pointu
27.05.08, 12:14
Wiem, że decyzję muszę podjąć sama/musimy.
Wiem też, że nie uzyskam tutaj odpowiedzi na moje pytania, rady co mam zrobić,
wierzę jednak, że pomożecie, część z Was jest na pewno starsza, bardziej
doświadczona, może przeżyliście coś podobnego. Powiecie coś.
Jesteśmy młodzi (24,26),na swój wiek naprawdę dojrzali, dużo przeszliśmy. W
lipcu minąłby 5 rok naszego związku. Zawsze udanego. Za kilka miesięcy miał
być ślub, były zaręczyny,plany, marzenia o dzieciach i wspólnym domu (jak z
bajki).
Kilka dni temu on mówi (wyciągnęłam to z niego,bo milczał,wiedziałam, że coś
jest nie tak), że nie wie co czuje, nie wie czy kocha...że czuje tak od
dłuższego czasu.
Powiedział też, że oszukał.
Płacz, rozpacz, odwołanie ślubu, brak zrozumienia, złość? .
W końcu poprosiłam by się wyprowadził (lub ja), by miał możliwość przekonać
się co czuje, czy kocha.
Ja zwątpiłam, on nie może pogodzić się z tym co się stało, pragnie po prostu
być, być obok, na zawsze. Ja upieram się, że bez miłości z dwóch stron
będziemy nieszczęśliwi, że nie chcę takiego życia (serce mi krwawi). On
twierdzi, że szczęśliwy może być tylko obok mnie, że szczęście mu da to, że ja
będę przy nim szczęśliwa.
Nie umiem tego zrozumieć. To bezsensu, oboje nie możemy się pogodzić z
rozstaniem, nie chcemy go,ale to robimy. Ja jestem przekonana, że tylko tak
może zrozumieć czy mnie kocha, a ja w to mam szansę uwierzyć.
Może to dla Was banały, żaden problem,ale ja boję się, że dokonujemy decyzji,
której będziemy żałowali przez całe życie.
Kocham go, chcę jego szczęścia.
On pragnie mojego szczęścia, chce ze mną być i nie wie czy kocha.
Paradoks?
Powiecie coś mądrego, utwierdzicie, wyśmiejecie?
dziękuję