Dodaj do ulubionych

po co kobieta mężczyźnie (i na odwrót)?

15.10.03, 10:33
Dla tych, których razi tak obcesowo sformułowane pytanie, napiszę je inaczej:
Czego mężczyźni szukają w kobietach, czego kobiety w mężczyznach? Dlaczego
(po co) chcą być razem, tworzyć związki... W tzw. dzisiejszych czasach często
łatwiej samemu, a jednak...
Wczoraj ze znajomym długo o tym rozmawialiśmy. Niby to oczywiste i naturalne,
że ludzie łączą się w pary, niby każdy intuicyjnie czuje, dlaczego, ale jak
spróbować to ująć racjonalnie - nie jest tak łatwo.
Po trzech godzinach dyskusji wyszło nam, że na pewno niepodważalnym powodem
są dzieci. Do tego trzeba dwojga.

A co jeszcze?
Dlaczego potrzebujemy drugiego człowieka do pary?
Co daje związek, czego nie można mieć w pojedynkę, ani też w gronie
przyjaciół?...

W.
Obserwuj wątek
    • kvinna mogę ja? :) 15.10.03, 11:02
      Szukam w drugim człowieku do swojej pary pasji, ciekawych zainteresowań. Teza
      osobista, że oprócz namiętności, miłości (kolejność nieważna), pasja jest
      silnym spoiwem związku. Jaka pasja? I czy taka sama? Nie, niekoniecznie.
      Uwielbiam, gdy ktoś powoli chłonie to, co ciekawe we mnie i wzajemnie. Nie
      koniecznie powoli, może być błyskawicznie :)

      Imponują mi pary typu: Dzikowska - Halik, profesorostwo Łętowscy. Tylko, że te
      pary już niekompletne. Ces`t la vie..

      Wilber: mężczyzna kobiecie daje ukierunkowanie, ona jemu ugruntowanie.
      Tu jednak byłaby teza, że - za girlf - mężczyzna mistrzem. A jeśli młodszy on
      (duże mrugnięcie okiem do Ciebie :) czytałaś TS, s. 48?, mnie się podobało :),
      to on niekoniecznie mistrzem. A może oboje sobie uczniem i nauczycielem w
      jednym?

      Dzieci..A co wtedy, gdy bez? Tak w przypadku dwóch wyżej wspomnianych par. Ja
      jestem za. Wtedy całe życie sprowadza się do przygody, pasji - miłości we
      dwoje. I to też może być kompletny związek.




      • kvinna aaaaaa....so sorry 15.10.03, 11:09
        Widząc "Walentyna" przeczytałam "Tea_time" i to do niej było mrugnięcie...

        :)

        Reszta bez zmian :)

        i chyba się pisze: profesorowstwo, ha? ja nie wiem :) uśmiechy dla Walentyny :)
      • walentyna Re: jak najbardziej! 15.10.03, 11:14
        Pasja...
        Powiem może trochę prowokacyjnie, ale głównie dociekliwie: pasję mażna mieć i
        spełniać się w niej też samemu. Dlaczego lepiej realizować ją wspólnie lub
        przynajmniej obok drugiego człowieka?
        Poznawanie drugiego człowieka i bycie przezeń poznawanym - zgoda, że bardzo
        ważne, cekawe, pasjonujące. Ale dlaczego nam potrzebne?

        Z tym ukierunkowaniem i ugruntowaniem - może to dobry trop, tylko co dokładnie
        przez to rozumieć?

        Drążę, bo chciałabym dotrzeć do takich argumentów, po których już nie pojawia
        się kolejne "dlaczego".

        W.
        kvinna napisała:

        > Szukam w drugim człowieku do swojej pary pasji, ciekawych zainteresowań. Teza
        > osobista, że oprócz namiętności, miłości (kolejność nieważna), pasja jest
        > silnym spoiwem związku. Jaka pasja? I czy taka sama? Nie, niekoniecznie.
        > Uwielbiam, gdy ktoś powoli chłonie to, co ciekawe we mnie i wzajemnie. Nie
        > koniecznie powoli, może być błyskawicznie :)
        >
        > Imponują mi pary typu: Dzikowska - Halik, profesorostwo Łętowscy. Tylko, że
        te
        > pary już niekompletne. Ces`t la vie..
        >
        > Wilber: mężczyzna kobiecie daje ukierunkowanie, ona jemu ugruntowanie.
        > Tu jednak byłaby teza, że - za girlf - mężczyzna mistrzem. A jeśli młodszy on
        > (duże mrugnięcie okiem do Ciebie :) czytałaś TS, s. 48?, mnie się
        podobało :),
        > to on niekoniecznie mistrzem. A może oboje sobie uczniem i nauczycielem w
        > jednym?
        >
        > Dzieci..A co wtedy, gdy bez? Tak w przypadku dwóch wyżej wspomnianych par. Ja
        > jestem za. Wtedy całe życie sprowadza się do przygody, pasji - miłości we
        > dwoje. I to też może być kompletny związek.
        >
        >
        >
        >
        • Gość: jar Re: jak najbardziej! IP: 195.136.33.* 15.10.03, 11:16
          > Drążę, bo chciałabym dotrzeć do takich argumentów, po których już nie pojawia
          > się kolejne "dlaczego".

          bo sama do siebie nie jestes w stanie oddac tyle czulosci jak do kogos z kim
          chcesz naprawde byc..;)
          • walentyna Re: jak najbardziej! 15.10.03, 11:18
            Bingo! Mamy jeden argument. Czułość, której każdy z nas chyba potrzebuje i jest
            to taka "pierwotna" potrzeba.

            Co jeszcze?

            W.

            Gość portalu: jar napisał(a):

            > > Drążę, bo chciałabym dotrzeć do takich argumentów, po których już nie poja
            > wia
            > > się kolejne "dlaczego".
            >
            > bo sama do siebie nie jestes w stanie oddac tyle czulosci jak do kogos z kim
            > chcesz naprawde byc..;)
          • kvinna jar ma rację 15.10.03, 11:31
            nie przytulę się sama, a objęcia przyjaciela to jakby coś innego
            sama z sobą całować się/pieścić etc. też nie będę - sorry za literalność
            Mogę, ale po co.

            Wspinając się jednak na to, o co chodzi - czyli miłość. Ona jakby tylko w
            relacji między dwojgiem (ta miłość, o której mówimy; nazwanie jej erosem albo
            agape albo jeszcze inaczej to też nie do końca to..masz rację, Walentyno,
            tajemnica)

            Czyli: szukam kogoś, z kim będzie mnie łączyć tajemnica.

            W spojrzeniu, w seksie (jakby inny on z kimś przypadkowym), w piciu herbaty, w
            rozmowie.

            Po co mi do tego wszystkiego pasja?

            Wprost: nie będę kochać człowieka jej pozbawionego. Chcę wiedzieć, że on ma
            swoje (albo i potem moje): góry, gwiazdy, coś-tamy. Dzięki temu jest tak
            kosmicznie pociągający. Ja ma swoje coś-tamy (czyt. moje światy, do którego go
            wpuszczam albo i nie, ale raczej tak :). Stąd ta głębia. Przepraszam, jeśli
            zbyt górnolotnie. Miłość wg mnie nie lata nisko. Chwin napisał, że rzadko komu
            zdarza się miłość. Chyba tak.


      • Gość: jar Re: mogę ja? :) IP: 195.136.33.* 15.10.03, 11:14
        ja moze nie tak duzo i dokladnie jak kvina, ale:
        - mi..miiiii...miiiiłooooo..... miiiiiłooooooo..... uff.. nie..nie moge, to
        take trudne...:(

        ;)
        • walentyna Re: jeszcze wcześniej 15.10.03, 11:17
          Ta jednak jest Tajemnicą... I pojawia się, gdy już spotykamy konkretnego,
          właściwego człowieka.
          Ale dlaczego w ogóle tego człowieka chcemy/potrzebujemy spotkać? Co jest w nas
          przed miłością?
          W.

          Gość portalu: jar napisał(a):

          > ja moze nie tak duzo i dokladnie jak kvina, ale:
          > - mi..miiiii...miiiiłooooo..... miiiiiłooooooo..... uff.. nie..nie moge, to
          > take trudne...:(
          >
          > ;)
          • kvinna anmus-anima? 15.10.03, 11:44
            Mnie to pasuje.
            Podobają mi się tacy mężczyźni, jaka sama chciałabym być, gdybym nie była
            kobietą. Oczywiście, uprościłam myśl Junga.

            • walentyna Re: anmus-anima? 15.10.03, 11:49
              A bardziej ogólnie - dlaczego w ogóle podobają nam się mężczyźni, a my im? W
              wymiarze "gatunkowym" a nie indywidualnym. Co motywuje ludzi do łączenia się w
              pary?
              W.

              kvinna napisała:

              > Mnie to pasuje.
              > Podobają mi się tacy mężczyźni, jaka sama chciałabym być, gdybym nie była
              > kobietą. Oczywiście, uprościłam myśl Junga.
              >
              • kvinna hm.. 15.10.03, 11:57
                a co wtedy, gdy ludziom podobają się "przedstawiciele" tej samej płci? a jeśli
                są bi?

                p.s. dzięki, Walentyno, uczysz mnie szerszego spojrzenia, bez ironii.
                mam jakieś głupie tendencje do dygresji, c.n.d.

                :)
                • walentyna Re: hm.. 15.10.03, 12:05
                  Pytanie pozostaje to samo tak przy parach mieszanych, jak i homoseksualnych:
                  dlaczego ludzie łączą się ze sobą. Czego szukają w parze? Czego nie mogą
                  zrealizować w pojedynkę?

                  W.

                  kvinna napisała:

                  > a co wtedy, gdy ludziom podobają się "przedstawiciele" tej samej płci? a
                  jeśli
                  > są bi?
                  >
                  > p.s. dzięki, Walentyno, uczysz mnie szerszego spojrzenia, bez ironii.
                  > mam jakieś głupie tendencje do dygresji, c.n.d.
                  >
                  > :)
              • qw5 Re: anmus-anima? 15.10.03, 12:10
                walentyna napisał(a):

                > A bardziej ogólnie - dlaczego w ogóle podobają nam się mężczyźni, a my im? W
                > wymiarze "gatunkowym" a nie indywidualnym. Co motywuje ludzi do łączenia się
                w
                > pary?

                Biologia, to jest tak samo jak u innych gatunków. Oczywiście cel to potomstwo i
                przedłużenie gatunku.
                Ale rozumiem, że szukasz wyjaśnienia na innej płaszczyżnie.

                Dlaczego nam się podobają mężczyźni? Bo są inni, a zarazem podobni, bo są jakąś
                tajemnicą, bo są. Bo my podobamy się im. Bo potrzebujemy bliskości, intymności
                (większość z nas)akceptacji, bezpieczeństwa, podziwu i milionów innych
                drobiazgów, a natura tak to sprytnie stworzyła, że ciągnie nas do płci
                przeciwnej. Nie znajduję innego wytłumaczenia. A chciałabym.
                • walentyna Re: biologia - tak, ale to nie wystarczy 15.10.03, 12:32
                  Biologia jest dobrym wyjaśnieniem. Jedno tylko niesie z sobą niebezpieczeństwo -
                  zawsze możemy się do niej odwołać, jak do czegoś w rodzaju ostatniej deski
                  ratunku logicznego, wytrychu tłumaczącego wszystko. Jest równie ogólna, jak
                  odpowiedź: "Bo tak".
                  Więc jako argument tłumaczący łączenie się w pary - jak najbardziej, ale nie
                  jedyny.

                  A dalej:
                  dlaczego podoba nam się ta inność?
                  Skąd u nas te potrzeby, o których piszesz - bliskości, intymności?
                  Czy bezpieczeństwa nie możemy zapewnić sobie sami? I dlaczego?

                  Będąc sama z sobą czuję się bezpiecznie. Ale jest to jakieś inne
                  bezpieczeństwo, niż to, które daje mi drugi człowiek. Na czym polega różnica
                  między nimi?

                  W.
            • Gość: jar Re: anmus-anima? IP: 195.136.33.* 15.10.03, 11:54
              > Mnie to pasuje.
              > Podobają mi się tacy mężczyźni, jaka sama chciałabym być, gdybym nie była
              > kobietą. Oczywiście, uprościłam myśl Junga.

              oo..dzizusku, mialyby mi sie podobac kobiety takie jaka chcialbym byc?.. ale
              ja nie chcialbym byc kobieta..o boooshe.... co tez opowiadasz:(
              • kvinna Re: anmus-anima? 15.10.03, 12:09
                dobra, to tak:

                ciągnie mnie w kierunku mężczyzn, w których widzę, że są wirylni :) - ta
                brakująca część mnie.

                Jar, nie pytaj mnie, co wtedy, jeśli przyjmiemy, że ludzie dobierają się na
                zasadzie szukania podobieństw.

                Ja..nie wiem jak się szukają.
                Dla mnie to Tajemnica. Miłość.

                Pa pa.

                :)
                • m.malone Re: animus-anima?+++++ 15.10.03, 12:28
                  kvinna napisała:

                  >
                  > ciągnie mnie w kierunku mężczyzn, w których widzę, że są wirylni :) - ta
                  > brakująca część mnie.
                  >
                  > Jar, nie pytaj mnie, co wtedy, jeśli przyjmiemy, że ludzie dobierają się na
                  > zasadzie szukania podobieństw.
                  >
                  > Ja..nie wiem jak się szukają.
                  > Dla mnie to Tajemnica. Miłość.
                  >

                  I to Kvinno jest najlepsze - tzn. to co powiedziałaś w tym poście, bez Wilberów
                  Jungów czy Chwilów. Najlepsze tj. podoba mi sie najbardziej:)
                  PozdrowieniaMM
                • Gość: jar Re: anmus-anima? IP: 195.136.33.* 15.10.03, 13:00
                  znaczy sie do prawdziwego chlopa a nie pipki ;)
    • walentyna co jeszcze? 15.10.03, 12:36
      No to już cztery mocne odpowiedzi mamy:

      1. dzieci
      2. czułość, którą naturalnie chcemy dawać i brać, a w pojedynkę to się nie da
      3. biologia - instynkty, które nami rządzą
      4. uzupełnienie samego siebie, potrzeba bliskiej obecności tego, czego sami w
      sobie nie znajdujemy (czy to znaczy, że w swoim partnerze odnajdujemy drugiego
      siebie?)

      Co jeszcze?

      W.
      • malwinamalwina Re: co jeszcze? 15.10.03, 12:49
        latwiej gory przenosic we dwoje
        kto potrafi tak naprawde samiuski plany robic
        kto ma srodki (finansowe i energetyczne ;-) zeby je realizowac ?
        • m.malone Jabłko??? 15.10.03, 13:19
          Przypomniała mi się ta opowieść (przypowieść?), w której kobieta i mężczyzna
          byli całością. Potem za karę zostali rozdzieleni. I do dziś każde szuka tej
          drugiej połowy...:)
          MM
          • Gość: jar Re: Jabłko??? IP: 195.136.33.* 15.10.03, 13:49
            przeciez to straszne byc kobieta i mezczyzna jednoczesnie... chyba dobrze, ze
            ktos rozcial to jablko....ale...ale co z wezem i zebrem...i kapusta?
            • kvinna nie lubię tych opowieści 15.10.03, 16:12
              o pomarańczach, jabłuszkach etc.

              Może tak: tak różny, tak inny, tak podobny, że aż bliski.
              Zdaję sobie sprawę, że nie o poezję chodzi Walentynie. Szkoda.
              Poświatowska, Śliwonik. Wolę szukać czasem tam niż w socjobiologii.

              Aha, argument "dzieci" zbijam. Nie wszyscy. Nie uogólniajmy.

              Jar, namawiam do odrobiny powagi :)

              Walentyno, ja znowu argument mocno nieuczesany. Bliziutki, kochany człowiek
              powiedział:
              - Bo Ty mnie rozumiesz.

              Argument uporządkowany:
              zrozumienie.
              • malwinamalwina Re: nie lubię tych opowieści 15.10.03, 16:14
                to iluzja :-)
                sam siebie nie rozumie co dopiero ty !
                zrozumienie niepotrzebne w milosci
                akceptacja - yes

                - Bo Ty mnie rozumiesz.
                >
                > Argument uporządkowany:
                > zrozumienie.
                • kvinna Malwino 15.10.03, 16:23
                  :)

                  Piękne jest to, że co człowiek, to odmienny punkt widzenia.

                  Akceptacja?
                  Nie. Właśnie często trudne zrozumienie. Wg mnie - te pojęcia są
                  nierównoznaczne.

                  Malwina, czym dla Ciebie jest miłość? Czuję, że w większym stopniu ja opierasz
                  ją na uczuciowości..
                  • malwinamalwina Re: Malwino 15.10.03, 16:25
                    akceptacja a nie zrozumienie bo w dniu gdy go nie zrozumiesz zal bedzie duzzzy
                    Zal zawod i frustracja
                    nagle przestaniesz byc ta wyjatkowa
                    bedzie ci mial za zle
                    z tym zrozumieniem to pulapka - poprzeczka zbyt wysoko dla human

                    dla mnie kochac to zrobic miejsce dla drugiego czlowieka
                    • kvinna piękne, dzięki n.t. 15.10.03, 16:33
              • kvinna dalej.. 15.10.03, 16:19
                Pasjonować światem, zapewnić sobie oparcie w samej sobie - mogę. Jasne.

                Ale przychodzi taki czas, kiedy chcę się tym z 'Nim' podzielić.
                Z tym Jedynym Nim. Nie zatrzymam już tego, co we mnie.

                D a w a n i e

                I chcę wziąć. P r z y j m o w a n i e. Bez wzajemności będę kogoś kochać
                krótko.

                Pytasz, co jest na początku.

                Poznanie, poznawanie. Świata. Ludzi. Siebie.
                Tyle ja.
                Malone cytował tu ostatnio Paracelsusa.
                Trafne. Miłość oparta na poznaniu nie będzie miała końca. Mocno chcę w to
                wierzyć. Wierzę w to.


    • walentyna kolejne "dlaczegosy" 15.10.03, 16:56
      I akceptacja i zrozumienie - myślę sobie.
      Dlaczego potrzebujemy akceptacji? Bo nie mamy instrukcji obsługi do życia, a
      akceptacja bliskiego człowieka upewnia nas w przekonaniu, że podążamy dobrą
      drogą i we właściwym kierunku. Potrzebujemy lustra, w którym będziemy mogli
      sprawdzać, kim jesteśmy, kim się stajemy.
      Tak?

      Zrozumienie... Może właśnie dlatego potrzebujemy zrozumienia od kogoś
      bliskiego, bo sami siebie zrozumieć do końca nie umiemy? Gdzieś podskórnie
      czuję, że to ma sens, ale jeszcze nie umiem ubrać w logiczne rozumowanie. Kto
      spróbuje?

      malwinamalwina - planów robienie - masz rację. Trudno samemu sobie dać
      odpowiednią ilość motywacji. Można, ale we dwoje łatwiej.

      mmalone - opowieść o jabłku (pomarańczy) mnie nie satysfakcjonuje :-)

      Dawanie i przyjmowanie.
      Tak. Przepływ wartości, ducha, materii i czego tam jeszcze filozofowie nie
      wymyślili. Ruch, ku któremu się skłaniamy. Nie lubimy stagnacji, wolimy, żeby
      się działo. Czy pytanie "dlaczego" jest tu jeszcze uzasadnione? Czy też to tak
      naturalna, pierwotna potrzeba, że nie wymaga wytłumaczenia?
      Kusi mnie, żeby jednak zapytać :-)

      Myślmy dalej!

      W.
      • kvinna nie 15.10.03, 17:14

        > I akceptacja i zrozumienie - myślę sobie.
        > Dlaczego potrzebujemy akceptacji? Bo nie mamy instrukcji obsługi do życia, a
        > akceptacja bliskiego człowieka upewnia nas w przekonaniu, że podążamy dobrą
        > drogą i we właściwym kierunku. Potrzebujemy lustra, w którym będziemy mogli
        > sprawdzać, kim jesteśmy, kim się stajemy.
        > Tak?

        Nie. Jestem w tym momencie, że nie potrzebuję niczyjej akceptacji.
        Już wiem, ile jestem warta. Czyt. zdrowe, wysokie poczucie własnej wartości.
        Leciutko sobie kluczy, ale jest.
        Tego Drugiego chcę kochać. Cudownie, jeśli nadejdzie odpowiedź.
        Tłukę to lustro. Niepotrzebne. Wreszcie.

        > Zrozumienie... Może właśnie dlatego potrzebujemy zrozumienia od kogoś
        > bliskiego, bo sami siebie zrozumieć do końca nie umiemy? Gdzieś podskórnie
        > czuję, że to ma sens, ale jeszcze nie umiem ubrać w logiczne rozumowanie.
        Kto
        > spróbuje?

        Nie ja.
        Ale przede wszystkim - kręcę głową. Nie-nie.
        Usiłuję rozumieć siebie.

        Od Drugiego (wiem, brzmi to paradoksalnie) nie potrzebuję z-rozumienia.
        Ale ucieszę się jeszcze raz kiedyś słysząc "bo Ty mnie rozumiesz".
        Takie podejście daje mi siłę.
        W tym jednym nie chcę brać.
        Ucieszę się, gdy Drugi powie: rozumiem Ciebie, ale nie zmartwię się, gdy nie
        zrozumie. Naprawdę.



        > malwinamalwina - planów robienie - masz rację. Trudno samemu sobie dać
        > odpowiednią ilość motywacji. Można, ale we dwoje łatwiej.

        Teoretycznie tak.
        Dla mnie to jednak zbyt słaby powód, aby być razem.

        Tu odpowiedź "bo tak", na którą kręcisz noskiem, jest najwłaściwsza. Z mojego
        punktu widzenia. Tajemnica.

        > Tak. Przepływ wartości, ducha, materii i czego tam jeszcze filozofowie nie
        > wymyślili. Ruch, ku któremu się skłaniamy. Nie lubimy stagnacji, wolimy,
        żeby
        > się działo.


        Nie. Czasem jest mało pasjonująca stagnacja. Jak maniak wezmę sobie słowa C.P.
        Estes, której pisanie niezrozumiale kocham.

        - okresy stagnacji, będące tak naprawdę okresem inkubacji. I nie warto wtedy
        szukać nowego kochanka. "Te, które wiedzą, nie szukają".

        Tak w ogóle: bardzo dziękuję. Dzięki Twojemu pytaniu przyszło coś do mnie.
        Głębokie zrozumienie sprawy, z którą inkubacyjnie i nieświadomie dłuższy czas
        się zmagałam.

        I nagle wszystko jasne.
        Żadne satori.

        Jasność.

        Dzięki.

        • walentyna Re: tak 15.10.03, 17:26
          Twoje NIE brzmi bardzo indywidualnie. Myślisz, że takie NIE to reguła? Że my -
          ludzie, kobiety i mężczyźni w ogóle - nie potrzebujemy akceptacji, chcemy
          głownie rozumieć, a nie być rozumianymi?...
          Rozważam. Wychodzisz mi jako wyjątek.

          Ale może się mylę...

          W.
          • kvinna nie 15.10.03, 17:27
            Potrzebujemy akceptacji, ale wejście głównie "po to" w związek jest głębokim
            nieporozumieniem.

          • kvinna Co było na początku? 15.10.03, 17:28
            Na początku była miłość.

            • walentyna Re: Co było na początku? 15.10.03, 17:37
              Nie. Miłość jest, kiedy już spotykamy Tego Kogoś.
              A mnie chodzi o to, co nas w ogóle pcha do innych z intencją tworzenia związków.
              I na pewno nie jest to jeden bodziec, więc potrzeba akceptacji mieści się w
              tym, lecz oczywiście związek nie jest "tylko po to".

              W.

              kvinna napisała:

              > Na początku była miłość.
              >
              • kvinna kości zostały rzucone-miłość ma się-nie ma w sobie 15.10.03, 17:39
                Z mojej strony już nic.
                Ale duże dziękuję.

                Wolę kochać niż zastanawiać się nad "gramatyką miłości" (by Drury)

                Uśmiechy.
        • jmx Re: nie 16.10.03, 00:02

          Każdy potrzebuje akceptacji, bez względu na to jakie ma poczucie własnej
          wartości - ma wady, gorsze dni, spadki nastroju, choroby, odmienne hobby,
          itp., itd. I akceptacja jest po to właśnie by móc wytrzymac ze sobą.
          A nie po to by być tzw. "wampirem emocjonalnym" (może zbyt mocne wyrażenie...)
          i karmić swoje ego podziwem innych. W takim przypadku żadnej miłości nie
          będzie tylko wykorzystywanie...
      • medius Re: kolejne "dlaczegosy" 20.10.03, 18:46
        A może to strach pacha nas w objęcia drugiej osoby?
        Może boimy się co przyniesie nowe jutro? Kto powiedział,
        że znamy odpowiedz na wszystkie pytania na które musimy
        codziennie odpowiadać? Podejmujemy setki decyzji i zawsze
        powstaje pytanie czy są one słuszne. Człowiek podświadomie
        szuka akceptacji swoich działań - chce żeby były zawsze racjonalne.
        Czy przypadkiem druga osoba nie jest pewnego rodzaju odgromnikiem,
        kimś kto ugasi pożar niepewności jutra, kto we wszystkich sytuacjach
        będzie ostoją - podporą? Kimś kto zrozumie i na kim będzie można zawsze
        i o każdej porze liczyć. Według mnie może to być tylko ta najbliższa
        osoba - przyjaciel tutaj nie wystarczy.
        Strach = bezpieczeństwo.
        MEDIUS
        • walentyna Raczej potrzeba bezpieczeństwa... 21.10.03, 15:28
          ...niż strach. Jest różnica między nimi, przynajmniej dla mnie. Ale poza tym -
          prawda, że nie znamy wszystkich odpowiedzi, które chcielibyśmy, że potrzebujemy
          obecności drugiego, bliskiego człowieka, kiedy stajemy oko w oko z trudnym
          wyzwaniem. Czasami rzeczywistośc stawia opór, czasami nas przerasta - w takich
          chwilach ta najbliższa osoba jest potrzebna jak koc ratunkowy zimą w górach -
          może uratować życie, a sama świadomość, że jest dodaje odwagi.

          W.
    • Gość: girlfriend żeby mieć czym zająć mózg i ręce ;) n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.03, 17:46
      • kvinna Niko, Kobieto Nieposiadająca Serca ;) n/t 15.10.03, 17:50
        • Gość: girlfriend :)))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.03, 17:53
          serce można wypełnić ewentualnie jaką ideą lub zwierzętami ;))))
          • kvinna wiem, że tego nie robisz :) 15.10.03, 17:57
            Masz za dużo oliwy z oliwek w głowie. Wiem :)
            • Gość: girlfriend Re: wiem, że tego nie robisz :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.03, 18:25
              uwierzysz, ze z minuty na minutę przestało mnie w życiu w ogóle obchodzić
              czerwone vino?
              • kvinna uwierzę 16.10.03, 14:27
                tzrymaj(cie) tak dalej

                Ciekawość:

                co nowego Cię obchodzi teraz? jakie nowe sprawy?
                muuuf :)
                • Gość: girlfriend Re: uwierzę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.03, 15:14
                  teraz obchodzą mnie tylko Rieslingi! :)
                  słowo zucha.

                  ja zawsze tak miałam, że fascynacja mężczyną, zmieniała mi zainteresowania ;)
                  • kvinna Hej :) 17.10.03, 12:48
                    Nie za mocno wzorujesz się na swoim Mistrzu?
                    Czy przed poznaniem jego byłaś kimś mniej?
                    • Gość: girlfriend Re: Hej :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.03, 15:01
                      to nie wzorowanie się, to częściowe przenikanie się :)
                      to mianowicie działa również w druga stronę, no i jest miłe :)))
                      także chyba jeteśmy w tym podobniejsze niż myślisz - Ty i ja?

                      przed, nie tyle mniej ile kimś innym.
                      zdecydowanie i mocno zmienia mnie (na lepsze! czyli jednak wcześniej mniej!)
                      każdy ważny mężczyzna.

                      ale bez przesady - ważnych było może 3 i pół, więc znowu tak nie odbiegłam od
                      oryginału ;)

                      :)

                      p.s."miszczostwo" jest trochę, myślę, umowne :) to raz, w dwa - jestem też
                      próżna jak najbardziej i lubię, jak mężczyzna łaskocze moją próżność zajmując
                      się mną zamiast na przykład karierą własną :)
    • alfika Re: po co kobieta mężczyźnie (i na odwrót)? 15.10.03, 18:25
      Mężczyzna jest potrzebny, bo: po pracy poszłam do sklepu z farbami, wybrałam
      odcień, wypytałam sprzedawcę czy rozcieńczać, czym rozcieńczać i czy raz
      wystarczy, dodźwigałam do domu i zaraz idę oklejać meble folią. Mężczyzna by
      wysłuchał, że ta jest ładna, ale tamta też, nie wiem, którą wybrać, nie
      powinien się niecierpliwić, tylko pomęczyć się ze mną, ble ble ble. Trwałoby to
      dłużej, pewnie pojechalibyśmy specjalnie do kilku sklepów, a nie jednego
      znaleźć wyjątkowo piękny odcień i wydali więcej pieniędzy, bo on by wypatrzył
      pędzel, którego jeszcze nie ma, wiaderko z dekielkiem, bo ma, ale bez dekielka
      itp.

      I jeszcze do kochania, przytulania, sprzeczania, czułości, dzieci, kwiatów,
      gotowania jego ulubionych dań, robienia niespodzianek - sobie nawzajem,
      rozumienia, płakania we dwoje, trzymania się za rękę podczas pogrzebu kogoś
      drogiego i podczas filmu w sobotni wieczór itd...
      • malwinamalwina Re: po co kobieta mężczyźnie (i na odwrót)? 15.10.03, 20:57
        w najlepszym wymarzonym wypadku
        prawdopodobnie powiedzialby : kolor a jeszcze mniej odcien mnie nie obchodza,
        to twoja sprawa - rodzaj i rozpuszczalnik wybieram ja i nie wtracaj mi sie do
        roboty.
        W najlepszym wymarzonym wypadku za trzy miesiace mialabys pomalowane
        w najgorszym ....

        sluchaj, jak potrafisz malowac to daj mi lekcje bo ja zostalam z
        tym "najgorszym wypadkiem" a sciany czorne ...
        :-)

        > Mężczyzna jest potrzebny, bo: po pracy poszłam do sklepu z farbami, wybrałam
        > odcień, wypytałam sprzedawcę czy rozcieńczać, czym rozcieńczać i czy raz
        > wystarczy, dodźwigałam do domu i zaraz idę oklejać meble folią. Mężczyzna by
        > wysłuchał, że ta jest ładna, ale tamta też, nie wiem, którą wybrać, nie
        > powinien się niecierpliwić, tylko pomęczyć się ze mną, ble ble ble. Trwałoby
        to
        >
        > dłużej, pewnie pojechalibyśmy specjalnie do kilku sklepów, a nie jednego
        > znaleźć wyjątkowo piękny odcień i wydali więcej pieniędzy, bo on by
        wypatrzył
        > pędzel, którego jeszcze nie ma, wiaderko z dekielkiem, bo ma, ale bez
        dekielka
        > itp.
        >
        > I jeszcze do kochania, przytulania, sprzeczania, czułości, dzieci, kwiatów,
        > gotowania jego ulubionych dań, robienia niespodzianek - sobie nawzajem,
        > rozumienia, płakania we dwoje, trzymania się za rękę podczas pogrzebu kogoś
        > drogiego i podczas filmu w sobotni wieczór itd...
        >
        >
        • alfika Re: Kobiet kobietom. Lekcja malowania. 16.10.03, 13:22
          malwinamalwina napisała:

          > w najlepszym wymarzonym wypadku
          > prawdopodobnie powiedzialby : kolor a jeszcze mniej odcien mnie nie obchodza,
          > to twoja sprawa - rodzaj i rozpuszczalnik wybieram ja i nie wtracaj mi sie do
          > roboty.
          > W najlepszym wymarzonym wypadku za trzy miesiace mialabys pomalowane
          > w najgorszym ....
          >
          > sluchaj, jak potrafisz malowac to daj mi lekcje bo ja zostalam z
          > tym "najgorszym wypadkiem" a sciany czorne ...
          > :-)


          Ten najgorzy też bywa najlepszy, nabierasz przekonania, że poradzisz sobie z
          tym, z czym w życiu byś nie pomyślała, że dasz radę :)
          (dobre jako psychoterapia :)))

          Potrzebne: drabina, pędzelek z miękkim włosiem do wykończenia przy suficie i
          przy oknach, wałek z watą (dobrze kryją), wiaderko, tacka do odsączania farby,
          ścierki z rozpuszczalnikiem (farby akrylowe są najlepsze, bo rozpuszczalnikiem
          jest woda) (ale na mokro, jak zaschną, to trzeba zdrapać, nie da się
          paznokciem), odcień trza kupić jaśniejszy jak trudno się zdecydować, bo na
          dużej powierzchni wychodzi bardziej nasycony kolor.
          A jak byś chciała rozjaśniać np. białą, to z tego samego rodzaju i tej samej
          firmy co kolorowa.

          Wałek z farbą trzeba odsączyć na tacce, parę razy (jakbyś malowała tę tackę),
          bo będzie się lać po ręce i po domu.
          Pędzelek macza się tylko samą końcówkę, inaczej się chlapie, a nie maluje. i
          wbrew pozorom idzie szybciej małymi porcjami.
          Drugą warstwę jak wyschnie pierwsza, bo poodłazi od ściany, ale to pisze na
          opakowaniu.
          Taniej wychodzi farba gotowa, a nie mieszana.
          Jak kilka puszek czy wiaderek, to przed malowaniem wszystkie w coś dużego zlać
          i pomieszać zanim się zacznie (żeby nie było niespodzianki z różnymi odcieniami
          na scianie).
          Jeszcze trzeba mieć dużo czasu, cierpliwość, zaparcie (he he, nie mylic z
          kłopotami z trawieniem :))) i picie, np. piwo. Jedno. I ciuchy na wybrudzenie.
          I folię malarską dla okrycia wszystkiego, a do folii taśmę klejącą. Dywan
          zwinąć!
          I farbę do wnętrz, bo są jeszcze na ściany zewnętrzne. Do łazienki są specjalne
          przeciwgrzybicze i przeciwpleśniowe.
          I malować w takiej porze roku, żeby jeszcze móc okno na parę godzin zostawić
          otwarte (mrozu i deszczu ma nie być).

          I jeszcze
          Dziury w ścianach zagipsować, małe porcyjki gipsu rozrabiać w miseczce lub
          przekrojonej piłce z gumy do konsystencji papki, ale nie lejącej, wyrównać nową
          (w każdym razie niezdartą) szpachelką. Nie tą, co się np. odrywa tapety! Bo ta
          jest poszarpana i łata wyjdzie w paski.
          I nie malować mokrego!

          Farba nierówności ścian też nie zakryje, więc jak krzywe, to można w ogóle
          zamiast gipsu zaprawę rozrobić - i starać się wyrównać na mokro.
          O rodzaj pytaj w sklepie, tłumacząc, co masz zamiar z tym zrobić.
          Jak będą szlifowac na sucho - trzeba mieć sprzet - to tylko, jak już nie ma
          wyjścia - wyjdzie piknie, ale biały proszek będzie się nawet z chleba w
          chlebaku wydłubywać. Przez jakieś pół roku.

          Albo tapetę.
          Też się da samemu.

          A jak kupujesz farbę to nie lec z nią sama przez pół świata, bo wczoraj nie
          wyszło mi to na najwiekszą przyjemność.
          • malwinamalwina Re: Kobiet kobietom. Lekcja malowania. 16.10.03, 13:53
            ranyyyyy boskieee, ales specjalistka
            nie interesuja cie wakacje na lazurach contra moje sciany ?????
            ;-)))
            • alfika Re: Kobiety kobietom. Lekcja malowania. 16.10.03, 14:40
              Wakacje juz były, teraz się biere za robotę!
              Ale to malowanie naprawdę nie jest trudne :)))

              Wiesz, właściwie jak byś przyjechała zobaczyć kraj i piękną klasyczną jesień
              przedzimową, to mi pomożesz (nie będę się wysługiwać :)), a potem będziesz
              malowała swoje lazury bez bólu :)
          • walentyna Czyli malowanie samodzielne jednak 16.10.03, 14:51
            Do malowania oraz innych tego typu zajęć para nie jest niezbędna. Jak widać
            można wszystko samemu/samej, a jak czegoś nie wiadomo, to forum pomoże - 24
            godziny na dobę :-)

            Jak kupujesz farbę, wyjdź z nią ze sklepu do naturalnego światła. Sklepowe
            neony bardzo zmieniają kolory - wiem z własnego doświadczenia (kupowałam ecru,
            a w domu okazało się to kolorem "kakałkowym").

            W tzw. dzisiejszych czasach jesteśmy coraz bardziej samodzielni/samodzielne. I
            właśnie o to chodzi - zanika jeden z bodźców do łączenia się w pary. Teraz ze
            sprawami codziennymi, utrzymaniem się, zarobieniem kasy, urządzeniem domostwa
            itd. można sobie swobodnie poradzić w pojedynkę. Jesteśmy tacy...
            samowystarczalni.
            Dlatego tak szukam tego, co tę samowystarczalność podważa.

            W.

            PS.
            Gdzie to malowanie? Może zrobimy czyn społęczno-forumowy i machniemy w trzy
            godziny całą chałupkę? ;-)
            • malwinamalwina Re: Czyli malowanie samodzielne jednak 16.10.03, 15:14
              Malowanie w nicei
              dzis 22 °C
              w chacie pelno miejsca - jest gdzie spac
              malzy nie podam, przyrzekam
            • kvinna Czyli malowanie samodzielne jednak - nie 16.10.03, 15:15
              Przeczytane: z przyjaciółmi nawet dach smołuje się inaczej, z przyjaciółmi
              wtedy nawet smoła nie jest czarna. Z tym wybranym pewnie zdanie owo ma
              znaczenie zwielokrotnione.

              walentyna napisał(a):


              > W tzw. dzisiejszych czasach jesteśmy coraz bardziej samodzielni/samodzielne.
              I
              > właśnie o to chodzi - zanika jeden z bodźców do łączenia się w pary. Teraz ze
              > sprawami codziennymi, utrzymaniem się, zarobieniem kasy, urządzeniem domostwa
              > itd. można sobie swobodnie poradzić w pojedynkę. Jesteśmy tacy...
              > samowystarczalni.

              Kto jest?
              Ja - nie, pomimo że obecnie jestem sobie wolna.
              Samowystarczalne są osoby, które mawiają o sobie, że są też "kreatywne",
              produktywne" czy coś tam. Płakać mi się chce. Smutne dorosłe "dzieci" obecnych
              dziwnych czasów. Manekiny.
              Świadomy wyłom ze świata nakazującego bycie trendy, mam duszę i po okresowym
              byciu sobie solo, zatęsknię za kimś. Jednak. Nie za Panem Kreatywnym.
              Bezbłędnie rozpoznaję ich na kilometr :)

              > Dlatego tak szukam tego, co tę samowystarczalność podważa.

              Znów wyskoczę jak Filip z konopii:

              Miłość. W sensie: dawanie.

              Dobra, np. rozmowy.
              Do Drugiego chcę mówić, chcę być słyszana.

              Miłość = bycie słyszanym (taka, robocza df..)

              Chcę go słyszeć.
              Czuć.

              Jeśli mocno, sensownie poczuję siebie, będę chciała poczuć też kogoś.

              (przepraszam za subiektywizm)







            • alfika Re: Oj, Walentyno, Walentyno :))) 17.10.03, 07:41
              Wcale nie chodzi o to, że skoro malowanie samodzielne, to kolejny powód, by nie
              być z kimś.
              Nawet jesli idzie szybciej i łatwiej, to - co z zaoszczędzonym czasem? Ha?
              Jesteś sama w swoim pomalowanym domu i tyle.

              Idzie o to, by owszem, umieć radzić sobie w pojedynkę.
              Choćby po to, by ukochany nigdy nie pomyślał, że jesteś z nim z jakiegokolwiek
              innego powodu niż kochanie. Żaden inny powód nie jest ani ważny, ani uczciwy.

              Człowiek jest stworzony do dawania i przyjmowania miłości, to wystarczy.
              Ani malowanie, które można samemu lub we dwa, ani dzieci, bo są tacy, co dzieci
              mieć nie mogą, a kochają, ani nic poza miłością nie powinno być powodem do
              bycia we dwoje.
              • walentyna Re: Oj, alfiko, alfiko :))) 17.10.03, 12:42
                Ale ja nie szukam argumentów, żeby z kimś nie być :-) Ani nie pytam o receptę
                na dobry związek.Tylko - czysto teoretycznie - rozważam, czego nie da się
                osiągnąć / mieć / odczuć samemu, a co jest nam potrzebne (i dlaczego). Pytanie
                jest bardzo ogólne: co sprawia, że ludzie dążą w życiu do bycia z kimś?
                I nie ma w nim podtekstu typu: związki nie mają sensu ani uzasadnienia. Ani też
                ironii. Ani sceptycyzmu.
                Tylko zaciekawienie i dociekliwość, która prowokuje mnie czasem do pytania o
                rzeczy oczywiste.

                W.
                • alfika Re: Oj, Walentyno, Walentyno :))) 17.10.03, 13:50
                  Rozumiem, a że podstawę do bycia we dwoje widze jedną jedyną - to dlatego
                  było "oj, Walentyno, Walentyno". I żeby mojego malowania nie widzieć jako
                  argumentu przeciw lub za, bo zażartowałam :)
                  • walentyna Re: zmalujmy coś :-D 17.10.03, 14:01
                    A tak swoją drogą, to nie ma jak praca zespołowa przy takim malowaniu. Od razu
                    robi się dużo zabawniej niż samemu.

                    O! Właśnie znalazłam kolejny powód, dla którego ludzie szukają siebie nawzajem:
                    zabawa. Czyli, żeby móc się śmiać, bawić, rechotać, turlać z ubawienia -
                    spontanicznie, radośnie, energetycznie. Samemu tak nie wychodzi.
                    Aczkolwiek to takiego ubawu po pachy, to grono przyjaciół świetnie się nadaje.
                    Nie trzeba być w parze...

                    :-)))
                    W.
                    • alfika Re: zmalujmy coś :-D 17.10.03, 15:50
                      To przyjeżdżajcie, co prawda 35 m, ale zmalować coś się na pewno da :)))

                      Piękny weekendzik się szykuje :)
    • jmx Re: po co kobieta mężczyźnie (i na odwrót)? 16.10.03, 00:08

      To jakaś ankieta? A nagrody będą? ;-))

      Odnośnie dzieci - nie trzeba łączyć się w pary by je posiadać. Oczywiście taki
      wariant jest najoptymalniejszy ale zdarzają się coraz częściej odstepstwa od
      tej reguły. Przysłowiowe banki spermy, tzw. świadome samotne macierzyństwo
      (kobieta specjalnie zachodzi w ciążę bez chęci wiązania się z nim na stałe).

      Tak więc dzieci też odpadają jako niezaprzeczalny powód... ;-)
      • komandos57 Re: po co kobieta mężczyźnie (i na odwrót)? 16.10.03, 00:14
        i do czego doszliscie? a ty mialas mnie odwiedzic! i co?obiecanki cacanki,a
        glupiemu stoi
        • jmx Re: po co kobieta mężczyźnie (i na odwrót)? 16.10.03, 00:19

          Nigdzie nie idę bo zimnoooooo!
          Tymaczasem siedzę na krześle ;-))
      • kvinna wariant nie może być najoptymalniejszy :( 16.10.03, 14:44
        tylko optymalny..
    • jmx Zakończenie...? 16.10.03, 01:34

      Przed chwilą dostałam od Kogoś:

      "By czuć, że się istnieje i że się istnieje w kimś."

      ...
      • komandos57 Re: Zakończenie...? 16.10.03, 01:37
        dlaczego ty nie spisz?
        • jmx Re: Zakończenie...? 16.10.03, 01:49

          Właściwie już idę :-) Dobranoc :-)
    • cossa Re: po co kobieta mężczyźnie (i na odwrót)? 16.10.03, 16:48
      wszystko pieknie ladnie
      duchowosc i te sprawy
      wiezi i polowki jablek ;)

      ale czasem, gdy przygladam sie roznym malzenstwom:
      pani do domu potrzebna
      by zadbac o kuchnie, kuchenke, dom i dzieci i meza
      a pan by sloik odkrecic i napic sie wodki z goscmi :)

      no i we dwojke razniej po prostu ;))

      pozdr.cossa
      • orvokki Re: po co kobieta mężczyźnie (i na odwrót)? 17.10.03, 10:59
        A propos dzielenia pasji... niby można samemu, ale jakoś się radość
        zwielokratnia, jak się można z kimś podzielić. Gdzieś przeczytałam takie zdanie
        o małżeństwie, które można zastosować do związków w ogóle, że to jest
        najdziwniejsza matematyka, bo wszystkie troski dzieli na pół, a wszystkie
        radości dwukrotnie pomnaża.

        Tacy, co są razem tylko po to, żeby ona jemu ugotowała, uprała, posprzątała, a
        on jej słoik odkręcił, to chyba żadnej pasji nie dzielą...
        Są związki złe i dobre. Bycie w dobrym jest lepsze niż bycie samemu, ale bycie
        samemu jest lepsze niż trwanie w złym związku.
      • walentyna Re: po co kobieta mężczyźnie (i na odwrót)? 17.10.03, 12:46
        Panią do domu można sobie wynająć. Nawet niedrogo. Przyjdzie, posprząta,
        pójdzie. I ma się święty spokój.
        Słoik każdy sąsiad odkręci.
        Wódki z gośćmi to ostatecznie samodzielnie można się napić unikając przy tym
        konieczności taszczenia swojej zalanej "drugiej połowy" do łóżka.

        Ale że we dwoje raźniej - to się zgadzam. To jest argument z takich, o jakie mi
        chodzi.

        :-))

        W.
        • kvinna Nie chcę się czepiać, ale 17.10.03, 12:59
          to, co piszesz, wydaje mi się mocno cyniczne.

          Przepraszam, ale tak.
          Takie nieśmiałe pytanie: po co (podkreślenie) Tobie w ogóle ludzie, Walentyno?
          Jakoś głupio mi w kontekście Twoich poprzednich, pięknych (tak) wypowiedzi.
          • walentyna Sprostowanie 17.10.03, 13:33
            Zaczęłam ten wątek nie dlatego, że szukam odpowiedzi dla siebie, nie dlatego,
            że mam wątpliwości co do sensu bycia z kimś. W moim pytaniu - po co kobieta
            mężczyźnie i na odwrót? - nie ma mnie, moich uczuć, mojej sytuacji, moich
            emocji. Pytam z pozycji "naukowca". Pytam o kobiety i mężczyzn, ludzi ogólnie,
            a nie o mnie, Ciebie, panią Kasię z mięsnego...
            Nie pytam: po co Walentynie mężczyzna, skoro ma panią do sprzątania? Pytam: co
            nas (=ludzi w ogóle) ciągnie do bycia razem.

            W.

        • cossa Re: po co kobieta mężczyźnie (i na odwrót)? 18.10.03, 00:32
          alez chcialam jedynie zwrocic uwage na to, ze to rowniez
          bywaja jak najbardziej powazne powody laczenia sie w
          pary. moze to malo duchowe, moze trudno dostrzec w tym to
          wszystko o czym w tym watku mowa, aczkolwiek w kompendium
          nie mozna tego pominac ;)

          pozdr.cossa

          walentyna napisał(a):

          > Panią do domu można sobie wynająć. Nawet niedrogo.
          Przyjdzie, posprząta,
          > pójdzie. I ma się święty spokój.
          > Słoik każdy sąsiad odkręci.
          > Wódki z gośćmi to ostatecznie samodzielnie można się
          napić unikając przy tym
          > konieczności taszczenia swojej zalanej "drugiej połowy"
          do łóżka.
          >
          > Ale że we dwoje raźniej - to się zgadzam. To jest
          argument z takich, o jakie mi
          >
          > chodzi.
          >
          > :-))
          >
          > W.
    • mathias_sammer Re: po co kobieta mężczyźnie (i na odwrót)? 17.10.03, 12:20
      "mezczyzna potrzebny jest kobiecie jak rybie rower"- kilka lat temu , gdzies w
      Polsce, przeczytalem ten cytat i od tamtej pory az do dzis zastanawiam sie w
      jaki sposob ta ryba...ma pedalowac..?? Nie pojmuje :)

      Kobieta mezczyznie potrzebna jest natomiast do wszystkiego :)

      I gdzie tu sprawiedliwosc?:)
      M.S.
    • procesor Re: po co kobieta mężczyźnie (i na odwrót)? 17.10.03, 12:52
      Tu trochę sie wysilalismy:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=6492710&a=6492710
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=6492716&a=6492716
      Czasem to naprawde wie mozna dziwic po co w pary sie dopieramy. :)
      A czasem się czuje że tak jest po prostu DOBRZE. :)
      • walentyna Re: po co kobieta mężczyźnie (i na odwrót)? 17.10.03, 13:52
        Dzięki, dzięki, dzięki. Za te linki. To dopiero skarbnica!

        W.
    • walentyna Do wszystkich, którym wydaję się cyniczna 17.10.03, 14:08
      Czy moje pytanie na początku wątku brzmi cynicznie? I czy sugeruje, że podważam
      sensowność bycia w związku? Nie miałam takiego zamiaru.

      Chciałam tylko trochę "poprzyglądać się gatunkowi ludzkiemu", tak, jak mogłabym
      obserwować i analizować zachowania np. patyczaków. Bo to fascynujące,
      szczególnie w tzw. dzisiejszych czasach, że my - ludzie - tak uparcie dążymy do
      bycia w związkach, mimo że - obiektywnie rzecz biorąć - wiele swoich potrzeb
      jesteśmy w stanie zaspokoić sami, inne z kolei mogą być zaspokojone przez
      przyjaciół, znajomych. A jednak chcemy być z kimś w ten wyjątkowy sposób, który
      daje nam kogoś oraz daje mu nas samych na wyłączność.
      Zastanawiałam się nad tym fenomenem. Tak po prostu, rozmyślałam sobie. Nie żeby
      coś udowodnić. Raczej z czystej fascynacji i przyjemności obserwowania świata.
      Z ciekawości i zachwytu nad tym.

      Mam wrażenie, że zostałam zrozumiana trochę inaczej, niż chciałam...

      W.
      • jmx To teraz ja się "przyczepię" ;-))) 17.10.03, 16:02
        walentyna napisał(a):

        > Bo to fascynujące,
        > szczególnie w tzw. dzisiejszych czasach, że my - ludzie - tak uparcie dążymy
        > do bycia w związkach, mimo że - obiektywnie rzecz biorąć - wiele swoich
        potrzeb jesteśmy w stanie zaspokoić sami, inne z kolei mogą być zaspokojone
        przez
        > przyjaciół, znajomych.


        Przecież gdyby tak było to chyba byśmy nie szukali (co to właściwie
        znaczy "szukali" w tym kontekście?) tych specjalnych ktosiów. Nie chcielibyśmy
        przebywać z kimś, mieszkać, współtworzyć naszego życia.

        Piszesz, że nie pisałaś tego wątku z myslą o sobie, o swoim zyciu prywatnym
        ale ogólnie. Ale z tak formułowanych pytań, rozterek można również pokusić się
        o charakterze, osobowości, potrzebach autorki...
        • walentyna Re: To teraz ja się "przyczepię" ;-))) 17.10.03, 16:52
          Można się pokusić i kto chce, to to zrobi, a ja nic na to nie poradzę.
          Kreska do portretu Walentyny:
          jestem filozofem. Z wykształcenia. No i z zamiłowania. Lubię więc czasem
          pozastanawiać się nad różnymi sprawami niekoniecznie z sobą samą w roli
          podmiotu tychże spraw. Dla przyjemności rozważania.
          Staram się nie traktować niczego jako oczywiste. Mam nawyk ciągłego pytania
          (dlaczego? po co?). Zadaję te pytania niekoniecznie dla znalezienia w
          odpowiedziach wskazówek dla siebie. Czasami z czystej pasji i ciekawości świata
          i ludzi.
          Na studiach nauczyłam się, że czasami warto pokusić się o twierdzenia niemal
          absurdalne i pytania naiwne, dziecięce, zdziwione. One podważają oczywistość i
          prowokują do namysłu nad tym, co przyjęliśmy bez zastanowienia jako pewnik.
          Albo do namysłu po prostu, dla pogłębienia własnych przekonań, przyjemnej
          gimnastyki myśli, poszerzenia własnego światopoglądu, spojrzenia na rzeczy pod
          nieco innym kątem niż zwykle, dostrzeżenia w nich nowych jakości...
          Myślenie to moje hobby ;-)
          I stąd ten wątek. Bo nie mam wątpliwości, że dobry związek jest dużo lepszy niż
          nawet najlepsza samotność. Zastanawiam się tylko (z uśmiechem życzliwym),
          dlaczego tak jest. Czyli tak sobie gdybam...

          W.
          • jmx Re: To teraz ja się "przyczepię" ;-))) 18.10.03, 00:31

            Ja wiem - "nie ma głupich pytań są tylko głupie odpowiedzi" ;-))
            Ale pytając o wszystko "po co" można sprawę sprowadzić do absurdu.
            Bo chyba?, wydaje mi się?, że w życiu nie wszystko jest "po coś", z jakichś
            konkretnych, ścisłych, definiowalnych powodów. Gdyby tak było to wszyscy
            byliby szczęśliwi, żyli w udanych związkach. A przecież tak nie jest...
          • medius Re: To teraz ja się "przyczepię" ;-))) 21.10.03, 17:11
            "Rzeczy" oczywiste są schematami a schematy są lenistwem umysłowym.
            Tak naprawde to lenimy się co rusz by przypadkiem nie umrzeć od nadmiaru
            myślenia(oczywiście mnie to nie omija ;) ). To chyba też jest "rzecz" oczywista.

            oczywisty Medius
    • Gość: girlfriend gdyby nie było mężczyzn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.03, 16:58
      egzystencja straciłaby sens oraz wdzięk :)
      • jmx Re: gdyby nie było mężczyzn 18.10.03, 00:22

        To sensem Twojej egzystencji są mężczyźni?
        Fjjju, fjjjjuuuu.... ;-)
        • Gość: girlfriend a co jest sensem Twojej egzystencji? ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.03, 00:25
          kobiety czyżby, hihi ;))))) ?
          • jmx ja ;-))) n/txt 18.10.03, 00:43

            • Gość: girlfriend There is a solitude of space IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.03, 00:47
              Jest samotność przestrzeni,
              Samotność oceanu,
              Samotność śmierci - lecz wszystkie
              Igraszką są w porównaniu
              Z tym innym odosobnieniem,
              Polarnym tchnieniem głuszy:
              Skończoną nieskończonością
              Zamkniętej w sobie duszy.

              /Emily Dickinson/
        • cossa Re: gdyby nie było mężczyzn 18.10.03, 00:26
          bojowas dzis jmx ;))
          obojetne czy sa czy ich nie ma? ;))
          ja tam ich lubie
          choc czasem mnie doprowadzaja do szalu ;)

          pozdr.cossa

          jmx napisała:

          >
          > To sensem Twojej egzystencji są mężczyźni?
          > Fjjju, fjjjjuuuu.... ;-)
          >
          • jmx Re: gdyby nie było mężczyzn 18.10.03, 00:42

            E tam, nie bojowa. Ale tak się zastanawiam - czy moję zycia straciłoby sens
            gdyby nie było mężczyzn? Jak "byt określa świadomość" tak "mężczyzna nadaje
            sens bycia kobiecie"? Eeee.... ;-)))

            A lubienie? No, hmmmmm, przeciez nie mówię, że nie :-)))
            • Gość: girlfriend Re: gdyby nie było mężczyzn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.03, 00:45
              Gdyby nie było mężczyzn, byłoby piekło - baby by się zagryzły :)
              to pewne.
              (vide: damskie więzienia, pokoje nauczycielskie itp.)
              • cossa Re: gdyby nie było mężczyzn 18.10.03, 00:47
                ale moze jakby panow nie bylo..
                nie byloby odwiecznej rywalizacji o faceta
                takiej z biologicznego punktu widzenia ;)
                wiec czesc agresji kobiet by odpadla ;)

                licho wie jakby to bylo ;)
                ale wole sie nie zastanawiac
                dobrze z nimi na ziemi :)

                pozdr.cossa

                Gość portalu: girlfriend napisał(a):

                > Gdyby nie było mężczyzn, byłoby piekło - baby by się
                zagryzły :)
                > to pewne.
                > (vide: damskie więzienia, pokoje nauczycielskie itp.)
                • Gość: girlfriend Re: gdyby nie było mężczyzn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.03, 00:54
                  a bo to najkrwawsze damskie boje o facetów? ;)
                  wiem jedno, mnie by się nic nie chciało.

                  :)

    • Gość: girlfriend para to nie jest jedyna forma egzystencji :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.03, 00:37
      i nawet nie wiadomo, czy większościowa...
      wszak i trójkąt, sądząc po lekturze tego czcigodnego forum, całkiem jest
      popularnym w pzryrodzie :)

      że inne figury litościwie zmilczę ;)
      • Gość: ryb Re: para to nie jest jedyna forma egzystencji :) IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 18.10.03, 01:32
        Dlaczego litosciwie??? Nie lubisz lyzwiarstwa figurowego? :)))


        • Gość: girlfriend Re: para to nie jest jedyna forma egzystencji :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.03, 01:53
          takie łyżwiarstwo, to jest jazda bez trzymanki ;)
          • Gość: ryb Re: para to nie jest jedyna forma egzystencji :) IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 18.10.03, 02:02
            :))) Ide spac, bo mnie robaczywe mysli chodza po glowie. Lyzew zaczynam
            szukac. Dobranoc:)
            • Gość: girlfriend słodkich snów ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.03, 02:07
              ciekawe, że jak ja jestem, to Ty sie zawsze zaczynasz zbierać do łóżeczka,
              hihi ;)))))
              • Gość: ryb Re: słodkich snów ;) IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 18.10.03, 02:09
                Dzisiaj mialem dlugi i ciezki dzien. Nie unikam Ciebie :))) Jestes jedna z
                moich faworytek na tym forum, nie boje sie tego napisac :))) Pozdrawiam i
                dobranoc :)))
                • Gość: girlfriend ależ ja miałam zupełnie co innego na myśli... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.03, 02:12
                  niż unikanie, hahaha ;))))
                  dobranoc pchły na noc
                  :DDDDD
                  • Gość: ryb Re: ależ ja miałam zupełnie co innego na myśli... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 18.10.03, 02:13
                    :))) Chcialem tylko sprawdzic czy sie nie myle, hihihihi :))) Teraz to juz
                    naprawde dobranoc :)))
                    • Gość: girlfriend niech Ci się więc przyśni barrakuda nieruda ;) n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.03, 02:19
                      • alfika Hej, ludzie! Czemu wy jeszcze nie śpicie?!(nt) 18.10.03, 02:28

                        • Gość: girlfriend a Ty Siostro? :)))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.03, 02:31
                          właśnie miałam zamiar spadać, hihi ;)
                          • alfika Re: a Ty Siostro? :)))))) 18.10.03, 02:36
                            Właśnie się okąpałam, po przebudzeniu w fotelu :)
                            Zaraz też zmykam, boć pora na spanie, oczy wołają :)))
                            • Gość: girlfriend oj wołają... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.03, 02:40
                              no to chodźmy koleżanki ;)))

                              dobranoc!

                              :)

                              a swoja szosą masz właściwy odruch - po okąpaniu się w środku nocy jeszcze tu
                              wpaść ;)))
                              • alfika Re: oj wołają... 18.10.03, 02:47
                                Dobranoc, Siostro :)))
                                I wszystkim forumkom, wielbłądkom, wielbicielkom i niewielbicielkom też :)))
                                • jmx Re: oj wołają... 18.10.03, 02:54

                                  No i znowu wątek "rozjechany" ;-). Doooobranooooooc :-)

                                  PS. Do Girl - może Ryb tak z nudów.... ? ;-D

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka