Dodaj do ulubionych

Chora, wyniszczająca miłość

29.05.08, 12:02
Pewnie wielu z Was wyśmieje mnie i moje podejście do życia, do
uczuć, ale po to chyba jest to forum,żeby poprosić o rady, a ja
teraz właśnie czuję,że nie mam siły na nic, że jest mi bardzo
ciężko. Od kilku lat jestem zaangażowana uczuciowo w związek z
żonatym mężczyzną ( niewiele starszy ode mnie).Już sobie
poczytałam ,ze pisały tu kobiety tkwiące w podobnych relacjach,
piszące jakie to dla nich wyniszczające i trudne. Ja kocham go
bardzo o czym świadczy fakt,że od tylu lat w tym tkwię, chociaż
wiem,że on nie rozwiedzie się ( światopogląd, presja rodziny itd.,
brak decyzyjności). Może jestem w życiu zbyt emocjonalna,że patrzę
tylko na uczucia ( bo tu nie chodzi o fizyczny aspekt tego związku),
ale nie potrafię sama sobie z tym poradzić. Jedyna decyzja jaką
umiałam podjąć jest to ,że pół roku temu zmieniłam pracę (bo
poznaliśmy się i pracowaliśmy w jednej firmie i ciągle się
widywaliśmy)bo przez te emocje, których nie umiałam trzymać na wodzy
kiepsko miał się mój profesjonalizm w pracy. I teraz gdy już nie
jestem w pracy tak blisko niego, gdy nie widzimy się już każdego
dnia dopada mnie ogromny smutek,że on już kontaktuje sie ze mną
coraz rzadziej,że nie tęskni,że zostałam sama ze wszystkimi
konsekwencjami wspólnych decyzji. A ja go kocham tak samo jeśli nie
bardziej, ale nachodza myśli,ze straciłam tyle lat,że
wystarczyło,żebym zmieniła prace a on już o mnie zapomina. Nie wiem
jak mam żyć, jak radzić sobie z tymi emocjami, z żalem, smutkiem.
Zamknęłam się na innych mężczyzn, na uczucia, na wiarę,ze jeszcze
będzie dobrze, dałam siebie całą jemu a teraz zostałam z niczym.
Wiem, ktoś powie jesteś tą drugą, ale jak się zakochałam nic o
istnieniu żony nie wiedziałam a potem juz trudniej wyłączyć swoje
uczucia.
Obserwuj wątek
    • fantastic-lula Re: Chora, wyniszczająca miłość 29.05.08, 12:08
      Ze tak powiem kolokwialnie

      milosc jak sraczka atakuje znienacka

      nie mozesz siebie zaprogramowac na odczuwanie milosci w stosunku do
      konkretnej wybranej osoby
      wiele jest znanych doswiadczen, biografii
      potwierdzajacych te prosta regule

      ale coz
      mozesz sie nauczyc z tym zyc
      a czas i tak uleczy Twoje rany
      nie ma innej mozliwosci
      nic na sile
      w koncu zaczniesz z siebie sie smiac
      tylko czas da Ci odpowiednie spojrzenie na sprawe

      a jak nie
      to chyba jakas nieuleczalna jestes ;D
      • spinline Re: Fascynacja 29.05.08, 12:25
        Drugim czlowiekiem to bardzo silne uczucie, z ktorego trudno jest
        sie uwolnic.
        ta idealizacja sprawia, ze ludzie angazuja sie czesto w trudne
        relacje. Ktore nierzadko kosztuja cala mase zdrowia. O czym sie
        przekonuja jak to zdrowie juz straca.

        Rozne sa przyczyny takich zaangazowan. ja bym ci polecila
        psychologa do rozmow. Moze nie pomoze to od razu, ale jest ktos do
        wygadania sie o swoich bolaczkach.

        Piekno nie istnieje bez brzydoty. Zyjac na codzien z druga osoba
        zanika ten idealzim jaki widzi sie w drugim czlowieku.
        ten meski mezczyzna - nie jest taki meski.Tylko jak kazdy czlowiek
        ze swoimi slabosciami.
        • mariaeva milosc sama z siebie nie jest chora 06.06.08, 13:58
          tylko ze czasem sprawia wielki bol; to co piszesz - znam , czuje,
          przezywam . Często płączę, szukam w sobie siły, wierze choc tak
          naprawde nie mam skad jej brac . w tej mlosci jestemsy wyrzutem
          sumienia dla owego mezczyzny a on dla nas wielkim wyrzeczeniem.
          miłosc taka boli za bardzo , samotna jest i trudna.. w moim
          przypadku to on chce ale za wiele musi zmienic, tego sie boi i
          rekacji dzieci, i pewnej straty finansowej , i swoich wyrzutow
          sumienia wobec zony, dzieci i mnie takze. Wszyscy cierpimy na swoj
          sposob...
    • anaisanais Re: Chora, wyniszczająca miłość 29.05.08, 13:18
      Facet jest zonaty. Ja mimo uczuc nie angazaowalabym sie w taki
      zwiazek. Trzeba odejsc, polizac rany i sprobowac zaczac nowe zycie.

      • mary1979 Re: Chora, wyniszczająca miłość 29.05.08, 13:28
        Hmm, w tym tkwi problem,że ja od lat już jestem zaangażowana,
        emocjonalnie cała jemu poświęcona, kochająca za bardzo. I teraz jak
        widzę jak on chce pozwoli , bezboleśnie dla niego się z tego
        wymiksować, ograniczając nasze spotkania, kontaktując się rzadziej
        jest mi tak cholernie przykro bo ja w takich chwilach tesknię za nim
        jeszcze mocniej. Jemu jest łatwiej, ma dom, rodzinę, mnie a ja ja
        mam tylko tą swoją miłość do niego. Nie potrafię sie na niczym
        skupić, przestałam do czegokolwiek w życiu dążyć, utknęłam
        • anaisanais Re: Chora, wyniszczająca miłość 29.05.08, 14:41
          ale podjelas chociaz raz decyzje ze to koniec, nie dzwonicie nie
          spotykacie sie? zawsze to przerywacie z twojej winy?
          jesli tak sie nie da moze wyjechac na wakacje na miesiac do innego
          kraju? to mi wyglada na uzaleznienie, musisz znalezc silna wole
        • anaisanais Re: Chora, wyniszczająca miłość 29.05.08, 14:57
          >>bezboleśnie dla niego się z tego
          wymiksować, ograniczając nasze spotkania

          mysl o sobie, nie o nim. najwazniejsze ze TY musisz decyzje podjac i
          w niej wytrwac, bez usprawiedliwiania sie jak to kochasz i jestes
          zaangazowana.
    • lifeisaparadox Re: Chora, wyniszczająca miłość 29.05.08, 13:35
      mary1979 napisała:

      > Pewnie wielu z Was wyśmieje mnie i moje podejście do życia,

      No wlasnie, na nic innego mnie nie stac, skoro piszesz w temacie "CHORA
      WYNISZCZAJACA MILOSC" po czym... no co wlasciwie chcialas przekazac? jakies
      pierdoly i zadyme tworzysz. Moge jedynie powtorzyc to co sama wiesz - ze to jest
      chora i wyniszczajaca milosc, a jak cos jest chore i wyniszczajace to trzeba to
      zmienic a nie krecic sie wokol wlasnego ogona jak idiota jakis.
      • spinline Re: Do krolowej tez bys tak napisala:=) 29.05.08, 14:17
        pierdoly i zadyme tworzysz

        ...............

        No chocby to byla Elzbietu II??

        watpie! dziewczyna ma powazny problem i radzi sie jak z niegow
        ybrnac.
        Zrobila bardzo wiele i potrzebne jej wsparcie, a nie dobijajaca
        krytyka.
    • ko_bie_ta Re: Do Mary1979 29.05.08, 14:42
      Rozumiem cię i bardzo współczuję. Rozumiem, bo byłam w podobnej sytuacji.
      Zrezygnowałam z miłości, która najczęściej przynosiła ból i cierpienie.
      Znajomość trwała ponad 3 lata i ciężko było to zakończyć.

      Pokochałam go wbrew sobie, na przekór jego licznym wadom. Uwierzyłam, że miłość
      jest sensem mego życia, że jeśli nie teraz i nie z nim, to już nigdy więcej. Tak
      bardzo chciałam żeby nam się udało... Wiele znosiłam, wiele wybaczałam,
      rozgrzeszałam błędy, przymykałam oko. Zaakceptowałam jego trudny, egocentryczny
      charakter. Czekałam i byłam cierpliwa. Wreszcie padły słowa, na których tak
      bardzo mi zależało - podjąłem decyzję, spróbujmy być razem. Przez chwilę byłam
      naprawdę szczęśliwa. Jednak szybko okazało się, że to tylko słowa nie poparte
      żadnymi czynami. Jeszcze tliła się jakaś iskierka nadziei, ale coraz bardziej
      wątła.... Później zrobił coś, co mnie bardzo dotknęło. Nic wielkiego - nie
      uderzył, nie zwymyślał, nie okradł. W pewnej sytuacji zwyczajnie mnie
      zlekceważył, okazał brak szacunku. Najgorsze było to, że dawno, dawno temu, na
      początku naszej znajomości, wydarzyło się to samo. Wtedy powiedziałam mu, jak
      bardzo takie traktowanie boli. Wybaczyłam, bo przepraszał, skruszony kajał się
      i...... teraz znów zrobił to samo! Nie przypadkowo, nie złośliwie. Zrobił to, bo
      moje uczucia nie miały dla niego najmniejszego znaczenia. Nie przywiązywał
      większej wagi do tego co ja czuję, jak pewne sytuacje odbieram, jak bardzo je
      przeżywam. Takie myśli nie zaśmiecały jego umysłu. Byłam mu potrzebna, bo
      akceptowałam go takim, jakim był – narcystycznym, niedojrzałym chłopcem. Miał we
      mnie zawsze oparcie. Korzystał z tego pełnymi garściami, od siebie nie dając
      nic. Zerwałam z nim kontakt, z bólem w sercu zakończyłam tę znajomość.
      Specjalnie nawet nie był zaskoczony. Nie widziałam w jego oczach żalu, a tym
      bardziej chęci zatrzymania mnie.

      Było to kilka miesięcy temu. Nie oszukuję się, że mi przeszło, wiem, że nadal go
      kocham i pewnie jeszcze długo będę kochała. Takiego uczucia się nie zapomina.
      Chwilami jest naprawdę ciężko, bardzo boli, ale to już zamknięty rozdział w moim
      życiu. Musiałam to skończyć, żeby uratować siebie. Resztki mojej godności,
      własnego ja – NIE BYŁO innego wyjścia.

      Droga Mary1979, ja mam taką teorię - nic w naszym życiu nie dzieje się bez
      przyczyny. To, co nas spotyka zawsze jest „po coś”. Najczęściej po to, żeby nas
      czegoś nauczyć. Mężczyzna, którego pokochałaś nie pojawił się na twojej drodze
      przez przypadek, a jaką lekcję z tej trwającej kilka lat historii ty wyniesiesz,
      zależy TYLKO OD CIEBIE.
      Trzymaj się ciepło :)
    • mruff Re: Chora, wyniszczająca miłość 29.05.08, 15:48
      Jeśli nie masz nic poza wyniszczającą miłością
      to szukja czegoś co Cię buduje

      Próbuj aby Twoje życie miało inne aspekty niż on
      jakieś tańce, wolontariat czy co tam lubisz

      spotykaj się z ludźmi

      Z Twoich postów wynika jakby on był całym światem
      Ty i on na Księżycu

      a tak nie jest
      wokół Ciebie toczy się życie,mnóstwo ludzi

      Jak to nie masz nic poza nim/tą miłością?
      A bliscy, znajomi?

    • mruff Re: a tak w ogóle 29.05.08, 15:51
      to facet nie powinien być całym światem kobiety
      trzeba mieć też coś dla siebie

    • a.b1 Re: Chora, wyniszczająca miłość 29.05.08, 16:15
      warte zapamiętania.
      on ma dwa życia.
      ty jedno,
      przez niego tylko pół
      czy to sprawiedliwe?
      Skarbie, jesteś za delikatna na takie życie, za chwile stuknie 30 a
      gdzie Twoja rodzina?
      pamiętaj kochanki urodziny i święta spędzają samotnie
      czego Ci brakuje, żeby miec normalnego faceta wpatrzonego w Ciebie,
      nie w zaciszu mrocznej knajpki czy Twojego mieszkania, czego brakuje
      Ci, żeby mieć faceta który oficjalnie bez skrępowania chwyci za dłoń
      i zabierze na spacer tam gdzie oczy poniosa a nie tam gdzie żony nie
      spotka?
      • mary1979 Re: Chora, wyniszczająca miłość 29.05.08, 17:37
        Masz rację w tym co piszesz, ja chciałm znaleźć sobie kogos wolnego,
        ale...albo ciągle myślałam o tamtym albo...pustka, po prostu nie ma
        fajnych, wolnych facetów w okolicach 30-tki, którym nie chodzi tylko
        o zabawę ale chcą kochać, szanować...
        • clarissa3 Re: Chora, wyniszczająca miłość 29.05.08, 17:58
          A może wprowadź jakąś drastyczna zmianę? Opuść kraj na zawsze albo
          wyjedź na bardzo długą wedrówkę-wakacje? Tam gdzie poznasz innych
          ludzi, gdzie się ludzie śmieją. Nie utop sie w tym żalu bo kilka lat
          minie, gorycz wejdzie w nawyk i po tobie. Trzymaj sie!
          • mary1979 Re: Chora, wyniszczająca miłość 29.05.08, 18:58
            Wprowadziłam, zmieniłam pracę...ale teraz z perspektywy czasu
            myślę,że tylko jemu zrobiłam tym przysługę, bo nie musiał się
            wysilać na jakiekolwiek konsekwencje.
    • wichrowe_wzgorza Re: Chora, wyniszczająca miłość 29.05.08, 20:30
      Nie zakładaj, że nie ma fajnych wolnych facetow. Zdradze Ci w tajemnicy, że oni
      myslą podobnie - że nie ma fajnych, wolnych kobiet.
      Ty jesteś wolna, więc skorzystaj ze swojej wolności tak, jak możesz najlepiej.
      Pewnie i trudno przejść do porządku dziennego nad czyms, na co sie samemu
      świadomie (?) zdecydowalo, lecz można. Na tym jednym, niezdecydowanym,
      wygodnickim panu świat się nie kończy - a na pewno nie Ty.
      Powalcz o Siebie, warto. Uwolnij się:) Powodzenia


      ---
      • ja_adam Re: Chora, wyniszczająca miłość 29.05.08, 22:02
        chora, wyniszczająca miłość.
        Sorry ale to zdanie zawiera w sobie sprzeczność.
    • ja_adam Re: Chora, wyniszczająca miłość 29.05.08, 22:03
      Myślę, że użalasz się nad sobą, doprowadzasz do stanu w którym ukarzesz nie
      tylko siebie ale i najbliższych.
      Ciekawe- za co chcesz ich ukarać...
      • mary1979 Re: Chora, wyniszczająca miłość 29.05.08, 22:56
        Może masz rację, moze jest to użalanie, ale może z drugiej strony
        brak mi sił żeby coś zmienić, chociaż chciałabym. Nie jest łatwo
        chować do kieszeni uczucia, które są od lat, ale nie jest też łatwo
        patrzeć na to jak inni układaja sobie życie a ja jestem samotna i
        rozżalona.
        • spinline Re: Cudowny moment..... 29.05.08, 23:27
          jest kiedy tego uroczego pana ma sie dosc.:=))) Kiedy az sie
          czlowiek boi ze zadzwoni, czy wysle maila i oderwie od ciekawej
          pracy, ktora trzeba przerwac....

          Zycze wszystkim zakochanym tego momentu kiedy czuje sie ze ma sie
          go juz dosc.....co innego jest ciekawsze:=))))

          Choc na jakis czas:=)))

          Dobrejnocy zycze...
    • spinline Re: Przyszlo mi jeszcze do glowy...tzw. 30.05.08, 13:23
      "zawieszenie w powietrzu" to taki stan mniej wiecej jaki opisujesz.
      To jest bardzo stresujace w zaleznosci od stanu zaangazowania.

      Najlepiej w takiej sytuacji jest - porozmawiac.
      Przeprowadzic konkretna rozmowe.
      Z ktorej on sie nie moze juz wymigac.
      I powie co on mysli dalej. Czy ten romans zakonczyc? Czy moze
      ciagnac dalej az sie sam wypali? a moze sie rozejdzie z zona?

      Jest wiele pytan. Jednak rozmowa ma to do siebie ze rozladowywuje
      owe napiecia niepewnosci, stresu i niepokoju bo daje obraz tej
      rzeczywistosci jaka jest.

      Mowi facet ze to koniec! No to juz wiesz co jest grane.ITp.
      • mary1979 Re: Przyszlo mi jeszcze do glowy...tzw. 31.05.08, 13:57
        Tak, mam wrazenie,ze przez lata tkwiłam w zawieszeniu i bardziej
        żyłam jego życiem niż swoim. Też chciałabym mieć rodzinę, dziecko,
        ale z drugiej strony jest mi smutno i przykro,że on tak łatwo
        ogranicza nasze kontakty, wszystko co nas łączyło, niby mói,że to
        dla niego trudne,a jednak...
        • spinline Re: Przyszlo mi jeszcze do glowy...tzw. 31.05.08, 14:14
          Mary, musisz dorosnac i zrozumiec,ze w taka sytuacje nie wolno ci
          wchodzic.
          Dla twojego wlasnego dobra.

          Badz objektywna i postaw sie po drugiej stronie barykady, czy bedac
          jego zona chcialabys byc zdradzana?
          Dalabys rade z tym zyc? Ze zyjesz z mezcznza, ktory ma sklonnosci
          do falszu i klamania.Czy umialabys mu ufac?

          Czasami trzeba umiec dorosnac. Taka sytuacja jak ta, swiadczy
          ogolnie, ze zle sie czujesz sama, ze soba i szukasz potwierdzenia
          tego na zewnatrz.

          Uczucia, ktore przezywasz sa jedynie potwierdzeniem tego stanu. Nie
          bedzie to ten pan, bedzie to inny, ale generalnie gdzies do tego
          samego punktu bedziesz non stop powracac.

          Ja ci Mary zycze wiele zdrowego przyziemnego rozsadku i jezeli
          czujesz sie, zle to poszukaj pomocy profesjonalnej, wierz mi to
          dziala.
          Generalnie nigdy nie ufaj mezczynom zonatym.
    • mskaiq Re: Chora, wyniszczająca miłość 01.06.08, 11:53
      Mary1979 napisala
      >teraz jak widzę jak on chce pozwoli , bezboleśnie dla niego się z
      >tego wymiksować, ograniczając nasze spotkania, kontaktując się
      >rzadziej jest mi tak cholernie przykro bo ja w takich chwilach
      >tesknię za nim jeszcze mocniej. Jemu jest łatwiej, ma dom, rodzinę,
      >mnie a ja ja mam tylko tą swoją miłość do niego.
      Milosci rzadko udje sie przetrwac kiedy zwiazek jest oparty na zlych
      podstawach. Jego milosc do Ciebie niszcza wyrzuty sumienia, poczucie
      ze robi zle.
      Piszesz o tesknocie, tesknota nie jest miloscia, jest to zal ze nie
      masz Go przy sobie.
      Jesli chodzi o zal i smutek to unikaj tych emocji bo prowadza do
      depresji. Najlepszym sposobem pozbycia sie zalu i smutku to kochac i
      poczekac co przyniesie czas. Jesli odejdzie to kochaj go dalej wtedy
      unikniesz zalu i cierpienia. Z czasem ta milosc zniknie i mozesz
      spotkac innego czlowieka i nowa milosc.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • brak-chmur Re:Luty, twoja teoria znikającej miłości ... 01.06.08, 12:02
        ....jest do kitu.
        Piszesz w kółko to samo, a tu wciaż przychodzą ludzie, którzy kochają latami i
        nic tego nie zmienia.
        Na pierwszej stronie znajdziesz kilka takich wątków.
        Miłość nie umiera, Luty.
        A gdyby było inaczej, była by warta funta kłaków, tak, jak niemal wszystko inne
        na tym świecie.
        • kozica111 Re:Luty, twoja teoria znikającej miłości ... 01.06.08, 12:35
          "....jest do kitu.
          > Piszesz w kółko to samo, a tu wciaż przychodzą ludzie, którzy kochają latami i
          > nic tego nie zmienia.
          > Na pierwszej stronie znajdziesz kilka takich wątków.
          > Miłość nie umiera, Luty.
          > A gdyby było inaczej, była by warta funta kłaków, tak, jak niemal wszystko inne
          > na tym świecie."

          Kochaja bo sa uzalezieni, ale to nie jest prawdziwa milosc tylko syndrom
          kokainowego haju, im wiecej "glodu" tym wiecej "milosci"...

          Ludzie "kochajacy" latami, mimo iz relacja jest toksyczna nie kochaja nawet
          samych siebie...a kochac innych nie kochajac siebie.....NIEMOZLIWE.
          • brak-chmur Re:kozica , twoja teroria uzależnień jest.... 01.06.08, 12:40
            ...również do kitu, tak jak i lutowa.
            Pogadajcie sobie może na privie. OK?:)
            • womania Re:kozica , twoja teroria uzależnień jest.... 01.06.08, 16:25
              piszesz:
              ''...albo ciągle myślałam o tamtym albo...pustka, po prostu nie ma
              fajnych, wolnych facetów w okolicach 30-tki, którym nie chodzi tylko
              o zabawę ale chcą kochać, szanować...''
              a on sie szanuje, majac cie na boku? piszesz tez, ze zmieniajac
              prace zrobilas mu przysluge. to moze ty kochasz, a jemu jest z tym
              niewygodnie?
              ale idealizujesz strasznie...

              ja sadze, ze zaakceptowalas stan bycia nieszczesliwie zakochana.
              jest ci z tym dobrze, bo to cie zwalnia z odpowiedzialnosci za
              wlasne zycie (...no bo jestem zakochana, nieszczesliwa, mam
              swoje 'bostwo' itp.). mysle, ze brak ci bylo w zyciu akceptacji lub
              rownowagi ze strony rodziny, i teraz podswiadomie boisz sie, ze nie
              bedziesz umiala zbudowac 'normalnego' zwiazku z wolnym czlowiekiem.
              twoja milosc jest jak uczepienie sie spodnicy maminej, mamy, ktora
              cie odtraca, a ty to akceptujesz.
              sadze, ze bardzo trudno bedzie ci zbudowac dobry zwiazek, jesli nie
              spojrzysz na siebue z dystansem i nie uwierzysz w siebie, nie
              zaakceptujesz siebie i nie zrozumiesz. moze z pomoca psychoterapeuty?
              i zrezygnuj z tej milosci, ktora cie paralizuje na milosc!!
              (wiem, ze latwo powiedziec)
              to taka moja luzna interpretacja, nie chce cie absolutnie urazic.
              pozdrawiam.



    • malena1979 Re: Chora, wyniszczająca miłość 02.06.08, 08:57
      Tak sobie czytam to, co piszesz i zastanawiam się nad tym co ja sama
      robię. Ale dzięki Twojej historii parę osób może nie popełni takiego
      błędu jak Ty. Też poznałam kogoś, to zupełnie inna historia ale w
      sumie to istnieje prawdopodobieństwo, że mogłaby się skończyć tak
      jak Twoja. Też to tu opisałam bo musiałam się gdzieś wygadać ale to
      co opisałaś naprawdę do mnie głęboko dotarło i zmusiło do
      zastanowienia. Ale się wplątałaś w chorą historię. To okropne.
      Pewnie się męczysz strasznie. Piszesz, że on się nie rozwiedzie
      przez światopogląd??? Jaki światopogląd??? Taki, że zdradza własną
      żonę z Tobą? A co to za światopogląd? Dlaczego tak jest zazwyczaj z
      żonatymi facetami, że tam mamią? No, ale nie wszyscy bo gdyby tak
      wszyscy ściemniali to by rozwodków nie było. Moim zdaniem gdyby Cię
      naprawdę kochał to by zrobił wszystko żeby z Tobą być a on nie ma
      albo odwagi albo po prostu nie chce.
    • solaris_38 Re: Chora, wyniszczająca miłość 02.06.08, 20:09
      myślę że uciekałaś i nadal uciekasz od uczuć

      każdy pretekst dobry
      żonaty który od zony na pewno nie odejdzie
      ból po stracie ukochanego ...

      Wierzę że bardzo cierpisz
      Wierzę że twój ból jest prawdziwy

      ale sadzę że boisz sie związku
      i nie jesteś na niego gotowa
      dawniej kobiety w takim stanie ducha także zakochiwały sie w nieodpowiednim
      mężczyźnie z którym realny związek był niemożliwy
      lub szły do klasztoru

      można być samemu
      to też jest dla ludzi
      i można być w związku choć i to boli ludzi

      ale czy twoja podświadomość tego chce?

      swoją drogą dawanie całej siebie
      osobie tego niegodnej i na to niegotowej
      nie jest dowodem uczucia ale niedojrzałości
      i zrzucania poczucia winy na tego drugiego

      czujesz sie niewinna
      odrzucona
      i jego obwiniasz

      porzuć rolę ofiary w której tak dramatycznie sie znajdujesz
      bo NIE WARTO
      zacznij nowe życie
      najlepiej od terapii która pozwoli ci przygotować sie do realnego związku

      możesz jeszcze być komuś potrzebna

      nie jako dodatkowe urozmaiconko dla żadnego twojej idealizacji żonatego mężczyzny

      ale dla Twojego Męża

      Pozdrawiam cię serdecznie
      Choć moje słowa są bardzo ostre ... być może za ostre ... jednak jeśli do tej
      pory nie zrozumiałaś to tzreba próbować także taką radykalną metodą a może
      tak wolisz żeby zawsze już było

      może być rożnie

      ale chociaż PODEJMIJ WALKę

      nie o idealizowane uniesienie którym sie faktycznie całkiem oddałaś
      ale o real
      o siebie
      o mężczyznę
      o może dzieci

      to wszystko gdzieś może czeka ?

      • mary1979 Re: Chora, wyniszczająca miłość 02.06.08, 21:33
        Dziękuję za rady, wiem,że są szczere i wiem,że to jest jedyne dobre
        rozwiązanie. Może jemu faktycznie wcale na mnie nie zależało, może
        po prostu szukał urozmaicenia. Faktem jest jednak moje uzależnienie
        od tej miłości i mój brak uczuć do innych. Może faktycznie nie
        potrafię kochać
        • leda16 Re: Chora, wyniszczająca miłość 03.06.08, 07:49
          mary1979 napisała:

          > Może jemu faktycznie wcale na mnie nie zależało,


          MOŻE?! Jemu NA PEWNO na Tobie nie zależało. Inaczej prędziutko rozwiódłby się z żoną i poślubił Ciebie.


          może
          > po prostu szukał urozmaicenia.


          Powiem brutalnie, żeby wreszcie do Ciebie dotarło - szukał darmowej ścierki do wycierania penisa. Znalazł ją w Twojej osobie. Zamiast chodzić do burdelu i tam płacić minimum 200 zł za numerek ryzykując hiv w ramach premii gwarancyjnej, u Ciebie dostawał za darmochę. A żaden facet nie będzie cenił tego co dostał łatwo, miło i przyjemnie. Tylko, gdyby musiał zapłacić, mówiłby teraz o Tobie do kolegów - "cwana k...". A tam mówi - "głupia k..."
          • malena1979 Re: Chora, wyniszczająca miłość 03.06.08, 09:08
            Też myślę, że gdyby Cię naprawdę kochał to nic by go nie
            powstrzymało żeby się rozwieść i być z Tobą.
            Ja się tylko zastanawiam nad jednym. Jak to jest, że żonaty facet
            wciąga się w taki romans a potem idzie do domu i jest z żoną?
            Przecież gdyby z żoną mu było dobrze to by nie miał kochanki, nie
            szukałby niczego, coś eweidentnie było nie tak u niego w domu, jak
            się jest szczęśliwym, to nie szuka się takich wrażeń.
            Jakoś nie chcę wierzeć, że faceci to takie kanalie, które kochają
            swoje żony a TYLKO i WYŁĄCZNIE dla urozmaicenia znajdują sobie
            kochanki.
            • solaris_38 mar 03.06.08, 23:15
              myślę że może mu być dobrze z żoną
              po prostu organizm sie przyzwyczaja i seks już nie działa na wysokich obrotach
              a faceci tez lubią poczuć ze jeszcze mogą uprawiać seks na wysokich obrotach
              i nei wynika z tego ze sa kanaliami
              raczej sa sadze sfrustrowani tym ze cenią stabilność i dobre relacje z zona i
              dziećmi
              i nei potrafią zrezygnować z rozkoszy jakiej dostarcza zakochana kochanka
              • spinline Re: mar 03.06.08, 23:18
                te wysokie obroty czasami przechodza w milosc i facet odchodzi od
                zony. Od dzieci sie nigdy nie odchodzi.
                • malena1979 Re: mar 04.06.08, 13:13
                  Dokładnie bo gdyby było inaczej to faceci by się wcale nie
                  rozwodzili!
            • leda16 Re: Chora, wyniszczająca miłość 04.06.08, 07:11
              Przecież gdyby z żoną mu było dobrze to by nie miał kochanki, nie
              > szukałby niczego, coś eweidentnie było nie tak u niego w domu, jak
              > się jest szczęśliwym, to nie szuka się takich wrażeń.


              Niektóre kobiety ( a w tym przypadku Ciebie mam na myśli) nigdy nie pojmą, że: a)seksualizm męski jest diametralnie różny od kobiecego,
              b)wieloletni seks z jedną kobietą po pewnym, dłuższym lub krótszym czasie przestaje być dla mężczyzny atrakcyjny, c)u mężczyzny ZWYKLE seks=przyjemność, a nie miłość. Kłamstwo i zdrada zdecydowanie częściej wpisane są w męską naturę niż w kobiecą, a przyłapani na niewierności tłumaczą naiwnie: - to TYLKO seks kochanie, żadnych uczuć. I jest to zwykle prawda. Generalnie taka jest po prostu natura męskiej seksualności. Dramat kochanki polega na tym, że SEKS MYLI Z MIŁOŚCIĄ. Poza tym Ty masz trochę dziwaczne wyobrażenie o małżeństwie jako pasmie nieustającej szczęśliwości ;). Wynika to zapewne albo z braku doświadczeń w tej sferze albo z Twojego jeszcze b. krótkiego stażu małżeńskiego.
          • spinline Re: czemu tak ostro do kogos kto i tak cierpi. 03.06.08, 10:51
            Przeciez Ty leda 16, czy inne mezate kobiety,czy jestescie takie
            pewne tych swoich rycerzy we zbroi?

            Ludzie zdradzaja sie dla roznych powodow. Sa kraje takie jak
            np.Francja, gdzie posiadanie kochanki stalo sie norma juz od wielu
            lat.

            Na polskie warunki to zdradza facet, ktory nie tyle zyje w zlym
            zwiazku, ktory najczesciej ma problemy psychiczne sam ze soba i
            stan stresu rozladowywuje zyjac w podwojnym zwiazku albo szukajac
            kochanki czy idac do burdelu. Nawet gdyby mial super laske w domu
            tez by zdradzal. Bo problem lezy w nim samym.
            • solaris_38 Re: czemu tak ostro do kogos kto i tak cierpi. 03.06.08, 23:22
              wydaje mi sie że nie uprawianie seksu z dwoma kobietami jest anty -rycerskie
              ale fakt ze obie kobiety są okłamywane
              że żadna by nei zaakceptowała gdyby wiedziała o pozycji tej drugiej
              żonę by śmiertelnie zabolało że męża nei kręci seks z nią
              a kochankę że dobrze mu z żoną

              a jesli kobiety i mężczyźni przymykają wzajemnie oko na swe zdrady aby zachowac
              i stabilność związku
              i nie tracić seksu z nowymi ekscytującymi partnerkami
              to bym nie widziała problemu

              ale czy to jest dobre dla nich to już nie wiem
              bo pewnie nie
              w końcu i tak "grozi" to zakochaniem i rozbiciem rodziny a ta.. ma swoje plusy
              :) ;) :)
              dla partnerów
              dla dzieci
              dla ich rodzin itd


              • spinline Re: czemu tak ostro do kogos kto i tak cierpi. 03.06.08, 23:33
                To zalezy jak sie zostalo w tym zyciu wychowanym. Jak sie samego
                wychowalo.

                Nie wolno wszystkiego zganiac na hormony i na to, ze mezczyni to, a
                kobiety tamto, bo wtedy wracamy do kurnika.
            • leda16 Re: czemu tak ostro do kogos kto i tak cierpi. 04.06.08, 07:24
              spinline napisała:

              > Przeciez Ty leda 16, czy inne mezate kobiety,czy jestescie takie
              > pewne tych swoich rycerzy we zbroi?


              Nie kochana, my po prostu nie mamy złudzeń co do męskiej natury. Generalnie w życiu nie ma nic pewnego.
              >
              > Ludzie zdradzaja sie dla roznych powodow. Sa kraje takie jak
              > np.Francja, gdzie posiadanie kochanki stalo sie norma juz od wielu
              > lat.


              Wątpię, czy jakakolwiek żona, której zależy na trwałości swojego małżeństwa potraktuje kochankę jak "normę" ;).

              >
              > problem lezy w nim samym.


              Problem leży w typie męskiej seksualności, w tym, że mężczyźni mogą uprawiać seks bez jakiegokolwiek zaangażowania uczuciowego, o czym pisałam już wyżej w odpowiedzi na inny post. Gdyby autorka wątku tę wiedzę o mężczyznach wyniosła z domu rodzinnego, od swojej matki, uniknęłaby niepotrzebnych rozczarowań. W ogóle ta kobieta musi mieć b. niską samoocenę, że chciała zjadać ochłapy z talerza innej kobiety, które dawał jej ten gostek. Była podle wykorzystywana tylko dlatego, że w głębi duszy uważała, że nie zasługuje na nic więcej niż te żałosne ochłapy.
    • foxylaady Re: Chora, wyniszczająca miłość 03.06.08, 16:04
      Mary dorga.
      Chyba niestety fakty są takie,że byłaś dla niego wspaniałą odskocznią w pracy.W firmie gdzie panuje duża dawka adrenaliny dodatkowa doza erotyzmu i "seksu"w powietrzu jeszcze bardziej to wywołuje.
      Odnośnie hmm jego presji rodziny-może to i prawda.A może poprostu wymówka mężczyzny,który miał ochotę na przyjemny inntensywny seks w łozu innym niż małżeńskie.
      Gdyby mu naprawdę zależało to nie zapominałby o Tobie.
      Nie jestem tu aby prawić Ci morały.
      Wiem,że cierpisz,sytuacja jest dla Ciebie nie do zniesienia itp.ale być może ten mężczyzna porpstu lubi niezobowiązujące romanse w pracy a w domu żonę?
      Zauważyłam,że często osoby ,które zdradzają i nie dokońca angażują się w związki ze swoimi kochankami tak naprawdę mają problemy z byciem wiernym.
      Ale nie chcę generalizować.
      Pozatym nie wiem czy Twoje odczucia tego "iż on przestaje się interesować" są w pełni obiektywne czy poprostu miałaś kiepski dzień ,do tego pms i pod wpływem jakiegoś żalu napisałaś tego posta a on tak naprawdę poświęca Ci tyle czasu ile wcześniej.
      • mary1979 Re: Chora, wyniszczająca miłość 03.06.08, 21:45
        Tak mam gorsze dni, ale obiektywnie widzę,że nasz kontakt się urywa.
        Coraz rzadsze telefony, nie widziałam go od 2 tygodni, nie mówi już
        o swoich uczuciach do mnie. Wiem,że on chce bezboleśnie odejść,
        uciąć nasze kontakty i to boli bo dałam mu przez wiele lat wszystko
        co we mnie najlepsze ( i tu nie chodzi tylko o fizyczne aspekty o
        których piszecie), ja czułam sie przy nim tak dobrze, tak
        naturalnie, tak sobą jak nigdy dotąd. A co czuję teraz pustkę,żal,
        przykrość,że nic z tego nie mam,że uczuci poszły w próżnię...
        • leda16 Re: Chora, wyniszczająca miłość 04.06.08, 07:34
          mary1979 napisała:

          > nie mówi już
          > o swoich uczuciach do mnie.


          Jak mówił, to trzeba było chwycić byka za rogi i powiedzieć; albo ja, albo ona. Jedna z Was dostałaby kopa w tylnią część osobowości i atmosfera by się oczyściła.


          Wiem,że on chce bezboleśnie odejść,
          > uciąć nasze kontakty i to boli bo dałam mu przez wiele lat wszystko
          > co we mnie najlepsze

          A ile lat bujałaś w obłokach licząc nie wiadomo na co?

          ja czułam sie przy nim tak dobrze, tak
          > naturalnie, tak sobą jak nigdy dotąd.


          Czułaś, się dobrze wiedząc, że daje Ci tylko ochłapy z jej d...??? Nie miałaś nigdy przekonania, że zasługujesz na znacznie więcej


          A co czuję teraz pustkę,żal,
          > przykrość,że nic z tego nie mam,że uczuci poszły w próżnię...


          Taak, a ona zapewne ma dom, dzieci, rodzinę, jest pyszałkowata, zadowolona z siebie, przekonana o swojej wyjątkowej wartości. Ma to tylko dlatego, że umiała się dobrze ustawić w życiu, zamiast tracić go na związki bez przyszłości.
          • malena1979 Re: Chora, wyniszczająca miłość 04.06.08, 13:11
            Dobrze powiedziane a szczególnie to: "Ma to tylko dlatego, że umiała
            się dobrze ustawić w życiu, zamiast tracić go na związki bez
            przyszłości."
          • malena1979 Re: Chora, wyniszczająca miłość 04.06.08, 13:16
            I to jeszcze: "Jak mówił, to trzeba było chwycić byka za rogi i
            powiedzieć; albo ja, albo ona. Jedna z Was dostałaby kopa w tylnią
            część osobowości i atmosfera by się oczyściła." Dokładnie, na samym
            początku to powiedzieć trzeba było.
            A ja tylko wiem po tym wątku i po Waszych postach, że gdyby w mojej
            historii z mojego wątku miałoby kiedykolwiek do czegoś dojść to
            powiem jasno, ok, ale jak żona nie będzie już Twoją żoną bo skoro
            jej nie kocha i nie może na nią patrzeć i żyć z nią to decyzję niech
            podejmuje a nie wali jakąś tanią ściemę :)

          • mary1979 Re: Chora, wyniszczająca miłość 05.06.08, 22:55
            dzięki za rady i pocieszenie...jakby to było takie proste ustawić
            się a nie tkwić ze swoimi uczuciami ehh
    • asidoo Re: Chora, wyniszczająca miłość 03.06.08, 22:20
      Miłość jak narkotyk/uzależnienie.
      Tyle osób wychodzi z narkomanii - potraktuj to w taki sposób właśnie.
    • mariaeva miłość sama z siebie nie jest chora 06.06.08, 14:00
      tylko ze czasem sprawia wielki bol; to co piszesz - znam , czuje,
      przezywam . Często płączę, szukam w sobie siły, wierze choc tak
      naprawde nie mam skad jej brac . w tej mlosci jestemsy wyrzutem
      sumienia dla owego mezczyzny a on dla nas wielkim wyrzeczeniem.
      miłosc taka boli za bardzo , samotna jest i trudna.. w moim
      przypadku to on chce ale za wiele musi zmienic, tego sie boi i
      rekacji dzieci, i pewnej straty finansowej , i swoich wyrzutow
      sumienia wobec zony, dzieci i mnie takze. Wszyscy cierpimy na swoj
      sposob...
      • yokooo Re: "Kiedy nie możesz kochać bez.... 06.06.08, 14:47
        .... ograniczeń, to nie jest miłość".
        • mariaeva ja mogę kochac 06.06.08, 17:13
          ograniczenia wynikaja z dostawania jej a nie dawania w tym
          przypadku....
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka