Gość: Nuria
IP: *.chello.pl
05.09.03, 16:21
nie wiem już, co robić, forum jest dla mnie chyba ostatnią deską ratunku...
Mam problem z matką. Ja mam 26 lat, ale cały czas nie mogę przestać się jej
bać, cały czas jestem od niej uzależniona psychicznie i nie potrafię sobie z
tym poradzić. Od siedmiu lat nie mieszkam z rodzicami ale to nie stanowi
przeszkody w kontrolowaniu mnie, ciągłym narzekaniu, że do niczego się nie
nadaję, że nie mam ambicji, że staczam się na dno, że skończę jako
prostytutka... Chodzi o to, że nie robię tego, co ona sobie zamarzyła, nie
wypełniam jej marzeń o karierze (sama naprawdę nieźle sobie radzi na polu
zawodowym i uważa, że przez to może mnie poniżać, bo nie osiągnęłam jej
statusu), a ona przecież wie wszystko najlepiej. Cały czas mnie czymś
szantażuje: jeśli nie zrobisz tego, zerwę z tobą kontakt, możesz do mnie nie
dzwonić i zapomnieć, że masz matkę! Albo: może mi kupić mieszkanie, ale
ponieważ ja jestem niegrzeczną dziewczynką (używa dosłownie takich określeń),
to ona lepiej sobie coś kupi, a ja, niewdzięczna, przypełznę do niej na
kolanach i będę błagała o litość i pomoc. Przy okazji cały czas pożycza ode
mnie pieniądze, chociaż naprawdę dobrze zarabia, a jej mąż ma swoją firmę i
niedawno kupili domek za miastem. A ja, jak pisałam, nie mam pracy, mam
dorywcze zlecenia, studiuję i naprawdę muszę oszczędzać!
Mam chłopaka, jesteśmy razem od kilku lat, mieszkam z nim w jego mieszkaniu,
ale on nie chce się ze mną ożenić, bo twierdzi, że do niczego papierek nie
jest potrzebny. Ja popadam w coraz większą paranoję, bo boję się, że mnie
rzuci, a wtedy będę musiała rzeczywiście prosić matkę o pomoc, ponieważ nie
mam stałej pracy i w życiu nie zarobię na wynajęcie mieszkania albo nawet
pokoju! Nie mam gdzie wracać, a boję się, że coś sobie niedługo zrobię, bo
ju7ż naprawdę nie wiem, co robić... Po nocach śni mi się, że jadę nad morze i
wchodzę do wody, coraz głębiej, i w końcu tonę... Myśl o samobójstwie pojawia
się coraz częściej. Nie wierzę w siebie, czuiję się bezradna i beznadziejna,
nie mam tyle siły, żeby tak dalej żyć, w takiej niepewności i zawieszeniu.
Nie mam w życiu nic swojego, nie mogę mieć nawet swojego zdania i własnej
woli, bo zawsze muszę robić to, co matka akurat zaplanowała. Inaczej zostanę
na świecie zupełnie sama... Dodam tylko, że mój chłopak nie jest tu dla mnie
żadnym oparciem, uważa, że histeryzuję i robię problem z czegoś, co nie
istnieje.
Byłam kiedyś na psychoterapii, ale nie miałam dość kasy, żeby ją kontynuować.
Terapeutka stwierdziła u mnie ciężką depresję (to było w styczniu br), ale
leki brałam tylko przez miesiąc, bardzo kiepsko się czułam po Bioxetinie.
Czuję, że znowu się pogrążam w smutek, spadam w dół, jak do studni, i nigdy
nie wyjdę...