joanka.5
25.08.08, 18:10
...płaczę i to moja wina, ze płaczę. Zawsze przeciez wszystko jest
moją winą.
Mój brat, moja przyjaciółka mówią, ze moja, ponieważ za mało chcę i
wymagam,a za dużo daję. A ja dodam coś innego,ze jestem naiwna do
bólu.
Zycie mi kolejny raz pokazuje "fuck". Kiedy już jest prawie super,
za chwilę spadam w dół.
Chciałam znów spełnić marzenie o byciu szczęśliwą, ale to nierealne
najwidoczniej.
Trafiam na mężczyzn, którzy kochają,na pewno, ale....siebie
tylko.Może to coś niezwykłego, że potrzebuję ciepła,a nie cudzych
fochów? Nie umiem życ w ogromnej labilności uczuć - cudzych, moje są
stale.Zapytał, czy przetrwam to wszystko....Jak mam przetrwać, kiedy
nie wiem, co się tak naprawdę dzieje w Nim? Jednego dnia jest TAK a
kolejnego NIE. On się boi zmian. Ja też, ale podjęłam decyzję,
kosztowną emocjonalnie....Może zbyt kosztowną w takim razie, skoro
ja wiem a on chce ale....Zawsze jest jakieś ALE. Ja jestem chyba ALE
bo nie tupię nóżką, nie szarpię za klapy, nie szantażuję, nie
żądam....Jestem durna. Ja wierzę, ufam, czekam.
Naiwna jestem , co?