corka_hamleta
04.09.08, 14:54
jesteśmy w średnim wieku,zawsze bylismy dobrym malzenstwem, dzieci
odchowane, mamy emeryture, nic tylko rozpocząć druga młodość, ale
moj mąż zagubił się juz jakies 3 lata temu, mimo tego ze ma
emeryture, pracuje od 7-15 jako urzędnik a od 17 do 22 jezdzi jako
instruktor jazdy. Tak jest od 3 lat. Nie myśli o swoim zdrowiu,
rozmowy z nim nic nie dają, jak proszę po raz setny, żeby nie
jeździł tyle godzin, że jest przemęczony, żeby odetchnął, zeby razem
spedzic czas, gdzies wyjsc, z kims sie spotkac, to nic to nie daje,
wrecz przeciwnie wtedy jezdzi jeszcze dluzej np od 16:30, albo
zdarza sie tak ze nawet miedzy 15 a 16:30 nie przychodzi na obiad do
domu tylko szybko z urzędu idzie na nauke jazdy,i tym sposobem
widziemy sie dopiero około 23. Mam tego dość, nie wiem nie pomaga
działanie ani dobrocią ani złością...co ja mam zrobić?? poradzcie mi
prosze, bo on nie rozumie ze to sie moze skonczyc jakims zawałem z
przepracowania, mysli ze jest niezniszczalny...