niepewny77
06.07.09, 22:51
Zre mnie od lat kombinacja uczuc pretensji do matki i siebie.
O co chodzi? Ciezkie wychowanie. Najpierw wielkie wymagania w podstawowce,
bycie idealnym uczniem, synem, ciagla krytyka i wysmiewanie, chec wypchniecia
z domu, chciwosc, zablokowanie dostepu na zaplanowane studia, ciagle macenie.
Pojawia sie pytanie- czy moglem zmienic swoje zycie? Czy moglem cos zrobic,
gdy juz skonczylem 18 lat, czy nie moglem? Tak i nie.
Moglem. Matka nie dala na studia- wyniesc sie z domu, znalezc prace i isc.
Ale zarazem bylem "wyposazony" w wielki strach przed podjeciem decyzji, brak
wiary w siebie i trudnosci ze sprzeciwieniem sie matce.
Plus matka zawsze powtarzala- beze mnie sobie nie poradzisz, beze mnie nic nie
umiesz- i chyba w to uwierzylem wtedy na lata.
Po latach, ostatnio, nadszedl bilans zycia. Wg mnie przegranego. Bylem
najlepszym uczniem w szkole, nauczyciele wrozyli mi kariere naukowca, a
skonczylem na emigracji przy sprzataniu. Dziadowskie studia plus brak pewnosci
siebie dlay efekt taki, ze nie znalazlem nigdy dobrej pracy. Brak dziewczyny i
coraz wiekszy problem ze znalezieniem- wiek, niski status spoleczny.
i do dzis problem z wyjsciem z tego- zmiana to tyle leku i stresu, ze strach
zaczynac.
Mam wkodowane, ze ja jakbym nie zaslugiwal na dobra prace czy dziewczyne, ze
jestem gorszy i tak ma byc- choc wiem, ze to gra mojej psychiki. Powinienem
cos zaczac robic, mam nawet pieniadze na drugie studia, jakie chce- ale mi sie
nie chce. Nie chce mi sie meczyc, czekac lata na efekty.
Doszedlem do wniosku, ze sam siebie sabotuje. Ze sam siebie niszcze. A robie
to na zlosc matce, ciagle.
Boje sie, ze jakikolwiek sukces osiagne- ona przypisze go sobie ( tak zawsze
robi) a jak sie nie da- bedzie miala argument "widzisz, jednak mogles znalezc
prace lepsza, mowilem ci zawsze ze twoja wina bo nie chciales"- bo wg niej ja
nic nie chce osiagnac ( cos jej smutna prawda, ale jej dzielem)
Mam ochote zemscic sie na niej pieprzac wlasne zycie- zobacz, co zrobilas.
Totalnie kretynskie moje myslenie!
Relacje z matka jako wzor zatruwaja mi zycie- brak zaufania, podejrzliwosc,
lek przed wysmianiem i odrzuceniem, ambicja chora, brak umiejetnosci
przegrywania- na kazdym kroku mnie to wali po oczach.
I tak zastanawiam sie, ile w tym mojej winy a ile matki. Ale po co sie nad tym
zastanawiam to nie wiem, jak uznam ze jej to dol jak uznam ze moja to tez dol.
Obawiam sie, ze aby cos zmienic na plus, musze odciac sie od matki calkowicie.
Fizycznie, psychicznie i emocjonalnie. Ale ona mi nie pozwoli, bedzie mnie
nadal wyniszczac, co ciagle robi na ile moze.
Teraz ona ciagle sie ze mnie podsmiewa- kiedy znajdziesz dziewczyne, kiedy
prace, czemu nie chcesz duzo zarabiac, niemota jestes i tak dalej./
Pamietam, jak mialem 15 lat okol i matka zawsze chciwa do bolu gdy juz
wymusilem jakies grosze, np na komitet rodzicielski- to zawsze bylo " jeszcze
kiedys bedziesz zapierdzielal przy lopacie to poczujesz wartosc pieniedzy",
zawsze mi tego zyczyla i to osiagnela.
Czasem naprawde jej strasznie nienawidze. Nigdy nie zycze jej smierci czy
chorob, nie mam checi zemsty- chcialbym, zeby calkowicie zniknela z mojej
psychiki, zeby zostala dalekim kolega. Ale jak to zrobic?