j_ar
03.12.03, 13:23
coby starych dowciapow poczytac:)
W pewnej małej...
...angielskiej mieścinie był ksiądz, który oprócz obowiazków duszpasterskich
oddawał się zajęciom gospodarskim. Szczególnie lubił hodowle drobiu, z którą
naprawde świetnie sobie radził. Któregoś dnia księdzu zginął kogut.
Początkowo
ksiądz myślał, że ten po prostu uciekł, co się czasami zdarzało. Koguty
zawsze
jednak wracały.
Minęło sporo czasu, a koguta jak nie ma, tak nie ma. Ksiądz zmartwił się i
doszedł do wniosku, że mu koguta ukardziono. Postanowił załatwić sprawę
podczas
niedzielnej mszy. Kiedy wszyscy zbierali się już po mszy, zatrzymał ich i
rzekł:
- Mam jeszcze jedną, bardzo wstydliwą sprawę do załatwienia. (W tym miejscu
nalezy wyjaśnić, że po angielsku słowo cock znaczy kogut, ale może też
oznaczać
męskiego członka).
- Chciałbym spytać kto z tu obecnych ma koguta. (wszyscy mężczyźni wstali)
- Nie, nie... to nieporozumienie. Może spytam inaczej: kto ostatnio widział
koguta? (wszystkie kobiety wstały)
- Oj... nie, to też nie o to chodzi. Może wyrażę sie jeszcze jaśniej: kto
ostatnio widział koguta, który do niego nie należy? (połowa kobiet wstała)
- Parafianie, nie rozumiemy się! Zapytam wprost: kto widział ostatnio mojego
koguta? (wstał chórek chłopięcy, ministranci, organista i znajdująca się
przypadkiem w kościele koza)
hehehe