rumianek88
01.12.09, 16:22
Może to trochę błahy problem, ale jednak jest i mnie gnębi;)
Mam bardzo długie włosy- za łopatki. W rzeczywistości jeszcze
dłuższe, bo pół roku temu robiłam trwałą i trochę się podnoszą
(loczki jeszcze są). Przez jakiś czas po trwałej było ok, później się
przerzedziły, przesuszyły na końcach,połamały i jakiś czas temu
zaczęłam mieć ich dość. Postanowiłam ściąć na krótko, coś w rodzaju
boba bez grzywki.Umówiłam się na wizytę u bardzo dobrej fryzjerki i
czekam. Wiem,że dobrze wyglądam w takiej fryzurze i wiem też, że moje
włosy naprawdę potrzebują tego ścięcia.
No i się zaczęły sentymenty.. Tak mi teraz szkoda tych włosów! Od
razu, jak tylko zdecydowałam się na wizytę w salonie, one nagle
wypiękniały w moich oczach. Tam, gdzie były przerzedzone, nagle
zgęstniały, połamane odrosły, błyszczą itp. No i są takie cudowne
długie,u góry proste(bardzo szybko mi rosną), gdzieś w okolicy
policzka-szczęki zaczynają się kręcić a dalej loczki..Cholernie mi
ich szkoda;P Tak to już jest, ze jak się ma coś stracić, to nagle
zaczyna się to doceniać..Też tak macie? Dobrze wiem, ze i tak w końcu
mi odrosną ale już bez loczków (a przechodzenie po raz kolejny przez
trwałą to sobie raczej odpuszczę przez kolejne kilka lat).Kręcenie
codziennie na wałkach itp w moim przypadku odpada, bo one się
rozprostowują w pół dnia(choćbym nie wiem jak dobrych kosmetyków
używała) No i obiektywnie rzecz biorąc i tak trzeba je ściąć, dziś
się pięknie układają a jutro pewnie znów stwierdzę, ze są jak siano.
Mam jeszcze tydzień czekania do wizyty u fryzjera i szlag mnie
trafia.. Przemówcie mi kobity do rozsądku albo co.. :)