malicious_girl
25.10.03, 16:54
Czy prawdziwa przyjazn ma prawo sie w ogole skonczyc? Jako "cene" rozumiem w
tym wypadku jakas ewentualna granice, ktorej przekroczenie spowoduje koniec
istnienia wiezi o nazwie "Przyjazn". Gdzie ewentualnie istnieje ten prog,
ktory sprawia, ze dwojka bliskich sobie duchowo i emocjonalnie osob nagle
tymi przyjaciolmi byc przestaje? A moze nie ma takiej rzeczy, bo przyjazn
jest dozgonna i wieczna i wszystko wybaczy, wszystko zniesie, bo jest
bezwarunkowa, bo przyjacielem sie po prostu JEST? Zawsze tak w kazdym razie
uwazalam... Czy sytuacja, w ktorej jedna ze stron chce pomoc drugiej, ale
druga odbiera to jako atak na swoja osobe, nie zadajac sobie nawet trudu
wnikniecia w intencje tej pierwszej to juz wystarczajacy powod? Inna sprawa,
ze pierwsza strona robi to bardzo brutalnie i bezpardonowo, raniac te druga
(w szczytnym celu). Celem jest w tym wypadku zadanie otrzezwiajacego
policzka. Druga strona odbiera to jako atak na swoja suwerennosc i uznaje, ze
tej pierwszej nie zalezy na utrzymaniu bliskich relacji... Dodajmy jeszcze,
ze obie ze stron sa uparte i teraz naburmuszone trwaja w swoich zlych
emocjach, choc obie w glebi duszy obie chca tego samego - pragna porozumienia
i powrotu do tego co kiedys... Czy tutaj jedynym weryfikatorem bedzie czas?
Prosze Forumowiczow o dopisanie dalszej czesci scenariusza..
M_G