krzyccc
26.11.07, 00:42
Błagam o pomoc. Życie posypało mi sie w kawałki. 7 lat bez pamięci
zakochany we wspaniałej dziewczynie. Zaręczyny, wspólne plany,
budowa domu, choć jeszcze nie ślub (jestem dobre kilka lat starszy).
Nie zawsze było jak w bajce, ale nie tego przecież oczekiwałem.
Problemy każdy ma.
Dzisiaj wyrzuciłem swoją ukochaną z domu, dowiedziawszy się, od
niej, że przeżyła najwspanialszy seks w swoim życiu z wykładowcą ze
swojej uczelni... Zaledwie kilka dni temu. Żałowała. Wydaje mi się,
że nawet bardzo. Spokojnie pomogłem sie jej spakować i odwiozłem do
rodzinnego domu...
Serce krwawi, bo to był związek zbudowany na bezgranicznym zaufaniu,
miłości i szczerości. Nadal chcę wierzyć, że wzajemnej.
Postąpiłem instynktownie, choć nadal myślę, że w jedyny słuszny
sposób. Jedno, co mnie przeraża, to to, że nadal ją kocham!!! Czy to
inercja uczuć, czy też nie da się tak łatwo zniszczyć 7 lat bardzo
silnych i pięknych uczuć.
Kontekst zdrady wskazuje na wydarzenie chwiliowe i jednorazowe.
Jeśli można jeszcze mówić o zaufaniu, to tak to mi zostało
przedstawione. Fakt, że przez ostatnie kilka miesiecy mieliśmy
raczej pod górę... Związek dostał zadyszki po tylu latach. A ja
przemęczony pracą i budową domu (0 czasu wolnego), nie byłem w tym
czasie ogierem w sypialni...
Ludzie, błagam o pomoc i radę. Z jedej strony, serce mi pęka na
myśl, że to, co było między nami takie wspaniałe, ma zostać teraz
pogrzebane. Naprawdę było dobrze, za wyjątkiem ostatnich kilku
miesiecy. Z drugiej natomiast, nie mam pojecia jak można przywrócic
teraz zaufanie, miłość, nie mówiąc już o tak przyziemnej sprawie,
jaką jest dzielenie łóżka. Dał sobie ktoś z tym radę?
Czy jeśli dziewczyna robi taki numer, to czy nie nosi w sobie takiej
skłonności? Sytuacja mogłaby się powtórzyć. Podobnych okolicznosci
(słabnace uczucie), może zdarzyć sie jeszcze w życiu kilka. Boże,
nadal ją kocham... Co zrobić, żeby się otrząsnąć?