Cena przyjazni

25.10.03, 16:54

Czy prawdziwa przyjazn ma prawo sie w ogole skonczyc? Jako "cene" rozumiem w
tym wypadku jakas ewentualna granice, ktorej przekroczenie spowoduje koniec
istnienia wiezi o nazwie "Przyjazn". Gdzie ewentualnie istnieje ten prog,
ktory sprawia, ze dwojka bliskich sobie duchowo i emocjonalnie osob nagle
tymi przyjaciolmi byc przestaje? A moze nie ma takiej rzeczy, bo przyjazn
jest dozgonna i wieczna i wszystko wybaczy, wszystko zniesie, bo jest
bezwarunkowa, bo przyjacielem sie po prostu JEST? Zawsze tak w kazdym razie
uwazalam... Czy sytuacja, w ktorej jedna ze stron chce pomoc drugiej, ale
druga odbiera to jako atak na swoja osobe, nie zadajac sobie nawet trudu
wnikniecia w intencje tej pierwszej to juz wystarczajacy powod? Inna sprawa,
ze pierwsza strona robi to bardzo brutalnie i bezpardonowo, raniac te druga
(w szczytnym celu). Celem jest w tym wypadku zadanie otrzezwiajacego
policzka. Druga strona odbiera to jako atak na swoja suwerennosc i uznaje, ze
tej pierwszej nie zalezy na utrzymaniu bliskich relacji... Dodajmy jeszcze,
ze obie ze stron sa uparte i teraz naburmuszone trwaja w swoich zlych
emocjach, choc obie w glebi duszy obie chca tego samego - pragna porozumienia
i powrotu do tego co kiedys... Czy tutaj jedynym weryfikatorem bedzie czas?
Prosze Forumowiczow o dopisanie dalszej czesci scenariusza..
M_G
    • Gość: g Re: Cena przyjazni IP: *.elb.vectranet.pl / *.elb.vectranet.pl 25.10.03, 17:16
      jezeli trwacie w naburmuszeniu, to co to za przyjazn. co jest wazniejsze?
      ambicja? czy moze kompromis. jesli was na to nie stac, to jakas dziwna
      przyjazn. ja bylam w takiej sytuacji, caly czas walczac o ta druga strone,
      bylam gotowa do kompromisu i znosilam owe "naburmuszenia" mojej eks- (juz)
      przyjaciolki. wierzylam, ze warto. i bardzo zaluje, ze nie dalam sobie z tym
      spokoju dawno temu. nie tylko uniknelabym wielu przykrosci i stresow, ale takze
      nie narazilabym sie na straty materialne. moja najlepsza przyjaciolka ze
      studiow po prostu mnie okradla.
      • malicious_girl Re: Cena przyjazni 25.10.03, 17:24
        Gość portalu: g napisał(a):

        > jezeli trwacie w naburmuszeniu, to co to za przyjazn. co jest wazniejsze?
        > ambicja? czy moze kompromis.

        Jedna strona to wie i druga strona to wie. Tylko, ze nic z tego nie wynika.

        ja bylam w takiej sytuacji, caly czas walczac o ta druga strone,
        > bylam gotowa do kompromisu i znosilam owe "naburmuszenia" mojej eks- (juz)
        > przyjaciolki. wierzylam, ze warto. i bardzo zaluje, ze nie dalam sobie z tym
        > spokoju dawno temu. nie tylko uniknelabym wielu przykrosci i stresow, ale
        takze nie narazilabym sie na straty materialne. moja najlepsza przyjaciolka ze
        > studiow po prostu mnie okradla.

        To juz chyba mamy wyrazna pomylke w terminologii. To nie byla przyjazn, tylko
        cos co obie tak sobie nazwalyscie...
        M_G
        • perse3 Re: Cena przyjazni 25.10.03, 18:07
          myślę,ze przyjaciel to ktoś kto mówi anm zawsze prwdę o nas i daltego warto
          się przyjaxnic.I tu naburmuszenei wcale na miejscu nei jest, choc bywają osoby
          zacięte, dumne, które wola utracić przyjaźń niz przyznanie się do błedu. Czasem
          miedzy dwojke przyjacióol wchodzi ktoś trzeci imto już nei jes tprzyjaźn jeśli
          informacje poufne są jej przekazywane. Dal mnei przyjaźn to LOJALNOSC bez
          granic, ZAUFANIe bez g ranic a zatem poczucie totalnego bezpieczeństwa i
          totalnej akceptacji!!!Rzecz wtym świecie będąca powoli rarytasem.
          Przyjaciel to ktoś kto noigdy nie z dradzi.
          • malicious_girl Re: Cena przyjazni 25.10.03, 18:11
            Ja tez tak uwazam, ale czasem duma bywa silniejsza.
            I tu wlasnie jest pogrzebany - czy duma moze byc silniejsza od przyjazni.
        • Gość: g Re: Cena przyjazni IP: *.elb.vectranet.pl / *.elb.vectranet.pl 26.10.03, 01:25
          wiesz, ja wierzylam, ze to przyjaźń. studiowałyśmy razem, mieszkałyśmy razem -
          "łóżko w łóżko". znałyśmy swoje rodziny - rodziców, rodzeństwo itd. łączyło
          nas wiele przeżyć, zainteresowań, wspólnych doświadczeń. owszem, pomyliłam sie
          co do tej osoby, która przecież była mi kiedyś bardzo bliska i w której
          uczciwość wierzyłam całkowicie. ale nie byłam w stanie przewidzieć tego, co
          nastapiło, bo nigdy nic, przez wszystkie wcześniejsze lata, nie wskazywało, że
          ta osoba może tak postąpić. to wielkie rozczarowanie.
          • dingdong Re: Cena przyjazni 26.10.03, 01:31
            Rozczarowan bedziesz jeszcze w swoim zyciu miala wiele, uodpornij sie na
            nie...To dopiero poczatek. mam nadzieje ze masz na to sily.


            Pozdr.


            ryb
          • malicious_girl Re: Cena przyjazni 26.10.03, 03:37
            Przykro mi, choc Cie w sumie nie znam. Ale mi przykro, bo to chyba najgorszy
            zawod jaki moze spotkac czlowieka (poza byciem kurwa :-)) oki zartowalam
            oczywiscie - brzydki joke ;-)) ) ). Jezeli zawodzi nas ktos, kogo uwazalismy za
            przyjaciela, to jest to pewnego rodzaju nasz koniec swiata. Nie wyobrazam sobie
            nawet takiej zdrady...
            M_G
    • dingdong Re: Cena przyjazni 25.10.03, 22:14
      We wszystkim jest granica. W przyjazni rowniez. Prawdziwi przyjaciele te
      granice znaja. Jednak wiele zalezy od samych ludzi, ktorzy te granice sobie
      wyznaczaja w imie...no mozna sie tu rozpisac. Latwo wtedy o zrazenie do innej
      osoby. Duma i upartosc potrafi zabic wszystko, tutaj nie ma granic...A czas?
      Czas jest nasza zguba, zazwyczaj dochodzimy do pewnych refleksji za pozno...



      ryb

      • komandos57 Re: Cena przyjazni 25.10.03, 22:20
        Ludzie sie przestaja znac od chwili kiedy sie poznali dokladnie.A Ty Dingdondu
        (mozesz zmienic tego nika bo mi palce odmawiaja posluszenstwa w stukiwaniu
        dingdong). Przyjazn,duze slowo. Na Forum tak zgnojone.Slowo oczywiscie.
        • perse3 Re: Cena przyjazni 25.10.03, 22:47
          Duma bywa skutkeim kompleksow, niskeij samooceny.W przyajxni i wmilosci nei
          powinno byc miejsca na dumę, ona rodzi uprzedzenai, dystans.Przyjaźń jak milosć
          wszystko rozumie, wszystko wybacza. Przyjaźn jest tak cenną rzeczą,ze gupotą
          byłoby ją tracić z powodu urażonej dumy.Czassem nawet przyjaciel xhwialmi są
          przecieżdal siebie nieczytelni, nicht wahr?)))
        • dingdong Re: Cena przyjazni 25.10.03, 22:52
          Wlasnie, duma i upartosc buduja sciany nie do przebicia...jak rowniez i
          zasady, ktorych ci sami ludzie nie przestrzegaja.

          A co zlego z "dingdong"? Ah, sam chcialem zmienic, ale mi sie nie
          chce...zreszta nie mam konceptu na co zmienic.
      • malicious_girl Re: Cena przyjazni 26.10.03, 03:45
        dingdong napisał:

        > We wszystkim jest granica. W przyjazni rowniez. Prawdziwi przyjaciele te
        > granice znaja.

        Dosc enigmatyczne.
        A PRAWDZIWI to przyjaciele sa chyba zawsze? Jesli sa przyjaciolmi to sa
        prawdziwi? I skad niby maja znac te granice? Zycie zaskakuje nas niezmiennie -
        budzisz sie i nie wiesz jakie niespodzianki los Ci przyniesie... Takze i w
        przyjazni - w tym pewniku, moga pojawic sie nowe niespodzianki i nowe wyzwania.

        > Duma i upartosc potrafi zabic wszystko, tutaj nie ma granic...

        Myslisz? Myslisz, ze moga byc silniejsze niz milosc jaka funkc-je miedzy
        przyjaciolmi?

        A czas?
        > Czas jest nasza zguba, zazwyczaj dochodzimy do pewnych refleksji za pozno...

        Tu sie zgodze. Czas moze dzialac na niekorzysc w takiej sytuacji. Chociaz...
        sama juz nie wiem...
        M_G

        Niech ciagle odslaniaja sie przed Toba nowe mozliwosci. Nie zasklepiaj sie w
        schematach, ktore sobie wymyslisz.
      • malicious_girl Re: Cena przyjazni 27.10.03, 09:32
        Tylko jak ma sie duma do przyjazni - to pytanie mnie najbardziej nurtuje.
        I tez zgadzam sie, ze czas jet nasza zguba, ze jezeli zostanie gdzies gleboko
        zadra, a to bedzie sie juz tylko powiekszac.
    • lagatta Re: Cena przyjazni 25.10.03, 22:57
      A według mnie właśnie w przyjaźni jest miejsce na dume , czasem złość ,czasem
      żal .Tylko w tym sedno przyjaźni by ta dumę w sobie przetrawić i umieć o tym ze
      sobą porozmawiać .Czasem na to "przetrawienie" potrzebny jest poprostu czas.
      • malicious_girl Re: Cena przyjazni 27.10.03, 10:01
        lagatta napisała:

        > A według mnie właśnie w przyjaźni jest miejsce na dume , czasem złość ,czasem
        > żal .Tylko w tym sedno przyjaźni by ta dumę w sobie przetrawić i umieć o tym
        ze sobą porozmawiać .Czasem na to "przetrawienie" potrzebny jest poprostu czas.

        W sumie ciekawe podejscie. No bo cos w tym jest - gdzie i z kim, jesli nie z
        przyjacielem? Zal, zlosc - komu mozna zaprezentowac taki ladunek emocji jesli
        nie friendowi? Tylko- ile taki przyjaciel jest w stanie zniesc? Dochodzimy wiec
        wlasnie do tego, ze zeby moc byc czyims przyjacielem trzeba byc nadzwyczaj
        silnym. A co z tymi slabszymi ludzmi?
        MG
    • dingdong Kwieto... 25.10.03, 23:06
      Prosze odpowiedz, mysle ze to bylo do Ciebie...taki maly "Olive branch"

      No chyba ze sie znowu myle...


      Pozdr.


      ryb
      • kwieto Re: Kwieto... 25.10.03, 23:55
        Nie wiem czy sie mylisz :")
        Mozesz przyblizyc o czym myslisz?
        Bo, prawde mowiac, troche nie lapie... :((
        • komandos57 Re: Kwieto... 25.10.03, 23:58
          kwieto napisał:

          > Nie wiem czy sie mylisz :")
          > Mozesz przyblizyc o czym myslisz?
          > Bo, prawde mowiac, troche nie lapie... :((
          XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
          i o to chodzi moj drogi kwieto.Im wolniej myslisz,tym wolniej starzejesz
          sie.Buziaczki.(lubisz mnie odrobine?)
        • dingdong Re: Kwieto... 26.10.03, 00:08
          Oj, dobry jestes :))) Wiesz o czym pisze, po prostu staram sie byc
          negocjatorem :)))


          Pozdr.


          ryb
          • kwieto Re: Kwieto... 26.10.03, 00:51
            Dobra, strzele w to, czego sie domyslam:

            Mysle ze przeceniasz moja role, tudziez moja moc sprawcza, to raz.
            Dwa to pewne nieporozumienie - jesli idzie o mnie, ciezko mi jest w
            ogole sie na kogos o cos obrazic. Tak naprawde to nie wiem czy w
            ogole jest ktos, na kogo bylbym obrazony... (nie przecze, ze
            zdarzalo mi sie na kogos obrazac, najdluzej chyba na trzy dni).

            Natomiast kieruje sie pewnym utylitaryzmem - jesli z kims sie nie
            moge dogadac, to przestaje sie dogadywac - nie widze nic
            interesujacego w rozmowie "dziada do obrazu". Co nie zmienia faktu,
            ze moge przerwany dialog podjac wlasciwie w dowolnym momencie,
            o ile widze w tym sens.

            Ja nie pale za soba mostow, Rybie.
            Jedynie nie lubie robic niczego na sile.


            Jesli zas idzie o sam problem przyjazni w tym watku, mam wrazenie
            ze jest on troche wydumany. Pytanie o granice przyjazni... dla
            kazdego leza gdzie indziej.
            A mowa o przyjazni bezgranicznej, akceptujacej absolutnie wszystko
            i wiecznie wybaczajacej... jakos zbyt czesto mam wrazenie, ze o
            takich gornolotnych zasadach przyjazni najczesciej mowia ci, ktorzy
            bardzo by chcieli ta przyjazn naduzyc.
            • dingdong Re: Kwieto... 26.10.03, 01:00
              :))) Mysle ze powiedziales co powinienes powiedziec. Dziekuje Ci za to. :)


              Pozdr.

              ryb
    • cossa Re: Cena przyjazni 26.10.03, 01:10
      jesli to prawdziwa przyjazn to przetrwa i to co dzieje sie teraz
      bo nie ma jednoznacznej jej definicji, granic
      przyjazn pomaga sie zlamac
      przyjazn pomaga wyciagnac reke
      ale nie wymaga niczego
      ona po prostu jest

      wydumane troche
      bo tak mi jakos
      pozdr.cossa
      • dingdong Re: Cena przyjazni 26.10.03, 01:47
        Wszystko zalezy od ludzi, tylko i wylacznie. Moga miec rozne poglady
        polityczne, czy inne...jezeli siebie rozumieja i szanuja, problemow nie ma.


        Pozdr.


        ryb
        • orvokki Re: Cena przyjazni 27.10.03, 11:27
          Myślę, że przyjaźń może sie czasem skończyć i wcale nie znaczy to, że jej nigdy
          nie było. Ludzie się zmieniają, rozwijają, idą czasem w różnych kierunkach.
          Ważne, żeby ten koniec przyjaźni był dobry, żeby zostawił mimo wszystko dobre
          wspomnienia i możliwość ponownego zbliżenia się w przyszłości. Nigdy nie
          wiadomo, co nam los niesie.
          W takiej sytuacji jak opisywana, uważam, że ta osoba, która chce "otrzeźwić" tą
          drugą powinna powiedzieć swoje i odsunąć się trochę na bok. Dać tej drugiej
          osobie trochę czasu, ale być tam dla niej, bez żadnych tam " a nie mowilam"
          i "wreszcie zmadrzalas".
    • Gość: mb Re: Cena przyjazni IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 27.10.03, 11:56
      Cena przyjażni jest bardzo wielka miałam przyjaciólke przez wiele lat
      przyjaźniłyśmy sie spot. sie bardzo czesto ale Ona nie potrafiła sie otworzyć
      więc ja czekałam i nadal czekam teraz nie mieszkam już w domu rodzinnym i
      straciłam kontakt z Nią starałam sie jak najczęściej Ją widywać ale Ona nie
      wykazywała inicjatywy żadnej chęci do spot. się ze mna i tak powoli uświadamiam
      sobie że Ją straciłam a to bardzo boli wiem że wiele rzeczy zrobiłam źle i po
      części to moja wina ale czekam może kiedyś wróci teraz nie mam przyjaciół nie
      szukam ich bo strata jest bardzo bolesna
    • jmx Re: Cena głupoty? 27.10.03, 13:08
      malicious_girl napisała:

      > Czy sytuacja, w ktorej jedna ze stron chce pomoc drugiej, ale
      > druga odbiera to jako atak na swoja osobe, nie zadajac sobie nawet trudu
      > wnikniecia w intencje tej pierwszej to juz wystarczajacy powod? Inna sprawa,
      > ze pierwsza strona robi to bardzo brutalnie i bezpardonowo, raniac te druga
      > (w szczytnym celu). Celem jest w tym wypadku zadanie otrzezwiajacego
      > policzka.

      Przyjaciele nie są od prania po gębie "dla otrzeźwienia"!
      Nawet, a może przede wszystkim, z przyjacielem należy postępować delikatnie i z
      wyczuciem (na tyle na ile się da i umie). Więc jeśli to o Ciebie chodzi to
      prędko przeproś tę osobę (jeśli Ci na niej naprawdę zależy) i wyjaśnij jej
      motywy Twego postępowania. Może jeszcze nie jest za późno....
      • malicious_girl Re: Cena głupoty? 27.10.03, 14:40
        > Przyjaciele nie są od prania po gębie "dla otrzeźwienia"!

        Dobrze. Wobec tego KTO jest od tego? Histerykow leje sie czasem po twarzy i oni
        sa pozniej wdzieczni, bo sami nie daliby sobie rady w takiej sytuacji.
        Mowisz, ze przyjaciele nie sa od tego. Wiec kto?
        M_G
        • Gość: jmx Re: Cena głupoty? IP: *.opa-carbo.com.pl 27.10.03, 15:58

          Przyjaciel to nie brutal. Rozumiem, że można komus wyrządzić krzywdę niechcący.
          Ale świadomie, z premedytacją, "w imię wyższych celów" bliskiej osobie? A Ty
          się jeszcze dziwisz, że Ci się na szyję nie rzuca...

          A otrzeźwiać można w różny sposób... Brutalność to nie jest cecha wyróżniająca
          związek przyjacielski.
          • malicious_girl polemika 29.10.03, 14:48
            >Przyjaciel to nie brutal. Rozumiem, że można komus wyrządzić krzywdę niechcący.
            > Ale świadomie, z premedytacją, "w imię wyższych celów" bliskiej osobie?

            A ja jednak sie nie zgadzam. Czasem trzeba amputowac noge zeby ratowac zycie.
            M_G
            • jmx Re: polemika 29.10.03, 16:44

              Wykwalifikowany lekarz(= przyjaciel?) nie tnie nogi pacjentowi bez znieczulenia
              mając dodatkowo pretensje, że pacjent mdleje z bólu.

              Przeczytaj sobie jeszcze raz posty Maiki7 - tam jest dokładnie wszystko opisane
              jak nalezy traktować bardzo bliskie nam osoby. Generalnie - więcej myśleć o
              nich a mniej o sobie. Bo gdy naprawdę zależy nam na czyimś dobru to się
              cieszymy, że komuś pomogliśmy a nie żądamy "dowodów wdzięczności".
              • malicious_girl Re: polemika 30.10.03, 15:02
                >Wykwalifikowany lekarz(= przyjaciel?) nie tnie nogi pacjentowi bez znieczulenia
                mając dodatkowo pretensje, że pacjent mdleje z bólu.

                A jesli to sie dzieje w jakims Tybecie czy na innej Saharze, gdzie po prostu
                nie ma innych alternatyw? I trzeba ciac bez znieczulenia? :-)
                Moja odpowiedz tylko pozornie brzmi tak glupawo. Zawarlam w niej sens
                nastepujacy: czasem po prostu NIE MA INNEJ MOZLIWOSCI jak kims mocno
                potrzasnac, zeby zrozumial, zeby sie obudzil, zeby "wytrzezwial".
                I wowczas nie ma eteru, jakim bylo w tej sytuacji cierpliwe walkowanie sprawy,
                delikatne wczuwanie sie w nastroj i glaskanie po glowie.

                Przeczytaj sobie jeszcze raz posty Maiki7 - tam jest dokładnie wszystko opisane
                > jak nalezy traktować bardzo bliskie nam osoby. Generalnie - więcej myśleć o
                > nich a mniej o sobie. Bo gdy naprawdę zależy nam na czyimś dobru to się
                > cieszymy, że komuś pomogliśmy a nie żądamy "dowodów wdzięczności".

                Przeczytalam nawet bardzo uwaznie. I zgadzam sie calkowicie. Z tym, ze z postow
                Maiki7 wynika raczej przeslanie naklaniajace do tego, by do sprawy przyjazni
                podchodzic bardzo indywidualnie. Ona wyraznie napisala, ze jesli jedna strona
                jest brutalna, to ta druga o tym wie, bo ja zna i w konsekwencji zrozumie, iz
                owa brutalnosc byla jedynie srodkiem do celu a nie celem samym w sobie.
                Generalnie to wszystko jest jednak bardzo osobiste, a ja zakladajac watek,
                chcialam tylko zastanowic sie wraz z Wami, czy po prostu pewne formy zachowan
                sa dopuszczalne i czy istnieje cos takiego jak "granica".
                Pozdrawiam przyjacielsko :)
                M_G
    • Gość: maika7 Re: Cena przyjazni IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 27.10.03, 14:28
      Przyjaźń sobie ewoluuje razem z nami. Czy może się skończyć?? Pewnie, że może.
      To, że kiedyś byliśmy sobie bliscy nie znaczy, że tak już pozostanie do końca,
      my się zmieniamy, nasi przyjaciele też. Przybliżamy się do siebie, oddalamy.
      Czujemy bliskość z nowymi ludźmi, nowymi przyjaciółmi. Cudnie, jak dawni
      przyjaciele trwają przy nas i jak my trwamy przy nich, ale recepty na taką
      przyjaźń, dozgonną chyba nie ma.
      Malicorus - wydaje mi się, że czasem trudno powrócić do "tego co było", bo może
      właśnie przechodzicie na inny etap przyjaźni?? Może tamata bliskość zostanie
      zastąpiona przez inne, nowe porozumienie?? Myślę, że w przyjaźni szczególnie
      ważna jest cierpliwość i wyrozumiałość dla przyjaciela. Przyjaciel od nas ma
      chyba prawo oczekiwać zrozumienia, akceptacji, wyrozumiałości - przede
      wszystkim w chwilach ciężkich (błądzenia, zagubienia się w sobie i świecie).
      Przyjaciel ma prawo nie skorzystać z naszej pomocy...
      A czas? Czas weryfikuje przyjaźnie. Pokazuje czy ulegliśmy złudzeniu przyjaźni,
      czy nie. Czasem potrafi zdziałać cuda, ale lepiej liczyć na siebie (hm.. tak mi
      się wydaje...).

      Tak to jakoś czuję.

      O przyjaciela warto zawalczyć...
      Powodzenia
      • malicious_girl Re: Cena przyjazni 27.10.03, 14:49
        Madry post. Chyba najbardziej dajacy do myslenia (przynajmniej w moim
        odczuciu). Nie myslalam jeszcze w ten sposob, ze przyjazn moze "ewoluowac" wraz
        z nami i ze skoro sie zmieniamy i nie jestesmy tacy sami, to ze zmienic sie
        moze tez ten rodzaj wiezi. Ale post jest generalnie pesymistyczny, bo wynika z
        niego jasno, ze relacja, nad ktora tyle tu rozprawiamy moze jednak sie skonczyc
        i to - niejako plynnie (wraz z nami, naszym sposobem myslenia, etc.)

        >Może tamata bliskość zostanie zastąpiona przez inne, nowe porozumienie??

        Czyli nowe doswiadczenia jako cement?

        > Przyjaciel ma prawo nie skorzystać z naszej pomocy...

        Pytanie czy ma prawo tez miec do nas pretensje, jesli skorzystal, a efekt go
        nie zadowolil.

        > Tak to jakoś czuję.
        > O przyjaciela warto zawalczyć...

        Dziekuje za takie spojrzenie na sprawe. Sklania do refleksji.
        M_G
        • Gość: maika7 Re: Cena przyjazni IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 27.10.03, 18:42
          M_G, napisałaś, że odebrałaś mój post w sumie pesymistycznie. Chyba to jest
          trochę pesymistyczny (bo zawsze żal umarłych przyjaźni, a takie bywają) i
          trochę optymistyczny (bo zawsze jest nadzieja na nowe, cudne, mocne
          porozumienie, jakiego wcześniej nie zaznaliśmy...)

          Rodzaj więzi zmienia się, bo co innego przyjaźń pomiędzy np. koleżankami ze
          szkolnej ławki, a co innego przyjaźń między tymi samymi koleżankami - już np.
          matkami(że nie wspomnę o babciach). Inny rodzaj bliskości, inne tajemnice, inne
          problemy, inne oczekiwania, ewolucja spojrzeń na świat, na ludzi, na siebie,
          różne wybory...

          Umarłe przyjaźnie. Też można na nie spojrzeć optymistycznie. Bo były (tak po
          prostu były). Bo były ważne i pewnie autentyczne w czasie swojego trwania, bo
          nauczyły nas czegoś, bo my komuś coś daliśmy. Bo z kimś przeżywaliśmy
          współodczuwanie. To, że poszliśmy w różne strony i porozumienie umarło to
          trudno, tak czasem bywa, rzadko trafiają się przyjaźnie na całe życie. Te
          krótsze też są cenne (przynajmniej dla mnie). Ważne jest chyba tylko, czy
          umarły bo "tak wyszło", czy też przyczyniliśmy się do tego zawodząc naszego
          przyjaciela...
          Na naszej drodze stają nowi ludzie - nowe odkrycia nowego współodczuwania.
          Rodzi się coś nowego, fascynującego, ważnego, warto być też na to otwartym..

          Nowe doświadczenia jako cement?? Czasem tak, nowe doświadczenia pomagają nabrać
          dystansu do siebie, do świata, pomagają odkryć co dla nas na prawdę się liczy,
          co jest ważne. Może właśnie stary przyjaciel?? Może po jakimś doświadczeniu
          zapukamy do dawno nie odwiedzanych drzwi i powiemy - "myliłam się,
          przepraszam". Może przyjaciel stanie przed naszymi drzwiami z takim tekstem??

          Czy przyjaciel ma prawo też mieć do nas pretensje, jeśli skorzystał, a efekt go
          nie zadowolił?? No pewnie, ma prawo poczuć rozczarowanie i nie oszukiwać nas,
          że czuje inaczej. Przecież najważniejsze jest to, żebyśmy byli wobec siebie
          autentyczni. Nasze dobre intencje mogą nie sprawdzić się w przypadku
          przyjaciela bo po prostu jest innym człowiekiem. My też możemy się pomylić.
          Myślę, że rozmowy (szczere, autentyczne o intencjach, wzajemnych oczekiwaniach,
          pozbawione konwenansów, otawrte na wzajemne zrozumienie) są bezcenne. Konflikty
          i nieporozumienia też mogą być konstruktywne i budujące. To zależy czy chcemy
          rozwiązać konflikt (zrozumieć drugą stronę) czy "wygrać rozgrywkę" (mieć zawsze
          rację).

          Myślę, że jeśli przyjaciel jest dla nas ważnym człowiekiem (a z definicji
          powinien nim być) to warto mieć dla niego czas, wyrozumiałość, cierpliwość.
          Warto też dać mu czas na przemyślenie, przeżycie, odreagowanie...

          A więc - dobrych przyjaźni!!
          M.
          • Gość: mb:))))))) Re: Cena przyjazni IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 27.10.03, 18:50
            miło wspominam ludzi który spotkałam na swojej drodze przyszedł taki czas że
            ich tylko wspominam bo juz dawno odeszli w swoją droge nie szukam nowych
            przyjaciół jestem sama (samotna) i codzień mówie sobie że jest dobrze że nikogo
            nie potrzebuje choć wiem że to bezsensu ale innego wyjscia nie widze
          • jmx Do Maiki7 28.10.03, 01:11

            Piękne :-)
            • Gość: maika7 Re: Do Maiki7 IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 28.10.03, 14:46
              Dzięki. :-))
              M.

              • jmx Re: Do Maiki7 29.10.03, 16:46

                To jest dokładnie to co myślę na temat przyjaźni :-)
          • malicious_girl Re: Cena przyjazni 29.10.03, 14:57
            Gość portalu: maika7 napisał(a):

            > Ważne jest chyba tylko, czy
            > umarły bo "tak wyszło", czy też przyczyniliśmy się do tego zawodząc naszego
            > przyjaciela...

            Dobrze. Wobec tego ja poprosze teraz o definicje przyjazni (pod koniec swojego
            posta zawarlas jej kawalek, ale teraz rodzi sie nam troche inny kontekst). Bo
            mnie zawsze zdawalo sie sie, ze ona jest dozgonna i wieczna.
            I moze od razu - jak juz w temacie definicji jestesmy - jaka jest roznica
            pomiedzy byciem "bliska kolezanka/bliskim kolega" a "przyjacielem" - gdzie jest
            ten prog, ten wyznacznik?

            > Czy przyjaciel ma prawo też mieć do nas pretensje, jeśli skorzystał, a efekt
            go nie zadowolił?? No pewnie, ma prawo poczuć rozczarowanie i nie oszukiwać
            nas, że czuje inaczej.

            Czy jest wiec sens w ogole udzielac wskazowek? Albo moze raczej: czy jest sens
            PYTAC o te wskazowki?

            > Konflikty i nieporozumienia też mogą być konstruktywne i budujące.

            Podpisuje sie pod tym obiema rekami!

            > Myślę, że jeśli przyjaciel jest dla nas ważnym człowiekiem (a z definicji
            > powinien nim być) to warto mieć dla niego czas, wyrozumiałość, cierpliwość.
            > Warto też dać mu czas na przemyślenie, przeżycie, odreagowanie...

            Ale to wlasnie z nim mozna tez postapic szczerze, a przez to brutalnie.
            M_G
            • jmx Re: Cena przyjazni 29.10.03, 16:35

              "Przyjaciel to ktoś kto wie wszystko o tobie i nie przestaje cię kochać".

              A szczerośc nie jest równoznaczna z brutalnością.
              Ważne jest co i jak się mówi.
              • Gość: maika7 Re: Cena przyjazni IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 29.10.03, 19:51
                Hm... z definicją (choć chyba sama się wpakowałam w to słowo...)będzie
                trudniej, bo myślę, że każdy może coś innego rozumieć przez słowo przyjaźń i
                inaczej ją przeżywać (jak diabli nie lubię schematów...). Napisałam wyżej jak
                ja rozumiem przyjaźń i spróbuję ją zdefiniować po swojemu. Przyjaźń, nie musi
                być dozgonna (kapitalnie gdy jest), ale wolę przyjaźń szczerą i spontaniczną i
                nawet troche krótszą jak po grób niż coś co ciągniemy na siłę w imię jakiś idei.

                Przyjaźń to uczucie łączące dwoje ludzi oparte na wzajemnym zrozumieniu,
                zaufaniu, szczerości i oczywiście wzajemnej sympatii. Przyjaciel to ktoś komu
                mogę się wypłakać o każdej porze dnia i nocy, na kogo pomoc mogę liczyć zawsze
                gdy tylko będzie będzie w stanie mi jej udzielić. Przyjacielowi mogę zwierzyć
                się ze wszelkich moich prywatności i wiem, że mnie wysłucha, zrozumie, z
                przyjacielem mogę być autentyczna, nie muszę niczego i nikogo grać. Przyjaciel
                wie, że gdy proszę o ciepłą herbatę to znaczy, że mój świat się wali, a gdy
                chcę napić się wody mineralnej to wszystko jest OK itd.

                M_G, nie umiem chyba pisać definicji... i czy ludzi i ch uczucia można
                definiować?? To sa sfery wymykające się definicjom - tak sobie to czuję i jak
                myślę o garstce moich przyjaciół (malutkiej garstce, ale przekochanej) to
                trudno mi wpakować ich do jakiś jednych ogólnych okresleń...


                Jaka jest różnica pomiedzy byciem "bliska kolezanka/bliskim kolega"
                a "przyjacielem" - gdzie jest ten prog, ten wyznacznik? No tez Ci jednoznacznie
                nie powiem, bo każdy czuje to chyba inaczej. Bliskiej kolezance (czy koledze)
                nie powiem tego wszystkiego, co powiem przyjacielowi. Bliska kolezanka nie
                wyczyta z moich oczu, gestów tego co wyczyta przyjaciel. Ale z czasem bliska
                koleżanka może stać się przyjaciółką, bo może się okazać, że w sytuacji
                kryzysowej to ona właśnie okazała się tą, na której można polegać do bólu.

                Tak sobie myślę, że wszystko przez to, że życie cały czas idzie naprzód i
                stawia przed nami i nowe sytuacje (sprawdzające nas i nasze związki z innymi
                ludźmi), ot taki dynamiczny układ, w który nic tak na prawdę nie jest pewne.
                (to nie miało zabrzmieć pesymistycznie, ja uwielbiam życie i jego
                niejednoznaczność i zmiany i nawet rozczarowania, które od czasu do czasu mi
                serwuje).


                Czy jest wiec sens w ogole udzielac wskazowek? Albo moze raczej: czy jest sens
                PYTAC o te wskazowki?
                No jasne, że jest. Zawsze chyba jest sens poznać inne zdanie, a zdanie
                przyjaciela chyba warto znać szczególnie. Inna sprawa, że nie trzeba go na
                ślepo przyjmować (przyjaciel też człowiek i mylić się może..). Poza tym to kto
                mial rację może się okazać po latach. A może żadna ze stron??? Może było
                trzecie wyjście???

                M_G brutalnie z przyjacielem postąpiłabym, gdybym była brutalna (wtedy mój
                przyjaciel wiedziałby o tym i nie dziwiłby się). Gdybym postapiła gwałtownie
                (jestem choleryczką, więc zdarza mi się zareagować impulsywnie), to przyjaciel
                poczekałby, az mi przejdzie, bo po impulsywnym wystapieniu zawsze jest czas na
                rozmowę.

                M_G, to co pisałam do tej pory to mój punkt widzenia. Takie sobie myśli o
                przyjaźni. Nie chcę Cię przekonać, że są słuszne, bo przyjaźń jest różnorodna,
                tak jak różnorodni są ludzie. Najważniejsze jest chyba w tym wątku, to co Ty i
                Twój przyjaciel czujecie wobec siebie.

                I jeszcz drobiazg do jmx:

                Szczerość bywa brutalna... Chyba najważniejsze co potem...

                Uff, idę do domu, dobranoc
                M.

                M.



Inne wątki na temat:
Pełna wersja