mary1979
29.05.08, 12:02
Pewnie wielu z Was wyśmieje mnie i moje podejście do życia, do
uczuć, ale po to chyba jest to forum,żeby poprosić o rady, a ja
teraz właśnie czuję,że nie mam siły na nic, że jest mi bardzo
ciężko. Od kilku lat jestem zaangażowana uczuciowo w związek z
żonatym mężczyzną ( niewiele starszy ode mnie).Już sobie
poczytałam ,ze pisały tu kobiety tkwiące w podobnych relacjach,
piszące jakie to dla nich wyniszczające i trudne. Ja kocham go
bardzo o czym świadczy fakt,że od tylu lat w tym tkwię, chociaż
wiem,że on nie rozwiedzie się ( światopogląd, presja rodziny itd.,
brak decyzyjności). Może jestem w życiu zbyt emocjonalna,że patrzę
tylko na uczucia ( bo tu nie chodzi o fizyczny aspekt tego związku),
ale nie potrafię sama sobie z tym poradzić. Jedyna decyzja jaką
umiałam podjąć jest to ,że pół roku temu zmieniłam pracę (bo
poznaliśmy się i pracowaliśmy w jednej firmie i ciągle się
widywaliśmy)bo przez te emocje, których nie umiałam trzymać na wodzy
kiepsko miał się mój profesjonalizm w pracy. I teraz gdy już nie
jestem w pracy tak blisko niego, gdy nie widzimy się już każdego
dnia dopada mnie ogromny smutek,że on już kontaktuje sie ze mną
coraz rzadziej,że nie tęskni,że zostałam sama ze wszystkimi
konsekwencjami wspólnych decyzji. A ja go kocham tak samo jeśli nie
bardziej, ale nachodza myśli,ze straciłam tyle lat,że
wystarczyło,żebym zmieniła prace a on już o mnie zapomina. Nie wiem
jak mam żyć, jak radzić sobie z tymi emocjami, z żalem, smutkiem.
Zamknęłam się na innych mężczyzn, na uczucia, na wiarę,ze jeszcze
będzie dobrze, dałam siebie całą jemu a teraz zostałam z niczym.
Wiem, ktoś powie jesteś tą drugą, ale jak się zakochałam nic o
istnieniu żony nie wiedziałam a potem juz trudniej wyłączyć swoje
uczucia.