Dodaj do ulubionych

moja obludna przyjaciolka

IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 29.01.02, 11:29
...odkad sie znamy - zawsze wydawalo mi sie, ze swietnie sie dogadujemy, laczy
nas cos specyficznego. Moglam jej o wszystkim, co mi lezy na sercu, powiedziec.
Zwierzyc sie ze swoich sekretow, zmartwien i radosci. Wierzylam, ze jestm
rowniez dla niej kims bliskim. Opowiadala mi o swoich rozterkach, marzeniach,
rzeczach zlych, i tych dobrych...
Warto miec przyjaciolke - myslalam. Nikt nie zrozumie twoich problemow,
zwlaszcza tych damsko-meskich, lepiej niz inna kobieta...

Po pewnym czasie, przez przypadek, dowiedzialam sie, ze moja najlepsza
przyjaciolka jest kims zupelnie innym, niz myslalam. Tworzy swoj wyidealizowany
obraz na potrzeby innych. patrzac prosto w oczy mowi o czyms co nigdy nie mialo
miejsca, wciaz gra. Co gorsza - oczernia mnie w oczach innych. Jej szczere
zwierzenia dotycza wyimaginowanych problemow, ktore wymysla tylko po to, by
stworzyc wrazenie, ze mi ufa i chce bym to odczula. Gdy dotarlo to do mnie,
zrobilo mi sie wyjatkowo przykro.

Nie potrafie przez to z nia sie porozumiec, unikam szczerych rozmow.
Probowalam, ale to juz nam nie wychodzi.

Dlaczego ludzie sa tak obludni? Dlaczego wola klamac, udawac kogos kim nie sa,
w nie wiadomo jakim celu? Stwarzanie pozorow, jej bezustanna gra, już mnie
meczy. Naprawde sie staralam...
Obserwuj wątek
    • kwieto Re: moja obludna przyjaciolka 29.01.02, 11:37
      Bo chca byc kochani. Proste.
      • Gość: oza Re: moja obludna przyjaciolka IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 29.01.02, 11:58
        kwieto napisał(a):

        > Bo chca byc kochani. Proste.

        Nie prostrzym jest kochanie "pomimo", zamiast "za"?

        • kwieto Re: moja obludna przyjaciolka 29.01.02, 12:18
          Kochanie nie jest ani "pomimo" ani "za".

          A czy nie jest tak, ze kochamy innych bo sa "wspaniali"? Przynajmniej czy tak
          nie mowimy: "zakochalem/am sie, w kims cudownym i wspanialym" (to samo dotyczy
          przyjazni choc w mniejszym stopniu). Stad prosty wniosek - "jesli bede
          wspanialy/a, ladniejszy/a madrzejszy/a to mnie beda bardziej kochali". A jesli
          potrzeba kochania jest silna, a jednoczesnie osoba ma o sobie samej kiepskie
          zdanie - to wtedy "upieksza" sie, bo jest swiecie przekonana, ze taka jaka jest
          "po prostu" nie zasluguje na milosc. Nie widze w Twojej kolezance obludy. Bo
          ona nie robi tego aby Cie z kims sklocic, ponizyc, a raczej po to, bys ja
          lubila. To jest raczej po prostu smutne.

          Taka moja teoria.
    • szary_ptak Re: moja obludna przyjaciolka 29.01.02, 12:07
      Gość portalu: oza napisał(a):

      > ...odkad sie znamy - zawsze wydawalo mi sie, ze swietnie sie dogadujemy, laczy
      > nas cos specyficznego. Moglam jej o wszystkim, co mi lezy na sercu, powiedziec.
      >
      > Zwierzyc sie ze swoich sekretow, zmartwien i radosci. Wierzylam, ze jestm
      > rowniez dla niej kims bliskim. Opowiadala mi o swoich rozterkach, marzeniach,
      > rzeczach zlych, i tych dobrych...
      > Po pewnym czasie, przez przypadek, dowiedzialam sie, ze moja najlepsza
      > przyjaciolka jest kims zupelnie innym, niz myslalam. Tworzy swoj wyidealizowany
      >
      > obraz na potrzeby innych. patrzac prosto w oczy mowi o czyms co nigdy nie mialo
      >
      > miejsca, wciaz gra. Co gorsza - oczernia mnie w oczach innych. Jej szczere
      > zwierzenia dotycza wyimaginowanych problemow, ktore wymysla tylko po to, by
      > stworzyc wrazenie, ze mi ufa i chce bym to odczula. Gdy dotarlo to do mnie,
      > zrobilo mi sie wyjatkowo przykro.
      >
      > Nie potrafie przez to z nia sie porozumiec, unikam szczerych rozmow.

      Nie mam podstaw sadzic, ze to, czego sie dowiedzialas o swojej przyjaciolce jest
      nieprawda...Ale troche mi sie dziwnie robi, ze wolisz wierzyc, ze to ona klamie -
      niz, ze to ktos o niej nieprawde powiedzial..."Wyimaginowane problemy"...Dla
      jednego to sprawa zycia i smierci, a dla drugiego banal...Zawsze mam opory przed
      zwierzeniem sie z moich problemow w obawie, by ktos, na czyjej opinii mi zalezy
      nie powiedzial: "i to jest takie wielkie cos"?
      Bo wtedy wychodzi, ze pewnie mam jakies urojenia, ze robie problem z czegos, co
      problemem nie jest...obiektywnie...
      Wlasnie przeczytalam w jakims liscie cytat z Matki Teresy:
      "Ludzie sa nierozumni, nielogiczni i samolubni - kochaj ich, mimo wszystko!
      Ludzie potrzebuja twojej pomocy - moga cie jednak zaatakowac, gdy im pomagasz. -
      Pomagaj, mimo wszystko!
      Dajac swiatu najlepsze co posiadasz, otrzymujesz ciosy. - Dawaj swiatu najlepsze
      co posiadasz - mimo wszystko!"

      Pozdrawiam
      • noida Re: moja obludna przyjaciolka 29.01.02, 12:15
        A jednak są tacy ludzie, kótrzy kłamią wcale nie dlatego, że chcą być kochani,
        ale dlatego, że przyjemność im sprawia robienie z innych idiotów. Są tacy
        ludzie, którzy obłudnie wmawiają ci, że coś dla nich znaczysz a potem
        oczerniają cię przed innymi. Są plotkarze, złodzieje, notoryczni kłamcy, po
        prostu świnie. Może oni też kiedyś na kimś się zawiedli, może mają jakiś powód
        do tego, żeby się tak zachowywać. Ale nie zmienia to faktu, że świadomie ranią
        innych i czynią tym samym wiele zła. Mam grupę takich znajomych, którzy chociaż
        udają sami przed sobą przyjaciół, to sprzedali by się za grosze, gdyby tylko
        ktoś zechciał im zapłacić. Widziałam ludzi, którzy się nienawidzą a się
        przyjaźnią. Zwierzają się sobie, ale nie ufają za grosz. Nie ma smutniejszego
        widoku na świecie niż dwie dziewczyny, całujące się w policzek, opowiadające
        sobie co u nich słychać, pocieszające się, tylko po to, by w chwilę po
        rozstaniu obrzucić się błotem przed kolejną "przyjaciółką".
        • Gość: oza Re: moja obludna przyjaciolka IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 29.01.02, 13:05
          noida napisał(a):

          > A jednak są tacy ludzie, kótrzy kłamią wcale nie dlatego, że chcą być kochani,
          > ale dlatego, że przyjemność im sprawia robienie z innych idiotów. Są tacy
          > ludzie, którzy obłudnie wmawiają ci, że coś dla nich znaczysz a potem
          > oczerniają cię przed innymi.

          Cos takiego mialam na mysli. Ktos zarzucil mi, ze marna ze mnie przyjaciolka,
          jezeli ufam osobom trzecim, ktore "zyczliwie" mnie poinformowaly o
          dwulicowosci... a jednak - odkad poznalam druga strone medalu, niestety te mniej
          rozowa, te klamstwa sa wrecz namacalne.



          > Zwierzają się sobie, ale nie ufają za grosz. Nie ma smutniejszego
          > widoku na świecie niż dwie dziewczyny, całujące się w policzek, opowiadające
          > sobie co u nich słychać, pocieszające się, tylko po to, by w chwilę po
          > rozstaniu obrzucić się błotem przed kolejną "przyjaciółką".


          Nic dodac, nic ujac
          Bylysmy na takim "babskim" spotkaniu. Ja - jako "nowa" glownie sie
          przysluchiwalam... Bawilam sie swietnie. Wydawalo ni sie, ze pozostale kobitki
          rowniez (w tym moja przyjaciolka). Co mnie zdziwilo - to fakt, ze rzeczy, o
          ktorych im opowiadala nie zgadzaly sie z tym, co wczesniej opowiadala mnie.
          Dopiero pozniej okazalo sie, ze ona je toleruje, bo... tu padlo kilka powodow.
          Cieszylo ja (co wyrazila werbalnie), ze potrafi tak klamac, ze jej wszyscy
          wierza. Dowiedzialam sie przy okazji, jakie "naprawde" sa dziewczyny obecne na
          spotkaniu... Odebralam to jak policzek, wiedzac, ze na spotkaniu z kims innym
          powie to samo o mnie. A przeciez tak bardzo mnie lubi - jestem "najblizsza jej
          sercu osoba".
          • Gość: Bini Re: moja obludna przyjaciolka IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 29.01.02, 15:50
            To straszne co piszecie i raczej sie z tym nie spotkalam. Choc widzialam taka
            gromadke "przyjaciol", szybko oderwalam sie od nich. Sa to Polacy za granica. A
            czy nie macie czegos takiego, jak intuicja ,czy cos co wam mowi Stop - tu jest
            cos nie tak ? Ja mam taka ceche i jak dotad nigdy sie nie zawiodlam. W pore sie
            wycofuje. Znam dziewczyne od 23 lat, ktora klamstwo ma we krwi i to sie nie
            zmieni,to jest jak nieuleczalna choroba. Klamie,kradnie,oszukuje i bardzo
            dobrze jej sie powodzi.Ale to nie jest juz moja kolezanka. Byla 'tylko'
            kolezanka w podstawowce. Mam przyjaciolki, ktore sa naprawde przyjaciolkami.
            • noida Re: moja obludna przyjaciolka 29.01.02, 16:32
              Ja już teraz mam taką cechę, ale wypracowałam ją sobie po pewnych, niezbyt
              przyjemnych doświadczeniach. Wcześniej nie wierzyłam, że można kogoś tak
              zupełnie bezinteresownie okłamywać, ale w momencie jak zaufałam takim ludziom,
              to się okazało, że jednak można i bardzo źle się na tym wychodzi. Teraz już
              uważam i nie zwierzam się byle komu, a ludzi się boję i im nie ufam dla zasady.
    • vicca Re: moja obludna przyjaciolka 29.01.02, 16:00
      W rzymskiej mitologii jest bóg o imieniu Janus, charakteryzujący się dwiema
      twarzami. Ludziom świetnie idzie naśladowanie go. Dlaczego? Może ze wstydu.
      Może ich "środek" nie jest tak fascynujący jak "zewnętrze" i tego się wstydzą.
      Jest to bardzo znany przypadek w cukiernictwie - ciacho z wierzchu wygląda tak,
      że oblizałbyś szybę przechodząc obok wystawy, a w środku ma wybitnie nieciekawy
      krem...
      • maxel Re: moja obludna przyjaciolka 29.01.02, 20:34
        A czy probowalas porozmawiac ze swoja "przyjaciolka" na ten temat?

        Moze jak sie dowie co sie dowiedzialas, co ona wygaduje to moze w koncu
        przestanie pasozytowac na Twojej szczerosci.

        Moim zdaniem jesli taka rozmowa nie da pozytywnych efektow to nie ma co
        zaprzatac sobie glowy taka "przyjaciolka".
        • Gość: oza Re: moja obludna przyjaciolka IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 30.01.02, 10:08
          maxel napisał(a):

          > A czy probowalas porozmawiac ze swoja "przyjaciolka" na ten temat?
          >
          > Moze jak sie dowie co sie dowiedzialas, co ona wygaduje to moze w koncu
          > przestanie pasozytowac na Twojej szczerosci.
          >
          > Moim zdaniem jesli taka rozmowa nie da pozytywnych efektow to nie ma co
          > zaprzatac sobie glowy taka "przyjaciolka".


          oczywiscie, probowalam... chcialam powiedziej jej wszystko, co mi lezy na sercu,
          ale nim doszlam do sedna sprawy, zdazyla "odwrocic kota ogonem" i dalej swoje.
          nic do niej nie dociera, jest cholerna egocentryczka. nie jestem w stanie pojac,
          jak dziewczyna moze bez przerwy mowic o sobie w samych superlatywach, a
          wszystkich innych krytykowac. nie wiem, moze to rzeczywiscie potrzeba akceptacji?
          z drugiej strony widze, jak siebie uwielbia, wiec moze to nie to...
          • szary_ptak Re: moja obludna przyjaciolka 30.01.02, 12:22

            > oczywiscie, probowalam... chcialam powiedziej jej wszystko, co mi lezy na sercu
            > ,
            > ale nim doszlam do sedna sprawy, zdazyla "odwrocic kota ogonem" i dalej swoje.
            > nic do niej nie dociera, jest cholerna egocentryczka. nie jestem w stanie pojac
            > ,
            > jak dziewczyna moze bez przerwy mowic o sobie w samych superlatywach, a
            > wszystkich innych krytykowac. nie wiem, moze to rzeczywiscie potrzeba akceptacj
            > i?
            > z drugiej strony widze, jak siebie uwielbia, wiec moze to nie to...

            Wiesz, nie mam pojecia, o co Ci chodzi..To przedtem, zanim ktos "oczy Ci otworzyl"
            przyjaciolka byla ok, a teraz nagle stala sie cholerna egocentryczka?
            Czy moze kiedys Ci to nie przeszkadzalo? A teraz dowiedzialas sie, ze
            przyjaciolka "powinna byc inna"?
            Z przyjaznia jak z miloscia...czasem sie konczy...moze warto po prostu nie
            dorabiac do tego "ideologii", nie usprawiedliwiac siebie na sile, nie zrzucac
            calej winy na druga strone...

            Ale to tylko moje zdanie...i wcale nie musi byc "jedynie sluszne".
            Pozdrawiam

            • Gość: oza Re: moja obludna przyjaciolka IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 30.01.02, 12:52
              szary_ptak napisał(a):


              > Wiesz, nie mam pojecia, o co Ci chodzi..To przedtem, zanim ktos "oczy Ci otworz
              > yl"
              > przyjaciolka byla ok, a teraz nagle stala sie cholerna egocentryczka?
              > Czy moze kiedys Ci to nie przeszkadzalo? A teraz dowiedzialas sie, ze
              > przyjaciolka "powinna byc inna"?

              Egocentryczka byla zawsze. Nie przeszkadzal mi to wczesniej, teraz nie
              przeszkadza rowniez. Co do "bycia innym" - ona od poczatku byla kims innym niz
              jest, tylko o tym nie wiedzialam. Uwazasz, ze oklamywanie bliskich osob jest w
              porzadku? Znamy sie od ok. 2 lat, wiec moze przyjazn, to zbyt duze slowo. W tak
              krotkim czasie ludzie ledwie zaczynaja sie poznawac... Mnie chodzi przede
              wszystkim o to, jak czlowiek moze zachowywac sie w ten sposob. Dziewczyna nie ma
              wielu znajomych, a juz na pewno przyjaciol, a tych, ktorych ma - nie szanuje.

              > Z przyjaznia jak z miloscia...czasem sie konczy...moze warto po prostu nie
              > dorabiac do tego "ideologii", nie usprawiedliwiac siebie na sile, nie zrzucac
              > calej winy na druga strone...
              >
              Nie przesadzaj z ta "ideologia". Dlaczego uwazasz, ze sie usprawiedliwiam? Bo nie
              udalo mi sie z nia porozumiec? Bo kazda proba rozmowy konczy sie niczym? Wiesz
              jak jest jej "teoria" dot. przyjazni? Otoz "przyjazn nie powinna polegac na
              szczerosci". Jezeli nie na szczerosci, to na czym?
              Nie jest to moja jedyna przyjaciolka. Wydaje mi sie, ze wiem jak powinna wygladac
              ta prawdziwa przyjazn... moze rzeczywiscie - tylko mi sie wydaje

              > Ale to tylko moje zdanie...i wcale nie musi byc "jedynie sluszne".
              > Pozdrawiam
              >

              Wazne, ze je masz.. :)
              Pozdrawiam rowniez
              • kwieto Jedno pytanie 30.01.02, 21:05
                Zdaje sie, ze jej klamstwa dotycza jej wlasnej osoby? Przynajmniej to wynika z
                pierwszego postu. I jesli tak jest, to mi (ale to moje prywatne zdanie) jest
                jej raczej zal...

                Nie mowilas nic o klamstwach na temat innych osob.
                Wiec - jak to jest? Klamie na swoj temat, czy obgaduje innych?
                • Gość: oza Re: Jedno pytanie IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 31.01.02, 09:35
                  kwieto napisał(a):

                  > Zdaje sie, ze jej klamstwa dotycza jej wlasnej osoby? Przynajmniej to wynika z
                  > pierwszego postu. I jesli tak jest, to mi (ale to moje prywatne zdanie) jest
                  > jej raczej zal...
                  >
                  > Nie mowilas nic o klamstwach na temat innych osob.
                  > Wiec - jak to jest? Klamie na swoj temat, czy obgaduje innych?

                  I jedno i drugie. Swoj zyciorys ubarwia do granic mozliwosci, jezeli chodzi o
                  innych - na spotkaniach z nimi mowi jedno, po - zupelnie cos innego. Zwykle jest
                  to ostra krytyka + ocena ich postepowania. Nie musze dodawac, ze wg. niej
                  wszystkorobia zle...
                  • kwieto Re: Jedno pytanie 31.01.02, 10:56
                    No to brzmi nieco inaczej niz poczatek...

                    Choc nadal mysle, ze ona sie po prostu boi, ze jesli nie bedzie siebie
                    upiekszac a innych dyskredytowac (zebby lepiej wypasc "na tle") to wtedy nikt
                    jej nie bezie lubil, bo sie okaze zwykla - czytaj: beznadziejna... :(((
                    W kazdym razie watpie, ze ona ma z tego jakas perwersyjna radosc, raczej ja to
                    zapewne meczy, ale nie potrafi inaczej.
                    • Gość: oza Re: Jedno pytanie IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 31.01.02, 13:22
                      kwieto napisał(a):

                      > No to brzmi nieco inaczej niz poczatek...

                      Witaj, Kwieto.
                      Zdaje sobie sprawe, ze wyglada na to, jakbym sama sobie przeczyla, a raczaj nie
                      do konca wyjasnila sytuacje. Na poczatku poruszylam jedynie problem ciaglego
                      fantazjowania jej na swoj temat, w miare rozwoju dyskusji pomyslalam, ze moze
                      warto wspomniec o tym, w jaki sposob traktuje innych swoich bliskich znajomych...
                      Nie mialam zamiaru "czepiac sie" jej zachowania i "wywlekac" zlych rzeczy,
                      bardziej interesowalo mnie, co inni mysla o takim postepowaniu.
                      Czesto wchodze na forum, jednak nie uczestnicze w dyskusjach. Bardziej interesuje
                      mnie, jak forumowicze podchodza do roznych zagadnien, bronia swojego zdania, ew.
                      obrzucaja sie blotem :( To jest moje pierwsze wystapienie publiczne...

                      >
                      > Choc nadal mysle, ze ona sie po prostu boi, ze jesli nie bedzie siebie
                      > upiekszac a innych dyskredytowac (zebby lepiej wypasc "na tle") to wtedy nikt
                      > jej nie bezie lubil, bo sie okaze zwykla - czytaj: beznadziejna... :(((
                      > W kazdym razie watpie, ze ona ma z tego jakas perwersyjna radosc, raczej ja to
                      > zapewne meczy, ale nie potrafi inaczej.

                      Wiesz, wydaje mi sie, ze absolutnie to jej nie meczy. A juz na pewno nie ma
                      kompleksow, czy niskiej samooceny. Jest to moje subiektywne odczuce oparte na
                      obserwacji jej zachowan w naprawde roznych sytuacjach...
                      Cala ta dysputa uswiadomila mi (moze blednie), ze nie mamy podstaw nazywac
                      naszego ukladu przyjaznia. Zbiore w sobie odwage i w najblizszej przyszlosci
                      sprobuje z nia jeszcze raz porozmawiac.
                      • kwieto Re: Jedno pytanie 31.01.02, 13:33
                        Calkiem niezle poczatki pisania :")))

                        Z ta samoocena, i jej brakiem kompleksow, to moze byc roznie, niedawno byl tu
                        watek ktory komentowal takie zdarzenia jak samobojstwo spelnionego i z pozoru
                        szczesliwego czlowieka... Ludzie potrafia udawac, a im dluzej to robia tym
                        lepiej to wychodzi, i tym mniej sobie zdaja sprawe, ze to tylko maska

                        A rozmowa to niezly pomysl :")
                        Powiedz jej, ze wiesz, ale sprobuj ja zrozumiec - daj jej szanse. A jesli z
                        niej nie skorzysta - coz, trudno...
    • Gość: baybee Re: moja obludna przyjaciolka IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 30.01.02, 14:00
      Heh... Ja swoja "przyjaciolke" znalam troche ponad 10 lat. Pewnego dnia
      podeszla do mnie nasza wspolna znajoma i powiedziala "Uwazaj na nia, bo ona Ci
      bruzdzi, plotkuje na Twoj temat niestworzone rzeczy". Nie za bardzo chcialo mi
      sie w to wierzyc, bo jak to... przeciez 10 lat sie znamy... Kiedy
      zaczelam "podchodzic" ja okazalo sie to wszystko prawda - ona ma o mnie jak
      najgorsze zdanie i kazdgo probuje obrocic przeciwko mnie.
      Dlaczego? BO JA TO BAWI!!!!!

      Mialam narzeczonego. Znalismy sie 1,5 roku. Byly juz wieeelkiee plany na
      przyszlosc. Co sie okazalo? Ze ja nawet nie wiedzialam ze on studiuje na dwoch
      fakultetach! Ze co miesiac jezdzi do Krakowa na spotkania z kolegami. Ze co
      kilka tygodni jedzie gdzies w Polske spotkac sie z "przyjaciolkami", ile rzeczy
      jeszcze nie wiedzialam? A jego najwiekszym klamstem bylo to, ze "przeciez ja
      nie klamie".
      Dlaczego? BO JEGO TO BAWILO! Bo mial bron przeciwko mnie! I mogl sie bawic.

      Wyszlo wszystko na jaw. Teraz gdy mnie widza, spuszczaja glowy. JUZ ICH TO NIE
      BAWI.

      Nie daj sie im!!!!!
      • Gość: inka do baybee IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 31.01.02, 11:33
        Włos mi sie na głowie jeży!!!
        Jak przeczytałam o takie "przyjaciółce" i takim " narzeczonym" to aż mi sie
        smutno zrobiło ze ktoś miał pecha - czyli ty - i na taka dwójke trafił...
        Ja na szczęście mam od 20 lat prawdziwa przyjaciółke sprawdzona "w bojach" - ani
        czas, ani nasze miłości, ani bardzo duza odległość nie rozdzieliły nas i nie
        osłabiły przyjaźni. Nadal się wspieramy - jest dla mnie juz jak siostra a nawet
        lepiej ;-)
        Musisz po prostu uważniej przygladac się ludziom - ja tez na wielu sie zawiodłam -
        ale pozostało kilka wypróbowanych przyjaźni - co ciekawe wszystkie pochodzą
        jeszcze z lat podstawówki...
        Myślę że najlepsze podejście to takie: lubie ludzi ale wiem że mozna się po nich
        spodziewać WSZYSTKIEGO - także najgorszego...Czyli jak zadziwia mnie pozytywnie -
        to jestem nadal dobrej mysli; a jak zawiodą - cóż przecież wiedziałm że tak może
        byc, trudno, tacy są...

        Gość portalu: baybee napisał(a):

        > Heh... Ja swoja "przyjaciolke" znalam troche ponad 10 lat. Pewnego dnia
        > podeszla do mnie nasza wspolna znajoma i powiedziala "Uwazaj na nia, bo ona Ci
        > bruzdzi, plotkuje na Twoj temat niestworzone rzeczy". Nie za bardzo chcialo mi
        > sie w to wierzyc, bo jak to... przeciez 10 lat sie znamy... Kiedy
        > zaczelam "podchodzic" ja okazalo sie to wszystko prawda - ona ma o mnie jak
        > najgorsze zdanie i kazdgo probuje obrocic przeciwko mnie.
        > Dlaczego? BO JA TO BAWI!!!!!
        >
        > Mialam narzeczonego. Znalismy sie 1,5 roku. Byly juz wieeelkiee plany na
        > przyszlosc. Co sie okazalo? Ze ja nawet nie wiedzialam ze on studiuje na dwoch
        > fakultetach! Ze co miesiac jezdzi do Krakowa na spotkania z kolegami. Ze co
        > kilka tygodni jedzie gdzies w Polske spotkac sie z "przyjaciolkami", ile rzeczy
        >
        > jeszcze nie wiedzialam? A jego najwiekszym klamstem bylo to, ze "przeciez ja
        > nie klamie".
        > Dlaczego? BO JEGO TO BAWILO! Bo mial bron przeciwko mnie! I mogl sie bawic.
        >
        > Wyszlo wszystko na jaw. Teraz gdy mnie widza, spuszczaja glowy. JUZ ICH TO NIE
        > BAWI.
        >
        > Nie daj sie im!!!!!

    • yannis Re: moja obludna przyjaciolka 30.01.02, 16:51
      Gość portalu: oza napisał(a):

      > Dlaczego ludzie sa tak obludni? Dlaczego wola klamac, udawac kogos kim nie sa,
      > w nie wiadomo jakim celu? Stwarzanie pozorow, jej bezustanna gra, już mnie
      > meczy. Naprawde sie staralam...

      Może ta twoja znajoma boi się, że jeżeli odsłoni swoje karty, nie będziesz jej
      akceptować? To by mogło oznaczać, że jest bardzo samotna i przeraża ją wizja
      odrzucenia.
    • Gość: Renka Re: moja obludna przyjaciolka IP: *.home.cgocable.net 30.01.02, 21:44
      A do czego sie tak staralas..Do wywarcia na niej takiego wrazenia, aby byla
      przy tobie?Nie chcialas byc samotna? Dlatego jej sie zwierzalas ? Wyglada na
      to, ze ona zwyczajnie zawiodla twoje zaufanie. Wykorzystujac twoje slabosci( w
      koncu sie jej zwierzalas z tego tez)zaczela grac swoja nowa gre z innymi.Im sie
      zwierzala, moze z twoich, jako swoich, spraw.. Pokretna manipulantka.
      W zyciu jest mnostwo graczy, bo zycie to gra.(politycy sa najwiekszymi
      specjalistami w takich rozgrywkach,wygrywaja swoje sprawy, nigdy cudze).Ona
      taka juz jest. Nic nie mozesz zrobic, bo nawet jak ostrzezesz kogos przed jej
      pokretnoscia, to skad mozesz wiedziec ,czy ten ktos nie jest lepszym od niej
      graczem i czy sam nie lubi takich gier? Klamstwa rania, obluda powoduje
      odraze.Niestety , tych obludnych, klamcow mamy wokol na peczki.Nie krepuj
      sie, "dowal" czasem takiej przyjacioleczce, ale musisz byc pewna, ze jestes od
      niej lepsza w takich manipulacyjnych gierkach. Inaczej splynie po niej jak po
      kaczce ;)Inna rzecz, ze ta uraza moze cie odstraszyc od nawiazywania przyjazni.
      Przyjaciela poznac , jak ci w biedzie pomoze, albo beczke soli z toba zje.
    • Gość: fantasia Re: moja obludna przyjaciolka IP: 62.233.138.* 30.01.02, 22:24

      > Dlaczego ludzie sa tak obludni? Dlaczego wola klamac, udawac kogos kim nie sa,
      > w nie wiadomo jakim celu?

      Niektórym się po prostu nudzi.

      A tak w ogóle to jeśli sobie zdajesz sprawę, że ktoś "tak ma", to może to być
      nawet zabawne. Mnie u pewnych osób nie przeszkadza. Robią to z wdziękiem :-)

    • Gość: oza Re: moja obludna przyjaciolka IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 31.01.02, 16:13
      Dzieki za podjecie tematu.
      Widze, ze nie jestem jedyna osoba, ktora spotkala sie ze "zjawiskiem"
      nieszczerosci w kontaktach miedzyludzkich. Nie pociesza mnie to... poniewaz to
      czesto najblizsze osoby, te, ktorym ufamy najbardziej krzywdza tak nas, jak i
      siebie.
      Dzieki Wam uswiadomilam sobie, ze nie mozna naiwnie podchodzic do bliznich
      (slicznie ubrala to w slowa inka), nie kazda relacja zasluguje na
      miano "przyjazni". Zaufanie nalezy wypracowac. Wspolnie.
      • Gość: fantasia Re: moja obludna przyjaciolka IP: 62.233.138.* 31.01.02, 16:18
        No i trzeba trochę z przymrużeniem oka do tego całego zaufania i przyjaźni...
        Każdy ma w sobie jakąś paskudę, najbliżsi też. Więc nie ma innej rady niż
        przymknąć oko, ignorować, pobłażać czasem. Bez tego żyć się nie da. Moje
        wieloletnie przyjaźnie chyba się dzięki temu głównie trzymają, i to nieźle jak
        na swój wiek :-) Przyjaciel też człowiek, i to wcale nie z marmuru :-)))
        • Gość: oza Re: moja obludna przyjaciolka IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 31.01.02, 16:34
          Gość portalu: fantasia napisał(a):


          > Każdy ma w sobie jakąś paskudę, najbliżsi też.

          Wiem, wiem, sama nie jestem swieta. Jednak rzecza, ktorej nie toleruje w
          takich "zwiazkach" sa niedopowiedzenia. Wiadomo, kazda prawda boli, ale lepszy
          jest bol (psychiczny), trwajacy nawet przez dluzszy czas, nic glowienie sie, "co
          jest ze mna nie tak", gdy ktos inny traktuje cie w okreslony sposob.

          Więc nie ma innej rady niż
          > przymknąć oko, ignorować, pobłażać czasem. Bez tego żyć się nie da. Moje
          > wieloletnie przyjaźnie chyba się dzięki temu głównie trzymają, i to nieźle jak
          > na swój wiek :-) Przyjaciel też człowiek, i to wcale nie z marmuru :-)))

          Te moje "prawdziwe" i sprawdzone - wlasnie takie sa. Co odroznia je od opisanego
          przypadku? SZCZEROSC.
          • Gość: fantasia Re: moja obludna przyjaciolka IP: 62.233.138.* 31.01.02, 16:46
            Gość portalu: oza napisał(a):

            > Te moje "prawdziwe" i sprawdzone - wlasnie takie sa. Co odroznia je od
            opisanego przypadku? SZCZEROSC.

            Widocznie to Ci właśnie wyjątkowo potrzebne w bliskości. A to też nie reguła -
            mnie szczerość niekonieczna, a konieczne coś zupełnie innego (co? ee, musiałabym
            długo myśleć :-)) Dobrze, że masz te prawdziwe, takie, jakie być powinny. Mimo
            wszystko chyba rzadki to skarb :-)

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka