Dodaj do ulubionych

Poczucie wartości, a desperacja.

09.03.08, 13:14
Co uważacie jest lepsze.

Zachować własną godność i nie próbować nikogo mieć na siłe, ryzykując
wyobcowanie i samotność na bardzo długo(to raczej się pogłębia), czy
wystawiać się na portalach randkowych by załapać jakąś niewybredną
dziewcze.

Mieć kogo kolwiek żeby nie być samotnym, czy nie pakować się w coś
poniżej własnych aspiracji i poziomu.

Mój ojciec zawsze używał pięknej frazy.
Jeżeli musisz się z kimś bić o dziewczynę to ona jest zagłupia by
się zdecydować, olej ją, zwyczajnie nie jest ciebie warta.

Trudno zachować godność będąc wrażliwym i zupełnie samotnym.
Zapach absurdu jest zbyt udeżający.


Stawka jest wysoka, mająć za duże aspiracje moge na zawsze przeoczyć
swoją szanse.

Wiem co zaproponujecie. Wersje pośrednią. Gdyby było tak łatwo już
dawno bym to zrobił.

Już wiele lat mineło, a ja niewiem dlaczego przeoczyłem wszystkie
szansy.
Obserwuj wątek
    • valkiria123 Re: Poczucie wartości, a desperacja. 09.03.08, 14:10
      Najlepszym doradca w tej sprawie jest serce. To ono Ci powie czy na kims
      naprawde Ci zalezy. Pakowanie sie w zwiazek 'od tak' i 'na pokaz' jest wg. mnie
      bez sensu.
      • akwarysta84 Re: Poczucie wartości, a desperacja. 09.03.08, 15:11
        Ale ja nie mam za bardzo nikogo na kim by mi mogło zależeć. Najpierw
        musiał bym taką osobę spotkać. Mam czekać? Pchać się do ludzi na
        siłę żeby kogoś poznać. Czy ja mogę poznać kogoś naprawdę
        wartościowego na jakimś śmiesznym portalu randkowym?
        Dla mnie dziewczyna naprawde wartościowe zajmują się wszystkim tylko
        nie prześiadywaniem na takim portalu randkowym.
        • lilyrush Re: Poczucie wartości, a desperacja. 09.03.08, 23:03
          akwarysta84 napisał:


          > Dla mnie dziewczyna naprawde wartościowe zajmują się wszystkim tylko
          > nie prześiadywaniem na takim portalu randkowym.

          A zdefiniuj "prawdziwą wartościowość"
          Bo ja znam co najmniej kilka naprawę wartościowych kobiet, które tam są. Bo w
          pewnym momencie życia zaczynasz przebywać w dość zamkniętym środowisku i trudno
          poznać nowych ludzi. A na pewno masz większe szanse na poznanie kogoś
          wartościowego na portalu randkowym niż w klubie przy piwie.
          Oczywiście i tu i tu są malownicze jednostki- ale to widać już an pierwszy rzut
          oka. No bo jeśli panienka lub facet na wstępnie pokazują swoje mocno rozebrane
          zdjęcie to czego oczekiwać dalej???
    • gapuchna Re: Poczucie wartości, a desperacja. 09.03.08, 15:07
      >>>Stawka jest wysoka, mająć za duże aspiracje moge na zawsze przeoczyć
      swoją szanse>>> ..... czy mógłbyś doprecyzować to zdanie konkretami? Please...
      • akwarysta84 Re: Poczucie wartości, a desperacja. 09.03.08, 15:23
        Powiedzmy, że teraz przestaje zupełnie zwracać uwagę na dziewczyny.
        Zaczynam wychodzić z założenia, że nie będe się za nikim uganiać, a
        jak spotkam dziewczynę naprawdę wartościową to ona doceni mnie i moje
        poglądy. Bedę stał dumnie, nie zniżął się do poziomu otocznia i
        czekał, aż ktoś mnie doceni. To pewnie zostane takim nadętym
        posągiem, co miał za wysokie mniemanie o sobie. Samotnym posągiem.
        • gapuchna Re: Poczucie wartości, a desperacja. 10.03.08, 23:52
          Powiedz, dlaczego wybierasz skrajności? Biorę twój post na serio (raczej -;),
          więc nie rozumiem takich słów, jak twoje. Szukasz kogoś, potrzebujesz -
          normalne. Masz jakieś trudności w odnalezieniu tego kogoś w swoim otoczeniu. No
          to daj sobie szansę na takim portalu. Może to jest wyjście. Zgodzę się w jednym
          - bardzo mylne jest poznawanie człowieka przez opisywanie siebie nawzajem, ale
          jeśli masz dozę inteligencji to chyba szybko ustalisz parametry inteligencji
          dziewczyny, prawda? A w twierdzeniu , że mądra kobieta doceni mądrego męczyznę -
          to zgadzam się z tobą dokumentnie. Spróbuj trafić na taką. Myślę, ze sporo jest
          nas mądrych właśnie.
    • shangri.la Re: Co to znaczy?:) 09.03.08, 15:15
      akwarysta84 napisał: Trudno zachować godność będąc wrażliwym i zupełnie samotnym.
      > Zapach absurdu jest zbyt udeżający.
      • akwarysta84 Re: Co to znaczy?:) 09.03.08, 15:38
        Mój ojciec jest taki, że żyje dla siebie. Jest raczej silny ma ,
        swoje cele i poglądy. Nie zależy mu specjalnie na ludziach. Naprawde
        ceni niektórych, ale nie wielu. Jest egoistą, którem z tym dobrze.
        Dla niego w ludzikej zbieraninie nie znajdziesz tego co naprawde
        istotne w życiu.
        Ja jestem raczej istotą społeczną. Ciągne do ludzi. Kończy to sie
        tym , że ciągle gonie za uznaniem, którego nigdy nie otrzymuje.
        Przebywać z byle kim , byle przebyawać i być akceptowanym.Mam swoje
        cele i poglądy ale teraz perspektywa samotnego życia to dla mnie
        zupełny absurd.
        Nawet jeżeli osiągne coś to co mi z tego jeśli nie mam sie tym z kim
        podzielić.

        • shangri.la Re: Co to znaczy?:) 09.03.08, 16:15
          Po pierwsze, ojciec jest zupełnie innym człowieka, który ma własne drogi i
          dobrze, że zamiast go naśladować rozumiesz swój indywidualizm.
          Po drugie każdy w mniejszym lub większym stopniu jest istotą społeczną i ma
          potrzeby szacunku i uznania. To atawizm.
          Po trzecie nikt z nas nie wie, czy jego nawiększy życiowy absurd nie będzie w
          konsekwencjii jego największą życiową wygraną , bo to co jawi się jako porażka
          na tym etapie życia, na nasptępnym już nosi znamiona zwycięstwa i vice versa.
          Ostatnie zdanie jest najważniejsze, "nie mam się z kim podzielić"
          Odwieczna tęsknota człowieka za miłością....
          Ech, jakże bliski mi jesteś , przyjacielu, w tych swoich rozterkach...;)
          • akwarysta84 Re: Co to znaczy?:) 09.03.08, 16:38
            Wiesz co potrzeba do miłości( o której mówisz)? Dwojga ludzi, którzy
            chwile szczerze ze sobą rozmawiają. A potem by jedno z nich odrazu
            nie stchurzyło.

            Mówisz,że odrobina akceptacji, uznania to już miłość?
            • valkiria123 Re: Co to znaczy?:) 09.03.08, 16:43
              Życie nie polega na byciu takim jakim chcą Cie widziec ludzie. Nie mozesz nikogo
              udawac, to jest jak oszustwo a ludzie nie lubia klamstwa!
              A miłość to jest cos co sie czuje. Nic na sile, a wkrotce mozesz poznac te osobe.
              • akwarysta84 Re: Co to znaczy?:) 09.03.08, 16:49
                Za bardzo goniłem za uznaniem i zgubiłem całego siebie.
                Teraz mogę próbować "siebie" odbudować, ale to jest bardzo trudne.

                Właśnie sobie uświadomiłem żę tkwi to jeszcze dość głęboko w
                okresie szkoły podstawowje to po pierwsze, po drugie w wychowaniu.
                • czas_ucieka Re: Co to znaczy?:) 15.03.08, 19:29
                  jakbym czytala o sobie... tylko ze ja sie pogubilam w LO...czasami
                  sobie mysle co by bylo gdyby czlowiek mial znowu 15 lat i obecne
                  doswiadczenie zyciowe..teraz jest ciezko...tez sie nie uganiam-mam
                  swoje zasady, jakis system wartosci....staram sie nie isc na
                  latwizne..czekam. sama nie wiem na co.
            • shangri.la Re: Co to znaczy?:) 09.03.08, 17:12
              Oj , to chyba troszkę za mało do miłości:)
              "Miłości się nie szuka. Jest albo jej nie ma"

              Nie trać czasu na bezsensowne uganianie się po portalach randkowych, bo na końcu
              zostanie gorycz n-tego rozczarowania.
              Miłość to dar niebios....
              • akwarysta84 Re: Co to znaczy?:) 09.03.08, 18:23
                Dla ciebie tak.
                Ja nie mam jakiś magicznych aspiracji w stosunku do miłości.
                Kilka miłych chwil razem, przywiązanie i odrobina akceptacji.
                • shangri.la Re: Co to znaczy?:) 09.03.08, 18:27
                  akwarysta84 napisał:

                  > Dla ciebie tak.
                  > Ja nie mam jakiś magicznych aspiracji w stosunku do miłości.
                  > Kilka miłych chwil razem, przywiązanie i odrobina akceptacji.

                  Jeśli szukasz "kilku miłych chwil" to doradzam odpowiednie miejsca , z paniami
                  (?) zajmującymi się umilaniem życia panom zawodowo.

                  Ech, uważałam Cię za poszukującego idealistę, a Ty okazałeś się kolejnym
                  poszukującym hedonistą....:(
                  • shangri.la Re: Chciałbym i boję się?:) 09.03.08, 18:37
                    W miłości , Akwarysto, nie ma miejsca na minimalizm.
                    "Jest albo jej nie ma". A jeśli przychodzi, to nie wolno jej niszczyć własnym
                    "przycinaniem" na miarę.
                    Miłość jest darem, największym jaki możemy otrzymać na tej ziemi, bo zbliża nas
                    do Absolutu i daje nam poczucie boskości.
                    Człowiek współczesny zatracił naturalny dla starożytnych skaralny wymiar
                    miłości, sprawadzając uczucia do czynności fizjologicznych, bezczeszcząc to, co
                    najlepsze, najczystrze, niezastąpione, własnym egoistycznym upodobaniem w
                    przyjemnościach.
                    Miłość to sacrum.
                    • akwarysta84 Re: Chciałbym i boję się?:) 09.03.08, 18:57
                      haha. miłych chwil!!!
                      Miła chwila to raczej dla mnie, poranne słonko, słodki rogalik i
                      cherbatka z cytrynką i kochające spojrzenia. Spacer gdy, chłód
                      wieczoru ścina w powietrzu rosę. Buzi w czółko.Pączki z dżememe.

                      ...Odnośnie sacrum. Tak czytałem to w wielu wierszach... Pisałem to
                      w kilku wierszach. Mażyłem to wiele nocy. Ale nigdy nie doznałem
                      choć odrobinki odwzajemnionego uczucia, o którym mówisz. Dla mnie to
                      czysta abstrakcja. Nie przywołuje jej by nie rozdrapywać sobie
                      serca, bo musi mi jeszcze troche posłużyć.

                      Czy ktoś mi zagwarntuje, że jeżeli nie stłamsze w sobie tych
                      delikatnych uczuć to będe w stanie tu przeżyć?



                      • shangri.la Re: Chciałbym i boję się?:) 09.03.08, 19:11
                        Herbatka z pączkami i inne słodkości są jedynie przejawem, widomym znakiem tejże
                        sakralnej miłości, uczucia , które łączy dwoje ludzi na poziomie pozazmysłowym,
                        ponadczasowym i uniwersalnym.
                        Ciesz się więc herbatką i wszelkimi słodkościami w porannym słonku, bo jesteś ,
                        jak każdy z nas spragniony "dowodów" miłości, ale nie zapominaj , że miłość to
                        również cierpienie, choroba , utrapienie, odpowiedzialność za tą słodką osóbkę w
                        chwilach, gdy pot będzie spływać z czoła a rozpacz rozdzierać serce.
                        Miłość sama w sobie jest gwarancją. Pod jednym warunkiem, że jest.
                        • akwarysta84 Re: Chciałbym i boję się?:) 09.03.08, 19:24
                          No to musiałem sobie ładnie nabrechtać na tym metafizycznym
                          poziomie, że nikt mnie tam nie chce.

                          Z oczywistościam i też nie przesadzaj, no chyba każdy ma świadomość
                          odpowiedzilnośći za drugą osobę, ale powiedz kto mówiąc o miłości
                          myśli odrazu tylko o chorobach i nawale codzeinnych kłopotów?
                          Jak ja lubie takie pieprzenie,o negatywach miłosci. No napewno
                          wszyscy jak się zakochują to o tym myślą. W miłości samej w sobie
                          nie ma negatywów, to oczym mówisz to najzwyklejsze życie.Nie chodzi
                          ot, że razem jest mniej kłopotów, tylko że można je pokonywac
                          wspólnie.



                          • shangri.la Re: Chciałbym i boję się?:) 09.03.08, 19:27
                            akwarysta84 napisał: Nie chodzi
                            > ot, że razem jest mniej kłopotów, tylko że można je pokonywac
                            > wspólnie.

                            Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości.
                            Czy to znaczy, że dochodzimy do konsensusu?:)
                    • akwarysta84 Re: Chciałbym i boję się?:) 09.03.08, 19:11
                      Podoba mi sie twoje podejście.
                      Taka upadła panienka w lateksowym stroju
                      trzyma teraz klucz do czystego i ulotnego królestwa absolutu.
                      Jesteś kobitą,pomyśl lepiej jak kobiety ragują ,na zupełny brak
                      doświadczenia w seksie? Powiesz, że to nie ma znaczenia?
                      Nie ma milosci dla wsyzstkich.
                      • shangri.la Re: Gwoli ścisłości....;) 09.03.08, 19:17
                        To raczej "upadła rozwódka" i bez lateksu:)
                        A klucz do czystego, realnego absolutu trzyma w dłoniach każdy z nas dokonując
                        wyboru miedzy sacrum a profanum.
                        Jak kobiety reagują na brak doświadczenia u meżczyzn? Różnie, bo różne są kobiety.
                        Kochająca kobieta akceptuje swojego mężczyznę takim, jaki jest.
                        Takiej kobiety Ci życzę:)
                        • akwarysta84 Re: Gwoli ścisłości....;) 09.03.08, 19:27
                          Tak trzymam sobie klucz do mojego scrum, tyle tylko, że to sacrum
                          indywidualne, chętnych do współudziłu brak.

                          No więc sobie zafunduje indywidualne sacrum, w małym domku na
                          odludziu. (oj jak bosko by było gdybym chociaż na to zarobił).
                          • shangri.la Re: Gwoli ścisłości....;) 09.03.08, 19:30
                            Zamierzasz zostać pustelnikiem?!:)))
                            Daj spokój, na takie kroki zawsze masz czas ( jesteś chyba młodym człowiekiem)
                            • akwarysta84 Re: Gwoli ścisłości....;) 09.03.08, 20:00
                              Nie dokońca rozumiesz, ale nie masz obowiązku rozumieć.

                              Może nie wiesz, jak ludzie potrafią być podli dla kogoś, kto
                              odstaje, kto nie potrafi budować relacji, kto nie ma wsparcia.
                              Kto dostaje mimowolenj wtórnej nerwicy, bo nie czuje się nawet
                              mężczyzną. Z kogo się wszyscy podśmiechują i po kim to wszystko
                              widać. Lubie ludzi, ale zaczynam bać się ich. Jestem poza konkursem.
                              Nic nie znacze, można mnie kopnąć w dupe i śmiać się. Samotność jest
                              1000 razy łatwiejsza. Oznacza jednak, że mogę na zawsze zostać sam.
                              Będe starszy i coraz bardziej odsunięty.

                              hehe.Ty możesz np. codziennie opowiadać mi o sacrum. To bedzie
                              wyprawa w egzotyczne kraje. Wierzyłem dawno temu w to sacru bardzo
                              mocno, nadal czuje je gdzieś w środku, ale tymrazem nie mam wstępu w
                              tę przestrzeń.

                              Dziękuje ci za dobre słowo.
                              • shangri.la Re: Gwoli ścisłości....;) 09.03.08, 20:13
                                Zostaw sobie tą cząstkę, którą "czujesz w środku".
                                Któregoś dnia wybuchnie z niej wielki płomień głębokiego i czystego uczucia.:)
                                Nie rozumiem Twojego problemu, bo brak mi wiedzy o Tobie, ale doskonale rozumiem
                                wszystkich zdeptanych, odrzucanych , wyśmiewanych i inne czarne owce nie
                                mieszczące się w ramach stereotypów kołtunerii zwanej kulturą masową.
                                Nie musisz być sam, ale możesz.
                                Świadomosć wyboru nadaje naszym decyzjom znamię własnego indywidualizmu, podczas
                                gdy "skazanie" na samotność wiąże się z pokornym przyjmowaniem wyroków, które
                                nas oburza.
                                Każdy z nas chce i powinien stanowić o sobie i temu służy wolna wola , z której
                                należy korzystać.
                                Być może po wielu nieudanych próbach nawiązania bliskiej relacji z kobietą sam
                                dojdziesz do wniosku, że nie chcesz już bylejakości w swoim życiu i wówczas
                                zdecydujesz o fizycznym lub duchowym pustelnictwie.
                                Dziś jeszcze dla Ciebie za wcześnie na radykalne decyzje.
                                Dziś potrzebujesz wiary w przyszłość i nadziei na swoją pomyślność, bo dziś
                                jeszcze szukasz miłości.
                                Powodzenia;)))
                                • akwarysta84 Re: Gwoli ścisłości....;) 09.03.08, 20:37
                                  Ostatnia próba nawiąznia relacji skończyła się takim kopem, że ledwo
                                  z tego wyszedłem. To przykre, że właśnie wchodze w prawdziwe życie i
                                  mimo całego wysiłku nie widzę dla siebie przyszłości. Niby nie jest
                                  tak źle, ale każda próba ruchu kończy się jakąś porażką, bólem.
                                  Nigdy jeszcze nie czułem się tak źle.Za dużo spraw wziołem życiowo
                                  na siebie. A niejestem ani tak silny, ani tak odpowiedzialny aby je
                                  udźwignąć.
                                  • shangri.la Re: Gwoli ścisłości....;) 09.03.08, 21:09
                                    Bardzo mi przykro z powodu Twoich doświadczeń, ale sam pomyśl, czy ten
                                    dramtyczny koniec , o którym piszesz nie spowodował zmian w Twoim myśleniu?
                                    Czy z powodu swoich przeżyć nie uzmysłowiłeś sobie , że kobieta , która Cię tak
                                    potraktowała nie mogła dać Ci miłości, bo ona funkcjonuje na poziomie profanum ,
                                    z całym jego egoizmem, hedonizmem i życiowa łatwizną?
                                    Jesteś silny na miarę jaka jest Ci potrzebna do osobistego rozwoju, ale jeśli
                                    uważasz , że obowiązki Cię przytłaczają , ogranicz je na miarę rozsądku.
                                    • akwarysta84 Re: Gwoli ścisłości....;) 11.03.08, 10:18
                                      Powiem tak, niestety byłem zbyt naiwny. Dostałem nieźle po nosie.
                                      Fakt, powiedziałem jej solidnie co o niej myśle,nie byłem aniołem.
                                      Zakończyłem znajomość. Mam wrażnie, że potwornie mną manipulowała,
                                      grała sobie z nudów czy coś. Była na tyle sprytna, że do dziś trudno
                                      mi powiedzieć kto zawinił.

                                      Odzywa się po długim czasie. Obawiam się tego. To nie jest raczej
                                      osoba szczera. Chce się spotkać. Co to znaczy? Ja nie mam zamiru
                                      przyjść teraz jak grzeczny piesek. Skończyliśmy znajomość i tyle. Co
                                      o sytuacji myślisz? Znowu je się nudzi?
                                      • shangri.la Re: Gwoli ścisłości....;) 11.03.08, 10:24
                                        Jeśli uważasz , że zrobiła Ci krzywdę np zdradziła, okradła, okłamywała z
                                        zamiarem osiągniecia własnej korzyści , to nie warto jej znów ufać, ale zawsze
                                        można przebaczyć , aby żyć bez żalu.
                                        Jeśli jednak poszło o coś nieistotnego, daj sobie i jej szansę....nieczęsto
                                        spotykamy ludzi, z którymi jest nam po prostu DOBRZE. O mistycznej stronie
                                        miłości nie wspomnę, bo tego nie lubisz:)
                                        A poza tym za mało wiem na temat Waszej sytuacji, aby pretendować do roli
                                        doradcy sercowego:)
                                        • akwarysta84 Re: Gwoli ścisłości....;) 11.03.08, 10:54
                                          To chyba bardziej sprawy ludzkie niż , sprawy sercowe.
                                          Dobrze odpowiem szczerze. Po tym wszystkim to raczej się nie lubimy.
                                          (tzn jezeli uwierzył bym,że ona mnie nie wyroluje przy pierwszej
                                          lepszej okazji, to pewnie mógł bym znowu poczuć sympatie ). Niewiem
                                          co miało by mieć w sumie za sens takie spotykanie.Znajomość dość
                                          krudka, nie tak wiele znacząca, niepotrzebna i źle zakończona. Nie
                                          wiem poprostu co jej się z nowu w głowie ulęgło.To jest osoba bardzo
                                          inteligentna. Fascynuje nawet gdy sobie dogryzacie.
                                          • shangri.la Re: Gwoli ścisłości....;) 11.03.08, 11:02
                                            Jeśli nie wierzysz jej i nie ufasz, a także jakoś nie specjalnie Ci na niej
                                            zależy ( sorry , ale taki wniosek z Twojego postu) to rzeczywiście szkoda ja
                                            łudzić nadzieją bliskości, której nie czujesz.
                                            Bądż uczciwy wobec siebie i innych, a nie rozczarujesz.
                                            • akwarysta84 Re: Gwoli ścisłości....;) 11.03.08, 11:07
                                              Nie ja sie porostu boje, że ja sobie znowu coś pomyśle. Spotakamy
                                              się, a ona mi powie potem, że chyba znowu za wiele sobie
                                              wyobrażałem, chciała tylko gdzieś wyjść bo jej sie nudziło i
                                              przedstawi mi potem jakiegoś chłopaka.
                                              • shangri.la Re: Gwoli ścisłości....;) 11.03.08, 11:08
                                                A zrobiła już tak kiedyś?
                                                • akwarysta84 Re: Gwoli ścisłości....;) 11.03.08, 11:32
                                                  Nie przedstawiła mi nikogo.
                                                  Ale powiedziała:" O co chodzi. Czy my sobie coś obiecywaliśmy?"
                                                  Ja mówię, uczuć nie , ale wydawało mi się że, szczerość , chyba że
                                                  nie zrozumiałem dowciu. Potem już był coraz gorzej. Albo się nie
                                                  odzywała albo żucała jakieś głupie złośliwe żarty. Więc, przyjaźń
                                                  nam za bardzo nie wyszła.
                                                  • akwarysta84 Re: Gwoli ścisłości....;) 11.03.08, 11:47
                                                    Może dramatyzuje.
                                                    Mam poprostu wrażenie, że ona ma omnie niezbyt wygórowane mniemanie.
                                                    Chce się ze mną spotkać tak poprostu, jako jednym ze znajomych. Ja
                                                    sobie coś znowu pomyśle i potem znowu to na mnie bardzo źle
                                                    podziała. Nie mam do tego dystansu.
                                                  • shangri.la Re: Gwoli ścisłości....;) 11.03.08, 16:00
                                                    Ech, z tego co piszesz to ta panna grzecznością nie grzeszy.
                                                    Co więcej, manipuluje Twoimi uczuciami i dlatego zapewne nie czujesz się w jej
                                                    towarzystwie komfortowo.
                                                    Ale mężczyżni podobno lubią takie, które trzymają ich " w zawieszeniu"?)
                                                    Mnie się to nie podoba i odpuściłabym.
                                                  • akwarysta84 Re: Gwoli ścisłości....;) 11.03.08, 20:50
                                                    ehhh kobiety...
                                                    Kocham je kiedy się uśmiechają. Lubie z nimi tańczyc,
                                                    flirtować ,patrzeć im w oczy, smiać się, zaczepiać, droczyć się,
                                                    przebywać. Chyba jak, każdy normalny[ok wlałem sobie:)] facet.
                                                    Ale nienawidze za to jak potrafią być zimne i wyrachowane gdy ktoś
                                                    niespełnia ich kryteriów, ich oczekiwań, gdy coś nie idzie po ich
                                                    myśli. Z opiekunek zmieniają sie w zwyczjne suki gatunku człowiek.
                                                  • kalina-123 Re: Gwoli ścisłości....;) 12.03.08, 00:23
                                                    Bardzo okrutne są twoje słowa. I w zasadzie to tak samo mogłabym napisać o
                                                    mężczyznach, bo potraficie zranić jak mało kto!!!!!!! Najczęściej za nic. Bo
                                                    takie macie "widzimisię", albo macie już dość. Czyli zwyczajna podłość.
        • mona.blue Re: Co to znaczy?:) 11.03.08, 14:37
          Bardzo bliskie mi jest to co piszesz.

          Ze swojego doświadczenia mogę Ci powiedziec, że warto czekac, nie
          warto natomiast rozmieniac się na drobne.

          Co do potrzeby uznania to tylko blichtr, tak naprawdę nie warto o
          nie zabiegac, choc to tylko tak łatwo powiedziec.
    • solaris_38 Re: Poczucie wartości, a desperacja. 09.03.08, 15:22
      sądzisz że z niewłaściwą osobą będziesz MNIEJ samotny?

      tu nie chodzi o godność ani o ambicje

      ale o to zeby kogoś lubić
      żeby się dobrze czuć

      jeśli ty sa nie potrafisz nikogo polubić to pewnie będziesz sam niezalezienie
      od tego czy z kimś będziesz czy nie




      • akwarysta84 Re: Poczucie wartości, a desperacja. 09.03.08, 15:43
        Wiem jedno. Ja jestem miły dla ludzi .
        Otwarty na każdego.
        To oni ciągle mnie obrażają.

        Ja lubię każdego.
        Chyba, że ktoś naprawde niewiele sobą reprezentuje.
        • solaris_38 Re: Poczucie wartości, a desperacja. 09.03.08, 16:16
          DLACZEGO ciebie obrażają
          a innego Józka nie

          twoje staranie się bycia miłym
          nie odnoszą takiego skutku jaki zamierzyłeś

          może więc bądź miły inaczej
          tak aby i oni odczuwali to jako coś miłego
          albo mniej miły
          ludzie czasem mylą bycie miłym z godną w ich oczach pogardy słabością i brakiem
          charakteru

          piszesz że lubisz każdego
          nie wierzę
          to raczej dowód na to ze nie wiesz co znaczy lubić kogoś
          • akwarysta84 Re: Poczucie wartości, a desperacja. 09.03.08, 16:31
            Może lubię kogoś troche bardziej lub mniej. Ale to nie jest pryzmat
            przez, który oceniam jego osobę, wartość jego osoby.

            Czasami ludzie zachowują sie jak dzieci, to lubię, tamtego nie.
            Jak byłem mały to lubiłem kreskówki, a nie lubiłem chodzić do szkoły.
            Lubiłem słodycze i nielubiłem zastrzyków.
            Zwykle to co sie mniej lubi jest dla nas lepsze.

            Mojim zdaniem dorosłoś polega na tym by robić to co się powinno a
            nie to co się lubi.

            Ocenienie ludzi głównie przez pryzmat czy ich lubimy czy nie to
            jakieś przedszkole. Są więcej albo mniej warci.

            Ciebie nie lubie to nie pożycze ci łopatki?
            • solaris_38 Re: Poczucie wartości, a desperacja. 09.03.08, 19:15
              postrzegasz wiec dorosłośc jako ciężki obowiazek
              powinność
              a dojrzałość jako umiejętność zmuszania sie
              do mniej przyjemnego ale wartościowszego

              ale tak myśli dziecko

              dla dziecka dorosłe wybory zdają sie meczące

              dla dorosłego to co dla dziecka jest za trudne jest właściwe

              i właściwe jest kierowanie sie przy wyborze partnera tym czy sie go zwyczajnie lubi

              :) takiej kobiety ci życzę
              z którą będziesz dobrze sie czuł do konca życia

    • wichrowe_wzgorza Re: Poczucie wartości, a desperacja. 09.03.08, 16:25
      akwarysta84 napisał:


      > Już wiele lat mineło, a ja niewiem dlaczego przeoczyłem wszystkie
      > szansy.

      A czy tak naprawdę nie kryje się za tym strach o wlasne "ego"? Wiem, ze nie ejst
      latwo je porzucic, zostawic spokojnie, zawiesic na kolku i dac sobie szanse.
      • akwarysta84 Re: Poczucie wartości, a desperacja. 09.03.08, 16:43
        Mnie nie ma.(to też pewnie błąd) Są tylko inni, istnieje tylko przez
        nich i tylko dzięki nim. Nawet jeśli czasme bywam samolubny mam tego
        świadomość.

        Pod tym się chyba raczej kryje otwarcie. Takie otwarcie, że mało kto
        był wstanie je przyjąć.
        • wichrowe_wzgorza Re: Poczucie wartości, a desperacja. 09.03.08, 16:49
          akwarysta84 napisał:

          > Mnie nie ma.(to też pewnie błąd) Są tylko inni, istnieje tylko przez nich i
          tylko dzięki nim.


          Nawet jeśli czasme bywam samolubny mam tego
          > świadomość.

          >
          > Pod tym się chyba raczej kryje otwarcie. Takie otwarcie, że mało kto był w
          stanie je przyjąć.


          Dopoki istniejesz tylko dzięki innym, nie mozesz byc naprawdę dla innych. Trudno
          to wyjasnic, na czym polega roznica w byciu przez a prawdziwie dla. To tak,
          jakbys nigdy jeszcze nie wierzyl w siebie...
          • akwarysta84 Re: Poczucie wartości, a desperacja. 09.03.08, 17:00
            Tak to prawda, mądrze mówisz

            > Dopoki istniejesz tylko dzięki innym, nie mozesz byc naprawdę dla
            innych.

            Nawet jeśli wierzyłem chwilami w siebie. To zbytnio szukałem dla
            moich działeń "obiektywnego" potwierdzenia.

            Jest mi trudno to zmienić bo chyba jestem zbyt analityczny,ciągle
            sie zastanawiam, rozkładam świat na czynniki pierwsze i szukam
            zewnętrznego potwierdzenia dla moich działań.

        • valkiria123 Re: Poczucie wartości, a desperacja. 09.03.08, 16:52
          Wiem że na świecie w którym rządzi kasa i dązenie do celu po trupach jest osobom
          wrażliwym bardzo trudno.
          • akwarysta84 Re: Poczucie wartości, a desperacja. 09.03.08, 17:03
            No moim zdaniem światem rządzi seks:),ten o którym, mówię i widzę to
            straszny świat.
            • valkiria123 Re: Poczucie wartości, a desperacja. 09.03.08, 17:11
              Tak...seks tez, telewizja glupota i zacofanie. Mam tego swiadoomsosc i tez mnie
              to boli. Otaczja mnie i tacy ludzie, ale z nimi staram sie nie miec zadnego
              kontaktu.
              • renkaforever Re: Poczucie wartości, a desperacja. 10.03.08, 04:12
                Jezeli, jak uwazasz, swiatem rzadzi seks, to jak sobie wyobrazasz podejscie do
                seksu (zycia?) bez lubienia ludzi. Ludzie seksuja sie, bo sie lubia, lubia
                zapach, dotyk drugiego czlowieka, nawet pewnie czuja wdziecznosc za te odrobine
                milosci jaka sie stala ich udzialem.Na glebsze i dluzsze uczucia nie stac
                nalogowcow, tych, ktorzy faktycznie sa uzaleznieni od aktywnosci dajacej im
                przyjemnosc.Czy jestes addyktem do jedzenia, slodyczy czy do wodki, czy
                papierosow, czy do grania w karty, czy do seksu, to wszystko jedno.To ten sam
                osrodek w mozgu wola o wiecej. To jest uzaleznienie, kiedy dopamina leci w
                przepasc natychmiast po doznaniu przyjemnosci.I znowu trzeba szukac.Wielu wsrod
                nas to uzaleznieni i staramy sie wszyscy to jakos kontrolowac.Samo filozofowanie
                nic nie da, trzeba szukac i probowac.Zadbany facet, powsciagliwy w opiniach
                przyciaga wszystkie kobiety, wiec co za problem. Przeobraz sie w takiego faceta
                i one same do ciebie przyjda.
                • wentyl77 Re: Poczucie wartości, a desperacja. 10.03.08, 11:58
                  > Mnie nie ma.(to też pewnie błąd) Są tylko inni, istnieje tylko
                  > przez nich i tylko dzięki nim. Nawet jeśli czasme bywam samolubny
                  > mam tego świadomość.

                  Przypomina mi się cytat: "Być może mam osobowość reakcyjną. Tylko
                  reaguję na to, co mówią lub robią inni" (cytat klasyka z głowy).

                  Wydaje mi się, że Twoj problem to brak WŁAŚCIWOŚCI, który starasz
                  się zmienić przez identyfikację, nie ważne dobrą czy złą, z innymi
                  ideami, ludźmi, koncepcjami. Szukasz czegoś, co Cię określi, szukasz
                  azymutu wskazującego kierunek rozwoju swego ego i swej osobowości.
                  Problem w tym, że kobiety lubią, by mężczyzna był JAKIŚ, i dopiero
                  po dopasowaniu strategii rozglądają się za możliwościami
                  przekształcenia obiektu, który kochają. A tak jest zawsze.

                  > Pod tym się chyba raczej kryje otwarcie. Takie otwarcie, że mało
                  > kto był wstanie je przyjąć.

                  To tylko potwierdza moje wcześniejsze przypuszczenie. Fakt, ze Cię
                  nie znam, nie zamyka drogi domysłu, że brak podtawowej identyfikacji
                  ze swoją płcią (piszesz o braku doświadczeń) doprowadził do
                  zachwiania całej psychiki. Zbytnia otwartość nie jest tym, czym się
                  wydaje - jest ciągłą próbą znajdowania elementów zapewniających
                  spójność psychiki.

                  --
                  głupi nie wie, że jest głupi, a mądry to wie
                  • akwarysta84 Re: Poczucie wartości, a desperacja. 11.03.08, 09:27
                    Widziśz to jest smieszne. Ja jestem mimo szystko wewnętrznie bardzo
                    spójny. Porostu nie lubie starać się być "jakiś". Ja dla siebie
                    jestem osobą silnie określoną. Niewiem dlaczego ludzie uważają mnie
                    z nijakiego.
                    Jestem poszukiwaczem prawdy, nie staram się ubierać w jakąś jedną
                    barwę, prawda nie ma barwy.
                    Ludzie są durni ubierają sie w jakieś emblematy, których nie
                    rozumieją. To, że są "jacyś" polega tylko na tkwieniu w pewnych w
                    charakterystycznych dla nich błędach.

                    Jezu to wszystko jest takie głupie.
                    Tu chyba potrzeba samca nie człowieka.
                  • akwarysta84 Re: Poczucie wartości, a desperacja. 11.03.08, 09:46
                    Nieokreślony... Czasami myśle, że może byłem za bardzo określony i
                    przez to za mało elastyczny.
                    Wiesz ja bardzo wcześnie wiedziałem co chce robić w życiu, kim być.
                    Wiedziałem i nadal wiem. Zrealizowałem z tego większość oprócz
                    jednego, jestem sam.
                    • shangri.la Re: Czyli jesteś szczęściarzem?:) 11.03.08, 10:12
                      A tylko w jednej dziedzinie życia Ci się nie układa?
                      Pomyśl tylko, ile ludzi na tym świecie chorych , zgnębionych finansowo , nie ma
                      nawet u kogo szukać dobrego słowa...
                      I nie mówię o Indiach, ale o ludziach tuż obok.
                      • akwarysta84 Re: Czyli jesteś szczęściarzem?:) 11.03.08, 10:33
                        No przestań. Z tymi Indiami:) To już się troche wytarło.
                        Zrealizowałem prawie wszystko do pół roku wstecz. Teraz,
                        rozpie..ło się dokładnie wszystko. Problem w każdej, dziedzinie
                        życia, którą dotkne. Naprawde mi potrzebny jest teraz ktoś, bo z
                        trudem radze sobie z kumulowaniem w sobie tych wszystkich problemów.
                        Ktoś komu bym ufał i kto by mnie wsparł, żebym to ja mógł go,ją
                        póżniej wspierać.

                        Mam teraz naprawde sporo więcej problemów niż przeciętny człowiek w
                        moim otoczeniu. Właśnie rozpiepsza się to wszystko na co pracowałem.
                        Nie ma siły bo trudnomi wierzyć w siebie. Jezli ja nawet nie
                        potrafiłem przez tyle lat znaleźć sobie żadnej w miare normalnej
                        dziewczyny, to nie napawa to raczej człowiek wiarą w siebie. Nie ma
                        mi kto dać tej wiary.
                        • shangri.la Re: Czyli jesteś szczęściarzem?:) 11.03.08, 10:37
                          akwarysta84 napisał: Nie ma
                          > mi kto dać tej wiary.

                          Rozumiem, że jesteś niewierzący?
                          Widzisz, w takich chwilach ( a one przychodzą w życiu nie raz) człowiek wierzący
                          zawsze ma oparcie w Bogu.
                          Nie wiem, co Ci doradzić, ponieważ mnie osobiście wiara bardzo pomaga w życiu i
                          gdyby nie ona , już z całą pewnością nie mielibysmy okazji podyskutować na forum;)
                          • akwarysta84 Re: Czyli jesteś szczęściarzem?:) 11.03.08, 11:01
                            Nie wiem czy wierze czy nie. Codziennie z nim rozmawiam.
                            Myśle sobie tylko, że gdyby inni wierzyli to nie sprawili by mi tyle
                            przykrości co w ostatnim czasie.

                            • shangri.la Re: Inni....:) 11.03.08, 11:05
                              A cóż Cię obchodza inni i ich wiara badż jej brak?
                              Szukaj siły tam, gdzie potrafisz ją znaleźć i nie oglądaj się na innych , bo oni
                              mają własne drogi do pokonania.
                              "Kołaczcie, a Wam otworzą":)
                              Dużo wiary i odrobiny nadziei Ci życzę:)
                    • akwarysta84 Re: Poczucie wartości, a desperacja. 11.03.08, 10:17
                      Powiem tak, niestety byłem zbyt naiwny. Dostałem nieźle po nosie.
                      Fakt, powiedziałem jej solidnie co o niej myśle,nie byłem aniołem.
                      Zakończyłem znajomość. Mam wrażnie, że potwornie mną manipulowała,
                      grała sobie z nudów czy coś. Była na tyle sprytna, że do dziś trudno
                      mi powiedzieć kto zawinił.

                      Odzywa się po długim czasie. Obawiam się tego. To nie jest raczej
                      osoba szczera. Chce się spotkać. Co to znaczy? Ja nie mam zamiru
                      przyjść teraz jak grzeczny piesek. Skończyliśmy znajomość i tyle. Co
                      o sytuacji myślisz? Znowu je się nudzi?
    • akwarysta84 ad gapuchna 11.03.08, 00:42
      Dziś akurat dzień nie był taki zły. Spotkałem sie z koleżnką. Jedna
      z ostatnich osób, ktora zdaje się mnie jeszcze naprawdę lubić. Był
      kupa śmiechu, głupawe rozmowy, świerze powietrze i słońce. Coś
      dobrego do przekonszenia i piwko. Chyba znikim nie rozumiałem
      wcześniej się tak świetnie jak z nią. Jest mały problem, jest
      zaręczona.hehe
      Mimo wszystko dzień naładował mnie pozytywną energią.

      Co do serwisów randkowych. Na razie nie mam doła, nie myśle
      specjalnie o tym. Nie mam dziś ochoty na organizowanie czegoś na
      siłę. Dziś jestem spokojny, jeżeli człowiek ma coś znaleźć znajdzie
      to.Tak do następnego ciężkiej chwili.
      • gapuchna Re: ad gapuchna 11.03.08, 00:52
        To dobrze. A ja mam ciężar za sobą i w sobie.
        • akwarysta84 Re: ad gapuchna 11.03.08, 00:54
          To znaczy?
          • gapuchna Re: ad gapuchna 11.03.08, 00:57
            Nie wiem, ciężko mi o tym pisać. Mam problemy. Wiesz, wchodzę sobie tutaj często
            właśnie późną nocą i napawam się złudzeniem, jaka to ja jestem wspaniała,
            odważna, mądra.... bo coś skomentuję, odpowiem. A rzeczywistość skrzeczy.
            Popatrz. Nawet teraz nie chce mi się już pisać tak, jak powinno sie tu
            wypowiadać: lekko, z sensem, podprawione ironią. Nie chce mi się już niczego ani
            udawać, ani udowadniać. Znasz takie stany? jeśli tak, to wiesz, ze naparwdę bywa
            ciężko.
            • akwarysta84 Re: ad gapuchna 11.03.08, 01:02
              ... jak powinno sie tu
              > wypowiadać: lekko, z sensem, podprawione ironią.

              A powinno się?
              Nie ma takiego regÓlaminÓ;)
              NierUb nic co krempÓje twoje myśli, to froum psychologiczne nie
              polonistyczne.
              • gapuchna Re: ad gapuchna 11.03.08, 01:05
                Dobre! Akwarysto, bardzo dobre. Aż się uśmiechnęłam.
            • akwarysta84 Re: ad gapuchna 11.03.08, 01:07
              Takie stany to napewno zanam , ale chyba nie do końca w takim
              kontekście.Jeżeli brak lekkości w wypowiedziach na forum to jest
              rzeczywisty, a nie troszeczke wyimaginowany problem, to mało chyba
              wiem o świecie;)
              • gapuchna Re: ad gapuchna 11.03.08, 01:11
                Nie. Wypowiedzi i ich ciężar gatunkowy to była tylko podpórka dla mnie. W
                rzeczywistości to ciekawi mnie - o ile mogę - (bo w końcu to było początkiem
                naszej rozmowy) - ty i miłość.
                • akwarysta84 Re: ad gapuchna 11.03.08, 01:16
                  Mnie też to bardzo ciekawi. Ale są to chyba pojęcia, które występują
                  narazie odrębnie. Oczywiście nie w stu procentach. Znam miłosć na
                  tyle na ile kochają się rodzice i dzieci i na tyle na ile
                  potrzebóją siebie wzajmnie przyjaciele, ale jej finalnego wymiaru
                  nie znam.
                  • akwarysta84 Re: ad gapuchna 11.03.08, 01:17
                    ta... potrzebują;)
                    • gapuchna Re: ad gapuchna 11.03.08, 01:20
                      Co potrzebują?
                      • akwarysta84 Re: ad gapuchna 11.03.08, 01:28
                        potrzebóją/potrzebują - chodziło mi o błąd

                        Tak z ciekawości, można spytać w jakim jesteś wieku?
                        • gapuchna Re: ad gapuchna 11.03.08, 01:33
                          Powiem, tylko ty pierwszy. Ale jeśli będę mogła być twoją mamą, to...?
                          • akwarysta84 Re: ad gapuchna 11.03.08, 01:36
                            Mój wiek wynika z mojego nicka.

                            hmm... trudno powiedzieć. Poprostu miałem wrażenie, że rozmawiam z
                            dość młodą osobą.
                            • gapuchna Re: ad gapuchna 11.03.08, 01:38
                              Mój drogi, to albo masz 24 lata, albo 84. I tak i tak - źle!!!!
                              • akwarysta84 Re: ad gapuchna 11.03.08, 01:46
                                No wiesz... raczej to pierwsze. Dla kogo źle dla tego źle. Mi tam
                                raczej pasuje, zresztą nie mam specjalnie innej możliwości.

                                • gapuchna Re: ad gapuchna 11.03.08, 01:47
                                  Też by mi pasowało. No ale dobrze. Stara jestem, niestety.
                                  • akwarysta84 Re: ad gapuchna 11.03.08, 01:50
                                    I samotna?
                                • gapuchna Re: ad gapuchna 11.03.08, 01:49
                                  A jeszcze coś ci powiem: chwilę przed twoim postem z pytaniem o wiek byłam
                                  pewna, ze o to właśnie zaraz zapytasz. Telepatia? czy może elementy
                                  wróżbiarstwa? Bo mam takie pragnienia, co do których wiele bym oddała, aby się
                                  spełniły.
                                  • akwarysta84 Re: ad gapuchna 11.03.08, 01:51
                                    To niestety nie telepatia. Etap rozmowy na to wskazywał. Trudno ją
                                    był dalej prowadźić nie znając wzajmnie swojego wieku.
                                    • gapuchna Re: ad gapuchna 11.03.08, 01:54
                                      No niestety...(to, co mam na myśli, a może jednak???) Ale miły Akwarysto, ty
                                      znasz już mój wiek?
                                      • akwarysta84 Re: ad gapuchna 11.03.08, 02:10
                                        Śmieszne jest troszkę to co mówisz i robisz,mam wrażenie, że nie
                                        wróży nic dobrego.

                                        Jak koniecznie chcesz jeszcze porozmawiać to tu masz mojego maila
                                        akwarysta84@gazeta.pl.
                                        • gapuchna Re: ad gapuchna 11.03.08, 02:22
                                          Nie wiem, co może wróżyć wymiana zdań na forum. Koniecznie nie chcę. A adres mam
                                          podobny do twijego - też tylko wstawić: @ i gazeta.pl
    • akwarysta84 by wspomóc myśli wierszem 13.03.08, 23:40
      "biały proporzec"

      opuściłaś nas Joanno
      z mieczem czystym
      piersią skrytą pancerzem

      nigdy ciebie nie było
      wymażył ci kulawy mnich
      co bał się świata

      w obozowym namiocie zgiełk
      piłaś wino jak oni
      byłaś tym czym musiałaś

      mężczyzna to wieprz
      chamstwo strzeże jego godności
      prostactwo hoduje uczciwość

      siostry twe szczebiotliwe
      w gospodach podają
      wytchnienie spragnionym

      a ty byłaś tym co potrzebował
      zagubiony biedak w habicie
      by sprobować dojrzeć

      każda droga ma swoje błoto
      dziś upadły wojoniczki
      zdmuchnięte urokiem łatwej gry
      • shangri.la Pomyliłeś wątki?:) 14.03.08, 14:44
        A co tutaj porabia Joanna d'Arc?
        To może teraz jakiś wierszyk o Justynie?:)
        • shangri.la Re: I co z Justyną , dwojga imion? 15.03.08, 18:13
          Zamknęli ją w Chroszczy?
          ;)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka