roodanaserio
30.08.02, 11:54
Wczoraj wlazlam do Cymbeline na Swietokrzyskiej [Warszawa], zeby poszukac
czegos do wlosow na slub. Poniewaz przewazaly ozdoby w kolorze ecru, co u
mnie akurat odpada, nabylam tylko podwiazke z blekitna wstazka.
Juz placilam, kiedy przybyla klientka do mierzenia sukni. Pani wskazala jej
przebieralnie, pokierowala. Nastepnie zaczela szukac halki i
bezceremonialanie stanela na srodku sklepu, wrzeszczac na caly glos:
"PANI TE SUKNIE KUPUJE CZY WYPOZYCZA ???"
Zdebialam. Zaplacilam i ucieklam, w duszy dziekujac sobie, ze nie kupowalam
tam sukienki i pol Warszawy razem ze mna nie musialo sluchac o moim stanie
finansow ......
Mialyscie jakies historyjki z tej bajki ?
r