marysienka78
05.12.08, 22:39
Czy mozecie mi cos poradzic odnosnie ponizszej sytuacje?
Przechodziłyscie cos podobnego?
Moja mama niecierpi mojego narzeczonego, bo jest rozwiedziony (rok
trwało malzenstwo studenckie, bez dzieci, byla zona ma swoja
rodzine, zero kontaktu), nie chodzi do kosciola, nie zarabia duzo
(wlasnie rozkreca firme i wiadomo, ze poczatki sa ciezkie),
twierdzi, ze ejst leniem i obibokiem, a nie jest. stersuje sie, duzo
pracuje jednak efektow jeszcze nie widac, bo za krotko firma dziala.
Branza finansowa, wiec mam mi mowi, ze na pewno nic z tego nie
wyjdzie, bo kryzys jest i dlugo bedzie jeszcze. Ona twierdzi, ze ona
na niego tyrala, bo on wyjanmuje swoje mieszkanie i bierze pieniadze
za wynajme i mieszka u mnie. On placi wszystkie rachunki. A
utrzymanie domu na pol dzilimy. mi mieszkanie kupili rodzice, wiec
moja mam twierdzi, z eon powinien dawac mi polowe kasy za wynajem.
Ona analizuje kazde jego zdanie i obraca tak, zeby doczepic sie do
czegos. Dzis powiedziala mi, ze ejst dla niej zerem i nie chce go w
Świeta widziec (dwa poprzednie lata byl u nas na Świeta). Ja mam 30
lat i wiem, ze w wielu kwestiach ona nie ma racji, jednak mam dosc
chorej atmosfere i jej gadania non stop. A moj narzeczony jst dla
mnie dobry, dba o mmnie, pomaga mi, moge na niego zawsze liczyc,
nigdy na nim nie zawiodlam sie. nie estem glupia siksa, ktora patrzy
przez rozowe okulary, tylko obiektywnie i rozsadnie patrze. Juz
jestem zmeczona tym wszystkim...nie mam komfortu psychicznego i
spokoju..