Dodaj do ulubionych

Dzieciństwo, alkohol, moje zagmatwanie - długie ;/

06.10.08, 11:19
Historię spróbuję opowiedzieć po kolei.
W tej chwili jestem szczęśliwą żoną i mamą. Mam pracę i naprawdę
czuję że żyję. Ale to dopiero od momentu, gdy poznałam męża, a
wcześniej... Wychowałam się w toksycznych relacjach z matką. W
naszym "dobrym domu" matka wiodła prym, ojciec siedział cicho. To
ona decydowała o wszystkim, krzyczała, szantażowała emocjonalnie.
Zawsze byłam karcona, chwalona nieczęsto. Moje poczucie własnej
wartości było bliskie zeru. Zawsze i wszystko wg niej było źle. Od
ocen (były zawsze b.dobre - no, ale mogły być celujące, prawda?, po
mówienie "dzień dobry"- podobno się krzywo i sztucznie
uśmiechałam...). Mama - jak sądzę - robiła to nieświadomie, ale
swoim zachowaniem doprowadziła mnie do bulimii oraz do tego, ze z
braku akceptacji włąsnej osoby (skądinąd ładnej i wykształconej)
pakowałam się w wyjątkowo nieodpowiednie związki. I tak: byłam z
narkomanem, czy też byłam z facetem który z zazdrości mnie lał np.
Chyba tylko jeden związek w życiu mogę uznać za normalny, który
zakończył się i mimo wszystko pozostawił dobre wspomnienia. Kazdy
kto okazał sie czuły i serdeczny powodował, że patrzyłam na niego
jak zbity pies i ufałam bezgranicznie. I nie chodzilo o seks tylko o
zwykłą życzliwosc, serdecznosć. Kupiłabym chyba każdy bajer.
Na studiach poznałam męża - człowiek odpowiedzialny, ważący słowa,
kochany. Zbudowaliśmy cudowny zwiazek opartu na zaufaniu,
akceptacji, ale też życzliwej krytyce. Wyprowadziliśmy się od
rodziców do innego miasta, ustatliliśmy granice mojej matce (bo
miała początkowo "lepsze" wizje meblowania pokoi, wychowywania
dzieci, mojego ubierania się, pracy czy wietrzenia mojego
mieszkania ;)). W moim domu, przy boku meża czuję się spokojnie i
naprawdę dobrze. Jest jeden problem. Jeden jedyny... i chyba jednak
mój...
Mąż pochodzi z rodziny, gdzie wszyscy byli zżyci, serdeczni,
wspierający się. Często spotykali się przy stole, pili alkohol,
sporo. Mój mąż też potrafi sporo wypić i traktuje alkohol - jak
mówi - jako coś "dla ludzi". Pije czasem więcej przy okazji
wspólnych imprez. A ja wtedy tracę głowę. Truchleję, wydaje mi się,
ze jak on jest "na rauszu" to mnie nie ma. Robię się mała i
zastraszona. Dlaczego??? Nigdy nie byl agresywny. Z reguły jak
wypije więcej idzie spać i tyle, czasem głupio pozartuje. Nie pije
na codzień, nie pija w weekendy. Nigdy przy dzieciach. Nie pije, gdy
ma jechać samochodem. Bywa, że gdy idziemy, np. na wesele - pije
symbolicznie do 12 a potem ani grama, bo na drugi dzień (dodam - po
noclegu) mamy jechać samochodem z powrotem. Z imprez z pracy raz
jeden wrócił zanietrzeźwiony, ale uprzedzał, ze moze być tym
razem "weselej". Z pozostałych spotkań zawsze wraca, max po 2
piwach, oczywiscie taksówką, nie swoim samochodem. Znajomi, z
którymi bywamy na takich bardziej zakrapianych imprezach też piją,
ale na codzień nikt do kieliszka nie zagląda, mają rodziny, dobrą
pracę, nie potrzebują drinków na rozluźnienie. Dlatego widzę, ze
problem tu raczej mam ja ;/. Bo ja się zachwouję, jak żona
agresywnego alkoholika. Normalnie drże ze strachu. Myśl, ze rano maż
wstanie o 7 czy 8 do dzieci (zawsze w wolny dzień zajmuje się
dziećmi od rana ;)) trzeźwiutki wydaje mi się niemoliwa. Nigdy mnie
nie zawiódł, nie skrzywdził. Skad ten mój paniczny strach przed
alkoholem? Przecież sama też od czasu do czasu potrafie wypić
wiecej? Mam wrażenie, ze jak mąż jest na rauszu to ja tracę oparcie,
czuje się, jakbym go traciła, tracę grunt pod nogami. Sama siebie
nie rozumiem. Czy ktoś mi może pomóc?
Obserwuj wątek
    • lubie.misie Re: Dzieciństwo, alkohol, moje zagmatwanie - dług 06.10.08, 11:43
      Bardzo mnie poruszyła Twoja historia, bo... jest podobna do mojej. I
      mam odruch - udzielenia wsparcia:)
      Nie bedę się wymądrzać, co masz zrobić, ale mogę powiedzić, co ja
      zrobiłam. Poszłam na terapię i - jak już gdzieś pisałam - chylę
      nisko głowę przed fachowością pań terapeutek, bo jestem przekonana,
      że sama bym sobie nie poradziła.
      Przebudowę życia zaczęłam już jako baaardzo dojrzała osoba i jest
      to bardzo długi (i bolesny) proces. Nauczyłam się przeżywać życie
      nie jak dziecko - tylko jako osoba dorosła.
      Ale warto było podjąć to wyzwanie, bo jestem wolna i szczęśliwa.
      A jak nie - to przynajmniej rozumiem, co się we mnie kłębi i umiem
      to przeżyć bez umierania ze strachu, albo nad tym zapanować.
      życzę Ci wszystkiego dobrego, serdeczności
      • taki.problem Re: Dzieciństwo, alkohol, moje zagmatwanie - dług 06.10.08, 12:04
        dziękuję za odzew ;)
        czy mozesz napisać wiecej? czy dobrze podejrzewam, że moje zachwanie
        ma korzenie w dzieciństwie? czasem czuję, ze zyje wciaż we mnie
        mała, nieprzytulana dziewczynka...
    • malakas Re: Dzieciństwo, alkohol, moje zagmatwanie - dług 06.10.08, 12:52
      taki.problem napisała:

      > Mój mąż też potrafi sporo wypić

      ale

      > Nie pije na codzień, nie pija w weekendy.

      Cos krecisz. To kiedy on własciwie pija?

      Żałosne bzdety. Mamusia jeast winna temu, ze mąz moglby pić,
      ale "niestety" nie pije.
      Myśle, że to dobra okazja, zeby sie napic, nie?
      • taki.problem Re: Dzieciństwo, alkohol, moje zagmatwanie - dług 06.10.08, 13:03
        wydaje mi się, że jasno napisalam.

        mam wrażenie, ze mama jest "winna" wielu moim ukrytym lękom

        żadne z nas w domu szuka okazji do picia.
        • leda16 Re: Dzieciństwo, alkohol, moje zagmatwanie - dług 08.10.08, 07:21
          mam wrażenie, ze mama jest "winna" wielu moim ukrytym lękom


          Lękom?! Zaborczość, agresywne zwalanie winyna innych, patologiczne uzależnienie od męskich portek uważasz za lęki? I oczywiście mamusia winna, że Cię na śmierć nie zagłaskała w dzieciństwie, nie cechy Twojej osobowości - infantylnej, bierno-zależnej :). A skąd u Ciebie to dążenie do ustawiania i kontrolowania męża? No, pewnie jednak geny mamuśki się odezwały ;). Boisz się jawnie wystąpić przeciwko niemu, żeby rozeźlony chłop, który "lubi się napić" nie szurnął Cię do kąta, więc kompulsywnie o swoje tchórzostwo w wyrażeniu własnego zdania obwinniasz oczywiście mamusię. Naturalnie jesteście młodymi ludźmi, ale jak już tak chleje, to prościutka droga do uzależnienia - z czasem zacznie chlać coraz więcej. Alkohol jest dla ludzi, ale być może nie dla niego. To, że nie pije przy dzieciach nie znaczy, że one pijackiego smrodu od nawalonego tatusia nie czują. Ty też - jak piszesz - tracisz kontrolę i "nieraz" zdrowo się ubzdryngolisz. Pewnie dla towarzystwa mężowi, który zresztą jako potencjalny alkoholik akceptuje takie wyskoki u żony i matki własnych dzieci. Uważaj!
          • taki.problem Re: Dzieciństwo, alkohol, moje zagmatwanie - dług 09.10.08, 13:25
            po pierwsze - sprawa moich relacji z matką rzutowała (choć nie
            powinna) na wiele moich zachwoań, o których się tu nie rozpisywałam
            i wiem na pewno, że relacje te nie były dobre i powinny być
            przepracowane przeze mnie przy pomocy psychologa;
            po drugie- możesz oczywiście wysnuć tezę, że chelejemy, po czym
            pijackim odorem raczymy dzieci, a ja szukam problemu nie tam gdzie
            trzeba, niemniej jest do duuuze uproszczenie i - mam wrażenie -
            niezrozumienie co pisałam;
            nikt z nas nie chleje a rzeczone ubzdryngolenie się "nie raz" to w
            sumie wychodzi tak ze 2x na pięć lat. faktycznie równia pochyła? W
            tzw. międzyczasie jest mnóstwo spotkań na których alkohol jest, co
            nie oznacza że jest on w nadmiarze (no, chyba ze nadmiarem są już 1-
            2 piwa pite na imprezie raz na kwartal lub 1 piwo we dwoje od czasu
            do czasu wieczorem (nawet nie wiem, czy raz w tygodniu))
            po trzecie - mąż wobec mnie nigdy nie byl agresywny, ma spokojną
            naturę i jeśli już ktoś miałby się stawiać to raczej ja - i właśnie
            robienia szumu nie tam gdzie trzeba chcę uniknąć
            dziękuję za ostrzeżenie, ale jadnak przekonuje mnie zdanie innych,
            ze to jest glównie mój problem z nadmierną chęcią kontroli (co
            równiez przejawia się w innych dziedzinach życia), a który korzenie
            ma głęboko w dzieciństwie i młodosci
            • taki.problem Re: Dzieciństwo, alkohol, moje zagmatwanie - dług 09.10.08, 13:36
              a! i wierz mi, kiedyś chętnie przyjęłabym Twój punkt widzenia, że
              mąż jest głeboko zagrożony alkoholizmem i ma zrobić jak ja chcę,
              inaczej zginie marnie... to umiłowaie do kontrolowania (porzadki,
              jedzenie, perfekcjonizm we wszystkim) i tak mi już daje popalić, a
              jak jeszcze coś sobie mogę wytłumacztć na swoją modłę, to potrafię
              się nieźle rozkręcić. a nie chcę! tylko musze walczyć, zeby nie stać
              się tyranem, jak matka, co to wszystko "dla mojego dobra", "z
              troski" i "z miłości", no i oczywiscie "bo widzi i ma doswiadczenie"
          • angelika1978 Re: Dzieciństwo, alkohol, moje zagmatwanie - dług 09.10.08, 22:19
            Hej,

            A co się stało z twoim ojcem?
            Może on pił, a towja matka się o niego bała i powielasz jej
            zachowanie?
    • kontrr Re: Dzieciństwo, alkohol, moje zagmatwanie - dług 06.10.08, 12:59
      Wygląda na to, że od rodziców nie dostałaś tego, co było ci
      potrzebne i szukasz tego uparcie w innych ludziach, a obecnie daje
      ci to mąż.

      Też polecam terapię, bo to jest bardzo ciężka praca, żeby nauczyć
      się, że to ty sama teraz jesteś za tę małą dziewczynkę
      odpowiedzialna. Piszesz, że gdy mąż pije, ty tracisz oparcie.
      Niedobrze, że widzisz je głownie w nim, a nie w sobie. Sama musisz
      stanąć mocno na własnych nogach, wtedy mąż bedzie dla ciebie
      partnerem, a nie opiekunem.

      Pamiętam jak byłam mała i rodzice pili (sporadycznie, np. z okazji
      imienin w domu). Nikt się jakoś wielce nie upijał, ale miałam to
      samo uczucie zagrożenia. Że oto ludzie, którzy mają dbać o moje
      bezpieczeństwo robią coś, co sprawia, że zachowują się trochę jak
      dzieci. A to ja byłam dzieckiem, nie oni.




      • taki.problem Re: Dzieciństwo, alkohol, moje zagmatwanie - dług 06.10.08, 13:09
        kontrr napisała:


        >
        > Pamiętam jak byłam mała i rodzice pili (sporadycznie, np. z okazji
        > imienin w domu). Nikt się jakoś wielce nie upijał, ale miałam to
        > samo uczucie zagrożenia. Że oto ludzie, którzy mają dbać o moje
        > bezpieczeństwo robią coś, co sprawia, że zachowują się trochę jak
        > dzieci. A to ja byłam dzieckiem, nie oni.
        >

        Bardzo Ci dziękuję za te słowa! Jest dokładnie tak jak piszesz!
        Naprawdę nie chcę się tu rozpisywać na temat męża, bo padają
        podejrzenia, ze go usprawiedliwiam, a on chleje. Nie. On lubi
        alkohol ale wie kiedy i ile moze. Ja też lubię i też potrafię sporo
        wypić (ale nie przy każdej nadażającej się okazji, zapewniam). I nie
        będę tego jakoś wielce wyjaśniać. Chodzi o to uczucie, które
        opisałaś. MÓJ LĘK. Moje poczucie utraty i zagrożenia. I nie wtedy,
        kiedy ja wypiję, ale wtedy, kiedy on.
        • malakas Re: Dzieciństwo, alkohol, moje zagmatwanie - dług 06.10.08, 13:12
          Jestes jemiołą. Tego się nie leczy, to sie przezwycięża. Co nie
          znaczy, że nie mozna się napić :-)
          • taki.problem Re: Dzieciństwo, alkohol, moje zagmatwanie - dług 06.10.08, 13:21
            No dobra, ale jak przezwycieżyć coś, co nie wiem skąd się bierze?
            Skąd mój lęk? O to mi chodzi. I jak go pokonać?
            • malakas Re: Dzieciństwo, alkohol, moje zagmatwanie - dług 06.10.08, 13:42
              Słuchaj. Ja tu, jak widzisz, robię za błazna, zatem traktuj to pół
              żartem pół serio.
              Tak samo jak i teorie o nieprzytulanych dzieciach. Zreszta co Ci po
              przyczynach, skoro nawet jeśli one sa rzeczywiste, to i tak nie da
              sie juz ich usunac. Przeciez nie wrócisz nagle do dzieciństwa i nie
              każesz matce okazywać uczuć w dzis zalecany sposób.
              Alkohol to w ogole zaden problem. Problem, z czego chyba zdajesz
              sobie sprawę, lezy w fakcie, iż czasowo zamroczony maż nie może byc
              na te chwile utraty pełni sprawności Twoim aniolkiem stróżem. Co
              oznacza, że nie widzisz siebie jako autonomicznej jednostki, mającej
              szanse na przezycie po odłaczeniu kroplówki.
              Tacy ludzie umieraja max po 6 miesiącach po smierci współmałzonka. A
              przecież wypadki chodza po ludziach. A dzieci? Co z nimi będzie?
              • elielieli Re: Dzieciństwo, alkohol, moje zagmatwanie - dług 06.10.08, 13:56
                "Przeciez nie wrócisz nagle do dzieciństwa i nie
                każesz matce okazywać uczuć w dzis zalecany sposób".

                Tak, nikt nie wroci do dziecinstwa, ale moze zobaczyc jak DZISIAJ
                funkcjonuje, co kryja jej leki, skad DZISIAJ czerpac oparcie i
                nauczyc sie byc bardziej samowystarczalna.Terapia to najlepsze
                miejsce aby ten proces zaczac.

                Boisz sie ze maz odejdzie na dluzej niz na jedna noc i nie bedziesz
                w stanie bez niego funkcjonowac.
                "nie widzisz siebie jako autonomicznej jednostki"-nie widzi bo tej
                jednostki nie ma. I nigdy nie jest za pozno aby te jednostke
                budowac i wzmacniac.
              • taki.problem Re: Dzieciństwo, alkohol, moje zagmatwanie - dług 06.10.08, 13:59
                masz dużo racji w tym, co piszesz ;/
    • spinline Ofiara przemocy! 06.10.08, 14:02
      Twoje reakcje sa typowe dla ofiar przemocy. Napewno dobra rada to
      szukac terapii.
      Ale i tak duzo sama musisz zrobic.

      To co laczy alkohol i przemoc matki to = Brak Kontroli. Nawet
      jezeli ta kontrola jest u pijacego alkohol, to nie bylo jej u
      emocjonalnej 'goracej' matki.

      Nagle ukochana osoba pod wplywem emocji, /alkoholu/ zamienia sie
      nie do poznania. Boisz sie, ze ten 'idealny' swiat, ktory teraz
      masz zamieni sie i powtorzy piekielko wyniesione z domu.
      Duzo istniec moze czynnikow wspolnych z dziecinstwem.

      Powinans sobie uswiadomic kim byla i jest twoja matka. Nam dzieciom
      zatyka sie 'morde' tabu jakie obowiazuje, ze rodzicow nie wolno
      krytykowac.

      Prawda o takich emocjonalnych kobietach, ktore dominuja rodzine
      jest bardzo banalna. Sa to osoby bardzo infantylne emocjonalnie,
      nad ktorymi emocjami bierze przewage ich egoizm. To ten egoizm
      sprawia, ze na taka osobe jako matke dziecko nie moze liczyc. I tak
      w podswiadomys sposob i ona sie w tobie wyryla. Bo co by sie stalo,
      gdyby matka spuscila z tonu skonczla ze swoim znanym sposobem bycia?
      Z punktu widzenia matki byloby to rownoznaczne z utrata kontroli.
      Ona poprzez swoj sposb bycia kontroluje swoje otoczenie.

      Duzo by na ten temat pisac. Ale zacznij sama bwiac sie w detektywa
      i bezlitosnie dojdz do zrodla twoich rozsterek. Moim zdaniem
      sytuacja kreci sie na wielu plaszczyznach rownolegle. Jedna z tych
      plaszczyzn jest brak zaufania wyniesiony z domu. Brak wiary w
      drugiego czlowieka, a takze w siebie. Powtarzasz bardzo znany
      schemat z domu. Zwiazany z kontrola. Wtedy gdy maz jest trzezwy
      wszsytko jest pod kontrola, jego tez podswiadomie, masz pod
      kontrola. Natomiast gdy jest podpity kontola sie konczy. Co u
      ciebie wzbudza lek. I to zupelnie naturalne dla twojej calej
      zyciowej sytuacji.
      • spinline Re: Ofiara przemocy! 06.10.08, 14:04
        sorry za bledy zyje od lat poza krajem i strzelam coraz wiecej
        byczkow:=)
      • malakas Re: Ofiara przemocy! 06.10.08, 14:12
        spinline napisała:

        > Nam dzieciom
        > zatyka sie 'morde' tabu jakie obowiazuje, ze rodzicow nie wolno
        > krytykowac.

        Nam, dzieciom. Własnie. A masz cos do powiedzenia z perspektywy
        rodzica?
        Stepiłby sie trochę ten Twój nastoletni totalny krytycyzm, mogę sie
        założyć.
        Otóz rodzice musza sie zmierzyc z zadaniem, do którego nie sa
        przygotowani, i co więcej wygląda na to, że nie moga byc. Gdyby
        tylko wiedza "jak byc idealna matka/ojcem" była zupełna i
        niezawodna, dzieci specjalistów byłyby ideałami, a oni sami nigdy
        nie mieliby najmniejszych problemów wychowawczych. A mają!
        • elielieli Re: Ofiara przemocy! 06.10.08, 14:34
          Pomocne jest przeanalizowanie stosunku z matka, ale jeszcze
          bardziej pomocna bedzie terapia oparta na umacnianiu nowej
          osobowosci i autonomii, hit et nunc.
          • leda16 Re: Ofiara przemocy! 08.10.08, 07:30
            Nowej osobowości??? O czym Ty piszesz?! Widać w kraju Zulu-Guli w try miga można zrzucić starą osobowość jak brudną, złachmanioną sukienkę i włożyć nową - czystą, modną, elegancką :))).
            • elielieli Re: Ofiara przemocy! 08.10.08, 08:59
              Po czym poznac efekt dobrze przeprowadzonej psychoterapii? Po tym,
              ze niektore cechy osobowosci sie zmieniaja. Ale Leda o tym nie
              wiedziala, bo w podreczniku bylo tylko o tym ze osobowosc to
              constant.
              Ale nie zupelnie, bo byloby za nudno.
              • leda16 Re: Ofiara przemocy! 08.10.08, 21:42
                ze niektore cechy osobowosci sie zmieniaja.

                To znaczy które?
                • elielieli Re: Ofiara przemocy! 08.10.08, 23:32
                  A chicby "stabilnosc emocjonalna" mierzona na BFQ. Ma sens, prawda?
                  • leda16 Re: Ofiara przemocy! 09.10.08, 07:17
                    Bynajmniej. I nie wiem o co Ci z tym BFQ chodzi, z jakich koncepcji teoretycznych wypływa, na jakiej populacji została wystandaryzowana i znormalizowana, czy jest trafna i rzetelna. Zakładam, że mierzy poziom neurotyzmu. Ale może się mylę. Jeśli to jeden z subiektywnie ocenianych, zmiennych pod wpływem humoru osoby badanej kwestionariuszy to nie ma o czym mówić. Innych "zmieniających się" wskutek psychoterapii cech osobowości nie znasz ? :). Zresztą skuteczność psychoterapii przeceniasz jak każdy laik. Z opracowań UJ na 1 tysięcznej populacji nerwic wynika, że względną, wspomaganą farmakologicznie poprawę funkcjonowania społecznego stwierdzono zaledwie u 15% badanych, po 3 letniej psychoterapii. Jeśli masz lepsze osiągi, to tym razem ja zapraszam do Polski :). W przypadku psychoz odnotowano zaledwie 5%. Wystarczy, żeby przerzucić się na coś bardziej efektywnego, również finansowo.
        • spinline Owszem jestem matka. 06.10.08, 14:39
          I wiedzac jakim potworem jest moja matka staralam sie zawsze
          pamietac, aby nie popelniac jej bledow wychowawczych na moich
          dzieciach.

          I wiesz co? Powiem ci ze mam cudowne dzieci.
          • malakas Re: Owszem jestem matka. 06.10.08, 14:42
            Cudowne dzieci, które beda na forach psy na Tobie wieszac (a moze
            juz wieszają?) i zaklinac sie, że nie popełnią Twoich błedów.
            I tak to sie toczy, nie bądźmy świętsi od papieża.
            • spinline Re: Owszem jestem matka. 06.10.08, 14:59
              malakas napisał:

              > Cudowne dzieci, które beda na forach psy na Tobie wieszac (a moze
              > juz wieszają?) i zaklinac sie, że nie popełnią Twoich błedów.
              > I tak to sie toczy, nie bądźmy świętsi od papieża.

              ................

              Ironizujesz! Kazda krytyke od moich dzieci przyjme jako cos co jest
              istotne w realcji, aby naprawic i polepszyc.

              Roznica pomiedzy mna, a moja matka jest taka, ze matka nie przyjmie
              do siebie najmniejszej krytyki. Bedzie natomiast, krzyczec jak
              szalona z rozszerzonymi czarnymi od zlosci zrenicami,tupac, latac
              po pokoju, machac rekoma, i grozic ze mnie zabije...ja nie zartuje
              tak to wyglada.

              Matke widzialam 7 lat temu. Powiedzialam jej po takiej rozmowe jaka
              opisalam wyzej, ze wiecej sie juz nie zobaczymy. I wyjechalam bedac
              jedynie w domu rodzicow ....kilka godzin!
              Ot tak to wyglada.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka