Dodaj do ulubionych

Po wyrzuceniu

IP: 192.168.2.* 25.01.02, 22:46
Do sporych rozmiarów urósł wątek dziewczyny, którą porzucił z dziećmi mąż.
Otwiera mi się właśnie historia podobna. Rozstajemy się z żoną po 15 latach związku, dwoje dzieci. Ostatnie 5 lat
to brak uczuć ze strony żony, brak seksu, narastające pretensje o wszystko.
Potem z mojej strony (do niedawna utrzymywałem sam całą rodzinę) drobne oszustwa dla świętego spokoju o
kondycji finansowej, ukrywałem problemy. Wiem, niedobrze. Ale żądanie rozwodu ze strony żony pojawiło się
kilka lat temu, jeszcze wszystko było w porządku - z kasą i z moją szczerością. Od tych pięciu lat spirala
konfliktów, choć ją kochałem. Ponoć już bez wzajemności. Potem: "wynoś się z domu, zmienię zamki gdy
wyjedziesz na delegację".
Dzisiaj pierwsza moja noc poza domem. Ostatnia rozmowa to paranoja: "jestem jaka jestem, taką mnie
wychowano". Zaraz wrócą z ferii dzieci, zaczną się problemy dnia codziennego, żona nie ma wyobraźni i nie
będzie potrafiła ich rozwiązać. Ja jednak już mam dość, nie zamierzam wracać do rzeki, w której byłem.
Nie chcę analizować czyja wina - czuję się skrzywdzony, zajmowałem się dziećmi, zarabiałem. O innych
kobietach nie wspominam - nie było ich.
Ale nie chcę już wracać. Dla dzieci? Czy dzieci będą szczęśliwsze żyjąc z dwojgiem kłócących się rodziców?
Już usłyszałem od synka (przedszkolak, nie dostał czekolady) Wynoś się z domu.
Obserwuj wątek
    • Gość: roseanne sprostowanie IP: *.qc.sympatico.ca 25.01.02, 23:02
      Watek tamten nie jest o porzuceniu !!!!!!!
      Ten czlowiek umarl.
      • Gość: Kartos Re: sprostowanie IP: 192.168.2.* 25.01.02, 23:09
        Przepraszam, wyszedłem na wała, źle przeczytałem :(((((((
        Za bardzo jestem przejęty sobą.
        • Gość: fnoll a oto i wskazowka sama wynikla :) IP: 195.150.224.* 26.01.02, 12:49
          i to jest moze jakas podpowiedz Kartosie :)))

          zobacz, ze nie tylko ty jeden borykasz sie z wielkimi problemami, i ze tych
          przeciwnosci, na ktore napotykaja ludzie, sa setki - gdy rozejrzysz sie troche
          i okazesz innym wspolczucie, powspolodczuwasz z nimi, twoje wlasne cierpienia
          stana sie jednymi z wielu, nie beda juz tak wielkie, jedyne i przygniatajace,
          a mogac spojrzec na nie bardziej trzezwo - bedziesz mial wieksza szanse
          znalezienia dobrego wyjscia z obecnej sytuacji, a ono z pewnoscia istnieje

          powodzenia :)

          fnoll
          • inka_sama tak, spójrz na innych... 26.01.02, 16:07
            fnoll ma racje. Czytam listy w różnych wątkach - i staram sie myśleć o innych -
            że nie tylko mnie spotkało nieszczęście... Moze inni przezywaja tragedie jeszcze
            gorsze?... Tak sobie pomyślałam , że rodzina kogoś kto zaginął bez wieści jest w
            jeszcze gorszej sytuacji - bo może ten ktoś nie żyje? a może żyje? i ta szarpiaca
            serce niepewność: na zmiane rozpacz z nadzieją. To dopiero ból... Ja przynajmniej
            mogę przezywać moja żałobę, choć to tez trudne...

            Gość portalu: fnoll napisał(a):

            > i to jest moze jakas podpowiedz Kartosie :)))
            >
            > zobacz, ze nie tylko ty jeden borykasz sie z wielkimi problemami, i ze tych
            > przeciwnosci, na ktore napotykaja ludzie, sa setki - gdy rozejrzysz sie troche
            > i okazesz innym wspolczucie, powspolodczuwasz z nimi, twoje wlasne cierpienia
            > stana sie jednymi z wielu, nie beda juz tak wielkie, jedyne i przygniatajace,
            > a mogac spojrzec na nie bardziej trzezwo - bedziesz mial wieksza szanse
            > znalezienia dobrego wyjscia z obecnej sytuacji, a ono z pewnoscia istnieje
            >
            > powodzenia :)
            >
            > fnoll

            • Gość: fnoll Re: tak, spójrz na innych... IP: 195.150.224.* 26.01.02, 18:23
              jest taka opowiesc z zycia buddy:

              pewnego dnia do buddy przyszla kobieta, ktorej zmarlo dziecko; bardzo
              cierpiala z tego powodu i nie mogla pogodzic sie z ta strata, a uszlyszawszy,
              ze w okolicy mieszka wielki medrzec, miala nadzieje, ze on jej pomoze; gdy
              przedstawila swoja historie buddzie ten odrzekl:

              - dobrze, moge przywrocic zycie twojemu dziecku, gdy przyniesiesz mi ziarna
              zboza z domu, w ktorym nikt nie umarl

              kobieta wyruszyla na poszukiwania tych ziaren, chodzila wiele tygodni od domu
              do domu pytajac, czy jest to dom w ktorym nikt nie umarl - jednak wciaz nie
              mogla znalezc takiego domu

              w koncu zrozumiala, ze takich domow nie ma i odczula wielka ulge; cierpienie
              ktorego doswiadczala nie bylo tylko jej udzialem - jak sie okazalo bylo
              wspolne wszystkim ludziom; powrocila do buddy uwolniona od pragnienia, ktore
              zadawalo jej tyle bolu, dziekujac mu za nauke

              [opowiadam to z pamieci, takze moze sie rozmijac z oryginalem]

              pzdr

              fnoll
    • Gość: mik Re: Po wyrzuceniu IP: *.turboline.skynet.be 26.01.02, 16:50
      O ile moge Ci cos powiedziec,to ze Wy nadal sie kochacie.Wciaganie w to dzieci
      jest bardzo niskie i typowe dla roztajacych sie malzenstw polskich.Zona jak i
      maz sa odpowiedzialni za rodzine.Na Twoim miejscu wrocilbym do szczerej rozmowy
      z zona,o wszystkim,i nastepnie podjol decyzje.Nawet gdyby ona nie
      chciala,powtorzylbym to, zawsze zostawiajac jej mozliwosc do rozmowy.Gdy
      uzgodnicie juz i zadecydujecie o roztaniu,zostancie przyjaciolmi,troszczac sie
      o dzieci.Tak roztaja sie ludzie kulturalni.Powtarzam,napuszczanie dzieci na
      siebie,to zwyrodnienie rodzicow.Ja z zona rozmawiam o wszystkim,ona ze mna,
      bez tajemnic.Bierz sie do roboty i okielzaj tego rumaka.Powodzenia
      • Gość: Kartos Re: Po wyrzuceniu IP: 192.168.2.* 26.01.02, 19:30
        Gość portalu: mik napisał(a):

        > O ile moge Ci cos powiedziec,to ze Wy nadal sie kochacie
        Raczej nie. Powiedzieliśmy sobie że nie, żona nie pokazuje miłości ŻADNYM gestem od wielu lat. Seksu
        nie uprawiamy... Za to codziennie wiele przykrości sobie robimy

        > .Wciaganie w to dzieci jest bardzo niskie i typowe dla roztajacych sie malzenstw polskich.
        Dzieci są wciągnięte o tyle, że ktoś z rozstających się musi z nimi zostać. Oboje zbyt mocno kochamy
        dzieci, by im robić krzywdę. W obecnej fazie robimy im krzywdę pozostając razem.

        > Bierz sie do roboty i okielzaj tego rumaka.
        Trwa to już - z różnym natężeniem - kilka lat. A ostatnio odkryłem, że niczego nowego nie jesteśmy w
        stanie sobie powiedzieć. Nawet kłócimy się o to samo co zawsze.
        • Gość: mik Re:Kartos IP: *.turboline.skynet.be 26.01.02, 19:59
          Ja jestem troche staroswiecki.U mnie ja jestem glowa.Gdybym stanol w rozwoju
          to zona bylaby ta glowa.Jak Ci pisalem juz,rozmawiamy o wszystkim,nawet jak
          "wlozyc"Nie moge zrozumiec Waszej sytuacji.Moze lepiej bedzie,gdy po zakonczeniu
          tego tematu,wspolnie z zona,przeanalizujecie teksty,MOZE SIE ODNAJDZIECIE.
          dodam,w zyciu mielismy takie klopoty z zona,ze se nie wyobrazasz,ogromne tyly.
          Zona mnie wspierala,dzisiaj jestesmy szczesliwi.Juz pisalem to:Gdzie milosc
          i zgoda panuje itd.
          Zycze Wam zrozumienia.
    • nell26 Bedzie bajka..bez happyendu...jakich wiele. 26.01.02, 18:01
      Byli piekni i mlodzi, on byl jej pierwszym chlopakiem, ona jego pierwsza dziewczyna. Tzw. wielka
      milosc, odpowiadali sobie pod kazdym wzgledem, dwa te same ziarenka, w jednym korcu maku...nie
      mogli chwili wytrzymac bez siebie, chcieli ze soba zamieszkac i sie pobrali... Dlugo starali sie o
      dziecko, pare lat, gdy im sie wreszcie udalo, owoc milosci witali razem. Dzielny tatus chwacko
      przecial pepowine...Byl w siodmym niebie..Czesto bral nadgodziny, by zonka mogla skonczyc studia,
      niedosypial przepracowujac sie, by rodzinie niczego nie zabraklo..Kupili upragnione mieszkanie. Za
      sasiadow mieli rownie mlode malzenstwo, zony spotykaly sie na kawce, mezowie chodzili na zuzel.
      Wiezi przyjazni coraz bardziej sie zaciesnialy, do tego stopnia, ze gdy moj znajomy chodzil na nocki do
      pracy, zonka przyprowadzala sobie sąsiada na nocne igraszki...( nie wiem , gdzie byla wtedy zona
      tegoz sasiada..) Proceder ten trwal dlugo, az znajomy sie o wszystkim dowiedzial...Chcial jakichs
      wyjasnien, chociaz cienia skruchy ze strony zony, nic takiego nie dostal. Uslyszal tylko, ze kochanek
      jest od niego o niebo lepszy w lozku, ze z nim poznala co to prawdziwy seks... Kolega moj nie
      wytzrymal spakowal manatki i odszedl do wynajetego pokoju u obcych ludzi... Mieszkal tam przez kilka
      miesiecy, a zona sprzedala ich mieszkanie i z gachem kupila sobie nowe, w innej dzielnicy
      miasta..Na to wszystko patrzylo dwuletnie dziecko...Czesto zona nie miala co z synkiem zrobic, wiec
      podrzucala go mezowi do tego wynajmowanego pokoju.. Moj kolega byl z tego bardzo zadowolony,
      poniewaz bardzo go kochal i nie chcial zeby dziecko patrzylo, jak zona sie gzi ze swoim gachem...
      Moj kolega i jego zona na powrot mieszkaja razem, po tym jak gach ja "kopnal w dupe". Kupili sobie
      na zgode samochod i chyba kolega jej wybaczyl, chociaz nie zapomnial...Idylla trwala moze z rok,
      ostanio przyjechali do zony kolegi znajomi z innego miasta, wiec na ten czas kazala mezowi wraz z
      synkiem wyniesc sie do jego rodzicow..Ten poslusznie to uczynil z milosci do zony... Znajomy moj
      marzy o wyjezdzie do innego kraju, by dorobic sie i odciac sie na pewien czas od zony. Powiedzial mi
      tez, ze niewiadomo co zona by zrobila, z kim zdradzila, on i tak bedzie ja kochal i nie znajdzie sobie
      innej...Pomozcie spojrzec na to innymi oczyma, bo ja sadze, ze kolega moj sie tylko upodla..
      • Gość: fnoll Re: Bedzie bajka..bez happyendu...jakich wiele. IP: 195.150.224.* 26.01.02, 18:30
        typowy blad wielu mezczyzn - ze rodzine buduje sie ciezko pracujac zdala od
        rodziny :(

        to co, sama ma sie zbudowac, czy jak? dom i kasa to warunki naprawde
        niewystarczajace, by dwoje ludzi wraz z dziecmi stworzylo rodzine, na to
        trzeba jeszcze wiele wspolnie spedzonego czasu, wrastania w siebie nawzajem,
        budowania wiezi - i to nie moze sie dziac okazjonalnie, w weekendy czy przy
        specjalnych okazjach jak sylwester, wczasy, czy narodziny dziecka, ale
        codziennie

        caly sekret rodzinnosci jest w jej codziennosci :)

        pzdr

        fnoll
        • nell26 Re: Bedzie bajka..bez happyendu...jakich wiele. 26.01.02, 18:40
          Wiesz on poswiecil swojej zonie wszystko, harowal, by mogla stac sie upragnionym magistrem. A
          gdy nim juz sie stala, w podziece uslyszal, ze jest dla niej zerem...Tu nie chodzi o nieumiejetnosc
          zbudowania wiezi, moi znajomi prowadzili zycie, jak wiele mlodych polskich rodzin, manna sama
          z nieba nie spada, aby cos miec , to sie trzeba postarac.., tylko o to, ze po tym jak ona go
          potraktowala, moj znajomy ja nadal kocha, jest zazdrosny o nia, chce urosnac w jej oczach.. Wedlug
          mnie powinien ja "kopnac w cztery litery", a niesty nie jest w stanie tego zrobic..Nie rozumiem
          tego..Gdzie sa granice ludzkiego upodlenia?
          • Gość: fnoll Re: Bedzie bajka..bez happyendu...jakich wiele. IP: 195.150.224.* 26.01.02, 19:05
            jak sie w cos duzo zainwestowalo, chocby to byla bezwartosciowa kupa drewna,
            to w naszych oczach ma ona wielka wartosc - i dlugo mozna sie ludzic, ze
            poniesione koszty w koncu sie zwroca, bo inaczej musielibysmy przyznac sami
            przed soba, ze wiele z naszej energii poszlo na marne

            a on, co by nie rzec, zdaje sie kiepsko inwestowal, bo malzenstwo to rozijanie
            sztuki wzajemnosci i ciaglego, codziennego kontaktu - on natomiast zachowal
            sie jak mecenas czy fundusz edukacyjny

            kto sie kocha w mecenasie?

            pzdr

            fnoll
            • nell26 Re: Bedzie bajka..bez happyendu...jakich wiele. 26.01.02, 19:19
              Najgorsze, ze zupelnie nie potrafie mu pomoc. Mowie znajdz sobie kogos innego, wzbudz w niej
              chociazby zazdrosc, zeby nie traktowala cie jak dupka, on nie chce...
              Aha zapomnialam wspomniec, ze on stracil prace, (jest teraz czas na pielegnowanie wiezi
              malzenskich ;) ..), i faktycznie jest na utrzymaniu swojej zony, ktora dzieki temu, ze skonczyla dobre
              studia, wiele zarabia..i bardzo daje mu odczuc, ze jest jej utrzymankiem. Sama zapomniala, jak kiedys
              on ja zywil i ubieral.
              • Gość: fnoll Re: Bedzie bajka..bez happyendu...jakich wiele. IP: 195.150.224.* 26.01.02, 20:12
                nell26 napisał(a):

                > wiele zarabia..i bardzo daje mu odczuc, ze jest jej utrzymankiem. Sama
                > zapomniala, jak kiedys
                > on ja zywil i ubieral.

                pytanie: czy ona czula sie dobrze bedac jego utrzymanka? moze teraz po prostu
                sie msci... jasne, ze to nieladnie, ale moze sa po prostu warci siebie - w koncu
                uklady miedzy dwojgiem ludzi nigdy nie sa tworzone przez jedna strone, ale chcac
                nie chcac wspolnie - czynnie czy biernie, ale wspolnie

                jak sobie poscielili - tak tez spia
                • nell26 Re: Bedzie bajka..bez happyendu...jakich wiele. 26.01.02, 20:24
                  Gość portalu: fnoll napisał(a):


                  >
                  > pytanie: czy ona czula sie dobrze bedac jego utrzymanka? moze teraz po prostu
                  > sie msci... jasne, ze to nieladnie, ale moze sa po prostu warci siebie - w konc
                  > u
                  > uklady miedzy dwojgiem ludzi nigdy nie sa tworzone przez jedna strone, ale chca
                  > c
                  > nie chcac wspolnie - czynnie czy biernie, ale wspolnie
                  >
                  > jak sobie poscielili - tak tez spia

                  Moze wydam ci sie stronnicza, ale moj kolega to dusza-czlowiek, nie wierze, ze jej kiedykolwiek cos
                  wygadywal, no chyba , ze w zlosci, po jej zdradach. Ona mi sie wydaje bardzo pewna siebie, bardzo
                  przeswiadczona o wlasnej wartosci, to nie jest jakas szara myszka. Ona w dziecinstwie miala bardzo
                  duzo kompleksow, chlopcy szydzili z jej wygladu, zrobila sobie potem operacje korygujaca pewien defekt.
                  Nigdy nie miala zadnego chlopaka, maz byl jej pierwszym. Mysle, ze ona teraz msci sie na mezczyznach
                  za przykrosci doznane w wieku lat nastu...To tylko moje przypuszczenie, moze sie myle..
                  • Gość: mik Re: Kartos IP: *.turboline.skynet.be 26.01.02, 21:36
                    Obudz sie i powiedz w jakim kraju mieszkacie i ciekawi mnie,co myslisz o moiej
                    propozycji,czy to jest mozliwe w Waszym przypadku?
    • Gość: Renka Re:nie dramatyzuj, wreszcie jest spokoj IP: *.home.cgocable.net 28.01.02, 02:59
      Wez sie w garsc. Odizoluj sie na jakis czas, zobaczysz jak sytuacja bedzie sie
      rozwijac.Moze jej potrzebna jest samotnosc, moze ona ma jakies problemy
      zdrowotne..Szkody zostaly juz poczynione w dzieciach. To bolesne. Ta kobieta
      miota sie. Dlaczego? Moze twoja nieobecnosc pomoze jej odnalezc sie z tym
      wszystkim. Nie dramatyzuj ,to nie jest warte dramatow, kiedy wreszcie nastapi
      PEACE, pokoj i cisza.Wykorzystaj ten stan do zrobienia "remanentu" i popros ja
      o to samo.Moze jeszcze sie da cos uratowac, przynajmniej wasze relacje jako
      rodzicow.
      • sara35 Re:nie dramatyzuj, wreszcie jest spokoj 29.01.02, 14:57
        Kartos.Czytając Twój pierwszy list to tak jakbym czytała o sobie -jestem jak Ta
        Twoja żona wypalona,zmęczona,rozrzalona.Dlaczego robię to swojemu
        facetowi ,seks coraz gorszy,wymówek ,pretensji ,żalów coraz więcej -wczoraj
        była nasza 13-rocznica ślubu,ale to dobry człowiek ciężko pracuje,wybudował dla
        nas dom,mamy samochody,kocha dzieci cuż można jeszcze chcieć.Po pracy warczymy
        na siebie,przyjmujemy pozycję atakującą już na samym początku.Jak z tego
        wybrnąć???????? Myślę ze rady Mila.Rozmowy ,szczerość ,analiza początków
        kryzysu,dobra wola, cierpliwośc,dobra wola,wysłuchanie się
        nawzajem,rozszyfrowanie wzajemnych żalów,dobra wola.Ona ma żal,Ty masz
        żal.Rozstanie to pójście na latwiznę .W innym zwiazku nadejdze to samo byc moze
        jeszcze szybciej.Ja jestem zmęczona,może Twoja żona także.To takie
        trudne.Powodzenia Sara.
    • wredna_asia Re: Po wyrzuceniu 30.01.02, 00:28
      To nie zona - to baba z piekla rodem. Szkoda tylko Ciebie i dzieci.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka