Gość: Maruda
IP: 66.65.53.*
23.09.02, 03:01
Uuuuufffff...
No to jestem w koncu mezatka :-)))
Chcecie wiedziec jak bylo???
Niewazne, i tak wam powiem :-))))
Poczatki nie byly najlatwiejsze.
Wszystko zaczelo sie od tego, ze ,musielismy przesunac termin slubu na rano z
powodu jednego ze swiadkow, co mnie okrooopnie wkurzylo, no bo co to w ogole
ma byc za slub rano (?) no ale w sumie akurat to w porownaniu z cala reszta
to pryszcz*.
[*A propos pryszczow - mala dygresja. Ostatni raz owo zjawisko przydarzylo mi
sie bodajze w ogolniaku, ale oczywiscie wlasnie teraz moja cera postanowila
dac mi malego prztyczka w nos (zapewne w celu przypomnienia mi jaka bylam
dotad szczesciara) w postaci kilku malowniczych krostek, uroczo rozsianych po
twarzy. W zwiazku z tym mam maly apel - dziewczyny, jesli macie za pare dni
slub to bron Boze nie zaczynajcie kuracji kremem z kwasami :-(.]
W zwiazku z przesunieciem terminu cholere wzial moj plan udania sie do
pobliskiego beauty parlor'u w celu wykoniania fachowego makijazu i fryzury.
Salon otwieraja o 10, a ja musialam byc gotowa o 9, wiec nie pozostalo mi nic
innego niz zdac sie na wlasne talenta w tej dziedzinie.
W pewnym momencie przyznaje sie bez bicia, mialam male zalamanie psychiczne,
zwlaszcza gdy wepchalam sobie do oka sztuczna rzese skutecznie rujnujac
zaczatki mojego makijazu.
Ostatecznie, po polgodzinnym mocowaniu sie z cholerstwem porzucilam koncept
sztucznych rzes i zabralam sie za ratowanie tego co pozostalo z mojego
make-up'u.
Gdy efekt byl w koncu mniej wiecej zadowalajacy, jako ze mnie nerwy zjadaly
od srodka, postanowilam sobie strzelic setke dla kurazu - nie musze chyba
mowic, ze trzesaca sie ze zdenerwowania lapa nie trafilam w usta, ale wylalam
zawartosc kieliszka na siebie , efektem czego smierdzialam jak gorzelnia.
(Pol biedy ze nie bylo to czerwone wino.... tylko ten zapach)
Zeby bylo weselej to przy okazji wyladowywania emocji na lodowce zlamalam
sobie misternie spedikiurowany paznokiec prawej stopy.
Potem juz tylko dokonczylam 'dziela' obgryzajac francuski makijaz z paznokci
u rak - a wszystko jako wyraz mojej frustracji na widok fryzury, ktora po
niemal godzinnej , samodzielnej walce z przeciwnosciami losu sie wyszla mi
cos a la Jola Kwasniewska w wersji blond.
No ale potem to juz poszlo zupelnie gladko , a zwlaszcza po tym jak moj
niedoszly maz scigal nasz samochod, holowany przez drogowcow - cale szczescie
nie jechali zbyt szybko i ich dogonil i jakos naklonil do oddania
samochodu:-))))
W trakcie i po ceremonii obylo sie bez wiekszych wpadek. Nawet pamietalismy o
obraczkach.
Na miodowy weekend wybralismy sie do malego hoteliku w Southamptons na Long
Island (wieksza wyprawe odkladamy za prszyszly rok), i bylo naprawde
suuuuper.
Nawet mimo tego, ze jak na zlosc akurat tego dnia dostalam okres (a mial byc
za dwa dni, cholernik).
Boze jak dobrze, ze juz po wszystkim...
Kurcze, bedzie co opowiadac wnukom :-)))))))
Pozdroffka :-)
Maruda
Ps1.: Rooda, a jak u Ciebie??? Mam nadzieje, ze bez wiekszych przygod?
Ps2.: Damona, Nell, chcecie zdjecie? Anybody? :-))))