Dodaj do ulubionych

Gdzie lezy granica winy i po co ja wytyczac?

06.07.09, 22:51
Zre mnie od lat kombinacja uczuc pretensji do matki i siebie.
O co chodzi? Ciezkie wychowanie. Najpierw wielkie wymagania w podstawowce,
bycie idealnym uczniem, synem, ciagla krytyka i wysmiewanie, chec wypchniecia
z domu, chciwosc, zablokowanie dostepu na zaplanowane studia, ciagle macenie.

Pojawia sie pytanie- czy moglem zmienic swoje zycie? Czy moglem cos zrobic,
gdy juz skonczylem 18 lat, czy nie moglem? Tak i nie.
Moglem. Matka nie dala na studia- wyniesc sie z domu, znalezc prace i isc.
Ale zarazem bylem "wyposazony" w wielki strach przed podjeciem decyzji, brak
wiary w siebie i trudnosci ze sprzeciwieniem sie matce.
Plus matka zawsze powtarzala- beze mnie sobie nie poradzisz, beze mnie nic nie
umiesz- i chyba w to uwierzylem wtedy na lata.

Po latach, ostatnio, nadszedl bilans zycia. Wg mnie przegranego. Bylem
najlepszym uczniem w szkole, nauczyciele wrozyli mi kariere naukowca, a
skonczylem na emigracji przy sprzataniu. Dziadowskie studia plus brak pewnosci
siebie dlay efekt taki, ze nie znalazlem nigdy dobrej pracy. Brak dziewczyny i
coraz wiekszy problem ze znalezieniem- wiek, niski status spoleczny.
i do dzis problem z wyjsciem z tego- zmiana to tyle leku i stresu, ze strach
zaczynac.

Mam wkodowane, ze ja jakbym nie zaslugiwal na dobra prace czy dziewczyne, ze
jestem gorszy i tak ma byc- choc wiem, ze to gra mojej psychiki. Powinienem
cos zaczac robic, mam nawet pieniadze na drugie studia, jakie chce- ale mi sie
nie chce. Nie chce mi sie meczyc, czekac lata na efekty.

Doszedlem do wniosku, ze sam siebie sabotuje. Ze sam siebie niszcze. A robie
to na zlosc matce, ciagle.
Boje sie, ze jakikolwiek sukces osiagne- ona przypisze go sobie ( tak zawsze
robi) a jak sie nie da- bedzie miala argument "widzisz, jednak mogles znalezc
prace lepsza, mowilem ci zawsze ze twoja wina bo nie chciales"- bo wg niej ja
nic nie chce osiagnac ( cos jej smutna prawda, ale jej dzielem)
Mam ochote zemscic sie na niej pieprzac wlasne zycie- zobacz, co zrobilas.
Totalnie kretynskie moje myslenie!
Relacje z matka jako wzor zatruwaja mi zycie- brak zaufania, podejrzliwosc,
lek przed wysmianiem i odrzuceniem, ambicja chora, brak umiejetnosci
przegrywania- na kazdym kroku mnie to wali po oczach.

I tak zastanawiam sie, ile w tym mojej winy a ile matki. Ale po co sie nad tym
zastanawiam to nie wiem, jak uznam ze jej to dol jak uznam ze moja to tez dol.

Obawiam sie, ze aby cos zmienic na plus, musze odciac sie od matki calkowicie.
Fizycznie, psychicznie i emocjonalnie. Ale ona mi nie pozwoli, bedzie mnie
nadal wyniszczac, co ciagle robi na ile moze.

Teraz ona ciagle sie ze mnie podsmiewa- kiedy znajdziesz dziewczyne, kiedy
prace, czemu nie chcesz duzo zarabiac, niemota jestes i tak dalej./
Pamietam, jak mialem 15 lat okol i matka zawsze chciwa do bolu gdy juz
wymusilem jakies grosze, np na komitet rodzicielski- to zawsze bylo " jeszcze
kiedys bedziesz zapierdzielal przy lopacie to poczujesz wartosc pieniedzy",
zawsze mi tego zyczyla i to osiagnela.

Czasem naprawde jej strasznie nienawidze. Nigdy nie zycze jej smierci czy
chorob, nie mam checi zemsty- chcialbym, zeby calkowicie zniknela z mojej
psychiki, zeby zostala dalekim kolega. Ale jak to zrobic?
Obserwuj wątek
    • auteuil Re: Gdzie lezy granica winy i po co ja wytyczac? 06.07.09, 23:14
      Oj Bracie to jest problem, a nie do ględzenie bzdziar, którym się
      koleś znudził, albo one kolesiowi. Te tematy niby życiowe na tym
      forum ale tak naprawdę dopochwowo-analne tudzież racjonalizacje
      macic, które kalkulują który koleś lepszy do rozpłodu. K-57 cos
      słabo ostatnio pogania.
      Jesteś ofiarą swojej matki i nikt inny jak nasz funstein, który
      zdaje się znalazł sobie kolejny temat na uwiarygodnienie swoich tez
      o zagryzaniu dzieci przez samice.
      Los ciężki. Tak musisz się uwolnić odciąć od pępowiny matki.
      I pytanie ile masz lat?
      Ale chora sytuacja, te ciągłe dogryzanie i upodlanie, upapianie.
      Współczuję bracie, współczuję.
      • auteuil Re: Gdzie lezy granica winy i po co ja wytyczac? 06.07.09, 23:19
        A co z ojcem Twoim?
        Wina po stronie matki, ale to jest taki kołowrót w którym możesz
        zacząć się usprawiedliwiać jej winą i się nie wyrwiesz. Trudna
        sprawa. Wiele osób (mam nadzieję) ci pomoże na tym forum, dając
        namiary na specjalne itp.
    • funstein Re: Gdzie lezy granica winy i po co ja wytyczac? 07.07.09, 09:34
      wina jest tam, gdzie jest świadomość.

      nie ma winy tam gdzie nieświadome zwierzę zagryza swoje
      dziecko, bo instynkt zagryzania niechcianego dziecka
      zmusza zwierzę do znęcania się nad własnym dzieckiem.

      winy tu nie ma, jest zwierzę, które znęca się nad potomstwem.

      trudno mieć żal do zwierzęcia, więc zajmij się czymś ciekawszym
      i zanim będziesz sam miał dziecko upewnij się, że zwierzę które ci
      je urodzi mieszka w twoim domu i jest od ciebie na tyle zależne, że
      będziesz w stanie uchronić swoje dziecko przed zwierzęciem.
    • coco-flanell Szukanie winnych nie ma sensu. 07.07.09, 09:40
      Winnych szuka prawo, oskrza i karze. Mozesz matke podac przed sad.
      Walczyc z nia o swoje prawa - prawnie. Dasz rade? Nie!
      Bo to nie w matce tkwi twoj problem. A w tobie samym. Sam
      siebie 'podgryzasz'.
      Prywatnie znam ludzi, ktorzy mieli matki tak straszne, ze slow brak
      aby opisac te kobiety. tzw. Pokolenie powojenne, wykolejone
      emocjonalnie. Byle drobiazg - krzyk i wyzwiska, awantury.
      A ludzie ci dzis po latach sa najlepszymi chirurgami...na swiecie.
      Porobili tytuly naukowe. Jezdza po calej Europie i wykonuja
      najtrudniesze operacje. Ratuja ludziom zycie
      I znam tez jednego, jak bys go nazwal czlwiek od lopaty, wlasnie
      zmontowal mi ogromne lozko w pokoju goscinnym. Czlowiek tak
      pracowity, ze rozchwytywany caly czas przez innych. Przyjechal do
      obcego kraju, nie znajac jezyka, otworzyl swoja firme, gdzie robi
      wszystko, sprzata, maluje, remontuje. Wszyscy moi znajomi maja do
      niego wielki szacunek i respekt za jego pracowitosc i solidnosc.

      Nie wazne co czlowiek robi na tym padole, wazne jest jaki ma
      stosunek do siebie samego i swojej pracy.
      Zrzucanie winy na matke to pojscie na latwizne.
      Trzeba znac zycie, aby wiedziec ze to slepa uliczka.Marnujesz na
      niej czas.
      Naprawde nie warto na rozgrywanie jej marnowac energii najlepiej
      jest od zaraz zabrac sie za siebie. I isc do przodu twardo
      wytyczonym celem.

      Zeby bylo jasne i ja nie mialam latwo z moja matka, ktora tez lubi
      sobie pogadac. Ja jej mowilam: *Powiesz mi swoje zdanie jak cie o to
      poprosze*.Albo: * Twoje uwagi sa bez sensu.* Przed glupota matek
      nalezy umiec sie bronic, a nie siedziec i przytakiwac, we wszystkim.
      Inna sprawa ludzi takich jak twoja, czy moja matka, jest pelno i
      zawsze kogos o podobnym zachowaniu spotkasz tu, czy tam. A juz masz
      trening z domu wyniesiony, wiec sie nie dasz tak latwo ludziom
      zagiac.
      Zauwaz ta strone.

      Nie rob z malych spraw wielkich. Zycie matki to matki, twoje lezy
      tylko w twoich rekach.
      • jestemsobiemalymis Re: Szukanie winnych nie ma sensu. 07.07.09, 09:51
        Coco. Masz rację. Dobrze napisałaś, ale od siebie pragnę zauważyć,
        że to co dla jednej osoby będzie kopniakiem i receptą na
        kształtowanie się charakteru, dla innej osoby może być ze względu na
        jej słabości psychiczne kwadraturą koła bez wyjścia. A w naszym
        społeczeństwie Matka-Polka to święta sprawa. Trudno się tu odciąć ze
        względu na tabu.
        • niepewny77 Re: Szukanie winnych nie ma sensu. 07.07.09, 11:29
          No ja wiem, ze wychodza ludzie z domow patologicznych i zostaja chirurgami czy
          naukowcami- ale to jest wyjatek potwierdzajacy regule raczej a nie regula. Poza
          tym takie postawienie sprawy jest nieco upraszczajace- bo wychodzi na to, ze
          "skoro on mogl to i Ty mozesz", a nie wiadomo co on mial i czy to sie rowna z
          tym co ja mialem itp.
          Poza tym w takim podejsciu wychodzi, ze rodzice nie maja wplywu na wychowanie
          dzieci, na ich psychike itp.

          Wiec jak ktos dobrze napisal, dla jednego bedzie to kopniakiem dla innego
          udreka. Zeby nie bylo- nie uwazam sie za sierote maksymalnego, umiem o siebie
          zadbac w jakis tam sposob, ale nie umiem prosic, mam podswiadome przekonanie, ze
          przyjemnosci i zaszczyty mi sie nie naleza, a bez tego nei ma sukcesu.

          Podam na konkretnym przykladzie- jesli mamy zespol 10 osob i jest konkurs na
          kierownika, to kazdy moze startowac ale wygra jeden. KAzdy, kto startuje, ma
          swiadomosc, ze jak on wezmie te pozycje to inni jej nie dostana- zycie. Skoro
          startuje to musi uwazac, ze bardziej na to zasluguje niz inni.
          Ja mam wkodowane, ze nie powinienem startowac, bo mi sie nie nalezy, chociazby
          mi 10 osob mowilo " bierz jestes najlepszy". Ja powinienem pracowac ciezko i
          dawac, ale brac i dostawac zaszczyty to juz nie, takie myslenie.

          I oczywiscie, nie jestem idiota, mam swiadomosc tego co robie i swiadomosc tego,
          ze moje myslenie jest patologiczne. wiec powiedzmy w tej sytuacji moge sobie
          powiedziec "sluchaj, twoje myslenie jest chore, startuj bo zaslugujesz tak samo
          jak kazdy" i moge sie zmusic do startu, ale to nie koniec a poczatek udrek-
          oczywiscie dziejacych sie w mojej glowie- lekow i obaw.

          To jest jak wieloglowy smok, jeden leb obetniesz drugi sie pojawia. Wystartuje,
          przelamujac sie- ok, dostane awans- no to sie wlacza myslenie- a ze kogos
          skrzywdzilem, a ze niezasluzenie, a ze nie beda mnie lubic, a ze sie nie
          sprawdze (na pewno!), a ze to musi byc pomylka, a ze beda szukac haka dla
          zemsty- i to nie jest paranoja, bo ja wiem ze to sa wyolbrzymione wyobrazenia-
          ale to sa mysli, ktore chodza po glowie, regularnie i czesto i zaklocaja, wrecz
          niszcza dzien.

          Problem jest wg mnie w prostej reakcji pawlowa- bodziec- reakcja.
          Po prostu u mnie jest tak wkodowane, ze bodziec- zaszczyt lub przyjemnosc=
          reakcja- lek i strach.
          Lek i strach to uczucia straszne, a przy tym sama swiadomosc tego, ze powinienem
          sie cieszyc a sie schizuje doluje.

          Oczywiscie nieco uskrajniam, potrafie czasem omijac te mechanizmy, jakos je
          oszukac, ale zajmuje mi to mnostwo czasu i wysilku, co innym nei zajmuje nawet
          sekundy mnie zajmie godziny rozmyslan i rozmow z innymi ludzmi.

          To jest jak stara zasada, ze corka alkoholika wyjdzie za alkoholika, bo dla niej
          to jest "bezpieczny", znany schemat. Zeby tego nie zrobic musi zmienic cala
          swoja konstrukcje psychiczna.
          tak jest ze mna- matka mi wbila do glowy, ze nic nie umiem, ze nie jestem nic
          wart- i ja siedze w tej " bezpiecznej" kryjowce, niewiele probujac i niewiele
          oczekujac, zeby nie bylo strachu- ale za to mam frustracje. Niestety mam
          normalna inteligencje i to widze, wlalbym byc w tej sytuacji lekko uposledzony i
          o tym nie wiedziec. Wtedy problem by zniknal.

          • coco-flanell Negatywne myslenie... 07.07.09, 12:39
            ...Przyciaga negatywne. To moga byc np. choroby, leki, strach, zle
            sytuacje zyciowe.
            Dlatego negatywne myslenie jest niebezpieczne.Zacznij sie nad tym
            zastanawiac, czy stac cie na negatywizm?

            Inna sprawa jest fakt,ze nie ma jednej jedynej prawdy, ale jest ich
            wiele. Moze w relacji z matka wina lezy po stronie matki, ale moze
            tez i nie?
            Dobre rezultaty daje terapia gestalt w grupie. Pod kontrola
            doswiadczonego psychologa i terapauty. Radze ci poszukac takiej
            terapii, bo rezultaty jej sa szybkie.

            Czujesz zal i pretensje do matki? Napsz do niej list. Napisz o
            krzywdzie jaka ci wyrzadzila, co o niej myslisz, wywal cala swoja
            zlosc i agresje w liscie.
            Dobra matka zrozumie to i zareaguje pozytwnie.Przeprosi!
            Glupia i bezmyslna egoistka, bedzie sie bronic. Tupac nogami i
            krzyczec.
            Wtedy napisz jej kilka takich listow. Pisz tak dlugo az przestanie
            tupac i zacznie myslec. Cuda bywaja.
            Pisanie tez jest dobra terapia, zalecana przez psychologow.

            Nie wiesz co masz zrobic ze swoim zyciem? Studiuj, jest duzo
            mozliwosci studiowania dzis, a co za tym idzie - otwierania sobie
            kolejnych drzwi w zyciu.
            Powodzenia ci zycze.
            • niepewny77 Re: Negatywne myslenie... 07.07.09, 20:39
              Jesli chodzi o wyjasnienia z matka- to juz bylo robione, ja juz jej kiedys to
              tyle razy wypomnialem- kiedy "wystudiowalem" na przez nia wybranym dziadowskim
              kierunku ( bo na inny nie da pieniedzy) to ciagle mi wygadywala, ze mi dala
              pieniadze, a ja ze mam kiepska prace, ze przyjezdzam w odwiedziny, ze kosztuje
              ja mimo ze mam 20 lat czy 25- chociaz tyle to kosztowalo co ich odwiedizlem na 2
              dni raz na miesiac.
              Wiec ja jej odgadywalem, ze nie mam dobrej pracy bo lipne studia- wiec ona to
              zze klamie i moglbym znalezc lepsza- i tak w kolko.

              Jesli chodzi o studiowanie teraz, to mam taki plan, aczkolwiek jak mowie, to
              oznacza ze musze dalej 2 lata czekac na dyplom, a potem los "absolwenta przed
              40-tka", zaczynac kariere z 23latkami po dtudiach w normalnym trybie, juz sama
              mysl mnie drazni.ale coz, nie bede mial wyjscia chyba.

              Aczkolwiek jak mowie, jak mi sie cos uda to matka nie omieszka sobie przypisac
              zaslugi, powie cos takiego- widzisz, mowilam ci(!) ze masz sie postarac a nie
              lelkum polelku, w koncu posluchales matki(!) i widzisz od razu masz dobra prace,
              zmarnowales tyle lat, dobre studia miales a narzekales- o tak dalej poleci.

              A najgorsze, ze mimo wszystko ta swoja matke kocham i boje sie ze umrze a mnei
              wyrzuty sumienia zazra ze o niej zle myslalem ( zreszta mi ten scenariusz juz
              jakies 10000 razy przedstawila w dziecinstwie " matka umrze niedlugo to wtedy
              zrozumiesz").


          • auteuil Re: Szukanie winnych nie ma sensu. 07.07.09, 12:59
            mam podswiadome przekonanie, z
            > e
            > przyjemnosci i zaszczyty mi sie nie naleza, a bez tego nei ma
            sukcesu.

            To bardzo polskie jest. My takie sieroty porozbiorowe. Swiat bez
            nas pędził do przodu, nam się nic nie należy. Jesteśmy zbyt maluczcy
            wobec przyjemności i wolimy postawę cierpietniczą. Lepiej uznać się
            za szlachetnie przegranego w nierównej walce niż pozwolić sobie na
            zwycięstwo-polska dewiza narodowa.
            Twoja matka wpajała ci kompleks i zmniejszała Twoje poczucie
            wartości tylko po to byś się za bardzo nie wyrwał do przodu i nie
            okazał się od niej lepszy. Czasem rodzice nie lubią dzieci, które
            okazuja się być mądrzejsze i zaradniejsze od nich.
            Znałem dziewczynę która wyleciała z domu po skończeniu 18 lat, bo
            rodzice ją nieakceptowali i uważali za odpad. Wygonili jak psa!
            Jak omawianie sobie przyjemności i zabiegania o względy odnosi się
            do Twojego podejścia do seksu? Masz zahamowania do czysto
            przyjemnościowej strony seksu? Bo to za mało? Za mało uczuciowe?
            Idealizacje, tęsknoty?

            No i ponawiam pytanie. Ojciec był? Czy go nie było? Ile masz lat?
            Chyba typowy syndrom (schemat). Lata siedemdziesiate-wyż
            demograficzny-szczęśliwa epoka Edwarda Gierka. Lata osiemdziesiąte
            plaga rozwodów i ogólny rozpad. Lata dziewięcdziesiąte-wchodzenie w
            dorosłość w raczkujacym kapitalizmie. Ewentualnie przesunięcie o
            dekadę do przodu. I podlane sosem patriotyczno-kościelno-matko-
            polkowym. I ja cię skur..nu wychowałam, jeśc ci dałam itp, itd...
            Rytuał polskich domów.
            • niepewny77 Re: Szukanie winnych nie ma sensu. 07.07.09, 20:30
              Jesli chodzi o ojca, to nie mial nic do gadania, dal sie odsunac w kat,
              tlumaczyl ze matka mu na nic nie pozwolila jesli chodzi o interwencje w
              wychowanie. Nie wiem, ale wg mnie byl zbyt bierny, ale trudno powiedziec. W
              kazdym razie jesli chodzi o charakter, ojciec byl zupelnie inny- ufajacy,
              niekontrolujacy, niedominujacy.
              jesli chodzi o sfere seksu to oczywiscie zaburzona. Lek przed dotykiem, lek
              przed bliskoscia, kontakty seksualne mialem kilka razy w zyciu, nigdy
              regularnych, za to zawsze po pijanemu. Na trzezwo nie.
              Tu dochodzi dodatkowy problem, bo matka miala dziwny stosunek do seksu, tanca,
              alkoholu, przyjec- ze to jest niemoralne, ze nie mozna. Zawsze obgadywala ojca
              ze "jak tylko muzyka zagra malo nog nie polamie" i ze jego rodzina to tylko
              picie, tance i hulanki. Kodowalo sie, ze swoboda, wyglupy, tance- to dzielo szatana.

              W sferze seksu- temat tabu, aczkolwiek mialem przyjemnosc z siostra byc
              swiadkiem nastepujacych scen- matka z ojcem leza w pokoju obok i w pewnym
              momencie slychac glosny(!) odzew matki do ojca "zabierz ta lape stamtad swinio"
              albo cos w tym stylu.
              Nie bylismy glupi, zeby sie nie domyslec, gdzie ojciec te lape pchal, ale po
              kiego grzyba matka dawala nam dzieciom znac, ze on to robi i jeszcze ze ona tego
              nie lubi???

    • agnieszka_s1 Re: Gdzie lezy granica winy i po co ja wytyczac? 07.07.09, 15:04
      taka matka to czyste zło ktore agresję swoją na rozny sposob na
      ciebie przelało. wychowala cie tak bys byl od niej zalezny. won z
      takimi matkami ktore dzieciom niszczą życie ! szczegolnie kiedy
      chodzi o syna. ojciec ojciec ma byc autorytetem i przyjacielem dla
      syna. popieram cię w twoim cierpieniu z przeszłosci i wspolczuje
      tego jak matka cie wychowala jednoczesnie wierze ze to jest do
      naprawienia.
    • gadagad Re: Gdzie lezy granica winy i po co ja wytyczac? 07.07.09, 18:59
      To zabawne, bo mama cię wychowała na dziewczynkę.No,polską dziewczynkę.Poczucie
      niższości,potrzeba akceptacji, która paraliżuje każdą decyzję, bo może się komuś
      nie spodoba, i kto mnie potem będzie chciał, jak tak się zachowuję.Nie
      zaryzykujesz być sobą,bo cię wszyscy oceniają, z mamusią na czele.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka