Dodaj do ulubionych

Pomóżcie zrozumieć..

17.10.03, 11:50
..człowieka, z którym niedawno związałam swój los. Po co mężczyzna żeni się
z kobietą, by po ślubie „sprowadzić ją do parteru”? Przed ślubem znaliśmy się
przeszło 2 lata. Nic nas do niego nie zmuszało, zrobiliśmy to świadomie – z
miłości i chęci bycia razem. Tak mi się wówczas wydawało. To jego drugi ślub,
jest po rozwodzie.
Potem coś się zmieniło. Nasiliły się jego negatywne zachowania, docinki. Nie
rozumiem tego. Czy można czerpać przyjemność z poniżania żony?! Mój mąż
pracuje na bardzo odpowiedzialnym stanowisku i jest powszechnie lubiany i
doceniany. Bo gra. Takiego idealnego gościa, kumpla „wszystkim pomoże, o
każdej porze, O Mój Boże!”. Ma b.silny charakter, jest stanowczy, choć moim
zdaniem prawdziwy mężczyzna nie traktuje surowo kobiety, którą jak twierdzi,
kocha??
Na zewnątrz gramy idealną parę, ale w domu zaczyna się mój koszmar. Wytyka mi
każde potknięcie, ba, każdy defekt mojego ciała, każdą zmarszczkę (ja nie mam
jeszcze trzydziestki!) każdą niefortunna wypowiedź. Nie przeszkadza to mu w
zachwycaniu się innymi kobietami. Czyni to w sposób nad wyraz bolesny i
pogardliwy .Najgorszy jest chyba ten jego krzyk. Na moje prośby, żeby
przestał, bo mnie tym rani – krzywi się, że jestem słaba i mam się wziąć w
garść, życie to nie bajka etc. Kiedy zaczynam płakać, ostentacyjnie zamyka
drzwi i robi głośniej np. telewizję.
Nie jestem ideałem, znam swoje wady...choć jestem uważana za piękną kobietę,
i taką zaradną – pracuje w tzw. elitarnym zawodzie. Wiem, że jestem dziecinna
i zbyt wrażliwa. Ale do cholery jaka mam być? Twarda i nieczuła?
Na co dzień nie jest aż tak tragicznie, jest poprawnie. Dla mnie to za mało.
Nie rozumiem tego, że człowiek, który był kiedyś taki czuły i kochający mógł
się aż tak zmienić? Kiedy całe wieczory spędzaliśmy na rozmowie, a teraz woli
te przed telewizorem, wiecznie dzwoniąca komórka...Czuły jest dla mnie tylko
w jednej sytuacji. Tak naprawdę tylko wtedy czuje się kochana. Potem jest
dzień i stała dawka złośliwości i lekceważenia. Po co tak żyć? Próbowałam się
zająć pracą i innymi zajęciami. Tylko to wydaje mi się bez sensu..


Obserwuj wątek
    • procesor Re: Pomóżcie zrozumieć.. 17.10.03, 11:55
      Przestraszyła mnie twoja opowieść.

      A dlaczego rozstał się z pierwsza żoną? Wiesz czy nie? Bo moż ewłaśnie dlatego
      że taki jest.
      Ciemno widzę.
      Na tobie odreagowuje stresy - i trudy "grania fajnego gościa".
      • Gość: Triss Merigold Re: Pomóżcie zrozumieć.. IP: *.acn.waw.pl 17.10.03, 12:08
        Może to taki typ, który "nie ukłuje a krew wyssie"? Nie bije, nie zdradza, dba
        o dom (w swoim mniemaniu) ale życie z nim jest straszne. Moja daleka znajoma ma
        podobny przypadek - facet wytyka jej każde potknięcie, każdą niezręczość
        słowami "no i widzisz jaka ty głupia jesteś" a potem twierdzi, że robi to dla
        jej dobra, żeby zrozumiała i zmieniła się (co ma zmieniać do cholery? sposób
        podlewania kwiatów? sprzątania?).
        Ciekawe dlaczego pan rozszedł się z żoną, z czyjej winy był rozwód. Wiesz coś o
        tym? Są ludzie, którzy muszą mieć ofiarę do wyżywania się.
      • no.name1 Re: Pomóżcie zrozumieć.. 17.10.03, 12:14
        procesor napisała:

        > A dlaczego rozstał się z pierwsza żoną? Wiesz czy nie? Bo moż ewłaśnie
        dlatego że taki jest.

        Z tego co wiem, nie układało się im. Stale się kłocili potem tylko martwa
        cisza.Po latach nieformalnej separacji on ją zostawił. Nie byłam powodem
        rozwodu, znaliśmy sie juz wcześniej, ale tylko na stopie koleżeńskiej, bardzo
        słabo - nie miałam pojęcia o jego problemach. Zawsze go lubiłam.Był duszą
        towarzystwa, inteligentny, dowcipny, przystojny. Zdobył mnie bardzo
        umiejętnie. "Przygarnęłam" go wbrew całemu światu (Wsród moich znajomych tylko
        ja związałam się z "rozwodnikiem")Byłam zakochana jak nigdy.

        Myślalam, że teraz juz wie czego chce i czego może sie spodziewać. To w końcu
        dojrzały, wydawałoby sie, mężczyzna..
        • Gość: jar Re: Pomóżcie zrozumieć.. IP: 195.136.33.* 17.10.03, 12:17
          kopa w dupe, nie zmienisz go
        • no.name1 Prostuje 17.10.03, 12:21
          W kwestii rozwodu:
          Wersja dla mnie : Nie układało się i podjeli wspólnie decyzję. Co prawda on
          wniosł pozew, bo "nie chciał tego przedłużać" Dopiero potem kiedy opadły mi
          klapki z oczu i przestałam ślepo wierzyć, ustaliłam, że owszem nie układało
          się, ale to on ją zostawił i nie bardzo wierze w to przyzwolenia na rozwód z
          jej strony. Nie jestem w stanie dowiedzieć sie tego.
    • ivek ja Ci nie pomoge zrozumiec 17.10.03, 12:08

      jesli mozesz (tzn. nie ma przeszkod zwiazanych z przysiega koscielna, wiara etc.)
      to zostaw w diably tego durnia i despote.

      Poradzisz sobie w zyciu bez tego Hegemona.
      Pozdrawiam i zycze powodzenia,
      ivek
      • no.name1 Re: ja Ci nie pomoge zrozumiec 17.10.03, 12:51
        Może i tak byłoby lepiej. Tylko wzieliśmy ślub tak niedawno..
        • ivek Re: ja Ci nie pomoge zrozumiec 17.10.03, 13:11
          no.name1 napisała:

          > Może i tak byłoby lepiej. Tylko wzieliśmy ślub tak niedawno..

          nie pamietam jak sie to fachowo nazywa, ale taka proba racjonalizowania czegos
          co zle funkcjonuje - jest naturalna.
          Odchodzac od niego przyznasz tym samym, ze popelnilas blad wychodzac za tego
          czlowieka. A chyba sie nie pomyle jak napisze, ze nikt z nas nie lubi sie mylic.

          Nie mialas nigdy takiego przypadku, ze wydalas pieniadze na rzecz niewarta
          pieniedzy na ten wlasnie przedmiot wydatkowanych? Pozniej czlowiek probuje sobie
          wyjasnic, alez to mi jest potrzebne, niezbedne, kosztowalo tyle bo jest teraz
          modne, wykonane z dobrych materialow, zawiera nowoczesne rozwiazania
          technologiczne itd.
          To samo mozna pieknie zaobserwowac na rynku akcji. Pelno tam jest inwestorow
          trzymajacych do konca bezwartosciowe akcje liczac na wzrost ich wartosci w
          przyszlosci. Do konca nie wierza, ze mogli sie mylic.

          Jednak przyznam, ze imponuja mi forumowicz, ktorzy proponuja Tobie walke o ten
          zwiazek. Jesli masz na tyle sily to postaw mu ultimatum:
          Albo sie zmieniasz albo ja odchodze. Ludzie inteligentni (a taki on jest z tego
          co piszesz) maja przeciez elastyczne umysly, byc moze on jednak sie zmieni.
          Jesli nie to krzyz mu na droge i nie powiem co jeszcze.
          pzdr
          Ivek


    • Gość: Asiek Re: Pomóżcie zrozumieć.. IP: 195.116.22.* 17.10.03, 12:38
      Zrób mu wielka awanture i wykrzycz wszystko to, co tu napisałaś. Po pierwsze:
      będzie to świadczyło o Towim charakterze, po drugie: o tym, że masz naprawdę go
      dość, a po trzecie: jeśli jest inteligentny ( a z tego co piszezs tak
      wnioskuję) - może Go to przestraszy i wreszcie zrozumie o co Ci chodzi. Po
      awanturze zagroź, że jesli się nie zmieni to odejdziesz. I daj mu czas -
      konkretny termin. Najpierw sie przestraszy i się odsunie, pomyśli i zdecyduje.
      Jeśłi troche ustapi - to jakoś to wypracujecie, jeśłi nie - zostaw go. jeśłi po
      tak krótkim czasi juz jest nie do wytrzymania - to (niestety) potem będzie
      tylko gorzej. Powodzenia - może kubeł zimnwej wody pomoże - może jemu właśnie
      tego "charakteru" u ciebie brakuje?...
      • no.name1 Re: Pomóżcie zrozumieć.. 17.10.03, 12:48
        Dziękuje za radę. Myśle jednak, że dość się nagadałam, on mnie po prostu nie
        rozumie. Twierdzi, że jeśli jemu ktoś by coś wmawiał, a on wiedział, że jest
        inaczej - nie przejąłby się. Tzn. jeśli wiem, że nie jestem głupia - mam się
        nie przejmować jak mnie tak nazywa. Ja wiem, że często jest to złośliwy bełkot,
        ale mnie to boli.
        To właśnie tego nie rozumiem - kiedy widzi, że przegina i cieszy się, że
        pokazał "kto tu rządzi". Jest pewny siebie i nteligentny - gierkami go nie
        zmienie. A ja nie chce jeszcze poddawać się..
        • Gość: Asiek Re: Pomóżcie zrozumieć.. IP: 195.116.22.* 17.10.03, 13:01
          no właśnie - więc nie bądx cich jak on chce - "rzucaj się", niech poczuje, że
          ma w Tobie przeciwnika a nie "głupią cipuszkę", na której może sie wyzywać.
          Niech sam posmakuje jak to jest w tej drugiej roli. Kurde- nie chce wyjśc na
          jakąś "tępicielką facetów" - może On nie zdaje sobie całkowcie sprawy z tego,
          jak Ty to czujesz, jak bardzo to dla Ciebie ciężkie... Moze inny punkt
          widzenia "da mu do myślenia"?... próbuje troche go bronic, bo po prostu nie
          znam sytuacji, a nagonki tez nie chec robic. Nie pozwól, by zrobil z
          Ciebie "dziewczyne do bicia" (w przenośni)bez wlasnego zdania- to jest
          najgorsze. I powodzenia - zcasem lepiej szybko przeciąć sznur niz czekac az się
          bardzo powoli sam zerwie.
          • no.name1 Re: Pomóżcie zrozumieć.. 17.10.03, 13:10
            Kiedyś próbowałam zachowywać jak on - krytyka, głupie docinki, a głos też
            potrafiłam podnieść, tylko..to nie byłam ja. I wiesz, co? Czułam się podle, że
            dałam wciągnąć się w to mierzenie sił i tak naprawdę walkę. Teraz zaczynam
            dostrzegać, że tego nie da się ominąć. A ja nie chce być "dziewczynką do bicia".
    • cossa Re: Pomóżcie zrozumieć.. 17.10.03, 13:19
      moze wydaje mu sie, ze po slubie juz nie musi Cie
      zdobywac? doszliscie oboje przed oltarz i powiedz -
      jakich mozesz mu dostrczyc jeszcze wrazen? jakie wyzwania
      na niego czekaja z Twojej strony? ;) (w pracy to co
      innego przeciez, hmm.. zawsze mozna ja stracic..)

      oczywiscie troszke ironizuje. spotkalam sie juz z opinia,
      ze pewna czesc mezczyzn wychowywana jest w duchu - "po
      slubie diametralnie zemieniaja sie obowiazki faceta -
      przestawiac kobite, miec wladze nad pilotem i domagac sie
      co wieczor piwa i gazety" i .. to bywa silniejsze od nich!

      prosze - sprobuj spojrzec na to z tej strony. wydaje mi
      sie, ze jakies wyjscie z sytucji musi byc. napisz wiecej
      o mezu ;)

      uszy do gory!
      pozdr.cossa
      • Gość: Asiek Re: Pomóżcie zrozumieć.. IP: 195.116.22.* 17.10.03, 13:35
        Wiesz, Cossa - obawiam się, że "syndrom faceta w małżeństwie" to rzecz
        cholernie powszechna. Niestesty... Uważam jednakże, ze warto wlaczyć o Nich -
        bo jesli kiedys potralili być "dobrzy i mili" to przynajmniej resztka tego
        gdzieś tam jeszcze w Nich musi siedzieć... [Naiwne to, wiem, wiem - ale zawsze
        byłam troche romantyczką.] A jak się już NAPRAWDĘ nie da walczyć, to trzeba
        otrzepać z ubrania brud, popatrzec przed siebie i... życ. I poznawac nowych - w
        końcu "tego kwiatu jest pół swiatu", prawda?... Pozdrawiam
        • cossa Re: Pomóżcie zrozumieć.. 17.10.03, 13:46
          Asiek,
          Moja przyjaciolka zaszla w ciaze. Nie chciala slubu z
          ojcem dziecka, bo "slub niczego nie zmienia". On i jego
          rodzina uwazali, ze tak byc nie powinno. Jeszcze gdy
          urodzila coreczke R. marudzil. W koncu odpuscil sobie.
          Zyja w ten sposob trzeci rok razem. Ostatnio jej
          powiedzial, ze nareszcie zrozmial, ze slub by wszystko
          popsul. Nie staralby sie tak jak sie stara teraz. Nie
          oznacza to, ze repcepta jest brak slubu. Chodzi o to, by
          dac facetowi czas na zrozumienie. Dlatego tak wazne jest
          mimo wszystko racjonalne podejscie do malzenstwa - z kim
          sie je zawiera. Uczuciami, namietnosciami slepo mozna sie
          kierowac w przypadku romansu, a nie w przypadku
          malzenstwa. Oczywiscie brzmi to jak stwierdzenie. To
          pewna mysl obok ktorej warto moim zdaniem sie zatrzymac.
          Milosc laczy ludzi, jest w stanie wiele zniesc, ale ile
          wytrzyma czlowiek, ktory mimo iz kocha nie spotyka sie z
          dobra wola i checia porozumienia?

          W przypadku autorki watku to juz niemozliwe (brak slubu),
          ale sadze, ze jest duza szansa, gdyz sa swiezo po slubie.
          Nie wystapil jeszcze efekt tzw. "zmeczenia materialu" ;))
      • no.name1 Re: Pomóżcie zrozumieć.. 17.10.03, 13:59
        Postaram się być bardzo obiektywna:
        W młodym wieku, swoją praca i inteligencją osiągnął spory sukces na gruncie
        zawodowym. Stanowisko bardziej związane z prestiżem niż z kasą, ale już wtedy
        się wyróżniał. Jest bardzo konsekwentny, rzekłabym bezwzględny.
        Wcześnie się ożenił. O rozwodzie pisałam. Może nie dodałam, że wszyscy
        opowiedzieli się po jego stronie. Nikt go nie potępił.
        Ogólnie jest bardzo lubiany i ma tę cechę, że ludzie mu ufają i wierzą, a przy
        tym budzi respekt i szacunek. Potrafi być bardzo przekonujący. W pracy, pewny
        siebie, elokwentny, dla kobiet potrafi być ujmujący. Panienki go uwielbiają.
        Choć teraz dostrzegam, że jest pozerem. Tak się pręży na tych rautach, na
        których dane jest mi uczestniczyć.
        A w domu wyłazi z niego zwykły cham. Nie ma już kwiecistego języka i
        nienagannych manier. Manifestuje swoją niezależność, brak mojego wpływu na jego
        decyzje. I te wieczne docinki i szyderstwa. Wtrąca się nawet do wyboru stroju.
        A po tym, jak gdyby nigdy nic, potrafi stwierdzić jak to bardzo mnie kocha.
        Ta zmiana następowała stopniowo, ale tak naprawdę dopiero po ślubie pokazał co
        potrafi. Dzieli nas 7 lat różnicy wieku – to przecież nie przepaść. Nie jest
        tak, że nie widziałam wcześniej jego wad. Nie wiedziałam tylko, że sprawy tak
        szybką przyjmą dramatyczny obrót. I że w ogóle przyjmą.
        W trudnych momentach myśle, że wolałabym, żeby mnie bił, bo siniaki można
        pokazać..

        • Gość: Asiek Re: Pomóżcie zrozumieć.. IP: 195.116.22.* 17.10.03, 14:09
          Jejku - nie mów tak, prosze... Wyglada na to, ze masz go serdecznie dosc. Moze
          powinnas sama zdecydowac, ze na jakis czas sie rozstajecie? i po prostu wyniesc
          rzeczy na miesiac (jesli oczywiscie masz takowa mozliwosc). Moze to da
          mu "kopa", zmobilizuje - moze zateskni na tyle, ze sam dojrzeje do tego, ze
          sobie bez Ciebie nie poradzi. Obawiam sie, ze tuylko terapia szokowa tu
          pomoze... jesli puści Cie bez zatrzymywania, nie przemyśli i nie bedzie
          prosił, zebys wrócvila, nie bedzie sie staral - to chyba jego milosc wygasal i
          naprawde lepiej Ci bedzie bez niego. Wiem, ze slub - sama tez pochodze z
          rodziny katolickiej i wiem co znaczy przysiega (choc sama jeszcze nie jestem
          mezatka - mam 26 lat), ale wiem tez ile kobieta potrafi zniesc jak sie
          przyzwyczai. U mnie na wsi czasami niektore kobiety kryly sie po lasach i
          sasiadach, bo facet bilje przez cale zycie i sie nad nimi znecal. Mysle, ze
          jestes zbyt samodzielna i madra, by juz teraz dac sobie na to samej zgode.
          Jeszcze raz namawiam do wali, nie chce Cie zniechecac - ale jesli nie pomoze:
          odpusc sobie i daj sobie samej szanse na szczescie z kims innym - a to jest
          mozliwe niezaleznie od wielu.
    • carduus Re: Pomóżcie zrozumieć.. 17.10.03, 14:13
      Zrozumieć musisz tylko jedną małą rzecz: on Cię nie kocha. Ktos kto kocha nie
      zachowuje się w ten sposób.
      Nie wiem na co mu był ten ślub. Może potrzebował atrakcyjnej żony u boku ze
      względu na prestiż (sa faceci, dla których piekna, zadbana kobieta to niezbędny
      element wizerunku).
      A może po prostu ma kogoś?
      Tak, czy inaczej zostaw go czym prędzej, bo nie ma sensu marnowac sobie życia.

      carduus
    • Gość: girlfriend Re: Pomóżcie zrozumieć.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.03, 14:42
      Myślę ze awantury nic nie dadzą, bo po pierwsze spłyną po nim bez śladu, a po
      drugie mam wrażenie, że to nie w Twoim stylu.

      Możesz zrobić jedną tylko rzecz - w tej jednej chwili, kiedy jest dla Ciebie
      czuły (po) powiedz mu o tym, ze go kochasz i ze to dlatego to co robi dotyka
      Cię głęboko. Że gdyby tak mówił ktoś obcy nie miałoby to znaczenia, a tak ma
      ogromne.

      Jeśli nie pojmie tego, możesz juz tylko wiać.

      pozdrawiam :)

      p.s.zawsze wiedziałam, że niektorym coś w mózgu przeskakuje z momentem
      podpisania kontraktu...
    • jmx Re: Pomóżcie zrozumieć.. 17.10.03, 16:41

      Dla mnie to co się dzieje w Twoim małżeństwie to klasyczny przyklad przemocy
      ale psychicznej. Poniża Cię, tarktuje jak swoją własność. Prawdopodobnie czuje
      się niepewnie (w ogóle, w życiu) i musi sobie poprawiać samopoczucie
      deprecjonując innych. Nie sądzę, że gdyby ślubu nie było a na przykład
      mieszkalibyście razem sytuacja byłaby inna.

      Jeśli chcesz utrzymać wasz związek, zmienić go, proponowałabym nie pokazywać
      po sobie jak bardzo Cię dotyka jego zachowanie (wtedy gdy Cie rani). On
      właśnie po to to robi, by Cię sprowokować, "karmi się" Twoim żalem,
      uległością, tym, ze sprowadza Cię do parteru. Na Twoim miejscu w takich
      sytuacjach starałabym sie być zimna jak głaz, zero emocj, podniesionego głosu,
      łez, krzyków itp. Gdy mówi, ze jestes glupia albo coż źle robisz, gdy to się
      powatarza, zapytaj go - jeśli jestem taka beznadziejna po co się ze mną
      żeniłeś? Nie umiałeś sobie znleźć kogoś odpowiedniejszego? Zimno, chłód,
      ironia, opanowanie.... jest szansa, że nie widząc efektów swoich działań
      przestanie. Ale pewności nie ma, bo może wymyślić coś innego, równie
      bolesnego. Ultimatum wydaje mi się być też dobrym rozwiązaniem ale wymaga
      żelaznej konsekwencji. Jak coś obiecasz - zrób to.

      Ale ogólnie... hm, raczej kiepsko widzę powodzenie waszego związku. Ale
      spróbować chyba warto, może się uda... Ktoś tu napisał, że człowiek który
      kocha nie zachowuje się w ten sposób - i to chyba kwintesencja waszej
      sytuacji... Ale życzę powodzenia i siły :-)
      • no.name1 Re: Pomóżcie zrozumieć.. 17.10.03, 19:39
        To będzie dla mnie najtrudniejsze. Nie okazywanie emocji, ironia, chlod. Nigdy
        nie myslalam, ze bede tak traktowac meza i ze na to zasluzy.
        • otryt Re: Pomóżcie zrozumieć.. 17.10.03, 19:41
          no.name1 napisała:

          > To będzie dla mnie najtrudniejsze. Nie okazywanie emocji, ironia, chlod.
          Nigdy
          > nie myslalam, ze bede tak traktowac meza i ze na to zasluzy.

          Moim zdaniem to nic nie da.
          Pozdrawiam :)
          Mirek

    • otryt Jay Carter "Wredni ludzie" 17.10.03, 19:01
      To straszne co piszesz. Nie wiem, dlaczego wziął ten ślub. W początkowym
      okresie większość facetów jednak się stara. Jeśli juz teraz jest źle, będzie
      coraz gorzej. Gierkami nie wygrasz, on zawsze będzie lepszy i to co zrobisz
      wykorzysta przeciwko Tobie. Jego zachowanie przypomina działanie typowego
      umniejszacza. Pod jego wpływem nawet najbardziej wartosciowy człowiek czuje się
      niepewnie i podle. Umniejszacze spiralni (coraz bardziej nakręcana spirala
      umniejszania i niechęci) są zazwyczaj bardzo inteligentni, potrafią drobiazgowo
      wypunktować braki drugiej osoby, podpuszcają, aby zdobyć zaufanie, a potem dają
      w łeb i spychają w dół. Najczęściej proces umniejszania ma miejsce w relacji
      kierownik-pracownik i wśród współmałżonków. Umniejszacze to ludzie z głęboko
      skrywanym poczuciem niskiej wartości, często na stanowiskach kierowniczych,
      których dochrapali się, aby udowodnić sobie i innym swoją wartość.
      O tym wszystkim traktuje książka Jay Carter "Wredi ludzie", niektóre rozdziały
      tej książki są też w internecie. Mozna je odnaleźć wpisując w wyszukiwarkę
      hasło "umniejszacz spiralny".

      Pozdrawiam :-)
      M.
      • no.name1 Re: Jay Carter 'Wredni ludzie' 17.10.03, 19:48
        Szczerze mowiac, moj maz sie chlubi tym..ze jest wredny jak nikt inny.
        Traktuje to jako oręż, w każdym razie coś, co go "broni przed światem".
        Myślalam, ze jest silny i wyważony. Taki amant z Casablanki.A teraz mam
        wrazenie, że on po prostu nie umie kochac. Powtarzam, nie jestem swięta, stać
        mnie na glupie fochy i dąsy, ale krzywdy nie robie. Zreszta nie byłabym w
        stanie.
    • seksuolog Zrozumieć ktory wariant 17.10.03, 20:04
      no.name1 napisała:

      > ..człowieka, z którym niedawno związałam swój los. Po co mężczyzna żeni się
      > z kobietą, by po ślubie „sprowadzić ją do parteru”?

      Nasuwa sie kilka mozliwosci zrozumienia:

      - odreagowuje stresy/role ktore gra publicznie. Sprawdzian: mija mu to na
      urlopie po jakims czasie

      - publicznie gra role, jest w masce. Prywatnie wychodzi po prostu jego
      prawdziwa natura. Sprawdzian: wpada w panike/szal jesli zaczniesz
      mowic o upublicznieniu waszego konfliktu

      - tzw. treser, chce cie tresowac na swoja modle, zlapal cie jak
      rzadki okaz (piekna, elitarny zawod) i teraz strzela biczem.
      Sprawdzian: zadasz kategorycznego zaprzestania najbardziej
      idiotycznych uwag pod swoim adresem. Reakcja jest wrecz odwrotna.

      - ukryte skrzywienie psychiczne. Cos z sadyzmu, psychopatii, itp.
      W ogole do niego nie trafia ze cie rani, nie ma empatii. Absolutne
      samozadowolenie. Sprawdzian: proponujesz terapie, majaca na celu
      korekcje jego zachowania, wpada w furie.

      Wazne dla wyjasnienia sprawy bylaby relacja jego pierwszej zony, czy
      zachowania byly podobne. Jesli tak, to sytuacja jest fatalna.
      • no.name1 Re: Zrozumieć ktory wariant 17.10.03, 20:27
        W życiu nie zgodziłby się na terapię. Myśle, że teraz to oboje jej
        potrzebujemy. ja -by na nowo uwierzyć we własne siły, on - by ujrzal w sobie
        słabego człowieka.
        Niewiele wiem o jego poprzednim związku. W każdym razie była żona pała do
        niego wyraźną niechęcią. Do mnie zreszta też, choć przygarnęłam rozwodnika, a
        nie jej męza. Pamietam, jaki byl szczesliwy, ze ma "nowe", udane zycie.
        A potem, stopniowo, wrecz niezauwazalnie zabierał mnie sobie po kawałku.
        Powtarzam, to silny typ,bardzo przekonujący - ludzie mu wierzą i ufają. Dla
        wielu stanowi wzór do naśladowania.
        Trudno mi zapomniec, tych 2 lat idealnego życia. Dlaczego nie ustapiły miejsca
        harmonii? Nie wiem.Jestem pewna, ze znaczylam dla niego bardzo wiele.
        Jesli jest cos co moze naprawic nasz zwiazek zrobie to. Tylko co? Wybaczylabym
        mu te wszystkie szyderstwa i slowa jesli zaczalby sie zachowywac jak czlowiek,
        a nie jak potwor.
        • seksuolog Zrozumieć ktory wariant 17.10.03, 21:36
          no.name1 napisała:

          > W życiu nie zgodziłby się na terapię. Myśle, że teraz to oboje jej
          > potrzebujemy. ja -by na nowo uwierzyć we własne siły, on - by ujrzal w sobie
          > słabego człowieka.

          'Slaby czlowiek' to moze za duzo...

          > Niewiele wiem o jego poprzednim związku. W każdym razie była żona pała do
          > niego wyraźną niechęcią.

          Byloby ciekawe dowiedziec sie dlaczego. A to dlatego ze jezeli w poprzednim
          zwiazku bylo tak samo, podobne zachowania z jego strony to nie ma tu powodow
          do optymizmu.

          > Do mnie zreszta też, choć przygarnęłam rozwodnika, a nie jej męza.
          > Pamietam, jaki byl szczesliwy, ze ma "nowe", udane zycie.
          > A potem, stopniowo, wrecz niezauwazalnie zabierał mnie sobie po kawałku.
          > Powtarzam, to silny typ,bardzo przekonujący - ludzie mu wierzą i ufają. Dla
          > wielu stanowi wzór do naśladowania.
          > Trudno mi zapomniec, tych 2 lat idealnego życia. Dlaczego nie ustapiły
          > miejsca harmonii? Nie wiem.

          To moga byc rozne dziwne psychiczne uwarunkowania. Kluczowe bylaby tutaj
          opowiesc pierwszej zony.

          > Jestem pewna, ze znaczylam dla niego bardzo wiele.

          To na pewno. Tylko znaczylas jak kto? Moze jako obiekt do wciagania
          w pulapke? Tamta przeszlosc sie nie liczy bo nie wiadomo czemu miala
          sluzyc jezeli nie wynikla z niej harmonia.

          > Jesli jest cos co moze naprawic nasz zwiazek zrobie to. Tylko co?
          > Wybaczylabym mu te wszystkie szyderstwa i slowa jesli zaczalby sie
          > zachowywac jak czlowiek, a nie jak potwor.

          Ha, masz oczywiscie jeszcze duzo dobrej woli. Ale skoro wszystko zalezy od
          niego to pytanie czy on jest w stanie zareagowac. Zalozmy ze od poprzedniej
          partnerki uslyszelibysmy podobna opowiesc do twojej. Jaki bylby wniosek?
          Oczywiscie ze raczej nic tu sie nie da zrobic. Ostatnia szansa byloby wtedy
          przedstawienie swojego punktu widzenia oraz wymagan co do dlaszego zycia w
          formie kategorycznej na pismie. Jezeli to nie zostaloby przyjete
          odpowiedzialnie to niestety nalezaloby zaczac sie pakowac i to bez ulegania
          balganiom na pozostanie.
          • komandos57 Re: Zrozumieć ktory wariant 17.10.03, 21:40
            seksuolog napisała:

            > no.name1owe cie jestety nalezaloby zaczac sie pakowac i to bez ulegania
            > balganiom na pozostanie.
            ///////////////////////////////////////////////////////////////////////////////
            a ty czubie nie jestes tym pedziem seksujacym sie z tym latajacym pedalem?
    • jajako Re: Pomóżcie zrozumieć.. 19.10.03, 01:37
      Współczuję ci bardzo.

      Czytam historię swojego małżeństwa, czytam o moim (jeszcze) mężu.
      Inteligentny, uroczy, ujmujący, na wysokim, prestiżowym stanowisku, uczciwy w
      interesach partner, uroczy, szarmancki wobec dam, przystojny mężczyzna - to
      wszystko ma do zaofiarowania obcym.

      Dla mnie i naszych dzieci syczący potwór, nieczuły, zimny, złośliwy, kat
      psychiczny, dręczący swoje ofiary w czterech ścianach naszego "domu".
      Doznawanie przemocy psychicznej to koszmar, osamotnienie ofiary koszmar do
      potęgi.

      Rozstaję się z nim po niemal 30 latach małżeństwa, o 30 lat za późno...

      Nie kochał mnie, zaczęłam zdrowieć, gdy to do mnie dotarło. Wątpię, czy kochać
      potrafi ( jeśli mówi, że kocha, to znaczy, że... mówi).

      Bardzo wiele dałaby Ci rozmowa z jego pierwszą żoną. Spróbuj znaleźć z nią
      kontakt.

      Nadziei na jego cudowne ozdrowienie żadnej. Będzie gorzej. Ja to wiem.

      Serdeczne pozdrawiam, życząc Ci wiele siły.

      jajako ja

      P.S. Jego zrozumieć niesposób. Już nie próbuję.
      Teraz staram się zrozumieć siebie, by w podobnie toksyczne relacje nie wpadać
      nigdy więcej.
      • komandos57 Re: Pomóżcie zrozumieć.. 19.10.03, 01:43
        jajako napisała:

        > Współczuję ci bardzo.
        >
        Inteligentny, uroczy, uroczy, szarmancki wobec dam,
        XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX

        niestety,ty dama nie jestes kurwiszonie i po 30 latach jebania tego "uroczego"
        faceta wreszcie zluzujesz go.pewno cie dyma juz inny.a niech cie dyma.niech
        pierdoli sie w tym twoim kalafiorze buzka pa pa nie dziekuj mi.to tylko
        malenka przysluga
        • jajako Re: Pomóżcie zrozumieć.. 19.10.03, 02:13
          komandos57 napisał:

          >pewno cie dyma juz inny.a niech cie dyma.niech
          > pierdoli sie w tym twoim kalafiorze

          Schematyczne myślenie :)
          Nikt inny mnie nie dyma,
          wszystko przede mną ;)
          Macham kalafiorkiem
          słonecznie,
          oczywiście nie dziękuję.
          • komandos57 Re: Pomóżcie zrozumieć.. 19.10.03, 02:18
            i wiesz co,ciesze sie ze ta twoja wypowiedz jest tworem twojej wyobrazni.masz
            ja zajebista.ale dobrze ze to nie w realiach.a,niech ci ten kalafior
            kwitnie...........
            • malwinamalwina Re: Pomóżcie zrozumieć.. 19.10.03, 02:20
              komandos wyrazil komplement
              (to dla tych co by nie zrozumieli - znaczy nie tych co tu tera som hihi)

              > i wiesz co,ciesze sie ze ta twoja wypowiedz jest tworem twojej
              wyobrazni.masz
              > ja zajebista.ale dobrze ze to nie w realiach.a,niech ci ten kalafior
              > kwitnie...........
              • komandos57 Malwino 19.10.03, 02:26
                malwinamalwina napisała:

                > komandos wyrazil komplement
                > (to dla tych co by nie zrozumieli - znaczy nie tych co tu tera som hihi)
                XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
                Malwino, moze zyje w nierealnym swiecie.moze. ale wole ten walonkowy,niz
                salonowy w kaloszach z wystajaca sloma.
          • komandos57 Re: Pomóżcie zrozumieć.. 19.10.03, 02:35
            jajako napisała:
            > Macham kalafiorkiem
            XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
            dynda ci kalafior.za dobrze by ci bylo...machac.
      • jajako Re: Pomóżcie zrozumieć.. 19.10.03, 19:59
        Odezwij się proszę. Jak sobie radzisz?

        Wejdź na stronę Niebieska Linia.Tam znajdziesz ankietę dotyczącą przemocy
        psychicznej. Zapoznaj się z nią. Poszukaj lektur, poszerzaj swoją wiedzę na ten
        temat. Nie graj jego gier, nie graj jego kartami. Bądź zawsze sobą. On chce
        zabrać ci tożsamość, w końcu zapomnisz kim jesteś i zaczniesz sobą gardzić.

        j.
        • no.name1 Re: Pomóżcie zrozumieć.. 20.10.03, 07:52
          Mój kontakt ze światem zewnętrznym przez i-net jest nieco utrudniony, zwłaszcza
          w weekendy. Przeglądanie mojej komórki, poczty przez męża to już norma, tak
          więc pisze o nietypowych porach.
          Moje spostrzeżenie jest następujące. W moim przypadku, sporo zachowań męża jest
          wynikiem mojego zaniedbania - tzn. jeśli wcześniej reagowałym zdecydowanie i
          stanowczo może byłoby inczej. Z drugiej strony, były to sporadyczne wyskoki i
          początek małżeństwa, i psychicznie nie byłam przygotowana na tą walkę. Wtedy
          nie myślalam, że sprawy przyjmą tak niekorzystny obrót.
          Przykro mi, że Twoje życie było smutne. Na pewno przejrze strony, które
          polecasz.

          pozdrawiam
          • Gość: goa Re: Pomóżcie zrozumieć.. IP: *.bmj.net.pl 20.10.03, 23:18
            Naprawdę nie wiem co Ci poradzić... jedno jest pewne tak dalej być nie może
            pomyśl sobie co będzie za kilka lat jeśli on się nie zmieni i będzie Cię dalej
            niszczył... bądź stanowcza i postaw mu ultimatum - jeśli się nie zmieni to za
            miesiąc, dwa odejdziesz i jeśli się nie zmieni odejdź, może wtedy się obudzi,
            a jeśli to nie to tylko utwierdzi Cię w przekonaniu, że dobrze zrobiłaś
            zostawiając go... wiem, że łatwo się to pisze, a podjęcie takiej decyzji przez
            Ciebie jest przeogromnie trudne ale zastanów się czy nie trudniej będzie Ci żyć
            z nim tak dalej przez następne lata jeśli nic się nie zmieni?
            chciałam Ci tylko napisać żebyś była silna i nie poddawała się, cokolwiek
            postanowisz musisz osiągnąć postawiony sobie cel. Trzymaj się!!!
            I napisz jak się sprawy mają.
            Pozdrawiam bardzo serdecznie :)
      • no.name1 Re: Pomóżcie zrozumieć.. 20.10.03, 08:01
        A propos byłej żony.
        Pomimo, że nie rozbiłam jej małżeństwa, jej niechęć do męża koncentruje się
        również na mnie. Nie ma szans na normalna rozmowę.
        Wiem, że nie było słodko. On wniósł pozew.
        Gubię się w wersjach na ich temat. Wiem jednak od bliskich znajomych, że dobrze
        się "przyłożyła" do rozpadu malżeństwa. Kij miał dwa końce.


    • seksuolog Recepta gotowa 20.10.03, 09:08
      no.name1 napisała:

      > Mój kontakt ze światem zewnętrznym przez i-net jest nieco utrudniony,
      >zwłaszcza w weekendy. Przeglądanie mojej komórki, poczty przez męża to już
      >norma, tak więc pisze o nietypowych porach.

      Cooo??? To jest symptom terroru psychicznego i jezeli to nie wywoluje twojego
      absolutnego sprzeciwu to znaczy ze juz dalas sie zniewolic.

      Wprawdzie informacje ktore podajesz nie sa wystarczajace dla pelnej diagnozy
      i terapii (wychodzi coraz wiecej co najmniej dziwnych faktow) to mozna podac
      zasadnicza recepte dla proby uzdrowienia sytuacji. Uzdrowienie moze byc bardzo
      trudne lub wrecz niemozliwe a na pewno wymaga duzej odpornosci psychicznej.

      Recepta podstawowa to upublicznienie waszych problemow. Oznacza to ze konflikt
      nie moze pozostawac dalej tylko miedzy wami w ukryciu. Najgorsze jest
      utrzymywanie fasady wspanialego zwiazku i czarujacego meza. To umozliwia
      mezowi granie jego podwojnej roli a jego sila wynika wlasnie z pewnosci ze ty
      bedziesz cicho.

      Upublicznienie nie oznacza oczywiscie ze wszystkim w kolo nalezy zaczac
      krzyczec o swoich problemach. Przeciwnie, nalezy zaczac od baaardzo
      dyskretnych krokow starannie obserwujac reakcje meza. Jest tu wiele
      mozliowsci. A wiec na przyklad od zaproponowania terapii ktora meza oczywiscie
      odmowi. Wtedy poinformowac ze sama bedziesz szukala porady u terapeuty.
      Albo poinformowac ze zamierzasz sie zwierzyc ze swoich problemow zaufanej
      osobie z kregu rodzinnego czy przyjaciol. Zanotowanie reakcji meza bedzie
      niezwykle wazne. Presja na ukrywanie problemu bedzie swiadczyla ze jest to
      przypadek psychicznego terroru. Wtedy trzeba postawic sprawe jasno: albo
      calkowita zmiana postepowania albo kontynuujesz upublicznianie. I nalezy
      to konsekwentnie robic, nie wahajac sie przed pelnym zdemaskowaniem meza
      publicznie. Taki wariant jest trudny i bardzo nieprzyjemny ale nie ma tu
      innej rady. Nie moze byc tak by maz prezentowal sie wspaniale na zewnatrz
      a prawda byla inna dzieki temu ze ty ulegasz presji i trzymasz wszystko
      w ukryciu wskutek jego terroru.

      Czyli w skrocie - tylko prawda moze uzdrowic sytuacje.

      > Moje spostrzeżenie jest następujące. W moim przypadku, sporo zachowań męża
      >jest wynikiem mojego zaniedbania - tzn. jeśli wcześniej reagowałym
      >zdecydowanie i stanowczo może byłoby inczej. Z drugiej strony, były to
      >sporadyczne wyskoki i początek małżeństwa, i psychicznie nie byłam
      >przygotowana na tą walkę. Wtedy nie myślalam, że sprawy przyjmą tak
      >niekorzystny obrót.

      Teraz liczy sie tylko stan obecny i konsekwentne dzialanie teraz.
      • jajako Re: Recepta gotowa 20.10.03, 21:16
        seksuolog napisała:

        >... Recepta podstawowa to upublicznienie waszych problemow. Oznacza to ze
        >konflikt nie moze pozostawac dalej tylko miedzy wami w ukryciu. Najgorsze jest
        > utrzymywanie fasady wspanialego zwiazku i czarujacego meza. To umozliwia
        > mezowi granie jego podwojnej roli a jego sila wynika wlasnie z pewnosci ze ty
        > bedziesz cicho.

        Przychylam się. To jest najtrudniejszy etap. Konieczny.
        Uwaga: trzeba przygotować się na jego bardzo ostre reakcje :(

        >... Wtedy trzeba postawic sprawe jasno: albo
        > calkowita zmiana postepowania albo kontynuujesz upublicznianie. I nalezy
        > to konsekwentnie robic, nie wahajac sie przed pelnym zdemaskowaniem meza
        > publicznie. Taki wariant jest trudny i bardzo nieprzyjemny ale nie ma tu
        > innej rady. Nie moze byc tak by maz prezentowal sie wspaniale na zewnatrz
        > a prawda byla inna dzieki temu ze ty ulegasz presji i trzymasz wszystko
        > w ukryciu wskutek jego terroru.

        Nie można tego lepiej ująć :)
        Pomoże, jeśli nie wam, bo WAS już nie ma, to Tobie, czego ci najserdeczniej
        życzę !

        > Czyli w skrocie - tylko prawda moze uzdrowic sytuacje.

        Powrót do zycia w prawdzie jest trudny, ale możliwy. Warto.

        > Teraz liczy sie tylko stan obecny i konsekwentne dzialanie teraz.

        Tak jest ! :)
        Potwierdzam praktyką , że jest to znakomita, rzetelna i fachowo napisana
        recepta.
        Dodałabym: bądź w kontakcie z ludźmi, nie zamykaj się ze swoim nieszczęściem w
        czterech ścianach.
        Trzymaj się.

        jajako ja
        • kropisia rada 21.10.03, 06:22
          Nigdy nie jest za pozno by zaczac byc osoba stanowcza. W koncu najlepsza
          obrona jest atak.

          P.S. Moj maz ma zabronione komentowanie wygladu zewnetrznego innych kobiet,
          porownywanie mnie do nich. Nie moze tez krytykowac mojego wygladu, bo niestety
          biedaczek wie, ze te atrakcyjniejsze ode mnie nigdy by go nie zechcialy. Moze
          Twojego meza tez by nie chcialy?
          • Gość: jar Re: rada IP: 195.136.33.* 21.10.03, 10:34
            > P.S. Moj maz ma zabronione komentowanie wygladu zewnetrznego innych kobiet,
            > porownywanie mnie do nich. Nie moze tez krytykowac mojego wygladu, bo
            niestety biedaczek wie, ze te atrakcyjniejsze ode mnie nigdy by go nie
            >zechcialy. Moze Twojego meza tez by nie chcialy?

            i on tak na powaznie sie zgodzil???.. ale pantofel hihihi
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka