ty zdradziłaś czy Ty wybaczyłaś?
          • lilka1970 Re: Zdrada i co potem? 07.12.07, 00:20
            Zachowujesz sie podobnie jak ja kiedyś ,zdradził mnie mąż , bolało
            bardzo i 6 lat trwało otrząsanie się z tego ale było warto , dla
            nas , dla dziecka!POradziłam sobie z tym sama , bez pomocy
            psychologa i Tobie życzę tego samego , nie poddawaj się , o ile jej
            zależy na Tobie. Jesteś wspanałym facetem i trzymam kciuki za Ciebie
    • nieznajomymotylek Re: Zdrada i co potem? 27.11.07, 14:00
      Witam,

      Los sprawil, że i Ty i Ja znalezliśmy sie w podobnej sytuacaji ja
      tylko z tą mała różnicą jestem kobietą o wszystkim dowiedziałam się
      też kilka dni temu :( Z moim mężem jestem prawie 10 lat rocznica
      miała być w grudniu tego roku. Polecam Ci książkę Zdrada w
      Związku "Anna Jakubowska Paweł Zaremba-Śmietański. Jeśli będziesz
      chciał pogadać odezwij się na emaila nieznajomymotylek@gazeta.pl. to
      podam Ci nr gg.

      Pozdrawiam


      krzyccc napisał:

      > Błagam o pomoc. Życie posypało mi sie w kawałki. 7 lat bez pamięci
      > zakochany we wspaniałej dziewczynie. Zaręczyny, wspólne plany,
      > budowa domu, choć jeszcze nie ślub (jestem dobre kilka lat
      starszy).
      > Nie zawsze było jak w bajce, ale nie tego przecież oczekiwałem.
      > Problemy każdy ma.
      > Dzisiaj wyrzuciłem swoją ukochaną z domu, dowiedziawszy się, od
      > niej, że przeżyła najwspanialszy seks w swoim życiu z wykładowcą
      ze
      > swojej uczelni... Zaledwie kilka dni temu. Żałowała. Wydaje mi
      się,
      > że nawet bardzo. Spokojnie pomogłem sie jej spakować i odwiozłem
      do
      > rodzinnego domu...
      > Serce krwawi, bo to był związek zbudowany na bezgranicznym
      zaufaniu,
      > miłości i szczerości. Nadal chcę wierzyć, że wzajemnej.
      > Postąpiłem instynktownie, choć nadal myślę, że w jedyny słuszny
      > sposób. Jedno, co mnie przeraża, to to, że nadal ją kocham!!! Czy
      to
      > inercja uczuć, czy też nie da się tak łatwo zniszczyć 7 lat bardzo
      > silnych i pięknych uczuć.
      > Kontekst zdrady wskazuje na wydarzenie chwiliowe i jednorazowe.
      > Jeśli można jeszcze mówić o zaufaniu, to tak to mi zostało
      > przedstawione. Fakt, że przez ostatnie kilka miesiecy mieliśmy
      > raczej pod górę... Związek dostał zadyszki po tylu latach. A ja
      > przemęczony pracą i budową domu (0 czasu wolnego), nie byłem w tym
      > czasie ogierem w sypialni...
      > Ludzie, błagam o pomoc i radę. Z jedej strony, serce mi pęka na
      > myśl, że to, co było między nami takie wspaniałe, ma zostać teraz
      > pogrzebane. Naprawdę było dobrze, za wyjątkiem ostatnich kilku
      > miesiecy. Z drugiej natomiast, nie mam pojecia jak można
      przywrócic
      > teraz zaufanie, miłość, nie mówiąc już o tak przyziemnej sprawie,
      > jaką jest dzielenie łóżka. Dał sobie ktoś z tym radę?
      > Czy jeśli dziewczyna robi taki numer, to czy nie nosi w sobie
      takiej
      > skłonności? Sytuacja mogłaby się powtórzyć. Podobnych okolicznosci
      > (słabnace uczucie), może zdarzyć sie jeszcze w życiu kilka. Boże,
      > nadal ją kocham... Co zrobić, żeby się otrząsnąć?
    • synvilla Re: Apropo psycholog. 27.11.07, 17:21
      sa rozne opinie, jednak mysle ze wiekszosc owych psychologow to
      ludzie z doswiadczeniem i dosc madrzy aby szukac u nich pomocy.

      Co do twojej osoby to napewno dobrze ci powinno to zrobic, ale nie
      tylko ty powinienes skorzystac z pomocy psychologa.
      Twoja dziewczyna tez!
      Zdradzajac cie pokazala ze ma problemy. Moze sa to problemy
      osobowosci? Moze brak dojrzalosci emocjonalnej, sklonil ja do
      ucieczki w zdrade? Cokolwiek by to nie bylo jako para macie oboje
      problem i oboje powinniescie szukac pomocy u kogos kto jest dobrym
      psychologiem.
      jak juz zostaniesz sam to sam dla siebie tez szukaj pomocy.

      Tak piszac o sobie prywatnie, to przeszlam przez dobrego i zlego
      psychologa.
      Po moim rozwodzie szukalam pomocy u kogos kto mi pomoze wyjscze
      slepego zaulka.
      Znalazlam kobite-psycholog ale bardzo dziwna. Bardzo zly psycholog.
      psycholog ktory sam powinien pojsc do psychologa.
      Dopiero po jakims czasie trafilam na dobra psycholog. I dzieki niej
      wyszlam z klopotow. Choc to zabiera czasem wiele czasu.
      na psychologow trzeba bardzo uwazac, jednak jak trafi sie na kogos
      madrego to jest to zlota warte.
      • krzyccc Re: Apropo psycholog. 27.11.07, 17:26
        masz rację, że oboje tego porzebujemy, ale to przyjdzie z czasem.
        Jeszcze za wcześnie, żeby wydawać opinie o psycholog, którą dzisiaj
        spotkałem. Zdaję sobie sprawę, że z tym, to jak z każdym lekarzem,
        tylko, że fuszera wiele więcej szkodzi, niż wizyta u złego
        internisty. Trzymaj kciuki. Dzięki.
        • ania1022 Re: Apropo psycholog. 27.11.07, 23:06
          W jeden dzien znalazles psychologa? hmmm..........
          • krzyccc Re: Apropo psycholog. 27.11.07, 23:33
            a jakbym szukał tydzień, to coś bym zyskał? swój rozum mam, to
            szybko się przekonam, że z wyboru wyszła lipa. to, przez co teraz
            przechodzę, jest 1000 razy trudniejszym zadaniem. nie przesadzaj.
            • ania1022 Re: Apropo psycholog. 28.11.07, 18:05
              Nie o to chodzi. Watpie poprostu w prawdziwosc tej opowiesc ale
              ladnie piszesz, powinienes to opublikowac.
              • krzyccc Re: Apropo psycholog. 28.11.07, 19:04
                Jezu drogi!!!!!!!! Aniu, ja tez chcę wątpić w prawdziwość tej
                opowieści, ale niestety nie moge. To się dzieje. Tu i teraz! Z całym
                szacunkiem, gdzieś mam publikacje. To forum pełne jest takich samych
                problemów. Wszyscy mają tu rację. To, że piszę, co się teraz ze mną,
                nami dzieje, dodaje mi siły. Nie będę Cię przekonywał. Sam chciałbym
                obudzić się jutro rano i powiedzieć, koszmar, bujda na resorach.
    • nadusia00 Re: Zdrada i co potem? 27.11.07, 20:18
      szkoda stracic to. co przezyliscie razem.MOIM ZDANIEM MUSICIE
      USIASC I SPOKOJNIE POROZMAWIAC GDY OPADNA EMOCJE CZAS NAJLEPSZYM
      LEKARZEM .TY MUSISZ SIE USPOKOIC A ONA PRZEMYSLEC CZY WARTO
      BYLO.POZA TYM MUSISZ BYC PEWNY CZY BEDZIESZ MOGL ZAPOMNIEC I NIGDY
      DO TEGO NIE WRACAC.BO TO BEDZIE RYSA .ZYCZE POWODZENIA
    • verdifirst Re: Zdrada i co potem? 27.11.07, 23:54
      W/g mnie powinieneś ją zostawić...
      Jeśli stwierdziłaby że kocha Cię i chce to naprawić to ona powinna wykonać
      pierwszy krok a nie Ty. Czy myślisz iż pozbędziesz się z głowy owego pytania
      które brzmi: Co ona teraz robi? Jeśli mnie znów zdradza?... W każdej drobnostce
      zaczniesz doszukiwać się drugiego dna.
      Walcz o własne zdrowie (psychiczne) i dobre samopoczucie a nie o związek który
      już nigdy nie będzie taki jak był.
      Nic już nie będzie takie same..

      Pozdrawiam i życzę szczęści!
      Trzymaj się!
      • krzyccc Re: Zdrada i co potem? 28.11.07, 00:43
        To WAŻNE. KTO MOŻE, NIECH CZYTA!
        Wszyscy macie rację. Zdrada, zamach na naszą miłość, usprawiedliwia
        wyrzucenie jej z domu, obrócenie się plecami na całe życie, zemstę
        itp. Jest to tak jednoznaczna sytuacja (szerszy kontekst, którego tu
        nie przytaczam, może jeszcze bardziej w tym upewnić), że pewnie nie
        było by trudno znaleźć potwierdzenie dla takiego działania.
        Ja jednak wiem, nawet nie czuję, wiem, że moja ukochana tragicznie
        zbłądziła. Nie szukam usprawiedliwienia dla jej zdrady, bo takiego
        nie ma. Kropka. Coś, co w tym wszystkim jest najistotniejsze, to, że
        moja miłość przetrwała tę najwyższą próbę. Wyznaję to przed Wami.
        Jeszcze kilka dni temu, przed wszystkim, nie byłem w połowie pewien
        tego uczucia.
        Co do niej, patrząc z zewnątrz, tej miłości tam teraz nie
        znajdziecie. Nie widzi tego sama ona, chociaż jest to głęboko w jej
        sercu, otoczne pancerzem zwątpienia, żądzy odmiany. Pewnie jedno i
        drugie byłoby samospełniającą się apokalipsą tego związku, gdyby
        postąpić jak radzisz Verdifirst. Za co Ci i tak dziękuję.
        Sęk w tym, że znam ją od tak dawna, że widzę jak błądzi. Jak działa
        na swoją szkodę, nie potrafiąc oszacować teraz ogromu strat. Widzę,
        jak w swojej młodej, niedoświadczonej duszy, ulega fałszywej poezji
        pewnego podstarzałego fiuta, który żeruje na jej ciele, ale do duszy
        i tak nie trafi. Papier wszystko zniesie - umiejętną manipulację
        słowem, która ma wyrażać miłość, której marny poeta nigdy nie
        zaznał. A prawdziwa poezja pisana jest przez życie, w takich
        chwilach jak ta, gdzie nie ma mowy o nagrodzie, odwzajemnieniu
        uczucia. Nie jest to może spisane ozdobnym językiem, ale jest
        prawdziwe i nieśmiertelne. Bo to co sie właśnie dokonało w imię
        prawdziwej miłości, nie zostanie już nigdy odwórcone.
        Więc, panie marny poeto, wykładowco Akademii Pedagogiki Specjalnej w
        Warszawie, jest pan fałszerzem miłosci. Pana pismo nigdy nie
        pomieści tej siły, jaką ona niesie!!!
        Moje zadanie się skończyło. Przetrwałem, kochając moją narzeczoną.
        Więcej nie bedę walczył, choć nadal na Ciebie czekam. Czas pokaże
        jak długo.
        Ku wątpliwosciom wszystkich borykających się kiedyś, obecnie lub w
        przyszłości z podobnymi dramatami; nie żałuje ani chwili z naszego
        wspólnego życia. Nie żałuję swojego upokorzenia, zdeptanego honoru i
        złamanego serca. Było warto. Miłość wygrała tę próbę.
        Polecam to jako temat do dalszej pracy na poezją w wykonaniu pewnego
        sk...syna z APS. Póki co, nic takiego panu nie wyszło.
        Adios. Dalszego ciągu na razie nie przewidziano... Dziekuje
        wszystkim.

        • madziejka2 Re: Zdrada i co potem? 28.11.07, 21:14
          Powiem Ci, że jesteś fantastycznym człowiekiem. O wielkim sercu i
          miłości tak ogromej i pełnej, którą nie wszyscy potrafią zrozumieć.
          Twoja opowieść, smutna z ogromym bólem przypomniała mi moje życie. I
          powiem tak: trzymam za Ciebie kciuki, walcz, delikatnie, jak trzeba
          wycofaj się na jakiś czas, ale zawsze rób tak by Twoja Ukochana
          wiedziała, że wystarczy telefon i w każdej sprawie może na Ciebie
          liczyć, że mimo wszystko zawsze będzie dla Ciebie najważniejsza.
          Obawiam się, że taka miłość pomimo wielu starań by ją wyciszyć nigdy
          na to nie pozwoli, bo to ta prawdziwa, na całe życie. Ludzi, którzy
          by potrafili się tak zachować jak TY, jest niewielu, bo i niewielu
          kochało na prawdę. Kochaj...po prostu kochaj i mam ogromną nadzieję,
          że Ona to zauważy, zrozumie jak wielkie to uczucie... nie po latach,
          a teraz. Wszystkiego dobrego.
          • krzyccc Re: Zdrada i co potem? 29.11.07, 00:44
            Madziejko, twoim pięknym wpisem dodałaś mi siły, aby trwać w
            miłosci. Dziękuję.
        • saksalainen Hmm... 29.11.07, 02:28
          krzyccc napisał:

          > Co do niej, patrząc z zewnątrz, tej miłości tam teraz nie
          > znajdziecie. Nie widzi tego sama ona, chociaż jest to głęboko
          > w jej sercu, otoczne pancerzem zwątpienia, żądzy odmiany.
          (...)
          > Sęk w tym, że znam ją od tak dawna, że widzę jak błądzi.

          Piszesz jak ktos, kto... uwaza ze zna druga osobe lepiej niz ona sama. Byc moze w jakims stopniu tak jest, ale: To dorosła osoba.

          Dla mnie to wyglada tak:

          Jezeli jej miłosc do Ciebie sie wypaliła (jezeli dla niej to tak wyglada), to czekanie na nia tez niewiele da. Raczej ocknie sie w momencie kiedy zobaczy ze moze Cie stracic na zawsze. Na Twoim miejscu przyzwyczaiłbym sie do mysli ze to koniec i zaczał rozgladac sie za innymi kobietami (moze teraz nie jestes w stanie, ale za jakis czas).

          Jezeli, jak piszesz, jest gdzies głeboko w niej resztka miłosci do Ciebie, to wróci - ale nie dlatego ze czekałes. Ludzie bardziej cenia cos, co jest nieosiagalne, o co trzeba walczyc, niz cos co moga miec zawsze. Dlatego lepiej ułóz sobie zycie tak jakby jej nie było - jesli jeszcze trochę Cię kocha, powstrzyma Cię w porę.
          • krzyccc Re: Hmm... 30.11.07, 00:51
            Saksalainen, dzięki, bo wspierasz tym wpisem. Może znam nie tyle
            lepiej, co dobrze. Na tyle dobrze, aby wiedzieć, że to co słyszę w
            tej chwili i widzę, to fasada, zbudowana z potrzeby odsunięcia od
            siebie poczucia winy, bądź po prostu zagubienia w tej tragicznej
            sytuacji.
            Ucieczka w nowe życie, do nowej kobiety, jest pewnym wybiegiem,
            który ma dość prędko uświadomić kochanej wciąż osobie, że Cię traci.
            Myślę, że to może pomóc w niektórych sytuacjach, ale mam takie
            wewnętrzne przekonanie, że cierpliwość popłaca, bo decyzja podjęta
            tą drogą, jest solidna, bez presji.
            Czas płynie. Uczucie nie trwa wiecznie, na co nie możemy wpłynąć.
            Tymczasem kocham Ją bardzo i czekam.
            • nemo1968 Spoko Krzycccc-u :) 04.12.07, 13:08
              Dobrze robisz :). Też bym tak postąpił na Twoim miejscu.
              Pozdrawiam
              Nemo :)
              • nemo1968 Re: Spoko Krzycccc-u :) 04.12.07, 13:12
                A tak przy okazji, to zobaczysz, jak Cię to wszystko wzmocni.
                W sensie dojrzałości. Rozumiesz? To jest Twoja męska inicjacja.
                Mocne wejście w dojrzałe męskie życie. Wygrywasz....:)
        • nieznajomymotylek Re: Zdrada i co potem? 29.11.07, 22:47
          krzyccc napisał:

          > > Ku wątpliwosciom wszystkich borykających się kiedyś, obecnie lub
          w
          > przyszłości z podobnymi dramatami; nie żałuje ani chwili z naszego
          > wspólnego życia. Nie żałuję swojego upokorzenia, zdeptanego honoru
          i
          > złamanego serca. Było warto. Miłość wygrała tę próbę.


          Nie żałujesz, bo kochałeś w zgodzie z samym sobą. Była dla Ciebie
          wszystkim :) Słońcem w ciągu pochmurnego jesiennego dnia, gwiazdą w
          ciemną noc, natchnieniem, wiarą w lepsze jutro........ I jeśli nawet
          pozostanie wspomnieniem to warto było własnie dla tych pięknych
          chwil, które na zawsze będą w Twoim umyśle i sercu. Zawsze
          pozostaną :)

          Cytat z naszego ślubnego zaproszenia:

          "Gdy dwie dusze, które nie wiadomo jak długo szukały się tłumie,
          wreszczie się odnajdują; gdy widzą, że pasują do siebie, że sa
          solidarne, zgodne, jednym słowem, że są do siebie podobne,wtedy
          nawiązuje się między nimi więź,płomienna i czysta, tak jak one same.
          Więź, która zaczyna się na ziemi, a trwa w niebie. Ta więź to
          miłość, która jest "religią", która "ubóstwia" tego, kogo kocha;
          która żyje dzięki poświęceniu i pasji, dla której największe ofiary
          są najsłodzymi rozkoszami.
          WIKTOR HUGO (1802-1885) do ADELLE FOUCHER



    • kleofas55 Re: Zdrada i co potem? 28.11.07, 22:34
      to bardzo indywidualna decyzja i nie ma zlotego srodka. musisz zdecydowac co dla
      ciebie wazniejsze, a moze po prostu potrzeba ci nieco wiecej czasu
      • crysstiano Re: Zdrada i co potem? 30.11.07, 00:23
        krzycc dobrze zrobiles,czasem jst tak ze sie zdradza osobe ktora sie kocha nad
        życie i czlowiek sam nie wie czemu tak robi- otem żaluje ze uległ impulsowi. ja
        tak zdradzilem, niestt nie 1 raz i w koncu dostalem za swoje nie ma juz mojej
        milosci, odszedl a ja go wciaz kocham, z..em cholernie
        • krzyccc Re: Zdrada i co potem? 30.11.07, 00:38
          To odwrotna sytuacja, ale też zaskakująco podobna. Gorszym skutkiem
          zdrady, z punktu widzenia jej ofiary, jest to, że możemy się
          bezpowrotnie utracić. Widzisz, ja uwierzyłem, że był to właśnie
          impuls. Miłość ma dla mnie nadal wiekszą wartość.
          Przykro mi z powodu twojego smutku, Crysstiano. Patrzysz na to
          bardzo uczciwie, a to już solidna podstawa, aby budować nowe życie.
          Z Nim, jesli to możliwe, lub nie. Powodzenia. Wspieram.
        • krzyccc Re: Zdrada i co potem? 30.11.07, 00:38
          To odwrotna sytuacja, ale też zaskakująco podobna. Gorszym skutkiem
          zdrady, z punktu widzenia jej ofiary, jest to, że możemy się
          bezpowrotnie utracić. Widzisz, ja uwierzyłem, że był to właśnie
          impuls. Miłość ma dla mnie nadal wiekszą wartość.
          Przykro mi z powodu twojego smutku, Crysstiano. Patrzysz na to
          bardzo uczciwie, a to już solidna podstawa, aby budować nowe życie.
          Z Nim, jesli to możliwe, lub nie. Powodzenia. Wspieram.
          • iskaska Re: Zdrada i co potem? 01.12.07, 12:08
            Krzycc, Ty to taki trochę bohater romantyczny jesteś... Daj jej
            szansę, my, kobiety, robimy różne głupie rzeczy. Z Wami, facetami,
            wcale nie jest inaczej. Nigdy nie możesz mieć pewności, że Ty czasem
            kiedyś tam nie zwariujesz. Dasz się ponieść emocjom, a potem
            normalnie wrócisz do domu, który sobie zbudowałeś. I będziesz żył
            dalej, jakby się nic nie stało. I nie mów, że tego nie zrobisz, bo
            tego nie wiesz.
    • veroy Re: Zdrada i co potem? 30.11.07, 22:02
      jeśli wiesz ,że cię kocha i żałuje to jej wybacz - jeśli tak jest,
      ona już nigdy więcej tego nie zrobi.
      • emik78 Re: Zdrada i co potem? 04.12.07, 13:00
        Skad mozesz wiedziec, ze tak juz nigdy niezrobi?
        Nigdy w niczym niemamy i niemozemy miec 100% pewnosci, jest tylko
        nasza wiara.
        Wiecej bym pomyslala o tym, w JAKI SPOSOB ONA MI O TYM POWIEDZIALA i
        dlaczego, w jakim kotenkscie. I wcale niejestem za tym
        jednorazowe "akcje" ujawniac, bo to nieprawda, ze taki czlowiek jest
        uczciwy, taki czlowiek jest wlasnie nieodpowiedzialny i chce rzucic
        czesc odpowiedzialnosci na druga polowke! I jesli o "nic waznego"
        niechodzilo, neipeowinno sie o tym mowic, bo sie traci zaufanie w
        zwiazku!!!
        I jesli by mi wykrzyczala i nazwala, ze to, co przezyla z innym byl
        najwspanialszy sex, to bym pomyslal o niej jako o bardzo chlodnej
        osobie, ktora nieumie wczuc sie w druga osobe.

        Zgadzam sie z tym, ze ona powinna o Ciebie teraz zabiegac a nie Ty.
        Ty powinienes myslec o sobie, o swoim wnetrzu. Dopiero, kiedy ona do
        Ciebie przyjdzie, zobaczysz skruche i chec odnowienia zwiazku-
        dopiero powinniscie zaczas RAZEM odbudowywac go, samemu niema sensu,
        do tanga trzeba 2!

        3maj sie!




        • krzyccc Re: Zdrada i co potem? 04.12.07, 17:46
          Emik78, jedynie w części mogę się z Tobą zgodzić.

          To fakt, że do tanga trzeba dwojga. Trudno z tym dyskutować. I mam
          wrażenie, że tak właśnie w tej chwili się dzieje z nami.

          Tyle, co jest jasne i defniowalne. Dwoje ludzi, żyjąc ze sobą przez
          lata, przeżywa pewnie niejednokrotnie okresy zwątpienia, słabości
          uczuć. Niekiedy ma to tak dramatyczny przebieg, jak było to naszym
          udziałem. Wtedy stoisz przed dylematem: zostawić wszystko i budować
          życie u boku innej, czy też wyciągnąć rękę do najblizszej Ci osoby i
          pomóc jej odnaleźć się na nowo. To delikatna kwestia, nie poddająca
          się uogólnieniom. Każdy kontekst zdrady i miłości jest indywidualny.
          Mój wybór znasz.

          Mam duże obawy co do teorii 'nie mówienia', aby uniknąć dalszych
          kłopotów. Co wart jest związek obciążony taką zatajoną winą. Jaką
          wartość ma wypowiedziane później 'kocham'?

          Praktycyzm nie jest dobrym doradcą w miłości. Moje skromne zdanie.
          Szczerość i uczciwość budują coś trwalszego, choć bardziej
          wrażliwego na niezamierzony cios. Nadal wierzę, że warto.

          I apropos wiary. Tak naprawdę, to właśnie motto miłości i życia.
          Skąd ja wezmę 100% pewności w czymkolwiek? Zwłaszcza, jeśli chodzi o
          tak skomplikowane i emocjonalne realcje między dwojgiem ludzi.
          Wybieram, ufam, bo kocham. Nawet, o ile nie zwłaszcza teraz...
          • kozica111 Re: Zdrada i co potem? 05.12.07, 10:57
            Radze zajrzec do tego linka, jakos mi to znajomo brzmi; ten kolega
            Ci powie czy było warto
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=72908010
            • nemo1968 Re: Zdrada i co potem? 05.12.07, 11:05
              Te historie się znacznie różnią. Podobieństwo jest pozorne :).
              • kozica111 Re: Zdrada i co potem? 05.12.07, 11:12
                Schemat podobny.Panie ktore same nie wiedziały czego
                chciały /oczywiscie wiedzialy od poczatku tylko oszukiwaly same
                siebie i partnerow/Ja mam obawy / choc nie pewnosc/ ze historia
                Krzyccc-a za jakis czas bedzie miala podobny final.Dlatego szkoda
                jego czasu.
    • ala.l Re: Zdrada i co potem? 05.12.07, 23:44
      potem bedzie po zdradzie..
    • nameni heh... 06.12.07, 00:21
      kazdy moze sie otrzasnac, ze wszystkiego, to zalezy jaka osoba jestes, wiec nie
      ma tu zlotego srodka, choc sam przed chwila napisales na mojego posta, to jednak
      nie zamierzam ci dawac rad, bo niepotrafie.
      Mozna zaufac na nowo, tego jestem pewny, a wszystkie zle wspomnienia (bo chacha
      caly czas pracuje, a znam to z autopsji) to w koncu zapomina sie o tym i po
      pewnym czasie przestaje sie wyrzucac oraz nawiazywac, to porostu przemija,
      pytanie czy tego chcesz, musisz zadac samemu sobie. Nikt ci na nie odpowie, sam
      musisz do tego dojsc.
      • nieznajomymotylek Re: heh... 06.12.07, 19:48
        nameni napisał:

        > kazdy moze sie otrzasnac, ze wszystkiego, to zalezy jaka osoba
        jestes, wiec nie
        > ma tu zlotego srodka, choc sam przed chwila napisales na mojego
        posta, to jedna
        > k
        > nie zamierzam ci dawac rad, bo niepotrafie.
        > Mozna zaufac na nowo, tego jestem pewny, a wszystkie zle
        wspomnienia (bo chacha
        > caly czas pracuje, a znam to z autopsji) to w koncu zapomina sie o
        tym i po
        > pewnym czasie przestaje sie wyrzucac oraz nawiazywac, to porostu
        przemija,
        > pytanie czy tego chcesz, musisz zadac samemu sobie. Nikt ci na nie
        odpowie, sam
        > musisz do tego dojsc

        Z upływem dni,
        serce na nowo coraz mocniej zaczyna bić,
        oczy dostrzegają prawdziwą prawdę,
        a uszy słyszą muzkę,która uskrzydla duszę,
        i znów powolutku zaczyna być pieknię.
        Szkoda tylko, że tak powoli.......

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka