parafrazka
09.12.08, 22:19
Spróbuje opisać na czym polega mój problem.
Chodzi o moje podejście do ludzi, do znajmomych bliższych i
dalszych. Jestem strasznie (a moze tylko trochę?) krytyczna wobec
nich. Po jakimś czasie w zachowaniu każdej znajomej osoby znajduję
cos, co powoduje, że albo czuję sie urażona jej zachowaniem, albo
doszukję się złośliwości, podstępu, albo próby wykorzystania mnie,
itp.. No i wtedy w mojej głowie taka osoba zostaje wpisana
na "czarną listę"... Staję się podejrzliwa, zaczynam tej osoby
unikać, złoszczę się na nią itd. Denerwuje się tez na mojego męża,
ze albo tych rzeczy w ogóle nie dostrzega, albo dostrzega, ale nie
rusza to nim tak jak mną.
Niby na chłodno myśląc wiem, że nie ma ludzi idealnych, każdy czasem
zachowa się tak, ze możnaby się przypiąć i nie ma co się
przywiązywać do tych negatywnych aspektów, ale ja po prostu za
bardzo biorę to wszystko do siebie i jestem mocno wyczulona na
wyłapywanie takich spraw - może przewrażliwiona.. W ten sposób
postępując to wcześniej czy pozniej zostane po prostu sama, bez
żadnych ludzi wokół mnie. Bo na wszystkich sie obraże....
Przypuszczam skąd taka cecha u mnie się wzięła. Mianowicie od
rodziców. Oni tacy stali się jakieś +/- 15 lat temu, bo nie zawsze
tacy byli. Obecnie nie mają żadnych znajomych, z rodziną nie
utrzymują prawie kontaktów, do wszystkich znajomych i rodziny mają
żal (bo to, bo tamto, ten taki, ta taka), każdemu mają coś do
zarzucenia, każdy wg nich ich skrzywdził. To tak w skrócie. Z tych
około 15 lat jak tacy są ja mieszkałam z nimi około 10, teraz
mieszkam osobno, ale mam z nimi kontakt, ale chcąc nie chcąc staram
się go ograniczać, bo nie mam siły na ich zaraźliwy, zjadliwy
pesymizm. Ale tak czy siak czuję że przesiąkłam tym ich podejściem
do życia i od nich to przejęłam.
A ja nie chcę taka być, bo tak jak oni powoli zostaje sama.
Moze ktoś z was ma jakiś pomysł co z takim fantem zrobić? Ja jestem
świadoma problemu (może nie do końca?), ale nie umiem zmienić
swojego nastawienia.