Dodaj do ulubionych

ile czasu dac?

IP: 194.103.40.* 02.01.02, 09:32
chyba cos juz przezylam, bo 30 mnie siedmiomilowymi krokami dogania... wydaje mi sie czasami, ze
wiem czego chce, ze jestem przygotowana na wiela rzeczy... a dzis slecze w pracy i mysle mysle
mysle, bo ... zakochalam sie!!! w sumie fajnie, ale ...to moj kolega od lat. czuje ( zaznaczam ze to nie
pewnosc), ze on tez wpadl w czarna dziure namietnosci, czlosci i takich tam spraw... czyni kroczki
pewne, ale male kroczki. idziemy do przodu, ale powoli...

czy kiedy tempo jest slimacze to warto tez isc na przod?
czy moze wybrac inny srodek lokomocji?
jesli sie niecierpliwie to co zrobic?
jak dlugo dazyc do upragnionego celu?
co bedzie jak towarzysz sie wycofa?

mysle mysle mysle...
Obserwuj wątek
    • Gość: charlie Re: ile czasu dac? IP: 217.11.133.* 02.01.02, 09:55
      Nie powinnas sie obawiać, że Twój towarzysz sie wycofa. Jeżeli jest tak jak
      piszesz to On też coś do Ciebie czuje. Jeżeli jest poważnym człowiekiem to nie
      będzie Cię w żadnych Twoich poczynaniach pośpieszał. Myślę że wszystko wymaga
      czasu i nie da się niczego przyspieszyć, bo mozna tylko zepsuć. Na zasadzie że
      co nagle to po diable... A jak długo masz dązyć do upragnionego celu ? To
      zależy od tego jak bardzo Ci na nim zależy. Jeżeli czujesz że będzie to tylko
      mały romansik to nie poświęcaj na to zbyt wiele czasu. Jeżeli natomiast czujesz
      że to coś poważnego to zangażuj się w to mocno i nie poprzestawaj w
      poczynaniach...
      • Gość: Verka Re: ile czasu dac? IP: 194.103.40.* 02.01.02, 10:48
        a ja wciaz mysle mysle mysle...

        skad wziac pewnosc ze on tez cos czuje?
        jak zapytac nie pytajac?

        • alka_xx Re: ile czasu dac? 02.01.02, 10:54
          Gość portalu: Verka napisał(a):

          > a ja wciaz mysle mysle mysle...
          >
          > skad wziac pewnosc ze on tez cos czuje?
          > jak zapytac nie pytajac?


          Mila, ja tez duzo myslalam, myslala, myslalam...az odciskow o malo co na mozgu
          nie dostalam! Pewnosci nigdy nie masz! Ani co do niego ani i co do siebie - tak,
          tak! I wierz mi , szkoda czasu na zastanawianie sie! Zyj chwila! Juz to kiedys
          pisalam; zyj tak, jakby jutro swiat mial sie skonczyc!!A sytuacja w swoim czasie
          sama sie wyklaruje! I bron boze niczego nie przyspieszaj na sile! Tak latwo
          wszystko popsuc...
          Pozdrawiam Cie przyjaznie i z odrobina zazdrosci
          alka
          >

        • faxio Re: ile czasu dac? 02.01.02, 10:57
          Może poprostu robić swoje i za duzo nie myślec?
          Te drobne gesty, sugestie, niedomówienia i aluzje, to takie ekscytujace.
          Czasami to właśnie jest najlepsze. Chce się żyć, jest po co rano wstać, ładniej
          się wygląda i wogóle. Może nie warto sie spieszyc, bo potem może nie być tak
          wspaniale...
        • Gość: charlie Re: ile czasu dac? IP: 217.11.133.* 02.01.02, 11:04
          Wiesz co ....nie myśl. To nic nie da. Jeżeli jesteście dla siebie stworzeni to
          będziecie razem, jeśli nie to skończy się na małym romansiku - też przyjemnym.
          I nie bój sie niczego nowego.....pamiętaj że amatorzy zbudowali arkę , a
          profesjonaliści tytanika.....więc życzę z całego serca powodzenia w rozwijaniu
          Twej miłości!!!!!!!!!!!!!!!!
          • Gość: fantasia Re: ile czasu dac? IP: *.devs.futuro.pl 02.01.02, 12:18
            Myśleć, myśleć, dlaczego nie?
            Zawsze coś się może w takim kombinowaniu okazać przydatne. A to się spostrzeże
            raptem coś, czego się wcześniej nie widziało. A to zrozumie coś, a to
            zapamięta. Myślenie jest okay.
            Tylko nie po to, żeby się o czymkolwiek upewnić, no jasne. "Bo kiedy wszystko
            powiedziane do końca, to już śmierć". Pytania też zadawać, czemu nie. Najlepiej
            w żartobliwej tonacji ("no i patrz, misiu, znów się zaciąłeś w palec, może ty
            mamusi potrzebujesz albo pielęgniarki, co?"), albo prosto z mostu, ale wtedy,
            kiedy rozmawiacie zupełnie o czymś innym albo kiedy on jest pochłonięty jakąś
            czynnością (jest szansa, że odpowie mechanicznie i wcale tego nie zauważy).
            Natomiast do niczego jest pytanie "zakamuflowane", bo facet nic nie zrozumie, a
            jak nic nie rozumie, to zły :-)
            A po co za dużo wiedzieć? "Lepiej milczeć przytomnie i patrzeć" :-)
    • Gość: Verka Re: ile czasu dac? IP: 194.103.40.* 02.01.02, 12:38
      mimo wszytsko mysle mysle mysle...

      zgadzam sie z wami ... bede szalec... ino najbardziej to chcialbym szalec z nim jednym konkretnym...
      ech...

      zgadzam sie z wami ... bede czekac ...nie bede naciskac... ino jesli sie nic nie wydarzy, nie bede
      zbytnio rozczarowana?

      moze ja sie zbytnio nakrecilam. jak sie odkrecic? ale jesli sie juz odkrece czy nie strace wtedy tego co
      najpiekniejsze?

      mysle mysle mysle ... (zeby mnie z roboty nie wywalili :))
      • Gość: charlie Re: ile czasu dac? IP: 217.11.133.* 02.01.02, 12:55
        robotę znajdziesz sobie drugą....
        Wierzę że wszystko Ci się ułoży.
        • Gość: Verka Re: ile czasu dac? IP: 194.103.40.* 02.01.02, 13:04
          ale sie wspieramy :)))

          jakos to bedzie ... a jak nie bedzie musi byc dobrze ;)

          ino ja taka jestem pani JUZ. juz chce wiedziec, juz chce miec...
          trudny charakterek hehe ;)
          • Gość: alka_xx Re: ile czasu dac? IP: 10.10.10.* 02.01.02, 13:46
            Gość portalu: Verka napisał(a):


            > ino ja taka jestem pani JUZ. juz chce wiedziec, juz chce miec...
            > trudny charakterek hehe ;)


            Trudny , oj trudny, ale wazne ze wogole jest!
            My panie JUZ / bo ja tez z tych / bardzo lubimy kiedy w zyciu jak w
            kalejdoskopie, wszystko gna i galopuje i w dodatku najlepiej , jak po torze przez
            nas wytyczonym...Tylko ze potem nagle okazuje sie, ze to co naprawde bylo wazne
            gdzies sie zgubilo po drodze, zostalo w tym szalenstwie przeoczone, ulecialo
            bezpowrotnie ... Tak, tak, niecierpliwosc zlym partnerem milosci...

            A po co tak, kiedy mozna , a nawet trzeba chyba troche inaczej,/juz to dzisiaj
            wiem, choc z praktyka ciagle slabo / trzeba cieszyc sie, smakowac, delektowac sie
            wrecz kazdym skierowanym do nas milym slowem, gestem znaczacym cos wiecej,
            usmiechem niewymuszonym...i odpowiadac tym samym, by dac sygnal,ze zmierza sie we
            wlasciwa strone...

            Ale sie rozmarzylam...




            • faxio Re: ile czasu dac? 02.01.02, 14:27
              <A po co tak, kiedy mozna , a nawet trzeba chyba troche inaczej, trzeba cieszyc
              sie, smakowac, delektowac sie wrecz kazdym skierowanym do nas milym slowem,
              gestem znaczacym cos wiecej, usmiechem niewymuszonym...i odpowiadac tym samym,
              by dac sygnal,ze zmierza sie we wlasciwa strone...>


              Oj tak, tak. To jest naj...

    • kwieto Re: ile czasu dac? 03.01.02, 08:08
      Dac tyle czasu ile potrzeba.
      Skad wiedziec ile potrzeba? - ano po prostu obserwowac, czuc i reagowac...

      Sluchaj, moze po prostu ciesz sie tym co sie dzieje - ciesz sie spojrzeniami,
      rozkoszuj niepewnoscia, ekscytuj niedopowiedzeniami, gestami, ktore byc moze
      nic nie znacza...

      Czy naprawde wazne jest czy one cos znacza? Sam flirt jest taki cudowny! Nawet
      jesli nic z niego nie wyjdzie, czy mam z niego rezygnowac? Pomysl - zdobedziesz
      ta pewnosc, owszem - bedziesz wiedziala czy mozesz sie w kogos wtulic, czy nie,
      ale... to bedzie takie stabilne, "twarde" - po jakims czasie byc moze
      bezplciowe... A flirt, ta wlasnie niepewnosc - czy nie jest ona cudowna?

      Mnie samemu najbardziej ekscytujacm wydaje sie poczatek znajomosci - kiedy nie
      jestesmy pewni, czy sie spodobamy, czy dana osoba tez sie nam tak na prawde
      spodoba, kiedy odkrywamy sie powoli wzajemnie, uczymy sie siebie, nie jestesmy
      jeszcze pewni... chcialbym zatrzymac milosc wlasnie na tym etapie - na etapie
      flirtu i tym co tuz po nim...

      Wiec moze warto pozwolic isc sprawom wlasnym torem? Moze nie trzeba niczego
      przyspieszac? Bo co jak co, ale milosc nie wyrosnie przymuszana - a
      przyspieszanie jej to wlasnie przymus.

      Ciesz sie czasem w ktorym jestes - czy naprawde cieszyc sie mozna tylko w
      momencie gdy sie juz kogos "zdobylo"? A sam proces zdobywania traktowac jako
      "droge przez meke" - bo to stres, niepewnosc, lek przed odrzuceniem?

      A jesli Cie nawet odrzuci - czy stanie sie wtedy tak na prawde cos naprawde
      strasznego? Chyba nie...
      • Gość: Verka Re: ile czasu dac? IP: 194.103.40.* 03.01.02, 08:37
        ale ja go znam od dziecka... inaczej jest jak sie kogos poznaje, odkrywa a zupelnie inaczej gdy amor
        cie ustrzeli po latach przyjazni. wszytsko wiemy o sobie ...

        mim tego podarzam za radami i ciesze sie chwilami :)))) hehe... i niedosypianiem ;)
        • kwieto Re: ile czasu dac? 03.01.02, 09:28
          :")))) - naprawde, lepiej cieszyc sie Tu i Teraz niz tesknic za jakas
          nieokreslona przyszloscia w czyichs ramionach... Na to jeszcze bedzie czas,
          ciesz sie tym co dotyka Cie teraz :")
          • faxio Re: ile czasu dac? 03.01.02, 09:35
            Popieram Kwieto w 200%.
            I dodam, że często te flirty właśnie to najmilsze wspomnienia, nieskażone
            rozczarowaniem i żalem.
            • Gość: Verka Re: ile czasu dac? IP: 194.103.40.* 03.01.02, 09:38
              dobra... wierze...

              bede flirtowac ile wlezie ...

              aaaaaaaaa co by tu na dzis wymyslec ... moze se cos nowego kupie heheh, a moze sprawdzic jak sie
              maja niedzwiedzie polarne w zoo, a moze pojsc na lody w mrozny wieczor, a moze....

              bede flirtowac ...
              :)
              • Gość: Iga Re: ile czasu dac? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 03.01.02, 12:04
                Tak....flirt to jest to, co tygrysy lubia najbardziej ;)...te niedomowienia,
                dwuznacznosci, ciekawosc, nie nazywanie rzeczy po imieniu,
                niepewnosc....Uwazam, ze niektore rzeczy po prostu sie dzieja, nie trzeba ich
                od razu definiowac...w zyciu dzieje sie tyle i tak szybko, ze nie mozna byc
                pewnym, co wydarzy sie jutro, ale wlasnie dlatego, ze sie nie wie...chce sie
                zyc, bo niespodzianki pociagaja znacznie bardziej, a zycie jest zbyt krotkie,
                zeby zamknac sie w swojej skorupie...carpe diem...jest tyle cudownych ludzi na
                swiecie :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka