Dodaj do ulubionych

związek...a samodzielne oddychanie?

22.07.08, 07:44
jestem ..lekko zdegustowana...moim zwiazkiem....
przez 15 lat małżeństwa.. mój ex nie interesował sie moja osoba
...ubolewałam nad tym ale chyba sie przyzwyczaiłam.. obecny
partner....jest przeciwieństwem...ale równiez nie jest mi dobrze!!
boje sie ż e jego związek "upadł przez uduszenie!!
zauwazyłam że partner.. nie chce funkcjonowac be ze mnie!!
i również nie pozwala mi funkcjonoac bez niego..
2 min moje wyjście do sklepu po cos tam jest wielkim problemem
.....nie jest realne .. np " ja ide po bułki a ty zrób herbate"!!!
partner twierdzi z e razem idziemy po te bułki i razem robimy
herbate..... w sklepie tez nie moze byc podziału na role.. "ja lece
po to ty szukaj tego"
wszystko robi on a ja mam stac u boku..
wczoraj był u nas jego znajomy który przyszedł pogadac o
pracy...stwierdziłam ż e "wy sobie tu gadajcie a ja skocze do
znajomej odebrac rzeczy z wakacji"
o matko moj partner oszalał... zamiast słuchac/rozmawiac kolegi
zrobił wielką scene zazdrosci.. i mimo ż e wycofałam sie z wyjcia
z domu.. on gadal tylko o tym .. że on chce razem a ja
oddzielnie... nie wytrzymałam i powiedziałam mu...że mimo z e jestem w
związku jestem oddzielnym organizmem.. i moge oddychac i on nie
musi robic tego za mnie... i on tez moze oddychac be ze
mnie...choc chyba tego nie wie..
pół nocy miałam nie przespane i od rana ciagle pratensje" jak to
myslałam ż e jesteśmy całościa ... a tu sie okazuje że jestesmy
oddzielnymi istotami... to w takim razie .. niech kazdy robbi co
chce... bo jestesmy oddzielnymi organizmami itp..na nic moje
wyjasnienia.. ż e zwiazek to dwie osoby.... a nie jedna całosc....ż e
mozemy sobie wiele dac nawet jak jestesmy różni i mamy rózne
poglady.. do niego to nie dociera!!! ja sie dusze!!!

dzis miałam scene..... mój kochany chłopak pyta mnie czy cos mi
zrobic na śniadanie.. ja jeszcze w łóżku i ochoty nie mam.. ale
żeby mu nie było przykro mówie" tak jak robisz to mi na potem
zrób bułke z szynka "
on " kochanie z szynka ..? a moze z kotletem mielonym ja jem z
kotletem..?"
ja na to " nie nie dzieki kotlet na obiad... teraz zjem raczej
z szynka "
on na to " no tak zawsze musisz miec swoje zdanie.. a ja 3 h
robiłem te kotlety... ale ty zawsze musisz po swojemu.. zawsze
inaczej.. co nie smakuja ci... ( i tu narasta jego frustracja...
nie wiadomo czemu....nakręca sie) ....to ja te kotlety wyrzucam do
śmieci!!!!!!"

i zanim cos powiedziałam ... wyrzucił.....i wyszedł do pracy....

2 dn temu była jazda ż e w połowie nocy zmieniłam łóżko....zameczał
mnie tym non stop..
on ma 2 m i 140 kilo... hrapie jak smok ...łóżko jest wąskie..
ja wciśnieta gdzies miedzy oparciem a jego wielkim ciałem.. spocona
( taka masa jednak grzeje) i umeczona jego hrapaniem.. nie moge
spac.. on lezy " pan basza" na 110 a ja mam wolnej przestrzeni 40
cm.... rano na 6 do pracy... nie wytrzymałam .. poszłam położyc sie
do innego łózka,,,w końcu zasnełam....ale na krótko... o 4 rano
stał na demna .. szantazujac mnie ż e jak zaraz nie wróce do niego
to on sie wyprowadza... w pół śnie powiedziałam ż e mi wszystko
jedno.. i żeby sie zlitował i dał mi sie przespac.../// tak meczył
ż e musiałam wrócic... juz nie hrapał.. podobno warował ..i nie spał
abym ja mogła sie wyspac" dla ciebie kotku wszystko'
a i w ciagu dnia wszystkim opowiadał jak to zmuszał sie do nie
spania.. abym to ja mogła spac.. i kazał sie mi tłumaczyc i
przepraszac ż e zmieniłam łóżko....
sorki z a wynużenia ale to mnie przerasta...
np dzis mam wolne.. on w pracy... najpierw mnie pyta co bede robic
ja mu na to" posprzatam ugotyje ..i jak bedzie pogoda moze na
rowerze pojade na basen"
miałam juz 2 sms które w sktócie mówiły" JA BYM NIE POSZEDł NA
BAEN BEZ CIEBIE!!!
czyli kochany kotku .. siedz i grzecznie czekaj na swojego kocurka
.. wróce ok 18 .. to sobie gdzies pójdziemy"!!!!!!!!
o nie!!!!
Obserwuj wątek
    • tugenna Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 08:46
      za dlugi post ;)
      mimo wszytsko przelecialam wzrokiem

      dla mnie to tragedia
      potrzebuje przestrzeni zyciowej
      nie wytrzymalabym dlugo


      zawsze, w takich sytuacjach czulam sie osaczona i choc staralam sie
      czas jakis i tak w koncu uciekalam
      lubie czuc wiez ale i swobode :)))
      • ca-ti Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 09:56
        za dlugi post ;)
        mimo wszytsko przelecialam wzrokiem

        Rozumiesz co zrobiłaś? Oceniłaś autorkę, jakim prawem właściwie? Co
        Ci do tego jak długi post ona pisze? To jej dycyzja, jej potrzeba, a
        Tobie nic do tego.
        Przez szacunek do drugiego człowieka, warto sie czasem
        zastanowić,zanim sie chlapnie coś takiego.
        Nikt nie ma obowiązku dostosowywać się do Ciebie.
        A to że łaskawie "przeleciałaś wzzrokiem", świadczy tylko o Twoim
        poziomie, o niczym więcej.
        • tugenna Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 16:20
          ca-ti napisała:

          > za dlugi post ;)
          > mimo wszytsko przelecialam wzrokiem
          >
          > Rozumiesz co zrobiłaś? Oceniłaś autorkę, jakim prawem właściwie?
          Co
          > Ci do tego jak długi post ona pisze? To jej dycyzja, jej potrzeba,
          a
          > Tobie nic do tego.
          > Przez szacunek do drugiego człowieka, warto sie czasem
          > zastanowić,zanim sie chlapnie coś takiego.
          > Nikt nie ma obowiązku dostosowywać się do Ciebie.
          > A to że łaskawie "przeleciałaś wzzrokiem", świadczy tylko o Twoim
          > poziomie, o niczym więcej.



          ca-ti uwazaj bo pekniesz ;D

          nie dokonalam oceny autorki tylko formy jej wypowiedzi
    • maggpie Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 09:22
      ło matko, po kilku takich dniach udusiłabym go. Mam tak samo jak ty.
      Współczucia.
    • maria_antonieta Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 09:58

      Tan Pan chyba nie jest normalny- z calym szacunkiem....Uwazaj,
      wszak jego potrzeba bycia "razem" moze kiedys przerodzic sie w
      agresje....

      Nigdy nie spotkalam takiego przypadku. Twoj partner wydaje sie byc
      ogromnym egoista. niestety...:/
    • ca-ti Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 10:06
      Ponieważ oba Twoje związki charakteryzują się podobną dynamiką,
      tylko o przeciwnym kierunku działania, warto by się zastanowić nad
      przyczynami, które tkwią w Tobie.
      W pierwszym związku mąż nie interesował się Tobą w ogóle, w drugim
      masz aż nadmiar zainteresowania partnera. W obu przypadkach jest to
      kwestia Twojej interpretacji zdarzeń ( z pewnością każdy z partnerów
      sądzi, że w jego zachowaniu nie ma niczego nienormalnego).
      Popracuj nad sprawą bliskości w związkach, najlepiej na terapii.
      Prawdopodobnie sama masz problem z określeniem jaką odległość
      partnera względem siebie jesteś w stanie zaakceptować, stąd taki
      rozrzut.
      Kiedy nauczysz się - najpierw dla samej siebie - określać bliskość w
      relacji dobrą dla Ciebie, wtedy mniejsze będzie prawdopodobieństwo
      natrafienia na kogoś, kto tak drastycznie naruszy Twoje granice.
      • maggpie Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 10:28
        Dajesz jej takie rady jakby była niedorozwiniętą małą dziewczynką.
        Wszystko jej się 'wydaje' i 'interpretuje', a rzeczywistość jest zupełnie inna -
        a ty o tym wiesz najlepiej. Ciekawe skąd?
        • ca-ti Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 11:19
          maggpie napisała:

          > Dajesz jej takie rady jakby była niedorozwiniętą małą dziewczynką.
          > Wszystko jej się 'wydaje' i 'interpretuje', a rzeczywistość jest
          zupełnie inna
          > -
          > a ty o tym wiesz najlepiej. Ciekawe skąd?


          Czy to do mnie? Nie mam pewności, bo Twój zarzut nijak nie przystaje
          do tego co napisałam. O małej, niedorozwinietej dziewczynce...tak ją
          oceniasz? Bo widzisz - ja nie.
          Że wszystko jej się wydaje - skąd to wzięłaś, nie mam pojęcia...
          Co do interpretacji rzeczywistości lub jej obiektywnego istnienia,
          to wielu filozofów łamało sobie głowy. A jakie wnioski?
          Dalej nie wiadomo co i jak, natomiast myślenie nie jest zabronione,
          wypowiadanie własnych myśli również, podobnie jak poddawanie ich pod
          rozwagę innym. Czego i Tobie życzę - zaczynając od myślenia.
          Pozdrawiam.
        • wolna.partyzantka Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 12:08
          Taka zaborczość dla mnie jest jakąś formą agresji..
          Nie będę przyjemna, ale prawda jest taka, że partnera się wybiera. Poza tym
          partner to "rzecz nabyta". Wg mnie to nie jest facet, którego można jeszcze
          "przestawić", bo to, co leży u źródła takich zachowań jest potwornie ciężko
          zmienić.
          Kobieto, z szacunku do siebie walcz. Życie masz jedno. Szkoda je zmarnować na
          bycie z kimś, kto cię ogranicza i szantażuje.

          Do wszystkich kobiet narzekających na swych partnerów - gra się tak, jak
          przeciwnik pozwala..
          wolnapartyzantka.blox.pl
          • alexolo Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 12:15



            ale ja nie musze o nic walczyc... juz znam swoja wartosc... ja po
            prostu głosno mysle .. czy sie ładowc i liczyc na zmiane ... czy
            zakończyc to


            wolna.partyzantka napisała:

            > Taka zaborczość dla mnie jest jakąś formą agresji..
            > Nie będę przyjemna, ale prawda jest taka, że partnera się wybiera. Poza tym
            > partner to "rzecz nabyta". Wg mnie to nie jest facet, którego można jeszcze
            > "przestawić", bo to, co leży u źródła takich zachowań jest potwornie ciężko
            > zmienić.
            > Kobieto, z szacunku do siebie walcz. Życie masz jedno. Szkoda je zmarnować na
            > bycie z kimś, kto cię ogranicza i szantażuje.
            >
            > Do wszystkich kobiet narzekających na swych partnerów - gra się tak, jak
            > przeciwnik pozwala..
            > wolnapartyzantka.blox.pl
            • wolna.partyzantka Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 12:25
              Cieszę się, że widzisz, że jest w tym coś nie tak i piszesz - to plus. Dobrze
              rokujesz;) Decyzja należy tylko do ciebie. Z doświadczenia innych wiem, że
              takich facetów cholernie ciężko zmienić.
              Zrób tak, byś była szczęśliwa i nie żałowała niczego za kilka lat.
      • clarissa3 Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 11:19
        a ja widzę tu dużo informacji jakimi faceci potrafią byc despotami -
        i dopóki nikt im nie wytłumaczy że kobieta to człowiek a nie
        przedmiot, to większość z nich tak będzie rozumieć związek czy
        małżeństwo.
        • malakas Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 11:24
          Znowu wszystko przez facetów? Zmień płytę.
          • clarissa3 Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 11:28
            Wybacz ale wyjatkowo są rozbestwieni! - chyba przyznasz po
            przeczytaniu powyższego posta?
      • alexolo Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 11:28
        hm. jestem po długiej terapi.. po pierwszym zwiazku....
        zrozumiałam ...że po prostu nie byłam kochana.. a po 15 latach
        toksycznegio zwiazku... byłam współuzalezniona...
        po dwóch latach samotnosci... czułam sie pewnie... wiem co dla mnie
        dobra..i nie ukrywam juz we wnatrz siebie tego co mi nie pasuje..od
        razu staram sie mówic toczniu co mysle ...

        poznałam obecnego faceta.. poczatkowo mieszkalismy oddzielnie...i z jego
        opowiesci o jego rodzinie wynikało ż e to on był spoiwem a żonie
        bylo wszystko jedno... taki facet był spełnieniem moich marzen....
        wolał posiedziec ze mna i dzieckiem w domu niż isc na impreze..
        pomocny we wszystkim.. i mówiacy że jestem najwazniejsza.. tak pieknie
        sie zapowiadało ..nie czułam zagrozenia... ale teraz ...jak poczół sie
        pewny ..i razem mieszkamy... on uwaza kobiete za dodatek dla
        mężczyzn... ozdoba.. która siedzi i czeka..." nic nie musi robic" ..ale
        tez nic nNIE POWINNA ROBIC BEZ JEGO WIEDZY I ZGODY!!
        niestety żle trafil.. bo chociaz faktycznie przeżyłam okrutnie porazke
        małżeństwa.. nie jestem niezaradna.. bezradna.. ciagle potrzebujaca
        pomocy!!! od 15 lat sama prowadze firme.. jestem przedsiebiorcza
        zaradna. samodzielna.. lubiana( i ja lubie ludzi.. mam 3 przyjaciół i
        wielu znajomych) nie chciałam kogos kto za mnie mysli i wszytsko robi
        .. chciałam PARTNERA!!!!!!
        CZY MUSZE SIE LECZYC? NIE SąDZE




        ca-ti napisała:

        > Ponieważ oba Twoje związki charakteryzują się podobną dynamiką,
        > tylko o przeciwnym kierunku działania, warto by się zastanowić nad
        > przyczynami, które tkwią w Tobie.
        > W pierwszym związku mąż nie interesował się Tobą w ogóle, w drugim
        > masz aż nadmiar zainteresowania partnera. W obu przypadkach jest to
        > kwestia Twojej interpretacji zdarzeń ( z pewnością każdy z partnerów
        > sądzi, że w jego zachowaniu nie ma niczego nienormalnego).
        > Popracuj nad sprawą bliskości w związkach, najlepiej na terapii.
        > Prawdopodobnie sama masz problem z określeniem jaką odległość
        > partnera względem siebie jesteś w stanie zaakceptować, stąd taki
        > rozrzut.
        > Kiedy nauczysz się - najpierw dla samej siebie - określać bliskość w
        > relacji dobrą dla Ciebie, wtedy mniejsze będzie prawdopodobieństwo
        > natrafienia na kogoś, kto tak drastycznie naruszy Twoje granice.
        • alexolo pamietacie? 22.07.08, 11:43
          ktoś kiedy powiedział..
          dobry zwiazek nie polega na tym aby jedno patrzyło na drugie.. ale
          wazne jest aby patrzyli w jednym kierunku"

          moze ktos zna dosłownie.. to dosc znany pogląd psychologów.....

          ja uwazam ż e to opis małżeństwa/ zwiazku trafiajacy do mnie " w
          dyche" niestety moj partner jak sie okazało.. twierdzi ż e ż e w
          małżenstwie nie ma miejsca na wałasne marzenia i realizacje planów..
          jest tylko ta druga osoba i dla niej trzeba sie poświecic....
          jakoś to do mnie nie przemawia... bo jak ostatnio żyłam dla
          męża.. to skończyło sie to dla mnie tragicznie..... nigdy wiecej..
          wiem z e potrafie realizowac własne marzenia ..plany ... a jednoczesnie
          . doskonale moge funkcjonowac w zwiazku...i popierac marzenia.. plany
          partnera...wspierac go......
          TYLKO Z E NIESTETY MóJ PARTNER NIE MA żADNYCH PLANóW I ASPIRACJI....(
          jedyny plan wg którego zyje i który go interesuje to program tv)
          tak wiec nie rozumie on mojej potrzeby wyjścia na spacer.. basen ..
          przejazdzka na rowerze...robienia kursu fotograficznego , marze o
          egipcie ale on juz mi powiedział ż e jego nie stac wiec moge sobie
          wybic z głowy..po za tym egipt go nie kreci!!!
          dla mojego byłego partnera zrezygnoałam z e wszystkiego .. tylko chyba
          dzieki mamie skończyłam studia... bo w domu słyszałam " tylko idioci
          kończa studia..po co ci to"
          teraz chce sie nadal rozwijac.. ..kocham mego partnera.. i zobie
          wszystko aby przychylic mu nieba....ale nie moge ślepo na niego
          patrzec... jestem odreba istota i potrafie sama oddychac
          • clarissa3 Re: pamietacie? 22.07.08, 11:51
            jestem odreba istota i potrafie sama oddychac

            zmieniłabym 'potrafię' na 'potrzebuję'...

            W Polsce zbyt często kobiety poddają się dominacji - i w efekcie
            same żywe trupy dookoła.
            • alexolo Re: pamietacie? 22.07.08, 11:57
              dokładnie CHCE I POTRZEBUJA ODDYCHAC ODDZIELNIE!!!

              dzieki to wazne drobna róznica wyrazów a wnosi tak wiele
          • malakas Re: pamietacie? 22.07.08, 12:06
            Szkoda, że tych paru "szczegółów" a propos wspólnego życia nie
            ustaliliście sobie wcześniej. Musiałaś być mocno zaślepiona i głodna
            byle czego, że taki mało przystający typ spowodował kompletne
            zasunięcie klapek na oczy.
            Ja bym wiał gdzie pieprz rośnie, no ale Ty go kochasz przecież...
            Cóż, mówi sie trudno i kocha sie dalej :-)
        • malakas Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 11:53
          Ludzie, trochę rozsądku!
          To, że ktoś ma problemy (zresztą kto ich nie ma), pyta, czyta,
          rozmawia, sam szuka rozwiązań, nie znajdując nic zwraca się po pomoc
          do innych to jeszcze nie znaczy, że jest chory lub nienormalny.
          Zanim uda się do lekarza powinien jednak palnąć się w łeb i
          naprawdę "wziąć się w garść". Ale branie się w garść to największy
          wróg różnej maści szarlatanów i pseudoterapetów, nawet
          dyplomowanych. Idą zatem ludziki do pożal sie Boże specjalistów i
          poznają tam nowe mądre słówka: współuzależnienie, toksyczni rodzice,
          depresja endogenna etc. i są wniebowzięci. Już ich zaetykietowano,
          zdiagnozowano, mają coś w rodzaju grypy czy anginy, oswajają swoje
          stany i wnet oczekują wyleczenia. Wszak kto się leczy musi być
          chory. Naiwnych nie sieją a najbardziej męczącą i najtrudniejszą do
          wyleczenia chorobą psychiczną jest nabyta hipochondria.
        • ca-ti Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 12:13
          Leczyć może nie, ale widocznie jeszcze czegoś nie widzisz dość
          dokładnie skoro powielasz schemat.
          Poza tym cierpisz. Zresztą wcale się nie dziwię, życie z kimś takim
          jak Twój obecny partner może być koszmarem.
          Czego oczekujesz od ludzi na tym forum? Chciałaś się wygadać czy
          czegoś więcej, na przykład spojrzenia z innej niż Twoja perspektywy?

          Nie każda psychoterapia to leczenie. Mnóstwo zdrowych ludzi korzysta
          z takiej formy ROZWOJU. Słyszałaś o podejściu Gestalt? Tam w ogóle
          nie ma takiego pojęcia jak psychopatologia.
          • alexolo Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 12:19




            bzdura .. własnie nie powielam schematu!!!!!!!!!!!!!!!!!


            nie siedze cicho ... w kacie.. jak tylko pojawiły sie symptomy ...
            toksycznego zwiazku reguje...

            i zdaje sobie sprawe ż e musze podjac dezyzje i to jak najszybciej...
            bedzie trudno... bo facet jak czuje sie zagrozony.. udaje chorego..
            dostaje goraczki /.. lezy w domu .. oczekuje wsparcia i współczucia.. "
            twierdzi ż e sie go nie bozbedne" on wygrał nagrode w gł loterii...
            becie ciezko... heeee wczoraj nie chciałam zjesc czegos na co mnie
            namawiał.. doszło do takiej paranoi ż e on zaczoł mnie szantazowac..."
            jak nie zjesz to ja sie wyprowadzam" heeeeee "moz e dobrze nam to
            zrobi" - odparłam .. zamilkł..
            ca-ti napisała:

            > Leczyć może nie, ale widocznie jeszcze czegoś nie widzisz dość
            > dokładnie skoro powielasz schemat.
            > Poza tym cierpisz. Zresztą wcale się nie dziwię, życie z kimś takim
            > jak Twój obecny partner może być koszmarem.
            > Czego oczekujesz od ludzi na tym forum? Chciałaś się wygadać czy
            > czegoś więcej, na przykład spojrzenia z innej niż Twoja perspektywy?
            >
            > Nie każda psychoterapia to leczenie. Mnóstwo zdrowych ludzi korzysta
            > z takiej formy ROZWOJU. Słyszałaś o podejściu Gestalt? Tam w ogóle
            > nie ma takiego pojęcia jak psychopatologia.
            • ca-ti Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 12:57
              Ok. Zgoda. Bzdura.
              Sama jesteś najlepszą specjalistką od swojego życia. Serio. Tak
              myślę.
              Ja mogę tylko powiedzieć co widzę z MOJEGO punktu widzenia, Ty
              zrobisz z nim co zechcesz. Tak powinno być.

              Poziom emocji na moje słowa wskazuje, że albo straszne bzdury plotę
              rzecywiście albo jest coś na rzeczy, a Ty nie jesteś jeszcze gotowa,
              żeby to dostrzec. To zdarza się nam wszystkim, nikt nie jest w
              każdym momencie swojego życia w pełni gotowy do ogarnięcia
              wszystkich jego aspektów.

              Życzę Ci decyzji zgodnej z Tobą samą.






              alexolo napisała:


              > bzdura .. własnie nie powielam schematu!!!!!!!!!!!!!!!!!
              >
              >
              > nie siedze cicho ... w kacie.. jak tylko pojawiły sie
              symptomy ...
              > toksycznego zwiazku reguje...
              >
              > i zdaje sobie sprawe ż e musze podjac dezyzje i to jak
              najszybciej...
              > bedzie trudno... bo facet jak czuje sie zagrozony..
              udaje chorego..
              > dostaje goraczki /.. lezy w domu .. oczekuje wsparcia i
              współczucia..
              > "
              > twierdzi ż e sie go nie bozbedne" on wygrał nagrode w
              gł loterii...
              > becie ciezko... heeee wczoraj nie chciałam zjesc czegos
              na co mnie
              > namawiał.. doszło do takiej paranoi ż e on zaczoł mnie
              szantazowac..."
              > jak nie zjesz to ja sie wyprowadzam" heeeeee "moz e
              dobrze nam to
              > zrobi" - odparłam .. zamilkł..
              > ca-ti napisała:
              >
              > > Leczyć może nie, ale widocznie jeszcze czegoś nie widzisz dość
              > > dokładnie skoro powielasz schemat.
              > > Poza tym cierpisz. Zresztą wcale się nie dziwię, życie z kimś
              takim
              > > jak Twój obecny partner może być koszmarem.
              > > Czego oczekujesz od ludzi na tym forum? Chciałaś się wygadać czy
              > > czegoś więcej, na przykład spojrzenia z innej niż Twoja
              perspektywy?
              > >
              > > Nie każda psychoterapia to leczenie. Mnóstwo zdrowych ludzi
              korzysta
              > > z takiej formy ROZWOJU. Słyszałaś o podejściu Gestalt? Tam w
              ogóle
              > > nie ma takiego pojęcia jak psychopatologia.
          • malakas Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 12:48
            > Nie każda psychoterapia to leczenie. Mnóstwo zdrowych ludzi
            korzysta
            > z takiej formy ROZWOJU. Słyszałaś o podejściu Gestalt? Tam w ogóle
            > nie ma takiego pojęcia jak psychopatologia.

            Ściema. Kompilacja różnych teoryjek bez żadnej myśli przewodniej.
            TERAPIA to leczenie, synonimy. A leczy się ludzi chorych. Skoro oni
            nie leczą, to co robią właściwie? Wtajemniczają? Obsługa klienta,
            hmm...klient płaci i wymaga. Czego można wymagać od gestaltystów?
            Rozumie sie, że oni nie pomoga poznać siebie i otoczenia, bo to
            tylko amorficzne strumienie danych, o których nie można nic
            powiedzieć, a za to dowolnie kwantyfikować. Ćwiczą umiejętność
            chwytania swojej własnej, klienckiej istoty zjawisk czy sugerują
            ichnią czytaj właściwą fenomoenologiczną naoczność? Bo jesli to
            drugie, to jednak jest jakaś norma i odchylenia od niej, a jeśli
            pierwsze to białe myszki są tak samo realne jak szczury na melinie.
            • ca-ti Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 13:00
              malakas napisał:

              > > Nie każda psychoterapia to leczenie. Mnóstwo zdrowych ludzi
              > korzysta
              > > z takiej formy ROZWOJU. Słyszałaś o podejściu Gestalt? Tam w
              ogóle
              > > nie ma takiego pojęcia jak psychopatologia.
              >
              > Ściema. Kompilacja różnych teoryjek bez żadnej myśli przewodniej.
              > TERAPIA to leczenie, synonimy. A leczy się ludzi chorych. Skoro
              oni
              > nie leczą, to co robią właściwie? Wtajemniczają? Obsługa klienta,
              > hmm...klient płaci i wymaga. Czego można wymagać od gestaltystów?
              > Rozumie sie, że oni nie pomoga poznać siebie i otoczenia, bo to
              > tylko amorficzne strumienie danych, o których nie można nic
              > powiedzieć, a za to dowolnie kwantyfikować. Ćwiczą umiejętność
              > chwytania swojej własnej, klienckiej istoty zjawisk czy sugerują
              > ichnią czytaj właściwą fenomoenologiczną naoczność? Bo jesli to
              > drugie, to jednak jest jakaś norma i odchylenia od niej, a jeśli
              > pierwsze to białe myszki są tak samo realne jak szczury na melinie.


              A gdybyś tak napisał to jeszcze raz tylko bardziej zrozumiale?
              :-)))
      • kryzolia Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 12:03
        Chyba przesadziłaś, ja nie widzę tu żadnych "przyczyn które tkwią" w bohaterce
        postu, zwyczajnie jeden facet jest taki a tamten był inny.

        A już padłam gdy przeczytałam, że bohaterka powinna iść na terapię...
        • kryzolia to było do ca-ti 22.07.08, 12:06
          ca-ti - głupoty piszesz....
          • ca-ti Re: to było do ca-ti 22.07.08, 13:03
            kryzolia napisała:

            > ca-ti - głupoty piszesz....

            Nie, nie piszę głupot....
        • clarissa3 Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 12:08
          wiesz gdy kiedyś jeden facet chciał mnie zlać i potem pożaliłam sie
          koleżankom to wszystkie orzekły że na pewno coś ja zrobiłam i
          powinnam przeprosić i postępować inaczej.. Od kobiet wymaga sie u
          nas wiecznego dostosowywania do coraz to durniejszych i okrutnych
          wymagań otoczenia. Chore!
        • wolna.partyzantka Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 12:16
          Nie jestem fanką terapii ani współczesnej psychologii - może dlatego, że nie
          jestem takim laikiem w tej dziedzinie.. Ale - Ca-ti ma sporo racji. Ludzie -
          partnera się WYBIERA. Jeśli ciągle jest coś nie tak, to owszem - partnerzy byli
          do kitu, ale ty myśmy ich wybrały/wybrali! Póki nie nauczymy się samych siebie,
          to te błędy będziemy powtarzać. Wy myślicie, że córki alkoholików wybierają na
          swych mężów również alkoholików, bo mają pecha w życiu?
          Jeśli komuś ciągle się coś nie udaje - np. związki, to głupim wytłumaczeniem
          jest hasło "Trudno, taka karma". Żadna karma tylko ciągłe popełnianie tych
          samych błędów. Proste jak drut.

          wolnapartyzantka.blox.pl
          • alexolo Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 12:25


            powielasz schematy.. znam je .. co znaczy jesli sie komus powiodło
            w zwiazku? to znaczy ż e sie dopasowali i jest im dobrze lub klamia
            .. i sie im "powiodło " wiec statystycznie tkwia w nim
            a jesli komus sie nie powiodło tzn ż e sie nie dopasowali i z
            róznych powodów... i szuka sie nastepnych partnerów... to szukanie
            to loteria... bo głowe dam sobie uciąc ż e gdyby od razu umielibysmy
            poznac charakter drugiej osoby to 90 % wszystkich malżeństw i
            związków nie doszło by do skutku!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
            wiec związek to proces... w trakcie którego ludzie sie poznaja i
            docieraja , toleruja lub nie!!!!!!


            wolna.partyzantka napisała:

            > Nie jestem fanką terapii ani współczesnej psychologii - może dlatego, że nie
            > jestem takim laikiem w tej dziedzinie.. Ale - Ca-ti ma sporo racji. Ludzie -
            > partnera się WYBIERA. Jeśli ciągle jest coś nie tak, to owszem - partnerzy byli
            > do kitu, ale ty myśmy ich wybrały/wybrali! Póki nie nauczymy się samych siebie,
            > to te błędy będziemy powtarzać. Wy myślicie, że córki alkoholików wybierają na
            > swych mężów również alkoholików, bo mają pecha w życiu?
            > Jeśli komuś ciągle się coś nie udaje - np. związki, to głupim wytłumaczeniem
            > jest hasło "Trudno, taka karma". Żadna karma tylko ciągłe popełnianie tych
            > samych błędów. Proste jak drut.
            >
            > wolnapartyzantka.blox.pl
            • maggpie Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 12:29
              Tym bardziej, że z wielu facetów różne 'kwiatki' wychodzą po - gdy czują się
              pewnie, bo przywiązali już do siebie kobietę małżeństwem i dziećmi.
              • alexolo dokladnie!!!!!! 22.07.08, 12:31
                maggpie napisała:

                > Tym bardziej, że z wielu facetów różne 'kwiatki' wychodzą po - gdy czują się
                > pewnie, bo przywiązali już do siebie kobietę małżeństwem i dziećmi.
                • clarissa3 Re: dokladnie!!!!!! 22.07.08, 12:41
                  a szczególnie w kraju w którym nie ma ŻADNEJ pomocy, ŻADNEGO
                  wsparcia, i wszyscy twierdzą że tak MUSI być! Dla facetów tu
                  Eldorado!;(

                  • wolna.partyzantka Re: dokladnie!!!!!! 22.07.08, 12:48
                    Tak, ale kto im na to pozwala? KOBIETY. Kto ich głównie wychowuje? KOBIETY. Kto
                    ich z reguły usprawiedliwia? Ich WłASNE KOBIETY! To raz. Dwa - nie wierzę, że z
                    "cudownego" mężczyzny po roku czy 3 latach "nagle" wychodzi bydlę. Widzimy, co
                    chcemy widzieć. W dzikim pędzie do ołtarza jesteśmy wyjątkowo ślepe. Same sobie
                    łóżko ścielimy.

                    wolnapartyzantka.blox.pl
                    • clarissa3 Re: dokladnie!!!!!! 22.07.08, 12:58
                      Zgadzam sie! Ale polityka państwa też jest taka że nie daje wielu
                      możliwości kobietom poza uwieszeniem się na mężczyźnie - mężu,
                      synie, bracie, .
                    • alexolo Re: dokladnie!!!!!! 22.07.08, 12:58
                      kobiety to jedno ale i otoczenie!!!!!!!!!

                      arunki społeczne( choc te dla kobiet sie zmieniaja na lepsze, kobiety
                      maja wiele mozliwosci)
                      ale ostatnio byłam na pomorskiej wsi.. i tam mam kuzynke która ma
                      podstawowe wykształcenie była przeznaczona bogatemu włascicelowi
                      ziemskiemu( hee jak z filmu) tera z ma 35 lat 3 dzieci... męza który
                      obraca pół wsi wszyscy o tym wiedza .. jej rodzina przejzała na
                      oczy chce jej pomóc ona tez chce odejsc.....ale pan i władca ma za
                      soba wszystkich .. nawek ksiedza który przychodzi do domu i ja nęka!!!!
                      dzieci za ojcem.. ona nie ma wykształcenia.. zawodu||( kura domowa
                      parobek na polu i w szklarni.. nie ma konta prawa jazdy . znajomych...
                      po cichu korzystała z poradni...troche uswiadomiona wie ż e mozna zyc
                      inaczej ale za póżno na zmiany....bbb jej współczuje.
                      wina kobiet....? nie zawsze





                      wolna.partyzantka napisała:

                      > Tak, ale kto im na to pozwala? KOBIETY. Kto ich głównie wychowuje? KOBIETY. Kto
                      > ich z reguły usprawiedliwia? Ich WłASNE KOBIETY! To raz. Dwa - nie wierzę, że z
                      > "cudownego" mężczyzny po roku czy 3 latach "nagle" wychodzi bydlę. Widzimy, co
                      > chcemy widzieć. W dzikim pędzie do ołtarza jesteśmy wyjątkowo ślepe. Same sobie
                      > łóżko ścielimy.
                      >
                      > wolnapartyzantka.blox.pl
                      • wolna.partyzantka Re: dokladnie!!!!!! 22.07.08, 13:13
                        Macie rację. I właśnie - jeśli my same o siebie nie zadbamy, to nikt tego nie zrobi.
                        • clarissa3 Re: dokladnie!!!!!! 22.07.08, 13:43
                          No to ile nas jest? Aż 3?
                          ;(
                    • maggpie Re: dokladnie!!!!!! 22.07.08, 14:14
                      Bez przesady: nie z 'cudownego' a przeciętnego, i nie zaraz 'bydlę', a.. nie wiem - maniak itp.?
                      Mam znajome małżeństwo, które przed ślubem było ze sobą ok. 6 lat (nie mieszkali ze sobą, ale często wyjeżdżali razem na długie wakacje), no i pan, owszem, wykazywał pewne skłonności do skąpstwa i inne drobne wady. Nikt nie jest idealny.
                      Po ślubie, ale też nie zaraz, zrobił się bardziej skąpy, bardzo chamski
                      (wcześniej nie zdarzyło mu się nawet zakląć), zaczął sobie popijać (wcześniej stronił od alkoholu). Ma też zalety - żeby nie było..

                      Chcę tylko pokazać, że małżeństwo na 90%, to kupowanie kota w worku - trudno przewidzieć, która ze skłonności czy wad się nasili, a która zaniknie.
            • wolna.partyzantka Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 12:43
              alexolo☺ - jedno drugiego przecież nie wyklucza. Przeciwnie. Chodzi mi o
              pakowanie się w złe związki raz za razem. Jasne, że człowieka sie poznaje. I
              prawda, że związek to proces. Ważne tylko, co się robi, jeśli okazuje się, że
              ten proces jest bardziej procesem gnilnym (pisze ogólnie, nie o tobie)..
              Dobry związek dla każdego oznacza coś innego. Dla mnie to, że jesteś z osobą, co
              do której najczęściej (bo gorsze chwile miewają wszystkie pary)nie masz
              wątpliwości, że chcesz Z NIĄ być, tą konkretną, a nie inną. I nie musisz
              zakładać takich wątków na forum.
              Nie traktuj tego jako ataku na siebie. W końcu po coś ten wątek założyłaś..
              • alexolo zgadzam sie 22.07.08, 13:16
                gdyby wszystko było cacy nie było by mnie na tym forum... przez
                ostatnie 10 miesiecy nie korzystałam z zadnego z forum . bylam
                szczesliwa zajmowałam sie nowym związkiem .. poznawałam faceta i jemu
                poswiecalam czas..... ale od 3 miesiecy .. niestety .. zauwazyłam ż e
                to jednak nie idzie w dobrym kierunku... ż e pan przecholował i z
                wielka pewnoscia brnie dalej.. nie widzac mego oporu i dezaprobaty...
                rozmawiałam z nm tysiące razy.. mówie o sobie i o nas ..o wspólnym
                kursie....ale jak to nie przynosiło skutku poszlam dalej...i otworzyłam
                sie na forum ... nastepnym etapem była by terapia......ALE nie w
                tym przypadku... nie jestem związana jestem mentalnie wolna...
                silniejsza i musze podjac dezyzje...przykro mi bo zapowiadalo sie
                dobrze... ale cgyba sie juz nic nie zmieni... najgorsze to to z e nie
                ja tylko zrywam z panem.... ale i moje dziecko ..które sie bb
                przywiązało.. dziecko mego partnera z którym mam bbb dobry
                kontakt... nasze rodziny ,które sie poznały...i polubiły..... we mnie tli
                sie jeszcze uczucie... wszystko to sprawia z e decyzja o
                rozstaniu nie jest taka prosta... jednak to ja mam byc szczesliwa
                nie wszyscy w okół i tym musze sie kierowac



                wolna.partyzantka napisała:

                > alexolo☺ - jedno drugiego przecież nie wyklucza. Przeciwnie. Chodzi mi o
                > pakowanie się w złe związki raz za razem. Jasne, że człowieka sie poznaje. I
                > prawda, że związek to proces. Ważne tylko, co się robi, jeśli okazuje się, że
                > ten proces jest bardziej procesem gnilnym (pisze ogólnie, nie o tobie)..
                > Dobry związek dla każdego oznacza coś innego. Dla mnie to, że jesteś z osobą, c
                > o
                > do której najczęściej (bo gorsze chwile miewają wszystkie pary)nie masz
                > wątpliwości, że chcesz Z NIĄ być, tą konkretną, a nie inną. I nie musisz
                > zakładać takich wątków na forum.
                > Nie traktuj tego jako ataku na siebie. W końcu po coś ten wątek założyłaś..
            • ca-ti Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 13:17





              90% małżeństw nie doszłoby do skutku - opieram się na Twojej
              statystyce, choć nie wiem czy to rzeczywiście efekt jakichś wyników
              badań, ale nie o to chodzi, bo potwierdzam, że chodzi o sporą
              liczbę - gdyby ludzie potrafili jasno odpowiedzieć sobie na pytania
              kim są, jakie mają potrzeby, oczekiwania od związku, partnera,
              relacji, co są w stanie zakceptować, a czego nie. I potraili to w
              dodatku wcielać w zycie, a nie tylko WIEDZIEĆ.
              Wreszcie gdyby mieli poczucie własnej wartości, jasno określone
              granice swojej intymności, nie mylili miłości z uzależnieniem,
              poświęceniem i czym tam jeszcze.
              To bardzo trudne i wymaga wglądu w istotę własnej osobowości,
              zaakceptowania samego siebie takim jakim się jest (nie mylić z
              narcyzmem)i odwagi.
              Niestety często popadamy w pułapkę myślenia życzeniowego, w
              konformizm, relatwizm. Potem płaczemy nad rozlanym mlekiem.
              Jestem przekonana, że gdybyśmy byli gotowi do sięgnięcia wgłąb
              siebie, to tam znależlibyśmy odpowiedzi na wszystkie nasze pytania,
              ale nieczęsto jest mozliwe.
              Prawda o nas samych często jest zbyt trudna do zniesienia.
              Jesteśmy tylko ludźmi i nasza droga bywa często wyboista, niczyja w
              tym wina...





              alexolo napisała:

              >
              >
              > powielasz schematy.. znam je .. co znaczy jesli sie
              komus powiodło
              > w zwiazku? to znaczy ż e sie dopasowali i jest im dobrze
              lub klamia
              > .. i sie im "powiodło " wiec statystycznie tkwia w nim
              > a jesli komus sie nie powiodło tzn ż e sie nie
              dopasowali i z
              > róznych powodów... i szuka sie nastepnych partnerów...
              to szukanie
              > to loteria... bo głowe dam sobie uciąc ż e gdyby od razu
              umielibysmy
              > poznac charakter drugiej osoby to 90 % wszystkich
              malżeństw i
              > związków nie doszło by do skutku!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
              > wiec związek to proces... w trakcie którego ludzie sie
              poznaja i
              > docieraja , toleruja lub nie!!!!!!
              >
              >
              > wolna.partyzantka napisała:
              >
              > > Nie jestem fanką terapii ani współczesnej psychologii - może
              dlatego, że
              > nie
              > > jestem takim laikiem w tej dziedzinie.. Ale - Ca-ti ma sporo
              racji. Ludzi
              > e -
              > > partnera się WYBIERA. Jeśli ciągle jest coś nie tak, to owszem -
              partnerz
              > y byli
              > > do kitu, ale ty myśmy ich wybrały/wybrali! Póki nie nauczymy się
              samych s
              > iebie,
              > > to te błędy będziemy powtarzać. Wy myślicie, że córki
              alkoholików wybiera
              > ją na
              > > swych mężów również alkoholików, bo mają pecha w życiu?
              > > Jeśli komuś ciągle się coś nie udaje - np. związki, to głupim
              wytłumaczen
              > iem
              > > jest hasło "Trudno, taka karma". Żadna karma tylko ciągłe
              popełnianie tyc
              > h
              > > samych błędów. Proste jak drut.
              > >
              > > wolnapartyzantka.blox.pl
              • alexolo Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 13:29
                w takim razie powiem tak
                90% czy tez połowa ludzi nie jest gotowa na związek i ma
                problemy z zyciem i samym soba .. ale ludzie chca przetrwac i ida
                za instynktem... lacza sie w pary i nie filozofuja ... jak ty....
                sek w tym aby w pore mogli sie zorientowac ż e mozna cos
                zmienic.... i niektórym sie to udaje .. bo chodza na kursy i na
                terapie .... lub po prostu sa silni...a inni tkwia zyja i umieraja
                bez świadomosci

                i możesz góosic swoje poglądy potrzeby terapi terapia dobra na
                wszystko i zawsze ale jak świat swiatem wszystko sie kreci wokół
                sexu . namietnosci ... i przekazywania genów... tylko garstka zajmusie
                sie tym aby byc swiadomym i poprawiac swoje zycie..i zycie naszych
                bliskich....i uwazam ż e bycie na forum ..jest przejawem takiej
                własnie świadomosci!!!!!!
                czego sobie i innym gratuluje!!!
                ps.. mój pan nawet taki przejaw mojej wolnosci jak forum.. uwaza
                ża zbedna i niebezpieczna fanaberie....!!!
                ale ja nie zejde do podziemia heee

                ca-ti napisała:

                >
                >
                >
                >
                >
                > 90% małżeństw nie doszłoby do skutku - opieram się na Twojej
                > statystyce, choć nie wiem czy to rzeczywiście efekt jakichś wyników
                > badań, ale nie o to chodzi, bo potwierdzam, że chodzi o sporą
                > liczbę - gdyby ludzie potrafili jasno odpowiedzieć sobie na pytania
                > kim są, jakie mają potrzeby, oczekiwania od związku, partnera,
                > relacji, co są w stanie zakceptować, a czego nie. I potraili to w
                > dodatku wcielać w zycie, a nie tylko WIEDZIEĆ.
                > Wreszcie gdyby mieli poczucie własnej wartości, jasno określone
                > granice swojej intymności, nie mylili miłości z uzależnieniem,
                > poświęceniem i czym tam jeszcze.
                > To bardzo trudne i wymaga wglądu w istotę własnej osobowości,
                > zaakceptowania samego siebie takim jakim się jest (nie mylić z
                > narcyzmem)i odwagi.
                > Niestety często popadamy w pułapkę myślenia życzeniowego, w
                > konformizm, relatwizm. Potem płaczemy nad rozlanym mlekiem.
                > Jestem przekonana, że gdybyśmy byli gotowi do sięgnięcia wgłąb
                > siebie, to tam znależlibyśmy odpowiedzi na wszystkie nasze pytania,
                > ale nieczęsto jest mozliwe.
                > Prawda o nas samych często jest zbyt trudna do zniesienia.
                > Jesteśmy tylko ludźmi i nasza droga bywa często wyboista, niczyja w
                > tym wina...
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                • ca-ti Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 13:37
                  Zgadzam się prawie ze wszystkim co tu napisałaś. I dodam jeszcze, że
                  w tej dyskusji jestem po Twojej stronie, bo może nie zrozumiałaś
                  moich intencji.
                  A że sobie filozofuję...hm...a co w tym złego?...
                  Ja jestem taka, Ty inna. Nie widzę w tym problemu.







                  alexolo napisała:

                  > w takim razie powiem tak
                  > 90% czy tez połowa ludzi nie jest gotowa na
                  związek i ma
                  > problemy z zyciem i samym soba .. ale ludzie chca
                  przetrwac i id
                  > a
                  > za instynktem... lacza sie w pary i nie filozofuja ...
                  jak ty....
                  > sek w tym aby w pore mogli sie zorientowac ż e mozna
                  cos
                  > zmienic.... i niektórym sie to udaje .. bo chodza na
                  kursy i na
                  > terapie .... lub po prostu sa silni...a inni tkwia zyja
                  i umieraja
                  > bez świadomosci
                  >
                  > i możesz góosic swoje poglądy potrzeby terapi
                  terapia dobra na
                  > wszystko i zawsze ale jak świat swiatem wszystko sie
                  kreci wokół
                  > sexu . namietnosci ... i przekazywania genów... tylko
                  garstka zajmusie
                  > sie tym aby byc swiadomym i poprawiac swoje zycie..i
                  zycie naszych
                  > bliskich....i uwazam ż e bycie na forum ..jest przejawem
                  takiej
                  > własnie świadomosci!!!!!!
                  > czego sobie i innym gratuluje!!!
                  > ps.. mój pan nawet taki przejaw mojej wolnosci jak
                  forum.. uwaza
                  > ża zbedna i niebezpieczna fanaberie....!!!
                  > ale ja nie zejde do podziemia heee
                  >
                  > ca-ti napisała:
                  >
                  > >
                  > >
                  > >
                  > >
                  > >
                  > > 90% małżeństw nie doszłoby do skutku - opieram się na Twojej
                  > > statystyce, choć nie wiem czy to rzeczywiście efekt jakichś
                  wyników
                  > > badań, ale nie o to chodzi, bo potwierdzam, że chodzi o sporą
                  > > liczbę - gdyby ludzie potrafili jasno odpowiedzieć sobie na
                  pytania
                  > > kim są, jakie mają potrzeby, oczekiwania od związku, partnera,
                  > > relacji, co są w stanie zakceptować, a czego nie. I potraili to
                  w
                  > > dodatku wcielać w zycie, a nie tylko WIEDZIEĆ.
                  > > Wreszcie gdyby mieli poczucie własnej wartości, jasno określone
                  > > granice swojej intymności, nie mylili miłości z uzależnieniem,
                  > > poświęceniem i czym tam jeszcze.
                  > > To bardzo trudne i wymaga wglądu w istotę własnej osobowości,
                  > > zaakceptowania samego siebie takim jakim się jest (nie mylić z
                  > > narcyzmem)i odwagi.
                  > > Niestety często popadamy w pułapkę myślenia życzeniowego, w
                  > > konformizm, relatwizm. Potem płaczemy nad rozlanym mlekiem.
                  > > Jestem przekonana, że gdybyśmy byli gotowi do sięgnięcia wgłąb
                  > > siebie, to tam znależlibyśmy odpowiedzi na wszystkie nasze
                  pytania,
                  > > ale nieczęsto jest mozliwe.
                  > > Prawda o nas samych często jest zbyt trudna do zniesienia.
                  > > Jesteśmy tylko ludźmi i nasza droga bywa często wyboista,
                  niczyja w
                  > > tym wina...
                  > >
                  > >
                  > >
                  > >
                  > >
                  > >
                  • alexolo ca ti 22.07.08, 13:43
                    to jest najpiekniejsze z e kazdy jest inny ale współistnieje....i
                    daje zyc innym


                    i tak powinno byc na forum i w życiu/ w zwiazku!!!
          • kryzolia Re: związek...a samodzielne oddychanie? 23.07.08, 07:19
            To drugi raz, a nie "ciągle" jak piszesz ......
            I nie widze tu tez popełniania tych samych błędów, wręcz odwrotnie, dziewczyna
            wie co chce i sama widzi , że taki związek z facetem tak zaborczym do niczego
            dobrego nie prowadzi.
            Moim zdaniem lepiej zostawić gościa, niż wieść życie niewolnicy.

        • ca-ti Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 12:22
          kryzolia napisała:

          > Chyba przesadziłaś, ja nie widzę tu żadnych "przyczyn które tkwią"
          w bohaterce
          > postu, zwyczajnie jeden facet jest taki a tamten był inny.
          >
          > A już padłam gdy przeczytałam, że bohaterka powinna iść na
          terapię...


          Padłaś i wciąż tam leżysz? Współczuję. Ale Twój wybór. Szkoda tylko,
          że przez ten wybór coś Cię może ominąć ważnego w życiu.
          • alexolo Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 12:31
            wcale nie leze wszystko biore na klate i waze ile moge przyjac a
            co odzucic ... decyzje mozna zmienic... i nie pozwole aby co
            kolwiek omineło mnie w zyciu!!!


            mamm pyt czy jest sens proponowac terapie 40 letniemu facetowi
            który jest przekonany o tym z e jest the best, i tylko jego
            wartosci sie licza ..
            dobry facet... bb radzinny... ale jego zach nie jest dla mnie do
            przyjecia.... czy warto jeszcze namawiac go do kompromisów.. czy
            raczej juz za późno... i musi szuac uległej domowej kury, aby było
            po jego mysli


            ca-ti napisała:

            > kryzolia napisała:
            >
            > > Chyba przesadziłaś, ja nie widzę tu żadnych "przyczyn które tkwią"
            > w bohaterce
            > > postu, zwyczajnie jeden facet jest taki a tamten był inny.
            > >
            > > A już padłam gdy przeczytałam, że bohaterka powinna iść na
            > terapię...
            >
            >
            > Padłaś i wciąż tam leżysz? Współczuję. Ale Twój wybór. Szkoda tylko,
            > że przez ten wybór coś Cię może ominąć ważnego w życiu.
          • maggpie Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 12:33
            Wiesz co? Śmieszna jesteś :)
            Z opisu autorki wątku wynika, że z nią jest wszystko w porządku
            • ca-ti Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 13:26
              maggpie napisała:

              > Wiesz co? Śmieszna jesteś :)
              > Z opisu autorki wątku wynika, że z nią jest wszystko w porządku
              • maggpie Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 13:35
                Mogłaś w to miejsce, np. podpowiedzieć autorce zapisanie partnera do terapeuty.
                • ca-ti Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 13:50
                  maggpie napisała:

                  > Mogłaś w to miejsce, np. podpowiedzieć autorce zapisanie partnera
                  do terapeuty.


                  Sama to zrób, jeśli uważasz za stosowne, a mnie pozostaw moje własne
                  decyzje.
                  Skad wiesz co mogłam?
                  A nawet jak mogłam, to nie chciałam, rozumiesz?
                  Dlaczego uważasz, że masz prawo mnie pouczać?

                  Nie oczekuję odpowiedzi na te pytania.
                  • maggpie Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 13:59
                    Nie pouczam, a pokazuję ci tylko inne możliwości.
                    Tak samo jak ty pokazujesz je Alexolo.
          • wolna.partyzantka Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 12:52
            Ca-ti - zgodnie z regułami jak świat starymi zaraz będzie,że związek ten jest
            wybitnie szczęśliwy, a ty i ja próbujemy go rozwalić, bo zazdrościmy..;) Do tego
            jesteśmy brzydkie, głupie i zawistne. Feministki do tego. A ten wątek został
            założony ot tak - for fun.
            Załamka kompletna.
            wolnapartyzantka.blox.pl
            • ca-ti Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 13:30
              wolna.partyzantka napisała:

              > Ca-ti - zgodnie z regułami jak świat starymi zaraz będzie,że
              związek ten jest
              > wybitnie szczęśliwy, a ty i ja próbujemy go rozwalić, bo
              zazdrościmy..;) Do teg
              > o
              > jesteśmy brzydkie, głupie i zawistne. Feministki do tego. A ten
              wątek został
              > założony ot tak - for fun.
              > Załamka kompletna.
              > wolnapartyzantka.blox.pl


              No tak, ja już sie nawet dowiedziałam, że jestem głupia i śmieszna
              :-)))
              Czy brzydka? Hm...

              Ale spokojnie, epitety które płyną z czyichś ust świadczą
              niewatpliwie o tym kto mówi, czy o adresacie - to już mocno wątpliwe.

              • maggpie Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 13:53
                Obie chcecie dobrze, ale pewnie nawet nie jesteście świadome, że ciężar
                odpowiedzialności (trochę niefortunne słowo) za sytuację czy związek spychacie
                na Alexelo.
                Ktoś tu - słusznie - pisał o tym, że od kobiet wymaga się cierpliwości, inaczej
                ocenia i.. bardzo często robią, to sobie same kobiety, co jest niestety prawdą.
                Co widać i tutaj.

                Jak tak mam, np. z mamą. Oduczyłam się zwierzania jej z większych kłopotów, bo
                owszem - zawsze cierpliwie mnie wysłucha - ale
                w rezultacie dowiem się, że mi się 'wydaje', że coś sobie 'wymyśliłam'. Zawsze
                sugeruje, że to ja jestem sobie winna. Jakie fakty by nie były.
    • triss_merigold6 Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 12:50
      Już na "Rozwod i co dalej" opisywałaś stosunek Twojego aktualnego do
      Twojego dziecka i otrzymałaś bardzo jednoznaczne odpowiedzi, prawda?
      Facet ma problemy z sajko i jest pasożytem finansowym i
      emocjonalnym, im szybciej się go pozbędziesz tym lepiej.
      • alexolo no własnie 22.07.08, 13:38
        dzieki ż e o tym wspomniałaś.....
        po całej akcji " stozunek partnera do dziecka" było kilka rozmów...
        i....... bede świnia jesli nie powiem ż e nie moge facetowi nic
        zarzucic.. w prawdzie mineło tylko 3 tyg ale poprawa
        niewiarygodna....on sie stara.. nawet zainteresował sie pozycia "
        wyzwoloni rodzice wywolone dzieci"....i choc nadal ma odmienne zdanie
        w wielu sprawach.. to nie idzie z tym do dziecka ... a do mnie...i
        wówczas decydujemy jak postapic
        i w łasnie dla tego rozwazam " mozliwosc naprawy " faceta....
        i nie chce wszystkiego przekreslic zbyt pochopnie...



        triss_merigold6 napisała:

        > Już na "Rozwod i co dalej" opisywałaś stosunek Twojego aktualnego do
        > Twojego dziecka i otrzymałaś bardzo jednoznaczne odpowiedzi, prawda?
        > Facet ma problemy z sajko i jest pasożytem finansowym i
        > emocjonalnym, im szybciej się go pozbędziesz tym lepiej.
        • triss_merigold6 Re: no własnie 22.07.08, 13:52
          I będziesz go tak ulepszać rozmowami w nieskończoność? Jestem
          sceptyczna jeśli chodzi o trwałą zmianę zachowania typa, ktory jest
          klasycznym, niezrównoważonym manipulatorem.
    • mona.blue Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 22:00
      Daj sobie spokój, to się skończy przemocą, wcześniej, czy później.
    • model.testowy Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 22:53
      Tragedia. Ten koleś należy do tzw. toksycznych.
      • malakas Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 22:56
        A czym się taki "toksyczny" charakteryzuje? Tak na przyszłośc, żeby
        unikać...
        • model.testowy Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 22:59
          A może przeczytaj pierwszy post, co?
          • malakas Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 23:01
            Znaczy nie wiesz. Kakoś mnie to nie zdziwiło :-)
            • model.testowy Re: związek...a samodzielne oddychanie? 22.07.08, 23:16
              O coś ci konkretnie chodzi, czy czepiasz się dla samego czepiania?
              • malakas Re: związek...a samodzielne oddychanie? 23.07.08, 08:52
                Chdzi mi o to, o co napisałem, źe mi chodzi. Skąd pomysł, ze nie
                chodziło o to, o co pytalem? Imputujesz mnie czepialstwo a kolesiowi
                toksyczność.
                W odniesieniu do pierwszego to typowe dla nieuków i dekowników,
                czepiają się go wiecznie bidulka, w szkole, w pracy, w urzędzie.
                A propos drugiego, to skoro w biegu zdiagnozowałeś partnera
                wątkodawczyni, to pomyślałem, że musisz wiedzeć o toksyczności
                wszystko. Poprosiłem zatem, żebyś tą wiedzą był laskaw sie
                podzielić. Bo ja bym chętnie się zapoznał dogłębie z pojęciem
                odnienianym tu przez wszystkie przypadki w co drugim poście.
                Ponieważ jednak nie masz żadnej wiedzy na ten temat, nie będę Cię
                już molestował o podanie zespołu cech konstytutynych jednoznacznie
                identyfikujących ludzi toksycznych ani o wyjaśnienie co właściwie to
                pojęcie wyjaśnia. Bo wg mnie jest kompletnie bezwartościowe, służy
                tylko osobom czującym się pokrzywdzone do przerzucania całej
                odpowiedzialności na innych, bezzasadnego hurtowego wybielania
                siebie i deprecjonowania owych innych poprzez trwałe ich naznaczanie.
                • model.testowy Re: związek...a samodzielne oddychanie? 23.07.08, 11:32
                  malakas napisał:

                  > Chdzi mi o to, o co napisałem, źe mi chodzi. Skąd pomysł, ze nie
                  > chodziło o to, o co pytalem? Imputujesz mnie czepialstwo a kolesiowi
                  > toksyczność.
                  > W odniesieniu do pierwszego to typowe dla nieuków i dekowników,
                  > czepiają się go wiecznie bidulka, w szkole, w pracy, w urzędzie.
                  ...

                  Ojej, no straszne. Tak żeś mi pocisnął, że aż mi w piętę poszło. Czy może nawet w obie.
                  Stwierdziłem, iż się czepiasz po twoim "Znaczy nie wiesz. Kakoś mnie to nie zdziwiło :-)"

                  A co do przykładu toksyczności, to akcje typu "jak mogłaś gdziekolwiek beze mnie wyjść" i wysyłanie SMSów, które mają wywołać poczucie winy ("ja bym bez ciebie nigdzie nie poszedł"), za takowe uważam.
                  • malakas Re: związek...a samodzielne oddychanie? 23.07.08, 13:26
                    Słyszałeś o abstrahowaniu? To taka operacja myślowa polegająca na
                    usuwaniu wszelkich nieistotnych, drugorzędnych, lokalnych etc.
                    szczegółów aby wydobyć esencję rzeczy. Nie prosiłem Cię o przykłady,
                    tylko o wyjaśnienie pojęcia toksyczności poprzez wskazanie jego
                    atrybutów koniecznych i wystarczających zarazem.
                    Twój kolejny post tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że nie jesteś
                    w stanie tego zrobić albowiem posługujesz się zdroworozsądkowym,
                    intuicyjnym konceptem toksycvzności, którego największą wadą jest
                    to, iż nie jest intersubiektywnie komunikowalny. Mówiąc po ludzku Ty
                    masz swój ogląd toksyczności, dla którego sam jesteś jedyną
                    instancją i nie potrafisz go wyeksplikować nawet. Ktoś ma inny, ale
                    udajecie, że mowa o tyn samym.
                    Chyba nie chciałeś powiedziec, że nieodzowną cechą osoby toksycznej
                    jest jej zdolność do wysyłania SMS o dokładnie takiej treści jak
                    przytoczona. Czy może chciałes? :-)
                    • model.testowy Re: związek...a samodzielne oddychanie? 23.07.08, 13:39
                      Widzę, że jesteś typowym forumowym mądralą.

                      Nie jestem ekspertem z zakresu psychologii, więc nie będą nawet silił się na rysowanie ścisłych definicji tego czy owego.

                      Najprawdopodobniej dobrze wiesz o co chodziło w przykładzie z SMSem, więc przestań pajacować.

                      Bez odbioru.
                      • malakas Re: związek...a samodzielne oddychanie? 23.07.08, 13:51
                        Czy mam Ci się zrewanżować równie uprzejmą uwagą, że jesteś typowym
                        głupolem?
                        Trzeba było nie rzucać na szkołę kamieniami, miałbyś dziś jakieś
                        kwalifikacje do podejmowania dyskusji.
                        Paszoł won.
                        • ca-ti malakas 23.07.08, 15:23
                          malakas napisał:

                          > Czy mam Ci się zrewanżować równie uprzejmą uwagą, że jesteś
                          typowym
                          > głupolem?
                          > Trzeba było nie rzucać na szkołę kamieniami, miałbyś dziś jakieś
                          > kwalifikacje do podejmowania dyskusji.
                          > Paszoł won.


                          Model.testowy bardzo uprzejmie napisał Ci, żebyś przestał pajacować,
                          bo to włąśnie robisz.
                          Nadużywasz pojęć i definicji naukowych(?), piszesz bełkotliwie,
                          obrażasz dyskutantów.
                          Masz sporo kompleksów, jak mniemam. Wiem - zaprzeczysz. Ale nie w
                          tym rzecz.
                          Być może nauczyłeś się czytać w tej szkole, do której kamieniami nie
                          rzucałeś, ale wiedza i mądrość to jeszcze nie to samo. Nie mówiąc
                          już o miłości, sercu, dobrej woli, kulturze osobistej...tego w
                          szkole nie uczą, a szkoda...
                          • malakas Re: malakas 23.07.08, 15:37
                            > Nadużywasz pojęć i definicji naukowych(?), piszesz bełkotliwie,
                            > obrażasz dyskutantów.

                            Bełkotliwie powiadasz. Być może. A może nie studnia za głęboka,
                            tylko sznurek za krótki? Co mam Ci konkretnie wyjaśnić? Czego nie
                            zrozumiałaś? Służę...
                            "Dyskutantów", phi! Żeby dyskutować, trzeba mieć jakieś podstawy,
                            jakąś wiedzę, jakieś przemyślenia i poglądy. Dyskutant, który już w
                            drugim poście, nie mając nic do powiedzenia w temacie, rzuca się ad
                            personam, to może jest partner dla Ciebie, ja postoję.
                            • ca-ti Re: malakas 23.07.08, 16:05
                              malakas napisał:

                              > > Nadużywasz pojęć i definicji naukowych(?), piszesz bełkotliwie,
                              > > obrażasz dyskutantów.
                              >
                              > Bełkotliwie powiadasz. Być może. A może nie studnia za głęboka,
                              > tylko sznurek za krótki? Co mam Ci konkretnie wyjaśnić? Czego nie
                              > zrozumiałaś? Służę...
                              > "Dyskutantów", phi! Żeby dyskutować, trzeba mieć jakieś podstawy,
                              > jakąś wiedzę, jakieś przemyślenia i poglądy. Dyskutant, który już
                              w
                              > drugim poście, nie mając nic do powiedzenia w temacie, rzuca się
                              ad
                              > personam, to może jest partner dla Ciebie, ja postoję.



                              Nie śledziłam wszystkich Twoich postów, ani odpowiedzi na nie, więc
                              pozwolisz, że nie ustozunkuję się do ostatniego zdania.

                              Natomiast pytanie co miałbyś mi wyjaśnić, a jednocześnie
                              sugerowanie, że jestem za głupia aby pojąć treść wypowiedzi ("nie
                              studnia za głęboka, a sznurek za krótki"), stawia Cię poza kręgiem
                              osób, z którymi mi po drodze.
                              • malakas Re: malakas 23.07.08, 23:12
                                Z modułem.testowym Wam będzie po drodze (ku czemu?). Zdaje się też
                                nie uważałaś na lekcjach i na dodatek uważasz to za jakiś powód do
                                chwały. I ja miałbym aspirować do takich magielnych kręgów?
                                Pochlebiasz sobie :-)
                                Proszę o wypowiedź merytoryczną na temat toksyczności, w przeciwnym
                                razie nie zawracaj gitary, dziecko.
                              • model.testowy Re: malakas 23.07.08, 23:21
                                ca-ti, to jest element pt. "co to nie ja" - nabzdycza się ku uciesze swojej. Szkoda na niego czasu.
                                • malakas Re: malakas 23.07.08, 23:25
                                  Synek, posuwasz się za daleko ("element"). Żółta kartka. Następnym
                                  razem usłyszysz taką wiązankę lwowską, że Ci uszy zwiędną.
                                • ca-ti model.testowy 24.07.08, 00:23
                                  masz rację, pozdrawiam.
                                  • alexolo kochani zaczeło sie .. 24.07.08, 10:43
                                    od chęci pomocy... a skończyło na zwadzie....
                                    przestańcie prosze.

                                    ja jestem po kilku godzinnej rozmowie....z partnerem.. wykorzystałam
                                    chwile gdy nie było dziecka..... no było hm ostro... dosadnie.. był
                                    płacz i śmiech... poczatkowo on próbował zaprzeczac...ż e nie widzi
                                    problemu...ż e ja go wyostrzam( troche w tym prawdy)... ... on spokojnie
                                    mnie wysłuchał.. dotarło do niego ... co nieco//// juz sie nie
                                    wypierał.. przytakiwał " z e mogł to i to zrobic inaczej"... żałował i
                                    był przeraznony moja zasadnicza postawa ..

                                    sam dał propozycje zmian... nie swojej osoby a zachowania.. powiedziałz
                                    e przyhamuje to co mnie denerwuje .. bardziej zajmie sie soba
                                    a nie mna ...

                                    nie bede was przekonywac o dobroczynnych skótkach w/w rozmowy... bo
                                    sama jestem niedowiarkiem... ale chce zobaczyc czy mozliwa jest
                                    metamorfoza w wieku 40 lat!!!!

                                    czyli mój związek trwa.... zobaczymy czy metamorfoza bedzie ok i czy
                                    bedzie trwała...i ile.....


                                    • clarissa3 Re: kochani zaczeło sie .. 24.07.08, 11:12
                                      no i dobrze - teraz konsekwentnie pilnuj granic i już:) Powodzenia!
                                      • alexolo dzieki 24.07.08, 11:23
                                        i takiego tekstu mi trzeba było..


                                        teraz to ja mam sie bardziej pilnowac ..broniąc swej osoby i granic
                                        i byc konsekwętna.... i ON sie dopasuje ...i utrwali zmiany...
                                        zobaczymy... bobrze mi z nim... bardzo bym chciała aby sie
                                        udało...ale nic za wszelka cene!!!
                                        dzieki za wszelkie oceny...i słowa...

                                        clarissa3 napisała:

                                        > no i dobrze - teraz konsekwentnie pilnuj granic i już:) Powodzenia!
                                    • ca-ti Re: kochani zaczeło sie .. 24.07.08, 11:25
                                      Miło, że u Ciebie takie pozytywne zmiany, a właściwie sygnały zmian,
                                      które być może nadejdą.
                                      Pytasz czy zmiana w wieku czterdziestu lat jest możliwa? Owszem, w
                                      każdym wieku jest możliwa, pod warunkiem, że motywacja jest
                                      wystarczająco silna. Czy w przypadku Twojego partnera tak jest,
                                      pewnie czas pokaże.
                                      Osoby toksyczne, agresywne, kontrolujące potrafią w chwili
                                      zagrożenia ( poczucia, że partner im się wymyka) zmienić się w
                                      chodzący ideał, starać się nieba przychylić i obiecują złote góry
                                      :-)))
                                      Oczywiście za czas jakiś wszystko wraca do stanu poprzedniego.
                                      Taki schemat działa na przykład w związkach z alkoholikami, ale nie
                                      tylko.
                                      Weź pd uwagę ponadto, że nawet przy najlepszej woli z jego strony
                                      kilkadziesiąt lat życia w jakimś schemacie zrobiło swoje, on może po
                                      prostu nie znać innego modelu. To,że usłyszy teoretyczną wersję
                                      tego "jak powinno być" nie gwarantuje jeszcze, że będzie umiał ją
                                      zastosować w życiu.
                                      Nie piszę tego wszystkiego po to, aby Cię zniechęcać czy przerażać.
                                      Jesteś na tyle świadomą osobą, że pewnie sama zdajesz sobie sprawę z
                                      tych niebezpieczeństw. Myślę jednak, że naiwnością byłoby sądzić, iż
                                      facet zmieni się po jednej rozmowie.
                                      • alexolo tak jak napisałam 24.07.08, 12:03
                                        niedowierzam.....



                                        ale mam nadzieje ż e facet ma wiele do starcenia.. ż e mnie
                                        kocha... i że to wlasnie bedzie ta motywacja....o której mówisz...
                                        wszystko czas pokaze...

                                        znam schematy i to ż e trudno zmienic utrwalone zachowania... no cóż
                                        moze jestem naiwna ... dam mu szanse....
                                        po z a tym widze róznice..... jak dawałam kolejne szanse mojemu
                                        exowi... przyjmowal to bez emocji... raczej było widac ..z jego strony

                                        " ufffff znów mi sie udało"..

                                        tu było zupełnie inaczej.... sam rzucał propozycje zmian.. był bardzo
                                        zaaangarzowany.. i bardzo przejety.... ...a na końcu wdzięczny!!!!!
                                        pierwsze postanowienia owego wieczora... zaczol realizowac dnia
                                        nastepnego... najblizszym ..znajomym w trakcie spotkania .. pobierznie
                                        powiedział o naszym spieciu i o zmianach które zamierza wprowadzic... (
                                        np w ramach zajecia sie samym soba ..... zwolał ekipe na
                                        kosza...pierwsza gra w piatek...be ze mnie!!!!! huraaaa)

                                        byc moz e to inny sposób manipulacji....albo jakies zachowanie znane
                                        psychologi...i zaraz je zaszuflatkujecie... dla mnie nowosc... i chce
                                        zobaczyc co bedzie dalej.......




                                        ca-ti napisała:

                                        > Miło, że u Ciebie takie pozytywne zmiany, a właściwie sygnały zmian,
                                        > które być może nadejdą.
                                        > Pytasz czy zmiana w wieku czterdziestu lat jest możliwa? Owszem, w
                                        > każdym wieku jest możliwa, pod warunkiem, że motywacja jest
                                        > wystarczająco silna. Czy w przypadku Twojego partnera tak jest,
                                        > pewnie czas pokaże.
                                        > Osoby toksyczne, agresywne, kontrolujące potrafią w chwili
                                        > zagrożenia ( poczucia, że partner im się wymyka) zmienić się w
                                        > chodzący ideał, starać się nieba przychylić i obiecują złote góry
                                        > :-)))
                                        > Oczywiście za czas jakiś wszystko wraca do stanu poprzedniego.
                                        > Taki schemat działa na przykład w związkach z alkoholikami, ale nie
                                        > tylko.
                                        > Weź pd uwagę ponadto, że nawet przy najlepszej woli z jego strony
                                        > kilkadziesiąt lat życia w jakimś schemacie zrobiło swoje, on może po
                                        > prostu nie znać innego modelu. To,że usłyszy teoretyczną wersję
                                        > tego "jak powinno być" nie gwarantuje jeszcze, że będzie umiał ją
                                        > zastosować w życiu.
                                        > Nie piszę tego wszystkiego po to, aby Cię zniechęcać czy przerażać.
                                        > Jesteś na tyle świadomą osobą, że pewnie sama zdajesz sobie sprawę z
                                        > tych niebezpieczeństw. Myślę jednak, że naiwnością byłoby sądzić, iż
                                        > facet zmieni się po jednej rozmowie.
                                        • ca-ti Re: tak jak napisałam 24.07.08, 12:25







                                          Ktoś Ci wcześniej dobrze naisał: pilnuj swoich granic.
                                          O to tak naprawdę tylko chodzi. Określ jasno co jesteś w stanie
                                          zaakceptować, a czego absolutnie nie. I bądź konsekwentna. Nawet
                                          małe ustępstwa, ale takie systematyczne krok po kroku robione w jego
                                          stronę, zaprowadzą Cię znów do tego punktu, w którym jesteś teraz.
                                          Musisz nauczyć się pewnego rodzaju "znieczulenia" na niego, nie
                                          usprawiedliwiać go przed sobą samą (" bo on przecież tak bardzo się
                                          stara, ale ten jeden raz mu nie wyszło").

                                          Przy takiej postawie zawsze będziesz wygrana - zarówno wtedy jak uda
                                          się wam obojgu, a także wtedy gdy będziesz musiała odejść.
                                          Szacunek do samej siebie to gra warta świeczki, czyż nie?






                                          alexolo napisała:

                                          > niedowierzam.....
                                          >
                                          >
                                          >
                                          > ale mam nadzieje ż e facet ma wiele do starcenia.. ż e
                                          mnie
                                          > kocha... i że to wlasnie bedzie ta motywacja....o
                                          której mówisz...
                                          > wszystko czas pokaze...
                                          >
                                          > znam schematy i to ż e trudno zmienic utrwalone
                                          zachowania... no cóż
                                          > moze jestem naiwna ... dam mu szanse....
                                          > po z a tym widze róznice..... jak dawałam kolejne szanse
                                          mojemu
                                          > exowi... przyjmowal to bez emocji... raczej było
                                          widac ..z jego str
                                          > ony
                                          >
                                          > " ufffff znów mi sie udało"..
                                          >
                                          > tu było zupełnie inaczej.... sam rzucał propozycje
                                          zmian.. był bardzo
                                          > zaaangarzowany.. i bardzo przejety.... ...a na końcu
                                          wdzięczny!!!!!
                                          > pierwsze postanowienia owego wieczora... zaczol realizowac
                                          dnia
                                          > nastepnego... najblizszym ..znajomym w trakcie
                                          spotkania .. pobierznie
                                          > powiedział o naszym spieciu i o zmianach które zamierza
                                          wprowadzic...
                                          > (
                                          > np w ramach zajecia sie samym soba ..... zwolał ekipe na
                                          > kosza...pierwsza gra w piatek...be ze mnie!!!!! huraaaa)
                                          >
                                          > byc moz e to inny sposób manipulacji....albo jakies
                                          zachowanie znane
                                          > psychologi...i zaraz je zaszuflatkujecie... dla mnie
                                          nowosc... i chce
                                          > zobaczyc co bedzie dalej.......
                                          >
                                          >
                                          >
                                          >
                                          > ca-ti napisała:
                                          >
                                          > > Miło, że u Ciebie takie pozytywne zmiany, a właściwie sygnały
                                          zmian,
                                          > > które być może nadejdą.
                                          > > Pytasz czy zmiana w wieku czterdziestu lat jest możliwa? Owszem,
                                          w
                                          > > każdym wieku jest możliwa, pod warunkiem, że motywacja jest
                                          > > wystarczająco silna. Czy w przypadku Twojego partnera tak jest,
                                          > > pewnie czas pokaże.
                                          > > Osoby toksyczne, agresywne, kontrolujące potrafią w chwili
                                          > > zagrożenia ( poczucia, że partner im się wymyka) zmienić się w
                                          > > chodzący ideał, starać się nieba przychylić i obiecują złote
                                          góry
                                          > > :-)))
                                          > > Oczywiście za czas jakiś wszystko wraca do stanu poprzedniego.
                                          > > Taki schemat działa na przykład w związkach z alkoholikami, ale
                                          nie
                                          > > tylko.
                                          > > Weź pd uwagę ponadto, że nawet przy najlepszej woli z jego
                                          strony
                                          > > kilkadziesiąt lat życia w jakimś schemacie zrobiło swoje, on
                                          może po
                                          > > prostu nie znać innego modelu. To,że usłyszy teoretyczną wersję
                                          > > tego "jak powinno być" nie gwarantuje jeszcze, że będzie umiał

                                          > > zastosować w życiu.
                                          > > Nie piszę tego wszystkiego po to, aby Cię zniechęcać czy
                                          przerażać.
                                          > > Jesteś na tyle świadomą osobą, że pewnie sama zdajesz sobie
                                          sprawę z
                                          > > tych niebezpieczeństw. Myślę jednak, że naiwnością byłoby
                                          sądzić, iż
                                          > > facet zmieni się po jednej rozmowie.
                                          • alexolo 1000% PRAWDY 24.07.08, 16:42
    • iris2008 Re: związek...a samodzielne oddychanie? 23.07.08, 02:43
      Nie chcę być kolejną osobą, która próbuje Ci udowodnić, że coś jest nie tak czy, że sama wybrałaś.
      Sytuacja, którą opisujesz, prowadzi do uzależnienia Ciebie od osoby partnera, a dalej do przemocy domowej.
      Serio, serio.

      Warto poświęcić chwilkę na przejrzenie tego testu, przy czym nie jest to żadna psychozabawa, ale po czym poznać, że ma się do czynienia z potencjalnym sprawcą. Odpowiedz sobie na te pytania w spokoju.
      www.przemocdomowa.pl/?p=p_34&sName=jak-rozpoznac-przyszlego-sprawce-przemocy-w-zwiazku
      Pozdrawiam,
      iris
    • diablica.mala Re: związek...a samodzielne oddychanie? 24.07.08, 12:03
      Jednym słowem: tragedia!

      Byłam w związku z takim typem. Sama sobie się dziwie, ale wyrzymałam
      aż 6 lat. Alexolo, przykro mi to pisać, ale uciekaj od niego, a
      raczej, wykop go z mieszkania. Ten typ tak ma i się nie zmieni,
      uwierz mi. Oczywiście są obietnice, przepraszanie, na jakiś czas
      jest spokój, ale to powraca i to z podwojoną siła. U mnie pod koniec
      zaczęły sie szarpaniny itp. Bo np. wróciłam 15 minut później z
      pracy , a on na mnie czeka....nie widząc dwóch wielkich siat z
      zakupami...Dusiłam sie w tym "związku". Wszędzie razem ( no oprócz
      sklepów, bo zakupy JA tylko robiłam ), na imprezach za rączkę, na
      kolankach musiałam siedzieć, do toalety ze mna chodził, bo przecież
      po drodze ( dwa metry ) może mnie ktoś zaczepić ( znajomi ,
      przyjaciele ) , t r a g e d i a !
      • alexolo wiecie co 24.07.08, 12:18
        mam ful zanjomych...wiekrzosc w zwiazkach.. w czasie kłótni i tych
        złych dni opowiadaja o partnerach niesamowite rzezcy....po pogodzeniu
        sie lagodza wersje wczesniejszych zach. tak to juz jest ...sama sie
        na tym lapie...
        prawda jest taka ... jakim powinien byc partner aby był dl a nas
        idealny.....???
        ja mam taki ideał...

        pracuje ciezkoa 500 km o de mnie... przysyła kupe kasy.. wraca na
        krótko .. dobrze pieprzy..i jest za mało czasu aby sie poklócic...
        jestem samodzielna i taki weekendowy facet by mi sie nadał.. jaki bym
        miała spokój...i radoche..
        ale jestem bb rodzinna.... potrzebuje wsparcia na codzien...i
        obecnosci drugiego człowieka...mam tez dziecko.. które chce wychowac
        w duchu rodziny....obecny partner nadaje ...ostatnie jego zach wyszły
        po z a norme... i doszło do eksaltacji problemu..... sama troche
        wyolbrzymilam... w złosci i afekcie... przypisałam mu nadmiar złych
        cech i zach... i nie sa to skutki mojego uzaleznienia od niego
        ... a pisze to swiadomie...
        zapaliła sie czerwona lampka a ja zawolałam straz pozarna ... sama
        sie nakrecałam .... zamias od razu porozmawiac.. co mnie "boli"
        ...... i o to tez miał do mnie ( słuszne pretensje partner"...
        co nie zmienia faktu ż e owe zach były... i ż e sie na nie nie
        godze!!!! co wyraznie mu powiedziałam....co bedzie dalej zobaczymy..



        diablica.mala napisała:

        > Jednym słowem: tragedia!
        >
        > Byłam w związku z takim typem. Sama sobie się dziwie, ale wyrzymałam
        > aż 6 lat. Alexolo, przykro mi to pisać, ale uciekaj od niego, a
        > raczej, wykop go z mieszkania. Ten typ tak ma i się nie zmieni,
        > uwierz mi. Oczywiście są obietnice, przepraszanie, na jakiś czas
        > jest spokój, ale to powraca i to z podwojoną siła. U mnie pod koniec
        > zaczęły sie szarpaniny itp. Bo np. wróciłam 15 minut później z
        > pracy , a on na mnie czeka....nie widząc dwóch wielkich siat z
        > zakupami...Dusiłam sie w tym "związku". Wszędzie razem ( no oprócz
        > sklepów, bo zakupy JA tylko robiłam ), na imprezach za rączkę, na
        > kolankach musiałam siedzieć, do toalety ze mna chodził, bo przecież
        > po drodze ( dwa metry ) może mnie ktoś zaczepić ( znajomi ,
        > przyjaciele ) , t r a g e d i a !
        • diablica.mala Re: wiecie co 24.07.08, 12:55
          No tak. Łagodzenie wersji i wmawianie samej sobie, to nieodłączny
          obraz takiej sytuacji. Najgorsze jest to, jak facet wmawia nam, że
          to nasza wina, że on tak zachował się pod wpływem nas, a my
          przepraszamy….Niestety. Tym bardziej, że masz dziecko, powinnaś to
          przemyśleć i nie dawać setnej szansy na poprawę zachowania partnera.
          Zrobiłam sobie test, który podała w poście jedna z dziewczyn i
          wyszło mi….21 ( z poprzedniego związku oczywiście )

          Jeśli chodzi o partnera idealnego...nie ma takiego :) Każdy ma
          zalety i wady, ty też. Każda kobieta chciałaby faceta, który będzie
          dla niej dobry, będzie kochał, szanował, doceniał. Pomagał w domu.Ja
          mam takiego w domu, bardzo Go kocham. Czuję się kochana i szanowana.
          Jednak nie popadam w zachwyt totalny, ponieważ czasami mam ochote go
          udusić :) Kłótnie to rzecz normalna, ale w granicach rozsądku.
          Zazdrość również. Bo chora zazdrość niszczy miłość.
          Przeczytałam ostanio książkę K. Grocholi "trzepot skrzydeł". Kobieta
          zakochana i kochana...ale zazdrość i przemoc zniszczyły wszystko.
          Polecam, daje dużo do myślenia.
          • alexolo do mnie to piszesz? 24.07.08, 16:54
            on w przeciwieństwie do exa nie obwiniał mnie!!!!! miał
            tylko słuszna pretensje z e nie powiedziałam wczesniej o
            co mi chodzi...
            po z a tym to była... pierwsza tak zaostrzona sytuacja w
            naszym związku...( czyli od 10 miesiecy)
            wiec nie przebaczam i nie daje KOLEJNEJ SZANSY....
            MAM NADZIEJE Ż E NIE BEDZIE nastepnych taaaakich akcji
            • diablica.mala Re: do mnie to piszesz? 25.07.08, 11:36
              ja też mam nadzieję.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka