znikanie

26.01.09, 19:01
1.czy człowiek, który ma dość wszystkiego i chce poukładać sobie życie, ma prawo zniknąc i nie odzywać się do ludzi-przez tydzień, miesiąc?(ja)

2.Czy znajomi mają prawo mieć pretensje o nieodpisywanie im, nieodbieranie telefonu?(jedna osoba)
Z jednej strony to trochę głupio tak zostawić ludzi, z drugiej- co, jeśli bardzo nie mam ochoty się tłumaczyć? nie chcę mówic gdzie jestem i co się ze mną dzieje, potrzebuję samotności. Reszta rozumie, jedna osoba nie rozumie.

3.Osoba ktora w tym momencie mi sie narzuca, to ktoś zainteresowany mną, kto mimo mojej wyraźnej postawy na nie-narzuca się wciąż i wciąż.Czy znikając bez wyjaśnienia (nie chcę się tłumaczyć nikomu, bez wyjątku..) jakoś szczególnie ranie uczucia tej osoby, czy to bez znaczenia?
    • shangri.la Re: znikanie 26.01.09, 19:14
      Bestyjko, ograniczenie kontaktów i przerwa np w tzw życiu towarzyskim jest
      normalna i nikomu nie musisz się tłumaczyć z chęci chwilowego odosobnienia.
      Ale Ty piszesz o całkowitej izolacji połączonej z , jak się domyślam ,
      ignorowaniem znajomych, a to już zakrawa na patologię, sorry....
      Nie wolno lekceważyć zainteresowania bliskich i darzących Cię sympatią ludzi,
      włącznie z tą osobą, o której wspominasz.
      Pamiętaj, że to dowód troski o Ciebie , być może płynący z serdecznej sympatii,
      miłości....nie lekceważ uczuć innych ludzi, bo za takie decyzje , życie wystawia
      wysokie rachunki.
      Pozdrawiam:)
      • bestyjaa Re: znikanie 26.01.09, 19:22
        nie mówię o ignorowaniu. W zasadzie chodzi o 1 osobę, bo wszyscy moi znajomi jakoś rozumieją, ze potrzebują samotności i dają mi spokój, który jest mi teraz tak bardzo potrzebny.A jeden facet, który mi się brzydko narzuca od pewnego czasu, nie chce mi dac tego spokoju. Już kilka razy odmawiałam spotkań, naprawdę nie jestem nim zainteresowana, może być jedynie moim kolegą, jeśli chce.
        Moje zniknięcie nie jest z jego powodu, tylko z innego, on jest jakby przy okazji. Wypisuje do mnie codziennie, już mam go dość. Wiem, ze go rani, ze nie jesteśmy razem ale nic mu na to nie mogę poradzić, przeciez widując mnie tylko robi sobie nadzieję. Zaznaczam, ze dałam mmu wyraźnie do zrozumienia, ze nie ma na co liczyc...
        • shangri.la Re: znikanie 26.01.09, 19:26
          Jeśli ten pan był i jest TYLKO znajomym, nie widzę powodu, aby traktować go
          inaczej, niż pozostałych, czyli uprzejmie i stanowczo:)
          • bestyjaa Re: znikanie 26.01.09, 19:31
            dokładnie, był tylko znajomym i nigdy, nigdy nie dałam mu do zrozumienia, ze chciałabym inaczej..
            Ja zniknęłam z powodu swojego złamanego serca, ale to już inna historia;) i po prostu potrzebuję totalnej samotności, zeby się z tego wyleczyc a przynajmniej izolacji od pewnego towarzystwa, pewnej grupki osób.

    • aiczka Re: znikanie 26.01.09, 19:19
      > 1.czy człowiek, który ma dość wszystkiego i chce poukładać sobie życie, ma praw
      > o zniknąc i nie odzywać się do ludzi-przez tydzień, miesiąc?(ja)
      tak


      > 2.Czy znajomi mają prawo mieć pretensje o nieodpisywanie im, nieodbieranie
      telefonu?(jedna osoba)

      Tak, jeśli nie uprzedzono ich o potrzebie samotności, nie ustawiono
      "automatycznej odpowiedzi na mejla" albo automatycznej sekretarki ze stosownym
      komunikatem (chociażby "z powodów osobistych nie odbieram teraz wiadomości,
      odezwę się za jakiś czas").

      > Reszta rozumie, jedna osoba nie rozumie.
      Zawsze się ktoś znajdzie.

      > 3.Osoba ktora w tym momencie mi sie narzuca, to ktoś zainteresowany mną, kto mi
      > mo mojej wyraźnej postawy na nie-narzuca się wciąż i wciąż.Czy znikając bez wyj
      > aśnienia (nie chcę się tłumaczyć nikomu, bez wyjątku..) jakoś szczególnie ranie
      > uczucia tej osoby, czy to bez znaczenia?
      Jeśli ta osoba otrzymała od Ciebie jasny komunikat, że nie jesteś nią
      zainteresowana to albo jest tym zraniona albo nie wierzy. Skoro wciąż "próbuje",
      to przypuszczalnie to drugie. Być może wyobraża sobie, że tak naprawdę _pełni_ w
      Twoim życiu szczególną rolę (chociaż nie chcesz tego przyznać) i nie zalicza się
      do grona "tych, z którymi nie chcesz się chwilowo kontaktować". Albo że dzięki
      swojemu zaangażowaniu zdobędzie sobie w Twoim życiu miejsce. Tak, ta osoba może
      cierpieć w szczególny sposób. Ale też, jeśli nie jesteś nią zainteresowana, to
      nie ma na to rady - musi jakoś sobie z tym poradzić. Pomysł bycia źródłem
      cierpień (osoba odrzucającą względy) i pocieszycielką raczej się nie sprawdzi.
    • ca-ti Re: znikanie 26.01.09, 19:33
      Dla mnie tutaj mylisz dwie sprawy. Jedna to znikanie i nie
      odbieranie telefonów itd., a druga to odrzucenie względów
      starającego się faceta.
      W tej drugiej sprawie odpowiedź jest prosta - masz prawo odrzucić
      czyjeś awanse bez tłumaczenia się. To oczywiście tę drugą stronę
      bardzo boli, ale takie jest życie i mało kto tego nie zaznał. Musi
      sobie z tym jakoś sam poradzić.

      Natomiast odcięcie się bez jakiejkolwiek informacji od wszystkich
      znajomych jest nie w porządku wobec nich. Jeśli to są bliscy
      znajomi, przyjaciele, to z pewnością będą się niepokoić, szukać Cię.
      Jeśli nikogo to nie obeszło, to może warto się zastanowić czy to są
      naprawdę tacy dobrzy znajomi?
      • bestyjaa Re: znikanie 26.01.09, 19:37
        no własnie jakos oni wszyscy rozumieją, ze potrzebuję chwili wytchnienia, a on-któremu zaznaczyłam to nader wyraźnie i wyośliłam, ze nie będzie mnie na gg, itp- wciaz do mnie pisze, próbuje sie umówic i tak dalej.. rozumiem, ze jest zakochany, czy tez zainteresowany mną, no ale skoro wie ze nic z tego- po co to robi?
        ja tez zle ulokowałam swoje uczucia, rozumiem wiec jak to jest, no ale nie narzucam się temu komus..
        • bestyjaa Re: znikanie 26.01.09, 19:38
          no i jeszcze dodam, ze w innej sytuacji nawet spotkałabym się z nim zeby mu w spokojnej rozmowie wytłumaczyć na wszystkie sposoby, ze nic z tego nie będzie. Ale chciałam samotności i postanowilam być jednak konsekwentna no..
Pełna wersja