Dodaj do ulubionych

Samotnosc w malzenstwie

    • anaisanais96 mężczyźni już tak mają 30.03.09, 19:18
      ja dołowałam się tak jak ty. moj mąż jest wspaniałym człowiekiem. spełnia
      wszystkie moje prośby, jeśli chcę by mnie gdzieś zawiózł- zawozi, pomalował
      pokój- pomaluje itp. Ale wystarczy, że mam doła, coś mi się nie uda, po prostu
      potrzebuję byśmy usiedli i pogadali to on udaaje, że nie wie o co chodzi, udaje,
      że nie widzi iż coś mnie gryzie. wówczas najchętniej by uciekł i przeczekał aż
      mi przejdzie. Mam wrażaenie, że faceci po prostu tak mają. Nie lubią rozmawiać o
      uczuciach i tego nie potrafią. ja to zrozumiałam i już się tym tak nie przejmuję.
    • poznanawtancu Re: Samotnosc w malzenstwie 30.03.09, 19:37
      Miałam podobną sytuację, z tym, że jestem już męzatką 25 lat a nie wiem jak
      dawno jesteś w związku.Mimo takiego długiego stażu zdecydowałam się na
      rozwód.Moje dzieci (syn i córka) już są dorośli syn kończy studia córka wychodzi
      za mąż i nie mam tu problemu, że rozbijam rodzinę.Ponieważ takie problemy, to
      są pojedyńcze elementy muru który nas dzieli,i po co żyć z człowiekiem z którym
      mnie coraz mniej łączy.
      Uważam się za atrakcyjną kobietę myślę że znajdę sobie faceta, z którym będzie
      mi lepiej, z którym i zatańczę na niejednej imprezie i miło spędzę wolne chwile
      których oboje będziemy mieć coraz więcej.
      Nos do góry na świecie jest więcej mężczyzn trzeba tylko uważnie spojrzeć!
    • r_mol Po prostu nie podnoś głosu na męża 30.03.09, 21:08
      Jesteś tylko żoną. No, chyba że chcesz zostać "byłą żoną".
      • morekac Re: Po prostu nie podnoś głosu na męża 30.03.09, 23:05
        Czy napisała, że podnosi? A nawet jak nie będzie podnosić, czy jest
        to gwarantem nie zostania byłą żoną? Po prostu usłyszy "Rozwodzę
        się, bo krzywo na mnie patrzysz".
    • wincent.pipka Re: Samotnosc w malzenstwie 31.03.09, 09:21
      Zmień faceta, po prostu. Miłość powinna być wzajemna a nie tylko jednostronna.
      Nie rozumiem jak można życ w takim toksycznym związku. Zamiast szukać porad po
      prostu weź sprawy w swoje ręce i odejdź od chama.
    • kompolanta Do Anny-Izabelii 01.04.09, 09:51
      Nie jestes sama, ja mam ten sam problem. Z moim partnerem bylismy 5
      lat szczesliwi,wszystko zmienilo sie kiedy zaszlam w ciaze.Dzis
      dziecko ma 1 rok a my obydwoje przezywamy kryzys,mimo ze mieszkamy
      razem to ja jestem sama z masa problemow a on uwaza sie za ksiecia,
      ktory ma zawsze racje a mnie odtraca. Ostatnio uslyszalam ze nie
      naleze do jego rodziny. Czytalam innych wypowiedzi dot. Twojego
      watku i powiem tak: co z tego kiedy mam swietna figure, jestem
      zadbana, umalowana, uczesana jak wszystkie moje starania nie licza
      sie.
      • eed567 Re: Do Anny-Izabelii 03.04.09, 21:50
        "co z tego kiedy mam swietna figure, jestem zadbana, umalowana,
        uczesana jak wszystkie moje starania nie licza sie."- a on
        najprawdopodobniej mysli ze jestes ZALOSNA tak zebrzac o odrobine
        zainteresowania i uczucia. Najwyrazniej niewiele wiesz o mezczyznach
    • 0_maciek Re: Samotnosc w malzenstwie 03.04.09, 17:06
      Musze się zgodzić z pewnymi wypowiedziami. To co nas dotyka w dużej mierzę jest spowodowane naszymi wyborami czy postępowaniami. Może za bardzo skakałaś obok swojego księcia i zawsze byłaś w dobrej formie, a teraz cięzko mu zrozumieć że coś jest nie tak. Na pewno coś musisz z tym zrobić, wierzę, że kochasz swojego męża. Najprościej byłoby po prostu z nim porozmawiać, tak zwyczajnie nie wypominając niczego, moze on nawet nie zauważa twojego problemu. polecam ci ten artykuł: 8 błedów najczęściej popełnianych przez kobiety, wiele z tego Ciebie nie dotyczy ale warto przeczytać:
      www.coachinginstitute.biz/po/artyku-y/przyci-gnij-mi-o-tm-cz-ii.html
      • nanai11 Re: Samotnosc w malzenstwie 10.04.09, 17:03
        Nie wolno liczyć na meza w sensie "a może się kapnie ze mi cos
        dolega". Nie musi wiedzieć że cos jest nie tak. Trzeba powiadomić
        męża o tym. Skoro zawsze byłaś usłużna, to sie nie dziw że teraz mąż
        nie szanuje Cię, nie widzi w tobie kobiety ale jedynie gospodynie.
        Jestem po dwóch rozwodach i wiem że samotność we dwoje jest
        straszna. Mnie osobiście wszystko co najlepsze spotkało kiedy
        zostałam sama. Nie jest prawdą "widziały gały co brały" bo tylko
        krowa się nie zmienia. Ludzie zmieniaja się.
        • Gość: shera Re: Samotnosc w malzenstwie IP: *.olsztyn.vectranet.pl 24.08.09, 14:23
          Jejku...
          A ja nie rozumiałam!!! Nie rozumiałam jak dwoje ludzi, którzy przysięgali sobie
          miłość, wierność i uczciwość małżeńską już po kilku latach się poddaje, olewa
          wszystko i leci w bok.. Wszyscy mówimy o miłości, wiernosci a nikt nie mówi o
          uczciwości małżeńskiej.. To wszystko się łączy i ma za zadanie tworzyc więź
          nierozerwalną i tak silną, że zdoła góry przenosić! Takie były moje oczekiwania
          od miłości dawno temu! Pytanie kto co sobie obiecywał po związku i jakie miał i
          ma priorytety??? Jeżeli myślał głównie o sobie, to juz na wstępie oszukiwał
          druga osobę i słowa przysięgi są nieważne od samego początku. Zgadzam się, że
          wina nigdy nie lezy po jednej stronie, ale dzieje sie tak, bo druga
          strona-przewaznie kobieta slepo ufa, ze jej starania zostana docenione a nie
          wykorzystane.. myslenie kobiet jest myśleniem o innych, myslenie mężczyzn
          niestety zamyka sie wokół ich samych i kombinuja jak tu wyjść na swoje, ale.....
          Czyż nie lepiej jest grac w tej symbiozie tak jak idzie melodia? Czyż nie na tym
          to polega?? Sama czasem daje "nura", zeby sie nie kłócic o głupotkę, bo po co
          toczyć pianę, skoro małżeństwo to jeden wielki kompromis.. Kobieta przeważnie
          odpuszcza dla dobra ogółu-rodziny, a mężczyzna dla swojego dobra.. oczywiscie
          zdarzają się wyjątki jak wszędzie.. fakt, że kobiety lubia tych gnojków, którzy
          traktuja je jak przedmioty, lecz potem szukają tych spokojnych i czułych, ale i
          faceci po nieudanym związku z taką zołzą szukają ciepłej i czułej kobiety...
          Dlaczego nie można tak od początku????
          Nie ma jednego wzorca na udany związek! Nie ma przepisu, ani dobrej rady! Życie
          to loteria, albo wam sie uda, albo nie.. Ludzie się zmieniają i ich priorytety z
          czasem również kiedy dostrzegają, ze sami nie dadzą sobie rady. Kwestia sił
          charakterów oraz wspólnych priorytetów, jednak podstawowym błędem młodych ludzi
          na wstepie jest brak rozmów o wspólnej przyszłości, co chcecie razem kiedys
          robić, czy chcecie mieć dzieci, czy chcecie być małżeństwem czy tylko związkiem
          bez papierka, czy macie te same cele w życiu.. Brak takiego rodzaju rozmów, a
          skupienie się na całowaniu, przytulaniu i seksie powoduje późniejsze problemy..
          Czasem kobiety wola nie rozmawiac z facetami na takie tematy przed ślubem aby
          ich nie spłoszyc, ale skoro nie macie tych samych celów to jaki jest sens tego
          zwiazku??? Myslicie babeczki, że po ślubie to sie wszystko wyklaruje??? Cóż za
          błędne myślenie!!! Trzeba od razu dać do zrozumienia drugiej osobie czego
          oczekuje od życia, bo potem będzie za późno a najbardziej zawsze cierpią
          dzieci-zawsze! Potem pojawia sie nowy tatuś-nowa mamusia i juz dziecko ma
          skrzywiona psychikę, bo rodzice kiedyś bali się porozmawiać o przyszłości a
          przecież dzieci-rodzina-to niesamowita odpowiedzialność! Dzieki Wam przyjda na
          świat nowi ludzie, którzy dadzą życie kolejnym i kolejnym... Myslicie, że
          przestepcy, złodzieje i zabójcy rodzą się sami??? Nie-to my ich
          tworzymy-nieodpowiedzialne społeczeństwo!!! Ja wiem, że takie gadanie nie uleczy
          całego świata, ale pytanie w stylu "co ja mam robić-jestem taka samotna, mąż
          mnie nie rozumie?", jest conajmniej smieszne, jeżeli sama w środku doskonale
          wiesz, że kiedyś za czasów narzeczeństwa czy tzw "chodzenia" słowa nie było o
          tym, ze chcesz tego czy tego w przyszłości.. Nie miej do nikogo pretensji, jeśli
          w którymś momencie zdajesz sobie sprawę, że jesteś z tym sama, bo Twój
          mąż/partner miał inne oczekiwania! Z drugiej strony trzeba być elastycznym, bo
          nie zawsze w zyciu wychodzi tak jak tego chcieliśmy kiedyś nawet wspólnie.
          Trzeba sie dostosowac do nowej sytuacji.
          Skąd wzięłam takie wnioski? Z własnego doświadczenia! Ponad 7 lat temu poznałam
          maminsynka, który kompletnie nic nie potrafił zrobić łącznie z ugotowaniem wody
          na herbatę dla kogoś innego oprócz Jego samego, teściową widziałam dwa razy na
          oczy przed ślubem-to był ogromny błąd, bo dopiero po ślubie okazało się jak
          strasznie niańczy swoich synów, zreszta robi to do tej pory-nie pozwalając
          chocby na odrobinę samodzielnosci, a mój mąż? No cóż-to samolubny narcyz, który
          został nauczony, że kobieta ma mu usługiwać i wycierac pyszczek po obiadku-mój
          błąd! Zaślepiona, zakochana kobieta w facecie, który nie dotyka nawet alkoholu,
          potrafi nie widziec wiele, a teraz juz za późno na leczenie! Jedna zaleta to nie
          przykrywka dla wielu innych wad... Napatrzyłam się na alkohol w rodzinie i
          chciałam od tego uciec, ale teraz już wiem, że alkohol to nie jedyny problem
          rodzin. Wiem, że poglądów jest tyle ilu ludzi na świecie, ale gdybym te 7 lat
          temu miała ten rozum co teraz, to kopnęłabym swojego obecnego męża w d.... i to
          z wielkim hukiem-lepiej być samemu, niż z kimś, kto nie podziela Twoich poglądów
          i planów. A prawdziwej miłości nie ma-jest tylko chemia-kiedy chemia ustaje to
          albo wygrywa rozsadek i dobro dla ogółu, albo wszystko się rozpada.
          Nie jestem jakąś tam feministką z jajami-jestem załamaną matką dwójki dzieci,
          która zaczyna powoli przyznawać się do własnych błędów i że nie wyszło jej w
          życiu z księciem z bajki. Gdyby to chociaż uderzyło tylko we mnie to pół biedy,
          ale nie mogę sobie wybaczyć, że będą cierpieć moje córeczki!!! :(((((
          100 razy się zastanówcie zanim powiecie "tak" przy ołtarzu!!!!!!
          • flying.chmurka28 Re: Samotnosc w malzenstwie 18.09.09, 19:40
            To czemu teraz nie wystawisz go za dzwi?Dla dobra dzieci?
            Ja sama jestem dzieckiem rodzicow ktorzy"dla dobra dzieci" nie
            rozwiedli sie i zyli pod jednym dachem bez milosci.
            I uwazam ze to ich najwiekszy blad.Gdy teraz na nich patrze szkoda
            mi ich.Juz sa w okolocach 60-tki.Sami.Samotni.Przeciez mogli jeszcze
            probowac powalczyc o swoje szczescie osobno.A tak dorastalam w domu
            w ktorym niby wszystko ok a i tak zawsze czulam ze kazdy jest nie na
            swoim miejscu.
            Hmm...latwo dawac rady i pouczac..Przepraszam :)
            A sama jestem w zwiazku z ktorego nie potrafie (nie chce?)
            zrezygnowac czekajac nie wiedomo na co.I synka tez mamy..
            I depresja gotowa! :)
    • kasialag Re: Samotnosc w malzenstwie 03.09.09, 19:11
      Czesc Ania
      Nie mysl ze jestes sama-Jestem mężatka od miesiaca-ale ten zwizek to jedna
      wielka pomyłka-juz nie raz przed slubem mialam swiadomosc tego że źle robie-że
      to nie to.
      Bylismy para od 8 lat-mąz-tak go nazwe zawsze za czyms gonil. Mysle ze ten ślub
      to tylko tak dla nas-zeby bylo ok-ale niestety tak nie jest. Mąż jest chyba
      najgorszym mężem na świecie Jest chamski i wulgarny. Wogole mnie nie
      szanuje.Wogole nie liczy sie z moim zdaniem. Wszystko co robi to jest swiete i
      chce ciagle zcegos odemnie.
      W niczym nie pomaga-wrecz wymaga żebym robila wszystko. Ja pracuje a po pracy
      czuje sie jakbym poszla do innej pracy.
      Mąz wyjezda daleko-po samochody-troche handluje wiec teraz jak jezdzi to kamien
      spada mi z serca ze bede miala chwile odpoczynku.
      Mam 26 lat-czuje sie zmeczona tym wszystkim. Nie moge z nim nawet porozmawiac bo
      albo jest zmeczony albo po prostu mowi ze go to nie interesuje.Na wszystkie moje
      prosby odpowiada juz nie. Zrezsta rozmowa nic nie daje-i juz stacilam
      jakiekolwiek nadzieje ze bedzie dobrze. Jedyne co go interesuje to jego dom i
      pinadze.
      Ni wiem-czuje sie jak w klatce-nie mam na to wszystko juz sil. czuje ze jestesmy
      zwiazani ale tak naprawde kazdy z nas zyje inym zyciem. To co dla mnie wazne dla
      niego wogole sie nie liczy. Nawet nie stara sie zebym byla zsczesliwa.

      Nie naleze do osob ktoe robia cos za plecami-chce po prostu znalezc normalna
      osobe ktora nie ciagle mnie gani i wyzwa za wzsystko.

      Czuje sie niekochana od jakiegos czasu i wim ze to malzenstwo to najwieksza
      pomylka w moim zyciu.

      Wiesz to jest trudne do opisania- po prostu jego praca niszczy to co miedzy nami
      jest. Naprawde stacilam nadzieje ze bedzie lepiej.dobrze ze mam prace i jakos te
      dni leca ale nie wyobrazam sobie nastepnych 8 lub 18 lat.
      trzymaj sie
      pozdrawiam
      • ten_z_przeciwka_co_ma_kota Re: Samotnosc w malzenstwie 10.09.09, 00:42
        Ale to nie tylko faceci tak mają. Ja mam tak samo - znosić humory, skakać
        dookoła, pracować i przynosić mnóstwo pieniędzy, potem sprzątanie pranie
        gotowanie a wieczorem siadam i robię za nią jej rzeczy (pisma urzędowe, podatki,
        przygotowuję zajęcia dla jej studentów)

        Nie że tak jest, ale ona by chciała żeby tak było.

        Porozmawiać też nie mogę, bo jej to nie interesuje, albo banalizuje że to jakieś
        "głupoty i wymysły" jak się z nią chcę podzielić ważnymi dla mnie rzeczami. Za
        to jak ona mi papla godzinami o tym, co jej koleżanki kuzynka i tak dalej, to
        muszę słuchać, bo nie słuchanie = brak szacunku, i że mnie już nie kochasz, bo
        kiedyś to słuchałeś co mówię i lubiłeś.

        Do tego wieczne strofowanie - wszystko jest źle i nie tak. Poza tym ile energii
        się na to traci! Jak ona goliła sobie nogi w wannie i zostawiła włoski, to ja
        biorę i spłukuję, czasem tylko coś tam walnę w stylu "no ciekawe co by było
        gdybym ja zostawił taki syf po sobie". A ja na przykład w ramach niespodzianki
        robię wielkie zmywanie ona przychodzi, znajduje zmywak w zlewie i jest od razu:
        wezwanie (chodź tu!), musztra (połóż to tam) i kazanie (ile razy Ci mam mówić
        żebyś to zrobił) po którym następuje analiza (skoro ja Ci tyle razy mówię, a ty
        nic, to albo jesteś jakiś ułomny, albo masz w dupie to co ja Ci mówię).

        Też się trochę czuję niekochany. Ale ja kocham. Tylko co tu zrobić?
        • flying.chmurka28 Re: Samotnosc w malzenstwie 18.09.09, 19:27
          Heh...ja jestem mezatka 5 lat, razem z moim K prawie 10..
          Mamy cudownego synka i z zewnatrz wszystko wyglada jak z obrazka.
          A jednak czuje w sobie taka straszliwa pustke,osamotnienie i
          tesknote. Jest we mnie ogromny strach ze jestem nie na tym miejscu
          co powinnam i przede wszystkim nie z tym czlowiekiem z ktorym
          powinnam.
          Jasne,moglabym napisac jaki jest okropny,rozrzuca brudne skarpetki
          (w dodatku zwija je razem w kulke)i tym podobne sprawy ale to nie to
          mnie boli.
          Boli mnie brak jego.JEGO.Takie zycie obok siebie.Chcialabym zeby
          czasem zapytal mnie jak mi minal dzien,jak bylo w pracy,co mysle o
          tym czy tamtym.Brakuje mi takiego poczucia jednosci i tego ze
          jestesmy razem.RAZEM dla siebie.
          A zycie plynie przez palce i zadnego rozwiazania nie widze.Nie
          potrafie podjac decyzji.
          Z jednej strony rodzina-nasz syn.Z drugiej-ja i moje cale przyszle
          zycie(mam 28lat-za pare dni :) - wiec jeszcze chyba troche przede
          mna)
          A jak wy sobie radzicie z takimi uczuciami?
          Czy ktos czuje sie tak jak ja?

    • komandos_seal [...] 04.09.09, 12:32
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • komandos_seal wooow..ale wyzymadla !!! 18.09.09, 20:30
      anna-izabella napisa?a:

      > Jest mi strasznie smutno i czuje sie samotna...i bezsilna, tak jakby nic nie
      > zalezalo ode mnie. Dlaczego jak moj maz mowi, ze cos go boli to staram sie mu
      > pomoc za wszelka cena a ja jak mowie, ze cos mi dolega to nawet sie na mnie
      > nie spojrzy? Musze byc zawsze mila i usmiechnieta, pocieszac pana
      Czuje sie jak niewolnik, sluzaca, podczlowiek...

      Xxxxxxxxxxxx

      Kazdy Zyd, kiedy rano modli sie, dziekuje Bogu za to ze nie stworzyl go kobieta. Czytajac ciebie mam wrazenie ze jestes wypadkowa wszystkich smierdzacych paszkwili I jakich kiedykolwiek slyszalem
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka