yasemin
22.08.08, 10:40
Mam dość ambitne plany na najbliższy rok szkolno-akademicki-
niektóre już zaczęłam jeszcze realizować przez wakacje. Praca w
szkole (z tego co na razie udało mi się załatwić to praca na pół
etatu w jednej i na ćwierć etatu w drugiej), do tego korki,
dokształcanie zawodowe oraz pisanie własnej książki- powiastki dla
dzieci, i może jakieś projekty artystyczne opakowań. Chciałabym na
tym wszystkim jak najwięcej zarobić- co jest chyba dość ważnym celem
większości z nas. Nie mam na razie męża, mieszkam z rodzicami,
jestem rok po studiach. W takim razie na pewno wszystko to da się ze
sobą pogodzić, nie ma obaw, może być codziennie wszystkiego po
trochu. Problem jest tylko w tym ILE z poszczególnych rzeczy uda mi
się w ciągu roku zrobić- czyli ILE godzin korków dam radę
poprowadzić tygodniowo, co zależy od tego JAK SZYBKO uda mi się
przygotować do lekcji na każdy tydzień w szkole, ILE stron książki,
ILE projektów graficznych.
I problem jest też taki, że jestem w tym dość ograniczona czasowo,
bo aż 7-8 godzin odpada mi na... sen. A właściwie powiem tak:
jestem typem sowy, o wiele lepiej pracuje mi się gdzieć tak do 12 w
nocy i o tej porze kładzie się spać. Potem jednak rano trudno jest
mi wstać- gdy nastawiam sobie budzik na szóstą, ja co prawda budzę
się na chwilę, po czym, pół przytomna, nie pamiętając w ogóle, że
sobie postanowiłam wczoraj wstać o szóstej, wyłączam i śpię dalej.
Niedawno w ogóle miałam tak, że się obudziłm na dźwięk budzika,
popatrzyłam nań i jedyna myśl jaka mi przyszła do głowy, to to,
że... wskazówki wyglądają bardzo ciekawie, kiedy tak tworzą linię
prostą. Nieraz w ogóle budzę się grubo po siódmej i dziwię się,
dlaczego budzik nie zadzwonił. Dobrze, że mamuśka mnie budzi o tej
siódmej, ale co będzie jak się wyprowadzę od rodziców? (Musiałabym
chyba wyjść za skowronka :)) Kiedyś UDAŁO MI SIĘ przypadkiem wstać o
szóstej- i w konsekwencji przyszedłszy z pracy i zjadłszy obiad
zapadłam w ponadgodzinną drzemkę. Czyli znów wyszło na to, że spałam
prawie 8 godzin.
Czy da się jakoś nad tym zapanować? Ludzie potrafią jakoś spać po
kilka godzin na dobę i zrywać się na dźwięk budzika, o jakiejkolwiek
porze by nie zadzwonił. Czy to jest kwestia tylko tego, że ktoś inny
jest skowronkiem, że się szybciej regeneruje, że ma silniejszy
organizm czy może nawet układ nerwowy albo silniejszą wolę? Ja się
staram mimo wsztko jak najszybciej po zadzwonieniu budzika wstać,
ale niestety nie zawsze mi wychodzi. Czy to jest wyłącznie moja
wina, czy tylko mojego organizmu? Przydałoby się "ukraść" sobie parę
godzin snu. Ile rzeczy bym wtedy mogła zrobić... Jeśli w moim
przypadku nie jest to możliwe, no cóż.. pozostaje maksymalna
organizacja pracy, szybsze poruszanie się i... jeszcze rzadsze niż
dotychczas (za co bardzo wszystkich przepraszam!) pisanie na
forum... Ale naprawdę, na poważnie, proszę o jakąś radę.