Dodaj do ulubionych

czy związek z niepełnosprawnym to coś złego?

14.07.08, 13:09
spotkałam na swojej srodze zycia takiego człowieka, dobrze nam razem, czujemy
się swobodnie w swoim towarzystwie i przyjaźnimy się - czy to coś złego? Czy
muszę wysłuchiwać uwag rodziny, jak to na pewno zmarnuję sobie życie, że
powinnam mieć zdrowego partnera, który będzie dla mnie wsparciem a nie vice
versa, że to nie kandydat dla mnie i że zrobią wszystko, aby nas zniszczyć?

Zastanawiam się, czy faktycznie coś jest ze mną nie tak, że zwróciłam uwagę na
niepełnosprawnego chłopaka i mam w związku z tym same problemy (brak
akceptacji ze strony mojej rodziny).
Obserwuj wątek
    • lola0071 Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 14.07.08, 13:12
      Każdy ma prawo obrać własną drogę życiową, a rodziny niestety nie
      można sobie wybrać. Musisz to wszystko sama przemyśleć...
    • franek.ganek Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 14.07.08, 13:37
      Najwazniejsze ze jest wam razem dobrze, brak akceptacji boli
      zwłaszcza wśród bliskich, którzy nie szanują Twojego wyboru ( pewnie
      w środku po tym co słyszysz obudziło się wiele pytań). Jesteś pewnie
      normalna a chłopak ma mnóstwo cech pozytywnych ale jak w soczewce
      rodzina skupia się na jego fizycznej ułomnosci. Staraj się myśleć o
      swoim szczęściu. Jeśli wpływ rodziny doprowdzi cię do zerwania
      znajomości, na której ci zależy siebie skrzywdzisz najbardziej
    • dotyk_wiatru Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 14.07.08, 13:48
      Nie...To nie tak, że coś z Tobą nie tak...Pokochałaś kogoś z kim
      dobrze się rozumiesz...
      Przykre, że rodzina nie postrzega Jego jako człowieka a widzi tylko
      to, co widzi każdy...Że jest niepełnosprawny...Co? Boją się, że
      sąsiedzi będą Im mówić coś na Wasz temat? A jeszcze gorsze to co
      piszesz pod koniec...'że zrobią wszystko, aby nas zniszczyć' :((

      PS. Ta niepełnosprawność czym się wyraża?
      • lara-wawa Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 14.07.08, 13:54
        cierpi na porażenie mózgowe, chodzi, jest w miarę samodzielny, pracuje na
        politechnice na pół etatu, umysłowo jest jak najbardziej sprawny. Wiadomo że to
        nie Mr.Universum ale nie zwracam uwagi na wygląd, a na charakter, sposób bycia,
        stosunek do mojej osoby.
        Tak, argument: co ludzie powiedzą" też pada z ust rodziny, podobnie jak
        załozenie, że on mnie wykorzysta, że będę mu opiekunką, że gdzie się z nim
        pokażę publicznie etc.
        • dotyk_wiatru Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 14.07.08, 14:06
          Piękna sprawa skoro jest w miarę sprawny. Taki ktoś potrzebuje
          miłości, żeby uwierzyć w swoją przyszłość...w to, że może być
          lepiej...Ważne, że odpowiada Tobie pod kątem charakteru, szanuje
          Ciebie...:)

          > Tak, argument: co ludzie powiedzą" też pada z ust rodziny,
          podobnie jak
          > załozenie, że on mnie wykorzysta, że będę mu opiekunką, że gdzie
          się z nim
          > pokażę publicznie etc.

          I to obnaża egoizm rodziny...Nie patrzą na Ciebie...na to, że jesteś
          szczęśliwa...tylko na siebie i na to, jak inni będą reagować na
          Was...i co Im powiedzą...
          Zadaj sobie pytanie czy jesteś gotowa być z Nim dalej
          przeciwstawiając się rodzinie, czy wolisz się poddać dla świętego
          spokoju...
          • pirs2 Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 21.07.08, 08:50
            odpowiada CI pod kątem charakteru
          • turbo_wesz Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 21.07.08, 09:50
            otóż to: i czy bez pomocy rodziny (jego lub twojej) dacie razem radę.

            i najważniejsze (dla większości, jak dla ciebie nie, to sorry): czy chcesz i
            możesz mieć z nim dziecko?
        • dorota_elzbieta Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 21.07.08, 15:07
          Czytam czytam i po prostu ręce same na klawiaturę opadają.
          Lara nie daj się, sama jestem niepełnosprawna, wiem co przechodzisz.
          Pamiętaj, nikt za Ciebie życia nie przeżyje choćby najbardziej Cię kochał-
          zrobisz to Ty sama, a wszelakie konsekwencje swoich decyzji, to Ty będziesz
          ponosiła. To o co teraz dążymy, kiedyś będzie normalne i nie do pomyślenia, aby
          było inaczej. Właśnie przez wchodzenie w związki z osobami niepełnosprawnymi,
          dokonuje się prawdziwa integracja. Wiem, może i na pewno jest Ci ciężko tym
          bardziej, że osądy kierują osoby bliskie Twojemu sercu.
          Gdybyś chciała korespondować czy porozmawiać pisz proszę na maila gazetowego.
          Nie daj się! To Twoje (Wasze) życie.
          Pozdrawiam,
          • logos17 Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 19.09.08, 13:34
            Czy mogę prosić o Twojego maila? Mam ten sam dylemat.
    • malakas Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 14.07.08, 13:51
      Te wszystkie uwagi rodziny, z wyłączeniem ostatniej, nie są jednak
      takie całkiem od czapy. Częściowo biologia a jeszcze więcej ogląd
      społeczny kobiety po 30 powodują zasadniczą niemożność zrealizowania
      wdrukowanego i pożadanego modelu udanego życia: mąż, dzieci, sukces
      zawodowy, niezależnośc materialna, samorealizacja (kolejność
      przypadkowa). Ludzie młodzi są niepoprawnymi optymistami w kwestii
      wyjątkowości własnej sytuacji i irracjonalnej pewności w odniesieniu
      do okoliczności, które na pewno im akurat będa sprzyjać. Krótko
      mówiąc, mnie/nam sie uda, mimo że nie udało się setkom innym w
      podobnym położeniu. Nie wierzą w te wszystkie prawa Murphy'ego czy
      jak im tam, że jeśli cos może pójść nie tak - na pewno pójdzie.
      Starzy za to skłonni to właśnie uznawać za pewnik, co jest zresztą
      równie śmieszne jak naiwność młodych. Jednak nie można wykluczyć, iż:
      bardzo szybko dopadnie Was proza życia, brak własnego mieszkania a
      co za tym idzie piekło mieszkania z rodzicami, trudności w
      znalezieniu pracy (domniemywa sie przy tym, że przez chłopaka
      głównie) i w konsekwencji brak środków do samodzielnego utrzymania
      się, co pociągnie za soba upokarzające prośby o wsparcie. To plus
      niepełnosprawność partnera (nie wiemy jakiego rodzaju to
      niepełnosprawność - piszę w tej chwili z pozycji rodziców) może
      skutkować niemożnością posiadania potomstwa. Może pojawić się pewien
      rodzaj wyklucznenia, bo np. nie wszędzie będzie można z nim
      pojechać, gdzies tam bywać itd. Są to rzeczy na pozór nieistotne,
      ale jednak wpływać moga na prace np. bo układy zawodowo-towarzyskie
      funkcjonują wszędzie. Jakie to może spowodować spustoszenia
      psychiczne nietrudno przwidziec. I może być tak, powtarzam tu czarny
      scenariusz lęgnący sie zapewne w głowach rodziców, że po kikku
      ładnych latach gehenny związek rozpadnie się jak domek z kart, a Ty
      zostaniesz z reką w nocniku. Bo Twoja atrakcyjność że sie tak wyraże
      na rynku dziś, a za 10 lat to niebo a ziemia.
      Nie piszę tego byś zmieniła zdanie, by odwodzic Cię od decyzji, po
      prostu postaraj się zrozumieć choć w części obiekcje rodziny.
      Ja osobiście nie zadaje sobie tego trudu w odniesienia do własnego
      dziecka, gdyż wiem, że i tak zrobi co zechce, tak samo i ja
      słuchałem swoich rodziców jak zgaszonego radia. Trzeba się po prostu
      samemu sparzyć.
      • lara-wawa Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 14.07.08, 14:49
        Tak, rodzina uważa, że powinnam znaleźć zdrowego partnera, bo nie zasługuję na
        inwalidę etc. Może to dla osób z zewnątrz wyglądać tak - 30 lat na karku, faceci
        nie padają na mój widok na kolana, więc się uczepiłam pierwszego lepszego, niech
        będzie nawet niepełnosprawny, byle tylko był. W jego przypadku pogląd osoby z
        boku wyglądać może tak - 30 lat na karku, przyda mu się towarzyszka życia,
        opiekunka etc, bo młodszy nie będzie, jego rodzice też...

        Natomiast nikt nie rozumie tego, że nas połączyła silna więź, że po 2 dniach
        znajomości czuliśmy się tak, jakbyśmy się znali wieki, że jesteśmy sobie bliscy,
        mamy do siebie zaufanie, szanujemy się, wspieramy, dobrze się czujemy w swoim
        towarzystwie. To nie jest tak, że on się uczepił mego ramienia i wymaga opieki,
        bo b. często to on mnie wspiera i dodaje otuchy. Wiem, że nie pójdziemy
        potańczyć, że ma ograniczenia ruchowe, przez które nie pójdziemy na b. długi
        spacer czy rajd po galerii handlowej, że nie będzie mógł prowadzić auta lub nie
        zawiesi firanek w oknie...

        W kwestii mieszkania - on ma swoje mieszkanie, obecnie wynajmowane, ale
        moglibyśmy tam zamieszkać, gdy okres umowy z najemcą się skończy. Ja pracuję, on
        ma rentę, pracuje na pół etatu plus otrzymuje wsparcie od ojca z zagranicy, tak
        więc śmierć głodowa też by nam raczej nie groziła;)

        Rozumiem obiekcje rodziny, obawiają się o mój los, ale obawy obawami, a chamskie
        ingerowanie w moje życie to 2 różne rzeczy. Mówiąc ingerowanie mam na myśli
        czytanie prywatnej korespondencji, sms-ów i komentowanie ich, awantury,
        wywieranie presji, wzbudzanie poczucia winy, obrażanie nas, nienawiść i grożby w
        stosunku do niego - nie umiem sobie z tym poradzić.
        • dotyk_wiatru Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 14.07.08, 15:09
          Straszne co piszesz...
          Jakim prawem czytają Twoje smsy itd.?? Jakim prawem robią Tobie
          awantury i Jego straszą? Uświadom ich, że to jest karalne:P

          Nie wiem co Tobie napisać...co doradzić...Olać ich nie możesz tak do
          końca, w końcu to rodzina...ale...przykre, że w taki sposób
          reagują...bo zachowują się aż nazbyt stereotypowo...i jak ze
          średniowiecza...
          • lara-wawa Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 14.07.08, 16:00
            pod moją nieobecność w pokoju, telefon włączony,wystarczy wziąć i sobie poczytać
            sms-y. Kiedy wprowadziłam do telefonu dodatkowy kod zabezpieczający, mama
            zrobiła awanturę, że ją załatwiłam, bo nie mogła się dostać do skrzynki (zna pin
            i kod puk, bo telefon jest na jej nazwisko)!!!! I oczywiście nie widzi nic złego
            w tym, że coś takiego ma miejsce!! Przecież to jest chore...
            • dotyk_wiatru Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 14.07.08, 21:31
              Delikatnie napisane...To jest obrzydliwe...Niewiarygodne, że własna
              matka w taki sposób Ciebie kontroluje...
              Zastanów się nad telefonem na kartę...na siebie...
              • pirs2 Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 21.07.08, 08:52
                CIĘ kontroluje
            • trzydziestoletnia Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 19.07.08, 20:12
              To nie jest problem z niepelnosprawnym partnerem, ale z "niepelnosprawnymi" rodzicami - niestety.
          • pirs2 Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 21.07.08, 08:51
            Jakim prawem robią CI
            awantury
            Nie wiem co CI napisać...
        • malakas Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 14.07.08, 15:47
          W tym stanie rzeczy wycofuję większość uwag opartych uprzednio na
          zgadywankach. Właściwie to można by zapytac: "na co czekasz?"
          Pępowinę odciąć czas. A z rodziną sie ułoży, to niemal pewne. A jak
          nie to trudno...
        • tfurca pytanie do lary 19.07.08, 16:23
          czy jego inaczej sprawnosc jest widoczna?
          porusza sie na wozku?

          to zawsze ludziom z zewnatrz przeszkadza
          wiem to po sobie

          free your mind

          walczcie
          zamieszkajcie razem
          uda wam sie

          www.dziennik.pl/wydarzenia/article210235/Chce_przejechac_na_wozku_tysiac_kilometrow.html
          www.rowerem-sprawniej.pl
          • dotyk_wiatru Re: pytanie do lary 19.07.08, 18:06
            Odpowiem Tobie Tfurco tym co napisała mi Lara kilka komentów
            wyżej...Zapytałam Ją o Jego niepełnosprawność...
            Napisała mi tak:
            'cierpi na porażenie mózgowe, chodzi, jest w miarę samodzielny,
            pracuje na politechnice na pół etatu, umysłowo jest jak najbardziej
            sprawny'

            • aniczek34 Re Jestem z porażeniem... mam zdrowego męża. 19.07.08, 20:18
              Chciałam napisać do Ciebie Laro, ale coś nie zadziałało. Ty napisz do mnie,
              jeśli zechcesz.
              email: aniczek34@gazeta.pl
              • lara-wawa Re: Re Jestem z porażeniem... mam zdrowego męża. 21.07.08, 11:26
                pisz na hazzard@interia.pl
            • pirs2 Re: pytanie do lary 21.07.08, 08:54
              Odpowiem CI Tfurco
      • titta do malakas 19.07.08, 18:05
        Malakas, a nie zastanawiales sie jakie spustoszenie psychiczne
        wywoluje odrzucenie czlowieka (rowniez swiadomosc, ze sie go
        odrzucilo) z powodu obawy "ze nie bedzie dalo sie gdzies pojecjhac,
        czy bywac" ? Jesli sie nie da tak, to mozna inaczej. Nawet dzieci -
        oczywiscie po pewnym przemysleniu i pogodzeniu sie z decyzja - mozna
        adoptowac lub ich nie miec.
        Czemu zakladasz wersje "sparzenia sie"? To chyba najgorszy
        stereptyp. Poza calym stekiem innych. Proza zycia, proza zycia ale
        czemu niektorym sie wydaje, ze kazdy powinien zyc tak samo, a jak
        nie bedzie to na pewno nie bedzie szczesliwy?
        Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze najciezsza rzecza do zniesienia
        jest wlasnie taka ciagla "zyczliwosc" otoczenia.
        • malakas Re: do malakas 20.07.08, 10:20
          Właściwie to miałem się już nie odzywac, ale że wywołano mnie do
          tablicy, to jako małomiasteczkowy dzentelmen odpowiadam. Twój post
          jest troche w konwencji "a w Ameryce biją murzynów" bowiem jest
          tysiące do obejrzenia sobie i wyobrażenia nieszczęść, ale o których
          akurat nie rozmawiamy. Nie mam się za "stek" stereotypów i w ogóle
          bardzo sie zdziwiłem, że ktos mi to moze zarzucić. Szkoda, że bez
          cienia pokrycia, no ale już zdążyłem sie przyzwyczaić, że tutaj nikt
          sobie nie zadaje trudu by cokolwiek uzasadniać. Zakładam
          wersję "sparzenia" akurat nie mając tej konkretnej sytuacji na
          mysli, gdyz troche sobie uogólniłem młodość/starośc. Teraz też sobie
          zboczę i uogólnię. Smieszne jest żądanie iepełnosprawnych by
          traktowano ich jako pełnosprawnych. Mnie się wydawało zawsze, że
          mozna i trzeba traktowac ich jak ludzi mimo, a czasami własnie z
          powodu niepełnosprawności.
    • spinline Re: Olej rodzine.... 14.07.08, 14:39
      Widac ludzie o spartanskich moralach i etyce.Kazdemu moze sie cos w
      zyciu przytrafic.

      Ale zeby grozic zepsuciem zwiazku, to ja z taka rodzina nie
      chcialabym miec doczynienia.
    • zosienka23 Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 14.07.08, 21:47
      Rodzina dla Ciebie nie chce zle, mowią tak, jak myslą. Ale ich myslenie jest
      oparte o stereotypy, jeśli ten chlopak jest dla Ciebie wazny, nie trać tego.
      Rodzina moze nie miala do czynienia z niepełnosprawnością, nie znają i się boją.
      Może czas i widok Ciebie szczesliwej ich zmieni.
      A co do Ciebie...po prostu jestes normlaną osoba, wrażliwą, która zwraca uwagę,
      co czlowiek ma w sercu i w glowie. Niepełnosprawność..to poboczna sprawa. Mam
      znajomą, ktora wyszla za chłopaka po amputacji nogi. Są szczęsliwym malżenstwem,
      mają cudo dzidzię. To wlasnei stereotypy robią ludzi niepełnosprawnymi. Skoro
      chlopak radzi sobie w zyciu, pracuje, potrafi kochac...to gdzie tu jego
      niepełnosprawność?
    • lara-wawa Rozwój sytuacji 16.07.08, 10:12
      jest coraz gorzej, agresja mamy w stosunku do tego chłopaka sięga apogeum,
      zaczęła do niego wydzwaniać i do jego matki z awanturą i żądaniami, aby przestał
      się ze mną umawiać! To jest chore po prostu, już nie wiem co robić
      • bratwody Re: Rozwój sytuacji 16.07.08, 11:47
        Przepraszam, może ja coś dodam...
        Na miejscu człowieka olałbym cię, sam jestem niepełnosprawny i WŁASNIE dlatego
        POLKI mnie nie interesują. W ogóle nie dziwi mnie reakcja Twojej rodziny- jest w
        miarę normalna jeśli chodzi o ludzi na wschód od Odry, masz 30 lat i mieszkasz z
        matką?
        To wszystko jakieś dziwne... Facet finansowo uzależniony od ojca?
        Uczyć mu się ktoś zakazał? Renta w Polsce to psie grosze. Z renty się rezygnuje,
        to wszystko jakieś żalośne. Daruj sobie. Poważnie ci mowie, dla swojego i jego
        dobra. Miłość to puste pojęcie taki wkręt do głowy. Daj sobie spokój.
        • dotyk_wiatru Re: Rozwój sytuacji 16.07.08, 15:04
          > Na miejscu człowieka olałbym cię, sam jestem niepełnosprawny i
          WŁASNIE dlatego
          > POLKI mnie nie interesują.

          A Polki to jakieś gorsze?? Geeeez! :/ Bo co? Bo Rodzina jest
          zacofana i grzęźnie w stereotypach??

          > W ogóle nie dziwi mnie reakcja Twojej rodziny- jest
          > w
          > miarę normalna jeśli chodzi o ludzi na wschód od Odry

          A mnie dziwi...bo to nie jest normalne, żeby tak kontrolować i
          sterować życiem CÓRKI!!

          , masz 30 lat i mieszkasz
          > z
          > matką?

          Żeby to było dziwne...W Polsce nie ma tak łatwo...Nie
          zarabiasz 'odpowiednio', nie stać Ciebie na mieszkanie i życie w
          pojedynkę...

          > To wszystko jakieś dziwne... Facet finansowo uzależniony od ojca?
          > Uczyć mu się ktoś zakazał? Renta w Polsce to psie grosze. Z renty
          się rezygnuje
          > ,
          > to wszystko jakieś żalośne. Daruj sobie. Poważnie ci mowie, dla
          swojego i jego
          > dobra. Miłość to puste pojęcie taki wkręt do głowy. Daj sobie
          spokój.

          No teraz to już całkiem pojechałeś...:/
          Po cholerę komu związek jak miłości nie ma...
          • pirs2 Re: Rozwój sytuacji 21.07.08, 08:55
            nie stać CIĘ na mieszkanie i życie w
            pojedynkę...
        • nomina Re: Rozwój sytuacji 19.07.08, 17:27
          Ironizujesz czy piszesz poważnie?
          Renta jest głodowa, fakt. Nie wiem, jaką masz niepełnosprawność, ale pamiętaj,
          że są takie - jeśli nie przez całe życie, to przynajmniej dłuższe okresy - że i
          doktorat plus doświadczenie zawodowe i wysokie kwalifikacje nic Ci nie dadzą, bo
          fizycznie nie jesteś w stanie pracować. Dobrze więc, że ojciec chłopaka autorki
          wspiera syna, bo to daje jakąś namiastkę stabilizacji; jakże ważnej zarówno
          psychicznie, jak i fizycznie (brak pieniędzy oznacza brak leczenia, prawda?).
          Och, jak ja nie lubię tych stereotypów. Ostatnio jakaś kobieta warknęła, że kto
          nie ma zewnętrznych oznak niepełnosprawności, nie jest niepełnosprawny. A
          uszkodzenia wewnątrznarządowe, w tym neurogenne, a uszkodzenia kości itd.,
          nowotwory - to co? Są takie choroby, przy których możliwość zamiany ich na wózek
          inwalidzki to nieosiągalne marzenie i wizja szczęścia :(
        • xxxxyyyyzzzz He he he 20.07.08, 14:40
          bratwody napisał:
          > Przepraszam, może ja coś dodam...
          > Na miejscu człowieka olałbym cię, sam jestem niepełnosprawny i
          WŁASNIE dlatego POLKI mnie nie interesują.

          Ty jestes ZUPELNIE NIESPRAWNY umyslowo, i tego ci najbardziej
          wspoczuje.
          • bratwody Re: He he he 20.07.08, 14:43
            Ja Tobie za to współczuje braku umiejętności odniesienia się do całości
            wypowiedzi interlokutora :)
            • pirs2 Re: He he he 21.07.08, 08:57
              Ja CI za to współczuje
          • linia.frontu Re: He he he 23.07.08, 15:42
            Przejechał się i to ostro, widać na pierwszy rzut oka, a wy zaraz linczujecie.
      • dotyk_wiatru Re: Rozwój sytuacji 16.07.08, 14:50
        O żesz!
        Lara, wygląda na to, że tu nie ma dobrego rozwiązania...Albo
        pozwolisz Mamie sterować Twoim życiem i podporządkujesz się Jej woli
        (to znaczy, że zerwiesz z tym Chłopakiem, raniąc Go i siebie) albo
        przeciwstawisz się, powiesz co o tym wszystkim myślisz...a to
        oznacza wyprowadzkę i początek życia na swój koszt...
        Pytanie teraz... co Ty o tym wszystkim myślisz...i co czujesz?
        Przemyśl to dobrze...i zdecyduj...
        • bratwody Re: Rozwój sytuacji 16.07.08, 15:21
          Powiem ci coś,
          poszukaj sobie sondy która mówi o tym ile procent rodziców zareagowałoby ŹLE na
          wiadomość o związku swojego dziecka z osobą niepełnosprawną. Później próboj mi
          wmawiać tę politycznie poprawną gadaninę. Owszem Polki są gorsze bo wynoszą z
          domów tego typu zaścianek
          Czy ty myślisz, że byłbym z kobietą której rodzina mnie w podobny sposób
          traktuje jakoś dłużej?
          Do łóżka kilka razy i adieu.
          Kto mi da gwarancje, że na starość nie będzie zachowywać się jak jej matka? Poza
          tym jako polski niepełnosprawny mam swoją godność i

          1 Kobieta po 30 nie moze mieszkać z rodzicami (*Kto tu jest niepelnosprawny w
          takim ukladzie)

          2 Nie moze byc tak zewnątrzsterowna jak tutaj się pokazuje.

          Swój honor mam i jaką-taką samoocenę. Widać tamten facet nie do końca. a
          "miłością" mnie nie szantażuj, bo nie ma definicji, jesli nie ma, nie wiem o
          czym mowa.

          • malakas Re: Rozwój sytuacji 16.07.08, 15:44
            Nie bardziej elegancko byłoby pokazać źródło, na którym sie opierasz
            w swoim wywodzie niż kazać "poszukać sobie"? Ja np. szukałem, ale
            bez skutku. A może ta sonda istnieje tylko w Twojej wyobraźni i była
            potrzebna by się podratować po palnięciu wydaje sie ewidentnego
            głupstwa?. Ale może i nie. Jak np. Polacy maja sie do innych nacji w
            tej kwestii? Gdzie się sytuujemy? Dlaczego niepokój o przyszłość
            dziecka nazywasz zaściankiem?
            • bratwody Re: Rozwój sytuacji 16.07.08, 16:53
              Polecam artykuł "Niewidzialne lubią się kochać", tam wprawdzie piszą, że 22%, no
              ale wystarczy zmienić respondentów na mniej miejskich i już bedzie ok 60.

              Ten cały "lęk o dziecko" jak to zgrabnie zowiesz jest dla mnie kompletnym
              brakiem wyobraźni.
              Po pierwsze jako niepełnosprawny jestem w stanie zapewnić byt rodzinie na takim
              samym albo i lepszym poziomie niż ktoś pełnosprawny , chyba że stawiasz pojęcie
              niepełnosprawny i nieudacznik jako równorzędne. Ja nie, po drugie jestem wstanie
              tak samo dobrze wychować własne dziecko itp itd jak inni. Dla mnie cały ten wasz
              tutaj nad wyraz akcentowany lęk, to tylko pretekst żeby ustawiać nas tam gdzie
              się od zawsze próbuje- na uboczu życia społecznego. Wasze zdrowe i rumiane
              kobiety nie dla nas kalek.
              Dobra praca mimo kompetencji- nie dla kalek.
              Równy dostęp do edukacji- nie dla kalek.
              Najlepiej żeby w ogóle nas nie było- wiadomo, to widać po tym jak działa PFRON,
              jak traktuje się nas w polskich urzędach, co robi się bądź lepiej czego się nie
              robi w sprawie przystosowania architektury, nawet tej nowszej (*spróbuj w metrze
              poruszać się na wózku) poprzez całą masę różnych śmiesznych "lęków"
              dyskredytujących nas po pierwsze WE WŁASNYCH OCZACH. Idzie sobie ulicą
              niepełnosprawny człowiek, nagle ktoś wpada na genialny pomysł jawnego i głosnego
              upokarzania go poprzez szydzenie z ułomności.
              On nie reaguje, bo to nie pierwszy raz, ludzie udają że nic się nie dzieje. Jaka
              to część Europy? Polska? Nie koniecznie- zapewne jednak ta część znajdująca się
              za dawną żelazną kurtyną.)(*Czy to wina komunizmu czy katolicyzmu nie wiem
              pewnie akurat w Polsce i tego i tego)
              Niepełnosprawni to w Polsce ok 4 milionów ludzi i gdzie oni są?
              Widać ich często na ulicach? Ja nie widzę, widzisz pary zdrowy-niepelnosprawny
              na ulicy? Ja kilka razy widziałem... skarzyli się ze reszta traktuje ich jak
              kosmitów.
              W porównaniu z Niemcami niebo a ziemia. Tam idąc na mecz wiem, że wszedzie się
              dostanę, bo kluby piłkarskie mają rzecznika d.s niepełnosprawnych, który dba min
              o to aby stadiony były dostosowane do potzreb osób z różną ułomnością,
              niewidomych, wózkersów, kulawych etc etc. Na uwagę zasługuje tez rozwiązanie dot
              szaletów, są w każdym większym miescie na kluczyk.
              Jeżeli pytać mnie o postawę Polaków wobec niepełnosprawnych polecam mały
              eksperyment. Porozmawiaj z kalekim Holendrem i Polakiem. Porównaj samooceny i
              wyciągnij wnioski sam. Warto wpaść na kilka dni do Amsterdamu jeśli chcesz np
              ujrzeć zjawiskowo piękne kobiety na wózkach i z protezami, Polki tak szeroko się
              nie uśmiechają...

              Dalej

              30 latka nie jest dzieckiem, ta widac jest jakaś nieporadna skoro mieszka z
              matką, ale nie moja sprawa.
              "Niepokój" o przyszłość dojrzałej kobiety owszem nazywam ZAŚCIANKIEM.
              • dotyk_wiatru Re: Rozwój sytuacji 16.07.08, 17:11
                Geez! :/
                Nie...to nie tak!!!!
                Nie każdy stawia niepełnosprawnych na szarym końcu...Drażni mnie, że
                osoby niepełnosprawne mają problem ze znalezieniem pracy, z
                dostaniem się w rózne miejsca bo nie ma podjazdów i osób gotowych
                pomóc, dostepem do uczelni!!
                Uwierz, że nie każdy uważa, że niepełnosprawny jest do niczego...że
                na pewno nie da rady sobie w życiu...że nie da szczęścia kobiecie a
                kobieta Jemu...
                Znieczulica to choroba społeczeństwa...Na szczęście nie wszędzie...
                Ja i kilka osób nie jesteśmy w stanie zmienić tego TUTAJ! Zrozum!
                Nie przeskoczę tego...Moge jedynie zapewniać, że osoby
                niepełnosprawne często doskonale sobie radzą, pracują i są w stanie
                kochac tak samo jak osoby sprawne...To też ludzie! Mają takie same
                zalety i wady jak sprawni! Nie toleruję chamskich odzywek i
                prowokacji kierowanych do osób niepełnosprawnych...Nie moja wina, że
                w rządzie na szczeblu państwowym i lokalnym nie myślą o równym
                traktowaniu jednych i drugich (kurcze! nie chcę tak pisać, dzielić
                etc. ale coż...Licze, ze zrozumiesz o co mi biega...), o zapewnieniu
                dostępu do wielu miejsc...Jest coraz lepiej...ale...
                Odpowiedz mi...Dlaczego tak nerwowo reagujesz? Dlaczego przypinasz
                łatki? Ja nie traktuję Ciebie jak kosmity a Ty mnie i
                owszem...Próbujesz mi wmówić, że ja jako Polka jestem zaściankowa,
                że jestem na swój sposób rasitką itd.
                • leda16 Re: Rozwój sytuacji 20.07.08, 09:03
                  Nie zaperzaj się tak, bo "bratwody" nie pisał o KAŻDYM, pisał o 98% Polaków, w tym o pożal się Boże - polskiej nauczycielce, niejakiej shangri.la, która razem z prostacką tłuszczą wyła na Forum, żeby NIEPEŁNOSPRAWNĄ czyli chorą psychicznie wywalić z roboty, odciąć dostęp do Forum i dać wpier..l w realu - i tu ma niestety rację. Mnie też zniesmaczył 30-letni inwalida, który może pracować,wynajmuje własnościowe mieszkanie, a jednocześnie bez cienia wstydu pasożytuje na podatnikach (renta inwalidzka -480 zł.) i starym ojcu (pomoc z zagranicy). Poza tym rzeczywiście operujesz infantylnymi ogólnikami "miłość", "da szczęście" itp. Tutaj akurat ze strony dziewczyny to raczej głos rozsądku, bo 30-stka na karku a amatorów do ożenku brakuje,On też nie Adonis, w dodatku pasożytowanie na kim się da nie każdą dziewczynę zachwyca... I w tym ma rację "bratwody" pisząc o PFROM-ie, że to instytucja na wskroś złodziejska, okradajaca inwalidów, wskutek czego jeden prezes już poszedł za kratki.
                  reasumując - skoro inwalidzi chcą być traktowani normalnie, jak każdy, niech się stosownie do swoich zyczeń zachowują. Pasożytnictwo w skład normy nie wchodzi na pewno, tymczasem to i wyuczona bezradność oraz postawa roszczeniowa należą do kanonów polskich niepełnosprawnych.
              • fajny30lat Re: Rozwój sytuacji 19.07.08, 11:05
                bratwody napisał:

                > Wasze zdrowe i rumiane
                > kobiety nie dla nas kalek.
                > Dobra praca mimo kompetencji- nie dla kalek.
                > Równy dostęp do edukacji- nie dla kalek.
                >

                Otóż, to...
                Większość kobiet woli zdrowych partnerów. Dlatego osobom niepełnosprawnym nie
                jest łatwo znaleźć partnera\kę.
                Byłem kiedyś w związku z zdrową kobietą. Oj, nasłuchałem się od jej rodziców, że
                znalazła sobie inwalidę. Nawet proboszcz stwierdził, że moi rodzice powinni być
                wdzięczni mojej partnerce, że mnie chciała. Klasyczne zaściankowe myślenie.
                Miałem dość życia na głodowej rencie w Polsce oraz braku szans na znalezienie
                pracy. Wyjechałem do UK i jestem tu bardzo szczęśliwy.
                Pozdrawiam
                Fajny30lat
                • dotyk_wiatru Re: Rozwój sytuacji 19.07.08, 18:03
                  fajny30lat napisał:
                  > Otóż, to...
                  > Większość kobiet woli zdrowych partnerów. Dlatego osobom
                  niepełnosprawnym nie
                  > jest łatwo znaleźć partnera\kę.
                  > Byłem kiedyś w związku z zdrową kobietą. Oj, nasłuchałem się od
                  jej rodziców, że znalazła sobie inwalidę. Nawet proboszcz
                  stwierdził, że moi rodzice powinni być
                  > wdzięczni mojej partnerce, że mnie chciała. Klasyczne zaściankowe
                  myślenie.
                  > Miałem dość życia na głodowej rencie w Polsce oraz braku szans na
                  znalezienie
                  > pracy. Wyjechałem do UK i jestem tu bardzo szczęśliwy.
                  > Pozdrawiam
                  > Fajny30lat

                  Cieszę się, że jesteś szczęśliwy poza krajem...że UK daje Tobie to,
                  czego nie jest w stanie dać Polska z wielu powodów...
                  • pirs2 Re: Rozwój sytuacji 21.07.08, 09:00
                    że UK daje CI to,
                    czego nie jest w stanie dać Polska
              • jezeli.tylko.ja Re: Rozwój sytuacji 19.07.08, 18:07
                Bratwody... w zwiazku z tym, ze od urodzenia wychowuje sie z niepelnosprawna
                siostra nie mam oporow w relacjach z osobami niepelnosprawnymi i nie traktuje
                ich "specjalnie". Napisalabym jedno okreslenie na temat tego co sadze o tobie po
                twoich wypowiedziach, ale niestety, nie chce zeby wywalili mnie z forum.

                Co do osob ktore maja 30 lat i mieszkaja z rodzicami. Ja mam 24 lata i zero
                wizji na mieszkanie, skonczylam studia mam tytuł mgr. inz. a w wiekszosci miejsc
                proponuja mi pensje 1300 zl brutto. Za taki dochod nie utrzymam samej siebie a
                co mowic o zakupie meiszkania. Wszedzie mi mowia, ze mam isc na studia
                podyplomowe i ze powinnam miec doswiadczenie... tylko jak zdobyc doswiadczenie
                jak przez 4 lata studiow mialam zajecia 8 - 18??. A nie, nie moge ruszyc za
                kasa, bo mam tutaj chorego tate i siostre i nie moge sobie pzowolic zostawic
                mame bez pomocy.

                Wiesz to rozgladanie sie jak nas traktuja to tez takie doszukiwanie sie bycia w
                specjalnej sytuacji. Nie mow, ze nie wiem jak to jest... wiem chociaz w pewnym
                stopniu: mam blizny na calych rekach przez wiele lat ludzie nie chcieli siadac
                kolo mnie w autobusach czy metrze, starali sie mnie nie dotknac, a na studiach
                uwazali, ze jestem narkomanka...ale nie zlamalam sie, teraz po 8 latach cierpien
                widze jak bardzo duzo sie zmienilo w swiatopogladzie moich rodakow. A dodatkowo
                wyszlam z zalozenia, ze moja siostra nie jest w niczym inna od innych siostr i
                kiedy mialam na studiach wyniki z egzaminu a rodzina musiala gdzies pojechac
                zapakowalam ja w wozek (taki dla osob z porazeniem mozgowym i epilepsja - czyli
                duzy), pojechalam autobusem i pojechalam na uczelnie. Wiele osob z mojej uczelni
                pochodzilo z wioch zabitych dechami na krancu swiata, dla nich bylo to szokiem
                ale inni podeszli powiedzieli jej "czesc", przypilnowali jej jak poszlam po
                wpis. Ze wzgledu na jej chorobe nie moglam jej zostawic samej, to kadra
                przesunela biurko zebym mogla z nia wjechac do pokoju. Tylko teraz pytanaie dla
                kogos jest to upokarzające czy jest obrazem tego, ze jak sie chce to mozna...

                Mnie osobiscie wkurza u niepelnosprawnych ktorych znam boski "zadajacy" stosunek
                do swiata. Osoby ktore poznalam wychodzily z zalozenia: ze Panstwo powinno im
                dac pieniadze, dac mieszkanie, autobus powinien stawac wszedzie gdzie oni sobie
                zażyczą (ostatnio pan zrobil awanture, ze nie chce mu sie zatrzymac na srodku
                ulicy, bo on chce warzywa kupic w sklepie obok)...czyli w gruncie rzeczy niczym
                sie nie roznia od pozostalych "typowych Polakow" ktorzy wychodza z zalozenia, ze
                wszyscy powinni costam i ze wszystko im sie nazelezy. Ciezko byloby mi porownac
                np. Norewskiego i polskiego inwalide....bo i osoby zdrowe z tych rajow sa
                zupelnie inne. A nasze "jojczenie" narodowe dotyka wszystkich bez wzgledu na
                zdrowie.

                Co do stosunku do niepelnosprawnych w Polsce?? No to moze sie zdziwisz: malenka
                wioska na Podlasiu, PKS najblizszy 1,5 km. Na wakacje jezdzi tam cala moja
                rodzina w tym moja siostra. Po roku sasiedzi przylecieli z pytaniem ile ona wazy
                bo oni kupili kucyka i jezeli ona by chciala to mozemy z nia przychodzic
                pojezdzic, kupowalismy jej soczek w sklepie to godzine pozniej sasiadka
                przyleciala z sokiem domowej roboty bo to ma wiecej witamin i zdrowsze jest dla
                niej jak tyle lekow bierze. Poszlam na spacer to pytanie czy miodek to ona by
                zjadla bo maja pasieke a to bez dodatkow i zdrowe jest. Mogliby udawac, ze nas
                nie ma, bo jestesmy tam kilka miesiecy w roku... a okazuje sie, ze jestesmy
                miejscem "pielgrzymek" towarzyskich, kazdy odnosi sie do nas cieplo i milo. Moja
                siostra wozi na wozku swojego pieska - 13 letniego kundelka bez ktorego nie
                rusza sie z domu - w pobliskim miasteczku wpuszczaja nas z tym psiakiem na wozku
                do sklepu dziwnie sie patrzac na nas jak robilismy manewry jak zrobic zakupy nie
                zostawiajac psa bo ona sie poplacze a pies zdechnie z nerwow. Nie ma tak, ze cos
                jest biale albo czarne...
                • bratwody Re: Rozwój sytuacji 20.07.08, 11:13
                  Nie wiem po co ten emotywizm w wypowiedzi, mało w tym jakiejś szczególnej
                  treści, ale postaram się w tym gąszczu ukrytych pretensji znaleźć coś na co da
                  się odpowiedzieć

                  Po pierwsze gratuluje (*i tu osobisty przytyk na Twoje "myślę, ale nie napiszę")
                  zaradności życiowej, byłem Polak pracujący, żadnej pracy się nie bałem swojego
                  czasu więc wiem, że dziś brutto na kasie w pewnych sklepach dostaje się 1400 zł,
                  przy tym po skończonej filozofii, mi na dzień dobry w Polsce proponowano 2400, z
                  racji tego, że przy okazji udało mi się zdobyć uprawnienia do obsługi wszelkiego
                  typu wag kolejowych i samochodowych, sam tytuł magistra inżyniera o niczym
                  właściwie nie świadczy, żaden tytuł naukowy nie zapewni nikomu umiejętności
                  znalezienia się w życiu. Kalectwo jednak zobowiązuje, jeśli dobrze pomyśleć
                  można się za unijne pieniądze kształcić przez całe życie właściwie, więc
                  dlaczego mam nie mówić, że niepełnosprawny uzależniony finansowo od kogokolwiek
                  to dobre i ciekawe zjawisko, jeśli myślę akurat inaczej?
                  Co do postawy roszczeniowej widać, że nie do końca znasz środowisko o którym
                  chcesz pisać. Podam ci przykład osobisty, dostałem z racji niepełnosprawności od
                  uczelni laptop, dyktafon, przenośny skaner i (*i tu naprawdę nie wiem po co)
                  odtwarzacz mp3 ale mi to wszystko NIEPOTRZEBNE, zwyczajnie nie mam tego typu
                  dysfunkcji. Teraz rusz inżynierską czaszką i powiedz mi dlaczego nie pójdę do
                  administracji i nie powiem "a po diabła mi to wszystko?!", więcej ci powiem,
                  kiedy będą coś dawać to jeszcze złożę kilka podań.
                  Dlatego, że jeśli nie wykorzysta się pieniędzy poprzez uporczywe zgłaszanie
                  popytu na coś, to albo wrócą do Brukseli albo uczelnia przeznaczy na coś
                  zupełnie absurdalnego. Mogę się nie zgadzać na różne rzeczy, ale to wszystko
                  zostaje w gronie ludzi niepełnosprawnych. Na zewnątrz nie powiem niczego wbrew
                  interesom środowiska, które czy chcę czy nie reprezentuję. To tak jakby podcinać
                  gałąź na której się siedzi.
                  Jeszcze odnośnie tego, PFRON jest w ogóle niepotrzebny, prezesi, wiceprezesi,
                  różni ludzie umieszczeni w nim na synekurach z klucza partyjnego przejadają
                  pieniądze, które można spożytkować inaczej, choćby na zwiększenie świadczeń, po
                  uprzedniej ich WERYFIKACJI.
                  No, ale nie bo przecież niepełnosprawni to dobry pretekst, żeby sobie jeszcze
                  nieco uszczknąć. Odnośnie tego jakie jest nastawienie innych do sprawy nie
                  bardzo umiem ci opisać, z racji pochodzenia pojeździłem sobie po Europie, i USA,
                  ogólnie ci powiem, że to wstyd nawet porównywać do Polski..., to jest przepaść
                  cywilizacyjna i mentalna TAKŻE. Właściwie dotycząca wielu spraw, znajomy
                  Amerykanin(*późniejszy tzw "native speaker" w jednej ze szkół w Polsce) bardzo
                  zdziwił się kiedy chociażby przeczytał na ogłoszeniu "Poszukuję PANI do sklepu
                  mięsnego", powiedział, że w USA tak otwarte wyrażanie preferencji co do płci
                  przyszłego pracownika skończyło by się pozwem. Co tam jeszcze... a no widzisz
                  jak skończę w Polsce prawo wybywam do Jerozolimy, może na studia, na pewno zeby
                  uczyć się języka. Nic mnie tutaj nie trzyma, kiedyś byłem w związku z
                  pełnosprawną Polką, co się musiała biedna nasłuchać, że ona taka ładna a facet
                  kaleka... wystarczy mi już. Chcesz mi dogryźć nie kupuj izraelskiego wina,
                  cytrusów i innych takich.(*jak się wszystko dobrze ułoży widzę siebie własnie w
                  wymianie handlowej między Izraelem a UE) Wszystkie wycieczki ad personam spełzną
                  na niczym bo widzisz, być może gdzieś tam Twoją siostrę dobrze traktują, bo
                  czemu nie, aczkolwiek kiedyś nie było integracyjnych klas, i nie raz mi
                  dzieciaki uświadamiały co myślą, a właściwie co myślą ich rodzice o wszelkiego
                  typu ułomnościach fizycznych, dlatego ad personam po mnie spływa.

                  Pozdrawiam


              • rrojka Re: Rozwój sytuacji 19.07.08, 22:29
                Braciewody, jesteś fantastyczny i ,niestety, masz rację! Elementy takiego
                zaścianku odkrywam nieraz w sobie, choć bardzo mi wstyd.
                Pozdrawiam i życzę szczęścia.
              • logos17 Re: Rozwój sytuacji 19.09.08, 13:45
                Witaj,

                Spodobał mi się Twój post. Z pewnych względów zetknęłam się z
                niepełnosprawnością. Czy mozesz napisać na mojego maila? Chciałabym
                Cię prosić o wymianę poglądów. logos17@gazeta.pl
          • dotyk_wiatru Re: Rozwój sytuacji 16.07.08, 16:59
            Przepraszam...widzę, że Ciebie rozdrażniłam...a nie miałam takiego
            zamiaru...Nie chcę pisać poprawnie politycznie:P... Ja piszę to, co
            myślę...
            Nie, nie będę szukać...Sondaże są przekłamane, bo biorą pod uwagę
            tylko wycinek społeczeństwa...Takie jest moje zdanie...
            Wiem, że każdy rodzic chce by jego dziecko związało się z najlepszą
            osobą na świecie...ALE...też powinien zaakceptować, że to Dziecko
            decyduje o swojej przyszłości...Lara ma 30. na karku, więc to młoda
            Kobieta...Ma prawo stanowić o swojej przyszłości SAMA...ale też sama
            będzie płacić za błędy, które popełni...Dorosła jest...Nie rozumiem
            dlaczego tak daje sobą kierować...Nie rozumiem dlaczego synom daje
            się wolną rekę, a córki wiecznie sprowadza do parteru...:/ Tym nie
            zatrzyma się ich przy sobie, ani nie zdobędzie szacunku...!!
            Zaściankowość nie dotyczy wszystkich Polek...Rozumiem jednak, że
            traktowanie osoby niepełnosprawnej jako gorszej, utwierdzanie w
            tym...jest złe...Nikt tego nie wytrzyma...Miłość kobiety, z którą
            jest związany to nie wszystko, bo rodziny się nie wybije...
            Nikt nie da nikomu gwarancji, że na starość nie będzie taki jak
            rodzic...nikt też nie da gwarancji, że związek okaże się taki jak
            chciał...pełen ciepła, uczucia, dający obustronną radość, spełnienie
            itd. ...
            Nie szantażuję Ciebie 'miłością'...Szantaż to nie mój styl
            prowadzenia rozmowy...:/

            Liczę, że odezwie się tu taki jeden Ktoś o nicku marek_brzeg...On
            też jest niepełnosprawny...ale...zakochany w Polce...
            • pirs2 Re: Rozwój sytuacji 21.07.08, 09:06
              Nie szantażuję CIĘ 'miłością'
          • lifeisaparadox Re: Rozwój sytuacji 16.07.08, 18:17
            bratwody napisał:

            > 1 Kobieta po 30 nie moze mieszkać z rodzicami (*Kto tu jest niepelnosprawny w
            > takim ukladzie)

            Kto tu jest zasciankowy?
            Polaczku drogi, zacofanie tez wyniosles z wlasnego domu, innym nie jestes i nie
            bedziesz.
            • dotyk_wiatru Re: Rozwój sytuacji 16.07.08, 21:51
              Spokojnie :) Nie obrażaj Go, bo On obraża innych.. Poniekąd Go
              rozumiem..
            • bratwody Re: Rozwój sytuacji 17.07.08, 09:23
              Można i po 50 i udawać że wszystko fine... :)
              W USA zapytano by mnie czy nie jestem czasem "slow", ale powiedzmy że realia
              społeczne są inne.
              W Polsce kto ma główkę tam gdzie trzeba wyprowadza się z domu.
              Jeden konfilkt mniej, dziwna rzecz, mam prawo do innego obywatelstwa więc
              "Polaczka" sobie wypraszam, "żydku" to być może.

              Szalom.
              • dotyk_wiatru Re: Rozwój sytuacji 17.07.08, 12:09
                bratwody napisał:

                > Można i po 50 i udawać że wszystko fine... :)
                > W USA zapytano by mnie czy nie jestem czasem "slow", ale powiedzmy
                że realia
                > społeczne są inne.
                > W Polsce kto ma główkę tam gdzie trzeba wyprowadza się z domu.

                Główka ma tu mało do rzeczy...ale cóż...Geez! Czy tak trudno to
                pojąć?

                > Jeden konfilkt mniej, dziwna rzecz, mam prawo do innego
                obywatelstwa więc
                > "Polaczka" sobie wypraszam, "żydku" to być może.
                >
                > Szalom.

                Masz naturę jak czarna mamba Bratwody...:P
              • leda16 Re: Rozwój sytuacji 20.07.08, 09:14
                W Polsce kto ma główkę tam gdzie trzeba wyprowadza się z domu.
                >
                > "Polaczka" sobie wypraszam, "żydku" to być może.


                Och, jeśli o to chodzi, jeden ze znanych mi z najświetniejszych rodów żydowskich zamieszkuje razem 3 pokoleniową rezydencję na warszawskiej Sadybie - rodzice, wnuki, prawnuki, dziadkowie. Czyżby nie mieli "główki na karku"?
              • haku.mokuren Re: Rozwój sytuacji 21.07.08, 00:15
                Nie przyszło Ci do głowy, ze ktoś może po prostu mieć ochotę mieszkać z rodzicami? Że wszystkim to odpowiada? Ze nie tylko brak pieniędzy i niezaradność może być przyczyną? Naprawdę, stać by mnie było na osobne mieszkanie, mam własny dom, ale nie widzę powodu się wyprowadzać, żeby społeczeństwo było zadowolone, bo podporządkowuje się ich wyobrażeniu o dobrym życiu. I nie sądzę, żebym była ewenementem na skalę światową, czy nawet krajową, osób, które lubią swoja rodzinę i sprawia im przyjemność mieszkanie razem niewątpliwie jest więcej. Tak starasz sie udowodnić swoją nie-zaściankowość, że brzmisz równie zaściankowo, jak ci, którymi pogardzasz. Niech cię nie boli, że ktoś może mieć inny pomysł na życie, niż Ty.
                • bratwody Re: Rozwój sytuacji 21.07.08, 09:35
                  Mieszkanie wspólnie jest bardzo korzystne, pod warunkiem, że jest miejsce i
                  szanuje się własną autonomię.
                  ZWŁASZCZA w doborze partnera życiowego.
          • titta Re: Rozwój sytuacji 19.07.08, 18:13
            Bartwody,
            Ty niestety tez wyniosles zascianek i stereotypy. W dodatku z typowo
            polska sklannoscia do narzekania i uogolniania. Polki gorsze, tez mi
            sobie. Chyba lepsze, bo po mimo oporu spoleczenstwa staraja sie zyc
            normalnie, zgodnie z tym co im serce dyktuje.
      • spinline Re: Matka bez wyobrazni. 16.07.08, 17:02
        Kto wie co go jutro czeka? czy gdzies jest gwarancja na zdrowie i
        mlodsc? A jak to ty bedziesz ta kaleka, to co wtedy? Zostaniesz
        zepchnieta do rangi malowartosciowego przedmiotu.

        Straszne, ze takie matki tak sie wtryniaja w nie swoje zycie.

        Ale i tak tu nie chodzi o tego chlopaka. Widac matka ma glebszy
        problem. Ona zyje poprzez ciebie. Ty jestes jej przedluzeniem zycia.
        To ona sobie nie wyobraza takiego faceta na zycie. Tu nie chodzi o
        ciebie, a o nia.
        Ona od ciebie sie nie uwolnila emocjonalnie to taki bluszcz zyje
        swoim wlascielem.
        Dlatego i ty masz prawdopodbnie problemy z odcieciem sie
        emocjonalnym od matki. Co sprawia, ze w zwiazku z innymi ludzmi
        moga przytrafic sie problemy.
      • zabieganab Re: Rozwój sytuacji 17.07.08, 12:57
        hymmmm. to faktycznie straszna sytuacja!

        A zapytaj swoja mame o prostą rzecz:
        czy ona chciałaby, gdyby jej dziecko było jakkolwiek ułomne, zeby
        miało takie problemy, jakie ona stwarza jemu i nawet jego
        rodzinie????

        Owszem, to co Ci mówia nie jest bezpodstawne!
        Ale jeśli jesteś w wieku, ze umiesz ocenic swoje mozliwosci i
        potrzeby, to oceń je, zeby nie było za późno.
        Ja byłam z chłopakiem pare lat. On ma protezę nogi (od kolana)
        Wydawało mi sie, ze to nic strasznego. On pracuje, jeżdzi kazdym
        autem, na rowerze i niby wszystko jet ok, ale...
        Okazało siż z czasem, ze ze wzgledu na swoje kalectwo on jest od
        dziecka przyzwyczajony do bardzo spokojnego trybu zycia... Mimo, ze
        teraz moze jeżdzic na rowerze czy chodzić w trasy, on nie jest do
        tego przyzwyczajony, bo latami wyszukiwał sobie
        prostych, "stacjonarnych" rozwiazań: TV, internet, majsterkowanie...

        Jaki z tego morał: nasze drogi sie rozeszły, bo jego niechęć do
        ruchu mi przeszkadzała, ale i moja energia drazniła go na dłuzsza
        metę....
      • tfurca Re: Rozwój sytuacji 19.07.08, 16:19
        lara-wawa napisała:

        > jest coraz gorzej, agresja mamy w stosunku do tego chłopaka sięga apogeum,
        > zaczęła do niego wydzwaniać i do jego matki z awanturą i żądaniami, aby przesta
        > ł
        > się ze mną umawiać! To jest chore po prostu, już nie wiem co robić

        lara
        tez tak mialem kiedys
        z rodzicami jednej moje bylej girl
        nie przejmuj sie ...

        jesli kochacie sie
        trzeba walczyc
        ;]
    • lara-wawa Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 17.07.08, 11:27
      częściowo zgadzam się z bratwody, że Polacy myślą zaściankowo i są
      nietolerancyjni i że w porównaniu z Zachodem nasz stosunek do niepełnosprawnych
      to jak niebo i ziemia. Ale zarazem nie można uogólniać i wmawiać, że WSZYSCY są
      tacy sami i tak samo myślą o niepełnosprawnych. Gdybym tak myślała, nie
      spotykałabym się z tym chłopakiem. A odnalazłam w nim dużo ciepła, dobroci,
      zrozumienia, szacunku, pogody ducha, wsparcia. Podobnie jak ja też przeszedł
      swoje w życiu i to sprawia, że potrafimy się zrozumieć, wzajemnie wesprzeć.
      Jedyną jego "wadą", jeśli można to tak nazwać w oczach mojej rodziny, jest jego
      niepełnosprawność.
      Tak, tu nie ma żadnego dobrego rozwiązania. Cokolwiek zrobię, będzie źle.

      • bratwody Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 17.07.08, 12:24
        Nieprawda, oczywiście, że jest dobre rozwiązanie.
        Tylko czy stać na nie tego faceta nie mam zielonego pojęcia.
        Dużo frazesów, konkretniej. W życiu nie zgodziłbym się na to żeby babcią mojego
        dziecka została kobieta dyskredytująca mnie w jego oczach. Tylko za to, że
        raczyło jej się poszczęścić a mnie nie, kalectwo lub jego brak to przypadek i
        cecha przypadłościowa,jeżeli tak mocno może zaciążyć na czyjejś optyce to po co
        się męczyć?
        Wybacz na JAKĄKOLWIEK agresję ze strony Twojej matki w tym nękanie przez telefon
        mojej, różnej maści pogróżki i takie tam o których coś zdążyłaś napisać
        zareagowałbym natychmiastowym zawiadomieniem prokuratury o podejrzeniu
        popełnienia przestępstwa, oraz kilkoma pozwami cywilnymi. Poza tym wątpię czy
        zdecydowałbym się na dalszy związek, jestem człowiekiem z natury przekornym, ale
        takie pokazywanie "teściowej", że coś się da czego ona nie chce to nie dla mnie.
        W ogóle zachowanie Twojej matki nie daje nawet pozoru rękojmi, że odziedziczony
        wzorzec wychowania i materiał genetyczny jest " w porządku". Jakkolwiek to
        zabrzmi podejrzewam, że koleś jest zdesperowany i "bierze jak leci" Być może
        jest inaczej, ale wtedy co z jego poczuciem godności? Osobiście czułbym wielki
        niesmak wiążąc się z osobą, której rodzina nie że jest mi nieprzychylna ale jest
        w stanie posunąć się do kompletnej kompromitacji siebie w imię schematów
        myślowych, strach pomyśleć co by było gdyby facet był czarnoskóry, albo innego
        wyznania i na dodatek niepełnosprawny.
        Wtedy zostaje tylko bo ja wiem, nasłanie zbirów i ręczne wybijanie związku z
        "córunią mamusi" z głowy. Może kulka w łeb i do niegaszonego wapna?

        Przestań narzekać, czasem zwyczajnie trzeba wybrać, nieprawda że cokolwiek
        wybierzesz będzie źle. Nie rób z siebie Antygony.
        Więcej powiem, cokolwiek wybierzesz będzie dobre moim zdaniem.
        Złe według mnie jest jedynie status quo.

        • dotyk_wiatru Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 17.07.08, 12:34
          W tym wypadku przyznam Tobie rację...:) stety albo niestety...
          • pirs2 Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 21.07.08, 09:04
            W tym wypadku przyznam CI rację
        • titta Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 19.07.08, 18:40
          Wybacz, ale pozywanie do sadu MATKI twojej dziewczyny, (o ile z
          nozem za toba nie latala) dyskwalifikowalo by cie z miejsca. Zdrowy
          czy chory, znaczenia tu nie ma. Polski zascianek? Nie sadze, aby
          gdzie indziej bylo inaczej (ja akurat w Polsce nie mieszkam).
          Zeby poradzic sobie z takimi sytuacjami z godnoscia, trzeba byc
          silnym i miec klase. Tego typu metody to jak Lamech z Ksiegi
          Genesis "Mezczyzne zabije jesli mnie zrani, a chlopca jesli zrobi mi
          siniec". Ta sama zlosc i buta. (I myslisz, ze niepelnosprawnosc i
          cierpienie cie usprawiedliwiaja?) Oko za oko, czyli znizamy sie do
          klasy opisywanej kobiety i sadzimy jak leci, stereotypami. Ona sie
          boi niepelnosprawnosci, ty oceniasz kogos po rodzinie.
          Brawo.
          Obserwuje podobna sytuacje: tylko mezczyzna JEST inego wyznania,
          rasy i jeszcze niepelnosprawny. Rodzina histeryzuje (wcale sie jej
          nie dziwie) za to podziwiam godnosc i cierpliwosc (i asertywnosc) z
          jaka on do tego podchodzi. Wlasnie dlatego, ze mu na niej zalezy.
          • leda16 Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 20.07.08, 09:45
            To znaczy, iż uważasz, że matka przyszłego, niepełnosprawnego zięcia ma prawo popełniać przestępstwa na Jego szkodę, a On ma stulić pysk, siedzieć cicho i "trwać w ofierze"?! Rzeczywiście, musiałby być bardzo zdesperowany bo prawdą jest, co pisze "brakwody" - "W ogóle zachowanie Twojej matki nie daje nawet pozoru rękojmi, że odziedziczony
            wzorzec wychowania i materiał genetyczny jest " w porządku". Postawy i cechy charakteru jego narzeczona odziedziczyła przecież po mamusi. Jaką ma gwarancję, że gdy za ileś tam lat nie poczuje niedosytu w małżeństwie, nie poczuje się nieustająco "szczęśliwa" - nie pojedzie mężowi identycznym tekstem jak teraz przyszła teściowa??? Moim zdaniem ma na to nawet bardzo duże szanse...Osobliwy to pogląd pozwalać komuś na czyny kryminalne, nękanie, oszczerstwa, wyzwiska, bo..."to matka twojej dziewczyny". Trzeba mieć klasę? Chyba klasę totalnie negatywnej samooceny i głupoty! Taką "klasą" potwierdza przecież to, co mówi przyszła teściowa. Poza tym zgłoszenie przestępczyni do prokuratury nie jest "oko za oko", tylko CYWILIZOWANĄ, przyjętą w społeczeństwie FORMĄ REGULACJI STOSUNKÓW MIĘDZYLUDZKICH. "Oko za oko" byłoby wtedy, gdyby zaczął się zachowywać jak przyszła teściowa.
            P.s. Weź sobie słownik wyrazów obcych i sprawdź, co znaczy słowo "asertywność", żeby wiedzieć co piszesz, zamiast pisać co wiesz.
      • dotyk_wiatru Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 17.07.08, 12:27
        Lara...zastanów się...Warto zaryzykować i odejść z domu, być z Nim,
        stworzyć z Nim związek? A może lepiej zostawić to wszystko...
        wyprowadzić się...nie wiązać się z tym Chłopakiem...nie wdawać się w
        pyskówki z Mamą...żyć swoim życiem? A może lepiej zostać tu gdzie
        jesteś i pozwolić Mamie dalej sterować Tobą? Według mnie opcja
        ostatnia odpada...Wybierałabym między pierwszą i drugą...Wszystko
        zależy od Ciebie...od tego czy umiałabyś Go pokochać całą sobą a On
        Ciebie...czy to byłaby ucieczka z domu...próba wyrwania się...
        Piszesz, że dobrze się rozumiecie, wspieracie itd. Czy w tym
        wszystkim jest coś więcej z Twojej strony? Przemyśl to...

        Co do Bratwody, nie jestem w stanie stwierdzić jak bardzo
        zaściankowi są Polacy...Patrzę swoimi oczami i sercem...
        Widzę jednak, że jest coraz lepiej...jest coraz więcej udogodnień
        dla osób niepełnosprawnych, które ułatwiają Im życie...
        Kwestia nietoleracji...tu tez jest coraz lepiej...coraz więcej
        obcokrajowców chce tu mieszkać...
        Opinia nt. niepełnosprawnych, toleracja lub jej brak...To w dużym
        stopniu wynosi się z domu, ale...czy musimy zgadzać się z rodziną??
        Może warto ich nieco uświadomić jeśli reagują brakiem tolerancji??
        • brendulek Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 19.07.08, 14:50
          z uwagą przeczytałam ten wątek na forum, od 20 lat jestem szczęśliwą mężatką -
          mój mąż jest niepełnosprawny , gdy decydowaliśmy się na nasz związek rodzina nie
          dawała nam szans - dawali nam góra 3 lata, a potem rozpad małżeństwa, a my na
          przekór wszystkim kochamy się i szanujemy jak na początku znajomości, fakt że są
          rzeczy których mój mąż nie zrobi- i jestem zdana sama na siebie, ale za to
          wyręcza mnie w wielu innych rzeczach których nie muszę wykonywać; dla mnie jest
          moim oparciem a nie przeszkodą w życiu, mamy wielu znajomych którzy nie widzą w
          nim niepełnosprawnego - tylko wartościowego człowieka, a i rodzina po pewnym
          czasie się przekonała że jego inwalidztwo nie jest " największym nieszczęściem
          ", pozdrawiam serdecznie i życzę mądrej decyzji,
          • dotyk_wiatru Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 19.07.08, 18:09
            Brendulek...takie wpisy jak Twój i kilku innych osób tutaj powinny
            dać Larze wiarę, że uda się...o ile Ona kocha, wierzy w siłę miłości
            i chce dać sobie i Jemu szansę wbrew rodzinie...:)
            Dzięki!
            Pozdrawiam:)
          • logos17 Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 19.09.08, 13:53
            Proszę o kontakt. Mam dylemat, czy wejść w taką relację:
            palimpsest2@gazeta.pl. Dziękuję
    • bambambama Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 19.07.08, 15:29
      -zastanow sie jak wasze zycie bedzie wygladac za 5, 10, 15 lat
      -czy chcesz miec dzieci?
      -jak wyglada wasze zycie seksualne, czy masz duze potrzeby, czy on je zaspokoi?
      a za pare lat?
      -czy wazny jest dla ciebie sport i wyjazdy razem? wspolne plywanie, jazda na
      rowerze, chodzenie po gorach? czy bedziecie to mogli robic razem?
      -czy jestes niezaleza finansowo? utrzymasz siebie, partnera i dziecko sama? czy
      bedziecie zyc na dobrym poziomie?
      -rodzina cie nie zrozumie, czy bedziesz potrafila zerwac kontakt z rodzina i
      wyjechac z partnerem do innego miasta, zagranice?
      -to tylko pare pytan ktore powinnas sobie zadac
      -zycze szczescia!
      pozdrawiam
      • bambambama Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 19.07.08, 15:51
        -po przeczytaniu tego watku mam taka mysl; jestes niepelnosprawny? wyjedz jak
        najszybciej z polski! tu nie ma ani akceptacji, ani pracy ani przestrzeni bez
        barier...
    • akzalag Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 19.07.08, 15:32
      Niepełnosprawny czuje się dobrze w twoim towarzystwie,osoby pełnosprawnej.To
      może być tylko pragmatyzm.
      • akzalag Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 19.07.08, 15:47
        ....bo jest w trudnej sytuacji życiowej.Zrozumiałe jest jego zachowanie.
        • akzalag Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 19.07.08, 15:54
          ....może działać instynktownie,oczywiście niekoniecznie.
      • titta Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 19.07.08, 18:46
        > Niepełnosprawny czuje się dobrze w twoim towarzystwie,osoby
        pełnosprawnej.To
        > może być tylko pragmatyzm.

        No tak, bo niepelnosprawni nie maja uczuc, nie podobaja im sie
        kobiety, nie chca zyc noramalnie...

        • akzalag Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 19.07.08, 18:55
          ...patrz poniżej.
    • akzalag Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 19.07.08, 16:15
      ...a jeśli naprawdę dobrze czujecie się ze sobą,to WY będziecie stanowić
      rodzinę.Więc problemu nie ma.
    • tfurca niektorzy maja niepelnosprawnosc w glowie 19.07.08, 16:17
      i stad wynika brak akceptacji
      rodziny, srodowiska, otoczenia
      jak para jest taka wlasnie ...

      nie maja otwartych umyslow
    • dpm2 Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 19.07.08, 16:26
      Przyznam się od razu, nie przeczytałem całej dotychczasowej
      dyskusji, która toczy się tutaj na forum, ale do tego co chcę
      napisać jest to chyba niekonieczne.
      Jestem taki sam jak partner autorki wątku; tzn. mam 29lat,porażenie
      mózgowe, prawie całkowicie samodzielny skończyłem studia, pracuję.
      Jak na razie układało się tak, że to ja zwalniałem się z pracy a nie
      mnie zwalniano. W tej chwili wykonuję tak zwaną pracę zdalną, w domu
      przy komputerze. Żeby było śmieszniej to nie posiadam renty ZUS-
      owskiej ponieważ stwierdzono, że z takim wykształceniem(skończyłem
      socjologię)to mogę pracować. Dla ZUS-u więc jestem zdrowym
      obywatelem.:)....
      Rozumiem, że matka "lary" może się bać, że to jest obciążenie, ale
      ja myślę, że w tej całej sprawie rzecz leży trochęgdzie indziej
      tzn . w potrzebie władzy i kontroli a związek ten jest tylko
      doskonałym pretekstem do tego.
      Moja partnerka jest w pełni sprawna. Ja miałem to szczęście, że
      niczego nie musiałem wysłuchiwać i wiem, że można z niepełnosprawnym
      stworzyć udany związek, tylko obie strony muszą być go 100% pewne
      wtedy zwykłą codziennością można go obronić. Pokazać, że jest
      inaczej niż wskazują to czyjeś, często nieuzasadnione lęki.
      Do autorki wątku:jeśli masz ochotę wimienić się jeszcze
      takimi "związkowymi"doświadczeniami to pisz:dpm2@wp.pl
      • akzalag Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 19.07.08, 16:49
        No proszę!Dziarski gość z ciebie.
      • akzalag Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 19.07.08, 16:53
        Mimo porażenia mózgowego,swoją sprawnością mógłbyś zawstydzić nie jednego
        "zdrowego".
      • akzalag Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 19.07.08, 17:18
        > Jestem taki sam jak partner autorki wątku; tzn. mam 29lat,porażenie
        > mózgowe, prawie całkowicie samodzielny skończyłem studia, pracuję.

        Tylko prawie robi dużą różnicę.Naprawdę.
        • akzalag Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 19.07.08, 17:28
          Jedno małe słówko "prawie",a jak wiele znaczy.
      • dotyk_wiatru Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 19.07.08, 17:58
        WOW! Mam nadzieję, że Lara przeczyta to, co napisałeś...:)
        Ona wyraźnie boi się swojej matki...Poddaje się Jej kontroli...Boi
        się Jej przeciwstawić...Pozornie sprawa wygląda bezndziejnie,
        ale...uczucie potrafi się obronić jeśli jest prawdziwe i silne...
        Relacje Lary i Jej mamy są toksyczne...dla Lary...
        Pozdrawiam!
        • dotyk_wiatru To do 'dpm2' :) n/t 19.07.08, 18:00
    • pbryzi Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 19.07.08, 16:30
      Hm, chyba wiem o kogo chodzi, on mnie też pewnie rozpozna po nicku. No tak to
      już bywa z rodzinkami, może kiedyś zrozumieją. A Wy przecież nie musicie się
      śpieszyć, nie trzeba od razu brać ślubu. Pomieszkajcie razem chociaż z rok i
      zobaczycie.

      Co do innych uwag, typu "czy można się z nim pokazać", to kompletnie ich nie
      rozumiem: w końcu chyba snobizm i szpanowanie nie może być ważniejsze od miłości.
    • aniczek34 Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 19.07.08, 20:05
      Ludzie zawsze się czepiają... ale to głupie. Czasem jest tak, że ktoś jest
      zdrowy, potem ma wypadek i co?
      Żona, mąż ma takiego zostawić? W życiu bywa różnie, ale sama pełnosprawność nie
      gwarantuje odpowiedzialności partnera.
    • listekklonu Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 20.07.08, 00:37
      Wybacz, ale w calej tej sprawie kwestia niepelnosprawnego faceta
      wydaje mi sie stosunkowo malo wazna. Przerazajace jest to, ze
      kobieta w wieku 30 lat mieszka z rodzicami i nawet telefon ma
      zarejestrowany na mamusie. Jak mozna byc tak nieporadnym zyciowo?
      • olcha11 Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 20.07.08, 07:40
        Długo się wahałem czy napisać, bo moja sytuacja jest nieco inna niż
        opisywane i mniej typowa jest niepełnosprawność mojego zięcia. Ale
        jednak piszę, bo czegoś mi brak w wypowiedziach powyżej.
        Rozważacie zwiazki z osobami niepełnosprawnymi tylko w kategoriach
        praktycznych - ważnych, nie przeczę, ale nie najważniejszych. Kiedy
        moja córka (6 lat temu, jeszcze niesamodzielna)przyprowadziła swego
        chłopaka, to przecież nie pytała nas o zgodę na związek, raczej
        wymagała akceptacji i wsparcia dla nietypowej sutuacji. Gdybyśmy
        (żona, siostra, babcie)jej nie udzielili - zmieniłaby stosunki z
        nami. Nie to, żeby zerwała, ale w w dotychczasowym sensie
        przestalibyśmy być jej rodziną. To nie było nic roszczeniowego, to
        było tylko stwierdzenie - oto moja decyzja, a wy w niej
        partycypujcie jak potraficie. Nie macie pojęcia, jak szanowałem ją
        za to! Dla mnie samego było to zaskoczeniem - na moich oczach 22
        letnia dziewczyna stała się kobietą, człowiekiem który decyduje o
        swym losie wiedząc, że nie będzie łatwo, ale wiedząc, że tego chce.
        Przez te lata jej związek zrobił z niej człowieka, z którym ja -
        mówię to szczerze - równać się nie mogę (bo chyba jestem zbyt
        leniwy, zbyt cenię sobie niektóre przyemności, zbyt boję się
        kłopotów). Jej hart, jej budowanie życia nie na
        potrzebie "szczęścia" rozumianego jako dobrobyt, przyjemności,
        zdrowie, ale na czymś, co mi bardzo trudno nazwać, tak jest
        fundamentalne. Nawet "miłość" tu nie wystarcza. To raczej budowanie
        godności swojej i ukochanego . No nie, też to źle brzmi!
        Wiem, że ona, ta moja dorosła córeczka, była wspaniałym człowiekiem
        już kiedy podejmowała swą decyzję, a zwiazek z zięciem tylko wydobył
        i zahartował jej wspaniałość.
        I teraz, Laruniu, pojawia się problem daleko poważniejszy niż
        kłopoty praktyczne i utraczki z rodziną - czy Ty masz ten hart w
        sobie? CZy ten związek wydobędzie go, czy też może pokaże Ci (i
        niestety Twojemy chłopakowi, że do niego nie dorastasz? I czy
        zastanawiałaś się nad tym, jaką krzywdę możesz uczynić swemu
        chłopakowi, jesli ten hart będzie takiej małej próby? Jeśli
        odrzucisz ten związek, bo będzie zbyt trudny? Nie chcę oceniać, ale
        po tym co piszesz, to wcale nie jest oczywiste, że dasz sobie radę.
        Mało w Tobie determinacji, stanowczości, samostanowienia.
        I na koniec kilka słów o niepełnosprawności mego zięcia. Jest
        boleśniejsza, niż tylko fizyczna, bo ma on w swym zyciorysie poważny
        wystepek przeciwko społeczeństwu, znany otoczeniu. Odpokutował to
        solennie, ma w związku z tą pokutą znaczący uszczerbek zdrowotny.
        Teraz córka i on myślą o dziecku i o tym, jak ono będzie żyć z taką
        przeszłością ojca. Wiem, że to przewalczą, bo nie takie rzeczy
        przewalczyli. A to, że będzie miało trudniej to moje przyszłe
        wnuczę, może byc tylko przyczynkiem do bardziej wartościowego życia.
        • listekklonu Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 20.07.08, 16:00
          Piekna historia i madre slowa. Wlasnie pewnosci, swiadomosci czego
          sie chce od zycia, ktora byla w Twojej corce, brakuje mi u autorki
          watku.
    • jendza1 Laro, 20.07.08, 07:35
      hm, a moze ten zwiazek to rownie wielka szansa dla WAS OBOJGA:)?
      Moze tak sie rozumiecie wlasnie dlatego, ze macie podobne doswiadczenia i
      podobne potrzeby? Jestescie poniekad w takich samych sytuacjach?
      On - jakos tam - ograniczony wlasna wrazliwoscia, kalectwem i ludzka agresja, Ty
      - ograniczona wlasna wrazliwoscia, dominujaca rodzina i ludzka agresja?

      Zauwaz, agresja mamy wobec Ciebie to nic nowego, prawda? Teraz tylko bardziej ja
      widac...
      Ja bym oddzielila te dwie sprawy - stosunek mamy do Ciebie i wybor partnera. Z
      mama MUSISZ sobie poradzic niezaleznie, jak dorosla osoba. Jedyne, co trzeba -
      to odciac, opuscic, uniezaleznic sie. Oczywiscie LATWIEJ to zrobic, gdy czlowiek
      sie wyprowadzi...

      Jak chodzi o niego - to najzupelniej Twoja, i tylko Twoja, decyzja, jak rozumiem
      - na zycie. Czy chcesz byc z nim, na dobre i na zle, w zdrowiu i w chorobie itd,
      czy nie. Jesli odpowiesz na te pytania 'tak' - to badz po prostu. I to wlasnie
      jest milosc. BO milosc to akt woli, nie uczucia. Jesli masz watpliwosci, to sie
      bardzo mocno zastanow, na ile i jak budowac Wasza relacje. NIe wykorzystuj go
      jako 'wsparcia' dla siebie, kogos, kto Ci pomaga. Traktuj go tak, jak sama
      chcialabys byc traktowana - podmiotowo.

      JEsli on CI 'sluzy' tylko do tego, by CIe wesprzec w klopotach domowych, to w
      momencie, gdy je zwalczysz/rozwiazesz - przestanie byc CI potrzebny, prawda?
      Wtedy moze sie okazac, ze niepelnosprawnosc przeszkadza Tobie, nie Twojej
      rodzinie... ALbo na przyklad to, ze lubi literature SF/drzemac po obiedzie, a
      Tego nie jestes w stanie zaakceptowac... Slowem - zajrzyj w swoje serce, zapytaj
      siebie, jak z i kim chcesz zyc naprawde... A potem - badz wierna sobie

      Czyli - zyj po prostu:)...

      pzdr
      j
    • serafe Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 20.07.08, 10:41
      Kochana!
      Z jednej strony związek z niepełnosprawną osobą na pewno łatwy nie jest, musisz
      być świadoma tego, że mąż np. nie będzie służył Ci fizycznym oparciem, że jego
      choroba może się pogłębić.
      ALE: osoba zdrowa na początku, także może zachorować. Facet, który wydawał się
      ideałem, bo zarabia, ma samochód i pozornie miałabyś z nim aksamitne życie, może
      okazać się chamem, którego żona rozliczana jest z każdego grosza i jeszcze po
      buzi dostanie, jak się buntuje.
      Jesteś dorosła, masz prawo do ułożenia sobie życia tak, jak tego pragniesz.
      Rodzina Twoja jest rodziną z gatunku, który czepia się wszystkiego, myślę, że w
      każdym kandydacie byliby w stanie coś wyszukać, kierując się powierzchownymi
      schematami.
      Moja koleżanka ma matkę, która umiała ją nakłaniać do zerwania z chłopakiem za
      to, że był... rudy. "Jakie będziesz miała życie, urodzisz rude dzieci, ludzie
      będą się śmiali!" Głupie, prawda? Pomyśl o tym... i zadecyduj sama. Powodzenia!
    • a_lucka Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 20.07.08, 10:52
      Ja Was wszystkich czterech wyslalabym na Trening Skutecznego Rodzica
      metoda Thomasa Gordona (www.gordon.edu.pl), abyscie nauczyli sie
      rozmawiac i rozwiazywac problemy.

      Wiesz co mi ten trening dla instruktorow dal? Zrozumialam, ze moi
      rodzice i babcia nie traktowali mnie tak, bo bylam zla, tylko
      dlatego, ze nie znali innego sposobu komunikacji, i dlatego, ze nie
      umieli sobie ze mna poradzic. Przestalam siebie nienawidziec (i
      okaleczac sie ze zlosci do siebie) i pragnac swej smierci. Zaczelam
      siebie pomalu akceptowac i kochac.

      Pozdrawiam.
    • handzia55 Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 20.07.08, 11:34
      Droga Laro! Pomyśl sobie jak by to było gdybyś to Ty była
      niepełnosprawna. Jak Ciebie traktowała by właśna matka? Ja jestem
      niepełnosprawna. Po przebytej w we wczesnym dzieciństwie chorobie
      mam uszkodzony słuch. Moy rodzice się mnie wstydzili, wychowała mnie
      Babcia. Nic z niej nie będzie bo to kaleka. Tak w latach 50 oceniano
      niepełnosprawne dziecko. Na przekór wszystkim dobrze się uczyłam,
      wygrywałam olimpiady, skończyłam trudne studia. Ku zaskoczeniu wielu
      osób ta głucha i ślepawa dała sobie radę w życiu, ma dom i cudowną
      córkę. Pomyśl o tym, bo kalectwo może dotknąć każdego i w każdym
      wieku. Pozdrawiam serdecznie.
      • bratwody Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 20.07.08, 11:43
        Jak śpiewa klasyk : "Popatrz jak szybko wieje czasów wiatr a w tej krainie
        ciągle myśl nie płynie Prawda jak mówią jest bardzo banalna, to głowy pustoszy
        komuna mentalna"

        Podziwiam, masz u mnie wielki szacunek, życzę dalszego szczęścia i powodzenia w
        życiu.
    • ikkebra Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 20.07.08, 11:49
      Według mnie tu nawet nie chodzi o niepełnosprawność. Równie dobrze mogłabyś się
      związać z facetem starszym o 20 lat, ciemnoskórym, innej wiary, albo kobietą...
      Tu chodzi o kontrolę rodziców nad Twoim życiem, która w Twoim wieku nie powinna
      tak wyglądać. To TY musisz się od niej uwolnić i znaleźć siłę, by żyć jak
      chcesz. Z tym człowiekiem, czy kimkolwiek innym
      Życzę Ci tej siły i pozdrawiam!
    • mar_p Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 20.07.08, 21:33
      W takiej sytuacji tylko jedna rzecz się sprawdza. Trzeba olac
      rodzinę. Wiem, że to może byc trudne, ale trzeba pamietac, że z
      rodzina najlepiej wychodzi się na zdjęciu.
      Bądź sobą. Tylko pamiętaj, żeby brac za swoje czyny odpiwedzialnośc.
      Nie zostaw tego kolesia po trzech miesiacach jak sie okaże , że
      musisz np wózek pchac...

      Pozdrawiam
      Marcin
      • odwazna Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 20.07.08, 22:20
        a ja nie rozumiem o co chodzi
        chce z nim byc to bede jesli rodzina uwaza coś innego to ich
        problem; rozwazanie ze rodzina sie nie zagadza uwazam za dyrymały
        cioć babć i mamuś oraz ubezwlasnowolionych potomków. Niewolnictwo
        juz nieśli, bierz zycie w swoje ręce!
    • delfina77 Re: czy związek z niepełnosprawnym to coś złego? 20.07.08, 23:53
      A ja rozumiem autorke watku. Milosc miloscia ale takie ciagle gadanie moze
      podkopac nawet najwieksza pewnosc. Moja mama miala problem z zaakceptowaniem
      faktu, ze moj przyszly maz jest 4cm nizszy ode mnie - nie chce nawet myslec, co
      by mowila na temat zwiazku z niepelnosprawnym. Dlatego, zeby nabrac dystansu do
      sprawy i sluchac siebie, jak najszybciej wyprowadzic sie od nich, zamieszkac z
      chlopakiem i po prostu lepiej go poznac, zobaczyc, jak wam sie razem zyje na co
      dzien, czy bedziecie potrafili byc razem na dobre i zle. Jesli cie lub jego to
      przerosnie, trudno, lepiej sie przekonac teraz niz po slubie.
    • mlode.kasztany czy rozwazaliscie wyjazd za granice? 21.07.08, 00:18
      Czytalam kilka wypowiedzi z tego forum i zgadzam sie z Toba,
      ze oczywiscie nie wszyscy polacy mysla stereotypowo i sa sklonni
      do uprzedzen. Wiem jednak z wlasnego doswiadczenia, ze za granica
      czesto ludziom w jakis sposob odmiennym jest latwiej. Takze
      niepelnosprawnym. I ze wzgledu na akceptacje spoleczna (nikt sie
      nie gapi, nie wytyka palcem, nie traktuje z gory, etc) i np. na
      rynku pracy - latwiej jest znalezc prace. Gdybyscie wyjechali na
      jakis czas za granice, moglibyscie latwo odetchnac od naciskow
      i sporow. Jednoczesnie jestem przekonana, ze taki wyjazd by Wam
      dobrze zrobil jesli chodzi o poczucie wlasnej wartosci i dorosniecie
      do wlasnych decyzji. Jak odciecie pepowiny przebiega problemowo,
      to nalezy to zrobic szybkim i zdecydowanym ruchem. Po jakims czasie
      rodzina zateskni i przestanie wojowac.

      Dodatkowo chcialam Ci powiedziec, ze rodzina nigdy nie jest w 100%
      zadowolona z wyborow dzieci. Zawsze chca Brada Pitta (cudownie
      przystojnego i bogatego), a jesli nawet im takiego przyprowadzisz,
      to zaczna sie zastanawiac czy nie jest zbyt przystojny i czy nie
      bedzie Toba pomiatal. Oczywiscie w roznych rodzinach jest to w roznym
      stopniu, ale watpliwosci ma kazdy. I dlatego wlasnie nie namawiam
      Cie zebys zrywala znajomosc ze swoim ukochanym przez jego "wady".
      Kolejny tez bedzie mial wady, a Ty bedziesz sie czuc zle, ze nie
      posluchalas swojego sumienia. Nie daj sie tak kompletnie zdominowac,
      bo sie z tego nigdy nie wyrwiesz. Jesli jestes pewna swojego
      partnera, tego ze chcesz z nim byc, etc, to jest to doskonala
      okazja, zeby pokazac, ze to Ty decydujesz o swoim zyciu. Z rodzina
      sie zdazysz pogodzic, nawet jesli sie obraza.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka