prośba o radę/uwagi

27.05.08, 12:14
Wiem, że decyzję muszę podjąć sama/musimy.
Wiem też, że nie uzyskam tutaj odpowiedzi na moje pytania, rady co mam zrobić,
wierzę jednak, że pomożecie, część z Was jest na pewno starsza, bardziej
doświadczona, może przeżyliście coś podobnego. Powiecie coś.

Jesteśmy młodzi (24,26),na swój wiek naprawdę dojrzali, dużo przeszliśmy. W
lipcu minąłby 5 rok naszego związku. Zawsze udanego. Za kilka miesięcy miał
być ślub, były zaręczyny,plany, marzenia o dzieciach i wspólnym domu (jak z
bajki).

Kilka dni temu on mówi (wyciągnęłam to z niego,bo milczał,wiedziałam, że coś
jest nie tak), że nie wie co czuje, nie wie czy kocha...że czuje tak od
dłuższego czasu.
Powiedział też, że oszukał.

Płacz, rozpacz, odwołanie ślubu, brak zrozumienia, złość? .
W końcu poprosiłam by się wyprowadził (lub ja), by miał możliwość przekonać
się co czuje, czy kocha.

Ja zwątpiłam, on nie może pogodzić się z tym co się stało, pragnie po prostu
być, być obok, na zawsze. Ja upieram się, że bez miłości z dwóch stron
będziemy nieszczęśliwi, że nie chcę takiego życia (serce mi krwawi). On
twierdzi, że szczęśliwy może być tylko obok mnie, że szczęście mu da to, że ja
będę przy nim szczęśliwa.

Nie umiem tego zrozumieć. To bezsensu, oboje nie możemy się pogodzić z
rozstaniem, nie chcemy go,ale to robimy. Ja jestem przekonana, że tylko tak
może zrozumieć czy mnie kocha, a ja w to mam szansę uwierzyć.

Może to dla Was banały, żaden problem,ale ja boję się, że dokonujemy decyzji,
której będziemy żałowali przez całe życie.

Kocham go, chcę jego szczęścia.
On pragnie mojego szczęścia, chce ze mną być i nie wie czy kocha.
Paradoks?

Powiecie coś mądrego, utwierdzicie, wyśmiejecie?

dziękuję
    • ewelline Re: prośba o radę/uwagi 27.05.08, 12:28
      Powiem Ci krótko ale dobitnie - ten Twój facet to jest zwykły tchórz
      co boi się odpowiedzialności i sam nie wie czego chce i tyle.
      • pointu Re: prośba o radę/uwagi 27.05.08, 13:19
        ewelline, dlaczego tak sądzisz?

        To, że nie wie czego chce to wiem i ja.
        ale dlaczego tchórz?

        • mruff Re: prośba o radę/uwagi 27.05.08, 13:36
          Myślę,że sporo par odczuwa napięcie przed ślubem

          Poza tym tak to jest jak idealizuje się miłość,że to ma być
          niewiadomo jaki kosmos

          Odłóżcie emocje na bok, wyciszcie się

          A Pan niech SAM zastanowi się czego chce
          nie w 1 dzień

          Jeśli te 5 lat było udanych
          to jakieś lęki przyszły i tyle

          Natomiast jeżeli mieliście dużo wątpliwości przez te 5 lat ale jakoś
          dobiliście do ślubu
          to warto mocno przeanalizować sytuację

          ale po ostygnięciu
    • lifeisaparadox Re: prośba o radę/uwagi 27.05.08, 13:39
      pointu napisała:

      > Wiem, że decyzję muszę podjąć sama/musimy.
      > Wiem też, że nie uzyskam tutaj odpowiedzi na moje pytania, rady co mam zrobić,
      > wierzę jednak, że pomożecie,

      Haha... ok, to wspieramy cie duchowo, trzymamy kciuki, damy na msze za was i
      odklepiemy rozaniec w waszej intencji... czesc i powodzenia.
      • shangri.la Re: prośba o radę/uwagi 27.05.08, 14:02
        Powiedziałabym, że na takich infantylnych tchórzy, którzy zabierają kobiecie
        pięć lat życia, aby nagle "nie wiedzieć co czują" szkoda różańca, ale z całą
        pewnością mu nie zaszkodzi:)
        • lifeisaparadox Re: prośba o radę/uwagi 27.05.08, 14:17
          Po prostu zachowanie kobity mu nie pasuje, ale nie umie tego sprecyzowac jak to
          z reszta wiekszosc ludzi, woli sie nie stresowac wykladaniem kawy na lawe i
          mowieniem co jest zle, szczegolnie jesli kobita ma tendencje do bronienia sie za
          wszelka cene, niczym arwen8 swojej racji bytu i zasadnosci postepowania. Nie
          pogadasz, pozostaja fochy ktore nic nie daja w kwestii zrodla poblemu.
          Moze tak byc, a raczej to jest pewne, ze oboje sa tak samo "dojrzali" i bardzo
          madrzy, ze sobie po prostu wzajemnie podtruwaja zycie.

          No chyba ze jednak facet ma schizofrenie paranoidalna i faktycznie jego
          zachowanie jest zdeterminowane powaznymi zaburzeniami w odczuwaniu i przezywaniu
          swiata i relacji z innymi.
          • pointu Re: prośba o radę/uwagi 27.05.08, 14:28
            Nie mogę się zgodzić. Sprowadzanie do takiej suchej definicji, przy której
            wyrażasz raczej pewność. Ja nie jestem przekonana dlaczego tak jest/ stało się.
            Nie pytałabym tutaj.

            To nie jest tak, że woli się nie stresować. Nie chcę go tłumaczyć, nie wiem
            przecież co jest.

            Po prostu czuję, że to jakieś nieporozumienie co się dzieje i tyle.


            Że będziemy żałować oboje.

            Już ta duga wersja wydaje mi sie bardziej prawdopodobna, choć oczywiście wątpię.
            A ja nie bronię za wszelką cenę, ani siebie, ani swoich racji.
            • lifeisaparadox Re: prośba o radę/uwagi 27.05.08, 14:44
              pointu napisała:

              > Nie mogę się zgodzić. Sprowadzanie do takiej suchej definicji, przy której
              > wyrażasz raczej pewność. Ja nie jestem przekonana dlaczego tak jest/ stało się.
              > Nie pytałabym tutaj.

              Wiem tyle co napiszesz, wiec mowie co moze byc a raczej napewno ma miejsce jedno
              - cos jest bardzo nie tak miedzy wami, pomimo wszystko. Gdzies pod ta miloscia i
              zrozumeniem gotuje sie bigos w srodku, irytacja z powodu kilku spraw miedzy wami.

              > To nie jest tak, że woli się nie stresować. Nie chcę go tłumaczyć, nie wiem
              > przecież co jest.

              Tym bardziej ja nie wiem co jest, dlatego dostajesz ogolniki.

              > A ja nie bronię za wszelką cenę, ani siebie, ani swoich racji.

              To jeden problem z glowy.
              Tyle ze to moze tak jest, ze facet nie chce powiedziec wprost o co chodzi zebys
              sie na niego nie wypiela, nie obrazila, no nie wiem jakbys zareagowala gdyby
              powiedzial ci "babo, strasznie wszystko chcesz wiedziec i uczestniczyc w kazdym
              elemencie mojego zycia, czuje sie osaczony, zniewolony i pozbawiony chocby
              odrobiny prywatnosci". Wiec facet zaciska zeby, zeby nie powiedziec wprost o co
              chodzi bo bys pomyslala ze cie odrzuca, chce "oslabic wasze wiezi, relacje i
              bliskosc" i tak siedzi jak na desce z gwozdziami az go szlag trafia i czuje ze
              cale zycie to on tego napewno nie zniesie - stad slubu nie chce.
              Moze tak byc? zaznaczam ze to przyklad tylko.

              Napewno tak miedzy wami jest, w tym rodzaju.
              • pointu Re: prośba o radę/uwagi 27.05.08, 15:23
                lifeisaparadox zwracam honor. Jestem przewrażliwiona narazie.

                jak jest- bigos w środku, może?
                Nie we mnie jednak. Umiałam i umiem nadal określić co czułam/czuję. Co mi pasuje
                a co nie, na co się zgodzę. Chcę szczęścia nas obojga.

                Zawsze wiedziałam, że jest innym człowiekiem, że dzieciństwo które miał wywarło
                duży wpływ na jego psychikę,osobowość (mama alkoholiczka). On to wciąż wypiera,
                twierdzi, że taki już jest po prostu, a alkohol nie ma na to wpływu: cichy,
                zamknięty w sobie, stroniący od ludzi.
                Śmieje się gdy mu sugeruje, że jest DDA. Twierdzi, że to sztuczny twór...
                To bardzo dobry człowiek, nigdy nie skrzywdził mnie przez wszystkie lata naszego
                związku. W żaden sposób. Czułam się przy nim szczęśliwa i radosna.
                On też wydawał się radosny i szczęśliwy.

                Wiele razy pytałam jak chce żyć, jak chciałby żyć, co mu przeszkadza. Mówił, że
                nie wie jak chce żyć, wie jednak, że chce żyć ze mną, zawsze tak mówił.

                Osaczanie- jestem silną osobowością, pytałam wiele razy, wycofywałam się,
                chciałam dawać więcej swobody, wolności.

                Ale skąd tu wolność gdy praca od rana do wieczora, w weekendy szkoła, tak
                niewiele czasu naprawdę razem. Na inne "rozrywki", wolności nie starczało czasu.
                Może go nie szukaliśmy dobrze?

                lifeisaparadox może masz racje, może było mnie za dużo, poczuł się "Ściśnięty".

                Paradoksem jest, że on chce ślubu, to ja powiedziałam, że ślub jest bezsensu w
                takich okolicznościach. Że sens ma tylko gdy biorące ślub osoby są pewne swojej
                wzajemnej miłości.

                ......to naprawdę bardzo dziwne.Dlatego zajrzałam na to formum, chciałabym to
                zrozumieć.
                • lifeisaparadox Re: prośba o radę/uwagi 28.05.08, 02:06
                  Ja nie wiem czy poczul sie scisniety czy nie, to tylko przyklad.

                  Gdybys zrobila kilka testow osobowosciowych, no to moze moglbym tak precyzyjnie
                  strzelic gdzie zle sobie radzisz w relacjach z ludzmi, czy w tym zwiazku.

                  Znam przyklady z terapii gdzie kobiety po rozwodzie opowiadaly o zlych mezach,
                  wyrodnych corkach, synach itd. itp. i byly bardzo "auto-refleksyjne", zdawalo by
                  sie ze doskonale znaly swoje dobre i zle strony, bledy jakie popelnialy.
                  Jednak gdy dowiadywaly sie prawdy o sobie... prawie trzeba bylo kobiety
                  reanimowac w wyniku szoku jaki przezywaly w zetknieciu z faktami i tym jak
                  przekichaly sobie relacje z najblizszymi z powodu wlasnego charakteru.

                  No i znowu nie mowie ze jest cos z toba nie tak, tego po prostu nie wiadomo.
                  Sklania mnie do takiego, tylko i wylacznie przypuszczenia, fakt, ze Ty jestes
                  pewna swoich uczuc do niego, a on z kolei niepewny swoich uczuc do Ciebie. Tobe
                  on pasuje na calej linii, Ty jemu pasujesz, ale nie na calej linii. Gosc juz
                  taki jest (jak z reszta wielu ludzi), ze bedzie uciekal w swoje slabosci i mowil
                  ze to z nim jest cos nie tak, ze nie umie kochac, ze jest zly... DDA itd.
                  mydlenie oczu.

                  Wiem o czym mowie, mam te tematy na codzien.
                  Masz prosty wniosek z tej calej rozmowy - Ty kochasz faceta, a facet Ciebie nie
                  kocha. Ty z nim jestes szczesliwa a on z Toba nie jest, ale jest szczesliwy ze
                  Ty jestes szczesliwa z nim (masz to czarno na bialym wszystko). Reszte moze Ci
                  uzmyslowic psycholog.
                  Wiem jak bardzo moze Cie to szokowac, pomyslisz sobie ze to niemozliwe... ze nic
                  na to nie wskazuje... no ale, on Ciebie nie kocha, Ty jego kochasz. Problem tkwi
                  w Tobie, przykro mi... tego sie nie spodziewalas.
        • maria_antonieta Re: prośba o radę/uwagi 27.05.08, 16:22


          Zabieraja kobiecie 5 lat zycia?!...Hmmm..., z tego wynika, ze slub
          MUSI byc ukorowaniem kazdego zwiazku?!...Wchodzac w relacje z
          mezczyzna od razu myslisz o slubie?!!...

          Mnie sie wydaje, iz gdyby slowo "slub" nie padlo w zwiazku autorki
          tego watku, zapewne ten post nigdy by nie powstal:)
          • pointu Re: prośba o radę/uwagi 27.05.08, 16:34
            maria_antonieta napisała:

            >
            >
            > Zabieraja kobiecie 5 lat zycia?!...Hmmm..., z tego wynika, ze slub
            > MUSI byc ukorowaniem kazdego zwiazku?!...Wchodzac w relacje z
            > mezczyzna od razu myslisz o slubie?!!...
            >
            > Mnie sie wydaje, iz gdyby slowo "slub" nie padlo w zwiazku autorki
            > tego watku, zapewne ten post nigdy by nie powstal:)
            >
            >


            ale nikt nikogo do ślubu nie zmuszał. Od dawna chcieliśmy mieć dziecko,
            chcieliśmy być mężem i żoną, pewnego dnia doszliśmy do wniosku (wierzyłam, że
            wspólnie i pewni swoich słów), że dojrzeliśmy już do tego, że tego chcemy....

            eh:/
      • pointu Re: prośba o radę/uwagi 27.05.08, 14:16
        Pomożecie, w sensie, że powiecie coś mądrego. Myślałam. Wiem,że nie powiecie co
        mam zrobić, nie zadecydujecie za mnie, że nie ma tu złotego środka, idealnej rady.

        Pytam, bo wokół mam ludzi, którzy chcą mojego dobra, tylko mojego i wspierają
        mnie, ale w moim przekonaniu ich rady, sugestie nie są do końca obiektywne.

        Nasz związek zawsze był udany, byliśmy ze sobą bardzomocno związani. Nigdy nie
        było nieporozumień, kłótni, sprawiania sobie przykrości, braku zaufania.
        Myślałam, że tacy już jesteśmy - dla siebie stworzeni. Naiwna.

        aż nagle bum.

        dlatego nie umiem tego pojąć pewnie, bo nic nie zapowiadało, że tak się stanie.

        eh...tak myślałam, że dla Was to raczej będą banały. Ludzie mają "prawdziwe
        problemy".
    • spinline Re: Gratuluje mu odwagi! 27.05.08, 15:41
      To co piszesz to nie ejst nic co nazwlabym banalem. Wrecz odwrotnie.

      jednak drugi czlowiek ma prawo do kochania na swoj sposob.

      Mysle ze jak wrzucisz na spokoj to bardziej zroumiesz sens bycia z
      drugim czlowiekiem.
      • pointu Re: Gratuluje mu odwagi! 27.05.08, 15:47
        spinline napisała:

        > To co piszesz to nie ejst nic co nazwlabym banalem. Wrecz odwrotnie.
        >
        > jednak drugi czlowiek ma prawo do kochania na swoj sposob.
        >
        > Mysle ze jak wrzucisz na spokoj to bardziej zroumiesz sens bycia z
        > drugim czlowiekiem.
        >
        >
        Ale ja staram się być spokojna. Byłam gotowa (jestem?) być razem z nim.

        Zewsząd słyszę opinię, głosy, że to tchórz, że jak można komuś się oświadczać a
        za chwilę mówić, że nie wie się co się czuje, po niemal 5 latach.
        Naprawdę sądzę, że bez miłość dwojga osób szczęścia nie będzie, tak niby jest...

        Wiem też, że jestem jeszcze młoda, to są nowe doświadczenia, nie umiem się
        odnaleźć w tej sytuacji, zrozumieć jej. Chciałabym byśmy nie popełnili błędu,
        dlatego nie zostawiam tego tak po prostu by szło własnym torem, bo nie wiem czy
        nie należy przeanalizować co się stało, dlaczego i czy tak ma naprawdę być.

        Dlatego zwróciłam się do Was.
    • greengrey Re: prośba o radę/uwagi 27.05.08, 16:00

      Twoja decyzja w moim przekonaniu jest jedyna możliwa.. i bardzo
      właściwa

      Dać sobie nawzajem czas

      Trzeba jemu dać czas, niech uspokoją się emocje, niech po burzy
      myśli sam poczuje, czy kocha. On potrzebuje tej samotności, nawet
      jeśli teraz wizji jej się przestraszył

      Tobie też przyda się czas, by spojrzeć na wasz związek z dystansu

      zaczęliście oboje ten związek jako bardzo młodzi ludzie, nic
      dziwnego,że pojawiają się wątpliwości, przecież to "na całe życie"

      spokojnie, nic się nie stało :)

      to normalne wręcz


      • pointu Re: prośba o radę/uwagi 27.05.08, 16:04

        >
        > to normalne wręcz
        >
        >

        nawet się uśmiechnęłam:)

        Chciałabym, bardzo pragnę by się ułożyło.
    • blue_as_can_be Re: prośba o radę/uwagi 27.05.08, 19:36
      to, o czym piszesz nie wróży dobrze. jakoś tak chyba jest, że jeśli
      zaczynasz mieć wątpliwości, to oznacza początek końca. zwłaszcza w
      tak młodym wieku.

      może za wcześnie na decyzję o rozstaniu, ale napewno ślub należy
      odłożyć.

      moim zdaniem "rozłąka na próbę" nie jest dobrym testem, bo
      oczywiście ludzie jakoś ze sobą zżyci będą tęsknić i być może mylić
      tę tęskotę / przyzwyczajenie z głębszym uczuciem.

      wg. mnie - po prostu na razie niczego nie zmieniajcie, ale i nie
      planujcie. prawdopodobnie wkrótce wydarzy się coś, co jednoznacznie
      wskaże Wam drogę.
    • solaris_38 Re: prośba o radę/uwagi 27.05.08, 20:37
      jesli chcesz kochać osobę niepewną uczuciowo to twoja decyzja
      nei bezie łatwo i nie wiadomo ja długo będzie

      jesli kochasz go musisz pokochać niepewność która będzie wnosił

      Jeśli ważna dla ciebie jest stabilność uczuciowa i solidne fundamenty
      nei oszukuj sie że go kochasz
      jego nei można kocha odrzucając jego niezdecydowanie i chimeryczność i pewną
      dozę oszustwa
      ale i on potrzebuje miłości

      zatem - bierz co chcesz i zapłać za to
      :)
      jak mawiają mędrcy


    • dotyk_wiatru Re: prośba o radę/uwagi 27.05.08, 21:00
      Pointu, spokojnie...nikt Ciebie nie wyśmieje:)
      Ta decyzja o rozstaniu na kilka dni...może jest właściwa, może
      nie...Dowiesz się wkrótce...
      Pytanie: w jaki sposób On oszukał? i drugie...dlaczego to wszystko z
      Niego wyciągnęłaś na siłę niejako?
      Jeśli jest DDA, Mama to alkoholiczka, On sam jest cichy i zamknięty
      w sobie...to...może boi się, że Wam nie wyjdzie i stąd te obawy u
      Niego...Może boi się, że nie potrafi kochać, bo nie czuł się kochany
      przez Mamę...A skoro piszesz..., że się kochacie i chcecie swojego
      szczęścia nawzajem...to...gdzie tak naprawdę jest problem? Teraz
      cierpicie oboje, bo nie chcecie być daleko od siebie...Mam wrażenie,
      że On zwyczajnie boi się...że coś się nie uda...nie jest przekonany
      czy potrafi kochać...ba! może nawet nie do końca wie, co to znaczy?
      I kolejne pytanie...Dlaczego związaliście się? Co Was do siebie
      przyciągnęło?
      Na pewno będzie dobrze:)
      Pozdrawiam:)
      • pointu Re: prośba o radę/uwagi 27.05.08, 23:06
        Zacznę od końca.

        Najpierw on pokochał mnie. Szaleńczą miłością.
        Potem ja pokochałam go.
        Żyliśmy razem przez prawie 5 lat (ponad 3 lata mieszkamy razem).
        Nie wiedziałam/ nie wyczułam, że jest coś nie tak. Wiem, że to brzmi
        niewiarygodnie, banalnie, po prostu nie zauważyłam, choć wolne chwile
        spędzaliśmy zawsze razem, bardzo blisko siebie.

        Mówi, że nie wie co czuje, mówi, że może jest zły, może nie potrafi kochać. Z
        drugiej strony wtedy/kiedyś niby kochał naprawdę.

        Prosiłam by powiedział, jeśli zna przyczynę, jeśli po prostu przestał kochać.
        Byłoby mi łatwiej się pogodzić z tym co się stało.Nie powiedział, oznajmił, że
        nie rozumie siebie, że jest wewnętrznie roztrzaskany,rozbity, że może zawsze był
        pusty lecz to odpychał,nie rozumiał tego.

        Nie mówi, że kocha. Mówi, że nie wyobraża sobie życia beze mnie, że nie pozwoli
        mi odejść, chyba, że ja będę mu kazała (??). Nie wiem, może boi się samotności?

        Widziałam, że od jakiegoś czasu coś go męczy, w końcu nie wytrzymał- tak,
        wyciągnęłam to od niego.

        Myślę, że to trochę w nim, w jego wnętrzu jest coś co nie pozwala mu zdefiniować
        co czuje, jaki jest. Tłumaczę to DDA, bo zawsze był zamknięty, trochę
        aspołeczny, wycofywał się. Zaakceptowałam to, zawsze byłam przy nim szczęśliwa,
        wciąż bardzo kocham.
        On deklaruje, że zależy mu na byciu, po prostu byciu obok mnie.

        Dlatego tak ciężko mi to pojąć to co się stało. Nie potrafię tego zrozumieć.
        • dotyk_wiatru Re: prośba o radę/uwagi 27.05.08, 23:32
          Przez 5 lat było ok...Snuliście plany o małżeństwie, o Dzieciach...i
          nagle się popsuło...? Czy kiedykolwiek usłyszałaś od Niego 'kocham
          Cię'? Dziwi mnie, że teraz gdy ślub był zaplanowany, nagle nie wie
          czy Ciebie kocha...Aż niemożliwe, żeby nagle tak to się
          zmieniło...tym bardziej, że przez 3 lata mieszkaliście ze sobą i
          znacie siebie...Nie wierzę, żeby się 'odkochał'...Może więc
          zwyczajnie wystraszył się ślubu...bo dotarło do Niego, że stworzycie
          rodzinę? Może...przyzwyczaił się, że jest z Tobą i nie chce zmieniać
          swojego statusu...Może nie chce być sam...Nie wiem...Na pytanie co
          się dzieje, tak naprawdę tylko On zna odpowiedź...Musi siebie
          zrozumieć, przemyśleć wszystko, zdecydować czego oczekuje od życia,
          jak chce żyć...Bez tego nic się nie zmieni...
        • arwen8 Re: prośba o radę/uwagi 27.05.08, 23:46
          pointu napisała:

          > Tłumaczę to DDA

          Bardzo dobrze to tłumaczysz. Pytanie, co chcesz dalej z tym zrobić?
          Piszesz, że kochasz swojego narzeczonego. Czy zastanawiałaś się może
          nad zgłębieniem tematu DDA? Czy czytałaś jakieś książki na ten
          temat, szukałaś informacji? Co by się stało, gdyby Twój narzeczony
          zobaczył Ciebie z taką książką w ręku?

          Możesz spróbować mu pomóc, otoczyć go współczuciem i zrozumieniem,
          stworzyć warunki, w których on wreszcie będzie mógł otworzyć się i
          opowiedzieć o całym swoim cierpieniu z przeszłości. Ale i tak to ON
          SAM będzi emusiał dokonac najtrudneijszej pracy. Możesz go wspierać
          ale jego pracy za niego nie zrobisz. Myślę, że warto na ten temat z
          narzeczonym rozmawiać, warto dac mu do zrozumienia, jak ważne jest
          świadome przepracowanie przeszłości by móc stworzyć zdrowy związek,
          by nie powielać błędów rodziców.
        • ewelline Re: prośba o radę/uwagi 28.05.08, 09:44
          "Mówi, że nie wie co czuje, mówi, że może jest zły, może nie potrafi
          kochać. Z drugiej strony wtedy/kiedyś niby kochał naprawdę." A ja Ci
          mówię, że to żaden facet, tylko jakaś ciota tchórzliwa co się boi
          odpowiedzialności. Nie wie czy kocha, może jest zły? Co za bełkot! I
          Ty chcesz z kimś takim żyć? To co będzie jak byście mieli naprawdę
          poważne kłopoty??? Zwykły tchórz, co go życie przerasta, pełno
          takich.
          "Nie powiedział, oznajmił, że nie rozumie siebie, że jest
          wewnętrznie roztrzaskany,rozbity, że może zawsze był pusty lecz to
          odpychał,nie rozumiał tego."n Oj nie wróży to dobrze na przyszłość.

    • arwen8 Re: prośba o radę/uwagi 27.05.08, 23:37
      Pointu, odpowiem Ci podając własne doświadczenie jako przykład.

      W 1996 r. po raz pierwszy wychodziłam za mąż. Mieliśmy dokładnie
      tyle samo lat, co Wy i też 5 lat "stażu" przedmałżeńskiego. I
      podobnie jak Twój narzeczony miałam wątpliwości przed ślubem. Niby
      wzystko było dobrze, a jednak nie byłam do końca pewna czego chcę.
      Gdybym wówczas uczciwie o tym powiedziała mojemu chłopakowi,
      zaoszczędziłabym nam 9 burzliwych lat nieudanego małżeństwa,
      zakończonego rozwodem.

      Nie da się zbudować trwałego, szczęśliwego i spełnionego związku
      jeśli wcześniej nie rozwiązaliśmy problemów z dzieciństwa.

      Nasz problem polegał na tym, że ja byłam wówczas mocno uzależniona
      emocjonalnie od moich toksycznych rodziców, brakowało mi pewności
      siebie, unikalam jakiejkolwiek konfrontacji i trudnych uczuć. Mój
      ówczesny mąż z kolei był DDA, a więc miał kopę własnych problemów o
      których nie umiał powiedzieć. Bardzo nam zależało na stworzeniu
      małżeństwa, które od samego początku jednak nei miało szans,
      ponieważ nie rozwiązaliśmy swoich problemów, a wręcz unikaliśmy ich
      rozwiązania za wszelką cenę. Problemy, które mieliśmy w naszym
      związku były jednak bardziej powiązane z naszą przeszłością niż
      teraźniejszością.

      Jednak kiedy wreszcie zajęłam się rozwiązywaniem problemów z
      przeszłości i kiedy odcięłam chorą pępowinę, byłam w stanie stworzyć
      nowy Związek - mocny, radosny, spełniony, oparty na partnerstwie i
      empatii. Tym razem nie miałam nawet cienia wątpliwości przed ślubem,
      ponieważ byłam już świadoma swoich uczuć, pragnień, zdolności i
      potrzeb. Mój Mąż również. Widzę ogromną różnicę w poziomie własnej
      świadomości w 1996 (wówczas rządziło mną wyparcie i lęk) a obecnie.
      Tę różnicę widać również w związkach, które tworzę z innymi ludźmi.

      To, że Twój narzeczony wypiera się swojej trudnej przeszłości jest
      bardzo niepokojące. Bez odpowiedniego jej "ogarnięcia" i
      przepracowania nie da się w pelni skupić się na tu i teraz. Wyparte
      przeżycia z przeszłości będą w tkwić w jego nieświadomości przez
      całe życie i negatywnie wpływac na Wasz związek. Warto się nad tym
      zastanowić, dać sobie czas na przepracowanie przeszłości (może nawet
      wspólnie?), a dopiero wówczas podejmować decyzję o małżństwie,
      dzieciach, etc.

      Powodzenia i odwagi!
      • pointu Re: prośba o radę/uwagi 27.05.08, 23:59
        Odpowiadając na pytanie czy mówił mi, że mnie kocha.

        Hm...mówił to codziennie, niemal kilka razy dziennie, przez wszystkie lata.

        DDA

        Kiedyś wierzyłam w to słabiej, teraz zaczynam podejrzewać, że być może to
        współuzależnienie przyczyniło się do tego co sie stało.

        Narzeczony jest osobą zamkniętą, nie jest skory do kontaktów z innymi, zawsze
        "zaglądał" w siebie, ale tylko dla "siebie".
        Nie wiedział co to DDA dopóki mu nie powiedziałam. Nie czytałam żadnej fachowej
        literatury, ot kilka artykułów. Jakoś nie wierzyłam, że jego osobowość wynika z
        doświadczeń z dzieciństwa, raczej wierzyłam, że taki po prostu jest.
        Zaakceptowałam go takim, pokochałam.

        Kiedyś żartował, że nie jest żadnym DDA, że to wymysł psychologów, potem, że
        może i jest, ale nie jest to przyczyną jego dziwnego "ja".
        Od jakiegoś czasu powoli zaczyna wierzyć, że być może "coś w tym jest", szuka
        przyczyn swojego zachowania w środowisku, w którym wyrósł.
        Niestety nie analizuje tego.
        Gdy wspomniałam o poradni dla DDA, by sprawdzić choć, nie potraktował tego
        poważnie. Po prostu odsuwa od siebie taką myśl, że miałby z kimś obcym rozmawiać
        o urojonym problemie. (tak sądzę, żeby pomyślał).
        Nie wiem czy wierzy, zdaje sobie sprawę, że to naprawdę może mieć wpływ.
        Myśli chyba trochę, że wyolbrzymiam, że naczytałam się "mądrości".

        Ja jestem gotowa mu pomagać, bo go kocham i bardzo mi na nim zależy. Ślub nie
        jest czymś dla mnie ważniejszym.

        Niestety on takiej pomocy chyba nie chce.
        Chce po prostu być obok. Jak kiedyś...

        Ja jestem silną osobą, wiele wytrwam, nie wiem jednak czy "powinnam"?.
        • arwen8 Re: prośba o radę/uwagi 28.05.08, 00:09
          pointu napisała:

          > Ja jestem silną osobą, wiele wytrwam, nie wiem jednak
          > czy "powinnam"?

          Nie możesz poświęcać całego swojego życia na oczekiwanie, że Twój
          narzeczony kiedyś się zmieni, to nie jest zdrowe. Jeśli on nie chce
          Twojej pomocy, to na siłę mu jej nie wciśniesz. Nie możesz zastąpić
          mu matki, której nigdy tak naprawdę nie miał (nie miał takiej,
          jakiej potrzebował jako dziecko).

          Przede wszystkim warto byś zadbała o siebie.

          Spróbuj poczytać książki Alice Miller. Nie są one o DDA ale ogólnie
          o dziecństwie każdego z nas, o traumach, które doświadczamy i
          bagatelizujemy, o tym jak wpływają one na nasze dorosłe życie. To są
          mądre, empatyczne książki, które moga Ci pomóc sobie i narzeczonemu.
          Polecam na początek "Bunt ciała" i "Dramat udanego dziecka". Warto!


          • pointu Re: prośba o radę/uwagi 28.05.08, 00:23
            dziękuję.

            To nie jest tak, że chcę się poświęcić za wszelką cenę. Że poświęcę całe życie
            byle tylko mu pomóc.
            Chcę po prostu szczęścia swojego i osoby, którą kocham.
            Jeśli nie przyjmie pomocy nie będę nalegała. Wiadomo jednak, że osoby z tym
            problemem wstydzą się prosić o pomoc, zwłaszcza gdy w niego nie wierzą/ nie chcą
            go sobie uświadomić.

            Tak z innej trochę strony.
            Dziwne to trochę, że jak ludzie są w związku małżeńskim i mają problemy, to
            namawia się ich zawsze na terapie, leczenie, pomaganie sobie w zdrowiu i
            chorobie, walczenie o związek, pracowanie nad nim.
            Gdy jednak ludzie spędzili ze sobą kawałek dobry życia, lecz są "tylko"
            związkiem partnerskim to raczej im się tego nie poleca. Lepiej zostawić tą drugą
            osobę.

            Może to trochę mało rozsądne, lecz czuć się będę próżna/niedobra? gdy zostawię
            narzeczonego by sam sobie poradził z "problemem" bo przecież mnie nie dotyczy.
            Bo mnie zranił, zawiódł w takim momencie.
            hm..może się mylę.
    • gadagad Re: prośba o radę/uwagi 28.05.08, 11:06
      Wprawdzie,tak z definicji,nie wiadomo czym jest miłość,ale wiadomo,że koktajl
      substancji chemicznych w mózgu na początku romansu jest zupełnie inny od
      mieszanki umacniającej wieloletnie przywiązanie.Jeżeli chłopak rzeczywiście
      wychowywał się w dysfunkcyjnej rodzinie,prawdziwość uczuć kojarzy mu się z
      wrażeniami wywoływanymi dopaminą,chwile zaspokojenia w momentach nawiązania
      kontaktu,zjazdów i emocji związanych z frustrującymi chwilami,potem znów walka o
      nawiązanie kontaktu.Jeżeli nie "przyzwyczaił" się do wartości bezpieczeństwa
      wynikającej z trwałej więzi,rozwijania i nawiązywania
      spokojnego,trwałego,"oksytocynowego" kontaktu,odnajduje prawdziwość uczuć,tylko
      w tym co zna,tym co wywołuje dopaminowe przeżycia.Dlatego dzieci DDA,pomimo
      nienawiści do nałogu rodziców,same najczęściej mają skłonność do wchodzenia w
      nałogi,nie ze względu na jakieś genetyczne predyspozycje,ale odnajdywanie
      "prawdziwych" uczuć,czyli tych,które poznały właśnie w psychicznych efektach
      jakie dają nałogi.Normalnie rozwinięta sfera uczuć sprawia,że człowiek
      przechodzi z dopaminowego okresu miłości w stan satysfakcji z nawiązywania i
      pogłębiania więzi wywołujący miłość "oksytacynową".Myślę,że twój chłopak tego
      nie umie.W naturalny sposób,po pięcioletniej znajomości wyrośliście ze stanu
      "szalonej miłości",(był we mnie szaleńczo zakochany) i facet wątpi w prawdziwość
      swoich uczuć,bo tego etapu nie zna,nie ma w sobie zakodowanego tego uczucia,jako
      uczucia prawdziwego, z domu,bo go nie poznał i nie zna jego wartości i nie
      potrafi go rozwijać,czuć satysfakcję z jego rozwijania.Tacy ludzie mogą całe
      życie szukać prawdziwej miłości,bowiem umieją rozpoznawać tylko jej pierwszy
      etap i w momencie kiedy w naturalny sposób się wypala,nie wiedzą co dalej i
      szukają obiektu,z którym znowu się ten pierwszy etap powtarza,znowu dochodząc do
      końca i powtarzają błędne koło.Niektórym,to w życiu nie przeszkadza,tak sobie
      ustawiają życie i tylko tak mają poczucie wartości i satysfakcji z własnego
      życia,godząc się na "niedogodności",które to przynosi.Innym pomaga psycholog w
      rozwinięciu emocjonalnej pełni.
      • lifeisaparadox Re: prośba o radę/uwagi 28.05.08, 12:11
        No, gadgad tutaj dosc tak madrze mysle popatrzyla, chociaz nie wiem na ile to
        wynika z glebokich doswiadczen a na ile z luznej interpretacji.

        Wniosek jaki mi sie nasuwa to pojscie do psychologa razem, bo to naprawde jest
        ponad sily forumowiczow zeby wyciagnac cos co siedzi w was obojgu bardzo gleboko
        gdzies, nie wiadomo jakie sprawy tam sie kotluja.
        • pointu Re: prośba o radę/uwagi 28.05.08, 12:20
          dużo tego wszystkiego, chyba się nie spodziewałam.

          Może jest ze mną coś niewporządku, nie zarzekam się.

          Teraz bardzo się mącę, czy pozwolić mu ze mną zostać i "walczyć" razem o ten
          związek, chodzić na terapię?

          Czy pozwolić mu odejść, przynajmniej poprosić by się wyprowadził i ewentualnie
          wówczas próbować, czy też pozwolić by życie potoczyło się samo....???

          Cały czas jesteśmy w zawieszeniu, on szuka mieszkania od dwóch dni,lecz w dzień
          pracuje. Jeszcze nie znalazł. Jeszcze można zmienić tą decyzję.

          Naprawdę mi trudno.

          dzięki za wszystkie słowa
    • kryzolia Re: prośba o radę/uwagi 28.05.08, 12:18
      Facet jest wg mnie ok. Powiedział to co czuje teraz. Ma prawo tak czuć - jak każdy.
      W tej sytuacji najlepiej rozstać się na jakiś czas, po to aby się wszystko
      wyjaśniło.Każde z Was popatrzy na Wasz związek z dystansu, bez presji ślubu.
      W takich sprawach nie wolno robić nic na siłę i na siłę się uszczęśliwiać.
      Bądź mądra i tak właśnie zrób. Jeśli sytuacja wyjaśni się na Twoją niekorzyść,
      to sobie powiedz , że fajnie było i zostaw sobie wspomnienia i przyjaźń.
      Wierzę, że jednak będziecie razem, czego Ci życzę.




    • arwen8 Re: prośba o radę/uwagi 28.05.08, 14:11
      tiny.pl/ngzn
      tiny.pl/n4rq
      tiny.pl/n3qf

      • pointu Re: prośba o radę/uwagi 29.05.08, 11:53
        Dzięki arwen8.

        Decyzja podjęta.
        Narzeczony się wyprowadza, będziemy utrzymywać kontakt,lecz zapewne nie wyjdzie
        tak by było dobrze?:/

        Narzeczony- a właściwie były narzeczony zaczyna sobie uświadamiać, że może
        rzeczywiście dzieciństwo przyczyniło się najbardziej do tego co się stało.
        Niestety narazie nie widzi potrzeby "leczenia" tego.

        Ja nie nalegam.

        Bardzo żałuję, że tak się stało.

        Bardzo przekonuje mnie wypowiedź jednej osoby kilka postów powyżej, że
        najprawdopodobniej wypaliła się/ minęła ta miłość "dopaminowa", dlatego nie umie
        zinterpretować tego co czuje dzisiaj. Bo nie zna takich uczuć. Nie, żebym
        chciała by tak było, bo teraz to już nic nie zmieni. Lecz takie rozwiązanie, a
        raczej taka przyczyna tego co się stało wydaje mi się być najbardziej racjonalna.

        Pomijając mój ból i wszystko co z tym związane, obiektywnie rzecz ujmując to
        naprawdę bardzo smutne.

        Że nasz naprawdę udany zawsze związek rozpada się z powodu dzieciństwa, którego
        nie wybrał, a które po prostu miał.
        Niestety nadal trudno mi to zrozumieć, a raczej się z tym pogodzić.
        • lifeisaparadox Re: prośba o radę/uwagi 29.05.08, 13:56
          Spoko, zla baba wzmocni poczucie swojej doskonalosci, a dobry facet poczucie winy.
          • pointu Re: prośba o radę/uwagi 29.05.08, 15:04
            lifeisaparadox nie rozumiem.


            Możesz wyjaśnić?

            Dlaczego oceniasz, tzn. raczej na jakiej podstawie?
            • lifeisaparadox Re: prośba o radę/uwagi 29.05.08, 15:18
              Ja czytam to co piszesz, zdaje sie w przeciwienstwie do reszty.
              Piszesz ze facet jest wspanialy, ze dobrze sie z nim czulas przez te wszystkie
              lata, bylo miedzy wami zaufanie i bliskosc. Zero watpliwosci z Twojej strony.

              Nagle on stwierdza ze nie wie czy Cie kocha... no i uwaga, normalny czlowiek
              pomyslal by - facetowi cos nie pasuje w kobiecie. Natomiast to co tutaj mamy na
              forum to totalnie neurotyczne spojrzenie na sprawe, odwrocenie kota ogonem. No
              facet winny ze mu baba nie pasuje... wezcie sie kobiety tak mocno w czolo
              stuknijcie, bo ja juz nie moge tego wszystkiego czytac.
              • pointu Re: prośba o radę/uwagi 29.05.08, 15:27
                lifeisaparadox - jasne...

                Mówi, że mnie szanuje, że jestem ideałem kobiety dla niego, że jestem wspaniała,
                że chce ze mną być, że chce mojego szczęścia i tak naprawdę jest szczęśliwy gdy
                je widzi, że nie chce się wiązać z nikim innym i, że chce się ze mną spotykać
                byle mnie nie bolało. Mówi,że nie chce się wyprowadzać, mówi, co najważniejsze -
                że nie wie co czuje.

                Ja chcąc dać mu szansę przekonania się o tym zaproponowałam rozłąkę. Może do
                siebie wrócimy?

                Tak naprawdę jednak, wg Ciebie - nie pasuję mu. Kropka.

                A baba..hm, nigdy nie nazwałby mnie babą. Najwyraźniej inny "typ".


                Myślę, że inni też czytają co piszę, ale w przeciwieństwie do Ciebie nie
                atakują, próbują zrozumieć oba punkty widzenia.

                Pozdrawiam.
                • lifeisaparadox Re: prośba o radę/uwagi 29.05.08, 15:47
                  Jak narazie tylko ja poruszam "drugi punkt widzenia" czyli Ciebie, bo tutaj juz
                  wjechala ciezka artyleria arwen8 i gadgad i cala reszta babinca na Twojego chlopa.

                  Twojego faceta tutaj nie ma, nie mozemy wiec rozpatrywac jego problemow wlasnych
                  pod jego nieobecnosc. To bylby publiczny lincz pod nieobecnosc oskarzonego ani
                  jego obroncy. Cos takiego praktykowano w sredniowieczu w stosunku do czarownic...

                  To co piszesz wskazuje na jedno - albo mu cos w Tobie nie pasuje, albo w
                  sposobie podejmowania decyzji o slubie (moze to Ty wpadlas na ten pomysl i
                  nalegalas, czul sie przymuszony?)... moze... moze... moze... napewno to JEMU cos
                  nie odpowiada i tylko sami (albo z pomoca psychologa) mozecie dojsc do sedna sprawy.

                  Z reszta sama zaczelas go cisnac ze cos jakby ma watpliwosci i drazylas ten
                  temat az w koncu wzial sie chlopak za glowe i zaczal watpic w to czy aby jest pewny.

                  Jak komus powtorzysz 5 razy czy ABY NAPEWNO JEST PEWIEN, to zacznie sie wahac...
                  a potem tylko krok do budowania wirtualnego konfliktu interesow.

                  W kazdym z tych wariantow ktore tutaj przedstawilem wina lezy po Twojej stronie,
                  a jako ze jestes zywa istota piszaca, mozesz sie do tego ustosunkowac, w
                  przeciwienstwie do Twojego faceta ktorego jak sie raz obsmaruje, to taki zostanie.
                  • pointu Re: prośba o radę/uwagi 29.05.08, 16:37

                    > Twojego faceta tutaj nie ma, nie mozemy wiec rozpatrywac jego problemow wlasnyc
                    > h
                    > pod jego nieobecnosc. To bylby publiczny lincz pod nieobecnosc oskarzonego ani
                    > jego obroncy. Cos takiego praktykowano w sredniowieczu w stosunku do czarownic.

                    -
                    • lifeisaparadox Re: prośba o radę/uwagi 29.05.08, 17:37
                      pointu napisała:

                      > Na pewno nie naciskałam, masz racje pytałam wielokrotnie czy tego chce, ale
                      > tylko po to by mieć pewność, żę ON TEGO CHCE.
                      > Może źle robiłam.

                      No troche go wpuscilas w maliny, facet i slub to drazliwy temat...

                      Ale czy on czul ze TY TEGO CHCESZ? bo moze poczul sie jakgdyby tylko on mial
                      wykazac PEWNOSC, pomimo tego ze Ty sama zdradzalas niepewnosc pytajac go w taki
                      sposob...

                      > -
                      • gadagad Re: prośba o radę/uwagi 29.05.08, 18:25
                        Dlaczego- facet i ślub- to ma być drażliwy temat?Facet i rozwód,no to może być
                        drażliwy temat.A to,to zupełnie normalny temat,który należy poruszać.Zresztą
                        czemu tak się zawziąłeś,że na pewno go się -obwinia-,jakbyś własnej wolności
                        bronił.Jakieś nożyce?Tu jest problem emocjonalny i żadne mówienie -jej
                        wina,-jego wina go nie rozwiązuje,ani żadnych rozwiązań nie podpowiada.Jest
                        tylko pytanie-dlaczego tak się porobiło?,i każdy może coś co tym myśli napisać.
                • arwen8 Re: prośba o radę/uwagi 29.05.08, 16:15
                  pointu napisała:

                  > mówi, co najważniejsze - że nie wie co czuje.

                  Doskonale to rozumiem. Właśnie dlatego zwracam uwagę na dzieciństwo
                  Twojego narzeczonego, ponieważ sposób w jaki teraz wyraża i pojmuje
                  swoje uczucia został ukształtowany właśnie wtedy. Zresztą dotyczy to
                  każdego z nas.

                  To, że on "nie wie co czuje" oznacza brak kontaktu z samym sobą, lęk
                  przed pewnymi niewygodnymi uczuciami (np. przed okazywaniem złości,
                  żalu, lęku, bólu, nienawiści, etc.). To właśnie nad tym należy
                  popracować, ale żeby móc podjąć taką pracę należy w pełni zrozumieć
                  skąd ten brak kontaktu z własnymi uczuciami. Możesz pomóc swojemu
                  narzeczonemu, ale nie dokonasz za niego tej pracy. Pytanie, czy on
                  jest otwarty na pomoc? Czy jest mu samemu źle z tym brakiem
                  rozeznania we własnych uczuciach?
                  • pointu Re: prośba o radę/uwagi 29.05.08, 16:52
                    Pytanie, czy on
                    > jest otwarty na pomoc?

                    -
              • gadagad Re: prośba o radę/uwagi 29.05.08, 15:37
                W ciągu pięciu lat,mógł masę razy dojść do wniosku,że -mu baba nie
                odpowiada.Raczej wszystko było dobrze,dopóki żył -teraz-,nie musząc myśleć o
                jutrze.W momencie kiedy sytuacja nabrała konkretnych kształtów i wymaga podjęcia
                decyzji,której nie można w życiu ignorować,to go przerasta.Sytuacja zawieszona w
                powietrzu pewnie nie wywoływałaby niepokoju,ignorował by myślenie -co będzie
                dalej.Czyli nie kobieta mu nie odpowiada,ale nie potrafi ogarnąć sytuacji.Może
                nie tyle jest "wredny",co okazało się,że wadliwy.Na pewno przez te lata można
                było to dostrzec,ale kobieta też to zignorowała ,na zasadzie jakoś się to ułoży
                samo w praniu.
                • gadagad Re: prośba o radę/uwagi 29.05.08, 15:53
                  Co ludzi zbliża?Bicie serca,i to wszystko jedno z jakiego powodu.Jeśli ćwiczysz
                  bieg w miejscu i następnie kogoś spotkasz,najprawdopodobniej wyda się
                  atrakcyjny.Możecie zrezygnować ze wspólnego mieszkania,ale umawiać się na
                  pobieganie,posłać go na siłownię,po której pójdziecie na miły spacer czy
                  gdzieś,czy jakiś "nieelegancki" wypad w teren z utrudnieniami.I wtedy razem
                  rozmawiać.Nawet w filmach wielkie miłości rodzą się w ekstremalnych warunkach,co
                  ma uzasadnienie.Też wszystkiego to nie załatwia,ale bicie serca ułatwia bardzo
                  życzliwą sobie komunikację.
        • arwen8 Re: prośba o radę/uwagi 29.05.08, 14:06
          pointu napisała:

          > Że nasz naprawdę udany zawsze związek rozpada się z powodu
          > dzieciństwa, którego nie wybrał, a które po prostu miał.

          Owszem, dzieciństwa nie wybieramy i nie mamy zbyt wiele wpływu na
          nie. Ale jako osoby dorosłe MAMY WYBÓR, mamy możliwość
          przepracowania dzieciństwa i rozwiązania dawnych problemów. Nie
          możemy czuć się odpowiedzialni za błędy naszych rodziców, ale musimy
          wziąć odpowiedzialność za własne wybory, dokonywane w wieku
          dorosłym. Odpowiedzialność za świadome przepracowanie przeszłości
          również spoczywa na każdym z nas, a najlepsze jest to, że MOŻNA
          wyzwolić się z ciężaru przeszłości i stworzyć zdrowy, szczęśliwy i
          spełniony związek z drugą osobą, bez powielania schematów naszych
          rodziców.

          Jako dzieci nie mieliśmy wyboru, ale jako osoby dorosłe MOŻEMY sami
          kształtować swoje życie. Warto o tym pamiętać.
    • a.b1 Re: prośba o radę/uwagi 29.05.08, 16:00
      właśnie miłość to jest to, że chce się szcześcia tej 2 osoby
      Wy się naprawde kochacie...tylko musicie odpocząć chwilke od siebie
      i dla Waszego dobra ZRÓBCIE TO!!!!!
      po miesiącu nie bedziecie mogli wytrzymać bez siebie....
      • pointu Re: prośba o radę/uwagi 29.05.08, 16:10
        :)

        Dziękuję za wszystkie słowa, wiele z nich naprawdę mi pomogło, jest mi trochę
        łatwiej.

        Oby tak było jak piszesz a.b1.

        a gadagad- tak, mamy zamiar się umawiać, spotykać.
        Zobaczymy jak to będzie.

        Pozdrawiam Was.
        • a.b1 Re: prośba o radę/uwagi 29.05.08, 16:36
          słuchaj, ja mojemu Futrzakowi pozwalałam dwa razy odchodzić, musiał
          przemyśleć....
          naprawde jest to potrzebne
          nawet jeśli odejdzie to znaczy, że to nie było to
          ale po takich słowach jakie sobie zadeklarowaliście to raczej
          chwilowy brak świeżego powietrza
          powodzenia
Pełna wersja