Dodaj do ulubionych

Richard Bach "MEWA" - fragmenty

25.12.01, 22:04
Był ranek (...)Tłum tysiąca mew podjął walkę, by za wszelką cenę zdobyć
odrobinę strawy. Zaczynał się jeszcze jeden pracowity dzień.
Zdala od tłumu, zdala od łodzi i plaży, samotnie ćwiczył Jonatan Livingston.
Sto stóp w powietrzu obniżył swoje płetwiaste stopy, uniósł dziób (...)
zwolnił, aż wiatr stał się szeptem w jego twarzy, a ocean znieruchomiał pod nim
zupełnie. Zmrużył więc oczy w zawziętym skupieniu, wstrzymał oddech, wymusił
jeden...jedyny...jeszcze...cal... Wtedy pióra jego nastroszyły się, stracił
szybkość i spadł.
Obserwuj wątek
    • Gość: masaker Re: Richard Bach IP: 195.187.97.* 27.12.01, 12:38
      O Jezu, ale nędza!
    • reggina Re: Richard Bach 28.12.01, 00:45
      Mewy, jak wiecie, nigdy nie potykają się, nigdy nie tracą szybkości. Utracić
      szybkość w powietrzu to dla nich największy wstyd i hańba.
      Lecz Jonatan Livingston, niezawstydzony, rozpinając skrzydła w nowym, drżącym
      łuku - zwalniając, zwalniając i ponownie tracąc szybkość - nie był zwyczajnym
      ptakiem.
    • reggina Re: Richard Bach 28.12.01, 01:41
      Większość mew nie dba o to, by nauczyć się więcej, niż podstawowych zasad lotu -
      jak dostać się z brzegu do żerowiska i z powrotem. Dla większości mew to nie
      latanie jest tym, co się liczy, ale jedzenie.
      Jednak dla tej mewy nie jedzenie się liczyło, lecz lot. Bardziej niż cokolwiek
      innego na świecie Jonatan Livingston pokochał latanie.
      • Gość: masaker Re: Richard Bach IP: 195.187.97.* 28.12.01, 09:51
        BOŻE! Jak to się stało, że w swojej nieskończonej miłości i mądrości pozwoliłeś stworzyć taką
        straszną chałę? Daj jakiś znak, bo kiedy czytam te pierdoły, wiara we mnie słabnie! Kyrie eleison...
    • reggina Re: Richard Bach 31.12.01, 11:16
      Przekonał się już, że myśląc w ten sposób nie zyskuje popularności wśród innych
      ptaków. Nawet rodzice jego byli zakłopotani, ponieważ Jonatan całe dnie spędzał
      sam, wykonując doświadczenia, ćwicząc setki niskopoziomowych ślizgów.(...)
      - Ale, Jon, jakżeż to? - pytała go matka - czemu jest ci tak trudno być jak
      reszta stada? Czemu nie możesz zostawic niskiego latania pelikanom i
      albatrosom? Czemu nic nie jesz, Jon, została z ciebie skóra i kości!
      - Nie mam nic przeciwko temu, by być skórą i kośćmi, mamo. Ja tylko chcę
      wiedzieć, co potrafię robić w powietrzu, a czego nie, to wszystko.
      Chcę to po prostu wiedzieć.
      - Starszyzna Stada złości sie na ciebie - powiedziała matka - Oni wiedzą, że ty
      latasz odważnie tam, gdzie my nigdy nie latamy. Oni nie rozumieją i nie
      pozwalają na to. Ja mogę zrozumieć twoje marzenia, Jonatanie. Kiedy byliśmy
      młodzi, wszyscy marzyliśmy o lepszym świecie.
      Boję się o ciebie. Boję się tego, co robisz.
      • Gość: onnnohi :-0 IP: *.devs.futuro.pl 31.12.01, 11:26
        Ciemność widzę, widzę ciemność
        • Gość: masaker Re: Rysiek BACH w piach... IP: 195.187.97.* 31.12.01, 11:47
          ...albo raczej w wodę. Zaczyna mnie intrygować zaciętość i nieustępliwość, z jaką Reggina prezentuje fragmenty
          jakiejś nędzy. Ciekawe, czy to jedyna lektura w jej życiu. Jeśli tak, to szczerze współczuję i namawiam do
          poszerzenia horyzontów. Ostatnio zdarzyło mi się czytać bardzo zgrabnie napisaną i wciągającą instrukcję do
          odkurzacza. Polecam.
    • reggina Re: MEWA 03.01.02, 15:59
      -Słuchaj no, Jonathanie - powiedział jego ojciec nie bez życzliwości - zima
      niedaleko, łodzi będzie mniej, a ryba zejdzie w głębinę. Jeżeli już musisz
      studiować, to studiuj jedzenie i to , jak je zdobyć. Nie pożywisz się
      szybowaniem. Nie zapominaj, że latasz po to , aby jeść!
      Jonathan posłusznie skinął głową. Przez parę następnych dni próbował
      zachowywać się jak inne mewy pikując na skrawki ryby i chleba, lecz nie miał do
      tego serca.
      Nie mineło wiele czasu, kiedy znów znalazł się sam, daleko na morzu, głodny,
      ale szczęśliwy, ucząc się.
      Przedmiotem była szybkość i w ciągu tygodnia praktyki nauczył się o szybkości
      wiecej, niż najszybsza żyjąca mewa. Ustanowił światowy rekord szybkości dla
      mew. Ale pracując na samej granicy swych możliwości, tracił kontrolę przy
      dużych szybkościach.
      Przy 90 milach na godzinę eksplodował w powietrzu i trzasnął w twarde jak cegła
      morze.

      Gdy odzyskał przytomność, unosił się w świetle księżyca na powierzchcni oceanu.
      Jego skrzydła były poszarpanymi sztabami ołowiu, lecz ciężar porażki ważył dużo
      więcej. Kołatało w nim pragnienie, by ciężar ten był na tyle duży, żeby
      pociągnął go łagodnie na dno, aby raz skończyć to wszystko.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka