Gość: Kartos
IP: 192.168.2.*
25.01.02, 22:46
Do sporych rozmiarów urósł wątek dziewczyny, którą porzucił z dziećmi mąż.
Otwiera mi się właśnie historia podobna. Rozstajemy się z żoną po 15 latach związku, dwoje dzieci. Ostatnie 5 lat
to brak uczuć ze strony żony, brak seksu, narastające pretensje o wszystko.
Potem z mojej strony (do niedawna utrzymywałem sam całą rodzinę) drobne oszustwa dla świętego spokoju o
kondycji finansowej, ukrywałem problemy. Wiem, niedobrze. Ale żądanie rozwodu ze strony żony pojawiło się
kilka lat temu, jeszcze wszystko było w porządku - z kasą i z moją szczerością. Od tych pięciu lat spirala
konfliktów, choć ją kochałem. Ponoć już bez wzajemności. Potem: "wynoś się z domu, zmienię zamki gdy
wyjedziesz na delegację".
Dzisiaj pierwsza moja noc poza domem. Ostatnia rozmowa to paranoja: "jestem jaka jestem, taką mnie
wychowano". Zaraz wrócą z ferii dzieci, zaczną się problemy dnia codziennego, żona nie ma wyobraźni i nie
będzie potrafiła ich rozwiązać. Ja jednak już mam dość, nie zamierzam wracać do rzeki, w której byłem.
Nie chcę analizować czyja wina - czuję się skrzywdzony, zajmowałem się dziećmi, zarabiałem. O innych
kobietach nie wspominam - nie było ich.
Ale nie chcę już wracać. Dla dzieci? Czy dzieci będą szczęśliwsze żyjąc z dwojgiem kłócących się rodziców?
Już usłyszałem od synka (przedszkolak, nie dostał czekolady) Wynoś się z domu.