Dodaj do ulubionych

co o tym myslicie ?

IP: 217.11.133.* 23.01.02, 09:19
Samolub i rozkoszniś
zwykle żyją długo,
Lecz każdy jednej myśli
zrobiwszy się sługą
Daremnie by latami długość życia mierzył
Kto nie cierpiał - nie kochał,
Kto nie kochał - nie żył

czy myślicie że wierszyk mija się z prawdą czy nie?

pozdraiwam wszystkich i miłego dnia życzę

Obserwuj wątek
    • Gość: ja Re: co o tym myslicie ? IP: *.ostrow-wielkopolski.sdi.tpnet.pl 23.01.02, 09:30
      są pewne "prawdy" i wierszyki które nawet po setkach lat nie zmieniają swej
      aktualności
      też pozdrawiam
    • Gość: helga Re: co o tym myslicie ? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 23.01.02, 09:33
      może nawet "kto nie cierpiał - nie żył"
      w ostatecznym rozrachunku problemy, cierpienia i tak nie mają większego
      znaczenia, a są przecież lekcją życia
    • ry_benka Re: co o tym myslicie ? 23.01.02, 09:34
      Dobrze, że miłość ma wiele wymiarów i że można kochać wszystko od porannych
      promieni słońca przez delikatny powiew wiatru...

      Warto kochać, w końcu miłość uskrzydla!
    • kwieto Re: co o tym myslicie ? 23.01.02, 09:38
      To mi sie nie podoba: "Kto nie cierpiał - nie kochał,"
      Wychodzi na to, ze milosc jest bez sensu, bo czlowiek tylko cierpi, swiat jest
      do dupy, i wszystko do kitu...

      Ewentualnie jesli ktos jest/byl zawsze szczesliwy, to nie wie co to "prawdziwa
      milosc", tez mi sie nie podoba taka wizja
      • Gość: charlie Re: co o tym myslicie ? IP: 217.11.133.* 23.01.02, 09:45
        Miłość nie jest bez sensu !! Cierpinie jest z nią związane, ale nie
        dyskwalifikuje miłości jako najwspanialszego uczucia.
        • kwieto Re: co o tym myslicie ? 23.01.02, 09:57
          Z tego wierszyka wychodzi ze jest bez sensu.
          Jesli nierozlaczne od milosci ma byc cierpienie, to ja mam gdzies taka milosc
          :"PPP
          • Gość: helga Re: co o tym myslicie ? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 23.01.02, 10:15
            a według mnie, kwieto, nie o to chodzi, że cierpienie to jest właśnie ta
            najfajniejsza i najbardziej pociągająca rzecz w miłości (i w życiu), ale jest -
            niestety lub stety - nie do uniknięcia
            myślę, że im szybciej się z tym człowiek pogodzi - tym lepiej dla niego
            • masaker Re: co o tym myslicie ? 23.01.02, 10:25
              No dobra, można uznać, że cierpienie to nieodłączny składnik miłości, życia i tych wszystkich innych
              mniej lub bradziej tajemniczych spraw. Tylko czy trzeba od razu owo cierpienie stawiać na piedestale?
              Nie ukrywam, że w miłości szukam raczej szczęścia, a - nie godzin przeżerających mózg koszmarów i
              hektolitrów łez. Po prostu nie kręci mnie zakochiwanie się z założeniem na starcie: "O kurde, ale będę
              cierpiał." Być może cierpienie uszlachetnia, ale ja mogę żyć i kochać nieszlachetnie (co nie znaczy, że
              nietrwale).

              chrumsty
              • Gość: deska Re: co o tym myslicie ? IP: *.acn.waw.pl 23.01.02, 10:36
                Faktycznie, nie podoba mi się wiązanie miłości z cierpieniem. Wygląda na to, że
                ja - życiowa farciara - kompletnie nie mam pojęcia o świecie i miłości. No,
                nic, nawet jeśli tak jest, wolę być naiwna i szczęśliwa, niż mądra,
                doświadczona, sterana przez los i przez to nieco cyniczna.

                pozdrowionka
                de_ska
              • Gość: charlie Re: co o tym myslicie ? IP: 217.11.133.* 23.01.02, 10:51
                Ty możesz to , Ty możesz tamto. Nikt nie chce być raniony i nie chce cierpieć.
                Pomysl że pomimo Twojej okazywanej miłości , druga osoba może Cię skrzywdzić. I
                właśnie w tym momencie zaczynasz kochac i cierpieć, nie sądzisz?
                • kwieto Re: co o tym myslicie ? 23.01.02, 11:05
                  Nie sadzisz. Bo mnie druga osoba nie jest w stanie skrzywdzic jesli ja sobie na
                  to nie pozwole. I wcale nie poletga to na budowaniu sobie murow obronnych,
                  tudziez podchodzienia z rezerwa do kazdego wydarzenia.

                  Wiesz np. rozstanie dla jednego moze byc tragedia, dla innego uwolnieniem, a
                  dla jeszcze innego zwykla koleja rzeczy. I zeby bylo smieszniej wszyscy kochali
                  tak samo...

                  To zalezy wylacznie od Twojego nastawienia.
                  Ja wole sie miloscia cieszyc, niz przez nia cierpiec. Moze dlatego nie cierpie?
                  • Gość: charlie Re: co o tym myslicie ? Kwieto IP: 217.11.133.* 23.01.02, 11:10
                    A mnie wydaje się że nie dokońca wiesz co to znaczy obdażyć kogoś uczuciem
                    miłości. Jeśli się myle to z góry przepraszam. Jednak jest mi trudno uwierzyć
                    że jak odchodzi od Ciebie , np. druga połowa, to mówisz sobie że to po prostu
                    kolei rzeczy i koniec. Dziwne trochę??
                    • kwieto Re: co o tym myslicie ? Kwieto 23.01.02, 11:17
                      Raczej sie mylisz... Po prostu wszystko zalezy od tego, czy od takiej osoby
                      czegos oczekujesz, czy nie. Jesli potrafisz sie cieszyc "dniem dzisiejszym" i
                      nie oczekiwac, ze tak bedzie zawsze, to i mozesz goraco kochac a i rozstanie
                      nie jest cierpieniem. Owszem, moze byc w jakis sposob bolesne - ale czy trzeba
                      to nazywac cierpieniem? Wszystko zalezy od tego na ile wazne jest dla Ciebie
                      "teraz" a na ile to co bylo przedtem, albo co moglo byc potem...
                      I czy potrafisz sie odnalezc bez tej osoby stojacej przy Tobie. Jesli
                      potrafisz, to cierpienie nie straszne. Co nie oznacza, ze milosc nie jest
                      miloscia.
                      Tak ja to widze.
            • kwieto Re: co o tym myslicie ? 23.01.02, 11:02
              Gość portalu: helga napisał(a):

              > a według mnie, kwieto, nie o to chodzi, że cierpienie to jest właśnie ta
              > najfajniejsza i najbardziej pociągająca rzecz w miłości (i w życiu), ale jest -
              > niestety lub stety - nie do uniknięcia

              Eeeetam...
              • Gość: helga Re: co o tym myslicie ? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 23.01.02, 11:16
                kwieto napisał(a):

                > Gość portalu: helga napisał(a):
                >
                > > a według mnie, kwieto, nie o to chodzi, że cierpienie to jest właśnie ta
                > > najfajniejsza i najbardziej pociągająca rzecz w miłości (i w życiu), ale j
                > est -
                > > niestety lub stety - nie do uniknięcia
                >
                > Eeeetam...

                A właśnie, że tak!
                ;)
                • kwieto Re: co o tym myslicie ? 23.01.02, 11:17
                  Skoro tak uwazasz... to coz, pozostaje Ci zyczyc wielu satysfakcjonujacych
                  cierpien...
                  • Gość: helga Re: co o tym myslicie ? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 23.01.02, 11:22
                    a ja Tobie bezbolesnych zaskoczeń, kiedy coś zdarzy się nie po Twojej myśli
                    • kwieto Re: co o tym myslicie ? 23.01.02, 17:22
                      To akurat gwarantuje :")
    • Gość: charlie Re: co o tym myslicie ? IP: 217.11.133.* 23.01.02, 10:36
      Ty możesz to , Ty możesz tamto. Nikt nie chce być raniony i nie chce cierpieć.
      Pomysl że pomimo Twojej okazywanej miłości , druga osoba może Cię skrzywdzić. I
      właśnie w tym momencie zaczynasz kochac i cierpieć, nie sądzisz?
    • sonja Re: co o tym myslicie ? 23.01.02, 10:45
      A może czytaliście Dziady? Tam jest mowa o miłości i cierpieniu. Kto nie kochał
      i nie cierpiał na ziemi nie może być w niebie. A tak w ogóle to nie wierzę w
      to, że są ludzie, którzy nigdy nie cierpieli przez kogoś innego. Przecież to
      nie musi być ten czy ta druga, która cię zdradzi, czy rzuci. Cierpienie bierze
      się też z miłości niespełnionej i nieodwzajemnionej. Jednak cierpienie związane
      z miłością może być piękne. Nie mam tu na myśli żadnych tragedii, więc proszę
      nie podejrzewać mnie o sadyzm. Myślę o tym, gdy cierpimy, bo tęsknimy. Wtedy
      jest to piękne, że kochamy tak bardzo, iż tęsknimy i cierpimy kiedy tej osoby
      nie ma przy nas.
      • kwieto Re: co o tym myslicie ? 23.01.02, 11:09
        "dziady" to milosc romantyczna. Taka w ramach ktorej wreczy wypadalo zastrzelic
        sie na grobie dziadka.

        Ja wole dziewczyne kochac, niz sie dla niej strzelac.

        dopisek o cierpieniu:
        to ze nie ma ludzi ktorzy nie cierpieli dla drugiej osoby nie znaczy wcale, ze
        to normalne, tylko powszechne...
        Zreszta sprawca swojego bolu jest sam zainteresowany, a nie druga osoba. Poki
        tego nie zrozumiesz, bedziesz bajdurzyl, ze "nieodlaczna cecha milosci jest
        cierpienie"
    • Gość: helga Re: co o tym myslicie ? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 23.01.02, 10:46
      według mnie cierpienia wcale nie trzeba jakoś specjalnie "wiązać" z miłościa
      ono jest samo z siebie z nia związane
      i nie mam na myśli cierpiętnictwa, rozkoszowania się cierpieniem,
      tylko "zwykły" "ból życia" (np. związany z rozmijaniem się oczekiwań wobec
      siebie ludzi, którzy są razem) - chyba nieobce jest to nawet "zyciowym
      farciarzom"
    • ry_benka Re: A czy możliwe jest życie bez cierpienia?! 23.01.02, 10:51
      Moim zdaniem nie jest - za każdym razem, gdy w cokolwiek się angażujemy, choć
      nie myślimy o tym, "skazujemy" się na cierpienie. Jeśli mąż nie odejdzie dla
      młodszej, to prędzej czy później odejdzie na "drugą strone rzeki"...

      Pytanie, czy pomimo tego warto kochać, warto się angażować?

      Myślę, że tak, choć zawsze, gdy nadchodzi cierpienie, muszę na nowo sobie o tym
      przypominać ...
    • Gość: bambi Re: co o tym myslicie ? IP: 217.96.109.* 23.01.02, 11:46
      A mnie jeszcze nigdy nie udało sie nie cierpiec z milości! I bardzo załuje - bo
      chociaż raz chcialabym przezyć coś pieknego a nie zakończonego bólem.
      Wraz z biegiem czasu i doświadczeń nabieram przekonania, ze własnie tego
      potrzebuje do życia. Ból i cierpienie - podnoszą adrenalinę - dzieki której
      wiem, że żyję.Chyba jestem chora???
      • Gość: charlie Re: co o tym myslicie ? IP: 217.11.133.* 23.01.02, 11:54
        Chora nie jesteś, ponieważ złe doświadczenia spotykaja wiele osób!!! Ale nie
        wiem czy to dobrze czy żle, że takie odczucia dotykają większość
        • sonja Re: co o tym myslicie ? 23.01.02, 12:26
          A mi się wydaje, że to dobrze. Dobrze dlatego, że dzięki temu możemy się czegoś
          nauczyć i stajemy się mądrzejsi. Potem można pomóc komuś innemu i łatwiej jest
          zrozumieć innych.
          • cyryl Re: co o tym myslicie ? 23.01.02, 15:26
            Jak zaznac rozkoszy nieprzemijajacych jesli rozkosz ziemska nie boli, albo nie
            przemija?
            • onnanohito Re: co o tym myslicie ? 23.01.02, 23:13
              To znowu ja i - jak zwykle - głównie do Kwieto, którego - przyznaję z ręką na
              sercu - ostatnio się czepiam.
              Ależ oczywiście, że cierpienie jest nieodłącznym składnikiem miłości do drugiej
              osoby.
              BO:
              1. Jak ta osoba jest ciężko chora - człowiek kochający cierpi
              2. Bo jak tej osobie zdarzy się coś przykrego, strasznego i ona cierpi -
              człowiek kochający też cierpi
              3. Bo jak ta osoba wyjedzie na rok - człowiek kochający tęskni i cierpi
              4. Bo jak ta osoba powie "mam cię dosyć" - człowiek kochający cierpi
              5. Bo jak ta osoba nie wraca ranki i wieczory - człowiek kochający martwi się,
              że wypadek, śmierć, udar mózgu - i cierpi
              6. Bo jak ta osoba zostanie porwana i torturowana albo zginie bez wieści -
              człowik kochający cierpi.

              Itd.

              Człowiek, który mówi, że kocha i nie odczuwa cierpienia w którymś z opisanych
              wyżej przypadków - nie kocha tylko ma tę osobe w dupie.
              A jeżeli kocha to tylko siebie i swoje niezmącone niczym szczęście.

              Ale to tylko moje zdanie
              • kwieto Re: co o tym myslicie ? 24.01.02, 00:11
                Ja swiecie wierze w taka zwyczajna, do bolu spokojna milosc, gdzie nie ma
                porwan, nie ma torturowan, a jesli zdarzy sie choroba, to wybacz, wspolczucie i
                chec ulzenia chorujacej ukochanej trudno mi nazwac cierpieniem.

                Rownie dobrze musialbym powiedziec, ze zycie jest cierpieniem, bo nawet jak
                nikt mnie nie skrzywdzil i nigdy nie chorowalem, to kiedystam dostalem
                szczepionke (a zastrzyk boli), a jak sie rodzilem to na dzien dobry dostalem od
                lekarza klapsa (i sie rozplakalem). Ale nie uwazasz ze to jest "Reductio ad
                absurdum"?

                Natomiast wracajac do tej spokojnej i zwyczajnej milosci bez porwan,
                terrorystow i przydlugich nieobecnosci - jesli istnieje lub istniala choc jedna
                taka milosc (a nie chce mi sie wierzyc, ze nie), to juz nie mozemy mowic o
                "cierpieniu jako nieodlacznym aspekcie milosci" :"PPP

                W kazdym razie ja bede chcial taki model uskuteczniac.

                Poza tym ktos kiedys zadal pytanie: "jesli milosc to dawanie z siebie, to jesli
                odejscie ukochanej osoby sprawia nam bol i cierpienie, to czy kochamy bardziej
                ta osobe, czy siebie samych?" I to raczej o taki kontekst cierpienia chodzilo
                autorowi wierszyka. Przynajmniej wg mnie :")
                • kwieto dopisek - do Onnanohito 24.01.02, 00:21
                  Autor pisze:

                  Kto nie cierpiał - nie kochał

                  rozumiem, ze w takim ukladzie, jesli trafie na milosc swego zycia, bedzie nam
                  ze soba swietnie, nie bedziemy sie rozstawac, zycie oszczedzi nam chorob - to
                  mimo ze kochamy sie na zaboj - nasza milosc jest beznadziejna, bo nie
                  cierpielismy???????

                  To ja mam inna definicje milosci, zreszta opisalem troche powyzej...
                • Gość: alka_xx Re: co o tym myslicie ? IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 27.01.02, 17:38
                  kwieto napisał(a):

                  > Ja swiecie wierze w taka zwyczajna, do bolu spokojna milosc, gdzie nie ma
                  > porwan, nie ma torturowan, a jesli zdarzy sie choroba, to wybacz, wspolczucie i
                  > chec ulzenia chorujacej ukochanej trudno mi nazwac cierpieniem.



                  A nie bedzie to troche nudne, tylko milosc i milosc i nic wiecej...:))

                  Wiara w idealna milosc to fajna rzecz, ale wcale nie daje pewnosci, ze sie taka w
                  zyciu zbuduje czy wrecz trafi na nia, ale zawsze istnieje przeciez takie
                  prawdopodobienstwo ...A przytrafic sie moze nawet tym, ktorzy w to nie wierza!

                  Cierpienie faktycznie malo ma wspolnego z checia ulzenia kochanemu choremu! Ono ,
                  jezeli juz jest, to "dzieje sie" niezaleznie i rownoczesnie.
                  Jesli kochasz to cierpisz cierpieniem kochanej osoby! Dla mnie to oczywiste!
                  A jednoczesnie , jezeli chcesz i jestes w stanie, robisz wszystko by jej w tym
                  cierpieniu ulzyc!



                  > Rownie dobrze musialbym powiedziec, ze zycie jest cierpieniem, bo nawet jak
                  > nikt mnie nie skrzywdzil i nigdy nie chorowalem, to kiedystam dostalem
                  > szczepionke (a zastrzyk boli), a jak sie rodzilem to na dzien dobry dostalem od
                  > lekarza klapsa (i sie rozplakalem). Ale nie uwazasz ze to jest "Reductio ad
                  > absurdum"?


                  Chyba troche trywializujesz sprawe i sprowadzasz do calkiem nieistotnej retoryki.



                  > Natomiast wracajac do tej spokojnej i zwyczajnej milosci bez porwan,
                  > terrorystow i przydlugich nieobecnosci - jesli istnieje lub istniala choc jedna
                  > taka milosc (a nie chce mi sie wierzyc, ze nie), to juz nie mozemy mowic o
                  > "cierpieniu jako nieodlacznym aspekcie milosci" :"PPP



                  No wlasnie, fakt ze " istnieje choc jedna taka milosc " juz czyni z niej jakis
                  wyjatek, jakies odstepstwo od reguly, ktora jest jednak milosc zywiaca sie bolem
                  i cierpieniem! Nie twierdze wcale, ze mi sie to podoba!
                  A czy twierdzac odwrotnie masz zamiar podwazyc znaczenie np. milosnej poezji
                  romantycznej, ktora powstajac w okresie utraty panstwowosci, w czasach terroru i
                  emigracji sila rzeczy czerpala inspiracje z bolu i cierpienia !/Chocby wspomniane
                  Dziady/

                  A nie sadzisz, ze nie byloby zle, gdyby tak wzorem kochankow romantycznych,
                  moze nie od razu strzelac sie na grobie przodka, ale czasem okazac chocby malutka
                  chwile slabosci...



                  > W kazdym razie ja bede chcial taki model uskuteczniac.



                  Czego ja sie wlasciwie czepiam, w koncu konstytucja nie zabrania ...:))



                  > Poza tym ktos kiedys zadal pytanie: "jesli milosc to dawanie z siebie, to jesli
                  > odejscie ukochanej osoby sprawia nam bol i cierpienie, to czy kochamy bardziej
                  > ta osobe, czy siebie samych?" I to raczej o taki kontekst cierpienia chodzilo
                  > autorowi wierszyka. Przynajmniej wg mnie :")


                  Chyba jednak nie o to - bo w tym wierszu , mimo ze samolub i rozkosznis , i
                  moglby cieszyc sie dlugim , beztroskim zyciem, to jednak mierzy i
                  ocenia "jakosc" swego zycia ogromem cierpienia doznanego zyciu i w milosci ...

                  A dawanie z siebie ,cokolwiek kazdy przez to rozumie, moim zdaniem, to
                  najwieksza radosc jakiej moze doswiadczyc kochajacy czlowiek. I nawet odejscie
                  ukochanej osoby, nie jest w stanie tego zmienic!
                  • kwieto Re: co o tym myslicie ? 29.01.02, 00:00
                    Gość portalu: alka_xx napisał(a):


                    >
                    > A nie bedzie to troche nudne, tylko milosc i milosc i nic wiecej...:))
                    >
                    A czy ja mowie, ze mi zalezy na czyms ekscytujacym?
                    Jakby mi zalezalo, to bym sie zakochal w sasiadce, ktora ma mnie gdzies i juz mam
                    ekstaze do kwadratu!



                    > Cierpienie faktycznie malo ma wspolnego z checia ulzenia kochanemu choremu! Ono
                    > ,
                    > jezeli juz jest, to "dzieje sie" niezaleznie i rownoczesnie.
                    > Jesli kochasz to cierpisz cierpieniem kochanej osoby! Dla mnie to oczywiste!
                    > A jednoczesnie , jezeli chcesz i jestes w stanie, robisz wszystko by jej w tym
                    > cierpieniu ulzyc!

                    Ale pytanie czy jest ono istota, esencja milosci? Moim zdaniem - nie.



                    > > Rownie dobrze musialbym powiedziec, ze zycie jest cierpieniem, bo nawet ja
                    > k
                    > > nikt mnie nie skrzywdzil i nigdy nie chorowalem, to kiedystam dostalem
                    > > szczepionke (a zastrzyk boli), a jak sie rodzilem to na dzien dobry dostal
                    > em od
                    > > lekarza klapsa (i sie rozplakalem). Ale nie uwazasz ze to jest "Reductio a
                    > d
                    > > absurdum"?
                    >
                    > Chyba troche trywializujesz sprawe i sprowadzasz do calkiem nieistotnej retoryk
                    > i.
                    >
                    Oczywiscie, ze trywializuje sprawe, ale tak samo jak ktos kto twierdzi, ze "kto
                    nie cierpial ten nie kochal".



                    > > Natomiast wracajac do tej spokojnej i zwyczajnej milosci bez porwan,
                    > > terrorystow i przydlugich nieobecnosci - jesli istnieje lub istniala choc
                    > jedna
                    > > taka milosc (a nie chce mi sie wierzyc, ze nie), to juz nie mozemy mowic o
                    >
                    > > "cierpieniu jako nieodlacznym aspekcie milosci" :"PPP
                    >
                    > No wlasnie, fakt ze " istnieje choc jedna taka milosc " juz czyni z niej jakis
                    > wyjatek, jakies odstepstwo od reguly, ktora jest jednak milosc zywiaca sie bol
                    > em
                    > i cierpieniem! Nie twierdze wcale, ze mi sie to podoba!

                    Nie uznaje czegos takiego jak "wyjatek potwierdzajacy regule" - jesli jest
                    wyjatek - to juz nie mozemy mowic o regule.



                    > A czy twierdzac odwrotnie masz zamiar podwazyc znaczenie np. milosnej poezji
                    > romantycznej, ktora powstajac w okresie utraty panstwowosci, w czasach terroru
                    > i
                    > emigracji sila rzeczy czerpala inspiracje z bolu i cierpienia !/Chocby wspomnia
                    > ne
                    > Dziady/
                    >
                    Ojej, sa cale rzesze masochistow, ktorym sie to podoba. ale jesli ktos mi pisze,
                    ze kto nie cierpial ten nigdy nie kochal, to ja sie nie zgadzam!


                    > A nie sadzisz, ze nie byloby zle, gdyby tak wzorem kochankow romantycznych,
                    > moze nie od razu strzelac sie na grobie przodka, ale czasem okazac chocby malut
                    > ka
                    > chwile slabosci...
                    >
                    No dobrze, ale co wlasciwie ma okazywanie chwil slabosci, czy chocby czulosci (bo
                    pewnie o to tez Ci chodzi) do cierpienia jako immanentnej cechy milosci, tudziez
                    w ogole do milosci jako takiej? To znaczy, ze jak kocham to moge okazywac
                    slabosc, a jak nie kocham to juz nie? Nie rozumiem...


                    >
                    >
                    > > Poza tym ktos kiedys zadal pytanie: "jesli milosc to dawanie z siebie, to
                    > jesli
                    > > odejscie ukochanej osoby sprawia nam bol i cierpienie, to czy kochamy bard
                    > ziej
                    > > ta osobe, czy siebie samych?" I to raczej o taki kontekst cierpienia chodz
                    > ilo
                    > > autorowi wierszyka. Przynajmniej wg mnie :")
                    >
                    >
                    > Chyba jednak nie o to - bo w tym wierszu , mimo ze samolub i rozkosznis , i
                    > moglby cieszyc sie dlugim , beztroskim zyciem, to jednak mierzy i
                    > ocenia "jakosc" swego zycia ogromem cierpienia doznanego zyciu i w milosci .
                    > ..
                    >

                    Ja tam wole "jakosc" swego zycia oceniac ogromem radosci doznanej w zyciu i
                    milosci - taki ze mnie anarchista!


                    > A dawanie z siebie ,cokolwiek kazdy przez to rozumie, moim zdaniem, to
                    > najwieksza radosc jakiej moze doswiadczyc kochajacy czlowiek. I nawet odejscie
                    > ukochanej osoby, nie jest w stanie tego zmienic!

                    Tak mu dopomoz Bog i wszyscy swieci! :")
                    • Gość: alka_xx Re: co o tym myslicie ? IP: 10.10.10.* 29.01.02, 11:05
                      kwieto napisał(a):


                      > A czy ja mowie, ze mi zalezy na czyms ekscytujacym?
                      > Jakby mi zalezalo, to bym sie zakochal w sasiadce, ktora ma mnie gdzies i juz m
                      am ekstaze do kwadratu!


                      Zazdroszcze JEJ / no, nie sasiadce!/, bedzie obdarzana nieprzerwanym i
                      nieprzemijajacym pasmem Twojej milosci i czulosci, bedzie kochana od pierwszego
                      do ostatniego swojego tchnienia, bedzie zyla jak w kokonie bo Ty bedziesz jej
                      dostarczal spokoju i wiecznej szczesliwosci, bedziesz nawet zaslanial okna przed
                      zlym swiatem, wylaczal telefon , bo moze zdarzyc sie nieprzyjemna w skutkach
                      pomylka i pewno nawet nie kupisz JEJ telewizora by jej nie stresowac!
                      No i musisz koniecznie pamietac o zdrowym odzywianiu , aby nie bylo problemow ze
                      zdrowiem !
                      Ojejku...gdybys nie byl juz zajety...;)))



                      > > Cierpienie faktycznie malo ma wspolnego z checia ulzenia kochanemu choremu
                      > ! Ono jezeli juz jest, to "dzieje sie" niezaleznie i rownoczesnie.
                      > > Jesli kochasz to cierpisz cierpieniem kochanej osoby! Dla mnie to oczywiste!
                      > > A jednoczesnie , jezeli chcesz i jestes w stanie, robisz wszystko by jej w
                      > tym cierpieniu ulzyc!
                      >
                      > Ale pytanie czy jest ono istota, esencja milosci? Moim zdaniem - nie.

                      Owszem, Twoim zdaniem moze tak byc!
                      Wiesz,a ja znam takie malzenstwo, gdzie wlasnie cierpienie obojga jest istota!
                      Bo zona , prawie zaraz po slubie , zdazyla tylko urodzic dzieci , gdy zachorowala
                      na stwardnienie rozsiane szybko postepujace ! Zebys widzial dramatyzm tej
                      milosci! Bardzo sie kochali , a ogromu cierpienia nie da sie opisac po prostu!
                      On oczywiscie robil wszystko aby jej pomoc, ale SM rzadzila sie swoimi prawami...!
                      Prosze wiec, nie uogolniaj bo niestety nie masz racji!



                      > > > Rownie dobrze musialbym powiedziec, ze zycie jest cierpieniem, bo nawet jak
                      nikt mnie nie skrzywdzil i nigdy nie chorowalem, to kiedystam dostalem
                      > > > szczepionke (a zastrzyk boli), a jak sie rodzilem to na dzien dobry dostal
                      > > em od lekarza klapsa (i sie rozplakalem). Ale nie uwazasz ze to jest "Reduc
                      > tio ad absurdum"?
                      > >
                      > > Chyba troche trywializujesz sprawe i sprowadzasz do calkiem nieistotnej re
                      > toryki.
                      > >
                      > Oczywiscie, ze trywializuje sprawe, ale tak samo jak ktos kto twierdzi, ze "kto
                      nie cierpial ten nie kochal".

                      No jasne, przeciez lubisz miec ostatnie slowo...:))




                      > > > Natomiast wracajac do tej spokojnej i zwyczajnej milosci bez porwan,
                      > > > terrorystow i przydlugich nieobecnosci - jesli istnieje lub istniala
                      > choc jedna taka milosc (a nie chce mi sie wierzyc, ze nie), to juz nie mozemy
                      mowic o "cierpieniu jako nieodlacznym aspekcie milosci" :"PPP
                      > >
                      > > No wlasnie, fakt ze " istnieje choc jedna taka milosc " juz czyni z niej
                      jakis wyjatek, jakies odstepstwo od reguly, ktora jest jednak milosc zywiaca si
                      > e bol em i cierpieniem! Nie twierdze wcale, ze mi sie to podoba!
                      >
                      > Nie uznaje czegos takiego jak "wyjatek potwierdzajacy regule" - jesli jest
                      > wyjatek - to juz nie mozemy mowic o regule.



                      Znowu spierasz sie o slowa,a przeciez nie o uzyte sformulowania chodzi, raczej o
                      wlasny sad na temat nieodlacznosci cierpienia w milosci! Zawrzyjmy kompromis, ja
                      uszanuje Twoj poglad a Ty chociaz postarasz sie spojrzec na moj laskawiej!



                      > > A czy twierdzac odwrotnie masz zamiar podwazyc znaczenie np. milosnej poez
                      > ji romantycznej, ktora powstajac w okresie utraty panstwowosci, w czasach te
                      rroru i emigracji sila rzeczy czerpala inspiracje z bolu i cierpienia !/Chocby wsp
                      > omniane Dziady/
                      > >
                      > Ojej, sa cale rzesze masochistow, ktorym sie to podoba. ale jesli ktos mi pisze
                      ze kto nie cierpial ten nigdy nie kochal, to ja sie nie zgadzam!

                      I masz prawo! Ale nie neguj prawa tych masochistow!



                      > > A nie sadzisz, ze nie byloby zle, gdyby tak wzorem kochankow romantyczny
                      > ch, moze nie od razu strzelac sie na grobie przodka, ale czasem okazac chocby
                      > malutka chwile slabosci...
                      > >
                      > No dobrze, ale co wlasciwie ma okazywanie chwil slabosci, czy chocby czulosci (
                      > bo pewnie o to tez Ci chodzi) do cierpienia jako immanentnej cechy milosci,
                      tudziez w ogole do milosci jako takiej? To znaczy, ze jak kocham to moge
                      okazywac slabosc, a jak nie kocham to juz nie? Nie rozumiem...

                      Pewno piszac to mialam cos waznego na mysli, ale mysl ma to do siebie , ze jest
                      ulotna...
                      A chodzilo mi zapewne o to , ze kochajac czlowiek ma wiecej mozliwosci by byc
                      miekkim, uleglym, ze milosc powodowana czuloscia i dbaloscia o druga osobe ma w
                      sobie duzo z zachowan romantycznych, takich nie koniecznie "twardo chodzacych
                      po ziemi"!
                      No nie wiem czy Ci wyjasnilam!


                      >
                      > > > Poza tym ktos kiedys zadal pytanie: "jesli milosc to dawanie z siebie, to
                      > > jesli
                      > > > odejscie ukochanej osoby sprawia nam bol i cierpienie, to czy kochamy
                      > bardziej
                      > > > ta osobe, czy siebie samych?" I to raczej o taki kontekst cierpienia
                      > chodzilo autorowi wierszyka. Przynajmniej wg mnie :")
                      > >
                      > >
                      > > Chyba jednak nie o to - bo w tym wierszu , mimo ze samolub i rozkosznis , i
                      > > moglby cieszyc sie dlugim , beztroskim zyciem, to jednak mierzy i
                      > > ocenia "jakosc" swego zycia ogromem cierpienia doznanego zyciu i w milo
                      > sci .
                      > > ..
                      > >
                      >
                      > Ja tam wole "jakosc" swego zycia oceniac ogromem radosci doznanej w zyciu i
                      > milosci - taki ze mnie anarchista!

                      Co Ty, jaki anarchista, myslisz ze ja bym nie wolala??? Pewno kazdy by wolal...



                      > > A dawanie z siebie ,cokolwiek kazdy przez to rozumie, moim zdaniem, to
                      > > najwieksza radosc jakiej moze doswiadczyc kochajacy czlowiek. I nawet odej
                      > scie ukochanej osoby, nie jest w stanie tego zmienic!
                      >
                      > Tak mu dopomoz Bog i wszyscy swieci! :")

                      Amen!
                      • kwieto Re: co o tym myslicie ? 29.01.02, 11:23
                        Gość portalu: alka_xx napisał(a):

                        > kwieto napisał(a):
                        >
                        >
                        > > A czy ja mowie, ze mi zalezy na czyms ekscytujacym?
                        > > Jakby mi zalezalo, to bym sie zakochal w sasiadce, ktora ma mnie gdzies i
                        > juz m
                        > am ekstaze do kwadratu!
                        >
                        >
                        > Zazdroszcze JEJ / no, nie sasiadce!/, bedzie obdarzana nieprzerwanym i
                        > nieprzemijajacym pasmem Twojej milosci i czulosci, bedzie kochana od pierwszeg
                        > o
                        > do ostatniego swojego tchnienia, bedzie zyla jak w kokonie bo Ty bedziesz jej
                        > dostarczal spokoju i wiecznej szczesliwosci, bedziesz nawet zaslanial okna prz
                        > ed
                        > zlym swiatem, wylaczal telefon , bo moze zdarzyc sie nieprzyjemna w skutkach
                        > pomylka i pewno nawet nie kupisz JEJ telewizora by jej nie stresowac!
                        > No i musisz koniecznie pamietac o zdrowym odzywianiu , aby nie bylo problemow
                        > ze
                        > zdrowiem !
                        > Ojejku...gdybys nie byl juz zajety...;)))
                        >
                        Nie ironizuj...
                        1. Nie mow "zawsze"
                        2. Dobre checi a realizacja to dwie rozne sprawy
                        3. Realizacja przedstawiona przez Ciebie nieco mnie przerasta...



                        > > Ale pytanie czy jest ono istota, esencja milosci? Moim zdaniem - nie.
                        >
                        > Owszem, Twoim zdaniem moze tak byc!
                        > Wiesz,a ja znam takie malzenstwo, gdzie wlasnie cierpienie obojga jest istota!
                        > Bo zona , prawie zaraz po slubie , zdazyla tylko urodzic dzieci , gdy zachorowa
                        > la
                        > na stwardnienie rozsiane szybko postepujace ! Zebys widzial dramatyzm tej
                        > milosci! Bardzo sie kochali , a ogromu cierpienia nie da sie opisac po prostu!
                        > On oczywiscie robil wszystko aby jej pomoc, ale SM rzadzila sie swoimi prawami.
                        > ..!
                        > Prosze wiec, nie uogolniaj bo niestety nie masz racji!
                        >
                        No ale kto tu uogolnia????? "kto nie cierpial ten nie kochal" - to fragment
                        wierszyka. To jest kosmiczne uogolnienie! Bo to oznacza, ze KAZDA bez wyjatku
                        milosc POWINNA byc cierpieniem. I tylko o owo slowo KAZDA sie kloce. Nie przecze,
                        sa milosci, w ktorych element cierpienia jest nieodlaczny, i sa przez to piekne.
                        Ale nie oznacza to, ze taka powinna byc KAZDA milosc! To co, jesli zalozmy moja
                        milosc nie ma elementu cierpienia, to sobie powinienem reke uciac, aby przydac
                        jej cierpienia i zeby stala sie ta "prawdziwa miloscia"?


                        > > > > Natomiast wracajac do tej spokojnej i zwyczajnej milosci bez por
                        > wan,
                        > > > > terrorystow i przydlugich nieobecnosci - jesli istnieje lub istn
                        > iala
                        > > choc jedna taka milosc (a nie chce mi sie wierzyc, ze nie), to juz nie mo
                        > zemy
                        > mowic o "cierpieniu jako nieodlacznym aspekcie milosci" :"PPP
                        > > >
                        > > > No wlasnie, fakt ze " istnieje choc jedna taka milosc " juz czyni z n
                        > iej
                        > jakis wyjatek, jakies odstepstwo od reguly, ktora jest jednak milosc zywiaca
                        > si
                        > > e bol em i cierpieniem! Nie twierdze wcale, ze mi sie to podoba!
                        > >
                        > > Nie uznaje czegos takiego jak "wyjatek potwierdzajacy regule" - jesli jest
                        >
                        > > wyjatek - to juz nie mozemy mowic o regule.
                        >
                        >
                        > Znowu spierasz sie o slowa,a przeciez nie o uzyte sformulowania chodzi, raczej
                        > o
                        > wlasny sad na temat nieodlacznosci cierpienia w milosci! Zawrzyjmy kompromis, j
                        > a
                        > uszanuje Twoj poglad a Ty chociaz postarasz sie spojrzec na moj laskawiej!
                        >
                        No ale na czym polegac ma ten kompromis "cierpienie ZAWSZE towarzyszy milosci,
                        ale jednak NIE ZAWSZE"?? Takie zdanie jest bez sensu... Ja nie twierdze, ze
                        cierpienie milosci NIGDY nie towarzyszy, a tylko, ze nie towarzyszy jej ZAWSZE.



                        > > Ojej, sa cale rzesze masochistow, ktorym sie to podoba. ale jesli ktos mi
                        > pisze
                        > ze kto nie cierpial ten nigdy nie kochal, to ja sie nie zgadzam!
                        >
                        > I masz prawo! Ale nie neguj prawa tych masochistow!
                        >
                        A kiedy niby to prawo zanegowalem??? Mozesz tu przytoczyc cytat?


                        >
                        > > > A nie sadzisz, ze nie byloby zle, gdyby tak wzorem kochankow romant
                        > yczny
                        > > ch, moze nie od razu strzelac sie na grobie przodka, ale czasem okazac ch
                        > ocby
                        > > malutka chwile slabosci...
                        > > >
                        > > No dobrze, ale co wlasciwie ma okazywanie chwil slabosci, czy chocby czulo
                        > sci (
                        > > bo pewnie o to tez Ci chodzi) do cierpienia jako immanentnej cechy milosci
                        > ,
                        > tudziez w ogole do milosci jako takiej? To znaczy, ze jak kocham to moge
                        > okazywac slabosc, a jak nie kocham to juz nie? Nie rozumiem...
                        >
                        > Pewno piszac to mialam cos waznego na mysli, ale mysl ma to do siebie , ze jest
                        >
                        > ulotna...
                        > A chodzilo mi zapewne o to , ze kochajac czlowiek ma wiecej mozliwosci by byc
                        > miekkim, uleglym, ze milosc powodowana czuloscia i dbaloscia o druga osobe ma w
                        >
                        > sobie duzo z zachowan romantycznych, takich nie koniecznie "twardo chodzacych
                        >
                        > po ziemi"!
                        > No nie wiem czy Ci wyjasnilam!
                        >
                        Nie bardzo. Bo zachowania "romantyczne" nijak sie maja do cierpienia:

                        Czy cierpie idac z dziewczyna na spacer w swietle ksiezyca?
                        Czy cierpie przynoszac jej bukiet kwiatow?
                        Czy cierpie piszac dla niej wiersz?
                        Czy cierpie przytulajac sie do niej?

                        Wedlug mojej definicji cierpienia - nie bardzo, a nawet wrecz przeciwnie



                        > > Ja tam wole "jakosc" swego zycia oceniac ogromem radosci doznanej w zyciu
                        > i
                        > > milosci - taki ze mnie anarchista!
                        >
                        > Co Ty, jaki anarchista, myslisz ze ja bym nie wolala??? Pewno kazdy by wolal...
                        >
                        No a co przeszkadza Ci aby tak robic? Wystarczy zmienic skale, i zamiast mowic
                        "cierpie wiec kocham" zaczac mowic "ciesze sie wiec kocham"...
                        • Gość: alka_xx Re: co o tym myslicie ? IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.02, 18:58
                          kwieto napisał(a):

                          > Nie ironizuj...
                          > 1. Nie mow "zawsze"
                          > 2. Dobre checi a realizacja to dwie rozne sprawy
                          > 3. Realizacja przedstawiona przez Ciebie nieco mnie przerasta...


                          Gdziez bym smiala ironizowac...no moze tylko odrobine jestem uszczypliwa, ale to
                          moja cecha wrodzona...:((
                          Ad 1. Nie mowie " zawsze " ani " nigdy" , ale czasem mi sie zdarza...
                          Ad 2. Ale jezeli o dobrych checiach mowi sie z takim przekonaniemi, z taka
                          pewnoscia, to do realizacji juz tylko maly kroczek...
                          Ad 3. Nie sadze, w koncu kazdy element z osobna jest realny i mozliwy do
                          realizacji, wiec realizacja calosci takze nie powinna stanowic problemu, nawet
                          wprost przeciwnie, bo moze zadzialac zasada synergii, wiec efekt przejdzie
                          wszelkie oczekiwania... :))




                          > No ale kto tu uogolnia????? "kto nie cierpial ten nie kochal" - to fragment
                          > wierszyka. To jest kosmiczne uogolnienie! Bo to oznacza, ze KAZDA bez wyjatku
                          > milosc POWINNA byc cierpieniem. I tylko o owo slowo KAZDA sie kloce. Nie przecz
                          > e, sa milosci, w ktorych element cierpienia jest nieodlaczny, i sa przez to
                          piekne .
                          > Ale nie oznacza to, ze taka powinna byc KAZDA milosc! To co, jesli zalozmy moja
                          > milosc nie ma elementu cierpienia, to sobie powinienem reke uciac, aby przydac
                          > jej cierpienia i zeby stala sie ta "prawdziwa miloscia"?


                          Alez wcale nie! Po prostu prawda , jak zwykle lezy po srodku!
                          Z tym ze, wydaje mi sie , iz wieksze jest prawdopodobienstwo zaznania cierpienia
                          gdy sie kocha, czyli gdy czlowiek posiada zdolnosc przezywania glebszych uczuc,
                          niz wowczas gdy czlowiekowi te uczucia obcymi sa!



                          > > Nie uznaje czegos takiego jak "wyjatek potwierdzajacy regule" - jesli
                          > jest wyjatek - to juz nie mozemy mowic o regule.


                          No tak! Nie chce posilkowac sie sloganami ani porzekadlami ludowymi i wbrew
                          pozorom doskonale rozumiem Twoje intencje!
                          Rozumiem przeciez rownie dobrze jak Ty, ze cierpienie moze towarzyszyc milosci,
                          ze wcale nie musi towarzyszyc kazdej milosci, a jak juz towarzyszy to czlowiek
                          rozumny powinien umiec sie od niego zdystansowac!
                          Tak, ale czy kazdy potrafi kierowac sie rozumem, gdy kocha, gdy cierpi, gdy go
                          boli...?

                          Czy uzyskalismy jako taki consensus...?




                          > > > Ojej, sa cale rzesze masochistow, ktorym sie to podoba. ale jesli ktos mi
                          pisze ze kto nie cierpial ten nigdy nie kochal, to ja sie nie zgadzam!
                          > >
                          > > I masz prawo! Ale nie neguj prawa tych masochistow!
                          >> A kiedy niby to prawo zanegowalem??? Mozesz tu przytoczyc cytat?


                          No dobra,cytatu nie ma , moze po tonie Twojego glosu wydalo mi sie ze sie
                          czepiasz / sorry / tych masochistow! Jak sie pomylilam, to przepraszam!




                          > > Pewno piszac to mialam cos waznego na mysli, ale mysl ma to do siebie , ze
                          > jest ulotna...
                          > > A chodzilo mi zapewne o to , ze kochajac czlowiek ma wiecej mozliwosci by
                          > byc miekkim, uleglym, ze milosc powodowana czuloscia i dbaloscia o druga osobe
                          > ma w sobie duzo z zachowan romantycznych, takich nie koniecznie "twardo chodz
                          > acych po ziemi"!
                          > > No nie wiem czy Ci wyjasnilam!
                          > >
                          > Nie bardzo. Bo zachowania "romantyczne" nijak sie maja do cierpienia:

                          To trudno, trzeba by pewno znow zacytowac tu jakas adekwatna literature prze-
                          piekna, ale nic a'propos nie przychodzi mi do glowy, a zycie tez nie dostarcza
                          ostatnio przykladow romantycznych , meskich zachowan.



                          > Czy cierpie idac z dziewczyna na spacer w swietle ksiezyca?
                          > Czy cierpie przynoszac jej bukiet kwiatow?
                          > Czy cierpie piszac dla niej wiersz?
                          > Czy cierpie przytulajac sie do niej?
                          >
                          > Wedlug mojej definicji cierpienia - nie bardzo, a nawet wrecz przeciwnie


                          Ale nie napisales, czy ja bardzo kochasz, kiedy tak z nia idziesz przy blasku
                          ksiezyca/1/ktorego promienie porazaja Ci zmysl wzroku lub gdy wreczasz jej ten
                          cudny bukiet klujacych roz,/2/ ... bo jesli Twoja milosc do niej jest taka
                          ogroooooomna ze tylko poezja moze wyrazic jej ogrom / jak wieszcz Adam do
                          Maryli...?/3/, to jest szansa ze odczuwajac jej bliskosc /4/ mozesz ze
                          szczescia doswiadczac uczucia bolu i cierpienia duszy...
                          Pokretne to, no nie?





                          > > Co Ty, jaki anarchista, myslisz ze ja bym nie wolala??? Pewno kazdy by
                          wolal...
                          > >
                          > No a co przeszkadza Ci aby tak robic? Wystarczy zmienic skale, i zamiast mowic
                          > "cierpie wiec kocham" zaczac mowic "ciesze sie wiec kocham"...

                          Ja mowie, " kocham i ciesze sie ze kocham",... a cierpiec bede pozniej...!
                          • kwieto Re: co o tym myslicie ? 29.01.02, 19:30
                            Gość portalu: alka_xx napisał(a):


                            > > No ale kto tu uogolnia????? "kto nie cierpial ten nie kochal" - to fragme
                            > nt
                            > > wierszyka. To jest kosmiczne uogolnienie! Bo to oznacza, ze KAZDA bez wyja
                            > tku
                            > > milosc POWINNA byc cierpieniem. I tylko o owo slowo KAZDA sie kloce. Nie p
                            > rzecz
                            > > e, sa milosci, w ktorych element cierpienia jest nieodlaczny, i sa przez t
                            > o
                            > piekne .
                            > > Ale nie oznacza to, ze taka powinna byc KAZDA milosc! To co, jesli zalozmy
                            > moja
                            > > milosc nie ma elementu cierpienia, to sobie powinienem reke uciac, aby pr
                            > zydac
                            > > jej cierpienia i zeby stala sie ta "prawdziwa miloscia"?
                            >
                            >
                            > Alez wcale nie! Po prostu prawda , jak zwykle lezy po srodku!
                            > Z tym ze, wydaje mi sie , iz wieksze jest prawdopodobienstwo zaznania
                            cierpieni
                            > a
                            > gdy sie kocha, czyli gdy czlowiek posiada zdolnosc przezywania glebszych
                            uczuc,
                            >
                            > niz wowczas gdy czlowiekowi te uczucia obcymi sa!
                            >

                            A ja jestem ciekaw, czy wiecej samobojstw, depresji, innych takich - jest wsrod
                            osob ktore kochaja, czy nie kochajacych? Ma ktos takie badania statystyczne?

                            Zakladam, ze powodem samobojstwa czy depresji jest cierpienie.




                            > No tak! Nie chce posilkowac sie sloganami ani porzekadlami ludowymi i wbrew
                            > pozorom doskonale rozumiem Twoje intencje!
                            > Rozumiem przeciez rownie dobrze jak Ty, ze cierpienie moze towarzyszyc
                            milosci,
                            > ze wcale nie musi towarzyszyc kazdej milosci, a jak juz towarzyszy to czlowi
                            > ek rozumny powinien umiec sie od niego zdystansowac!

                            Uhm...


                            > Tak, ale czy kazdy potrafi kierowac sie rozumem, gdy kocha, gdy cierpi, gdy
                            go
                            > boli...?
                            >
                            To juz inna sprawa. Nam chodzilo o regule ogolna, prawda?


                            > Czy uzyskalismy jako taki consensus...?
                            >
                            mniej wiecej - pytanie czy mniej czy wiecej? hihi


                            >
                            > > > > Ojej, sa cale rzesze masochistow, ktorym sie to podoba. ale jesli ktos
                            mi
                            > pisze ze kto nie cierpial ten nigdy nie kochal, to ja sie nie zgadzam!


                            > > > I masz prawo! Ale nie neguj prawa tych masochistow!
                            > >> A kiedy niby to prawo zanegowalem??? Mozesz tu przytoczyc cytat?
                            >
                            >
                            > No dobra,cytatu nie ma , moze po tonie Twojego glosu wydalo mi sie ze sie
                            > czepiasz / sorry / tych masochistow! Jak sie pomylilam, to przepraszam!
                            >
                            No ja sie nie czepiam, to prywatna sprawa masochistow, co robia i juz.


                            >
                            > > > Pewno piszac to mialam cos waznego na mysli, ale mysl ma to do siebie
                            > , ze
                            > > jest ulotna...
                            > > > A chodzilo mi zapewne o to , ze kochajac czlowiek ma wiecej mozliwosc
                            > i by
                            > > byc miekkim, uleglym, ze milosc powodowana czuloscia i dbaloscia o druga
                            > osobe
                            > > ma w sobie duzo z zachowan romantycznych, takich nie koniecznie "twardo
                            > chodz
                            > > acych po ziemi"!
                            > > > No nie wiem czy Ci wyjasnilam!
                            > > >
                            > > Nie bardzo. Bo zachowania "romantyczne" nijak sie maja do cierpienia:
                            >
                            > To trudno, trzeba by pewno znow zacytowac tu jakas adekwatna literature prze-
                            > piekna, ale nic a'propos nie przychodzi mi do glowy, a zycie tez nie
                            dostarcza
                            > ostatnio przykladow romantycznych , meskich zachowan.
                            >
                            Nikt z roza w zebach nie stoi pod drzwiami? :(((


                            >
                            >
                            > > Czy cierpie idac z dziewczyna na spacer w swietle ksiezyca?
                            > > Czy cierpie przynoszac jej bukiet kwiatow?
                            > > Czy cierpie piszac dla niej wiersz?
                            > > Czy cierpie przytulajac sie do niej?
                            > >
                            > > Wedlug mojej definicji cierpienia - nie bardzo, a nawet wrecz przeciwnie
                            >
                            >
                            > Ale nie napisales, czy ja bardzo kochasz, kiedy tak z nia idziesz przy blasku
                            > ksiezyca/1/ktorego promienie porazaja Ci zmysl wzroku lub gdy wreczasz jej
                            ten
                            > cudny bukiet klujacych roz,/2/ ... bo jesli Twoja milosc do niej jest taka
                            > ogroooooomna ze tylko poezja moze wyrazic jej ogrom / jak wieszcz Adam do
                            > Maryli...?/3/, to jest szansa ze odczuwajac jej bliskosc /4/ mozesz ze
                            > szczescia doswiadczac uczucia bolu i cierpienia duszy...
                            > Pokretne to, no nie?
                            >
                            Pokretne, i mysle, ze ostatnie co wtedy bede odczuwal to bol i cierpienie
                            duszy... w kazdym razie nigdy mi sie nie zdarzylo cierpienie duszy w tego typu
                            sytuacji - chyba nie zaluje :")))



                            > > > Co Ty, jaki anarchista, myslisz ze ja bym nie wolala??? Pewno kazdy by
                            > wolal...



                            > > No a co przeszkadza Ci aby tak robic? Wystarczy zmienic skale, i zamiast m
                            > owic
                            > > "cierpie wiec kocham" zaczac mowic "ciesze sie wiec kocham"...
                            >
                            > Ja mowie, " kocham i ciesze sie ze kocham",... a cierpiec bede pozniej...!

                            No tak... :")
    • Gość: fnoll Re: co o tym myslicie ? IP: 195.150.224.* 24.01.02, 00:16
      ech poezja - chcialbym zobaczyc takiego "samoluba" co to nie cierpial :)
    • faxio Re: co o tym myslicie ? 24.01.02, 11:16
      A ja w tej dyskusji całkowicie zgadzam się z Kwieto.
      To, czy w różnych opisywanych tu sytuacjach będziemy cierpieć, zalezy wyłącznie
      od naszego nastawienia. Jeżeli ukochanej osobie przydaża sie coś złego, mozemy
      skupiać sie na cierpieniu lub na znalezieniu wyjścia z sytuacji i pomocy.
      Jeżeli ukochana osoba nas opuszcza lub nie odwzajemnia uczuć, mozemy cierpieć
      lub cieszyc się jej szczęściem.
      Owszem, w przeszłości doświadczyłam uczuć, które wtedy nazywałam cierpieniem,
      ale był to wyłącznie wynik mojego nastawienia i oczekiwań. Jeżeli jest się
      otwartym na życie, zachowania innych nie powoduja cierpienia. Można odczuwać
      chwilowy smutek, czy żal, ale nie nazwałabym tego cierpieniem. Uważam, że
      ludzie, którzy cierpią z powodu miłości robią to wyłącznie na własne życzenie.
      • Gość: alka_xx Re: co o tym myslicie ? IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 27.01.02, 08:05

        Mysle, ze to bardzo " teoretyczne" co piszesz! Jakze latwo jest powiedziec komus
        " cierpisz, bo sam /-a tego chcesz, bo masz takie zyczenie!" lub " ciesz sie,
        bo wprawdzie on cie zostawil , ale jest bardzo szczesliwy" ...hehehe.
        To co piszesz jest dla mnie raczej ogromna hipokryzja i postawa "na pokaz" niz "
        otwarciem na zycie!"

        Wszystko moim zdaniem wynika raczej z roznorodnosci w definiowaniu cierpienia!
        Jeden mowiac ze cierpi wyrywa sobie wlosy z glowy i wali ta glupia ,lysa juz
        glowa w mur , ktos inny idzie na piwo bo uwaza , ze tak objawia sie jego
        cierpienie, a jeszcze inny ktos po prostu kladzie sie spac i nikt nawet nie
        wie, ze on cierpi, bo wszyscy mysla , ze " olewa"! A kazdy z nich tak wlasnie,
        choc jakze roznie moze reagowac na jakies bardzo podobne / takie samo / przykre
        czy niemile zdarzenie losu np. porzucenie przez ukochana!

        Milosc jest bardzo zlozonym "zjawiskiem" i ma prawo zarowno cieszyc jak i bolec,
        wywolywac smiech jak i lzy ,i chyba nikt nie odwazy sie powiedziec
        autorytatywnie, ktora z tych reakcji jest wlasciwa, a ktora nie! Bo w milosci
        kazdy szuka spelnienia wlasnych , jakze odmiennych potrzeb ,ma wiec prawo
        odmiennie reagowac i o to przeciez chodzi!
    • misiaczek31 Re: co o tym myslicie ? 27.01.02, 22:24
      Cierpienie kojarzy mi sie z miloscia o tyle, o ile ukochana osoba w taki czy
      inny sposob nas zawiodla lub tez nieoczekiwanie odeszla (patrz: ciezka choroba,
      smierc, odejscie fizyczne).Tak Kwieto - rzeczywiscie zdarzaja sie pary
      wspaniale, ktore doskonale rozumieja sie od poczatku do konca, nigdy sie na
      sobie nie zawiodly i w dodatku nie choruja i nie wyjezdzaja ;) Jednak na koncu
      tej milosci zawsze i nieuchronnie znajdzie sie smierc ktoregos z nich i ta
      wlasnie smierc spowoduje cierpienie, ktorejs strony. Moze ten moment
      wystarczy... moze o to chodzilo autorowi...
      Co by jednak nie mowic Kwieto ma racje w kwestii odpowiedniego nastawienia.
      Ja mam nastawienie takie, ze nie staram sie za duzo wymagac i nie oczekuje za
      wiele. Zyje tym co mam i ewentualnie dniem jutrzejszym.
      Najwazniejsze, to nie plakac nad rozlanym mlekiem, tylko jak najszybciej
      posprzatac (rozejrzec sie za nowym dzbankiem ewentualnie ;))). Nie wiem czy to
      dobre ale dosyc wygodne i na pewno pomaga utrzymc dobra forme psychiczna.
      Nie robic problemow tam gdzie ich nie ma i przede wszystkim nie stwarzac
      sztucznych.
      Dziekuje Bogu, ze tak potrafie, bo wiem, ze wiekszosc ludzi niestety cierpi
      niezwykle dlugo i miesiacami potrafi obracac w palcach jedno nieszczescie. Tak
      mi ich zal ale tego nie da sie zmienic. Po prostu jedni rodza sie tacy jak ja i
      Kwieto, a inni... inni :) Co nie zmienia faktu, ze kto zyje, ten cierpi (piekna
      jest Twoja wypowiedz Fnollu :) tyle, ze jeden krocej drugi dluzej.
      Mam nadzieje, ze nie namieszalam za duzo i znajdzie sie ktos, kto zrozumie moje
      wypociny he he he...
      Pozdrawiam M.

      PS: Zdecydowalam sie na te wypowiedz, poniewaz wlasnie dzis omawialm dokladnie
      ten sam temat z moim kochanym tatusiem, ktory wpadl do mnie na herbatke i kiedy
      chwile potem trafilam na watek, to... przeznaczenie czy co? ;)))
      • inka_sama kwieto? 27.01.02, 22:54
        misiaczek31 napisał(a):

        > Cierpienie kojarzy mi sie z miloscia o tyle, o ile ukochana osoba w taki czy
        > inny sposob nas zawiodla lub tez nieoczekiwanie odeszla (patrz: ciezka choroba,
        > smierc, odejscie fizyczne). Jednak na koncu tej milosci zawsze i nieuchronnie
        znajdzie sie smierc ktoregos z nich i ta > wlasnie smierc spowoduje cierpienie,
        ktorejs strony. Moze ten moment wystarczy... moze o to chodzilo autorowi...

        Oj, Kwieto - czy ty naprawde jak ci umrze najukochańsza osoba to postanowisz
        niecierpieć? - i tak po prostu cierpieć nie będziesz?

        > Co by jednak nie mowic Kwieto ma racje w kwestii odpowiedniego nastawienia.
        > Ja mam nastawienie takie, ze nie staram sie za duzo wymagac i nie oczekuje za
        > wiele. Zyje tym co mam i ewentualnie dniem jutrzejszym.

        I słusznie bo nigdy nie wiesz czy jutro nie dacie sobie ostatni raz całusa w
        pośpiechu - a wieczorem zadzwonia że ktos ci bliski np. zginął w wypadku.

        > Najwazniejsze, to nie plakac nad rozlanym mlekiem, tylko jak najszybciej
        > posprzatac (rozejrzec sie za nowym dzbankiem ewentualnie ;))). Nie wiem czy to
        > dobre ale dosyc wygodne i na pewno pomaga utrzymc dobra forme psychiczna.
        > Nie robic problemow tam gdzie ich nie ma i przede wszystkim nie stwarzac
        > sztucznych.

        Czyli umarła jedna ukochana osoba - to juz jutro szukam następnej? Przed
        pogrzebem czy po?

        > Dziekuje Bogu, ze tak potrafie, bo wiem, ze wiekszosc ludzi niestety cierpi
        > niezwykle dlugo i miesiacami potrafi obracac w palcach jedno nieszczescie. Tak
        > mi ich zal ale tego nie da sie zmienic. Po prostu jedni rodza sie tacy jak ja i
        >
        > Kwieto, a inni... inni :) Co nie zmienia faktu, ze kto zyje, ten cierpi (piekna
        >
        > jest Twoja wypowiedz Fnollu :) tyle, ze jeden krocej drugi dluzej.

        Jeżeli miłość chcemy przezyć do końca życia razem - któreś pewnie będzie jednak
        cierpiał - gdy drugie odejdzie pierwsze. Chyba że wpólnie zgina w wypadku.
        Jak ja takim zazdroszcze...
        • popapranka Re: kwieto? 27.01.02, 23:26
          kto zyje dla wlasnej przyjemnosci przede wszystkim, a przy tym mowi ze kocha
          (bo nie cierpi), ten jest obludnikiem bojacym sie glebszych uczuc, jak diabel
          swieconej wody.
          • faxio Re: 28.01.02, 10:54
            Jeżeli kogoś naprawdę kochasz, a on Cię rzuci to nie cierpisz z miłości do
            niego tylko z żalu nad sobą, a zatem z egoizmu właśnie.
            A jeżeli on umarł, a Wasz związek był naprawdę głęboki, to duchowo nadal
            jesteście związani. Możesz odczuwać jego obecność i opiekę. Oczywiście, jest Ci
            trudniej tu, na ziemi, bo musisz sama sobie radzić, ale to znowu żal na sobą.
            On już jest w innym świecie, Twoje cierpienie nic mu nie da, ani Tobie.
            • mak05 A co to jest cierpienie? 28.01.02, 11:40

              Gdy przeczytałam uwaznie Wasze posty to doszłam do
              wniosku, że piszecie o dwóch wątkach:
              - o cierpieniu w miłosci
              - o radzeniu sobie z nim

              Mam takie wrazenie, ze Kwieto pisze o swoim sposobie
              radzenia sobie z trudnymi uczuciami jakie pojawiają sie
              w miłości. I ma albo wypracował w sobie taką
              umiejętność dystansowania się do nich. Mylę się Kwieto?

              A pytanie czy można kochać bez cierpienia to pytanie
              stare jak świat.

              Tylko co to znaczy cierpieć? Dla każdego z nas może
              zupełnie co innego.

              Jest też kolejna maksyma: "cierpienie uszlachetnia"
              Wszystkich? Zawsze?

              • kwieto Re: A co to jest cierpienie? 29.01.02, 00:13
                mak05 napisał(a):


                > Mam takie wrazenie, ze Kwieto pisze o swoim sposobie
                > radzenia sobie z trudnymi uczuciami jakie pojawiają sie
                > w miłości. I ma albo wypracował w sobie taką
                > umiejętność dystansowania się do nich. Mylę się Kwieto?
                >
                Rzekles(as)
                Umiejetnosc wypracowana, to nie jest cecha wrodzona.
                Ale pozwala na "odciecie" milosci od cierpienia i zajecie sie miloscia w
                kontekscie radosci...
            • Gość: c Re: IP: *.philadephia-13rh16rt-pa.dial-access.att.net 28.01.02, 15:54
              faxio napisał(a):

              > Jeżeli kogoś naprawdę kochasz, a on Cię rzuci to nie cierpisz z miłości do
              > niego tylko z żalu nad sobą, a zatem z egoizmu właśnie.

              Jak mozna kogos kochac naprawde i byc rzucona/rzuconym?
              A jesli tak sie zdarzylo, to czy nie mozna czuc sie skrzywdzona/skrzywdzonym?
              Przynajmniej przez jakis czas. Przeciez fakt rozdarcia boli.


              > A jeżeli on umarł, a Wasz związek był naprawdę głęboki, to duchowo nadal
              > jesteście związani. Możesz odczuwać jego obecność i opiekę. Oczywiście, jest Ci
              >
              > trudniej tu, na ziemi, bo musisz sama sobie radzić, ale to znowu żal na sobą.
              > On już jest w innym świecie, Twoje cierpienie nic mu nie da, ani Tobie.

              W sytuacji odejscia lub smierci trzeba przejsc przez stan utraty. Stan
              oplakiwania, zaloby. Wcale nie musi to byc litowanie sie nad soba.
              Jest to stan smierci i odrodzenia w Nowe Zycie. Nie jest to takie hop, hop.
              Stan oplakiwania utraty kochanej osoby jest wlasnie poszukiwaniem jej
              obecnosci duchowej w sobie.
              • faxio Re: C 30.01.02, 14:07
                Gość portalu: c napisał(a):

                > Jak mozna kogos kochac naprawde i byc rzucona/rzuconym?

                ????????????

                > A jesli tak sie zdarzylo, to czy nie mozna czuc sie skrzywdzona/skrzywdzonym?
                > Przynajmniej przez jakis czas. Przeciez fakt rozdarcia boli.

                Oczywiście, że to może boleć, ale powodem tego bólu na pewno nie jest miłość, no
                chyba, że do siebie.


                > W sytuacji odejscia lub smierci trzeba przejsc przez stan utraty. Stan
                > oplakiwania, zaloby. Wcale nie musi to byc litowanie sie nad soba.
                > Jest to stan smierci i odrodzenia w Nowe Zycie. Nie jest to takie hop, hop.
                > Stan oplakiwania utraty kochanej osoby jest wlasnie poszukiwaniem jej
                > obecnosci duchowej w sobie.


                Oczywiście, że tak, tylko że to nie jest równoznaczne z cierpieniem.
        • misiaczek31 Re: kwieto? 28.01.02, 18:21
          Sorki inka, ale chyba niedokladnie przeczytalas albo nie zrozumialas :)
          Po pierwsze to nie kwieto napisal post, ktory cytowalas tylko ja.
          Po drugie polemizujesz ze mna potwierdzajac moje slowa. To nawet zabawne w
          sumie...:)
          Napisalam np., ze milosc moze byc piekna i bez przeszkod az do smierci i
          chodzilo mi o to, ze smierc ukochanej osoby moze spowodowac to jedyne
          cierpienie, ktore dotyczy kazdej milosci (nawet takiej super udanej o, o ktorej
          wspominal Kwieto). Ty cytujesz moje slowa, a potem jakos tak dziwnie je
          interpretujesz, a na koncu piszesz to samo co ja...
          Nie rozumiem...
          Dziwna ta polemika.
          Ale moze to ja niezbyt jasno sie wyrazilam.
          Pozdrawiam M.
          • Gość: inka Re: kwieto? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 30.01.02, 23:16
            Misiaczku - doskonale zrozumiałam i wiem kto napisał te stwierdzenia.
            Ja chciałam by do tego ustosunkował aisę właśnie KWIETO.
            Bo jak słusznie zauważyłaś/łeś ja mam opinie podobne do twoich...

            misiaczek31 napisał(a):

            > Sorki inka, ale chyba niedokladnie przeczytalas albo nie zrozumialas :)
            > Po pierwsze to nie kwieto napisal post, ktory cytowalas tylko ja.
            > Po drugie polemizujesz ze mna potwierdzajac moje slowa. To nawet zabawne w
            > sumie...:)
            > Napisalam np., ze milosc moze byc piekna i bez przeszkod az do smierci i
            > chodzilo mi o to, ze smierc ukochanej osoby moze spowodowac to jedyne
            > cierpienie, ktore dotyczy kazdej milosci (nawet takiej super udanej o, o ktorej
            >
            > wspominal Kwieto). Ty cytujesz moje slowa, a potem jakos tak dziwnie je
            > interpretujesz, a na koncu piszesz to samo co ja...
            > Nie rozumiem...
            > Dziwna ta polemika.
            > Ale moze to ja niezbyt jasno sie wyrazilam.
            > Pozdrawiam M.

        • kwieto Re: Inka 29.01.02, 00:07
          Z calym szacunkiem - na odejscie ukochanej osoby mozna sie przygotowac. Nie w
          kazdym zwiazku ukochany/ukochana umiera czy odchodzi. Moje posty neguja
          cierpienie jako OGOLNA ceche organicznie zwiazana z miloscia. A nie traktuja o
          konkretnych przypadkach.

          Natomiast gdy jestescie starzy - mozna odejsc z pogoda ducha. Np. mistrzowie
          zen gdy czuli, ze zbliza sie smierc (jakim sposobem nie pytaj - nie wiem)
          przygotowywali zgodnie z tradycja wiersz na te okolicznosc. I byly to wiersze
          czasem nawet bardzo radosne! Mozna tez z pogoda ducha pozegnac sie z taka
          osoba... Nie twierdze, ze mi by sie to udalo. Natomiast twierdze, ze tak mozna.


          P.S.
          Przykro mi z powodu Twojego meza :(((
          • Gość: inka do kwieto IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 30.01.02, 23:14
            kwieto napisał(a):

            > Z calym szacunkiem - na odejscie ukochanej osoby mozna sie przygotowac. Nie w
            > kazdym zwiazku ukochany/ukochana umiera czy odchodzi. Moje posty neguja
            > cierpienie jako OGOLNA ceche organicznie zwiazana z miloscia. A nie traktuja o
            > konkretnych przypadkach.

            Wiesz kwieto ja cię chyba jednak lubie... Ale nie powiesz mi że zawczasu na
            wszystko się przygotujesz- ja też miałam swoje systemy przygotowania o różnych
            sytuacji - a wszytsko trzasneło w najbardziej niespodziewanej chwili -właśnie gdy
            człowiek odetchnął pojednym z możliwych niebezpieczeństw... Na to co nastąpiło
            nie byłam w stanie sie przygotować...

            > Natomiast gdy jestescie starzy - mozna odejsc z pogoda ducha.
            I tu sie z Toba zgadzam - ale nie wtedy gdy sie ma 29 lat!

            Np. mistrzowie zen gdy czuli, ze zbliza sie smierc (jakim sposobem nie pytaj -
            nie wiem)
            > przygotowywali zgodnie z tradycja wiersz na te okolicznosc. I byly to wiersze
            > czasem nawet bardzo radosne! Mozna tez z pogoda ducha pozegnac sie z taka
            > osoba... Nie twierdze, ze mi by sie to udalo. Natomiast twierdze, ze tak mozna.
            >
            >
            > P.S.
            > Przykro mi z powodu Twojego meza :(((

            Dzięki - wiesz kwieto nie zawsze sie z toba zgadzam ale czuje ze z ciebie bardzo
            w porządku człowiek.

            • Gość: fantasia Do Inki - nie na temat :-) IP: 62.233.138.* 30.01.02, 23:23
              Odezwij się w wolnej chwili, jeśli możesz :-)
              Dostałaś mój liścik poprzedni? (coś mi szalało z adresami)
              Całuję mocno,
              J.
    • Gość: fantasia ja w kwestii wierszyka IP: 62.233.138.* 30.01.02, 22:48
      A to dziwne...
      Wszyscy się właściwie skoncentrowali na ostatnich dwóch linijkach wierszyka.
      Moje trzy grosze już tu zbędne.

      Ale wierszyk cały to nie jeno o relacji między miłością a cierpieniem traktuje
      przecież!

      Po całości to wierszyk bzdurnym jest, jak na mój rozum.
      Bo się wedle niego ludziska dzielą na dwa gatunki: hedonistę i głębokościowca.
      Hedonista ma przerąbane, bo ma ostrą fiksację na punkcie długości swojego życia
      (a cóż to za fanaberia?!)
      Głębokościowiec ma przerąbane, bo musi cierpieć (a się zapierają niektórzy, że
      wcale niekoniecznie...)
      Tylko tyle jest typów ludzi na świecie.
      Tako wierszyk głosi.

      Hm. Zgrabne, mociumpanie, taaa.
      To po co nam ta cała psychologia???

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka