Dodaj do ulubionych

Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life

13.02.10, 21:59
Witam. Jestem pierwszy raz na tym forum, więc na wstępie przepraszam, że
poruszę temat prawdopodobnie już wałkowany do znudzenia, ale zależy mi na
opinii osób, które są zdeklarowane jako zwolennicy prawa do aborcji i mają
sprawę w jakimś stopniu przemyślaną.

Gdy spotykam się z wypowiedziami medialnymi "obrońców życia" - z kręgów
katolicko-prawicowych jak np. Terlikowski czy Najfeld poraża mnie pasja,
zaciętość i determinacja tych osób w realizowaniu ich misji. A jednocześnie
mam za każdym razem subiektywne przeczucie, że są agresywnymi moralnymi
szantażystami i że tak naprawdę ta retoryka odwołująca się do "obrony życia
przeciw bestialskiemu mordowaniu najbardziej bezbronnych" ma drugie dno, że tu
chodzi tak naprawdę o co innego. Po prostu nie wierzę, że ci ludzie są
autentycznie i szczerze przejęci losem tych "nienarodzonych dzieci", które
służą tu tylko jako oręż w walce o co innego.
Aborcja jest jednym z kluczowych sporów współczesności i sporem istotnym, bo
dotyka samej definicji człowieka - czy mamy do czynienia z morderstwem, jak
twierdzą pro-life'owcy, czy nie. Kwestie praw kobiet czy społeczno-ekonomiczne
są tutaj moim zdaniem drugorzędne.
Ja osobiście jako ateista-materialista jestem zwolennikiem prawa do wczesnej
aborcji, gdyż wczesny płód jako byt pozbawiony układu nerwowego i mózgu, mimo
iż jest organizmem ludzkim i ma własny kod genetyczny, nie jest człowiekiem
par excellance, gdyż po pierwsze nie jest istotą czującą, po drugie nie jest
istotą społeczną. Katolicy zaś rzekomo wierzą w duszę pojawiającą się przy
samym poczęciu, więc dla nich pojedyncza komórka macierzysta to już człowiek.
Myślałem, więc, że chodzi tu więc głównie o spór religijny. Ale przecież w
Biblii nigdzie nie jest taki dogmat sformułowany! Przeciwnie, w Starym
Testamencie odróżnia się sposoby traktowania sytuacji, gdy zostanie zabity
dorosły człowiek i zostanie zabity płód. W uzupełnieniu do Dekalogu napisano:
„Rzekł nadto Pan do Mojżesza: Tak powiesz Izraelitom: [...] Jeśli ktoś tak
uderzy kogoś, że uderzony umrze, winien sam być ukarany śmiercią" (Ks. Wyjścia
20, 22). Nieco dalej tekst głosi, że gdyby ktoś „uderzył brzemienną powodując
poronienie, ale bez jakiejkolwiek szkody, to zostanie ukarany grzywną, jaką
nałoży mąż tej kobiety, i wypłaci ją za pośrednictwem sędziów polubownych"
(Ks. Wyj. 21, 12).
Nie słyszałem też aby jakikolwiek z tych pro-life'owców postulował karanie np.
nielegalnej aborcji najwyższym wymiarem kary. A jednocześnie stale porównują
aborcję z holocaustem (pewien ksiądz prof. dr hab. na antenie tv trwam np.
stwierdził, że zbrodnie III Rzeszy są niczym wobec zbrodni Unii Europejskiej,
która zezwala na aborcję [sic!])
Więc się pytam, jak uważacie, dlaczego oni inwestują tyle energii, pieniędzy i
czasu w tę sprawę? O co im tak NAPRAWDĘ chodzi? Dodajmy do tego zakaz
antykoncepcji czy prezerwatyw! Ja mam wrażenie, że kieruje nimi jakiś
obsesyjny lęk? Przed seksem? Przed spadającą demografią? Przed wolnością
człowieka? Przed wolnością kobiety? Przed kulturą zdominowaną przez
nieskrępowane dążenie do przyjemności? Ich nie mogę spytać, bo oni mi szczerze
nie powiedzą. Będą mi wpieprzać farmazon o rzezi niewiniątek. Większość z nich
sama, mam wrażenie, nie wie o co tak naprawdę walczy. Czy Wy macie jakieś
skonkretyzowane zdanie na ten temat?
Obserwuj wątek
    • kontodopisanianaforum Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 13.02.10, 22:06
      > Ich nie mogę spytać, bo oni mi szczerze nie powiedzą.

      No to chyba tym bardziej tutaj niewiele osób może wiedzieć, co "tak naprawdę"
      myślą inne osoby. Tak więc wypowiedzi będą raczej naszymi opiniami o tym, co
      inni myślą "tak naprawdę" :]
      • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 13.02.10, 22:21
        > Tak więc wypowiedzi będą raczej naszymi opiniami o tym, co
        > inni myślą "tak naprawdę" :]

        Nie domyśliłaś się, że o to mi właśnie chodzi?:]
        • kontodopisanianaforum Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 13.02.10, 22:27
          Wiem, że pytasz o opinie. Sugeruję jednak, że nazywanie w tej sytuacji celów i
          motywów "prawdziwymi" może być nieadekwatne.
          • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 13.02.10, 22:37
            A możesz się ustosunkować do tematu zamiast zgłaszać wnioski formalne?
            Nie chciałbym tu zaczynać dyskursu filozoficznego na temat kategorii "prawdy".
            • pazdzioszek2010 Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 13.02.10, 22:51
              > Nie chciałbym tu zaczynać dyskursu filozoficznego na temat kategorii "prawdy".

              Szkoda. Biorąc pod uwagę liczbę postmodernistów na kilometr forumowy, mogłoby być ciekawie. :)
    • figgin1 Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 13.02.10, 22:55
      Trudno mi zgadywać co ają na myśli ludzie, których system wartości i sposób
      myślenia jest mocno odległy od mojego, ale nasuwa i się kilka skojarzeń.
      Zwłaszcza jak trafiam na powtarzany jak mantra slogan "dupczyła się, niech
      ponosi konsekwencje"
    • berta-live Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 13.02.10, 23:16
      A znasz takie powiedzenie, że jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze?
      A ci, którym chodzi o pieniądze zazwyczaj wykorzystują fanatyków do robienia
      zadym. A fanatyk to nikt inny tylko osoba chora psychicznie, która na skutek
      uszkodzenia płatów potylicznych straciła kontakt z rzeczywistością.
      • neuroleptyk Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 03:27
        berta-live napisała:

        > A znasz takie powiedzenie, że jak nie wiadomo o co chodzi to
        chodzi o pieniądze
        > ?
        > A ci, którym chodzi o pieniądze zazwyczaj wykorzystują fanatyków
        do robienia
        > zadym. A fanatyk to nikt inny tylko osoba chora psychicznie, która
        na skutek
        > uszkodzenia płatów potylicznych straciła kontakt z rzeczywistością.

        Płatów potylicznych..., hmm ciekawa hipoteza..
        A ty masz zdrowe wszystkie płaty??
        • berta-live Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 12:47
          Z tymi płatami potylicznymi to jakieś ostatnie odkrycie. Jadąc samochodem słyszałam w radio doniesienie, że jakaś kobieta miała guza w tej okolicy i zanim ją zdiagnozowano to miała jakieś mistyczne doznania. I podobno na tej podstawie doszli do wniosku, że jak coś jest nie tak z płatami potylicznymi, to można zostać mistykiem. Szczegółów nie znam, bo to załapałam się tylko na fragment i nawet nie wiem co to za stacja była.

          Ale w internecie można znaleźć co nieco na ten temat:
          brainmind.com/Hallucinations88.html
          scienceandreligion.com/b_myst_2.html
          Nawet nie wiedziałam, że jest coś takiego jak neuroteologia. ;D
          www.racjonalista.pl/kk.php/s,1955
          • bene_gesserit Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 15:10
            Stara sprawa.
            Swieta Hildegarda np miala regularne wizje tylko dlatego, ze
            cierpiala na silne migreny. Jej rysunki przetrwaly do dzis i są
            bardzo podobne do mandali i świetlistych kręgów, rysowanych przez
            wspolczesnych migrenowców. Bardzo ciekawie pisal o tym swego czasu
            Olivier Sacks.
            • kocia_noga Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 16:23
              bene_gesserit napisała:

              > Stara sprawa.
              > Swieta Hildegarda np miala regularne wizje tylko dlatego, ze
              > cierpiala na silne migreny. Jej rysunki przetrwaly do dzis i są
              > bardzo podobne do mandali i świetlistych kręgów, rysowanych przez
              > wspolczesnych migrenowców. Bardzo ciekawie pisal o tym swego czasu
              > Olivier Sacks.
              >
              >
              Migrena, płaty potyliczne chyba nie wyczerpują wszystkich
              możliwości. Ja miałam mistyczne przeżycia bez migren, a co do innych
              schorzeń, to gdyby były, od tamtego czasu dałyby znać. Myślę,że mogą
              istnieć takie doświadczenia bez patologicznych przyczyn.
              • bene_gesserit Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 21:14
                Nie, oczywiscie ze nie, ja w mlodosci tez mialam odloty zupelnie na
                trzezwo i spontanicznie, ktore nota bene nijak sie mialy
                (jakosciowo) do odlotow, ktore mialam po roznych substancjach.

                Co nie zmienia faktu, ze twoje i moje stany zmienionej swiadomosci
                wynikaly z jakis chwilowych dysfunkcji neurologicznych, napiec
                miedzy osrodkami itd itd, stety czy nie.

                Wilber zreszta - i nie tylko on - od lat opisuje zycie w niemal
                nieustannym doswiadczaniu Boga (czy jakkolwiek inaczej to nazwac,
                on to wlasnie nazywa inaczej, wlasciwie stworzyl caly jezyk, zeby o
                tym pisac) i otoz twierdzi on, ze tego po prostu mozna sie nauczyc.
                Czyli byc moze nie jest to zadne przezycie mistyczne, a jedynie
                upgrade mozgu, zdobycie sprawnosci poznawczej, emocjonalnej czy
                jakies tam.
            • neuroleptyk Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 19:23
              bene_gesserit napisała:

              > Stara sprawa.
              > Swieta Hildegarda np miala regularne wizje tylko dlatego, ze
              > cierpiala na silne migreny. Jej rysunki przetrwaly do dzis i są
              > bardzo podobne do mandali i świetlistych kręgów, rysowanych przez
              > wspolczesnych migrenowców. Bardzo ciekawie pisal o tym swego czasu
              > Olivier Sacks.

              Przykro mi ale migrena nie powoduje wizji, niektóre jej formy
              powodują tzw. aury w formie tymczasowej nietypowej scotomy, która
              faktycznie przypomina migający, czy mieniący się zygzak. Ale nie ma
              to nic wspólngo z tym, co pisze Berta czyli z wizjami i utratą
              kontaktu z rzeczywistością, ludzie z migreną są swiadomi tego, co
              się z nimi dzieje.

              en.wikipedia.org/wiki/Scintillating_scotoma
              • easz Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 19:39


                > Przykro mi ale migrena nie powoduje wizji, niektóre jej formy
                > powodują tzw. aury w formie tymczasowej nietypowej scotomy

                Akurat dwie strony obok też tak napisali dopiero co. Co za
                amatorszczyzna w tej GW!

                (...)Bezskutecznie leczone kokainą bóle głowy, jedno ze źródeł
                jej mistycznych wizji, miały podłoże psychosomatyczne.


                wyborcza.pl/1,75475,7556581,Cialo_Simone_to_pole_walki.html
                • neuroleptyk Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 21:11
                  easz napisała:

                  >
                  >
                  > > Przykro mi ale migrena nie powoduje wizji, niektóre jej formy
                  > > powodują tzw. aury w formie tymczasowej nietypowej scotomy
                  >
                  > Akurat dwie strony obok też tak napisali dopiero co. Co za
                  > amatorszczyzna w tej GW!
                  >
                  > (...)Bezskutecznie leczone kokainą bóle głowy, jedno ze źródeł
                  > jej mistycznych wizji, miały podłoże psychosomatyczne.

                  >
                  > wyborcza.pl/1,75475,7556581,Cialo_Simone_to_pole_walki.html

                  Jak dla mnie to co tam napisali nie ma żadnego sensu. Tak to jest
                  jak się myli korelcję z przyczynowością. Osoby cierpiące na
                  epilepsję cierpią na bóle głowy w tym migrenę (która nie jest tylko
                  bólem głowy) częściej od ogólnej populacji.
                  Jeśli chodzi o tego typu tematykę to polecam inne czasopisma
                  Archives of Neurology np. Poza tym jeszcze dochodzi leczenie
                  kokainą, która jest lokalnym anestetykiem, inhibitorem DT i jak
                  najbardziej może wywoływać psychozy.
              • bene_gesserit Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 21:18
                www.fordham.edu/halsall/med/hildegarde.html
                It is now generally agreed that Hildegard suffered from migraine,
                and that her visions were a result of this condition. The way she
                describes her visions, the precursors, to visions, to debilitating
                aftereffects, point to classic symptoms of migraine sufferers.
                Although a number of visual hallucinations may occur, the more
                common ones described are the "scotomata" which often follow
                perceptions of phosphenes in the visual field. Scintillating
                scotomata are also associated with areas of total blindness in the
                visual field, something Hildegard might have been describing when
                she spoke of points of intense light, and also the "extinguished
                stars." Migraine attacks are usually followed by sickness,
                paralysis, blindness-all reported by Hildegard, and when they pass,
                by a period of rebound and feeling better than before, a euphoria
                also described by her. Also, writes Oliver Sachs
                Among the strangest and most intense symptoms of migraine aura, and
                the most difficult of description and analysis, are the occurrences
                of feelings of sudden familiarity and certitude... or its opposite.
                Such states are experienced, momentarily and occasionally,by
                everyone; their occurrence in migraine auras is marked by their
                overwhelming intensity and relatively long duration.
                It is a tribute to the remarkable spirit and the intellectual
                powers of this woman that she was able to turn a debilitating
                illness into the word of god, and create so much with it.

                Więcej tu.
                • neuroleptyk Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 22:14
                  bene_gesserit napisała:

                  > www.fordham.edu/halsall/med/hildegarde.html
                  > It is now generally agreed that Hildegard suffered from migraine,
                  > and that her visions were a result of this condition. The way she
                  > describes her visions, the precursors, to visions, to debilitating
                  > aftereffects, point to classic symptoms of migraine sufferers.
                  > Although a number of visual hallucinations may occur, the more
                  > common ones described are the "scotomata" which often follow
                  > perceptions of phosphenes in the visual field. Scintillating
                  > scotomata are also associated with areas of total blindness in the
                  > visual field, something Hildegard might have been describing when
                  > she spoke of points of intense light, and also the "extinguished
                  > stars." Migraine attacks are usually followed by sickness,
                  > paralysis, blindness-all reported by Hildegard, and when they
                  pass,
                  > by a period of rebound and feeling better than before, a euphoria
                  > also described by her. Also, writes Oliver Sachs
                  > Among the strangest and most intense symptoms of migraine aura,
                  and
                  > the most difficult of description and analysis, are the
                  occurrences
                  > of feelings of sudden familiarity and certitude... or its
                  opposite.
                  > Such states are experienced, momentarily and occasionally,by
                  > everyone; their occurrence in migraine auras is marked by their
                  > overwhelming intensity and relatively long duration.
                  > It is a tribute to the remarkable spirit and the intellectual
                  > powers of this woman that she was able to turn a debilitating
                  > illness into the word of god, and create so much with it.
                  >
                  > Więcej tu.
                  >

                  Nie wiem po co to pisałaś. "Aura" występuje tez w epilepsji i tyle
                  np. SPS jeśli nie ma zachwiania świadomości. Mistyczne przeżycia nie
                  są na pewno symptomem, który jest typowy dla migreny, a właśnie
                  jeśli już przypisywać to chorobie, to własnie napadom częściowym tak
                  samo jak: deja vu, out of body experiences, odczuwanie zapachów
                  których nie ma ( w migrenie jest nadwrażliwość na zapachy), ogromny
                  lęk, złość.
                  • bene_gesserit Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 22:31
                    Nie wiem, neuro - ciebie, chlopie nie znam, znam natomiast
                    dokonania i wyksztalcenie Sacksa, wiec wolę uwierzyć jemu. No chyba
                    ze istotnie jestes neurologiem.
                    • neuroleptyk Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 23:16
                      bene_gesserit napisała:

                      > Nie wiem, neuro - ciebie, chlopie nie znam, znam natomiast
                      > dokonania i wyksztalcenie Sacksa, wiec wolę uwierzyć jemu. No
                      chyba
                      > ze istotnie jestes neurologiem.

                      Ależ to nie chodzi o wierzenie komuś, bo jest tym czy kim innym, ale
                      o fakty. Dla mnie się to nie trzyma kupy mówiąc brzydko. Wszystko
                      wskazuje na to, że ta osoba prawdopodobnie cierpiała na migrenę i
                      napady częściowe proste, być może wcale nie cierpiała na migrenę,
                      ale nie znam detali. Poza tym migrena to zbiór pewnych objawów, więc
                      trzeba powiedzieć, że migrena jest efektem, a nie przyczyną, ale nie
                      będę drążył tej kwestii, bo niechybnie wylądujemy w filozofii
                      umysłu, bo w końcu np. ból (uczucie) jest ale, materialnie jakby go
                      nie ma. Generalnie można przyjąć na dzisaj iż odczucia są
                      epifenomenami, więc ból nie może na nic wpłynąć i jest jakby ślepą
                      uliczką, czy ostanim ogniwem łancucha przyczynowego.

                      • bene_gesserit Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 15.02.10, 00:14
                        To jeszcze raz: jesli chodzi o wiedzę neurologiczną, dla mnie
                        bardziej wiarygodne jest to, co napisal neurolog, a nie aspirujący
                        do tytulu fachowca w tej dziedzinie forumowicz, bez obrazy.
                        • neuroleptyk Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 15.02.10, 01:32
                          bene_gesserit napisała:

                          > To jeszcze raz: jesli chodzi o wiedzę neurologiczną, dla mnie
                          > bardziej wiarygodne jest to, co napisal neurolog, a nie aspirujący
                          > do tytulu fachowca w tej dziedzinie forumowicz, bez obrazy.

                          A że dla ciebie jest, trudno się mówi.
                          Tylko, że przjmując taką strategię nie ma sensu dyskutować.

                          emedicine.medscape.com/article/1184384-overview
                      • easz Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 15.02.10, 13:47
                        neuroleptyk napisał:

                        > nie będę drążył tej kwestii, bo niechybnie wylądujemy w filozofii umysłu, bo w końcu np. ból (uczucie) jest ale, materialnie jakby go
                        > nie ma. Generalnie można przyjąć na dzisaj iż odczucia są epifenomenami, więc ból nie może na nic wpłynąć i jest jakby ślepą
                        > uliczką, czy ostanim ogniwem łancucha przyczynowego.

                        A co powiesz o bólu chronicznym, który - jeśli się nie mylę - uznawany jest i leczony od zaledwie kilku lat jako choroba, odrębna choroba? - o wpływie? Ciekawi mnie to.
                        • neuroleptyk Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 16.02.10, 23:20
                          easz napisała:

                          > A co powiesz o bólu chronicznym, który - jeśli się nie mylę -
                          uznawany jest i l
                          > eczony od zaledwie kilku lat jako choroba, odrębna choroba? - o
                          wpływie? Ciekaw
                          > i mnie to.

                          Wciąż ból chroniczny jest tylko bólem, jest on koniecznie prywatny
                          więc tak naprawdę możemy być pewni tylko swojego bólu, ale
                          obiektywnie cudzego bólu nie można nigdy: zaobserwować. W mózgu
                          widzimy tylko procescy chemiczne, które ważamy za konieczne by
                          zaistniał ból. Ale nazywanie ich bólem bądź innego procesu
                          chemicznego w mózgu np. miłością rodzi pewne poważne problemy.
                          Wyobraz sobie, że ktoś myśli o koncepcie nieprawdy, więc redukując
                          to do aktywności w mózgu (a załadamy, że do każdej aktywności
                          mentalnej konieczny jest proces w mózgu) można nazwać taką chemiczna
                          reakcję nieprawdą?? Albo jak zredukowąć kwestię agentury, świadmości
                          do chemii, fizyki, co to jest w końcu percepcja? Jak fizyczna
                          materia może ją mieć? W końcu mózg to atomy i reakcje chemiczne,
                          więc obiektywnie rzecz biorąc człowiek nie składa się z niczego poza
                          tym, co buduje jego ciało. Niektórzy tłumaczą, że świadomość to
                          iluzja i że jej nie ma, ale to wciąż jest problem, ponieważ
                          automatycznie rodzi się pytanie, kto ma iluzję?? Żeby mieć iluzję
                          trzeba być świadomym, iluzja to w dalszym ciągu postrzeganie.
                          • sabinac-0 Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 17.02.10, 00:09
                            Ciekawe. Gdy pisalam o subiektywnosci uczucia bolu w innej dyskusji, Ty inaczej
                            spiewales.
                            Z zapalem dowodziles, ze kobiety "z natury" bardziej odczuwaja bol i ze to
                            "obiektywnie stwierdzono".

                            Masz jakies poglady, oprocz oczywiscie bycia przeciw feminizmowi?
                            • neuroleptyk Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 17.02.10, 03:07
                              sabinac-0 napisała:

                              > Ciekawe. Gdy pisalam o subiektywnosci uczucia bolu w innej
                              dyskusji, Ty inaczej
                              > spiewales.
                              > Z zapalem dowodziles, ze kobiety "z natury" bardziej odczuwaja bol
                              i ze to
                              > "obiektywnie stwierdzono".
                              >
                              > Masz jakies poglady, oprocz oczywiscie bycia przeciw feminizmowi?

                              Zupełnie nie zrozumiałaś co napisałem. Jeśli przyjmiemy pewną ramę,
                              pewne założenia, że do bólu konieczny jest proces w mózgu, to możemy
                              uzyskać słuszne wnioski i nie przeszkadza to, że nie badamy tak
                              naprawdę samego bólu. Jakie ty masz dowody, że odczuwają tak samo??
                              Nawet nie masz takich.
                          • easz Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 17.02.10, 00:23
                            neuroleptyk napisał:

                            > easz napisała:
                            >
                            > > A co powiesz o bólu chronicznym, który - jeśli się nie mylę -
                            > uznawany jest i leczony od zaledwie kilku lat jako choroba,
                            odrębna choroba? - o wpływie? Ciekawi mnie to.
                            >
                            > Wciąż ból chroniczny jest tylko bólem, jest on koniecznie prywatny
                            > więc tak naprawdę możemy być pewni tylko

                            Ale oderwij się może trochę od tematu wątkowego, czy już może nawet
                            nie wątkowego, bo jest OT.
                            Chodziło mi o to, że ból przewlekły, to co innego niż 'zwykły' ból.
                            Jak każda choroba somatyczna przewlekła, nie pozostaje bez
                            znaczenia, bez wpływu na samopoczucie, na psychikę. Jak to się
                            dzieje? - to mnie by interesowało.

                            Poza tym, napisałam, że jako odrębną - jeśli się nie mylę -
                            jednostkę chorobową, choć traktowaną leczeniem kompleksowym, uważa
                            się i traktuje ból przewlekły od niedawna, więc podejrzewam, że
                            wciąż jeszcze więcej przed nami do zbadania i odkrycia, niż za nami,
                            niż na ten temat wiemy i mamy pewników.
                            • neuroleptyk Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 17.02.10, 02:47
                              easz napisała:

                              > Ale oderwij się może trochę od tematu wątkowego, czy już może
                              nawet
                              > nie wątkowego, bo jest OT.
                              > Chodziło mi o to, że ból przewlekły, to co innego niż 'zwykły'
                              ból.
                              > Jak każda choroba somatyczna przewlekła, nie pozostaje bez
                              > znaczenia, bez wpływu na samopoczucie, na psychikę. Jak to się
                              > dzieje? - to mnie by interesowało.

                              Przecież już samo odczuwanie bólu to jest zmianą samopoczucia
                              stosunku do jego braku.
                              Wydaje ci się, że jedne procesy wynikają z działania ciała (materii)
                              a inne jak zmiana samopoczucia z czystej introspekcji ("oh jak
                              strasznie mnie to męczy") ??? Zakłada się, że introspekcja też musi
                              być procesem chemicznym w mózgu (musi zajść proces konieczny do
                              tego), a jak nie to znaczy, że pewne działania mentalne nie są
                              związane z pracą mózgu. Ale to przynosi nam tylko zawrót głowy,
                              ponieważ żeby o tym zakomunikować musisz tą informacje ( to, co
                              wynika z takiej introspekcji) jakoś na medium fizyczne przełożyć,
                              jeśli możesz zakomunikować fakt obserwacji z niej wynikający, w
                              końcu musisz poruszać struny głosowe, a żeby tego dokonać muszą
                              zajść zmiany w mózgu.
                              Pozostaje, więc propozycja, że tylko fizyczne procesy mogą stać w
                              stosunkach przyczynowo skutkowych w dosłownym znaczeniu, a ból jest
                              jakby innym aspektem tego procesu w mózgu, ale dosłownie nazwać go
                              bólem nie można, a jedynie jego "odbicie lustrzane". Jakby ból jest
                              czymś występującym w zupełnie innym wymiarze, zupełnie
                              nieredukowalnym do matematyki, fizyki i innych nauk, ale wstępującym
                              jednocześnie z procesem fizycznym w mózgu. Więc odpowiem ci tak, że
                              to, co robi z nami przewlekły ból, to z punktu widzenia nauki musi
                              być nie efekt bólu samego w sobie, ale procesów zachodzących w
                              mózgu. Nie trudno dojść do wniosku, że nasz mózg raczej
                              nie "wytwarza" samej sensacji bólu, ale od razu musi być w tym
                              procesie zakodowana jego percepcja i samopoczucie. No chyba, że
                              wyznajesz klasyczny dualizm i ciało wtedy coś produkuje a umysł
                              niejako "patrzy" na to, ale to patrzenie już nie ma związku z
                              mózgiem, ale później z powrotem musi poruszyć atomy (zmienia stan
                              mózgu) ex nihilo, żeby np. o tym zakomunikować. Tylko z powodu
                              problemów z zachowaniem energii i tym, że bólu raczej nie da się
                              ignorować, "przestać obserwować" (tak jak w każdej chwili możesz
                              przestać czytać, to, co napisałem) skłania mnie to tego, że to, co
                              proponuję jest jednak lepszym wytłumaczeniem, jeśli w tej kwestii
                              cokolwiek można nazwać wytłumaczeniem.
                              • easz Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 17.02.10, 03:12

                                neuroleptyk napisał:

                                Chodziło mi o to, czy ból przewlekły, pośrednio, czy nie, czy jak
                                tam chcesz, czy może powodować fizyczne zmiany. Jak rany, czy
                                nie możesz pisać prościej, pliz??
                                • neuroleptyk Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 17.02.10, 07:13
                                  easz napisała:

                                  >
                                  > neuroleptyk napisał:
                                  >
                                  > Chodziło mi o to, czy ból przewlekły, pośrednio, czy nie, czy jak
                                  > tam chcesz, czy może powodować fizyczne zmiany. Jak rany,
                                  czy
                                  > nie możesz pisać prościej, pliz??

                                  Chyba prościej się nie da.
                                  Ból nie może powodować fizycznych zmian, chyba, że dla ciebie ból to
                                  proces w mózgu, który ma swoje konsekwencje.
                                  • easz Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 17.02.10, 16:22
                                    neuroleptyk napisał:

                                    > easz napisała:
                                    >
                                    > >
                                    > > neuroleptyk napisał:
                                    > >
                                    > > Chodziło mi o to, czy ból przewlekły, pośrednio, czy nie, czy
                                    jak tam chcesz, czy może powodować fizyczne zmiany. Jak rany,
                                    > czy nie możesz pisać prościej, pliz??
                                    >
                                    > Chyba prościej się nie da.
                                    > Ból nie może powodować fizycznych zmian, chyba, że dla ciebie ból
                                    to proces w mózgu, który ma swoje konsekwencje.

                                    W dużym skrócie - ból -> chemia (i/lub elektryka) -> fizyka. Czy nie?
                                    • neuroleptyk Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 17.02.10, 23:07
                                      easz napisała:

                                      > W dużym skrócie - ból -> chemia (i/lub elektryka) -> fizyka. Czy
                                      nie?

                                      Nie jeśli już to chemia (fizyka) "ból" ---> chemia (fizyka) inny
                                      proces itd... oczywiście ten pierwszy też wymaga przyczyny. W końcu
                                      leki przeciwbólowe zmieniają chemię. Morfina np. jest agonistą
                                      receptorów opoidowych μ.
          • neuroleptyk Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 19:12
            berta-live napisała:

            > Z tymi płatami potylicznymi to jakieś ostatnie odkrycie. Jadąc
            samochodem słysz
            > ałam w radio doniesienie, że jakaś kobieta miała guza w tej
            okolicy i zanim ją
            > zdiagnozowano to miała jakieś mistyczne doznania. I podobno na tej
            podstawie do
            > szli do wniosku, że jak coś jest nie tak z płatami potylicznymi,
            to można zosta
            > ć mistykiem. Szczegółów nie znam, bo to załapałam się tylko na
            fragment i nawet
            > nie wiem co to za stacja była.
            >
            > Ale w internecie można znaleźć co nieco na ten temat:
            > brainmind.com/Hallucinations88.html
            > scienceandreligion.com/b_myst_2.html
            > Nawet nie wiedziałam, że jest coś takiego jak neuroteologia. ;D
            > www.racjonalista.pl/kk.php/s,1955

            Upewnij się wpierw czy to nie były temporal lobes a nie occipital
            lobes - czyli potyliczne tak jak ty to napiałaś.
            • berta-live Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 19:24
              Z całą pewnością mowa była o potylicznych. Skroniowe też wywołują halucynacje,
              ale raczej bez mistycyzmu.
              • neuroleptyk Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 21:26
                berta-live napisała:

                > Z całą pewnością mowa była o potylicznych. Skroniowe też wywołują
                halucynacje,
                > ale raczej bez mistycyzmu.

                Więc to mnie zdziwiło bo potyliczne są związane ze wzrokiem, wiec
                halucynacje wzrokowe jak najbardziej, ale mistyczne przeżycia???
                Berto odwrotnie zupełnie ;)
                • berta-live Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 22:46
                  Być może odwrotnie. Nie zagłębiałam się w tą problematykę. Nie przeczytałam
                  nawet tych artykułów, które zalinkowałam. Powtarzam co usłyszałam w radio i nie
                  wykluczam, że dziennikarzyna coś namieszał. W końcu kto jak kto, ale
                  dziennikarze rzadko znają się na tym o czym mówią a jeszcze rzadziej weryfikują
                  prawdziwość informacji, które maja przekazać. ;)
                  • neuroleptyk Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 23:29
                    berta-live napisała:

                    > Być może odwrotnie. Nie zagłębiałam się w tą problematykę. Nie
                    przeczytałam
                    > nawet tych artykułów, które zalinkowałam. Powtarzam co usłyszałam
                    w radio i nie
                    > wykluczam, że dziennikarzyna coś namieszał. W końcu kto jak kto,
                    ale
                    > dziennikarze rzadko znają się na tym o czym mówią a jeszcze
                    rzadziej weryfikują
                    > prawdziwość informacji, które maja przekazać. ;)

                    No więc właśnie, łatwo o pomyłkę.
    • winniepooh Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 13.02.10, 23:37
      > Gdy spotykam się z wypowiedziami medialnymi "obrońców życia" - z
      kręgów
      > katolicko-prawicowych jak np. Terlikowski czy Najfeld
      poraża mnie pasja,
      > zaciętość i determinacja tych osób w realizowaniu ich misji.(...)
      Po prostu nie wierzę, że ci ludzie są
      > autentycznie i szczerze przejęci losem tych "nienarodzonych
      dzieci"


      u nich akurat to jest przejaw parcia na szkło



      oczywiście, ze nie są przejęci losem bezbronnych zygot
    • bene_gesserit Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 00:15
      Bez obrazy autorze, ale takie posty jak twoj to mnie lekko wkurzają.
      Po pierwsze - uzyles okreslenia 'pro-life', ktorego nie lubię, bo
      sugeruje, ze pro-choice'owcy są tak naprawdę 'pro-death', a to
      bzdura.

      Ale glownie dlatego, ze srednio raz na tydzien pojawia sie tu gosc,
      a czasem nawet parka gosci, ktorzy doskonale wiedzą, o co chodzi
      tak naprawdę feministkom ew. zwolenniczkom prawa do wyboru. Po
      prostu nie wierzą, że my jestesmy szczerze i autentycznie przejęte
      tym czy owym, za to WIEDZĄ, ze chodzi nam o koryto, władzę nad
      swiatem ewentualnie (tak, tak) zgubę wszystkich mężczyzn itd. I
      przychodzą nam to objawić, ewentualnie wytlumaczyc nam, ze złą
      drogą zmierzamy.

      Imho najlepiej odpowiedzą ci na twoje pytania panstwo z Frondy, a i
      jeszcze pewnie znajdą czas, zeby się za ciebie pomodlić.
      • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 00:55
        > Bez obrazy autorze, ale takie posty jak twoj to mnie lekko wkurzają.
        > Po pierwsze - uzyles okreslenia 'pro-life', ktorego nie lubię, bo
        > sugeruje, ze pro-choice'owcy są tak naprawdę 'pro-death', a to
        > bzdura.

        Nie ma takiej logicznej implikacji. Określenie pro-life oznacza, że ktoś jest
        pro-life bezwarunkowo (w kontekście aborcji). A pro-choice nie oznacza wcale
        pro-death, bo to śmieszne, tylko oznacza odrzucenie trybu bezwarunkowości.


        > Ale glownie dlatego, ze srednio raz na tydzien pojawia sie tu gosc,
        > a czasem nawet parka gosci, ktorzy doskonale wiedzą, o co chodzi
        > tak naprawdę feministkom ew. zwolenniczkom prawa do wyboru. Po
        > prostu nie wierzą, że my jestesmy szczerze i autentycznie przejęte
        > tym czy owym, za to WIEDZĄ, ze chodzi nam o koryto, władzę nad
        > swiatem ewentualnie (tak, tak) zgubę wszystkich mężczyzn itd. I
        > przychodzą nam to objawić, ewentualnie wytlumaczyc nam, ze złą
        > drogą zmierzamy.

        Ale co to ma wspólnego ze mną?!

        > Imho najlepiej odpowiedzą ci na twoje pytania panstwo z Frondy, a i
        > jeszcze pewnie znajdą czas, zeby się za ciebie pomodlić.

        Już w poście napisałem, dlaczego nie pytam ich. Nie oczekuję po nich dyskusji z
        możliwością zawieszenia dogmatyzmu. Dlatego pytam tutaj. Myślałem, że feministki
        mają jakąś przenikliwą teorię na ten temat, ale póki co jestem nie zaspokojony:)
        Czy wy się nie próbujecie zastanawiać, o co tak naprawdę chodzi ludziom, którzy
        są waszymi ideowymi przeciwnikami? Przecież bez próby zrozumienia, rozgryzienia,
        zdemaskowania ta cała debata będzie tylko przerzucaniem się frazesami - 'mam
        prawo do własnego brzucha' z jednej strony i 'mordują niewinnych' z drugiej.
        • bene_gesserit Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 01:16
          brundlefly napisał:

          > Nie ma takiej logicznej implikacji. Określenie pro-life oznacza,
          że ktoś jest
          > pro-life bezwarunkowo (w kontekście aborcji). A pro-choice nie
          oznacza wcale
          > pro-death, bo to śmieszne, tylko oznacza odrzucenie trybu
          bezwarunkowości.

          Alez jest. Wrzuc okreslenie 'pro-life' w archiwum forum. Uzywanie
          tego sformulowania to manipulacja, tak samo jak nazywanie
          zaplodnionej komórki 'dzieckiem'. Debaty na ten temat opierają się
          wyłącznie na wierze i systemach wartosci, nie twardych danych,
          wiec - tak naprawdę - żyją tylko w języku. Dlatego nalezy bardzo go
          pilnować, a tym bardziej nie przejmować nowomowy przeciwnika, imho
          to jasne.

          > Ale co to ma wspólnego ze mną?!

          Bo probujesz sie zachowac symetrycznie?

          > Już w poście napisałem, dlaczego nie pytam ich. Nie oczekuję po
          nich dyskusji z
          > możliwością zawieszenia dogmatyzmu. Dlatego pytam tutaj.
          Myślałem, że feministk
          > i
          > mają jakąś przenikliwą teorię na ten temat, ale póki co jestem
          nie zaspokojony:
          > )

          Napisales rowniez, ze 'nie wierzysz' w ich czyste motywacje. Mamy
          rozmawiac o tym, w co wierzymy? Tworzyc - w powietrzu - teorie nt
          grupy nieznaych osob? Jedną teorię? Cuchnie stereotypizacją na
          kilometr. Imho ani to pozyteczne, ani mądre.

          > Czy wy się nie próbujecie zastanawiać, o co tak naprawdę chodzi
          ludziom, którzy
          > są waszymi ideowymi przeciwnikami? Przecież bez próby
          zrozumienia, rozgryzienia
          > ,
          > zdemaskowania ta cała debata będzie tylko przerzucaniem się
          frazesami - 'mam
          > prawo do własnego brzucha' z jednej strony i 'mordują niewinnych'
          z drugiej.

          Ja zakladam z gory, ze motywacje anty-choiceowców są tak rozne, jak
          motywacje pro-choiceowców. Lacznie z tym, ze co najmniej niektorzy
          z nich mogą szczerze i zupelnie na czysto wierzyc w szlachetnosc
          swoich przekonan. A watki pt 'przerywanie ciazy jest zle' - 'a nie,
          bo moze byc dobre' z reguly sa najglupsze, bo to nie jest rozmowa
          na argumenty, ale = jak zaznaczylam - na przekonania, emocje i
          wiarę, czyli takie sobie szczekanie zza plota wzajemne.
          • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 01:41
            bene_gesserit napisała:

            > brundlefly napisał:

            > Alez jest. Wrzuc okreslenie 'pro-life' w archiwum forum. Uzywanie
            > tego sformulowania to manipulacja, tak samo jak nazywanie
            > zaplodnionej komórki 'dzieckiem'. Debaty na ten temat opierają się
            > wyłącznie na wierze i systemach wartosci, nie twardych danych,
            > wiec - tak naprawdę - żyją tylko w języku. Dlatego nalezy bardzo go
            > pilnować, a tym bardziej nie przejmować nowomowy przeciwnika, imho
            > to jasne.

            Wiem, o co Ci chodzi, ale mnie to nie przekonuje. Określenia "pro-life" i
            "pro-choice" funkcjonują w dyskursie publicznym symetrycznie w neutralnym użyciu
            na takiej zasadzie, jak opisałem. Ale uwzględniam Twoją szczególną wrażliwość na
            pewne sformułowania i mogę np. brać określenie "pro-life" w cudzysłów, albo
            używać określenia "anti-choice", jeśli to ma nam ułatwić dialog:) Jedynym
            powodem dla którego go użyłem był fakt, że jest krótsze niż "przeciwnicy prawa
            do aborcji".



            > > Ale co to ma wspólnego ze mną?!
            >
            > Bo probujesz sie zachowac symetrycznie?

            Nie rozumiem. Symetrycznie? W jakim sensie? W którym miejscu? Podaj mi choć
            jedno zdanie z mojego posta, na podstawie którego można by wywnioskować, że
            jestem jakkolwiek uprzedzony emocjonalnie czy ideologicznie wobec feminizmu.
            Wybacz, albo nie czytasz dokładnie tekstu, na który odpowiadasz, albo dorabiasz
            jakąś paranoidalną nadinterpretację.

            > Napisales rowniez, ze 'nie wierzysz' w ich czyste motywacje. Mamy
            > rozmawiac o tym, w co wierzymy? Tworzyc - w powietrzu - teorie nt
            > grupy nieznaych osob? Jedną teorię? Cuchnie stereotypizacją na
            > kilometr. Imho ani to pozyteczne, ani mądre.

            Tak, chodzi mi o hipotezę, domysł. Nie widzę w tym nic niemądrego, a kompleksowe
            ujęcie jakiejś sprawy jeszcze nie musi się obracać w stereotypizację. Tak samo
            jak Hannah Arendt np. próbowała rozwikłać zagadkę antysemityzmu w Niemczech i
            postawiła szereg hipotez, które są nie do udowodnienia na gruncie twardej
            metodologii, ale są jak najbardziej pożyteczne jako właśnie hipotezy. Przecież
            starając się zrozumieć fenomen i prawdziwe przyczyny takiego zjawiska nie
            dowiesz się wiele z Volkischer Beobachtera - tam masz tylko wersję oficjalną
            czyli fasadową retorykę.


            > Ja zakladam z gory, ze motywacje anty-choiceowców są tak rozne, jak
            > motywacje pro-choiceowców. Lacznie z tym, ze co najmniej niektorzy
            > z nich mogą szczerze i zupelnie na czysto wierzyc w szlachetnosc
            > swoich przekonan.

            Motywacje antysemitów też były z pewnością różne. Zapewne byli też tacy, którzy
            szczerze wierzyli w prawdziwość "Protokołów mędrców Syjonu". Czy to przeszkadza
            badać zjawisko kompleksowo?

            A watki pt 'przerywanie ciazy jest zle' - 'a nie,
            > bo moze byc dobre' z reguly sa najglupsze, bo to nie jest rozmowa
            > na argumenty, ale = jak zaznaczylam - na przekonania, emocje i
            > wiarę, czyli takie sobie szczekanie zza plota wzajemne.

            Bo do tego się to sprowadza, kiedy żadna ze stron sporu nie stara się zrozumieć
            drugiej, a tylko chce się utwierdzić mocniej w swoich własnych przekonaniach, to
            oczywiste.
            >
            • kocia_noga Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 08:59
              Co do mnie, to tworzyłam sobie takie modele na podstawie najczęściej
              używanych argumentów , sposobów prowadzenia sporów na ten temat oraz
              korelujących z nimi postaw wobec kobiet w ogóle, oraz wobec
              życiowych aspektów ich doktryny.
              Sam możesz sobie taki model stworzyć uwzględniając to, że to tylko
              średnia nomen omen modalna.
              Bene ma rację poza tym, stereotypizacja przeciwnika niczemu dobremu
              nie służy.
              • kocia_noga Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 09:38
                Hm... wrzuciłam sobie twój nick w wyszukiwarkę i znalazłam fajny
                wątek o teoriach spiskowych, zdaje się, poszukujesz paranoicznych
                skłonności u fanatyków antychoice.Może i tak być w poszczególnych
                przypadkach. Znalezienie prostego spójnego (albo mogącego uchodzić
                za taki) wytłumaczenia wszystkiego, dodatkowo budującego moralni9e,
                dającego poczucie wtajemniczenia, misji i innego kosza cukierków
                jest duża pokusą i niektórzy jej ulegają.
                IMo większość antychoicowców to po prostu ofiary prania mózgów od
                przedszkola zafundowanego przez państwo na żądanie kościoła.
                Życie im to zweryfikuje, albo nie - przecież podziemie aborcyjne
                kwitnie, więc statystycznie biorąc, mnóstwo zabiegów dokonywanych
                jest na antychoicowcach za ich pieniądze, lecz nie tylko nie
                przeszkadza im to potem gardłować po staremu, ale dostarcza nowej
                silnej motywacji - własnego poczucia winy.
                Urodziłam się sporo lat temu i pamiętam,że za tzw komuny niemal nie
                było antychoicowców, owszem, były osoby gotowe urodzić w każdych
                okolicznoścviach, ale nie powoływały się na żadne doktryny lecz rac
                zej na osobiste odczucia i wybór. Wtedy ktoś, kto używałby
                dzisiejszych popularnych argumentów przeciw wyborowi miałby na bank
                opinię ciężkiego świra.
                Skoro w przeciągu kiludziesięciu lat w wyniku namolnej prpagandy
                ideologicznej tak się zmieniło, znaczy, że większość 'anty' uległa
                indoktrynacji, albo po prostu klepie bezmyślnie to co najczęściej
                słyszy.
                • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 14:57
                  kocia_noga napisała:

                  > Hm... wrzuciłam sobie twój nick w wyszukiwarkę i znalazłam fajny
                  > wątek o teoriach spiskowych, zdaje się, poszukujesz paranoicznych
                  > skłonności u fanatyków antychoice.Może i tak być w poszczególnych
                  > przypadkach. Znalezienie prostego spójnego (albo mogącego uchodzić
                  > za taki) wytłumaczenia wszystkiego, dodatkowo budującego moralni9e,
                  > dającego poczucie wtajemniczenia, misji i innego kosza cukierków
                  > jest duża pokusą i niektórzy jej ulegają.

                  No właśnie właśnie, tyle że mi nie chodzi o pionków, bo ci wiadomo, że w
                  większości są zmanipulowanymi naiwniakami. Bardziej mnie interesują ludzie
                  świadomi, wykształceni i inteligentni, którzy tak bardzo się angażują w tę
                  sprawę. Im nie wystarczy, ze ksiądz z ambony powiedział, oni zazwyczaj muszą być
                  przekonani, bardziej swiadomie chcieć. Wydaje mi się, że oni po prostu walczą de
                  facto o inny model kultury - w którym ludzie są bardziej zniewoleni, ale
                  jednocześnie być może bardziej wydajni demograficznie czy ekonomicznie. Że może
                  tylko taka kultura będzie mogła się przeciwstawić islamowi albo co.




                  > IMo większość antychoicowców to po prostu ofiary prania mózgów od
                  > przedszkola zafundowanego przez państwo na żądanie kościoła.
                  > Życie im to zweryfikuje, albo nie - przecież podziemie aborcyjne
                  > kwitnie, więc statystycznie biorąc, mnóstwo zabiegów dokonywanych
                  > jest na antychoicowcach za ich pieniądze, lecz nie tylko nie
                  > przeszkadza im to potem gardłować po staremu, ale dostarcza nowej
                  > silnej motywacji - własnego poczucia winy.

                  Nie bardzo rozumiem ten fragment, prawdę mówiąc.

                  > Urodziłam się sporo lat temu i pamiętam,że za tzw komuny niemal nie
                  > było antychoicowców, owszem, były osoby gotowe urodzić w każdych
                  > okolicznoścviach, ale nie powoływały się na żadne doktryny lecz rac
                  > zej na osobiste odczucia i wybór. Wtedy ktoś, kto używałby
                  > dzisiejszych popularnych argumentów przeciw wyborowi miałby na bank
                  > opinię ciężkiego świra.
                  > Skoro w przeciągu kiludziesięciu lat w wyniku namolnej prpagandy
                  > ideologicznej tak się zmieniło, znaczy, że większość 'anty' uległa
                  > indoktrynacji, albo po prostu klepie bezmyślnie to co najczęściej
                  > słyszy.

                  Za komuny Kościół nie miał takiego dostępu do mediów, szkół etc. Ale katolicy od
                  dawna chyba potępiali aborcję. A na zachodzie ta propaganda trwała jeszcze kiedy
                  tu była komuna. Film "Niemy krzyk" jest chyba z lat 70-tych.
                  • kocia_noga Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 16:35
                    brundlefly napisał:

                    Bardziej mnie interesują ludzie
                    > świadomi, wykształceni i inteligentni, którzy tak bardzo się
                    angażują w tę
                    > sprawę.

                    Nie znam żadnego takiego osobiście. Nie podejmuję się spekulacji na
                    temat ich motywów.



                    > Nie bardzo rozumiem ten fragment, prawdę mówiąc.
                    >
                    Ale czego konkretnie ?" Chętnie rozwinę.

                    > Za komuny Kościół nie miał takiego dostępu do mediów, szkół etc.
                    Ale katolicy o
                    > d
                    > dawna chyba potępiali aborcję.


                    Nie wiem.Wtedy wszyscy byli katolikami, ale zwykli ludzie i na wsi i
                    w mieście prezentowali przytomne i rozsądne poglądy na sprawę,
                    takich fundamentalnych antychoicowców spotkałam wtedy w swoim życiu,
                    ale nie miało to nic wspólnego z katolicyzmem.
                    Ale wiesz, ja mogę się mylić, obracałam się jednak głównie wśród
                    studentów, absolwentów, a a latach 80. to już zaczynała kwitnąć
                    paranoja narodowo-seksistowsko-katolicka.
                • wzr1 Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 17:30
                  > Urodziłam się sporo lat temu i pamiętam,że za tzw komuny niemal
                  > niebyło antychoicowców
                  Gdzie nie było w telewizji, tak tam nie było bo telewizja służyła
                  do indoktrynacji komunistycznej (zapisywane to było w tezach na
                  kolejne zjazdy PZPR, tak jak zabijanie nienarodzonych było
                  zapisywane w tezach na zjazdy bolszewików)a uczelnie służyły temu
                  samemu celowi co telewizja. Telewizja indoktrynowała masy
                  uniwersytety wybranych.
                  • iluminacja256 Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 19:15
                    PRZEZ CAŁY PRL jaki pamietam, nie pamietam w TV ani jednej
                    audycji o aborcji, zachęcaniu do aborcji, itp wiec nie pi..erd..ol.

                    I to tyle na ten temat.
              • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 14:15
                > Bene ma rację poza tym, stereotypizacja przeciwnika niczemu dobremu
                > nie służy.

                Stereotypizować to można ze względu na płeć, narodowość, kolor skóry i inne
                cechy przyrodzone, także grupy zawodowe, społeczne etc. Natomiast jeśli chodzi o
                poglądy otwarcie głoszone sprawa ma się inaczej. Jeśli stwierdzimy, że każdy z
                aktywistów tzw. "pro-life" kieruje się innymi pobudkami osobistymi to de facto
                unieważniamy kategorię grupy interesu i wszystko rozchodzi się po kościach.
                Ja się zgadzam, że część z nich naiwnie wierzy, że walczy o dobrą sprawę, ale
                faktycznie są oni częścią wielkiej machiny propagandowej "pro-life", która
                rządzi się własnymi prawami, własną logiką i ma swoje sprecyzowane cele. Ja po
                prostu stawiam tezę, że te cele głoszone otwarcie nie są prawdziwymi celami
                tylko retoryczną fasadą obliczoną na moralny szantaż, że są cele ukryte, faktyczne.
                • bene_gesserit Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 14:59
                  brundlefly napisał:

                  > Stereotypizować to można ze względu na płeć, narodowość, kolor
                  skóry i inne
                  > cechy przyrodzone, także grupy zawodowe, społeczne etc. Natomiast
                  jeśli chodzi
                  > o
                  > poglądy otwarcie głoszone sprawa ma się inaczej.

                  Alez to nieprawda.
                  Stereotypy mogą dotyczyć kazdej grupy, niezaleznie od tego, co ją
                  wyodrębnia.

                  > Jeśli stwierdzimy, że każdy z
                  > aktywistów tzw. "pro-life" kieruje się innymi pobudkami
                  osobistymi to de facto
                  > unieważniamy kategorię grupy interesu i wszystko rozchodzi się po
                  kościach.

                  Nieprawda. Grupę łączy nadal wspolny interes:
                  utrzymanie/zaostrzenie przepisow, dotyczących aborcji,
                  napiętnowanie aborcji itd - wszystko to, co nazywają 'ochroną
                  zycia' - kilka zaledwie pozycji, ktore prowadza do jednego:
                  calkowitego odebrania kobietom prawa do decyzji.

                  > Ja się zgadzam, że część z nich naiwnie wierzy, że walczy o dobrą
                  sprawę, ale

                  Zacytuję:
                  Po prostu nie wierzę, że ci ludzie są autentycznie i szczerze
                  przejęci losem tych "nienarodzonych dzieci", które służą tu tylko
                  jako oręż


                  Może się zdecyduj, komu i w co wierzysz :)

                  > faktycznie są oni częścią wielkiej machiny propagandowej "pro-
                  life", która
                  > rządzi się własnymi prawami, własną logiką i ma swoje
                  sprecyzowane cele. Ja po
                  > prostu stawiam tezę, że te cele głoszone otwarcie nie są
                  prawdziwymi celami
                  > tylko retoryczną fasadą obliczoną na moralny szantaż, że są cele
                  ukryte, faktyc
                  > zne.

                  Noale to zadna tajemnica przeciez. I psychologia, i socjologia i
                  antropologia częsciowo zajmuje sie tym od kikudziesięciu lat.
                  Postawy utajone i automatyzmy stoją za niemal KAZDĄ ludzką decyzją
                  i myślą.
                  Przynaleznosc do grupy, poczucie wspolnoty, tozsamosc zbiorowa.
                  Poczucie moralnej czystosci, walki o sluszna sprawę, pompowanie
                  ego, pragnienie sprawiedliwości.
                  Wyladowanie agresji, motywy osobisto-emocjonalne, odreagowywanie
                  traum, chęć symbolicznego odwetu, specyficzny rodzaj eskapizmu,
                  polegający na chęci wplywania na zycie innych i niechęć do zajęcia
                  się sobą.
                  Chęć poczucia się ważnym, chęć poczucia sprawstwa, kontroli.
                  Emanacje Cienia albo przeciwnie - budowanie Persony.

                  Itd itd itd, chociaz bez przesady, nie ma tego az tak wiele.
                  Problem w tym, ze rownie dobrze mozna te same motywy przypisac
                  wlasciwie kazdej grupie, ktora o cos walczy.

                  Zasadniczo wiec imho nie rownie dobrze mozesz zajac sie
                  feministkami, albo lewakami ewentualnie dzialaczami ruchow LGTB,
                  wyjdzie na to samo. Meta-motywacje nas łączą, różnią ideały.

                  ;)
                  • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 16:21
                    bene_gesserit napisała:

                    > > Ja się zgadzam, że część z nich naiwnie wierzy, że walczy o dobrą
                    > sprawę, ale
                    >
                    > Zacytuję:
                    > Po prostu nie wierzę, że ci ludzie są autentycznie i szczerze
                    > przejęci losem tych "nienarodzonych dzieci", które służą tu tylko
                    > jako oręż


                    > Może się zdecyduj, komu i w co wierzysz :)

                    Rzeczywiście, skrót myślowy mnie zgubił. Sprostuję - ja to napisałem w
                    kontekście ludzi pokroju Terlikowskiego - czyli medialnych oszołomów, którzy
                    jednak są ludźmi bardziej świadomymi i inteligentnymi niż przeciętna owieczka na
                    niedzielnej mszy. Ludzie prości i naiwni łykają ich propagandę, biorą ją za
                    dobrą monetę i stają się elementem ich machiny jako tzw. "pożyteczni idioci". A
                    tym świadomym chodzi o coś innego niż obronę niewiniątek, przez co cały ruch
                    faktycznie jest walką o co innego. To miałem na myśli.


                    > Noale to zadna tajemnica przeciez. I psychologia, i socjologia i
                    > antropologia częsciowo zajmuje sie tym od kikudziesięciu lat.
                    > Postawy utajone i automatyzmy stoją za niemal KAZDĄ ludzką decyzją
                    > i myślą.
                    > Przynaleznosc do grupy, poczucie wspolnoty, tozsamosc zbiorowa.
                    > Poczucie moralnej czystosci, walki o sluszna sprawę, pompowanie
                    > ego, pragnienie sprawiedliwości.
                    > Wyladowanie agresji, motywy osobisto-emocjonalne, odreagowywanie
                    > traum, chęć symbolicznego odwetu, specyficzny rodzaj eskapizmu,
                    > polegający na chęci wplywania na zycie innych i niechęć do zajęcia
                    > się sobą.
                    > Chęć poczucia się ważnym, chęć poczucia sprawstwa, kontroli.
                    > Emanacje Cienia albo przeciwnie - budowanie Persony.
                    >
                    > Itd itd itd, chociaz bez przesady, nie ma tego az tak wiele.
                    > Problem w tym, ze rownie dobrze mozna te same motywy przypisac
                    > wlasciwie kazdej grupie, ktora o cos walczy.

                    Zgoda, ale Ty tu piszesz o motywach stricte osobistych, a ja nie to miałem na
                    myśli. To rzeczywiście byłoby stereotypizowaniem - tak jak twierdzenie, że
                    feministki to brzydkie panny, które odreagowują frustrację a piraci drogowi
                    leczą kompleks małego członka. Etc. Nie o to mi chodzi. Nie chodzi mi o
                    motywację stricte psychologiczną, bo ona rzeczywiście jest indywidualna i summa
                    summarum bez znaczenia.
                    Chodzi mi o faktyczny, ukryty ZBIOROWY cel
                    • kocia_noga Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 16:43
                      brundlefly napisał:

                      > Chodzi mi o faktyczny, ukryty ZBIOROWY cel

                      czyli wracamy do spisku.
                      Dla KK może to być powrót do rządów duszami, wywindowanie się na
                      straconą już pozycję speców od moralności, karmione właśnie
                      fanatyzmem i bezwolnością ludzkich mas.
                      A te masy składają się z poszczególnychjednostek, każdą ze swoją
                      motywacją.
                    • easz Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 16:53
                      brundlefly napisał:

                      > Rzeczywiście, skrót myślowy mnie zgubił. Sprostuję - ja to
                      napisałem w
                      > kontekście ludzi pokroju Terlikowskiego - czyli medialnych
                      oszołomów, którzy jednak są ludźmi bardziej świadomymi i
                      inteligentnymi niż przeciętna owieczka na
                      > niedzielnej mszy. Ludzie prości i naiwni łykają ich propagandę,
                      biorą ją za dobrą monetę i stają się elementem ich machiny jako
                      tzw. "pożyteczni idioci".
                      > A tym świadomym chodzi o coś innego niż obronę niewiniątek, przez
                      co cały ruch faktycznie jest walką o co innego. To miałem na myśli.

                      Czyli zawężasz do grupki celebrytów-oszołomów, czy jednak korci Cię,
                      żeby generalizować? Bo się można już zgubić, między pierwszym a tym
                      postem.

                      > Chodzi mi o faktyczny, ukryty ZBIOROWY cel

                      Ha. Wydaje się, że masz wiedzę na ten temat jakąś? Co masz na myśli
                      więc, jaki jest ten 'ukryty zbiorowy cel'??
                    • wzr1 Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 17:18
                      Twój problem wynika ze złego wykształcenia.
                      Część naukowców przeciwstawia wiarę rozumowi (dotyczy to szczególnie
                      uniwersytetów). Można nawet inaczej część uczonych wierzy tylko w
                      to, co sama zobaczy lub wymyśli, to, co dzieje się po śmierci
                      człowieka sprawdzić nie są w stanie. Nie bez znaczenia jest to, że
                      sami mogą ustalać sobie, co chcą, a przeważnie bardziej chcą byś
                      ważnymi niż znać prawdę. Często z ich ust można usłyszeć słowa o
                      ludziach prostych podobne to twoich. I zacznijmy od ludzi prostych
                      część z nich faktycznie kieruje się radami ewangelicznymi, powiedzmy
                      przekazanymi przez księdza (przełóż sobie to na swój żargon
                      obrażający tych prostych a wywyższających siebie), ale zdziwisz się
                      jak dużo prostych ludzi (na przykład na zapadłej wiosce) żyje
                      sprzecznie z świadomie dekalogiem (nie łudź się nie poważają
                      księdza, ale naukowców też mają za darmozjadów i głupców). Na
                      marginesie pierwsza kobieta znana mi osobiście, która zabiła swoje
                      dziecko była po 7 klasach podstawówki i pracowała w rzeźni.
                      Przejdźmy na uczelnie nie każda studentka chce żyć w konkubencie a
                      dyplom ceni bardziej jak swoje dziecko. Są przypadki, że nie
                      współżyją przed ślubem albo przerywają studia i rodzą dzieci, gorzej
                      jeszcze (dla was) rodzą dzieci i studiują tak jak inne z dobrymi
                      wynikami.
                      To, że ty myślisz, że człowiek uczony myśli jak ty to twój problem,
                      że cię studia tak ograniczyły.
                      Pięknie to opisuje Biblia pisząc o drzewie dobra i zła, z której
                      Adam miał jeść jabłka. To się powtarza każdego dnia, człowiek
                      wybiera czy stawia się nad wolą Boga czy Bóg jest dla niego
                      ważniejszy. A odpowiedź na to pytanie wcale nie zależy od
                      wykształcenia.
                      Tym którym się tak dziwisz (Terlikowski) odpowiadają sobie na to
                      pytanie, że Bóg jest ważniejszy a że są w mediach to mogą powiedzieć
                      o tym innym nawet Tobie.
                      • sabinac-0 Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 17:38
                        wzr1 napisała:

                        > Są przypadki, że nie
                        > współżyją przed ślubem albo przerywają studia i rodzą dzieci, gorzej
                        > jeszcze (dla was) rodzą dzieci i studiują tak jak inne z dobrymi
                        > wynikami.

                        Co chciales przekazac piszac slowa "gorzej jeszcze (dla was)..."?

                    • kontodopisanianaforum Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 17:46
                      Niedawno niejaki Cezary Michalski, obecnie krytyk polityczny ;) napisał był coś
                      takiego:
                      www.krytykapolityczna.pl/Cezary-Michalski/Czlowiek-przebrany-za-Boga/menu-id-192.html
                      • brundlefly Stek truizmów. 14.02.10, 21:00
                        Fajnie, że pan Michalski mnie oświecił, że JPII czy Michalik są "tylko ludźmi
                        poprzez użycie Boga, poprzez powołanie się na Jego autorytet, żądającymi pełnej,
                        nienegocjowalnej i niekontrolowanej władzy nad innymi ludźmi", zaiste przeżył
                        duchową przemianę z prawa na lewo i wierzę, że dla niego osobiście ta
                        konstatacja mogła być sporym odkryciem. Dla mnie to trochę zbyt płytko i zbyt
                        ogólnie. Że Bóg powstał by sankcjonować władzę człowieka nad człowiekiem i
                        hierarchię społeczną ustaliłem sobie na własny użytek już dawno. Pytanie brzmi -
                        do jakiego świata ma owa władza prowadzić i co chce osiągnąć.
                        • kocia_noga Re: Stek truizmów. 15.02.10, 13:32
                          brundlefly napisał:

                          Pytanie brzmi
                          > -
                          > do jakiego świata ma owa władza prowadzić i co chce osiągnąć.

                          Łorany, chcesz pospekulować to zapoznaj się ze stanem KR przed
                          wybuchem histerii prozygotycznej. Miał poważne finansowe kłopoty,
                          również i z powodu laicyzacji Europy, a w Afryce wygrywał islam, na
                          mnłodzież nie było co liczyć, po wojnie zapanował okres spokoju i
                          dostatku - największych wrogów amatorów nieograniczonej władzy nad
                          ludźmi. A że nei zajęli się walką np ze złodziejstwem handlem ludźmi
                          czy oszustwami, to zrozumiałe - wybrali dziedzinę która w żaden
                          sposób ich niedotyczy, w przeciwieństwie do pozostałych.
                          • brundlefly Re: Stek truizmów. 16.02.10, 02:04
                            kocia_noga napisała:

                            > Łorany, chcesz pospekulować to zapoznaj się ze stanem KR przed
                            > wybuchem histerii prozygotycznej. Miał poważne finansowe kłopoty,
                            > również i z powodu laicyzacji Europy, a w Afryce wygrywał islam, na
                            > mnłodzież nie było co liczyć, po wojnie zapanował okres spokoju i
                            > dostatku - największych wrogów amatorów nieograniczonej władzy nad
                            > ludźmi. A że nei zajęli się walką np ze złodziejstwem handlem ludźmi
                            > czy oszustwami, to zrozumiałe - wybrali dziedzinę która w żaden
                            > sposób ich niedotyczy, w przeciwieństwie do pozostałych.

                            Tak jest. Nie wiem, czy to wyczerpuje całość zagadnienia, ale myślę, że masz rację.
                    • bene_gesserit Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 19:49
                      brundlefly napisał:

                      > Chodzi mi o faktyczny, ukryty ZBIOROWY cel

                      Imho wiara w istnienie czegos takiego to raczej perspektywa
                      pranoika, nie osoby niezaburzonej. Tajny spisek i konspiracja?
                      • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 20:12
                        Ponawiam pytanie postawione we wcześniejszym poście, na które nie doczekałem się
                        odpowiedzi:

                        "Podaj mi choć
                        jedno zdanie z mojego posta, na podstawie którego można by wywnioskować, że
                        jestem jakkolwiek uprzedzony emocjonalnie czy ideologicznie wobec feminizmu."

                        Bo widzę, że zamiast ustosunkować się jakoś do tematu wątku albo go kompletnie
                        olać jako "niemądry", za wszelką cenę chcesz mnie obsadzić w jakiejś roli.
                        Więc zanim się ustosunkuję do swojej nowej roli - poszukiwacza spisków - chcę
                        się upewnić, czy nadal aktualna jest poprzednia gęba - jednego z licznych
                        "gosci, ktorzy doskonale wiedzą, o co chodzi
                        tak naprawdę feministkom ew. zwolenniczkom prawa do wyboru. Po
                        prostu nie wierzą, że my jestesmy szczerze i autentycznie przejęte
                        tym czy owym, za to WIEDZĄ, ze chodzi nam o koryto, władzę nad
                        swiatem ewentualnie (tak, tak) zgubę wszystkich mężczyzn itd. I
                        przychodzą nam to objawić, ewentualnie wytlumaczyc nam, ze złą
                        drogą zmierzamy."

                        A potem możemy pogadać ewentualnie o naszych paranojach :]
                        • kocia_noga Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 20:26

                          Nie zrozumiałeś tego, co Bene pisała. Doszukiwanie się ukrytych
                          motywów nie ma większego sensu
                          każdej grupie można zupełnie sensownie przypisać inny niż
                          deklarowany motyw
                        • bene_gesserit Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 21:08
                          Obawiam sie, ze albo wyrazilam sie nieprecyzyjnie, albo ty mnie zle
                          zrozumiales - albo i jedno i drugie, bo nieszczescia lubią chodzić
                          parami.

                          Nie bylo moją intencją sugerowanie, ze jestes uprzedzony w stosunku
                          do feminizmu. W tamtej częsci dyskusji chodzilo mi jedynie o to, ze
                          dociekanie nt nieobecnych ma niewiele sensu - zwlaszcza, ze z
                          twojego posta mozna bylo wyczytac lekkie co najmniej uprzedzenie do
                          antychoiceowcow i - byc moze galopuję teraz na koniku
                          nadinterpretacji, ale takie odnioslam wrazenie - chec dopasowania
                          obrazu swiata do owego uprzedzenia. Czyli afekt ujemny i
                          dopasowywanie do niego poznania. I ze to niczym sie nie rozni w
                          zasadzie od tych, ktorzy przychodza tu z megafonami i chca
                          opowiadac nam o naszych utajonych motywacjach, uff.
                          • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 22:36
                            Twoja obrona antichoiceowców w obliczu mojego karygodnego wobec nich uprzedzenia
                            zaiste napawa mnie podziwem:)
                            Wiesz, ja uważam, że dopatrywanie się rysów paranoidalnych w każdej próbie
                            łączenia faktów czy nieufności wobec fasadowej retoryki jest conajmniej
                            paranoidalne. Nie przeginajmy w drugą stronę, bo to paraliżuje każdą próbę
                            wyjścia poza naiwność. Teoria spiskowa dla mnie jest wtedy, kiedy ja np.
                            obwieszczam wszem i wobec, że WIEM, iż za takim to a takim działaniem
                            tłumaczonym takimi a takimi argumentami stoi w istocie niecny plan polegający na
                            przejęciu władzy politycznej i przeprowadzeniu operacji, które nie mogłyby
                            liczyć na otwarte publiczne poparcie - np. zbrodniczych.
                            Tymczasem ja niczego nie wiem, ja tylko wykazuję nieufność wobec prawdziwości
                            intencji świadomych organizatorów tej propagandy. Bo zastępy prostaczków mogą
                            święcie wierzyć, że płód to dziecko, które myśli, czuje i gdyby tylko mogło
                            krzyczałoby ile sił w płucach "mamusiu nie zabijaj mnie" - im można wmówić wiele
                            sprawną manipulacją. Tak samo jak 80 lat temu udało się wmówić wielu ludziom, że
                            Żydzi to nie ludzie.

                            Uprzedzenie to też coś innego. Jak mogę być uprzedzony, kiedy ja autentycznie
                            chcę tych ludzi zrozumieć, zrozumieć to zjawisko i obsadzić je w jakimś szerszym
                            kontekście. Ja np. wielokrotnie czytałem Frondę, Rzepę, Gazetę Polską i inne
                            tego typu periodyki, oglądałem telewizyjne debaty i znam mniej więcej zasób
                            argumentów tych ludzi w tej kwestii. Po co mam z nimi dyskutować, jeśli oni mi
                            będą wpierać, że robią to z troski o nienarodzone dzieci i poszanowanie życia?
                            Mnie to nie przekona. Gdyby tak ich wzruszał los unicestwianych płodów to
                            zaangażowaliby się w promocję refundowanej antykoncepcji, darmowych prezerwatyw
                            czy wychowania seksualnego.
                            • bene_gesserit Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 23:06
                              brundlefly napisał:

                              > Twoja obrona antichoiceowców w obliczu mojego karygodnego wobec
                              nich uprzedzeni
                              > a
                              > zaiste napawa mnie podziwem:)

                              E tam, zadna tam obrona.
                              Po prostu niechec do kategoryzowania, w dodatku z lekka
                              apriorycznego, gdyz nie siedzimy w cudzych głowach, conie.

                              > Wiesz, ja uważam, że dopatrywanie się rysów paranoidalnych w
                              każdej

                              Oj, nieładnie.
                              Jesli o mnie mowa, to my sie nie znamy, wiec ta 'kazda' jest nie na
                              miejscu, no weź. Moze skupmy się, sugeruję, na TEJ a nie KAZDEJ,
                              oki?

                              próbie
                              > łączenia faktów czy nieufności wobec fasadowej retoryki jest
                              conajmniej
                              > paranoidalne.

                              Kiedy ja 'perspektywą paranoika' czy jakos tak nazwałam zalozenie,
                              ze antychoiceowcy maja jakas utajoną, jedną i wspólną motywację.
                              Wszystkie teorie spiskowe maja zapach paranoi.

                              Nie przeginajmy w drugą stronę, bo to paraliżuje każdą próbę
                              > wyjścia poza naiwność.

                              W tej sytuacji raczej nie mamy innej perspektywy, niz naiwna.
                              Chyba, ze planujesz badania z bateria testow, w tym na postawy
                              utajone oraz wywiady itd.

                              Teoria spiskowa dla mnie jest wtedy, kiedy ja np.
                              > obwieszczam wszem i wobec, że WIEM, iż za takim to a takim
                              działaniem
                              > tłumaczonym takimi a takimi argumentami
                              (...)

                              No i dlatego nie napisalam o paranoi, ale o perspektywie paranoika.
                              Ta WIEDZA w przypadku paranoikow w istocie jest WIARĄ. Ty np
                              poszukujesz jednego utajonego motywu calkiem sporej grupy. Imho
                              zalozenie istnienia czegos takiego jest irracjonalne. Jak to teorie
                              spiskowe ;)

                              > Tymczasem ja niczego nie wiem, ja tylko wykazuję nieufność wobec
                              prawdziwości
                              > intencji świadomych organizatorów tej propagandy.

                              Nic nowego - jak pisalam: to, co deklarowane z reguly rozni sie od
                              tego, co utajone. Wiele z utajonych prawdopodobnych motywacji grup
                              wplywu bylam laskawa ci wymienic. Zle byly? Nie takie?
                              Tak czy inaczej, wszystko i tak konczy sie na hierarchii Maslowa,
                              ludzi cechuje wspolnota pragnien, a rozni sposob ich realizacji.

                              Bo zastępy prostaczków mogą
                              > święcie wierzyć, że płód to dziecko, które myśli, czuje i gdyby
                              tylko mogło
                              > krzyczałoby ile sił w płucach "mamusiu nie zabijaj mnie" - im
                              można wmówić wiel
                              > e
                              > sprawną manipulacją.

                              Rownie dobrze moznaby napisac:

                              Bo zastępy prostaczków mogą święcie wierzyć, że płód to nie
                              dziecko, ale płod wlasnie, embrion, a na początku - zygota i dopoki
                              sie nie urodzi, nie powinien mieć zadnych praw - im można wmówić
                              wiele sprawną manipulacją.


                              Wez i udowodnij, ktora prawda jest prawdziwsza, ktora manipulacja
                              jest manipulacja, a ktora nie jest.
                              :)
                              Poruszamy sie - po obu stronach barykady - po grząskim gruncie
                              wiary. Wiara jest irracjonalna, wynika z potrzeb, emocji i postaw,
                              wiec jedyna racja, ktora tu jest, to racja najmojsza, zadna inna.

                              > Tak samo jak 80 lat temu udało się wmówić wielu ludziom, ż
                              > e
                              > Żydzi to nie ludzie.

                              To zupelnie inny przypadek, wiec porownanie nie jest uprawnione.
                              Mozna spokojnie naukowo dowiesc, ze Zydzi to ludzie, natomiast nie
                              mozna dowiesc, ze zygota to czlowiek, bo to zalezy od definicji
                              pojęcia, więc jest spory margines subiektywnosci.

                              > Uprzedzenie to też coś innego. Jak mogę być uprzedzony, kiedy ja
                              autentycznie
                              > chcę tych ludzi zrozumieć, zrozumieć to zjawisko i obsadzić je w
                              jakimś szerszy
                              > m
                              > kontekście.

                              Normalnie mozesz :)
                              Uprzedzenie to nade wszystko znak emocjonalny, zazwyczaj negatywny,
                              ktory ukierunkowuje poznanie. Twoje poznanie moze byc wiec jak
                              najbardziej naznaczone intencją.


                              Gdyby tak ich wzruszał los unicestwianych płodów to
                              > zaangażowaliby się w promocję refundowanej antykoncepcji,
                              darmowych prezerwatyw
                              > czy wychowania seksualnego.

                              Eeee tam.
                              Mnie np wzrusza los kalekich dzieci, albo glodujacych tysiącami
                              ludzi gdziestam, co nie oznacza, ze podnosze chociaz palec i
                              cokolwiek robię w tej sprawie.
                              • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 15.02.10, 00:36
                                bene_gesserit napisała:
                                > E tam, zadna tam obrona.
                                > Po prostu niechec do kategoryzowania, w dodatku z lekka
                                > apriorycznego, gdyz nie siedzimy w cudzych głowach, conie.

                                Mnie się wydaje, że nie musimy siedzieć wcale w ich głowach.
                                Wystarczy dokładnie przyglądać się temu co robią i co mówią oraz
                                do jakich skutków prowadzi lub może prowadzić ich polityka, z czym się
                                to wiąże równolegle oprócz samej "ochrony poczętych dzieci", ergo jakie
                                ma to obiektywne znaczenie dla modelu kultury, w której żyjemy.
                                Uważając, że takie dociekania nie mają sensu w istocie podważasz sens
                                takich nauk jak antropologia, socjologia, kulturoznawstwo.
                                Przykład - naukowcy zastanawiali się dlaczego Żydzi i muzułmanie nie
                                jedzą wieprzowiny. Oni to tłumaczą nakazem religijnym. Ale istnieje
                                hipoteza naukowa, wg której w tym konkretnie obszarze geograficznym
                                mięso wieprzowe było szczególnie narażone na obecność pasożytów groźnych
                                dla życia. Czy da się to udowodnić na 100%? Nie. Czy to oznacza, że ta
                                teoria jest kompletnie bezużyteczna? Nie sądzę.

                                > Oj, nieładnie.
                                > Jesli o mnie mowa, to my sie nie znamy, wiec ta 'kazda' jest nie na
                                > miejscu, no weź. Moze skupmy się, sugeruję, na TEJ a nie KAZDEJ,
                                > oki?

                                To nie dotyczyło tylko Ciebie, tylko ogólnej tendencji do piętnowania
                                wszelkich domysłów podważających wersję oficjalną "prawdy" jako teorię
                                spiskową. Nie zakładam, że robisz to w każdym przypadku.


                                > W tej sytuacji raczej nie mamy innej perspektywy, niz naiwna.
                                > Chyba, ze planujesz badania z bateria testow, w tym na postawy
                                > utajone oraz wywiady itd.

                                Żeby był sens przeprowadzenia takich badań najpierw trzeba sformułować
                                jakąś hipotezę.

                                > No i dlatego nie napisalam o paranoi, ale o perspektywie paranoika.
                                > Ta WIEDZA w przypadku paranoikow w istocie jest WIARĄ. Ty np
                                > poszukujesz jednego utajonego motywu calkiem sporej grupy.

                                On niekoniecznie musi być utajony. Bo zauważ, że np. wprowadzeniu
                                całkowitego zakazu aborcji, jak chciałby antichoiceowski beton,
                                towarzyszyłyby pewne zmiany społeczne wywołane
                                przez ten zakaz - w mentalności, kształcie życia społecznego,
                                w demografii, kulturze, nawet w ekonomii.
                                Przewidzenie z grubsza tych zmian nie byłoby szczególnie trudne i nie wymagałoby
                                zastosowania wiedzy tajemnej. Moja teza jest taka, że niektóre z tych
                                zmian towarzyszących są w istocie realnym celem środowisk antichoice, nawet
                                jeśli oni sami wciskają frazesy o obronie życia i nawet jeśli w istocie
                                większość z nich sama w to święcie wierzy. Czy to takie irracjonalne?


                                > Nic nowego - jak pisalam: to, co deklarowane z reguly rozni sie od
                                > tego, co utajone. Wiele z utajonych prawdopodobnych motywacji grup
                                > wplywu bylam laskawa ci wymienic. Zle byly? Nie takie?

                                Już pisałem - zbyt indywidualne, osobiste i psychologiczne.


                                > Bo zastępy prostaczków mogą
                                > > święcie wierzyć, że płód to dziecko, które myśli, czuje i gdyby
                                > tylko mogło
                                > > krzyczałoby ile sił w płucach "mamusiu nie zabijaj mnie" - im
                                > można wmówić wiel
                                > > e
                                > > sprawną manipulacją.
                                >
                                > Rownie dobrze moznaby napisac:
                                >
                                > Bo zastępy prostaczków mogą święcie wierzyć, że płód to nie
                                > dziecko, ale płod wlasnie, embrion, a na początku - zygota i dopoki
                                > sie nie urodzi, nie powinien mieć zadnych praw - im można wmówić
                                > wiele sprawną manipulacją.

                                >
                                > Wez i udowodnij, ktora prawda jest prawdziwsza, ktora manipulacja
                                > jest manipulacja, a ktora nie jest.

                                Bez trudu można udowodnić, że np. wczesny płód, który nie ma wykształconej kory
                                mózgowej, nie myśli, nie czuje ergo nie może precyzować swojej woli.
                                W Twojej wersji to już jest tylko zabawa definicjami pojęć.


                                > Poruszamy sie - po obu stronach barykady - po grząskim gruncie
                                > wiary. Wiara jest irracjonalna, wynika z potrzeb, emocji i postaw,
                                > wiec jedyna racja, ktora tu jest, to racja najmojsza, zadna inna.

                                Ale wierzymy zazwyczaj w to, w co chcemy wierzyć. Dawniej wiara była
                                niepodważalną oczywistością, dziś wymaga woli wiary.

                                > To zupelnie inny przypadek, wiec porownanie nie jest uprawnione.
                                > Mozna spokojnie naukowo dowiesc, ze Zydzi to ludzie,natomiast nie
                                > mozna dowiesc, ze zygota to czlowiek, bo to zalezy od definicji
                                > pojęcia, więc jest spory margines subiektywnosci.

                                Ależ nic podobnego. W jednym i drugim przypadku spór dotyczy definicji "człowieka"
                                i zależy od kryteriów uprawomacniających, jakie arbitralnie przyjmiemy.
                                Żeby udowodnić, że Żydzi to ludzie, musisz mieć sprecyzowaną definicję "człowieka".
                                Z typowo przyrodniczego punktu widzenia np. zygota to jak najbardziej człowiek,
                                tyle że we wczesnej fazie rozwoju - gdyż ma własny materiał genetyczny i aktywny
                                metabolizm, co sprawia, że jest odrębnym żywym egzemplarzem swojego gatunku.

                                > Normalnie mozesz :)
                                > Uprzedzenie to nade wszystko znak emocjonalny, zazwyczaj negatywny,
                                > ktory ukierunkowuje poznanie. Twoje poznanie moze byc wiec jak
                                > najbardziej naznaczone intencją.

                                Ja naprawdę nie mam powodów do emocjonalnych uprzedzeń. To, że kogoś nie
                                rozumiam czy nie
                                zgadzam się z nim lub mu nie dowierzam nie powoduje jeszcze uprzedzenia.
                                Pozostaję otwarty na argumenty z

                                ich strony. Moja wina, że są do dupy? Hipotetycznie - gdyby oni znaleźli
                                niezbite argumenty, które

                                przekonałyby mnie, że aborcja jest ewidentnym złem, zabójstwem czującej,
                                wykazującej wolę życia istoty to

                                stanąłbym po ich stronie. Ale oni każą mi się korzyć przed DOGMATEM! Więc gdzie
                                moje uprzedzenie.
                                Nawiasem - znam wielu katolików, mam ich w rodzinie i mój emocjonalny stosunek
                                do nich, mimo dzielących nas

                                różnic światopoglądowych, jest jak najbardziej pozytywny.

                                > Eeee tam.
                                > Mnie np wzrusza los kalekich dzieci, albo glodujacych tysiącami
                                > ludzi gdziestam, co nie oznacza, ze podnosze chociaz palec i
                                > cokolwiek robię w tej sprawie.

                                No dobrze, to może nie zaangażowaliby się czynnie, ale chociaż poparliby
                                ideę. Chyba stać by Cię było na wyrażenie poparcia dla akcji pomocy
                                kalekim dzieciom, co? A ich nie stać.
                                • bene_gesserit Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 15.02.10, 15:21
                                  brundlefly napisał:

                                  > Mnie się wydaje, że nie musimy siedzieć wcale w ich głowach.
                                  > Wystarczy dokładnie przyglądać się temu co robią i co mówią oraz
                                  > do jakich skutków prowadzi lub może prowadzić ich polityka,

                                  Jak juz pisalam - oczywiscie mamy prawo do takiej zabawy, ale
                                  poniewaz prowadzi ona do wnioskow obciazonych NASZYMI automatyzmami
                                  i utajonymi motywani, nie musza one (wnioski) być ani specjalnie
                                  mądre, ani - tym bardziej - prawdziwe.

                                  > Uważając, że takie dociekania nie mają sensu w istocie podważasz
                                  sens
                                  > takich nauk jak antropologia, socjologia, kulturoznawstwo.

                                  To nie jest prawda.
                                  Nauka bowiem dysponuje wieloma roznorodnymi narzędziami badawczymi,
                                  ktore moze nie niweluja ryzyka falszu wynikow, ale jednak
                                  obiektywizuja je w znacznym stopniu, nawet jesli mowimy o
                                  obserwacji czy obserwacji uczestniczącej np.

                                  > Przykład - naukowcy zastanawiali się dlaczego Żydzi i muzułmanie
                                  nie
                                  > jedzą wieprzowiny.

                                  Imho analogia jest nieuprawniona, bo porownujesz różowy do
                                  czarnego
                                  .

                                  > To nie dotyczyło tylko Ciebie, tylko ogólnej tendencji do
                                  piętnowania
                                  > wszelkich domysłów podważających wersję oficjalną "prawdy" jako
                                  teorię
                                  > spiskową.

                                  Alez paranoiczna mi sie wydaje, bo zakladasz istnienie tajnego
                                  spisku w scisle okreslonym celu, a nie dlatego, ze rozni sie od
                                  tego, co grupa deklaruje.

                                  > Żeby był sens przeprowadzenia takich badań najpierw trzeba
                                  sformułować
                                  > jakąś hipotezę.

                                  No, jakaś hipoteze to przecież masz :)

                                  > On niekoniecznie musi być utajony.

                                  Kiedy pisales wyzej, ze jest.

                                  Bo zauważ, że np. wprowadzeniu
                                  > całkowitego zakazu aborcji, jak chciałby antichoiceowski beton,
                                  > towarzyszyłyby pewne zmiany społeczne wywołane
                                  > przez ten zakaz - w mentalności, kształcie życia społecznego,
                                  > w demografii, kulturze, nawet w ekonomii.

                                  Ten zakaz poniekąd funkcjonuje - nawet w przypadkach, w ktorych
                                  usunięcie ciąży jest dozwolone prawem (ciąża bedąca wynikiem
                                  przestepstwa, plod nie mający szans na przezycie po urodzeniu itp),
                                  kobiety mają trudnosci (vide sprawa Agaty np, ale nie tylko).
                                  Mysle, ze jedynym efektem naglosnienia takich spraw przez media
                                  jest jeszcze dynamiczniejszy wzrost podziemia aborcyjnego (o ile je
                                  tylko stać, kobiety od razu rezygnuja z panstwowych uslug).

                                  Mysle, ze zmiany o ktorych piszesz, zaszlby raczej w przypadku
                                  karania kobiet, ktore usunely nielegalnie ciążę. Zmiany pewnie
                                  bylyby tak duze, ze w krotkim czasie doprowadzilyby do zmiany prawa
                                  na o wiele bardziej liberalne niz teraz.

                                  > Moja teza jest taka, że niektóre z tych
                                  > zmian towarzyszących są w istocie realnym celem środowisk
                                  antichoice,

                                  Imho to jest oczywiste - zadnej tajnosci tu nie ma, KK sie z tym
                                  zupelnie nie kryje, choc nie werbalizuje tego. Nie musi, bo to
                                  oczywiste - gdzies powyzej piszala o tym zreszta kocia noga. Wplyw
                                  KK się kurczy, z wielu stron, wiec organizacja walczy o przezycie
                                  uzywajac nacisku tam, gdzie moze. A na polityke i prawodawstwo
                                  akurat moze, bo swego czasu KK zalatwilo sobie nader korzystną
                                  umowę konkordatową. O tym, jak KK walczy o siebie kosztem kobiet,
                                  Graff napisala "Rykoszetem" pare lat temu.

                                  > Bez trudu można udowodnić, że np. wczesny płód, który nie ma
                                  wykształconej kory
                                  > mózgowej, nie myśli, nie czuje ergo nie może precyzować swojej
                                  woli.
                                  > W Twojej wersji to już jest tylko zabawa definicjami pojęć.

                                  Bo to jest zabawa definicjami pojęć, ktore to nie sa przeciez wolne
                                  od intencji/poziomu wiedzy i innych ograniczen tworcow.

                                  Np przyjmujac za dobrą monetę to, co napisales, nalezaloby zalozyc,
                                  ze osoba, ktora nie moze sprecyzowac swojej woli nie jest
                                  czlowiekiem. Kiedy pojechalam w Dolomity, wierzac, ze dogadam sie
                                  tam w swoim szkolnym niemieckim, za cholerę nie mogłam sprecyzować
                                  swojej woli w wielu trywialnych sytuacjach.

                                  > Ale wierzymy zazwyczaj w to, w co chcemy wierzyć. Dawniej wiara
                                  była
                                  > niepodważalną oczywistością, dziś wymaga woli wiary.

                                  E tam.
                                  Powiedzialabym - przeciwnie. W dzisiejszych czasach raczej trzeba
                                  się bronic przed tym, zeby nie wierzyć. Wiele rzeczy przyjmujemy
                                  automatycznie, z lenistwa poznawczego lub poznawczego zmęczenia,
                                  przebodzcowania lub - najczesciej - ze spolecznego konformizmu.
                                  Wiele ww czynnikow, ktore okresliles jako zbyt indywidualne i
                                  psychologiczne
                                  ma tu wielki wyplyw. Wybor odbywa sie poza
                                  swiadomoscia, więc jaki to wybór? Raczej plynięcie z prądem,
                                  poddawanie się impulsom i potrzebom. Chocbysmy pękli, nie mozemy
                                  kontrolowac realu i swojej w nim pozycji non stop. Wlasnie w
                                  dziejszych czasach jest to zupelnie niemozliwe, dopiero teraz.

                                  > Ależ nic podobnego. W jednym i drugim przypadku spór dotyczy
                                  definicji "człowie
                                  > ka"
                                  > i zależy od kryteriów uprawomacniających, jakie arbitralnie
                                  przyjmiemy.
                                  > Żeby udowodnić, że Żydzi to ludzie, musisz mieć sprecyzowaną
                                  definicję "człowie
                                  > ka".

                                  Zgadza sie, ale ja pisalam o tu-i-teraz. Generalnie mozemy sie
                                  bawic w cofanie do czasow Diogenesa, ale starożytni nie mieli np
                                  pojęcia o genetyce. Definicje musza sie opierac na tym, co w nauce
                                  aktualne.

                                  > Z typowo przyrodniczego punktu widzenia np. zygota to jak
                                  najbardziej człowiek,
                                  > tyle że we wczesnej fazie rozwoju - gdyż ma własny materiał
                                  genetyczny i aktywn
                                  > y
                                  > metabolizm, co sprawia, że jest odrębnym żywym egzemplarzem
                                  swojego gatunku.

                                  Noale zygota w komorze kriogenicznej dzialajacego metabolizmu nie
                                  ma. Itd

                                  > Ja naprawdę nie mam powodów do emocjonalnych uprzedzeń.

                                  Znowu - miedzy wierszami twoich postow da sie odczytac uprzedzenie
                                  do tamtych, imo. Nie mowiac juz o tym, ze malo jest ludzi, ktorzy
                                  zdaja sobie sprawe i tym bardziej kontrolują swoje automatyzmy.
                                  Dlatego procedury naukowe roznia sie od naiwnych - zeby
                                  przeklamania zminimalizowac.

                                  To, że kogoś nie
                                  > rozumiam czy nie
                                  > zgadzam się z nim lub mu nie dowierzam nie powoduje jeszcze
                                  uprzedzenia.
                                  > Pozostaję otwarty na argumenty z
                                  >
                                  > ich strony.

                                  Po pierwsze - u znakomitej wiekszosci ludzi, co juz zdaje sie
                                  ustalilismy, istnieje wieksza lub mniejsza roznica miedzy tym, co
                                  deklarowane i tym, co utajone. Deklarujesz otwartosc, rozumiem.
                                  Co i tak nie wskazuje, ze nie mozesz byc uprzedzony. To dziala jak
                                  paragraf 22, niestety.

                                  Moja wina, że są do dupy? Hipotetycznie - gdyby oni znaleźli
                                  > niezbite argumenty, które
                                  >
                                  > przekonałyby mnie, że aborcja jest ewidentnym złem, zabójstwem
                                  czującej,
                                  > wykazującej wolę życia istoty to
                                  >
                                  > stanąłbym po ich stronie. Ale oni każą mi się korzyć przed
                                  DOGMATEM! Więc gdzie
                                  > moje uprzedzenie.

                                  Problem w tym, ze ty zamiast kontrargumentow tez nic nie masz. To
                                  nie jest spor na argumenty, ale na postawy, emocje i wierzenia - po
                                  obu stronach. Nierozstrzygalny - mysle, ze postep w nauce tu akurat
                                  nic nie zmieni.

                                  > No dobrze, to może nie zaangażowaliby się czynnie, ale chociaż
                                  poparliby
                                  > ideę.

                                  Byc moze nie angazuja sie czynnie, byc moze ogladajac w tv material
                                  o wyrzuconym na smietnik dziecku bardzo sie wzruszają i adekwatnie
                                  komentują, i byc moze jest to najzupelniej szczere, mimo ze plytkie
                                  i nie nastepuje po tym zadne dzialanie.

                                  Chyba stać by Cię było na wyrażenie poparcia dla akcji pomocy
                                  > kalekim dzieciom, co? A ich nie stać.

                                  Ja tez moge powiedziec do telewizora, ze ojej, jakie biedne dzieci,
                                  to straszne miec tak spieprzone dziecinstwo i kiepskie perspektywy
                                  zycia doroslego, ale zazwyczaj po prostu pstrykam pilotem na inny
                                  kanał. Co nie oznacza, ze tym dzieciom nie wspolczuje i nie uwzaam,
                                  ze nalezy sie im pomoc. Tyle, ze to plytkie wspolczucie i wolę, aby
                                  pomocą zajal sie ktos inny.
                                  • easz Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 15.02.10, 19:12

                                    Się wtrącę.

                                    bene_gesserit napisała:

                                    > Alez paranoiczna mi sie wydaje, bo zakladasz istnienie tajnego
                                    > spisku w scisle okreslonym celu, a nie dlatego, ze rozni sie od
                                    > tego, co grupa deklaruje.

                                    Bo forumowicz niepotrzebnie wyskoczył z tym 'ukrytym'. Że ludzkie
                                    zachowania są celowe to chyba oczywiste? Jeden cel to strata. Tak
                                    zwanemu 'prolife' łatwo ich kilka z biegu przypisać, jak wszystkim,
                                    to prawda. I owszem, może to być stereotypowe, ale niestety w sporym
                                    procencie zawsze trafne -> jeśli dodać do tego katolicyzm, bo trzeba
                                    brać pod uwagę misję zbawiania i to, że wg ww tylko ta religia
                                    jest słuszna i prawdziwa - to jest fakt
                                    . Przy takim czymś, to
                                    forumowicz niekoniecznie bredzi. TO akurat nie ja sobie wymyślam,
                                    czy racjonalizuję, tylko sami ci ludzie tak siebie przedstawiają.
                                    Dwa w jednym, co najmniej. Ale bez ukrywania intencji, choć takie
                                    jak są, mogą być źle widziane i ci-oni to wiedzą. No i co z tego?
                                    Taki kanon.
                                    Czy tacy ludzie rzczywiście tacy są, to inna sprawa. I to chyba
                                    próbuje autor zgłębić. Ale to już rzeczywiście misja raczej
                                    niemożliwa.
                                    Czyli żaden 'ukryty', tyle.
                                    Jeśli o to chodziło.

                                    > Mysle, ze zmiany o ktorych piszesz, zaszlby raczej w przypadku
                                    > karania kobiet, ktore usunely nielegalnie ciążę. Zmiany pewnie
                                    > bylyby tak duze, ze w krotkim czasie doprowadzilyby do zmiany
                                    prawa
                                    > na o wiele bardziej liberalne niz teraz.

                                    To jest trochę dziwne właśnie - wychodziłoby paradoksalnie na to, że
                                    Kościół, czy ruch tzw. prolife dąży do liberalizacji prawa
                                    ostatecznie. Może nadal by nie chcieli karać kobiet, a przynajmniej
                                    nie więzieniem, nie wprost. Jakaś literka A wyhaftowana, żeby ew.
                                    można było w co celować splunięciami?

                                    > Imho to jest oczywiste - zadnej tajnosci tu nie ma, KK sie z tym
                                    > zupelnie nie kryje, choc nie werbalizuje tego. Nie musi, bo to
                                    > oczywiste - gdzies powyzej piszala o tym zreszta kocia noga. Wplyw
                                    > KK się kurczy, z wielu stron, wiec organizacja walczy o przezycie
                                    > uzywajac nacisku tam, gdzie moze. A na polityke i prawodawstwo
                                    > akurat moze, bo swego czasu KK zalatwilo sobie nader korzystną
                                    > umowę konkordatową. O tym, jak KK walczy o siebie kosztem kobiet,
                                    > Graff napisala "Rykoszetem" pare lat temu.

                                    Może forumowiczowi o to chodzi, tylko się sam przestraszył, że to
                                    tak leży na tacy, na widoku? ;)

                                    > > Ale wierzymy zazwyczaj w to, w co chcemy wierzyć. Dawniej wiara
                                    > była
                                    > > niepodważalną oczywistością, dziś wymaga woli wiary.
                                    >
                                    > E tam.
                                    > Powiedzialabym - przeciwnie. W dzisiejszych czasach raczej trzeba
                                    > się bronic przed tym, zeby nie wierzyć. Wiele rzeczy przyjmujemy
                                    > automatycznie, z lenistwa poznawczego lub poznawczego zmęczenia,
                                    > przebodzcowania lub - najczesciej - ze spolecznego konformizmu.
                                    > Wiele ww czynnikow, ktore okresliles jako zbyt indywidualne i
                                    > psychologiczne
                                    ma tu wielki wyplyw. Wybor odbywa sie poza
                                    > swiadomoscia, więc jaki to wybór? Raczej plynięcie z prądem,
                                    > poddawanie się impulsom i potrzebom. Chocbysmy pękli, nie mozemy
                                    > kontrolowac realu i swojej w nim pozycji non stop. Wlasnie w
                                    > dziejszych czasach jest to zupelnie niemozliwe, dopiero teraz.

                                    Tylko gorzej, jeśli akurat możemy a tego nie robimy, zlewamy i
                                    jednak świadomie lecimy z prądem. Tzn. gorzej - jak komu pewnie.

                                    > Po pierwsze - u znakomitej wiekszosci ludzi, co juz zdaje sie
                                    > ustalilismy, istnieje wieksza lub mniejsza roznica miedzy tym, co
                                    > deklarowane i tym, co utajone. Deklarujesz otwartosc, rozumiem.
                                    > Co i tak nie wskazuje, ze nie mozesz byc uprzedzony. To dziala jak
                                    > paragraf 22, niestety.

                                    No to chyba u wszystkich mniej lub bardziej, nie u większości?

                                    Ale tutaj - ten gość się nie zgadza z przeciwnym poglądem w sprawie
                                    aborcji - dlaczego ma to się wiązać zaraz z uprzedzeniem? Nie
                                    rozumiem tego?
                                    No i uprzedzenia uprzedzeniami, ale jeszcze ani razu nie spotkałam
                                    się z osobą, która by była przeciwko aborcji i nie emocjonowała się
                                    tym baaardzo oraz chcąc narzucić komuś swoje zdanie, poglądy -
                                    mówiąc delikatnie. Na forum jedynie Stephen nie szedł jak dla mnie w
                                    tym kierunku. Odmienne poglądy - b. różne zachowania. Dziwne.

                                    Może potem to i uprzedzenia, ale uprzedzenie rodzi się po jakimś
                                    zmasowaniu efektu chyba? A jak się TYLKO ma z jednym rodzajem czegoś
                                    do czynienia? To nie jest proste. Tak jak piszesz - powiedzieć to
                                    sobie można.

                                    > Problem w tym, ze ty zamiast kontrargumentow tez nic nie masz. To
                                    > nie jest spor na argumenty, ale na postawy, emocje i wierzenia -
                                    po
                                    > obu stronach. Nierozstrzygalny - mysle, ze postep w nauce tu
                                    akurat nic nie zmieni.

                                    Oj tam. A sztuczne macice, albo zanik macic naturalnych, albo w
                                    ogóle jakieś sf nieprzewidywalne teraz?

                                    Czytałam kiedyś fajne opowiadanie sf, o rasie, której embriony
                                    rozwijały się w korzeniach drzew, potem samice donaszały je jak
                                    kangurzyce, za płatem skóry na brzuchu, nie tak 'inwazyjnie' jak
                                    ludzie. I za każde donoszone robiły se tatuaż a im więcej tatuaży,
                                    tym lepsza pozycja w stadzie. Fajne to nawet było;)

                                    Ale serio, nauka imo też - np. czytam ci ja sobie w Wielkiej
                                    Księdze, czego nie wiedziałam - o dawnej wierze w mosznowe
                                    homunkulusy - a dziś plemniki po prostu.
                                    Emocje -> bardziej coś w rodzaju zmian obyczajowaych? Proporcje pro
                                    i anty są różne np. w różnych krajach, w różnych kulturach itd. To
                                    chyba więcej niż same emocje?
                                    • bene_gesserit Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 15.02.10, 23:45
                                      easz napisała:

                                      > Się wtrącę.

                                      No trudno.

                                      (he he he)

                                      > Bo forumowicz niepotrzebnie wyskoczył z tym 'ukrytym'. Że ludzkie
                                      > zachowania są celowe to chyba oczywiste?

                                      Są celowe i to jasne, ale niejasne są cele - nie tylko dla
                                      obserwatorów, ale i aktorów. Mnostwo rzeczy robimy nie wiedzac, po
                                      co je tak naprawdę robimy. Sami przed soba utrzymujemy, ze
                                      przyswieca nam jakis szlachetny i pozyteczny cel, tymczasem moze on
                                      byc niski i trywialny, bo zesmy sobie np zracjonalizowali motywy
                                      dzialan, ktore maja doprowadzic do bolesnej zemsty na tej flądrze
                                      sąsiadce.

                                      Jeden cel to strata. Tak
                                      > zwanemu 'prolife' łatwo ich kilka z biegu przypisać, jak
                                      wszystkim,
                                      > to prawda. I owszem, może to być stereotypowe, ale niestety w
                                      sporym
                                      > procencie zawsze trafne -> jeśli dodać do tego katolicyzm, bo
                                      trzeba
                                      > brać pod uwagę misję zbawiania i to, że wg ww tylko ta religia
                                      > jest słuszna i prawdziwa - to jest fakt
                                      .

                                      To jest logika, ale ja raczej nie o tym.

                                      > To jest trochę dziwne właśnie - wychodziłoby paradoksalnie na to,
                                      że
                                      > Kościół, czy ruch tzw. prolife dąży do liberalizacji prawa
                                      > ostatecznie. Może nadal by nie chcieli karać kobiet, a
                                      przynajmniej
                                      > nie więzieniem, nie wprost. Jakaś literka A wyhaftowana, żeby ew.
                                      > można było w co celować splunięciami?

                                      Nie, to sie po prostu nie zdarzy. Zaden polityk by sobie tego nie
                                      zrobił.

                                      > No to chyba u wszystkich mniej lub bardziej, nie u większości?

                                      Nie wiem, moze sa tacy, ktorzy jednak to umieja.

                                      > Ale tutaj - ten gość się nie zgadza z przeciwnym poglądem w
                                      sprawie
                                      > aborcji - dlaczego ma to się wiązać zaraz z uprzedzeniem? Nie
                                      > rozumiem tego?
                                      > No i uprzedzenia uprzedzeniami, ale jeszcze ani razu nie
                                      spotkałam
                                      > się z osobą, która by była przeciwko aborcji

                                      Taaa. A my jestesmy za aborcją, tak?

                                      i nie emocjonowała się
                                      > tym baaardzo oraz chcąc narzucić komuś swoje zdanie, poglądy -
                                      > mówiąc delikatnie.

                                      Jak przyjdzie co do czego, czyli do kolejnej rozmowy na temat, to
                                      obie strony się unoszą.

                                      > > obu stronach. Nierozstrzygalny - mysle, ze postep w nauce tu
                                      > akurat nic nie zmieni.
                                      >
                                      > Oj tam. A sztuczne macice, albo zanik macic naturalnych, albo w
                                      > ogóle jakieś sf nieprzewidywalne teraz?

                                      No tak, mozna brac perpektywę, ze zamienimy się w myslący gaz, ale
                                      jakos nie wzielam.


                                      > Emocje -> bardziej coś w rodzaju zmian obyczajowaych? Proporcje
                                      pro
                                      > i anty są różne np. w różnych krajach, w różnych kulturach itd.
                                      To
                                      > chyba więcej niż same emocje?

                                      Nie wiem, easz, wzielam i sie pogubilam.
                                      • easz Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 16.02.10, 00:13
                                        bene_gesserit napisała:

                                        > Są celowe i to jasne, ale niejasne są cele - nie tylko dla
                                        > obserwatorów, ale i aktorów. Mnostwo rzeczy robimy nie wiedzac, po
                                        > co je tak naprawdę robimy. Sami przed soba utrzymujemy, ze
                                        > przyswieca nam jakis szlachetny i pozyteczny cel, tymczasem moze on
                                        > byc niski i trywialny, bo zesmy sobie np zracjonalizowali motywy
                                        > dzialan, ktore maja doprowadzic do bolesnej zemsty na tej flądrze
                                        > sąsiadce.

                                        Ale nie może tak być do końca, no nie może, bo byśmy strasznie bezwolnymi
                                        osobnikami byli!

                                        > -> jeśli dodać do tego katolicyzm, bo
                                        > trzeba
                                        > > brać pod uwagę misję zbawiania i to, że wg ww tylko ta religia
                                        > > jest słuszna i prawdziwa - to jest fakt
                                        .
                                        >
                                        > To jest logika, ale ja raczej nie o tym.

                                        Hm, no to nie wiem, czy rozumiem. Ale to pasuje pod tego forumowicza
                                        podejście. A że wyskoczył z tym ukrytym itd, to nie pasuje. Bo może on tak
                                        myśli, wie to, tylko się zapętlił, a tu wszystko jest prostsze.

                                        > Nie, to sie po prostu nie zdarzy. Zaden polityk by sobie tego nie
                                        > zrobił.

                                        Tutaj, to ja się bardzo obawiam, że nie wiadomo jak by się to skończyło i
                                        myślę, że jeszcze nic nie wiadomo:( A jeśli nawet, to znaczy pat.
                                        Przygnębiające to jest.

                                        > > No to chyba u wszystkich mniej lub bardziej, nie u większości?
                                        >
                                        > Nie wiem, moze sa tacy, ktorzy jednak to umieja.

                                        No ale gdyby jakieś ogólne mechanizmy miały na kogoś nie działać, to by
                                        zachwiało ich ogólnością:)

                                        > > No i uprzedzenia uprzedzeniami, ale jeszcze ani razu nie
                                        > spotkałam
                                        > > się z osobą, która by była przeciwko aborcji
                                        >
                                        > Taaa. A my jestesmy za aborcją, tak?

                                        Przeciwko wyborowi, ha, no pięknie. Ale - nigdy nie spotkałam itd. Ok, to
                                        żaden argument szerzej, ale to jednak mnie dziwuje.

                                        > Jak przyjdzie co do czego, czyli do kolejnej rozmowy na temat, to
                                        > obie strony się unoszą.

                                        Może jakby chodziło o ustawę i naprawdę poważne zmiany. Ale np. na forach,
                                        to mi się już np. chyba nie chce. I nie widzę sensu. Inni nie wiem. Ale
                                        rys opcji j.w. widzę.

                                        > No tak, mozna brac perpektywę, ze zamienimy się w myslący gaz, ale
                                        > jakos nie wzielam.

                                        Nie nie nie. Sf-serio, taki nowy gatunek;)
                                        Propos nie prospos - fajny artykuł o hibernacji, m.in. o orzesznicach piszą:)
                                        - takie sf właściwie.

                                        > > Emocje -> bardziej coś w rodzaju zmian obyczajowaych? Proporcje
                                        > pro i anty są różne np. w różnych krajach, w różnych kulturach itd.
                                        > To chyba więcej niż same emocje?
                                        >
                                        > Nie wiem, easz, wzielam i sie pogubilam.

                                        O? O-k, niech będzie.
                                        W takim razie - a co to za wiosna w sygnaturkach? Np. to tu - ?
                                        • bene_gesserit Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 16.02.10, 15:25
                                          easz napisała:

                                          > Ale nie może tak być do końca, no nie może, bo byśmy strasznie
                                          bezwolnymi
                                          > osobnikami byli!

                                          Iluzja wolnej woli to opium dla ludu.

                                          > Tutaj, to ja się bardzo obawiam, że nie wiadomo jak by się to
                                          skończyło i
                                          > myślę, że jeszcze nic nie wiadomo:( A jeśli nawet, to znaczy pat.
                                          > Przygnębiające to jest.

                                          Ejno, mamy taki dostep do informacji i wyborow, ze to po prostu nie
                                          jest mozliwe. Jak skonczyl Giertych po tym, jak sie dorwal do
                                          wladzy i narozrabial? Na marginesie, jako obiekt kpin i zartow.

                                          > Propos nie prospos -
                                          fajny artykuł o hibernacji, m.in. o orzesznicach
                                          piszą:)
                                          >
                                          - takie sf właściwie.

                                          Bym poczytala, ale nie dziala.

                                          > O? O-k, niech będzie.
                                          > W takim razie - a co to za wiosna w sygnaturkach? Np. to tu - ?

                                          Wiosna, taki stan natury, w ktorym nie ma sniegu, pojawiaja się
                                          pączki na drzewach, trawa kielkuje, a gołębie się pukają na
                                          chodnikach :)
                                          • easz Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 16.02.10, 23:23

                                            bene_gesserit napisała:

                                            > easz napisała:
                                            >
                                            > > Ale nie może tak być do końca, no nie może, bo byśmy strasznie
                                            > bezwolnymi osobnikami byli!
                                            >
                                            > Iluzja wolnej woli to opium dla ludu.

                                            W każdym razie ja się nie zgadzam z tym. I gdyby było tylko tak
                                            jak mówisz, to właśnie wtedy nie byłoby tak ciężko i tylu
                                            problemów na co dzień i od święta a są, więc.

                                            > > Tutaj, to ja się bardzo obawiam, że nie wiadomo jak by się to
                                            > skończyło i myślę, że jeszcze nic nie wiadomo:( A jeśli nawet, to
                                            znaczy pat. Przygnębiające to jest.
                                            >
                                            > Ejno, mamy taki dostep do informacji i wyborow, ze to po prostu
                                            nie jest mozliwe. Jak skonczyl Giertych po tym, jak sie dorwal do
                                            > wladzy i narozrabial? Na marginesie, jako obiekt kpin i zartow.

                                            A Iran? Sama powiedziałaś.
                                            Cały czas zresztą mam w pamięci Podręczną Atwood.

                                            (o hibernacji, no, może nie aż tak ciekawe? nie wiem)
                                            > Bym poczytala, ale nie dziala.

                                            www.polityka.pl/nauka/1502341,1,sen-%3E%20ohibernacji.read

                                            > > O? O-k, niech będzie.
                                            > > W takim razie - a co to za wiosna w sygnaturkach? Np. to tu - ?
                                            >
                                            > Wiosna, taki stan natury, w ktorym nie ma sniegu, pojawiaja się
                                            > pączki na drzewach, trawa kielkuje, a gołębie się pukają na
                                            > chodnikach :)

                                            Ale ten tekst o ogrodach, to co to jest, jeśli można?
                                            • bene_gesserit Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 17.02.10, 14:48
                                              easz napisała:


                                              > A Iran? Sama powiedziałaś.
                                              > Cały czas zresztą mam w pamięci Podręczną Atwood.

                                              Podręczna to fikcja, a Iran nie lezy w EU.

                                              > (o hibernacji, no, może nie aż tak ciekawe? nie wiem)
                                              > > Bym poczytala, ale nie dziala.
                                              >
                                              > www.polityka.pl/nauka/1502341,1,sen-%3E%20ohibernacji.read

                                              Fajne :)

                                              > > > O? O-k, niech będzie.
                                              > > > W takim razie - a co to za wiosna w sygnaturkach? Np. to tu -

                                              > Ale ten tekst o ogrodach, to co to jest, jeśli można?

                                              Zmiotki z netu.
                                              Gdybym sama pisala wiersze, bylyby o niebo lepsze :)))
                                              • easz Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 17.02.10, 16:18
                                                bene_gesserit napisała:

                                                > easz napisała:
                                                >
                                                >
                                                > > A Iran? Sama powiedziałaś.
                                                > > Cały czas zresztą mam w pamięci Podręczną Atwood.
                                                >
                                                > Podręczna to fikcja, a Iran nie lezy w EU.

                                                Taa, wiem. Co nie zmienia faktu-ów. W ustawę antyaborcyjną niektóre
                                                laski do dziś nie mogą uwierzyć, że ją uchwalono, że przeszła po 89,
                                                że trwa i ma się superdobrze a nawet coraz lepi, że zbiera żniwo jak
                                                nigdy? itd. itd.
                                                Naoczny, namacalny wróg, a na forum jakiś corgan, tad - są
                                                chyba widać niezbędni dla zachowania równowagi (sarkazm, albo jak
                                                zwał, do wyboru).

                                                > > (o hibernacji, no, może nie aż tak ciekawe? nie wiem)
                                                > > > Bym poczytala, ale nie dziala.
                                                > >
                                                > > www.polityka.pl/nauka/1502341,1,sen-%3E%20ohibernacji.read
                                                >
                                                > Fajne :)

                                                Tak, odprężające i takie inne:)

                                                > > Ale ten tekst o ogrodach, to co to jest, jeśli można?
                                                >
                                                > Zmiotki z netu.
                                                > Gdybym sama pisala wiersze, bylyby o niebo lepsze :)))

                                                Dlaczego, fajne to jest, takie prościutkie, lubię. I coś mi
                                                przypomina, ale widocznie to tylko wrażenie.

                                                Szkoda, że nie odpowiadasz też na inne rzeczy. Rozumiem, że nie
                                                chcesz dostać po głowie a może nawet dawać? ale szkoda;)' Tchórza,
                                                tchórzyca, o-rzesz-nica! Chyba że to nie powód? Haha.
                                                • bene_gesserit Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 17.02.10, 19:38
                                                  Nie nie chce, ja sie czesto gubie w dluszych watkach po prostu.
                                  • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 16.02.10, 00:59
                                    bene_gesserit napisała:

                                    > Jak juz pisalam - oczywiscie mamy prawo do takiej zabawy, ale
                                    > poniewaz prowadzi ona do wnioskow obciazonych NASZYMI automatyzmami
                                    > i utajonymi motywani, nie musza one (wnioski) być ani specjalnie
                                    > mądre, ani - tym bardziej - prawdziwe.

                                    Tak, zgadzam się, ok, niech Ci będzie:) Moje wnioski będą w jakimś sensie
                                    światopoglądowe. Będzie to próba umiejscowienia fenomenu katolicyzmu i jego
                                    akcji społecznych w ramach umysłu skażonego sceptycyzmem, materializmem,
                                    strukturalizmem, niedogmatycznym marksizmem etc.
                                    Ale czy nie uważasz, że mniemanie, iż mogą istnieć wnioski nie skażone
                                    światopoglądem jest co najmniej skażone światopoglądem?

                                    > To nie jest prawda.
                                    > Nauka bowiem dysponuje wieloma roznorodnymi narzędziami badawczymi,
                                    > ktore moze nie niweluja ryzyka falszu wynikow, ale jednak
                                    > obiektywizuja je w znacznym stopniu, nawet jesli mowimy o
                                    > obserwacji czy obserwacji uczestniczącej np.

                                    Nie ma takiej metodologii, która zdolna by była wykluczyć intencjonalność
                                    badacza. Vide - debata na temat globalnego ocieplenia. Po obu stronach tego
                                    sporu stoją tuzy profesorskie, które czynią zamęt w głowach ludzi niezdolnych do
                                    przyswojenia wiedzy potrzebnej do weryfikacji prawdziwości ich słów. Już pomijam
                                    naukę na usługach reżimów totalitarnych. Wiara w obiektywizm nauki sprawia, że
                                    argument o "naukowości" jakiegoś sądu niweluje u większości ludzi wszelki własny
                                    krytycyzm.
                                    Dlatego ja nie pragnę konstruować obiektywnego modelu. Tylko mój własny model,
                                    na mój władny użytek i ewentualnie porównać go z waszymi modelami - na zasadzie
                                    wymiany opinii.

                                    > Imho analogia jest nieuprawniona, bo porownujesz różowy do
                                    > czarnego
                                    .

                                    Ale tylko po to, żeby pokazać mechanizm. Inny przykład - czynności rytualne w
                                    społecznościach prymitywnych wg intencji ich członków są wykonywane w celu
                                    przebłagania bóstw. W oczach antropologa ich znaczenie ich realny cel jest inny
                                    - budowanie i konserwowanie więzi społecznej i kulturowej. Hipotezy
                                    antropologiczne nie muszą być prawdą obiektywną, wymierną, weryfikowalną. Są
                                    skażone i subiektywizmem badacza, i optyką jego kręgu kulturowego. To nie
                                    znaczy, że są do niczego nie przydatne - tylko trzeba do nich również podchodzić
                                    z krytycznym zmysłem.
                                    • bene_gesserit Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 16.02.10, 03:22
                                      brundlefly napisał:

                                      > Ale czy nie uważasz, że mniemanie, iż mogą istnieć wnioski nie
                                      skażone
                                      > światopoglądem jest co najmniej skażone światopoglądem?

                                      Oczywiscie - moja obsesja naprzeciwko twojej paranoi :))

                                      > Nie ma takiej metodologii, która zdolna by była wykluczyć
                                      intencjonalność
                                      > badacza.

                                      ...jest - np podwojnie slepa próba. Oczywiscie nawet w tej metodzie
                                      sama swiadomosc badanego, ze jest badany, takze moze miec kapitalny
                                      wplyw na wyniki itd itd Dlatego pisalam o 'obiektywizowaniu' nie
                                      obiektywizmie metod naukowych i o minimalizowaniu ryzyka, a nie
                                      jego omijaniu.
                                      Zreszta - gorzej jest z interpretacją wyników, glownie tu niektorzy
                                      mkną w dowolnym kierunku.

                                      > Ale tylko po to, żeby pokazać mechanizm. Inny przykład -
                                      czynności rytualne w
                                      > społecznościach prymitywnych wg intencji ich członków są
                                      wykonywane w celu
                                      > przebłagania bóstw. W oczach antropologa ich znaczenie ich realny
                                      cel jest inny
                                      > - budowanie i konserwowanie więzi społecznej i kulturowej.

                                      A-a.
                                      To jak z interpretacją snu: mozna go rozumiec na wielu poziomach
                                      (osobistym, archetypowym, kulturowym, mistycznym etc) i na kazdym z
                                      tych poziomow moze byc prawda. Hipoteza antropologa z twojego
                                      przykladu nie wyklucza sensownosci i prawdziwosci celu tubylców.

                                      Hipotezy
                                      > antropologiczne nie muszą być prawdą obiektywną, wymierną,
                                      weryfikowalną. Są
                                      > skażone i subiektywizmem badacza, i optyką jego kręgu
                                      kulturowego.

                                      Alez hipotezy maja do tego prawo, bo maja byc poddane weryfikacji.

                                      > Owszem, ale ciekawiły mnie wasze :)

                                      E, nic nowego - KK jako glowny przeciwnik zmian o ktore walczymy,
                                      wliczajac w to prawo do wyboru. Fakt, ze istnieja politycy, ktorzy
                                      to wykorzystują, czy publicysci, ktorzy chca na tym zbic
                                      popularnosc jest wtórny.

                                      > Utajony w sensie nieuświadomiony, a nie zakonspirowany - to
                                      różnica.

                                      To ciekawe - probuje sobie wyobrazic taka wielka grupe jak
                                      przeciwnicy prawa do wyboru. Przeciez nawet gdyby istotnie kierowal
                                      nimi ten sam nieuswiadomiony motyw, to ocierajac sie o siebie
                                      spolecznie, przez obserwacje i wspoldzialanie chyba by w koncu
                                      pojeli to, czego sobie nie uswiadamiali?

                                      > Możliwe, ale spróbuj wyobrazić sobie abstrakcyjnie te zmiany przy
                                      > założeniu bezwolności mas, albo w sytuacji, gdy Kościołowi
                                      udałoby się
                                      > rozbudzić w społeczeństwie szerokie poparcie dla takiego karania.

                                      Nie sprobuje, bo to czysto akademickie rozwazania. To po prostu nie
                                      jest mozliwe, nie teraz. Cos by sie musialo zdarzyc strasznego -
                                      bankructwo kraju w stylu argentynskim, atak Mechagodzilli, jakas
                                      spektakularna, ogolnokrajowa katastrofa o dlugotrwalych skutkach.
                                      Tak z marszu, teraz, to jest po prostu niemozliwe.

                                      > Musiałby się znacząco zmienić model kultury - obyczaje, język,
                                      kształt
                                      > społeczny etc. Znaleźlibyśmy się bliżej państwa bożego.

                                      Blizej Iranu, rzeklabym. Ktos tu ostanio linkowal artykul z
                                      polskiego wydania gazetki pijarów - o skromnym ubraniu dla kobiet i
                                      mezczyzn, ze szczegolowymi wskazowkami dotyczącymi np dekoltu w
                                      damskich bluzkach, ktory nie powinien byc glebszy niz grubosc dwoch
                                      palców. Przeczytalam i myslalam, ze to jakas ciekawostka z XIXw,
                                      ale nie - to bylo napisane w 2005. Bylo jeszcze o tancu, ze nie
                                      powinno się, bo w tancu chodzi wylacznie o meskie podniecenie i o
                                      tym, zeby na plazę zakladac cos w rodzaju pizam z grubego materialu.

                                      > Jeśli tego nie werbalizuje, to znaczy, że to ukrywa.

                                      Nie. Ja nie werbalizuję, ze niebo jest niebieskie, co nie oznacza,
                                      ze chce to ukryć.

                                      > Banalizujesz. Oczywiście, że można formułować swoją wolę bez
                                      pośrednictwa
                                      > języka werbalnego. Robisz to niemal każdym gestem swojego ciała.

                                      Sprobuj niewerbalnie sformułować, dajmy na to 'nie lubię jajecznicy
                                      z glutami z niescietego białka' albo 'przyjdę we wtorek'.

                                      > Czy niemożność myślenia bez kory mózgowej i czucia bez
                                      wykształconych
                                      > nerwów mam również udowadniać?

                                      To zdolnosc myslenia definiuje czlowieka?

                                      > To prawda, ale nie do końca. Pisząc, że wierzymy w to, w co
                                      chcemy wierzyć
                                      > miałem na myśli to, że kombinacja doświadczeń życiowych jednostki
                                      > (indywidualnych i wspólnotowych) wykształca w niej pewne
                                      potrzeby - niektóre
                                      > wspólne z wieloma innymi jednostkami, niektóre indywidualne.
                                      > Pragnienie zaspokojenia tych potrzeb jest motorem podejmowanych
                                      przez jednostkę
                                      > życiowych wyborów i ukierunkowuje akty jej woli i wiary.


                                      NO tak, ale to sie moze caly czas odbywac w kregu tej samej
                                      religii. Hipotetyczni dwaj katolicy: jeden wierzy w Boga ze ST,
                                      krwawego i kapryśnego mściciela, bezwzględnego i wymagającego
                                      patriarchę. Drugi - w Jezusa w stylu flower-power, ktory wszystko
                                      wybacza i w ogole jest wykulowany.
                                      Wierza w to, czego potrzebuja, w zupelnie innego boga, ale nadal -
                                      obydwoje - sa katolikami, bo szukanie nowej wiary, a tym bardziej
                                      przyjmowanie jej wiaze sie z wysilkiem i wieloma problemami.

                                      > A masz sprecyzowaną definicję "człowieka" tu-i-teraz?

                                      Nie mam, na definicje jestem za glupia, tym bardziej naukowe.
                                      Ewentulanie 'czlowiekiem jest ten, kogo za czlowieka uznaję'. He he.


                                      > Rozciągasz pojęcie "uprzedzenia" ad absurdum. W takiej sytuacji
                                      > nie ma ludzi nieuprzedzonych.

                                      Bingo. Bo, pomijajac ewentualnych i hipotetycznych Oswieconych, nie
                                      ma.

                                      Skąd wiesz, może nauka poprzez swoją
                                      > mityczną obiektywność jest de facto tylko skutecznym narzędziem
                                      > tych przekłamań uprawomacniania.

                                      No pewnie, ze jest. Jak kazdy model ogranicza i zamyka.
                                      Co nie zmienia faktu, ze i model naukowy jest najobiektywniejszy z
                                      nam dostepnych.

                                      > Kiedyś kiedyś byłem autentycznie uprzedzony wobec feministek. A
                                      potem takiej
                                      > jednej, z którą byłem bliżej, udało się mnie przekonać, że ten
                                      ruch
                                      > ma swoje racje, swoje zasługi, mimo iż jest wewnętrznie
                                      zróżnicowany i ma też
                                      > swoje przegięcia. Udało się, bo w pewnym momencie pojawiła się u
                                      mnie ciekawość
                                      > i chęć zrozumienia tego zjawiska zamiast zamykania się w okopach
                                      św. Trójcy
                                      > moich niechęci, lęków, idiosynkrazji i stereotypów. Podobną
                                      otwartość zacząłem
                                      > się starać w sobie pielęgnować wobec wszystkich innych ruchów
                                      społecznych.
                                      > Ale - to nie znaczy, że muszę się z nimi zgadzać. Wystarczy, że
                                      uważnie słucham
                                      > ich argumentów i staram się wychwycić ich intencję, nie
                                      wyłączając jednak
                                      > aparatu krytycznego.
                                      > Tym się imo różni brak uprzedzenia od braku poparcia.

                                      Ja nie mowie, ze uprzedzenia nie mozna sie pozbyc. Mozna, nawet imo
                                      latwiej, niz stereotypu. Co nie zmienia faktu, ze i tak je mamy.
                                      Byc moze dzieki tej milej osobie jestes teraz pozytywnie uprzedzony
                                      do feminizmu itd.
                                      Zartuje, oczywiscie tego rodzaju postawa - otwartosci i czujnosci -
                                      jest imo najlepsza, bo zmniejsza ilosc filtrow poznawczych, tzn
                                      tych deformujacych real.

                                      > Bardzo pesymistyczne stanowisko. Mnie się wydaje, że istotnie,
                                      jeśli jest
                                      > to spór nie na argumenty, a na wierzenia - czyli nie w obrębie
                                      jednego systemu
                                      > a dwóch różnych - to jednak można poprzez pewną argumentację
                                      można przeciągnąć
                                      > pewną ilość ludzi z jednego systemu do drugiego. Choćby starając
                                      się uwypuklić
                                      > większą atrakcyjność jednego względem drugiego. Jest to zadanie
                                      trudniejsze, al
                                      > e
                                      > nie niemożliwe.


                                      No tak, jesli ktos nie jest weteranem takich sporow, to mozliwe.
                                      Po latach uczestniczenia i obserwacji wielu dyskusji na temat,
                                      moglabym spisac zbior dyzurnych argumentów i kontrargumentow dla
                                      kazdej ze stron, ale nie napisze, bo to nudne.
                                      Raczej to przekonywanie musialoby sie oprzec na jakiejs
                                      manipulacji, dotarciu do emocji.

                                      > Wiesz dobrze o co mi chodzi, tylko udajesz.
                                      > Są przeciwko aborcji, będąc jednocześnie przeciw
                                      > antykoncepcji.

                                      Przeciw nienaturalnej antykoncepcji, za naturalną, wiec pudlo.
                                      Co niektorzy f
                                      • easz Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 16.02.10, 09:03
                                        bene_gesserit napisała:

                                        > To ciekawe - probuje sobie wyobrazic taka wielka grupe jak
                                        > przeciwnicy prawa do wyboru. Przeciez nawet gdyby istotnie kierowal
                                        > nimi ten sam nieuswiadomiony motyw, to ocierajac sie o siebie
                                        > spolecznie, przez obserwacje i wspoldzialanie chyba by w koncu
                                        > pojeli to, czego sobie nie uswiadamiali?

                                        Rzeczywiście ciekawe, nawet jak nie ten sam jeden motyw i w ogóle. Bardzo ciekawe i b. rozczarowujące, bo jednak niezrozumiałe na większą skalę.

                                        > Ja nie mowie, ze uprzedzenia nie mozna sie pozbyc. Mozna, nawet imo
                                        > latwiej, niz stereotypu. Co nie zmienia faktu, ze i tak je mamy.
                                        > Byc moze dzieki tej milej osobie jestes teraz pozytywnie uprzedzony
                                        > do feminizmu itd.
                                        > Zartuje, oczywiscie tego rodzaju postawa - otwartosci i czujnosci -
                                        > jest imo najlepsza, bo zmniejsza ilosc filtrow poznawczych, tzn
                                        > tych deformujacych real.

                                        No coś takiego! - pomyślała easz nie bez zacukania, ale i z wrednym przekąsem.

                                        > > Wiesz dobrze o co mi chodzi, tylko udajesz.
                                        > > Są przeciwko aborcji, będąc jednocześnie przeciw
                                        > > antykoncepcji.
                                        >
                                        > Przeciw nienaturalnej antykoncepcji, za naturalną, wiec pudlo(...)

                                        A to nie tak, zupełnie, to tylko umowne określenia, jak te prolife itd. - idea antykoncepcji jest sprzeczna z katolicyzmem i nie ma w ogóle czegoś takiego przezeń przewidzianego. Nie przede wszystkim każdy akt jest obliczony na zapłodnienie, ale każdy jest, nie ma innej opcji.
                                      • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 16.02.10, 14:02
                                        bene_gesserit napisała:

                                        Dlatego pisalam o 'obiektywizowaniu' nie
                                        > obiektywizmie metod naukowych i o minimalizowaniu ryzyka, a nie
                                        > jego omijaniu.
                                        > Zreszta - gorzej jest z interpretacją wyników, glownie tu niektorzy
                                        > mkną w dowolnym kierunku.

                                        Ale jak pisałem - mnie nie chodzi o jakąś prawdę naukową tylko hipotezę. Takie
                                        tam dociekania w rodzaju cui bono.

                                        > A-a.
                                        > To jak z interpretacją snu: mozna go rozumiec na wielu poziomach
                                        > (osobistym, archetypowym, kulturowym, mistycznym etc) i na kazdym z
                                        > tych poziomow moze byc prawda. Hipoteza antropologa z twojego
                                        > przykladu nie wyklucza sensownosci i prawdziwosci celu tubylców.

                                        W zasadzie to w ogóle zanegować "prawdę" i stać na stanowisku, że istnieją tylko
                                        interpretacje, a to co określamy jako "prawda" to tylko interpretacja
                                        najbardziej oparta na intersubiektywnej zgodzie co do kryteriów jej
                                        uprawomocnienia. Ta z kolei intersubiektywna zgoda zależy od kręgu i modelu
                                        kulturowego.

                                        > E, nic nowego - KK jako glowny przeciwnik zmian o ktore walczymy,
                                        > wliczajac w to prawo do wyboru. Fakt, ze istnieja politycy, ktorzy
                                        > to wykorzystują, czy publicysci, ktorzy chca na tym zbic
                                        > popularnosc jest wtórny.

                                        Protestanci w tej kwestii nie są lepsi. A ateiści zdeklarowani przeciwko
                                        aborcji? KK mam wrażenie to nie jedyny spiritus movens, choć największy.

                                        > > Utajony w sensie nieuświadomiony, a nie zakonspirowany - to
                                        > różnica.
                                        >
                                        > To ciekawe - probuje sobie wyobrazic taka wielka grupe jak
                                        > przeciwnicy prawa do wyboru. Przeciez nawet gdyby istotnie kierowal
                                        > nimi ten sam nieuswiadomiony motyw, to ocierajac sie o siebie
                                        > spolecznie, przez obserwacje i wspoldzialanie chyba by w koncu
                                        > pojeli to, czego sobie nie uswiadamiali?

                                        Nie, chyba żartujesz. Naziści im bardziej się o siebie ocierali tym bardziej
                                        utwierdzali się nawzajem w przekonaniu o żydowskiej immanentnej, biologicznej
                                        wrogości wobec Niemców i ich podrzędności. Im więcej osób tym farmazon bardziej
                                        usankcjonowany - ilością. Jak Gombrowicz pisał - grzech jest odwrotnie
                                        proporcjonalny do ilości osób, która mu się oddaje, zabijasz, bo inni zabijają -
                                        po prostu przyswajasz model postępowania i myślenia grupy na zasadzie mimikry.

                                        > Nie sprobuje, bo to czysto akademickie rozwazania. To po prostu nie
                                        > jest mozliwe, nie teraz. Cos by sie musialo zdarzyc strasznego -
                                        > bankructwo kraju w stylu argentynskim, atak Mechagodzilli, jakas
                                        > spektakularna, ogolnokrajowa katastrofa o dlugotrwalych skutkach.
                                        > Tak z marszu, teraz, to jest po prostu niemozliwe.

                                        No tak, ale teoretycznie katastrofa możliwa jest zawsze - w postaci np.
                                        pandemii, wojny etc. Nagły wzrost ogólnego poczucia zagrożenia, potrzeba
                                        mobilizacji, wzrost wrogości wobec przejawów indywidualizmu i niesubordynacji. I
                                        już masz znowu "Tylko pod tym znakiem..."

                                        > Blizej Iranu, rzeklabym.

                                        No właśnie o tym piszę, o państwie bożym.

                                        Ktos tu ostanio linkowal artykul z
                                        > polskiego wydania gazetki pijarów - o skromnym ubraniu dla kobiet i
                                        > mezczyzn, ze szczegolowymi wskazowkami dotyczącymi np dekoltu w
                                        > damskich bluzkach, ktory nie powinien byc glebszy niz grubosc dwoch
                                        > palców. Przeczytalam i myslalam, ze to jakas ciekawostka z XIXw,
                                        > ale nie - to bylo napisane w 2005. Bylo jeszcze o tancu, ze nie
                                        > powinno się, bo w tancu chodzi wylacznie o meskie podniecenie i o
                                        > tym, zeby na plazę zakladac cos w rodzaju pizam z grubego materialu.

                                        :)


                                        > > Jeśli tego nie werbalizuje, to znaczy, że to ukrywa.
                                        >
                                        > Nie. Ja nie werbalizuję, ze niebo jest niebieskie, co nie oznacza,
                                        > ze chce to ukryć.

                                        Informacja o kolorze nieba nie stanowi przedmiotu sporu ani takowemu sporowi nie
                                        towarzyszy. Ale w sytuacji jakiegoś sporu - np. sądowego - nie werbalizowanie
                                        jest uznawane za mówienie "nie całej prawdy", a to jest już łamaniem przysięgi
                                        sądowej.

                                        > Sprobuj niewerbalnie sformułować, dajmy na to 'nie lubię jajecznicy
                                        > z glutami z niescietego białka' albo 'przyjdę we wtorek'.

                                        Tego nie zakomunikuję, co nie znaczy, że nie będę mógł zakomunikować wolę nie
                                        bycia zabitym.

                                        > > Czy niemożność myślenia bez kory mózgowej i czucia bez
                                        > wykształconych
                                        > > nerwów mam również udowadniać?
                                        >
                                        > To zdolnosc myslenia definiuje czlowieka?

                                        Też. W pewnym stopniu.

                                        > NO tak, ale to sie moze caly czas odbywac w kregu tej samej
                                        > religii. Hipotetyczni dwaj katolicy: jeden wierzy w Boga ze ST,
                                        > krwawego i kapryśnego mściciela, bezwzględnego i wymagającego
                                        > patriarchę. Drugi - w Jezusa w stylu flower-power, ktory wszystko
                                        > wybacza i w ogole jest wykulowany.
                                        > Wierza w to, czego potrzebuja, w zupelnie innego boga, ale nadal -
                                        > obydwoje - sa katolikami, bo szukanie nowej wiary, a tym bardziej
                                        > przyjmowanie jej wiaze sie z wysilkiem i wieloma problemami.

                                        Ale jeśli dobitnie wskażesz atrakcyjność stylu życia niekatolickiego, to nagle
                                        się okaże, że ten katolicyzm uwiera jak gorset. Nie oczekuję, że ludzie będą
                                        precyzyjnie definiować swoją postawę i zrobią nagle zwrot w stronę świadomego
                                        ateizmu czy agnostycyzmu. Ale wiem, że jak im się trochę polepszy status
                                        materialny i zwiększy apetyt na życie w różnych jego zakazanych przez KK
                                        przejawach, to nagle zaczynają mówić, że np. są wierzący, oczywiście, ale wierzą
                                        coraz mniej w Boga katolickiego, a coraz bardziej w "jakąś siłę ponad nami",
                                        która staje się coraz bardziej niewyraźna i nieokreślona, ergo jej wymagania
                                        coraz mniej są wyraziste:] To wystarczy, żeby stosunek do seksu, antykoncepcji i
                                        aborcji zaczynał ewoluować. Ludzie są zdolni do przeróżnych wygibasów aby z
                                        jednej strony poluzować sobie smyczy, a z drugiej zachować iluzję poczucia
                                        bezpieczeństwa. Np. moja mama oczywiście jest "wierząca", ale jak mawia: "Pan
                                        Bóg to jak patrzy na tych księży to chyba go skręca ze śmiechu". Większość ludzi
                                        nie jest ze stali tylko z plasteliny, którą urabiają warunki życia.
                                        Dlatego masz rację - spór z dogmatykami nie może być sporem na argumenty. Musi
                                        być sporem na atrakcyjność stylów życia, emocje, osobowości - a więc być w
                                        pewnym sensie wzajemnym kuszeniem i manipulacją.
                                        • bene_gesserit Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 16.02.10, 15:31
                                          brundlefly napisał:

                                          > W zasadzie to w ogóle zanegować "prawdę" i stać na stanowisku, że
                                          istnieją tylk
                                          > o
                                          > interpretacje, a to co określamy jako "prawda" to tylko
                                          interpretacja
                                          > najbardziej oparta na intersubiektywnej zgodzie co do kryteriów
                                          jej
                                          > uprawomocnienia. Ta z kolei intersubiektywna zgoda zależy od
                                          kręgu i modelu
                                          > kulturowego.

                                          W zasadzie tak, ale to by bylo glupie, myślę.
                                          Fakt, ze nie mozemy prawdy zlapac za ogon, ze nie mozemy byc pewni,
                                          ze jestesmy w posiadaniu ultraobiektywnego, superprawdziwego
                                          twierdzenia nt czegostam, nie oznacza, ze ono nie istnieje.

                                          > Protestanci w tej kwestii nie są lepsi. A ateiści zdeklarowani
                                          przeciwko
                                          > aborcji? KK mam wrażenie to nie jedyny spiritus movens, choć
                                          największy.

                                          Tak, ale KK jako jedyny ma realny wplyw na politykę, co pokazal,
                                          przyczyniajac sie do wprowadzenia zakazu aborcji w Polsce.

                                          > Nie, chyba żartujesz. Naziści im bardziej się o siebie ocierali
                                          tym bardziej
                                          > utwierdzali się nawzajem w przekonaniu o żydowskiej immanentnej,
                                          biologicznej
                                          > wrogości wobec Niemców i ich podrzędności.

                                          Ale to nie byl ich ukryty motyw, tylko calkowicie jasny, wiec to
                                          zupelnie inna sytuacja.
                                          > No tak, ale teoretycznie katastrofa możliwa jest zawsze - w
                                          postaci np.
                                          > pandemii, wojny etc. Nagły wzrost ogólnego poczucia zagrożenia,
                                          potrzeba
                                          > mobilizacji, wzrost wrogości wobec przejawów indywidualizmu i
                                          niesubordynacji.
                                          > I
                                          > już masz znowu "Tylko pod tym znakiem..."

                                          To mozliwe, ale mozliwe tez, ze pojawilyby sie nowe sekty i kulty,
                                          o wiele bardziej totalne, niz katolicyzm, z krwawymi ofiarami,
                                          orgiami i innimi atrakcjami w prymitywnym stylu. Mozliwe, ze to by
                                          wyewoluowalo z samego xianstwa, ale katolicyzm w takiej postaci, w
                                          jakiej go znamy, raczej by sie nie sprawdzil w sytuacji post-
                                          apokaliptycznej.

                                          > No właśnie o tym piszę, o państwie bożym.

                                          Mozliwe, ze oni mieliby takie ambicje, ale - no wlasnie - musialoby
                                          cos pie...ąć, zeby byly na to szanse. Np internet by zniknal, raz
                                          i na zawsze - wtedy mieliby jakas szansę.

                                          > Informacja o kolorze nieba nie stanowi przedmiotu sporu ani
                                          takowemu sporowi ni
                                          > e
                                          > towarzyszy. Ale w sytuacji jakiegoś sporu - np. sądowego - nie
                                          werbalizowanie
                                          > jest uznawane za mówienie "nie całej prawdy", a to jest już
                                          łamaniem przysięgi
                                          > sądowej.

                                          No dobra, chyba w koncu rozumiem.
                                          Chodzi ci o to, zeby jakis oszolom zaproszony do Pospieszalskiego
                                          przestal wymachiwac strzepkami biednych nienarodzonych polskich
                                          plodow, a walnal otwartym tekstem 'ja sie boje, ze KK traci
                                          wplywy'.

                                          > > To zdolnosc myslenia definiuje czlowieka?
                                          >
                                          > Też. W pewnym stopniu.

                                          Ale nie calkowicie, wiec o czym my mowimy.

                                          > Ale jeśli dobitnie wskażesz atrakcyjność stylu życia
                                          niekatolickiego, to nagle
                                          > się okaże, że ten katolicyzm uwiera jak gorset.

                                          Nie wiem.
                                          Dla mnie takie mądrzenie xianinowi o tym, jak to fajnie byc
                                          niexianinem byloby dowodem wyjątkowej arogancji. Tak samo jak
                                          wkurzajacy sa xianie, ktorzy probuja nawracac nie-xian.
                                          Zreszta - nie ma zycia fajnego 'w ogole'. Jednemu lezy to, innemu
                                          tamto.

                                          Nie oczekuję, że ludzie będą
                                          > precyzyjnie definiować swoją postawę i zrobią nagle zwrot w
                                          stronę świadomego
                                          > ateizmu czy agnostycyzmu. Ale wiem, że jak im się trochę polepszy
                                          status
                                          > materialny i zwiększy apetyt na życie w różnych jego zakazanych
                                          przez KK
                                          > przejawach, to nagle zaczynają mówić, że np. są wierzący,
                                          oczywiście, ale wierz
                                          > ą
                                          > coraz mniej w Boga katolickiego, a coraz bardziej w "jakąś siłę
                                          ponad nami",
                                          > która staje się coraz bardziej niewyraźna i nieokreślona, ergo
                                          jej wymagania
                                          > coraz mniej są wyraziste:]

                                          E, nie wydaje mi sie. Musialabym jakies badania zobaczyc, zeby w to
                                          uwierzyc.

                                          > Dlatego masz rację - spór z dogmatykami nie może być sporem na
                                          argumenty. Musi
                                          > być sporem na atrakcyjność stylów życia, emocje, osobowości - a
                                          więc być w
                                          > pewnym sensie wzajemnym kuszeniem i manipulacją.

                                          Ja mam akurat w nosie, czy ktos uznaje moj styl zycia za
                                          atrakcyjny, mam w nosie ilu ludzi i z jakich powodow przekonwertuje
                                          sie na tą czy przeciwna stronę. Mi zalezy jedynie na tym, zeby KK
                                          nie mialo tak olbrzymiego wplywu na zycie ludzi w tym kraju.

                                          > Skoro przez lata uczestniczyłaś w sporach zahaczających o
                                          > definicję człowieka, to chyba jakoś umiesz chociaż wymienić cechy
                                          potrzebne do
                                          > tego, aby ktoś stał się podmiotem praw człowieka.

                                          Nie, kiedy nie umiem. Dla mnie czlowiekiem jest sie mniej albo
                                          bardziej, to raczej kontinuum. Znam pare zwierząt, ktore sa dla
                                          mnie w pewnym stopniu ludzmi na przyklad, znam paru ludzi, ktorzy
                                          imno ludzmi nie są. Dlatego nie czuje sie kompetentna w
                                          definiowaniu - nawet nie chce mi sie silic na obiektywizm w tak
                                          osobistej sprawie.

                                          > > Ewentulanie 'czlowiekiem jest ten, kogo za czlowieka uznaję'.
                                          He he.
                                          >
                                          > To jest akurat dosyć nazi ;)

                                          I jakie wygodne :)

                                          > Podział na nienaturalną i naturalną antykoncepcję sprowadza się
                                          de facto do
                                          > podziału na anykoncepcję skuteczną i nieskuteczną. I chyba w
                                          gruncie rzeczy o t
                                          > o
                                          > chodzi.

                                          To rozpowszechniony poglad, ja jednak nie jestem wcale pewna, czy
                                          nie jest falszywy, trzynajmniej jesli chodzi o zdrowe kobiety bez
                                          zaburzen hormonalnych. Imho powszechnosci pogladu, ze naturalne
                                          metody nie dzialaja, maczaly rece wielkie firmy farmaceutyczne.

                                          Zakaz kościelny uprawiania seksu małżeńskiego w rzekomo niepłodne
                                          dni
                                          > (bo temu by się równało bycie przeciw "naturalnej antykoncepcji")
                                          to chyba
                                          > dopiero na zdecydowanie wyższym etapie dążenia do królestwa
                                          bożego mógłby się
                                          > ziścić.

                                          Jest wielu ludzi, takze w Polsce, ktorzy tak zyja. Czesc mojej
                                          rodziny jest radiomaryjna i maja dokladnie tyle dzieci, ile
                                          planowali, chociaz z pewnoscia nie uzywaja chemicznych metod
                                          regulacji plodnosci.
                                          • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 16.02.10, 17:14
                                            bene_gesserit napisała:

                                            > W zasadzie tak, ale to by bylo glupie, myślę.
                                            > Fakt, ze nie mozemy prawdy zlapac za ogon, ze nie mozemy byc pewni,
                                            > ze jestesmy w posiadaniu ultraobiektywnego, superprawdziwego
                                            > twierdzenia nt czegostam, nie oznacza, ze ono nie istnieje.


                                            Ale biorąc np. pod uwagę założenie, że nie ma obiektywnie prawdziwych faktów
                                            wyrwanych z kontekstu, a kontekst jest nieskończony, to de facto
                                            "ultraobiektywna" prawda może działać tylko na zasadzie wszystko albo nic. Nie
                                            może istnieć w sytuacji dualizmu podmiotowo-przedmiotowego. Jeśli nasza wiedza o
                                            rzeczywistości jest niepełna, to tak jakbyśmy nic nie wiedzieli. Możemy tylko
                                            mniemać i tworzyć modele, które sprawdzają się w praktyce - tzn. pozwalają nam
                                            m.in. utrzymywać się przy życiu. Nasze umysły są skończone, więc jeśli nawet
                                            "ultraobiektywna" prawda istnieje, to istnieje nie dla nas.

                                            > Ale to nie byl ich ukryty motyw, tylko calkowicie jasny, wiec to
                                            > zupelnie inna sytuacja.


                                            No ja uważam (oczywiście to nie żadne moje odkrycie), że wykończenie Żydów to
                                            nie był prawdziwy motyw nazistów. Tzn. nie był to cel sam w sobie. Chociaż
                                            większość z nich tak to postrzegała. Uważam, że ruch totalitarny i model
                                            struktury społeczeństwa totalitarnego, który wytworzył się, użył antysemityzmu
                                            jako swojego paliwa. Innymi słowy - hitleryzm nie powstał po to żeby Żydów
                                            wykończyć, ale przeciwnie - wykańczano Żydów po to, by hitleryzm mógł istnieć.
                                            Żydzi nie stanowili w najmniejszym stopniu realnego zagrożenia dla
                                            społeczeństwa, jakie przypisywano im w propagandzie. Ale ludzie w to wierzyli. I
                                            im więcej ludzi w to wierzyło, tym łatwiej było reszcie uwierzyć, że to prawda,
                                            bo działała sankcja ilości.

                                            Mozliwe, ze to by
                                            > wyewoluowalo z samego xianstwa, ale katolicyzm w takiej postaci, w
                                            > jakiej go znamy, raczej by sie nie sprawdzil w sytuacji post-
                                            > apokaliptycznej.

                                            No nie wiem. Xiaństwo to wbrew pozorom labilny twór, który umie się adaptować -
                                            złagadzać bądź zaostrzać kurs - by utrzymać się jako struktura przy życiu. Jest
                                            w stanie potencjalnie z bardzo wielu swoich postulatów zrezygnować (chociaż tego
                                            nienawidzi) i dołożyć nowych bzdur aby tylko zachować byt i elementarną ciągłość.

                                            > No dobra, chyba w koncu rozumiem.
                                            > Chodzi ci o to, zeby jakis oszolom zaproszony do Pospieszalskiego
                                            > przestal wymachiwac strzepkami biednych nienarodzonych polskich
                                            > plodow, a walnal otwartym tekstem 'ja sie boje, ze KK traci
                                            > wplywy'.

                                            Nie. Bo on tego nie zrobi w życiu. Nie wymagam od katolików aby działali wbrew
                                            sobie. Myślę jednak, że dobrze by było gdyby środowiska przeciwne bardziej
                                            starały się demaskować te mistyfikacje publicznie zamiast mówić przeważnie
                                            kompletnie o czymś innym - tzn. o prawach kobiet. Myślisz, że przeciętnego
                                            Pipsztyńskiego będą obchodzić prawa kobiet, kiedy ktoś mu wpie... piłkę, że
                                            oto dzieje się holocaust gorszy niż ten z czasów wojny?


                                            > > > To zdolnosc myslenia definiuje czlowieka?
                                            > >
                                            > > Też. W pewnym stopniu.
                                            >
                                            > Ale nie calkowicie, wiec o czym my mowimy.

                                            Bo jeszcze dochodzi odczuwanie, które w sumie wydaje mi się ważniejsze i
                                            bardziej podstawowe. Nawet bardzo podstawowe procesy myślowe + zdolność do
                                            odbierania bodźców czuciowych + oczywiście biologiczna przynależność do gatunku.
                                            Człowiek dla mnie to istota po pierwsze czująca, po drugie społeczna (kulturowa).
                                            Oczywiście znajdziesz przypadki graniczne - np. dzikie dzieci.

                                            > Nie wiem.
                                            > Dla mnie takie mądrzenie xianinowi o tym, jak to fajnie byc
                                            > niexianinem byloby dowodem wyjątkowej arogancji.

                                            Ależ bądźmy aroganccy. Powstrzymajmy się tylko od przemocy.

                                            Tak samo jak
                                            > wkurzajacy sa xianie, ktorzy probuja nawracac nie-xian.
                                            > Zreszta - nie ma zycia fajnego 'w ogole'. Jednemu lezy to, innemu
                                            > tamto.

                                            Idea całkowicie konsensualnego współżycia z katolicyzmem, jak i z islamem i
                                            innymi monoteizmami - chyba sama rozumiesz, że jest dość naiwna.

                                            > E, nie wydaje mi sie. Musialabym jakies badania zobaczyc, zeby w to
                                            > uwierzyc.

                                            Tego nie mozna zbadać. Ale można przyjrzeć się procesom historyczno-społecznym
                                            państw zachodnich i poszukać prawideł i analogii.

                                            > Ja mam akurat w nosie, czy ktos uznaje moj styl zycia za
                                            > atrakcyjny, mam w nosie ilu ludzi i z jakich powodow przekonwertuje
                                            > sie na tą czy przeciwna stronę. Mi zalezy jedynie na tym, zeby KK
                                            > nie mialo tak olbrzymiego wplywu na zycie ludzi w tym kraju.



                                            Zdecyduj się. Albo chcesz zmian w świecie albo "masz w nosie" i nie miej wtedy
                                            pretensji. Chcesz aby Kościół zaczął tracić wpływy? Pokaż ludziom jakiś
                                            alternatywny sposób zaspokajania potrzeb, na których narazie żeruje katolicyzm.
                                            Kościół to zbiorowość. Siła Kościoła to liczba. Jak chcesz osłabić jego wpływy,
                                            jeśli nie interesuje Cię, ile osób się przekonwertuje na tę lub inną stronę?

                                            > Nie, kiedy nie umiem. Dla mnie czlowiekiem jest sie mniej albo
                                            > bardziej, to raczej kontinuum. Znam pare zwierząt, ktore sa dla
                                            > mnie w pewnym stopniu ludzmi na przyklad, znam paru ludzi, ktorzy
                                            > imno ludzmi nie są. Dlatego nie czuje sie kompetentna w
                                            > definiowaniu - nawet nie chce mi sie silic na obiektywizm w tak
                                            > osobistej sprawie.
                                            >
                                            > > > Ewentulanie 'czlowiekiem jest ten, kogo za czlowieka uznaję'.


                                            Jeśli odmawiasz jakiejkolwiek próby ujęcia tego, czym jest człowiek, co
                                            człowieczeństwo wyznacza i co sprawia, że danej istocie przysługują ludzkie
                                            prawa to właściwie zamyka rozmowę na tematy okołoaborcyjne.
                                            Subiektywna, uznaniowa i arbitralna decyzja o uznaniu człowieczeństwa danej
                                            istoty otwiera potencjalnie drogę w tak niebezpieczne rejony, że w sytuacji
                                            wyboru tertium non datur już chyba prędzej zaakceptowałbym ideę człowieczeństwa
                                            zygoty.

                                            >
                                            > To rozpowszechniony poglad, ja jednak nie jestem wcale pewna, czy
                                            > nie jest falszywy, trzynajmniej jesli chodzi o zdrowe kobiety bez
                                            > zaburzen hormonalnych. Imho powszechnosci pogladu, ze naturalne
                                            > metody nie dzialaja, maczaly rece wielkie firmy farmaceutyczne.

                                            spisek, spisek !! ;)

                                            > Jest wielu ludzi, takze w Polsce, ktorzy tak zyja. Czesc mojej
                                            > rodziny jest radiomaryjna i maja dokladnie tyle dzieci, ile
                                            > planowali, chociaz z pewnoscia nie uzywaja chemicznych metod
                                            > regulacji plodnosci.


                                            A a dasz głowę, że nie stosowali zaiste niezawodnej i 100% naturalnej metody
                                            rodem z Sensu życia wg Monty Pythona - uprawialiśmy seks dwa razy i mamy dwójkę
                                            dzieci? :]
                                            • kocia_noga Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 16.02.10, 19:24
                                              brundlefly napisał:

                                              Ale biorąc np. pod uwagę założenie, że nie ma obiektywnie
                                              prawdziwych faktów
                                              > wyrwanych z kontekstu, a kontekst jest nieskończony, to de facto
                                              > "ultraobiektywna" prawda może działać tylko na zasadzie wszystko
                                              albo nic. Nie
                                              > może istnieć w sytuacji dualizmu podmiotowo-przedmiotowego. Jeśli
                                              nasza wiedza
                                              > o
                                              > rzeczywistości jest niepełna, to tak jakbyśmy nic nie wiedzieli.
                                              Możemy tylko
                                              > mniemać i tworzyć modele, które sprawdzają się w praktyce - tzn.
                                              pozwalają nam
                                              > m.in. utrzymywać się przy życiu. Nasze umysły są skończone, więc
                                              jeśli nawet
                                              > "ultraobiektywna" prawda istnieje, to istnieje nie dla nas.


                                              I tu widzaiłabym sensowne pole do uogólnień - w metodzie.
                                              Antychoicowcy podążąją za doktryną, kierują się raczej kodeksem,
                                              prochoicowcy - empatią.Anty - Dekalog, pro - przykazanie miłości.

                                              To dlatego tak groteskowe wrażenie wywołują próby pomieszania - gdy
                                              jakiś anty próbuje utożsamiać się z płodem, a nawet zamrożonymi
                                              zapłodnionymi komórkami.

                                              Prochoicowcy biorą pod uwagę stronę praktyczną - jakie będą skutki,
                                              które rozwiązanie przyniesie mniej cierpienia. Antychoicowcy -
                                              wyłącznie doktryną, bo ona rozwiązuje im i problemy współczucia i
                                              rozumu, już nie muszą sami szukać, podążają szeroką drogą.


                                              > większość z nich tak to postrzegała. Uważam, że ruch totalitarny i
                                              model
                                              > struktury społeczeństwa totalitarnego, który wytworzył się, użył
                                              antysemityzmu
                                              > jako swojego paliwa. Innymi słowy - hitleryzm nie powstał po to
                                              żeby Żydów
                                              > wykończyć, ale przeciwnie - wykańczano Żydów po to, by hitleryzm
                                              mógł istnieć.

                                              Owszem, wskazanie ofiary załatwiało przeróżne frustracje, ale w
                                              końcu hitlerowcy serio zrobili wszystko,żeby unicestwić wroga, czyli
                                              podcinali gałąź na której siedzieli. No chyba że po Żydach wzięliby
                                              się za Cyganów,Słowian, narody romańskie, franków, chińczyków...




                                              > Żydzi nie stanowili w najmniejszym stopniu realnego zagrożenia dla
                                              > społeczeństwa, jakie przypisywano im w propagandzie. Ale ludzie w
                                              to wierzyli.
                                              > I
                                              > im więcej ludzi w to wierzyło, tym łatwiej było reszcie uwierzyć,
                                              że to prawda,
                                              > bo działała sankcja ilości.
                                              >

                                              To starsza wiara niż ostatnie sto lat, żydzi byli ofiarami
                                              prześladowań co jakiś czas, wskoczono więc w buty po przodkach.



                                              Myślę jednak, że dobrze by było gdyby środowiska przeciwne bardziej
                                              > starały się demaskować te mistyfikacje publicznie zamiast mówić
                                              przeważnie
                                              > kompletnie o czymś innym - tzn. o prawach kobiet. Myślisz, że
                                              przeciętnego
                                              > Pipsztyńskiego będą obchodzić prawa kobiet, kiedy ktoś mu wpie...
                                              piłkę, że
                                              > oto dzieje się holocaust gorszy niż ten z czasów wojny?


                                              a to ciekawy pomysł. Ale czy Pipsztyński uwierzy jakimś feministkom,
                                              że święta instytucja chce go oskubać i nie tylko z forsy?





                                              > > > > To zdolnosc myslenia definiuje czlowieka?
                                              > > >
                                              > > > Też. W pewnym stopniu.


                                              Nie baw się w definicje; tylko w naukach ścisłych one są dobre i
                                              funkcjonują, ale tyl;ko i wyłącznie dzieki temu, że pojęć
                                              podstawowych się nie definiuje.
                                              Jedyna dobra definicja człowieka jaką znam to Russellowska : "istota
                                              dwunoga bezpióra", ale i ona ma poważne wady.
                                              Powiedzmy tak cuius regio, eius definitio.
                                            • bene_gesserit Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 17.02.10, 01:45
                                              brundlefly napisał:

                                              > Ale biorąc np. pod uwagę założenie, że nie ma obiektywnie
                                              prawdziwych faktów
                                              > wyrwanych z kontekstu,

                                              Noale skad takie zalozenie?
                                              Jesli cos sie stalo, to się stalo.
                                              Fakt, ze falszujemy informację już na wejsciu (intencjami i
                                              interpretacjami, niedoskonaloscia naszych zmyslow) nie zmienia
                                              faktu, ze to, co sie stalo, sie stalo. Tyle, ze my nie jestesmy w
                                              stanie tego ogarnąc.
                                              Natomiast taki hipotetyczny Bog - owszem, czemu nie, on mógłby.

                                              > może istnieć w sytuacji dualizmu podmiotowo-przedmiotowego. Jeśli
                                              nasza wiedza
                                              > o
                                              > rzeczywistości jest niepełna, to tak jakbyśmy nic nie wiedzieli.

                                              E tam.
                                              To jak na końcu "Powiększenia" - gra piłeczką, której nie ma. Da
                                              się :)

                                              Możemy tylko
                                              > mniemać i tworzyć modele, które sprawdzają się w praktyce - tzn.
                                              pozwalają nam
                                              > m.in. utrzymywać się przy życiu. Nasze umysły są skończone, więc
                                              jeśli nawet
                                              > "ultraobiektywna" prawda istnieje, to istnieje nie dla nas.

                                              Dokladnie.
                                              Tzn mozemy ja posiąść, ale raczej na zasadzie 'slepej kurze ziarno'.

                                              > No ja uważam (oczywiście to nie żadne moje odkrycie), że
                                              wykończenie Żydów to
                                              > nie był prawdziwy motyw nazistów. Tzn. nie był to cel sam w
                                              sobie.

                                              To mozliwe, ale ten cel nie byl tajny.


                                              > No nie wiem. Xiaństwo to wbrew pozorom labilny twór, który umie
                                              się adaptować -
                                              > złagadzać bądź zaostrzać kurs - by utrzymać się jako struktura
                                              przy życiu.

                                              Oczywiscie.
                                              Teraz - to zreszta zadna nowosc - istnieje mnstwo ludzi, ktorzy wg
                                              definicji xianstwa xianami nie są, mimo to za xianan sie uwazają.
                                              To nie xianstwo jest elastyczne, tylko ludzie.

                                              Jest
                                              > w stanie potencjalnie z bardzo wielu swoich postulatów
                                              zrezygnować (chociaż teg
                                              > o
                                              > nienawidzi) i dołożyć nowych bzdur aby tylko zachować byt i
                                              elementarną ciągłoś
                                              > ć.

                                              No tak, to tym latwiejsze, ze Biblia jest niejasna niczym I-cing,
                                              tekst wielokrotnej interpretacji.
                                              Niedawno tu probowano wytlumaczyc jednemu z zasiedzialych trolli,
                                              ze to nie tekst dziesieciu przykazan jest ponadczasowy, ale
                                              zdolnosc ludzi do interpretowania go zgodnie z duchem nowego czasu
                                              i kultury. Nie skumał - moze dlatego, ze jest prawakiem.

                                              > Nie. Bo on tego nie zrobi w życiu. Nie wymagam od katolików aby
                                              działali wbrew
                                              > sobie. Myślę jednak, że dobrze by było gdyby środowiska przeciwne
                                              bardziej
                                              > starały się demaskować te mistyfikacje publicznie zamiast mówić
                                              przeważnie
                                              > kompletnie o czymś innym - tzn. o prawach kobiet.

                                              Wez moze przeczytaj te Graff jednak.
                                              Jestem pewna zreszta, ze tego typu demaskatorskie dzielko napisala
                                              nie tylko ona, ale nie moge sobie za nic przypomniec, kto jeszcze i
                                              co konkretnie.

                                              Myślisz, że przeciętnego
                                              > Pipsztyńskiego będą obchodzić prawa kobiet, kiedy ktoś mu wpie...
                                              piłkę, że
                                              > oto dzieje się holocaust gorszy niż ten z czasów wojny?

                                              Zgadzam sie z kocią powyzej: feministkom z definicji nikt nie
                                              wierzy. Jestesmy oklejone stereotypami, bywamy obiektem kpin. Malo
                                              wiarygodne zrodlo informacji dla przecietnego mieszczanina.

                                              > Bo jeszcze dochodzi odczuwanie, które w sumie wydaje mi się
                                              ważniejsze i
                                              > bardziej podstawowe. Nawet bardzo podstawowe procesy myślowe +
                                              zdolność do
                                              > odbierania bodźców czuciowych + oczywiście biologiczna
                                              przynależność do gatunku
                                              > .

                                              Nie znam sie na tym, ze wydaje mi sie, ze istnieja stany, w ktorych
                                              czlowiek zyje, ale nie mysli i nie czuje, nie mowiac juz o
                                              wylaczonej swiadomosci. Czlowiek czy nie? itd itd.
                                              To naprawde nie ma sensu.

                                              > Człowiek dla mnie to istota po pierwsze czująca, po drugie
                                              społeczna (kulturowa
                                              > ).
                                              > Oczywiście znajdziesz przypadki graniczne - np. dzikie dzieci.

                                              No pewnie. Rzuc to :)

                                              > Ależ bądźmy aroganccy. Powstrzymajmy się tylko od przemocy.

                                              Imho ludzi, ktorzy kupiliby jakąkolwiek idee od aroganta jest tak
                                              malo, ze trudno ich potraktowac jako rynek.

                                              > Idea całkowicie konsensualnego współżycia z katolicyzmem, jak i z
                                              islamem i
                                              > innymi monoteizmami - chyba sama rozumiesz, że jest dość naiwna.

                                              Nie, nie rozumiem.

                                              > Tego nie mozna zbadać. Ale można przyjrzeć się procesom
                                              historyczno-społecznym
                                              > państw zachodnich i poszukać prawideł i analogii.

                                              Watpliwy przyklad, imho. Prostetanci roznia sie od katolikow.

                                              > Zdecyduj się. Albo chcesz zmian w świecie albo "masz w nosie" i
                                              nie miej wtedy
                                              > pretensji. Chcesz aby Kościół zaczął tracić wpływy? Pokaż ludziom
                                              jakiś
                                              > alternatywny sposób zaspokajania potrzeb, na których narazie
                                              żeruje katolicyzm.

                                              ...to zadzialaloby tylko w przypadku, kiedy twoja teoria jest
                                              prawdziwa.
                                              Nie mowiac juz o tym, ze przecietny polski bezrobotny ma jako-taki
                                              dostęp do internetu z golymi babami i tvn ze swoją przaśnym, latwym
                                              do kupienia, glamour oraz w ogole kablowkę, wszystko pelne nie do
                                              konca xianskich uciech, pokus i miraży. I co?

                                              > Kościół to zbiorowość. Siła Kościoła to liczba. Jak chcesz
                                              osłabić jego wpływy,
                                              > jeśli nie interesuje Cię, ile osób się przekonwertuje na tę lub
                                              inną stronę?

                                              Bo to naiwne wierzyc, ze jakas (jaka wlasciwie?) natrętna
                                              prezentacja alternatywnego stylu zycia zmieni liczbę wierzących.
                                              Ktora zreszta nie do konca przelicza sie na wplyw na polityków.
                                              Wielu ludzi zyje w stylu tvn albo aspiruje do tej grupy, a
                                              jak przyjdzie co do czego to przyjma ksiedza po koledzie i pojda do
                                              kosciola w swieta.

                                              > > nie jest falszywy, trzynajmniej jesli chodzi o zdrowe kobiety
                                              bez
                                              > > zaburzen hormonalnych. Imho powszechnosci pogladu, ze naturalne
                                              > > metody nie dzialaja, maczaly rece wielkie firmy farmaceutyczne.
                                              >
                                              > spisek, spisek !! ;)

                                              To nie wiara, ale wiedza, niestety.

                                              > A a dasz głowę, że nie stosowali zaiste niezawodnej i 100%
                                              naturalnej metody
                                              > rodem z Sensu życia wg Monty Pythona - uprawialiśmy seks dwa razy
                                              i mamy dwójkę
                                              > dzieci? :]

                                              Sa bardzo pobozni, wiec nie przypuszczam.
                                              • easz Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 17.02.10, 02:32
                                                bene_gesserit napisała:

                                                > > > nie jest falszywy, trzynajmniej jesli chodzi o zdrowe kobiety
                                                bez
                                                > > > zaburzen hormonalnych. Imho powszechnosci pogladu, ze naturalne
                                                > > > metody nie dzialaja, maczaly rece wielkie firmy farmaceutyczne.
                                                > >
                                                > > spisek, spisek !! ;)
                                                >
                                                > To nie wiara, ale wiedza, niestety.

                                                To ciekawe. Bo wg mnie - oczywiście, jak już, to między młotkiem i
                                                kowadłem dwu propagand, najmniej. Ale co ja tam wiem.
                                              • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 18.02.10, 02:25
                                                bene_gesserit napisała:

                                                > Noale skad takie zalozenie?
                                                > Jesli cos sie stalo, to się stalo.
                                                > Fakt, ze falszujemy informację już na wejsciu (intencjami i
                                                > interpretacjami, niedoskonaloscia naszych zmyslow) nie zmienia
                                                > faktu, ze to, co sie stalo, sie stalo. Tyle, ze my nie jestesmy w
                                                > stanie tego ogarnąc.
                                                > Natomiast taki hipotetyczny Bog - owszem, czemu nie, on mógłby.

                                                Fakty to jeszcze nie jest prawda. Można totalnie zafałszować rzeczywistość
                                                podając same fakty. Do faktów potrzebny jest komentarz uwzględniający kontekst,
                                                niuanse i fakty towarzyszące. Inaczej mamy koncepcję prawdy wg Ziemkiewicza -
                                                któremu się wydaje, że film "Towarzysz generał" to prawda szczera jak złoto. Ani
                                                grama manipulacji - same fakty!
                                                Przykład. Podano informację publicznie - X i Y podpisali na UB zeznania
                                                obciążające ich kolegów z konspiracji. Tacy sami zdrajcy! Tylko, że o tym, że X
                                                zrobił to w zamian za paszport a Y po wielogodzinnych torturach, ze spluwą przy
                                                bani i wobec groźny wywózki jego rodziny na Sybir - już nie powiedziano.

                                                Tak. Tylko, że kontekst jest w istocie nieskończony, bo wszystko łączy się ze
                                                wszystkim i wzajemnie się warunkuje.

                                                > E tam.
                                                > To jak na końcu "Powiększenia" - gra piłeczką, której nie ma. Da
                                                > się :)

                                                Tak właśnie robimy. Pewnie, że da się. Dlatego żyjemy. Tylko że to nie jest
                                                WIEDZA tylko wiara, lub inaczej - założenie. Nie mam możliwości udowodnienia, że
                                                przedmiot spuszczony na ziemię zawsze spadnie.

                                                > Dokladnie.
                                                > Tzn mozemy ja posiąść, ale raczej na zasadzie 'slepej kurze ziarno'.

                                                Nie możemy prawdy posiąść. Prawda obiektywna zakłada nieobecność obserwatora.
                                                Dopóki jesteśmy obserwatorami, jesteśmy skazani na subiektywność. Tzn. ja np
                                                uważam, że można być bliżej prawdy lub dalej, ale dotknąć jej nie sposób.

                                                > To mozliwe, ale ten cel nie byl tajny.

                                                Był nieuświadomiony. Większość uważała Żydów za realne naturalne zagrożenie, nie
                                                wiedząc, że to w istocie niewinne ofiary obłędnej logiki systemu totalitarnego.

                                                > Oczywiscie.
                                                > Teraz - to zreszta zadna nowosc - istnieje mnstwo ludzi, ktorzy wg
                                                > definicji xianstwa xianami nie są, mimo to za xianan sie uwazają.
                                                > To nie xianstwo jest elastyczne, tylko ludzie.

                                                Xiaństwo też. Są sobory, reformy i takie tam. Jeden papież popiera Hitlera,
                                                drugi przeprasza za Auschwitz, jednocześnie beatyfikując tego, co popierał
                                                Hitlera. A sama doktryna jest przede wszystkim wewnętrznie sprzeczna, niejasna i
                                                nielogiczna, a co gorsza dająca sobie pełne prawo do nielogiczności, bo przecież
                                                któż powiedział, że Boga dotyczy logika? Z powodzeniem może być wszechmogący i
                                                jednocześnie nieskończenie dobry. W każdej chwili może stworzyć kamień, którego
                                                nie będzie w stanie unieść, po czym go unieść.
                                                Taki Bóg da się zastosować do wszystkiego, wszystko nim można wytłumaczyć i użyć
                                                go jak tylko pasuje. Dlatego to co mówi chrześcijaństwo - jego idea - to bełkot,
                                                frazesy i puste słowa. Liczy się struktura KK - totalna żelazna hierarchia.

                                                > No tak, to tym latwiejsze, ze Biblia jest niejasna niczym I-cing,
                                                > tekst wielokrotnej interpretacji.

                                                Otóż to. Tora i Koran to samo.

                                                > Wez moze przeczytaj te Graff jednak.

                                                Mogę przeczytać, choć ja wiem czy literatura to najlepszy pomysł? Książki pisane
                                                przez zdeklarowane feministki czytają zwykle zdeklarowane feministki - nie jest
                                                tak?

                                                > Zgadzam sie z kocią powyzej: feministkom z definicji nikt nie
                                                > wierzy. Jestesmy oklejone stereotypami, bywamy obiektem kpin. Malo
                                                > wiarygodne zrodlo informacji dla przecietnego mieszczanina.

                                                Jeśli mądra i wykształcona pani Graff w typowym wywiadzie dla gawiedzi np. mówi,
                                                że uznaje przepuszczanie jej w drzwiach za formę przemocy ze strony mężczyzn, to
                                                jak ludzie mają z tego nie kpić? Dla mnie osobiście środowiska feministyczne,
                                                mimo że przeważnie mają rację co do generaliów, popełniają szereg błędów
                                                taktycznych. Ale to temat na inną rozmowę. W każdym razie imho dopóki argumenty
                                                antichoce to "ratowanie dzieci", a prochoice prawa kobiet, Pipsztyński zawsze
                                                wybierze ratowanie dzieci zamiast babskich kaprysów.

                                                > Nie znam sie na tym, ze wydaje mi sie, ze istnieja stany, w ktorych
                                                > czlowiek zyje, ale nie mysli i nie czuje, nie mowiac juz o
                                                > wylaczonej swiadomosci. Czlowiek czy nie? itd itd.
                                                > To naprawde nie ma sensu.

                                                Ma sens. Jeśli jest w stanie nieprzytomności, śmierci klinicznej etc. - ale jest
                                                szansa na powrót do przytomności i przywrócenie ciągłości tożsamości to jest to
                                                cały czas żywy człowiek.

                                                > > Ależ bądźmy aroganccy. Powstrzymajmy się tylko od przemocy.
                                                >
                                                > Imho ludzi, ktorzy kupiliby jakąkolwiek idee od aroganta jest tak
                                                > malo, ze trudno ich potraktowac jako rynek.

                                                Rzuciłem to przecież pół-żartem:] Po prostu nie bójmy się proponować ludziom
                                                innego stylu życia i myślenia, i przekonywać, że jest lepszy - tzn. prowadzi do
                                                lepszego świata, ciekawszego życia, wolności, równości, braterstwa etc.:) To nie
                                                jest arogancja.

                                                > > Idea całkowicie konsensualnego współżycia z katolicyzmem, jak i z
                                                > islamem i
                                                > > innymi monoteizmami - chyba sama rozumiesz, że jest dość naiwna.
                                                >
                                                > Nie, nie rozumiem.

                                                To systemy totalniackie i nastawione na ekspansję - jedyna taktyka to daj kurze
                                                grzędę, jeszcze wyżej siędę. Możesz ekspansję Kościoła starać się prawnie
                                                ograniczać, ale zawsze to będzie na drodze walki. I Kościół, nawet jeśli
                                                chwilowo zbastuje, nigdy nie wyrzeknie się idei żeby w końcu wleźć Ci z
                                                buciorami do wyra. Nie udawaj, że nie rozumiesz, jak świetnie rozumiesz.

                                                > Watpliwy przyklad, imho. Prostetanci roznia sie od katolikow.

                                                Hiszpania to był ultra-katolicki kraj, a stać ich w końcu było na reformy Zapatero.

                                                > Nie mowiac juz o tym, ze przecietny polski bezrobotny ma jako-taki
                                                > dostęp do internetu z golymi babami i tvn ze swoją przaśnym, latwym
                                                > do kupienia, glamour oraz w ogole kablowkę, wszystko pelne nie do
                                                > konca xianskich uciech, pokus i miraży. I co?

                                                To za mało, to tylko pustka konsumpcyjnych dóbr, których dostarcza kapitalizm. A
                                                potrzeba więzi i przynależności, identyfikacji, autorytetu, modelu
                                                uporządkowanej rzeczywistości...

                                                > Bo to naiwne wierzyc, ze jakas (jaka wlasciwie?) natrętna
                                                > prezentacja alternatywnego stylu zycia zmieni liczbę wierzących.
                                                > Ktora zreszta nie do konca przelicza sie na wplyw na polityków.
                                                > Wielu ludzi zyje w stylu tvn albo aspiruje do tej grupy, a
                                                > jak przyjdzie co do czego to przyjma ksiedza po koledzie i pojda do
                                                > kosciola w swieta.

                                                Tzn. że wierzysz w absolutną nienaruszalność status quo i że w zasadzie wszelka
                                                aktywność lewicowo-liberalna jest doniszoterią?
                                                A może po prostu to, co teraz wydaje się nie możliwe, kiedyś stanie się możliwe
                                                jak słupki PKB na łba pójdą w górę, stwarzając klimat dla zmian w mentalności.
                                                • bene_gesserit Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 19.02.10, 13:57
                                                  brundlefly napisał:

                                                  > Fakty to jeszcze nie jest prawda. Można totalnie zafałszować
                                                  rzeczywistość
                                                  > podając same fakty. Do faktów potrzebny jest komentarz
                                                  uwzględniający kontekst,
                                                  > niuanse i fakty towarzyszące. Inaczej mamy koncepcję prawdy wg
                                                  Ziemkiewicza -
                                                  > któremu się wydaje, że film "Towarzysz generał" to prawda szczera
                                                  jak złoto. An
                                                  > i
                                                  > grama manipulacji - same fakty!

                                                  Ja bym powiedziala, ze raczej potrzeba znac wszystkie fakty.
                                                  Pol prawdy czy jedna ósma prawdy to nie jest prawda, po prostu.

                                                  > Tak właśnie robimy. Pewnie, że da się. Dlatego żyjemy. Tylko że
                                                  to nie jest
                                                  > WIEDZA tylko wiara, lub inaczej - założenie. Nie mam możliwości
                                                  udowodnienia, ż
                                                  > e
                                                  > przedmiot spuszczony na ziemię zawsze spadnie.

                                                  O tym caly czas piszę.

                                                  > Nie możemy prawdy posiąść. Prawda obiektywna zakłada nieobecność
                                                  obserwatora.
                                                  > Dopóki jesteśmy obserwatorami, jesteśmy skazani na subiektywność.
                                                  Tzn. ja np
                                                  > uważam, że można być bliżej prawdy lub dalej, ale dotknąć jej nie
                                                  sposób.

                                                  E, bez przesady.
                                                  Jesli mowię 'snieg topnieje', to on rzeczywiscie moze topniec,
                                                  niezaleznie od tego, ze ja bardzo chce, zeby stopnial (-> intencje).

                                                  > Xiaństwo też. Są sobory, reformy i takie tam. Jeden papież
                                                  popiera Hitlera,
                                                  > drugi przeprasza za Auschwitz, jednocześnie beatyfikując tego, co
                                                  popierał
                                                  > Hitlera.

                                                  Jesli zalozymy, ze papiez to xianstwo, to masz rację.
                                                  Chcialam po prostu powiedziec, ze w kazdej religii ludzie zazwyczaj
                                                  wierza w to, czego z grubsza potrzebuja, niezaleznie od tego, co
                                                  zatwierdzil sobor czy czego nauczal papiez.

                                                  A sama doktryna jest przede wszystkim wewnętrznie sprzeczna,
                                                  niejasna
                                                  > i
                                                  > nielogiczna,

                                                  Pokaz mi religię, ktora dysponuje taka doktryną :)

                                                  a co gorsza dająca sobie pełne prawo do nielogiczności, bo przecie
                                                  > ż
                                                  > któż powiedział, że Boga dotyczy logika? Z powodzeniem może być
                                                  wszechmogący i
                                                  > jednocześnie nieskończenie dobry. W każdej chwili może stworzyć
                                                  kamień, którego
                                                  > nie będzie w stanie unieść, po czym go unieść.
                                                  > Taki Bóg da się zastosować do wszystkiego, wszystko nim można
                                                  wytłumaczyć i uży
                                                  > ć
                                                  > go jak tylko pasuje. Dlatego to co mówi chrześcijaństwo - jego
                                                  idea - to bełkot
                                                  > ,
                                                  > frazesy i puste słowa.

                                                  Nie moge sie zgodzic.
                                                  Czytalam trochę mistykow xianskich i off-xianskich i imho oni
                                                  bardzo ciekawe rzeczy piszą. Piekne, prawdziwe i mądre. Nie mowiac
                                                  juz o tym, ze Chrystus, a zwlaszcza jego przykazanie milosci (ale
                                                  tez rozne jego zachowania, niezgodne z owczesnym obyczajem) sa
                                                  godne najwyzszego szacunku i inspirujace rowniez obecnie.

                                                  > Liczy się struktura KK - totalna żelazna hierarchia.

                                                  Przez stulecia KK byl zaangazowany w politykę. Xianstwo bylo
                                                  synonimem polskosci. Dlatego wierchuszka musiala byc
                                                  ultrakonserwatywna, betonowa do bolu. Niestety - KK jako instytucja
                                                  nieruchawa nadal trzyma sie tego samego klucza przy obsadzaniu
                                                  wyzszych stanowisk.

                                                  > Mogę przeczytać, choć ja wiem czy literatura to najlepszy pomysł?
                                                  Książki pisan
                                                  > e
                                                  > przez zdeklarowane feministki czytają zwykle zdeklarowane
                                                  feministki - nie jest
                                                  > tak?

                                                  Nie jest tak, ze w dzisiejszej Polsce nalezy sie orientowac, o co
                                                  chodzi feministkom?

                                                  > Jeśli mądra i wykształcona pani Graff w typowym wywiadzie dla
                                                  gawiedzi np. mówi
                                                  > ,
                                                  > że uznaje przepuszczanie jej w drzwiach za formę przemocy ze
                                                  strony mężczyzn, t
                                                  > o
                                                  > jak ludzie mają z tego nie kpić?

                                                  Sa dwie szkoly.
                                                  Jedna to wypuszczanie do ludzi wylacznie urodziwych, wylacznie
                                                  mlodych kobiet, ktore gladkimi slowami, modulowanym glosem i dobrze
                                                  skrojonymi garsonkami byc moze przekonaja do idei przecietnego
                                                  Polaka. Tak np swego czasu robila prawica spod skrzydel Giertycha i
                                                  czesc ludzi to na jakis czas kupila.
                                                  Ja wole, zeby liderki feminizmu byly po prostu sobą - mowily to co
                                                  myslą i myślą to co mowią. Mozna sie wdzieczyc i udawac, mozna byc
                                                  sobą. Co, jak sie okazuje, koniec koncow moze byc skuteczne. Manifa
                                                  rosnie z roku na rok, Kongres Kobiet dziala razem, coraz wiecej
                                                  kobiet nie prycha z oburzeniem slyszac 'feminizm' i nie zapewnia
                                                  gorączkowo, ze ona w zadnym razie feministka nie jest.

                                                  Dla mnie osobiście środowiska feministyczne,
                                                  > mimo że przeważnie mają rację co do generaliów, popełniają szereg
                                                  błędów
                                                  > taktycznych. Ale to temat na inną rozmowę. W każdym razie imho
                                                  dopóki argumenty
                                                  > antichoce to "ratowanie dzieci", a prochoice prawa kobiet,
                                                  Pipsztyński zawsze
                                                  > wybierze ratowanie dzieci zamiast babskich kaprysów.

                                                  ...ale Pipsztynska juz nie zawsze.
                                                  A 10 lat temu - prawie zawsze. Slowo 'feminizm' powoli sie
                                                  odczarowuje, teraz glownie wsrod inteligencji, ale imho sa szanse,
                                                  ze to pojdzie w lud. Wies jest w przewazajacej czesci za
                                                  parytetami :)

                                                  > Ma sens. Jeśli jest w stanie nieprzytomności, śmierci klinicznej
                                                  etc. - ale jes
                                                  > t
                                                  > szansa na powrót do przytomności i przywrócenie ciągłości
                                                  tożsamości to jest to
                                                  > cały czas żywy człowiek.


                                                  Tak samo zygota za jakis czas ma szanse na przytowmnosc i zyskanie
                                                  tozsamosci, ziewu ziew.

                                                  > Rzuciłem to przecież pół-żartem:] Po prostu nie bójmy się
                                                  proponować ludziom
                                                  > innego stylu życia i myślenia, i przekonywać, że jest lepszy -
                                                  tzn. prowadzi do
                                                  > lepszego świata, ciekawszego życia, wolności, równości,
                                                  braterstwa etc.:) To ni
                                                  > e
                                                  > jest arogancja.

                                                  Nie wiem, mnie taka strategia butnej akwizycji swojego stylu zycia
                                                  komplenie nie przekonuje. Nie mam ponadto nic przeciw tradycyjnym
                                                  stadlom w rodzaju 2+1,15 - wiem, ze wybor tradycyjnej sciezki
                                                  zyciowej nie robi z czlowieka bezmyslnego androida.

                                                  > To systemy totalniackie i nastawione na ekspansję - jedyna
                                                  taktyka to daj kurze
                                                  > grzędę, jeszcze wyżej siędę. Możesz ekspansję Kościoła starać się
                                                  prawnie
                                                  > ograniczać, ale zawsze to będzie na drodze walki. I Kościół,
                                                  nawet jeśli
                                                  > chwilowo zbastuje, nigdy nie wyrzeknie się idei żeby w końcu
                                                  wleźć Ci z
                                                  > buciorami do wyra. Nie udawaj, że nie rozumiesz, jak świetnie
                                                  rozumiesz.

                                                  Wez mi nie wciska, co rozumiem, a czego nie.
                                                  Po prostu nie przyznaje ci racji.
                                                  Wez to przeczytaj moze.

                                                  > Hiszpania to był ultra-katolicki kraj, a stać ich w końcu było na
                                                  reformy Zapat
                                                  > ero.

                                                  Bez zartow moze - Hiszpania przezyla kolaboracje KK z Franco, bo
                                                  ustawilo KK w zupelnie innym swietle.

                                                  > To za mało, to tylko pustka konsumpcyjnych dóbr, których
                                                  dostarcza kapitalizm.
                                                  > A
                                                  > potrzeba więzi i przynależności, identyfikacji, autorytetu, modelu
                                                  > uporządkowanej rzeczywistości...

                                                  Alez te konsupcyjne dobra ze swoja pustka doskonale wiążą,
                                                  identyfikują, produkuja autoryetety i modeluja rzeczywistosc.

                                                  > Tzn. że wierzysz w absolutną nienaruszalność status quo i że w
                                                  zasadzie wszelka
                                                  > aktywność lewicowo-liberalna jest doniszoterią?

                                                  Donkiszoterią? Raczej pompowaniem sobie ego, he he he.
                                                  Ja naprawde nie chce nikogo nawracac, nie wierze, ze w KP pracują
                                                  wspolczesni odpowiednicy swietego Franciszka albo inni zbawcy
                                                  swiata. Zbawcy swiata to raczej soltyski z zapadlych dziur, ktore
                                                  wielkim wysilkiem animują ogarnietych marazmem ludzi, zeby cos
                                                  zrobili dla wspolnego dobra. Albo zwiazkowcy plci obydwoja - ktorzy
                                                  narazaja sie czasem na o wiele wiecej, niz strata pracy. To nie są
                                                  kawiarniani intelektualisci, ale malo efektowni ludzie od czarnej
                                                  roboty.
                                                  • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 19.02.10, 17:29
                                                    > Ja bym powiedziala, ze raczej potrzeba znac wszystkie fakty.
                                                    > Pol prawdy czy jedna ósma prawdy to nie jest prawda, po prostu.

                                                    Nie można znać WSZYSTKICH faktów. I nigdy nie można znać CAŁEJ prawdy.
                                                    Zawsze da się wygrzebać drobiazg, który rzuci nieco inne światło.
                                                    To nie znaczy, że fakty należy negować, wystarczy tylko ostrożniej je
                                                    interpretować.

                                                    > E, bez przesady.
                                                    > Jesli mowię 'snieg topnieje', to on rzeczywiscie moze topniec,
                                                    > niezaleznie od tego, ze ja bardzo chce, zeby stopnial (-> intencje

                                                    Tu mówiłem o czymś innym. Topnienie śniegu to fenomen, który jawi się
                                                    Twojej jaźni. Moja jaźń może to potwierdzać. Wówczas mamy pole interubiektywnej
                                                    zgody. Ale intersubiektywność to nie obiektywność.

                                                    > Chcialam po prostu powiedziec, ze w kazdej religii ludzie zazwyczaj
                                                    > wierza w to, czego z grubsza potrzebuja, niezaleznie od tego, co
                                                    > zatwierdzil sobor czy czego nauczal papiez.


                                                    To zależy. Im bogatsi, bardziej świadomi i mniej poranieni przez los tym mniej
                                                    na pewno fanatyczni i luźniej z KK związani. Jednak jeśli są to ludzie
                                                    generalnie nieszczęśliwi, a KK jest ich głównym pocieszycielem i dostarczycielem
                                                    poczucia więzi wspólnotowej, to da się z nich zrobić (utwierdzając ich dodatkowo
                                                    w poczuciu szczególnej misji i podsycając syndrom oblężonej twierdzy) idealnych
                                                    janczarów "pro-life".
                                                    >
                                                    > Pokaz mi religię, ktora dysponuje taka doktryną :)

                                                    Mam Ci zacząć wymieniać wewnętrzne sprzeczności Biblii czy doktryny Kościelnej
                                                    albo Koranu? Nie chce mi się. Polecam np. "Traktat ateologiczny" Michela
                                                    Onfrey'a. Jemu się chciało nieco poszperać, zebrać i opracować.

                                                    > Nie moge sie zgodzic.
                                                    > Czytalam trochę mistykow xianskich i off-xianskich i imho oni
                                                    > bardzo ciekawe rzeczy piszą. Piekne, prawdziwe i mądre. Nie mowiac
                                                    > juz o tym, ze Chrystus, a zwlaszcza jego przykazanie milosci (ale
                                                    > tez rozne jego zachowania, niezgodne z owczesnym obyczajem) sa
                                                    > godne najwyzszego szacunku i inspirujace rowniez obecnie.

                                                    Tu by można było zacząć spór o faktyczność istnienia Jezusa, wartość świadectwa
                                                    spisanego długo po jego śmierci, jego przekładów, wpływy filozofii dalekiego
                                                    wschodu, głównie buddyzmu, w basenie Morza Śródziemnego w owym czasie - z którą
                                                    chrystianizm jest
                                                    niewątpliwie spokrewniony. Już pomijając fakt, że sformułowanie "przykazanie
                                                    miłości" jest oksymoronem i absurdem, Kazanie na górze jest lekcją pasywności i
                                                    pokory wobec frustracji naturalnych potrzeb etc. A np. chrześcijańska koncepcja
                                                    wolności, która de facto sprowadza się do stwierdzenia, że jesteśmy wolni o
                                                    tyle, o ile jesteśmy posłuszni boskim przykazaniom? (vide encyklika "Veritatis
                                                    Splendor JPII) To dopiero beka jak ja pie.... Zadziwia mnie ile osób, jak
                                                    widać nawet feministek, daje się łapać na cukier tych egzaltowanych formułek.
                                                    Poza tym ciągle to poczucie ignotum per ignotum. Bóg jest miłością, Bóg jest
                                                    prawdą. Miłość to słowo definiowane przez wieki i niezdefiniowane, Bóg też,
                                                    prawda to samo, wolność takoż.
                                                    Ja nie chcę, żeby bliźni mnie kochał. Chcę, żeby mnie nie zabił, nie pobił, nie
                                                    okradł i nie opluł. A to różnica. Nie chcę go też kochać, bo nie kocham na
                                                    gwizdek. Chcę się z nim móc dogadać i zawrzeć z nim kontrakt co do warunków
                                                    naszego współżycia i kooperacji. Patetyczny i zawiły język starych ksiąg nie
                                                    jest imo najlepszą platformą porozumienia w dzisiejszych czasach.

                                                    > Przez stulecia KK byl zaangazowany w politykę. Xianstwo bylo
                                                    > synonimem polskosci. Dlatego wierchuszka musiala byc
                                                    > ultrakonserwatywna, betonowa do bolu.

                                                    Ale w Watykanie masz to samo. Betonowy Ratzinger ma np. ratować cały katolicyzm
                                                    z objęć cywilizacji śmierci. Kościół jako instytucja doskonale wie, co robi.
                                                    Łagodzenie kursu nie wyjdzie mu raczej na zdrowie.

                                                    > Pipsztyński zawsze
                                                    > > wybierze ratowanie dzieci zamiast babskich kaprysów.
                                                    >
                                                    > ...ale Pipsztynska juz nie zawsze.

                                                    W ruchach pro-life jest od cholery kobiet. Być może nawet więcej
                                                    niż facetów. I mam wrażenie, że właśnie kobiety łatwiej zmanipulować,
                                                    wziąć na naiwną empatię i dobre serce.

                                                    > A 10 lat temu - prawie zawsze. Slowo 'feminizm' powoli sie
                                                    > odczarowuje, teraz glownie wsrod inteligencji, ale imho sa szanse,
                                                    > ze to pojdzie w lud. Wies jest w przewazajacej czesci za
                                                    > parytetami :)

                                                    A ja mam wrażenie, że nigdy po 89 nie było tak histerycznie-konserwatywnie jak
                                                    teraz przez ostatnie 4 lata. 10 lat temu to SLD wygrało wybory, a Jaruga
                                                    obejmowała urząd.


                                                    > Tak samo zygota za jakis czas ma szanse na przytowmnosc i zyskanie
                                                    > tozsamosci, ziewu ziew.


                                                    Człowiek nieprzytomny np. po wypadku ma imię, nazwisko, rodzinę, znajomych,
                                                    wspomnienia, pracę,dorobek, zobowiązania, konto w banku, wzięte kredyty,
                                                    ubezpieczenie na życie etc.
                                                    Jest więc istotą mocno osadzoną społecznie. Do momentu stwierdzenia zgonu jego
                                                    status w tym względzie nie ulega zmianie. Po jego śmierci zostaje w społeczności
                                                    wyraźny ślad i puste miejsce. Zygota nie tkwi w żadnych więziach społecznych, co
                                                    zmienia diametralnie postać rzeczy. Tak więc ostentacja z ziewaniem jest tu
                                                    średnio na miejscu.

                                                    > Bez zartow moze - Hiszpania przezyla kolaboracje KK z Franco, bo
                                                    > ustawilo KK w zupelnie innym swietle.

                                                    Franco umarł 30 lat przed objęciem rządów przez Zapatero.
                                                    Jego oceny w społeczeństwie hiszpańskim wcale nie były jednoznaczne.
                                                    Do dziś chcą mu stawiać pomniki. A Chorwacja przeżyła sto razy gorszy od
                                                    frankizmu reżim Ustaszy i jakoś ich to z 90-cioprocentowego katolicyzmu nie
                                                    wyleczyło.

                                                    > Alez te konsupcyjne dobra ze swoja pustka doskonale wiążą,
                                                    > identyfikują, produkuja autoryetety i modeluja rzeczywistosc.

                                                    Tym którym na nie stać - częściowo być może. Większość jest jednak sfrustrowana,
                                                    poniżona i szuka pocieszenia w Kościele. Kapitalizm i klerykalizm w dużym
                                                    stopniu się wzajemnie napędzają.


                                                    > Donkiszoterią? Raczej pompowaniem sobie ego, he he he.
                                                    > Ja naprawde nie chce nikogo nawracac, nie wierze, ze w KP pracują
                                                    > wspolczesni odpowiednicy swietego Franciszka albo inni zbawcy
                                                    > swiata. Zbawcy swiata to raczej soltyski z zapadlych dziur, ktore
                                                    > wielkim wysilkiem animują ogarnietych marazmem ludzi, zeby cos
                                                    > zrobili dla wspolnego dobra. Albo zwiazkowcy plci obydwoja - ktorzy
                                                    > narazaja sie czasem na o wiele wiecej, niz strata pracy. To nie są
                                                    > kawiarniani intelektualisci, ale malo efektowni ludzie od czarnej
                                                    > roboty.

                                                    Pompowaniem sobie ego jest również ten rodzaj moralnego narcyzmu,
                                                    jaki wyraża się w stosowaniu tego typu starych jak świat erystycznych chwytów.
                                                    Sołtyski z zapadłych dziur, z całym szacunkiem, nie są zbawczyniami świata, choć
                                                    świetnie
                                                    służą jako fetysz ideologiczny w rodzaju ongi "prawdziwego robotnika" w takiej
                                                    retoryce, jaką tu uskuteczniasz.
                                                    Ich wpływ na społeczną świadomość jest jednak zerowy.
                                                    Pod tym względem przegrywają w cuglach z Iloną Łepkowską.
                                                    Być może jeśli któraś z nich stanie się bohaterką reportażu napisanego z
                                                    umoralniającym zacięciem w dodatku do Wyborczej
                                                    to może jakoś to trąci struny moralno-estetycznej wrażliwości grupki jej jakże
                                                    wysublimowanych moralnie czytelników. Choć ich reakcja prawdopodobnie będzie
                                                    podobna do Twojej reakcji na doniesienia o kalekich dzieciach. C'est la vie.
                                                    Bez cynizmu - nie twierdzę, że ich praca się nie liczy, ale to nieporównywalne.
                                                    Bądźmy realistami. Skala mikro i działania lokalne, a skala makro i działania
                                                    polityczne, kompleksowe to dwa różne wymiary.
                                                    A co do tych "kawiarnianych intelektualiści", wobec których pozwalasz tu sobie
                                                    na nie wiem czym uzasadniony protekcjonalizm, to zrobili zarówno rewolucję
                                                    francuską, jak i październikową:]
                                                    Już nie wdając się w oceny - to pokazuje, kto naprawdę zmienia świat.
                                                    Ludzie, którzy mają kapitał - finansowy, społeczny bądź intelektualny. A nie
                                                    wyłącznie moralny.

                                                  • kocia_noga Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 19.02.10, 20:10
                                                    brundlefly napisał:


                                                    > > Pokaz mi religię, ktora dysponuje taka doktryną :)
                                                    >
                                                    > Mam Ci zacząć wymieniać wewnętrzne sprzeczności Biblii czy
                                                    doktryny Kościelnej
                                                    > albo Koranu? Nie chce mi się. Polecam np. "Traktat ateologiczny"
                                                    Michela
                                                    > Onfrey'a.

                                                    nie czytałam, ale dla mnie jest oczywiste, że każda religia musi z
                                                    samej istoty być wewnętrznie sprzeczna a także jej główne dogmaty,
                                                    inaczej nie miałaby wyznawców.



                                                    > Tu by można było zacząć spór o faktyczność istnienia Jezusa,


                                                    www.jesusneverexisted.com/surfeit-polish.htm

                                                    jhak dla mnie wsio ryba, czy to postać autentyczna czy wytwór
                                                    zbiorowej myśli ówczesnych elit intelektualnych; jego nauka jest
                                                    czymś innym niż stoicyzm i buddyzm, z których niewątpliwie czerpał.



                                                    > Poza tym ciągle to poczucie ignotum per ignotum. Bóg jest
                                                    miłością, Bóg jest
                                                    > prawdą.

                                                    a to już wpływy platońskie, a właściwie neoplatońskie -Plotyn i
                                                    reszta, dodane nie bez oporów znaqcznie później.


                                                    > > Alez te konsupcyjne dobra ze swoja pustka doskonale wiążą,
                                                    > > identyfikują, produkuja autoryetety i modeluja rzeczywistosc.
                                                    >
                                                    > Tym którym na nie stać - częściowo być może. Większość jest jednak
                                                    sfrustrowana
                                                    > ,
                                                    > poniżona i szuka pocieszenia w Kościele.

                                                    dodam jeszcze, że religia zastępuje filozofię szerszym masom, to
                                                    taka filozofia dla ubogich i niewybrednych, łagodzi przy tym lęk
                                                    przed śmiercią i obiecuje życie wieczne, więc daje w bańkę:)
                                                  • bene_gesserit Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 21.02.10, 03:10
                                                    brundlefly napisał:

                                                    > Nie można znać WSZYSTKICH faktów. I nigdy nie można znać CAŁEJ
                                                    prawdy.
                                                    > Zawsze da się wygrzebać drobiazg, który rzuci nieco inne światło.

                                                    Nie nie nie. To jest niezdrowa przesada. Sa sprawy proste,
                                                    skonczone (snieg topnieje), gdzie kontekst, calosc etc sa jak
                                                    najbardziej do objecia.

                                                    > To nie znaczy, że fakty należy negować, wystarczy tylko
                                                    ostrożniej je
                                                    > interpretować.

                                                    Dlaczego ostrozniej? Przeciez to i tak wszystko zawsze nieprawda,
                                                    twierdzisz ty. He he.

                                                    > Tu mówiłem o czymś innym. Topnienie śniegu to fenomen, który jawi
                                                    się
                                                    > Twojej jaźni. Moja jaźń może to potwierdzać. Wówczas mamy pole
                                                    interubiektywnej
                                                    > zgody. Ale intersubiektywność to nie obiektywność.

                                                    Yhyyy. A tymczasem snieg topnieje NAPRAWDĘ.

                                                    > To zależy. Im bogatsi, bardziej świadomi
                                                    > i mniej poranieni przez los tym mniej
                                                    > na pewno fanatyczni

                                                    Znam mnostwo poranionych przez los (szczerze: nie ma wsrod dobych
                                                    znajomych chyba nikogo, kto by nie byl przez los doswiadczony ponad
                                                    sily, stanowczo za wczesnie), ktorych cierpienie otworzylo na
                                                    innych, na empatię i inne takie. Fanatycy nie są empatyczni i
                                                    wrazliwi.

                                                    > i luźniej z KK związani.

                                                    Czyli wg ciebie jak kto jest bogaty z domu i nikt go nie molestowal
                                                    w dziecinstwie itd to nie odczuwa potrzeby Boga?
                                                    Osobliwy poglad - nie spotkalam sie z badaniami, ktore by go jakos
                                                    w realu umiejscawialy. Noi - problem jednak w tym, ze o ile bogatym
                                                    mozna byc przez cale zycie, o tyle od wielkiego cierpienia nikogo
                                                    sie uchronic nie da, nawet dużą forsą.

                                                    Jednak jeśli są to ludzie
                                                    > generalnie nieszczęśliwi, a KK jest ich głównym pocieszycielem i
                                                    dostarczyciele
                                                    > m
                                                    > poczucia więzi wspólnotowej,

                                                    Skad ty te modele realu wytrzaskujesz? Sam to wymyslasz?
                                                    Wybor wiary jako strategii radzenia sobie z realem to raczej
                                                    kwestia kultury, w ktorej sie wychowalo i mentorow na ktorych sie
                                                    natknelo w wieku dojrzewania, ktory imho konczy sie kolo 30tki. Nie
                                                    mowiac juz o relacji z rodzicami (wg badan, ktorych autorow
                                                    oczywiscie nie pamietam, to niemowleca wiez z rodzicami modeluje
                                                    pozniejsze relacje z bogiem).

                                                    to da się z nich zrobić (utwierdzając ich dodatkow
                                                    > o
                                                    > w poczuciu szczególnej misji i podsycając syndrom oblężonej
                                                    twierdzy) idealnych
                                                    > janczarów "pro-life".

                                                    Ja juz pisalam wyzej o tym, ze religia zaspokaja caly szereg
                                                    potrzeb, nie tylko potrzebę Boga.

                                                    > > Pokaz mi religię, ktora dysponuje taka doktryną :)
                                                    >
                                                    > Mam Ci zacząć wymieniać wewnętrzne sprzeczności Biblii

                                                    Nie musisz, bo po pierwsze orientuje sie calkiem niezle, a po
                                                    drugie zle napisalam i mialo byc pokaz mi religię, ktora NIE
                                                    dysponuje taka doktryną
                                                    .

                                                    > Tu by można było zacząć spór o faktyczność istnienia Jezusa,

                                                    Nie, nie mozna, bo to nie ma najmniejszego znaczenia.

                                                    > Kazanie na górze jest lekcją pasywności i
                                                    > pokory wobec frustracji naturalnych potrzeb etc.

                                                    Ktos tu powyzej pisal o 'ostroznosci interpretacji', ale moze to
                                                    jednak nie byles ty. <zart>

                                                    A np. chrześcijańska koncepcja
                                                    > wolności, która de facto sprowadza się do stwierdzenia, że
                                                    jesteśmy wolni o
                                                    > tyle, o ile jesteśmy posłuszni boskim przykazaniom? (vide
                                                    encyklika "Veritatis
                                                    > Splendor JPII)

                                                    Wykuluj, naprawde - nie pisalam ani slowa o JPII. Chyba, ze cos
                                                    przeoczylam, to badz laskaw wskazac.

                                                    Zadziwia mnie ile osób, jak
                                                    > widać nawet feministek, daje się łapać na cukier tych
                                                    egzaltowanych formułek.

                                                    Zadziwia mnie, jak wiele sobie mozna wymyslic i jeszcze obarczyc
                                                    tym wymysleniem kogos bogu ducha winnego.

                                                    > Poza tym ciągle to poczucie ignotum per ignotum. Bóg jest
                                                    miłością, Bóg jest
                                                    > prawdą. Miłość to słowo definiowane przez wieki i
                                                    niezdefiniowane, Bóg też,
                                                    > prawda to samo, wolność takoż.

                                                    Bo tu nie ma nic do rozumienia, tylko do oswiecenia. Kazdy, kto
                                                    tego doswiadczyl - nie pomyslal - doskonale wie, o co biega.
                                                    Intellectus, nie ratio.

                                                    > Ja nie chcę, żeby bliźni mnie kochał. Chcę, żeby mnie nie zabił,
                                                    nie pobił, nie
                                                    > okradł i nie opluł.

                                                    Dla mnie bomba, ale ja nie mialam intencji cie nawracac.

                                                    > W ruchach pro-life jest od cholery kobiet. Być może nawet więcej
                                                    > niż facetów. I mam wrażenie, że właśnie kobiety łatwiej
                                                    zmanipulować,
                                                    > wziąć na naiwną empatię i dobre serce.

                                                    Tak, baby to takie uczuciowe bardziej są, męzczyzna to lubi
                                                    najsampierw pomyślec.

                                                    > A ja mam wrażenie, że nigdy po 89 nie było tak histerycznie-
                                                    konserwatywnie jak
                                                    > teraz przez ostatnie 4 lata. 10 lat temu to SLD wygrało wybory, a
                                                    Jaruga
                                                    > obejmowała urząd.

                                                    SLD u steru to niby to swiadectwo oswiecenia? Buhaha, jak piszą
                                                    dzieci.

                                                    > Człowiek nieprzytomny np. po wypadku ma imię, nazwisko, rodzinę,
                                                    znajomych,
                                                    > wspomnienia, pracę,dorobek, zobowiązania, konto w banku, wzięte
                                                    kredyty,
                                                    > ubezpieczenie na życie etc.
                                                    > Jest więc istotą mocno osadzoną społecznie.

                                                    Zygota tez jest osadzona spolecznie. Co prawda nie ma kredytow, ale
                                                    niemowleta, a nawet dzieci tez ich nie miewają.
                                                    Zieeeew.

                                                    > Zygota nie tkwi w żadnych więziach społecznych, c
                                                    > o
                                                    > zmienia diametralnie postać rzeczy. Tak więc ostentacja z
                                                    ziewaniem jest tu
                                                    > średnio na miejscu.

                                                    Jak najbardziej.
                                                    Dzicy ludzie tez nie tkwia w wieziach, wiec wg ciebie nie są
                                                    ludzmi. Ueeea.

                                                    > Franco umarł 30 lat przed objęciem rządów przez Zapatero.

                                                    Co nie zmienia faktu, ze kolaboracja hiszpanskiego KK z rezimem na
                                                    zawsze zmienila stosunek Hiszpanow do KK.

                                                    > Jego oceny w społeczeństwie hiszpańskim wcale nie były
                                                    jednoznaczne.
                                                    > Do dziś chcą mu stawiać pomniki.

                                                    Tak, Hitlerowi rowniez, noi? Nie ma spoleczenstwa, ktore mialoby
                                                    jednoznaczny stosunek do czegokolwiek.

                                                    > > Alez te konsupcyjne dobra ze swoja pustka doskonale wiążą,
                                                    > > identyfikują, produkuja autoryetety i modeluja rzeczywistosc.
                                                    >
                                                    > Tym którym na nie stać - częściowo być może. Większość jest
                                                    jednak sfrustrowana
                                                    > ,
                                                    > poniżona i szuka pocieszenia w Kościele. Kapitalizm i klerykalizm
                                                    w dużym
                                                    > stopniu się wzajemnie napędzają.

                                                    To ciekawe, bo w zazwyczaj im bardziej kapitalistyczne panstwo, tym
                                                    bardziej puste w nim swiątynie, pomijajac moze USA.

                                                    > Pompowaniem sobie ego jest również ten rodzaj moralnego narcyzmu,
                                                    > jaki wyraża się w stosowaniu tego typu starych jak świat
                                                    erystycznych chwytów.

                                                    Co to jest moralny narcyzm, bo nie rozumiem?

                                                    > Sołtyski z zapadłych dziur, z całym szacunkiem, nie są
                                                    zbawczyniami świata,

                                                    Mozemy o tym prozmawiac, bo samo twoje 'bo tak' to trochę za malo,
                                                    zeby to kategoryczne stwierdzenie brac powaznie. Mam jednak
                                                    wrazenie, ze wziales metaforę 'zbawcy' nieco zbyt doslownie.

                                                    cho
                                                    > ć
                                                    > świetnie
                                                    > służą jako fetysz ideologiczny w rodzaju ongi "prawdziwego
                                                    robotnika" w takiej
                                                    > retoryce, jaką tu uskuteczniasz.

                                                    To byc moze, ale tymczasem ja mam wrazenie, ze uskuteczniasz tu
                                                    imputowanie mi niedojrzalych, gimnazjalistki godnych naiwnosci?
                                                    Radzilabym rozwagę, bo twoje domniemania swiadcza raczej o tobie,
                                                    niz o mnie.
                                                  • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 10.03.10, 16:46
                                                    bene_gesserit napisała:

                                                    > Nie nie nie. To jest niezdrowa przesada. Sa sprawy proste,
                                                    > skonczone (snieg topnieje), gdzie kontekst, calosc etc sa jak
                                                    > najbardziej do objecia.

                                                    Na użytek naszej codziennej praktyki opanowywania rzeczywistości - tak. Musimy
                                                    to zakładać. Inaczej nie

                                                    dałoby się prowadzić choćby spraw sądowych. Ale bezwzględnie - nie. Istnieje
                                                    margines, który oddziela naszą

                                                    intersubiektywność od obiektywności.

                                                    > Yhyyy. A tymczasem snieg topnieje NAPRAWDĘ.

                                                    W potocznym, pragmatycznym rozumieniu prawdy - tak. Ale jak chcemy podejść do
                                                    prawdy NAPRAWDĘ - to

                                                    niewiadomo:]
                                                    Ale sądzę, że ta dyskusja jest zbyt akademicka żeby ją tutaj ciągnąć:)

                                                    > Znam mnostwo poranionych przez los (szczerze: nie ma wsrod dobych
                                                    > znajomych chyba nikogo, kto by nie byl przez los doswiadczony ponad
                                                    > sily, stanowczo za wczesnie), ktorych cierpienie otworzylo na
                                                    > innych, na empatię i inne takie.

                                                    Jeśli Ci powiem, że większość samobójców to bezrobotni mężczyźni po
                                                    czterdziestce to fakt, że masz wśród

                                                    znajomych ludzi podpadających pod ten opis, którzy nie planują się zabić, nie
                                                    będzie i tak celnym

                                                    kontrargumentem. Jeśli stworzysz statystyczny portret fanatyzującego katola to
                                                    zaręczam Ci, że nie będzie to

                                                    zamożnny, zadowolony z siebie inteligent. Np. radiomaryjni emeryci - typowa
                                                    grupa wykluczonych, o których

                                                    nikt się nie upomniał po przemianach, którzy dostawali głodowe emerytury i czuli
                                                    się poniewierani we własnym

                                                    kraju - no to Rydzol się o nich upomniał (i o ich wdowie grosze, które w masie
                                                    okazały się nie do

                                                    pogardzenia)

                                                    > Czyli wg ciebie jak kto jest bogaty z domu i nikt go nie molestowal
                                                    > w dziecinstwie itd to nie odczuwa potrzeby Boga?
                                                    > Osobliwy poglad - nie spotkalam sie z badaniami, ktore by go jakos
                                                    > w realu umiejscawialy.

                                                    Fanatyzm religijny to nie jest problem wysoko rozwiniętych społeczeństw o
                                                    wysokim poziomie deklarowanego

                                                    poczucia bezpieczeństwa, zadowolenia i małym wskaźniku konfliktów społecznych.
                                                    Nie potrzeba

                                                    wyspecjalizowanych badań aby skonstatować taki fakt.

                                                    Noi - problem jednak w tym, ze o ile bogatym
                                                    > mozna byc przez cale zycie, o tyle od wielkiego cierpienia nikogo
                                                    > sie uchronic nie da, nawet dużą forsą.

                                                    To prawda, ale tu raczej nie chodzi o wielkie cierpienie tylko poczucie krzywdy,
                                                    wykluczenia i lęku.

                                                    > Skad ty te modele realu wytrzaskujesz? Sam to wymyslasz?

                                                    Nie wymyślam, to choćby z obserwacji środowiska, w którym się obracam i
                                                    zgeneralizowane. Może i

                                                    generalizacja średnio uprawniona metodologicznie, ale zbudowana na wielokrotnie
                                                    ponawianym doświadczeniu.

                                                    > Wybor wiary jako strategii radzenia sobie z realem to raczej
                                                    > kwestia kultury, w ktorej sie wychowalo i mentorow na ktorych sie
                                                    > natknelo w wieku dojrzewania, ktory imho konczy sie kolo 30tki.

                                                    Ale kultura to nie jest konstans i zmienia się w zależności od zmiany warunków
                                                    bytowych.

                                                    Nie
                                                    > mowiac juz o relacji z rodzicami (wg badan, ktorych autorow
                                                    > oczywiscie nie pamietam, to niemowleca wiez z rodzicami modeluje
                                                    > pozniejsze relacje z bogiem).

                                                    ale ateiści rekrutują się z różnych modelów rodzin

                                                    > Nie musisz, bo po pierwsze orientuje sie calkiem niezle, a po
                                                    > drugie zle napisalam i mialo byc pokaz mi religię, ktora NIE
                                                    > dysponuje taka doktryną
                                                    .

                                                    nie ma takiej, gdyby była, już by jej nie było - to dość oczywiste

                                                    > > Tu by można było zacząć spór o faktyczność istnienia Jezusa,
                                                    >
                                                    > Nie, nie mozna, bo to nie ma najmniejszego znaczenia.

                                                    Zaraz, darzysz najwyższym szacunkiem człowieka, który nie ma najmniejszego
                                                    znaczenia czy kiedykolwiek

                                                    istniał?

                                                    > > Kazanie na górze jest lekcją pasywności i
                                                    > > pokory wobec frustracji naturalnych potrzeb etc.
                                                    >
                                                    > Ktos tu powyzej pisal o 'ostroznosci interpretacji', ale moze to
                                                    > jednak nie byles ty. <zart>

                                                    No chwila, tak jest tam napisane!


                                                    "A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim
                                                    sercu dopuścił z nią

                                                    cudzołóstwa. Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i
                                                    odrzuć od siebie."

                                                    (i nerwica seksualna gotowa)

                                                    "A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w
                                                    prawy policzek, nadstaw mu i

                                                    drugi!"

                                                    (to świetna taktyka wobec np. pacyfikacyjnego oddziału SS, z pewnością bardzo
                                                    ich zawstydzi i doprowadzi do

                                                    skruchy)

                                                    "Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie.
                                                    Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie."

                                                    etc.
                                                    Ogólnie kult bierności, wyrzeczenia i ściągania w dół tego, co pnie się do góry.
                                                    To oczywiście miało praktyczny wymiar - pozwalało łatwiej utrzymać ludność w
                                                    poddaństwie.

                                                    A może masz jakiś inny sensacyjny klucz interpretacyjny do tych fragmentów?

                                                  • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 10.03.10, 16:47
                                                    bene_gesserit napisała:

                                                    > Wykuluj, naprawde - nie pisalam ani slowa o JPII. Chyba, ze cos
                                                    > przeoczylam, to badz laskaw wskazac.

                                                    To jest uniwersalna chrześcijańska koncepcja "wolności". JPII podałem tylko jako
                                                    jedno ze źródeł, gdzie jest formułowana.


                                                    > Bo tu nie ma nic do rozumienia, tylko do oswiecenia. Kazdy, kto
                                                    > tego doswiadczyl - nie pomyslal - doskonale wie, o co biega.
                                                    > Intellectus, nie ratio.

                                                    Niech sobie każdy doświadcza czego chce i co jest mu dane, ja jestem
                                                    tolerancyjny i naprawdę niemal każdą ludzką potrzebę potrafię zrozumieć - od
                                                    scjentologii po koprofilię - ale może PRAWO budujmy w oparciu o to, czego
                                                    doświadczamy wszyscy i co umiemy nazwać.

                                                    > Dla mnie bomba, ale ja nie mialam intencji cie nawracac.

                                                    bałem się, że zaczniesz mnie bombardować miłością ;)

                                                    > Tak, baby to takie uczuciowe bardziej są, męzczyzna to lubi
                                                    > najsampierw pomyślec.

                                                    Oczywiście Ty uważasz, że to stereotyp. Dlaczego więc, powiedz mi, mniej kobiet
                                                    niż mężczyzn w tym kraju daje sobie prawo do usuwania ciąży?

                                                    > SLD u steru to niby to swiadectwo oswiecenia? Buhaha, jak piszą
                                                    > dzieci.

                                                    Nie świadectwo oświecenia, ale świadectwo tego, że Polska wtedy nie była całkiem
                                                    czarna. Jasne, że jakie SLD jest i było każdy widzi, ale im wówczas było
                                                    najbardziej nie po drodze z KK i ideowo najbliżej feminizmu, choćby ze względu
                                                    na Jarugę czy Środę, które jednak dość mocno różniły się w swoim sprawowaniu
                                                    urzędu od pani Radziszewskiej.


                                                    > Zygota tez jest osadzona spolecznie. Co prawda nie ma kredytow, ale
                                                    > niemowleta, a nawet dzieci tez ich nie miewają.
                                                    > Zieeeew.


                                                    To zrobię podjazd z innej strony. Zarówno dorosły człowiek, jak i małe dziecko
                                                    dziecko, mają wykształcony układ nerwowy. Mogą znajdować się w comie, gdzie
                                                    możemy się domyślać, że nic nie czują, ale ich organy czuciowe i myślowe
                                                    istnieją, tylko ich czynność została, możliwe że czasowo, zawieszona. Tymczasem
                                                    u zygoty one nie istnieją, nie zostały w ogóle wykształcone.

                                                    > Jak najbardziej.
                                                    > Dzicy ludzie tez nie tkwia w wieziach, wiec wg ciebie nie są
                                                    > ludzmi. Ueeea.


                                                    Tzw. dzikie dzieci - czyli odchowane przypadkowo przez zwierzęta, to są tak
                                                    niewiarygodnie rzadkie przypadki, że właściwie trudno je uznawać za istotne
                                                    przypadki graniczne. Tak, dla mnie one nie są w pełni ludźmi, aczkolwiek
                                                    arbitralną decyzją objąłbym je elementarnymi ludzkim prawami tak samo jak osoby
                                                    ciężko chore psychicznie. Zauważ - czym innym jest arbitralnie komuś przyznać
                                                    człowieczeństwo (a więc i ludzkie prawa), a czym innym je zanegować.

                                                    > To ciekawe, bo w zazwyczaj im bardziej kapitalistyczne panstwo, tym
                                                    > bardziej puste w nim swiątynie, pomijajac moze USA.

                                                    Jakie konkretnie państwa kapitalistyczne masz na myśli? Bo chyba nie zaliczasz
                                                    państw Europy zachodniej czy północnej do awangardy kapitalizmu.

                                                    > Co to jest moralny narcyzm, bo nie rozumiem?

                                                    Doskonale rozumiesz, ale zdefiniuję. To zaspokajanie potrzeby poczucia wyższości
                                                    poprzez wydawanie kategorycznych sądów wartościujących (możliwych jednakże do
                                                    sformułowania pod postacią aluzji czy ukrytych w wymownym niedopowiedzeniu) -
                                                    mających drugą stronę ustawić na pozycji osoby niemoralnej bądź niedostatecznie
                                                    zorientowanej moralnie. Może być uświadomiony cyniczny i nieuświadomiony naiwny.

                                                    > Mozemy o tym prozmawiac, bo samo twoje 'bo tak' to trochę za malo,
                                                    > zeby to kategoryczne stwierdzenie brac powaznie. Mam jednak
                                                    > wrazenie, ze wziales metaforę 'zbawcy' nieco zbyt doslownie.

                                                    Dopatrzyłem się metafory, ale mi chodziło o to, że pomyliłaś porządki. Bo ja
                                                    mówiłem o polityce społecznej w świetle uniwersalnej teorii, a Ty mi wyjechałaś
                                                    z lokalną praktyką. Stąd "sołtyski" potraktowałem jako ideologiczny fetysz
                                                    mający storpedować dialog - coś w stylu 'prawdziwego robotnika' czy 'pieniędzy
                                                    podatników'.
                                                  • bene_gesserit Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 21.02.10, 03:11
                                                    > Ich wpływ na społeczną świadomość jest jednak zerowy.

                                                    Udowodnij.

                                                    > Pod tym względem przegrywają w cuglach z Iloną Łepkowską.

                                                    Acha, wiec chodzilo o to, ze dzialaja lokalnie, wiec wplyw maja
                                                    maly, domyslam sie, wiec mozna zlekcewazyc.
                                                    Ciekawe, ale nie podzielam.

                                                    > Bez cynizmu - nie twierdzę, że ich praca się nie liczy, ale to
                                                    nieporównywalne.

                                                    Nie bardzo rozumiem.
                                                    To znaczy rozumiem, ze wg ciebie Lebkowska ma na swiadomosc mas
                                                    wplyw wiekszy niz soltyski (zwiazkowcy ci gdzies umkneli, ciekawe
                                                    czemu?), ale co to ma wlasciwie do rzeczy?

                                                    > Bądźmy realistami. Skala mikro i działania lokalne, a skala makro
                                                    i działania
                                                    > polityczne, kompleksowe to dwa różne wymiary.

                                                    Uff, dobrze ze ktos to w koncu glosno powiedzial.

                                                    (sorry, nie moglam sie opanowac)

                                                    > A co do tych "kawiarnianych intelektualiści", wobec których
                                                    pozwalasz tu sobie
                                                    > na nie wiem czym uzasadniony protekcjonalizm, to zrobili zarówno
                                                    rewolucję
                                                    > francuską, jak i październikową:]

                                                    Kiedy ja, rozumiesz, bardziej wspolczesnosc mialam na mysli, bo
                                                    mialam wrazenie, ze o niej rozmawiamy.

                                                    > Już nie wdając się w oceny - to pokazuje, kto naprawdę zmienia
                                                    świat.
                                                    > Ludzie, którzy mają kapitał - finansowy, społeczny bądź
                                                    intelektualny. A nie
                                                    > wyłącznie moralny.

                                                    Soltyski i zwiazkowcy jak najbardziej maja kapital spoleczny, wiec
                                                    o co cho?
                                          • easz Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 16.02.10, 23:53
                                            bene_gesserit napisała:

                                            > > No właśnie o tym piszę, o państwie bożym.
                                            >
                                            > Mozliwe, ze oni mieliby takie ambicje, ale - no wlasnie -
                                            musialoby cos pie...ąć, zeby byly na to szanse. Np internet by
                                            zniknal, raz i na zawsze - wtedy mieliby jakas szansę.

                                            Internet to jest niedawna sprawa na taką skalę. A w ogóle mówisz
                                            jakby to było absolutnie niemożliwe. Wystraczy zacząć od małej
                                            cenzury jak już i kroczek po kroczku, a to przecież niedawno u nas
                                            było, taki pomysł i pewnie wciąż jeszcze jest realne. Nie warto
                                            paranoiczyć, ale tak zlewać zupełnie i obśmiewać "paranoików", to co
                                            najmniej równie dziś gupiutkie, bo lepsze absurdy się przyjmowały, i
                                            tu i tam się przyjmują. Skąd niby ta straszna rzecz na 'f' np?

                                            > > Ale jeśli dobitnie wskażesz atrakcyjność stylu życia
                                            > niekatolickiego, to nagle
                                            > > się okaże, że ten katolicyzm uwiera jak gorset.
                                            >
                                            > Nie wiem.
                                            > Dla mnie takie mądrzenie xianinowi o tym, jak to fajnie byc
                                            > niexianinem byloby dowodem wyjątkowej arogancji. Tak samo jak
                                            > wkurzajacy sa xianie, ktorzy probuja nawracac nie-xian.
                                            > Zreszta - nie ma zycia fajnego 'w ogole'. Jednemu lezy to, innemu
                                            > tamto.

                                            Tylko że forumowicz imo nie o tym. To, co powyżej napisał to jest
                                            fakt, dlatego w Pl tak mało katolików żyje po katolicku ściśle, że
                                            tak powiem. Bo tak się nie da, tak też można powiedzieć. I znów, wg
                                            moich obserwacji, to włąśnie katolicy mają problem z chęcią
                                            narzucenia swojego systemu norm, wartości, czy jak to nazwać
                                            wszystkim innym, a nie ateiści np. Jaki wielki się zrobił szum wokół
                                            marszu ateistów. Choć czy na większą skalę aż taki duży? Dlaczego?
                                            Bo nie było to ekspansywne, nie było - jak próbuje Kościół zbić
                                            swoje na sprawie krzyży w urzędach - tym, że ateiści narzucają/chcą
                                            narzucić swoje. Ateiści się bronią, ateiści mają dosyć.
                                            Z czego wynika narzucanie - pewnie z 'ludzkich' odruchów też i
                                            pewnie upraszczając i ateiści nie są od tego wolni, jednak coś tam
                                            jest na rzeczy w tym, że to wynika z jedynie słusznego i prawdziwego
                                            kanonu katolickiego, poczucia lepszości, no niestety, o tym już
                                            pisałam, specjalnie ukryte to nie jest plus prawdziwy Polak katolik
                                            itp.
                                            Jak z papierosami - kto komu co w knajpach narzuca?

                                            Sądzę, że wystarczyłby tu jakiś gość z Frondy i trochę inna byłaby z
                                            nim gadka;)'

                                            > Ja mam akurat w nosie, czy ktos uznaje moj styl zycia za
                                            > atrakcyjny, mam w nosie ilu ludzi i z jakich powodow
                                            przekonwertuje
                                            > sie na tą czy przeciwna stronę. Mi zalezy jedynie na tym, zeby KK
                                            > nie mialo tak olbrzymiego wplywu na zycie ludzi w tym kraju.

                                            Ależ o to chodzi i forumowiczowi chyba też?

                                            > > Podział na nienaturalną i naturalną antykoncepcję sprowadza się
                                            > de facto do podziału na anykoncepcję skuteczną i nieskuteczną. I
                                            chyba w gruncie rzeczy o to chodzi.
                                            >
                                            > To rozpowszechniony poglad, ja jednak nie jestem wcale pewna, czy
                                            > nie jest falszywy, trzynajmniej jesli chodzi o zdrowe kobiety bez
                                            > zaburzen hormonalnych. Imho powszechnosci pogladu, ze naturalne
                                            > metody nie dzialaja, maczaly rece wielkie firmy farmaceutyczne.

                                            No wiesz? Powtórzę chyba - spisek, spisek. Ale rozumiem, że własne
                                            paranoje są fajniejsze;) Z takim czymś to też jednak lepiej uważać,
                                            z takim mówieniem, ale rozumiem, że jesteś ostrożna w sądach?
                                            Np. bardzo dużo złego zrobiła ta afera szczepionkowa ostatnia, no bo
                                            chyba nią była? Niektórzy nie tylko nabrali awersji do szczepień w
                                            ogóle, ale do lekarzy, badań itd. To jest b. niedobre.

                                            > Jest wielu ludzi, takze w Polsce, ktorzy tak zyja.

                                            Statystyki poproszę;)
                                            Żyją tak - z różnych powodów, finansowych i zdrowotnych np. też.

                                            > Czesc mojej
                                            > rodziny jest radiomaryjna i maja dokladnie tyle dzieci, ile
                                            > planowali, chociaz z pewnoscia nie uzywaja chemicznych metod
                                            > regulacji plodnosci.

                                            Nie musisz wiedzieć wszystkiego;) Ale to - raz, że nie każdy tak po
                                            prostu może, dwa - komfort psychiczny jest ważny.
                                            A ponieważ nie bardzo już czaję skąd ten wątek poboczny tu, to się
                                            rozpisywała nie będę.
                                      • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 16.02.10, 14:13
                                        bene_gesserit napisała:



                                        > Nie mam, na definicje jestem za glupia, tym bardziej naukowe.

                                        Nie kokietuj;P Skoro przez lata uczestniczyłaś w sporach zahaczających o
                                        definicję człowieka, to chyba jakoś umiesz chociaż wymienić cechy potrzebne do
                                        tego, aby ktoś stał się podmiotem praw człowieka.

                                        > Ewentulanie 'czlowiekiem jest ten, kogo za czlowieka uznaję'. He he.

                                        To jest akurat dosyć nazi ;)

                                        > Bingo. Bo, pomijajac ewentualnych i hipotetycznych Oswieconych, nie
                                        > ma.

                                        Ale w uzusie słowo "uprzedzenie" funkcjonuje trochę inaczej, jest bardziej
                                        nacechowane i zawężone, stąd nieporozumienie.
                                      • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 16.02.10, 14:16
                                        bene_gesserit napisała:

                                        >No tak, jesli ktos nie jest weteranem takich sporow, to mozliwe.
                                        >Po latach uczestniczenia i obserwacji wielu dyskusji na temat,
                                        >moglabym spisac zbior dyzurnych argumentów i kontrargumentow dla
                                        >kazdej ze stron, ale nie napisze, bo to nudne.
                                        >Raczej to przekonywanie musialoby sie oprzec na jakiejs
                                        >manipulacji, dotarciu do emocji.

                                        Tak właśnie niestety lub stety jest.
                                        • benek231 Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 16.02.10, 22:48
                                          brundlefly napisał:

                                          > bene_gesserit napisała:
                                          >
                                          > >No tak, jesli ktos nie jest weteranem takich sporow, to mozliwe.
                                          > >Po latach uczestniczenia i obserwacji wielu dyskusji na temat,
                                          > >moglabym spisac zbior dyzurnych argumentów i kontrargumentow dla
                                          > >kazdej ze stron, ale nie napisze, bo to nudne.
                                          > >Raczej to przekonywanie musialoby sie oprzec na jakiejs
                                          > >manipulacji, dotarciu do emocji.
                                          >
                                          > Tak właśnie niestety lub stety jest.


                                          *No bo nie moze byc inaczej, jako ze nie istnieje pole dla kompromisow. Pojscie
                                          na takowe, przez przeciwnikow praw kobiet, musialoby doprowadzic do plajty
                                          calego szerokozakrojonego przedsiewzecia, ktore z grubsza opisalem w poscie na
                                          koncu lisy, ktory nie doczekal sie zadnej krytyki.

                                          Podobnie ze strona pro-choice, ktora takze nie moze zrezygnowac z wlasnych
                                          pryncypiow.

                                          Po prostu musi trwac przepychanka.
                                          • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 16.02.10, 23:59
                                            benek231 napisał:

                                            > brundlefly napisał:
                                            >
                                            > > bene_gesserit napisała:
                                            > >
                                            > > >No tak, jesli ktos nie jest weteranem takich sporow, to mozliwe.
                                            > > >Po latach uczestniczenia i obserwacji wielu dyskusji na temat,
                                            > > >moglabym spisac zbior dyzurnych argumentów i kontrargumentow dla
                                            > > >kazdej ze stron, ale nie napisze, bo to nudne.
                                            > > >Raczej to przekonywanie musialoby sie oprzec na jakiejs
                                            > > >manipulacji, dotarciu do emocji.
                                            > >
                                            > > Tak właśnie niestety lub stety jest.
                                            >
                                            >
                                            > *No bo nie moze byc inaczej, jako ze nie istnieje pole dla kompromisow. Pojscie
                                            > na takowe, przez przeciwnikow praw kobiet, musialoby doprowadzic do plajty
                                            > calego szerokozakrojonego przedsiewzecia, ktore z grubsza opisalem w poscie na
                                            > koncu lisy, ktory nie doczekal sie zadnej krytyki.

                                            no już się doczekał

                                            > Podobnie ze strona pro-choice, ktora takze nie moze zrezygnowac z wlasnych
                                            > pryncypiow.
                                            >
                                            > Po prostu musi trwac przepychanka.

                                            Z tym, że ja jestem akurat niemal pewien, że Kościół w końcu tą walkę przegra.
                                            Będzie się to ciągnąć jeszcze latami, ale jeśli nie będzie krachu/wojny/pandemii
                                            a będzie następował progres cywilizacyjny to w końcu Kościół się tak wyalienuje,
                                            że nawet w Polsce się wyludni i uwiędnie. Dlatego, że cały rozwój ludzkości -
                                            per saldo wraz z okresami regresów i zastojów - zmierza do coraz większego
                                            upodmiotowienia człowieka, coraz większej redukcji władzy człowieka nad
                                            człowiekiem i wyzwolenia z archaicznych struktur poznawczych jak religie,
                                            przesądy etc.
                                            Jeśli w coś w życiu wierzę, to w to, że homo religiosus, jak to nazywa
                                            Mircea Eliade, nie jest kondycją stałą dla człowieka tylko przejściową.
                                  • brundlefly c.d. 16.02.10, 01:52
                                    bene_gesserit napisała:



                                    > Alez paranoiczna mi sie wydaje, bo zakladasz istnienie tajnego
                                    > spisku w scisle okreslonym celu, a nie dlatego, ze rozni sie od
                                    > tego, co grupa deklaruje.

                                    Nie zakładam spisku, ale dopuszczam możliwość, że część działaczy
                                    katolickich, co bardziej świadomych, jest również świadoma realnych
                                    celów swoich działań. Tak jak Michalski napisał w swoim tekście w KP
                                    linkowanym tu na forum. Kaczyński, jego zdaniem niewierzący, używa
                                    Boga instrumentalnie do celów czysto politycznych. Czy to jest zaraz
                                    spisek? Nie, na razie to zwykły cynizm.

                                    > > Żeby był sens przeprowadzenia takich badań najpierw trzeba
                                    > sformułować
                                    > > jakąś hipotezę.
                                    >
                                    > No, jakaś hipoteze to przecież masz :)

                                    Owszem, ale ciekawiły mnie wasze :)

                                    > > On niekoniecznie musi być utajony.
                                    >
                                    > Kiedy pisales wyzej, ze jest.

                                    Utajony w sensie nieuświadomiony, a nie zakonspirowany - to różnica.

                                    > Mysle, ze zmiany o ktorych piszesz, zaszlby raczej w przypadku
                                    > karania kobiet, ktore usunely nielegalnie ciążę. Zmiany pewnie
                                    > bylyby tak duze, ze w krotkim czasie doprowadzilyby do zmiany prawa
                                    > na o wiele bardziej liberalne niz teraz.

                                    Możliwe, ale spróbuj wyobrazić sobie abstrakcyjnie te zmiany przy
                                    założeniu bezwolności mas, albo w sytuacji, gdy Kościołowi udałoby się
                                    rozbudzić w społeczeństwie szerokie poparcie dla takiego karania.
                                    Musiałby się znacząco zmienić model kultury - obyczaje, język, kształt
                                    społeczny etc. Znaleźlibyśmy się bliżej państwa bożego. Takiego, jakiego
                                    żądałby KK.

                                    > Imho to jest oczywiste - zadnej tajnosci tu nie ma, KK sie z tym
                                    > zupelnie nie kryje, choc nie werbalizuje tego.

                                    Jeśli tego nie werbalizuje, to znaczy, że to ukrywa.

                                    Nie musi, bo to
                                    > oczywiste - gdzies powyzej piszala o tym zreszta kocia noga. Wplyw
                                    > KK się kurczy, z wielu stron, wiec organizacja walczy o przezycie
                                    > uzywajac nacisku tam, gdzie moze. A na polityke i prawodawstwo
                                    > akurat moze, bo swego czasu KK zalatwilo sobie nader korzystną
                                    > umowę konkordatową. O tym, jak KK walczy o siebie kosztem kobiet,
                                    > Graff napisala "Rykoszetem" pare lat temu.

                                    Właśnie o takie z grubsza opinie mi szło:) Zachowujesz świadomość
                                    jak bardzo skażona światopoglądem to opinia - mam nadzieję:)


                                    > > Bez trudu można udowodnić, że np. wczesny płód, który nie ma
                                    > wykształconej kory
                                    > > mózgowej, nie myśli, nie czuje ergo nie może precyzować swojej
                                    > woli.
                                    > > W Twojej wersji to już jest tylko zabawa definicjami pojęć.
                                    >
                                    > Bo to jest zabawa definicjami pojęć, ktore to nie sa przeciez wolne
                                    > od intencji/poziomu wiedzy i innych ograniczen tworcow.
                                    >
                                    > Np przyjmujac za dobrą monetę to, co napisales, nalezaloby zalozyc,
                                    > ze osoba, ktora nie moze sprecyzowac swojej woli nie jest
                                    > czlowiekiem. Kiedy pojechalam w Dolomity, wierzac, ze dogadam sie
                                    > tam w swoim szkolnym niemieckim, za cholerę nie mogłam sprecyzować
                                    > swojej woli w wielu trywialnych sytuacjach.

                                    Banalizujesz. Oczywiście, że można formułować swoją wolę bez pośrednictwa
                                    języka werbalnego. Robisz to niemal każdym gestem swojego ciała.
                                    Czy niemożność myślenia bez kory mózgowej i czucia bez wykształconych
                                    nerwów mam również udowadniać?

                                    > Powiedzialabym - przeciwnie. W dzisiejszych czasach raczej trzeba
                                    > się bronic przed tym, zeby nie wierzyć. Wiele rzeczy przyjmujemy
                                    > automatycznie, z lenistwa poznawczego lub poznawczego zmęczenia,
                                    > przebodzcowania lub - najczesciej - ze spolecznego konformizmu.
                                    > Wiele ww czynnikow, ktore okresliles jako zbyt indywidualne i
                                    > psychologiczne
                                    ma tu wielki wyplyw. Wybor odbywa sie poza
                                    > swiadomoscia, więc jaki to wybór? Raczej plynięcie z prądem,
                                    > poddawanie się impulsom i potrzebom. Chocbysmy pękli, nie mozemy
                                    > kontrolowac realu i swojej w nim pozycji non stop. Wlasnie w
                                    > dziejszych czasach jest to zupelnie niemozliwe, dopiero teraz.

                                    To prawda, ale nie do końca. Pisząc, że wierzymy w to, w co chcemy wierzyć
                                    miałem na myśli to, że kombinacja doświadczeń życiowych jednostki
                                    (indywidualnych i wspólnotowych) wykształca w niej pewne potrzeby - niektóre
                                    wspólne z wieloma innymi jednostkami, niektóre indywidualne.
                                    Pragnienie zaspokojenia tych potrzeb jest motorem podejmowanych przez jednostkę
                                    życiowych wyborów i ukierunkowuje akty jej woli i wiary.


                                    > Zgadza sie, ale ja pisalam o tu-i-teraz. Generalnie mozemy sie
                                    > bawic w cofanie do czasow Diogenesa, ale starożytni nie mieli np
                                    > pojęcia o genetyce. Definicje musza sie opierac na tym, co w nauce
                                    > aktualne.

                                    A masz sprecyzowaną definicję "człowieka" tu-i-teraz?


                                    > Noale zygota w komorze kriogenicznej dzialajacego metabolizmu nie
                                    > ma. Itd

                                    To fakt. Ale może duszę już ma! Skąd wiesz?:)

                                    > Znowu - miedzy wierszami twoich postow da sie odczytac uprzedzenie
                                    > do tamtych, imo. Nie mowiac juz o tym, ze malo jest ludzi, ktorzy
                                    > zdaja sobie sprawe i tym bardziej kontrolują swoje automatyzmy.
                                    > Dlatego procedury naukowe roznia sie od naiwnych - zeby
                                    > przeklamania zminimalizowac.

                                    Rozciągasz pojęcie "uprzedzenia" ad absurdum. W takiej sytuacji
                                    nie ma ludzi nieuprzedzonych. Skąd wiesz, może nauka poprzez swoją
                                    mityczną obiektywność jest de facto tylko skutecznym narzędziem
                                    tych przekłamań uprawomacniania.

                                    Deklarujesz otwartosc, rozumiem.
                                    > Co i tak nie wskazuje, ze nie mozesz byc uprzedzony. To dziala jak
                                    > paragraf 22, niestety.

                                    Kiedyś kiedyś byłem autentycznie uprzedzony wobec feministek. A potem takiej
                                    jednej, z którą byłem bliżej, udało się mnie przekonać, że ten ruch
                                    ma swoje racje, swoje zasługi, mimo iż jest wewnętrznie zróżnicowany i ma też
                                    swoje przegięcia. Udało się, bo w pewnym momencie pojawiła się u mnie ciekawość
                                    i chęć zrozumienia tego zjawiska zamiast zamykania się w okopach św. Trójcy
                                    moich niechęci, lęków, idiosynkrazji i stereotypów. Podobną otwartość zacząłem
                                    się starać w sobie pielęgnować wobec wszystkich innych ruchów społecznych.
                                    Ale - to nie znaczy, że muszę się z nimi zgadzać. Wystarczy, że uważnie słucham
                                    ich argumentów i staram się wychwycić ich intencję, nie wyłączając jednak
                                    aparatu krytycznego.
                                    Tym się imo różni brak uprzedzenia od braku poparcia.

                                    > Problem w tym, ze ty zamiast kontrargumentow tez nic nie masz. To
                                    > nie jest spor na argumenty, ale na postawy, emocje i wierzenia - po
                                    > obu stronach. Nierozstrzygalny - mysle, ze postep w nauce tu akurat
                                    > nic nie zmieni.

                                    Bardzo pesymistyczne stanowisko. Mnie się wydaje, że istotnie, jeśli jest
                                    to spór nie na argumenty, a na wierzenia - czyli nie w obrębie jednego systemu
                                    a dwóch różnych - to jednak można poprzez pewną argumentację można przeciągnąć
                                    pewną ilość ludzi z jednego systemu do drugiego. Choćby starając się uwypuklić
                                    większą atrakcyjność jednego względem drugiego. Jest to zadanie trudniejsze, ale
                                    nie niemożliwe. W końcu religie i ideologie pojawiają się i zanikają.
                                    Może na KK również przyjdzie kryska.


                                    > Byc moze nie angazuja sie czynnie, byc moze ogladajac w tv material
                                    > o wyrzuconym na smietnik dziecku bardzo sie wzrusz

                                    Wiesz dobrze o co mi chodzi, tylko udajesz.
                                    Są przeciwko aborcji, będąc jednocześnie przeciw
                                    antykoncepcji. To moim zdaniem wyklucza szczerość intencji bronienia
                                    nienarodzonych "dzieci".
                                    • bene_gesserit Re: c.d. 16.02.10, 03:23

                                      > Wiesz dobrze o co mi chodzi, tylko udajesz.
                                      > Są przeciwko aborcji, będąc jednocześnie przeciw
                                      > antykoncepcji.

                                      Przeciw nienaturalnej antykoncepcji, za naturalną, wiec pudlo.
                                      Co niektorzy frondziarze zreszta pohukują, ze nalezy pamietac o
                                      tym, ze kazdy stosunek powinien miec na celu glownie prokreację.
                                      Pojawia sie wiec kwestia odpowiedzialnosci za swoje czyny i chucie.
                                      • kontodopisanianaforum Re: c.d. 16.02.10, 03:28
                                        bene_gesserit napisała:
                                        > Przeciw nienaturalnej antykoncepcji, za naturalną

                                        Widziałaś, żeby ktoś związany z KK oficjalnie nazywał NPR antykoncepcją? To nie
                                        jest tak, że oni się od tej właśnie od tej nazwy odżegnują - bo "otwartość na
                                        życie" itp.?
                                        • bene_gesserit Re: c.d. 16.02.10, 15:26
                                          Nie wiem, kompletnie na to nie zwrocilam uwagi.
                                          Chociaz tak - raczej to jest cos w rodzaju 'naturalnej regulacji
                                          plodnosci', a nie antykoncepcja - tak?
                                          • easz Re: c.d. 16.02.10, 23:31
                                            bene_gesserit napisała:

                                            > Nie wiem, kompletnie na to nie zwrocilam uwagi.
                                            > Chociaz tak - raczej to jest cos w rodzaju 'naturalnej regulacji
                                            > plodnosci', a nie antykoncepcja - tak?

                                            To jest jedna z większych sprzeczności katolicyzmu. Ja tego nigdy
                                            nie mogę pojąć do końca, choć właściwie to i owszem, pojmuję, tylko
                                            imo to oszukiwanie, takie to ich gadanie.
                                            Ale tak, tak właśnie jest. I to można trafić na każdym kroku, nawet
                                            tu na forum za Frondą pewnie, było to wielokrotnie cytowane. Np.
                                            Połtawska. Antykoncepcja to określenie bardzo umowne, a faktycznie w
                                            ogóle niezgodne z ideą, założeniami i e, zakazane.
                                      • brundlefly Re: c.d. 16.02.10, 14:21
                                        > Przeciw nienaturalnej antykoncepcji, za naturalną, wiec pudlo.

                                        Podział na nienaturalną i naturalną antykoncepcję sprowadza się de facto do
                                        podziału na anykoncepcję skuteczną i nieskuteczną. I chyba w gruncie rzeczy o to
                                        chodzi. Zakaz kościelny uprawiania seksu małżeńskiego w rzekomo niepłodne dni
                                        (bo temu by się równało bycie przeciw "naturalnej antykoncepcji") to chyba
                                        dopiero na zdecydowanie wyższym etapie dążenia do królestwa bożego mógłby się
                                        ziścić.
                                    • easz Re: c.d. 16.02.10, 08:55
                                      brundlefly napisał:

                                      > Są przeciwko aborcji, będąc jednocześnie przeciw
                                      > antykoncepcji. To moim zdaniem wyklucza szczerość intencji bronienia nienarodzonych "dzieci".

                                      To można równie dobrze uznać za bezmyślność i tyle.
                                      • kocia_noga Re: c.d. 16.02.10, 09:13
                                        easz napisała:

                                        > brundlefly napisał:
                                        >
                                        > > Są przeciwko aborcji, będąc jednocześnie przeciw
                                        > > antykoncepcji. To moim zdaniem wyklucza szczerość intencji
                                        bronienia nien
                                        > arodzonych "dzieci".
                                        >
                                        > To można równie dobrze uznać za bezmyślność i tyle.
                                        >

                                        Myślę,że można im przyznać większe zakłamanie.
                                    • kocia_noga Re: c.d. 16.02.10, 09:10
                                      brundlefly napisał:

                                      >
                                      > > Noale zygota w komorze kriogenicznej dzialajacego metabolizmu
                                      nie
                                      > > ma. Itd
                                      >
                                      > To fakt. Ale może duszę już ma! Skąd wiesz?:)


                                      Żałuję, że nie dysponuję linkiem do pewnego artykułu uczonego
                                      jaknajbardziej katolickiego, który w dobrej wierze wyłuszczał swoje
                                      wąty w tej sprawie - to, że zygota potrafi się podzielić na kilka
                                      odrębnych jednostek (bliźniaki jednojajowe), albo odwrotnie - z
                                      dwóch zapłodnionych powstaje jedna tzw hybryda i jeszcze inne tego
                                      typu cuda zachodzą do trzeciego miesiąca ciąży, co wykluczałoby
                                      wcześniejszą duchowość:)
                                      Niestety, autor nie został zaszczycony odpowiedzią :D
          • grand_bleu Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 17:43
            > Dlatego nalezy bardzo go
            > pilnować, a tym bardziej nie przejmować nowomowy przeciwnika, imho
            > to jasne.

            Zgadzam się, język jest ważny, dlatego protestuję przeciwko używaniu
            okreslenia "pro-choice" w odniesieniu do zwolenników aborcji na
            życzenie. Jest to ewidentna manipulacja sugerująca, jakoby
            przeciwnicy aborcji odrzucali możliwość wyboru. A przecież tak nie
            jest, przeciwnicy aborcji dokonuja wyboru w fazie podejmowania
            decyzji o współżyciu i sposobie zabezpieczenia się przed
            ewentualnymi konsekwencjami.
    • neuroleptyk Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 03:21
      > Ja osobiście jako ateista-materialista jestem zwolennikiem prawa
      do wczesnej
      > aborcji, gdyż wczesny płód jako byt pozbawiony układu nerwowego i
      mózgu, mimo
      > iż jest organizmem ludzkim i ma własny kod genetyczny, nie jest
      człowiekiem
      > par excellance, gdyż po pierwsze nie jest istotą czującą, po
      drugie nie jest
      > istotą społeczną.

      1. Wczesny płód posiada układ nerwowy. Można zaobserwować odruchy
      już od ok 8 tygodnia.
      2. Jeśli będziesz nieprzytomny, to nie przestajesz być człowiekiem.
      3. Co do społeczności istoty to zupełnie nie rozumiem o co ci w tym
      chodzi.
      • sabinac-0 Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 10:46
        neuroleptyk napisał:

        > 1. Wczesny płód posiada układ nerwowy. Można zaobserwować odruchy
        > już od ok 8 tygodnia.

        Nie ma kory mozgowej.

        > 2. Jeśli będziesz nieprzytomny, to nie przestajesz być człowiekiem.

        Ale jesli odkorowany - owszem.


        • neuroleptyk Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 18:54
          sabinac-0 napisała:

          > neuroleptyk napisał:
          >
          > > 1. Wczesny płód posiada układ nerwowy. Można zaobserwować
          odruchy
          > > już od ok 8 tygodnia.
          >
          > Nie ma kory mozgowej.

          No i co z tego, że nie ma? Nie ma wątpliwości iż jest to osobnik
          naszego gatunku.

          > > 2. Jeśli będziesz nieprzytomny, to nie przestajesz być
          człowiekiem.
          >
          > Ale jesli odkorowany - owszem.

          Pochówek na cmentarzu dla zwierząt??
          Jeżeli z ciała człowieka usuniesz mózg, to ono magicznie przestanie
          być ciałem czowieka?? No nie przestanie. Tak samo samochód bez
          silnika czy kierownicy nadal jest samochodem.
          • sabinac-0 Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 21:16
            neuroleptyk napisał:

            > Pochówek na cmentarzu dla zwierząt??

            Nie.
            Od niedawna nawet kilkutygodniowy plod mozna pochowac. Nie zawsze rodzice po
            poronieniu lub terminacji ciazy sobie zycza pochowku, ale maja taka mozliwosc.

          • sabinac-0 Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 21:19
            neuroleptyk napisał:

            > Jeżeli z ciała człowieka usuniesz mózg, to ono magicznie przestanie
            > być ciałem czowieka?? No nie przestanie. Tak samo samochód bez
            > silnika czy kierownicy nadal jest samochodem.
            >
            Co sadzisz zatem o terminacji ciazy jesli plod ma bezmozgowie? Wedlug Twoich
            kryteriow jest dopuszczalna czy nie?
            • neuroleptyk Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 14.02.10, 23:44
              sabinac-0 napisała:

              > neuroleptyk napisał:
              >
              > > Jeżeli z ciała człowieka usuniesz mózg, to ono magicznie
              przestanie
              > > być ciałem czowieka?? No nie przestanie. Tak samo samochód bez
              > > silnika czy kierownicy nadal jest samochodem.
              > >
              > Co sadzisz zatem o terminacji ciazy jesli plod ma bezmozgowie?
              Wedlug Twoich
              > kryteriow jest dopuszczalna czy nie?

              Nie mam nic przeciwko aborcji jesli się ją wykona tak, że nie zabije
              się przy tym człowieka. Mam tu na myśli zakończenie ciąży w postaci
              transferu zarodka poza ciało matki do sztucznej macicy np.
              Technologia się rozwija, więc czemu takie coś miałoby być niemożliwe
              w przyszłości??
              • sabinac-0 Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 15.02.10, 16:02
                Nie pytam o futurystyczne wizje.

                Moje pytanie brzmi: czy, przy obecnym stanie wiedzy i technologii, nakazalbys
                ciezarnej w 20 tygodniu ze stwierdzonym bezmozgowiem lub inna letalna wada plodu
                chodzic w ciazy jeszcze ok 5 miesiecy w oczekiwaniu na narodziny i smierc?

                Czy z powodu tych wszystkich filozoficznych rozwazan bylbys w stanie skazac zywa
                i czujaca osobe na kilkumiesieczne pieklo?
                Czy zmusilbys swoja zone/siostre/corke do donoszenia ciazy z bezmozgowym plodem?

                • benek231 Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 15.02.10, 18:16
                  sabinac-0 napisała:

                  > Nie pytam o futurystyczne wizje.
                  >
                  > Moje pytanie brzmi: czy, przy obecnym stanie wiedzy i technologii, nakazalbys
                  ciezarnej w 20 tygodniu ze stwierdzonym bezmozgowiem lub inna letalna wada plodu
                  chodzic w ciazy jeszcze ok 5 miesiecy w oczekiwaniu na narodziny i smierc?
                  >
                  >
                  *W swietle jego wczesniejszego uniku, powiedzialbym, ze jak najbardziej
                  nakazalby. Przeciez to nie on chodzilby w tej ciazy.


                  > Czy z powodu tych wszystkich filozoficznych rozwazan bylbys w stanie skazac
                  zywa i czujaca osobe na kilkumiesieczne pieklo?
                  >
                  >
                  *Oczywiscie, ze by ja skazal. Przeciez skazywalby abstrakcje.


                  > Czy zmusilbys swoja zone/siostre/corke do donoszenia ciazy z bezmozgowym plodem?
                  >
                  >
                  *A to juz zupelnie inna historia, Sabinko :O)
                • neuroleptyk Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 15.02.10, 20:44
                  sabinac-0 napisała:

                  > Nie pytam o futurystyczne wizje.
                  >
                  > Moje pytanie brzmi: czy, przy obecnym stanie wiedzy i technologii,
                  nakazalbys
                  > ciezarnej w 20 tygodniu ze stwierdzonym bezmozgowiem lub inna
                  letalna wada plod
                  > u
                  > chodzic w ciazy jeszcze ok 5 miesiecy w oczekiwaniu na narodziny i
                  smierc?
                  >
                  > Czy z powodu tych wszystkich filozoficznych rozwazan bylbys w
                  stanie skazac zyw
                  > a
                  > i czujaca osobe na kilkumiesieczne pieklo?
                  > Czy zmusilbys swoja zone/siostre/corke do donoszenia ciazy z
                  bezmozgowym plodem
                  > ?

                  Ależ to co pytasz jest futurystyczne, ponieważ nie mam obecnie
                  potomka na etapie płodu. Z resztą nie wiem jak chcesz takimi
                  pytaniami obalić fakt, że usuwanie ciąży wiąże się z zabiciem
                  człowieka. Nawet jeśli ktoś okarze się hipokrytą, to możesz z tej
                  wiedzy skonstruowć co najwyżej argument ad hominem.
                  • sabinac-0 Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 17.02.10, 00:13
                    neuroleptyk napisał:


                    > Ależ to co pytasz jest futurystyczne, ponieważ nie mam obecnie
                    > potomka na etapie płodu.

                    A dopoki nie zachorujesz, nie masz zdania na temat choroby.

                    Nie jestes kobieta, nie masz zatem zdania na temat zadnej z ich spraw, ani
                    ciazy, ani macierzynstwa.
                    Jak widze, brak wlasnego zdania na jakikolwiek temat nie stanowi zadnej
                    przeszkody w wypowiadaniu sie nan, i to z parnasu.


                    • neuroleptyk Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 17.02.10, 23:27
                      sabinac-0 napisała:

                      > neuroleptyk napisał:
                      >
                      >
                      > > Ależ to co pytasz jest futurystyczne, ponieważ nie mam obecnie
                      > > potomka na etapie płodu.
                      >
                      > A dopoki nie zachorujesz, nie masz zdania na temat choroby.

                      Tak, to ciekawe. Idąc tą drogą lekarze nie mają zdania na temat
                      wielu chorób.

                      > Nie jestes kobieta, nie masz zatem zdania na temat zadnej z ich
                      spraw, ani
                      > ciazy, ani macierzynstwa.

                      Nie jestem, ale mimo wszystko mam zdane na ten temat. Bycie kobietą
                      nie jest warunkiem konieczym by mieć zdanie na ten temat.

                      > Jak widze, brak wlasnego zdania na jakikolwiek temat nie stanowi
                      zadnej
                      > przeszkody w wypowiadaniu sie nan, i to z parnasu.

                      Tak się składa, że mam swoje zdanie na wiele tematów, a ty widocznie
                      z niemożości obalenia tego co tu napisałem zaczynasz "postulaty"
                      pisać absurdalne.
                      • sabinac-0 Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 18.02.10, 23:43
                        Napisales, ze nie jestes w stanie zrozumiec odczuc ciezarnej, bo nie posiadasz
                        potomka na etapie plodu.
                        Nie odwracaj teraz kota ogonem.
                        • neuroleptyk Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 19.02.10, 01:43
                          sabinac-0 napisała:

                          > Napisales, ze nie jestes w stanie zrozumiec odczuc ciezarnej, bo
                          nie posiadasz
                          > potomka na etapie plodu.
                          > Nie odwracaj teraz kota ogonem.

                          Kłamiesz, niczego takiego nie napisałem, ani nie wynika pośrednio z
                          tego co napisałem. Napisałem tyko, że pytanie twoje jest
                          futurystyczne. W ogóle z tego nie możesz wywnioskować nic, poza tym
                          że ci nie odpowiedziałem co bym zrobił. Co nie zmienia faktu, że
                          dalszym ciągu mam swoje zdanie na temat aborcji.
                          • sabinac-0 Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 19.02.10, 14:09
                            Alez nikt nie zabrania ci miec swojego zdania.
                            Potepiasz aborcje - masz prawo, w zwiazku z tym nie namawiaj do tego zabiegu
                            swojej zony, corki lub kochanki, nawet w najbardziej klopotliwych okolicznosciach.
                            Mozesz tez np. prowadzic edukacje seksualna mlodziezy, organizowac porady o
                            antykoncepcji, zalozyc fundacje pomagajaca ciezarnym w trudnej sytuacji ktore
                            zdecydowaly sie urodzic. Jest wiele sposobow zmniejszenia ilosci aborcji bez
                            uciekania sie do terroru.

                            Nie masz jednak prawa zmuszac zadnej kobiety (nawet zony, corki lub kochanki a
                            co dopiero obcych kobiet) by nosila ciaze i rodzila wbrew swojej woli
    • vargtimmen Co prawda... 14.02.10, 10:46

      ... nie należę do żadnych ruchów pro-life, ale jestem przeciwnikiem aborcji na
      życzenie.

      Uzasadniam to po prostu.

      Aborcja jest zabraniem cudzego życia. I choć zarodek to, podobno, jeszcze nie
      dziecko, to ma już prawa cywilne, np. prawo do dziedziczenia. Gdyby np. ktoś
      ukradł embrionowi spadek po ojcu, to byłoby karalne. Odebranie życia to sprawa
      daleko poważniejsza. Uważam, że nikt nie ma prawa dysponować życiem zarodka, ono
      należy już do niego.

      W przyznaniu prawa do aborcji na życzenie razi mnie instrumentalne podejście do
      drugiego człowieka, choćby tylko potencjalnego. Zarodek człowieka już żyje,
      rozwija się, a rodzice, albo sama matka, zdecydują, czy go zabić, czy nie.

      W tym kontekście, określenie pro-life, jest bardzo adekwatne. Aborcja jest
      zabiciem zarodka. Ruchy "pro-choice", w istocie, walczą o prawo do takiego
      zabijania.
      • hermina5 Re: Co prawda... 14.02.10, 14:06
        >I choć zarodek to, podobno, jeszcze nie
        >dziecko, to ma już prawa cywilne, np

        Wskaz mi proszę w polskim prawodawstwie ten artykuł, który definiuje
        prawa cywilne ZARODKA, w tym prawo do dziedziczenia.

        Zarodek nie ma zadnych praw cywilnych, lekarze -ginekolodzy przed 12
        tygodniem mówią jasno - prosze przyjsc moze za miesiac, polowa
        takich wczesnych ciąż leci. Chyba nie mówię tego dla jaj. Od
        zarodka do 9 m-cznego embrionu droga koszmarnie odległa.
        • vargtimmen Re: Co prawda... 14.02.10, 18:18
          hermina5 napisała:

          > >I choć zarodek to, podobno, jeszcze nie
          > >dziecko, to ma już prawa cywilne, np
          >
          > Wskaz mi proszę w polskim prawodawstwie ten artykuł,
          > który definiuje prawa cywilne ZARODKA, w tym prawo
          > do dziedziczenia.
          >

          Art. 927 par. 2 kodeksu cywilnego.


          > Zarodek nie ma zadnych praw cywilnych, lekarze -ginekolodzy przed 12
          > tygodniem mówią jasno - prosze przyjsc moze za miesiac, polowa
          > takich wczesnych ciąż leci. Chyba nie mówię tego dla jaj. Od
          > zarodka do 9 m-cznego embrionu droga koszmarnie odległa.

          Dlatego też dziedziczenie przez dzieci poczęte, a nienarodzone, jest warunkowe.
          By objąć spadek, muszą urodzić się żywe, ale ich prawa spadkowe są bronione od
          momentu poczęcia.
          • joanekjoanek Re: Co prawda... 14.02.10, 18:27
            vargtimmen napisał:

            > Art. 927 par. 2 kodeksu cywilnego.

            Którego brzmienie jest takie oto:
            "Jednakże dziecko w chwili otwarcia spadku już poczęte może być spadkobiercą, jeżeli urodzi się żywe".

            Irytujące.
            • vargtimmen Re: Co prawda... 14.02.10, 19:05
              joanekjoanek napisała:

              > vargtimmen napisał:
              >
              > > Art. 927 par. 2 kodeksu cywilnego.
              >
              > Którego brzmienie jest takie oto:
              > "Jednakże dziecko w chwili otwarcia spadku już poczęte może być spadkobiercą,
              jeżeli urodzi się żywe".
              >
              > Irytujące.


              Owszem, nieco irytujące. Z tego przepisu wynika, moim zdaniem, że nie wolno
              swobodnie rozdysponować spadku pomijając zarodek którego zmarłym ojcem jest
              spadkodawca.
              • iluminacja256 Re: Co prawda... 14.02.10, 19:12
                Jesli zarodek stanie się embrionem, a potem płodem i urodzi się
                JAKO ZYWY NOWORODEK, to dostanie swoja część majątku.

                Nikt nie dostanie nic, jesli w 7 tygodniu matka moceniej pokrwawi ,
                albo zarodek ma bezmózgowie, albo umrze przy porodzie. Proste?
                Proste. I nie wymaga mieszania w to aborcji.
                • vargtimmen Re: Co prawda... 14.02.10, 19:16
                  iluminacja256 napisał:

                  > Jesli zarodek stanie się embrionem, a potem płodem i urodzi się
                  > JAKO ZYWY NOWORODEK, to dostanie swoja część majątku.
                  >
                  > Nikt nie dostanie nic, jesli w 7 tygodniu matka moceniej pokrwawi ,
                  > albo zarodek ma bezmózgowie, albo umrze przy porodzie. Proste?
                  > Proste. I nie wymaga mieszania w to aborcji.

                  Nie o to szło w argumencie. Chodziło o to, że wystarczy, by żył zarodek, by nie
                  można było pozbawić go spadku.
                  • iluminacja256 Re: Co prawda... 14.02.10, 21:41
                    Wg twojej wersji, po facecie, który poddał sie in vitro i ma jedna
                    narodzoną córke, dziedziczy tez 5 zamrozonych zarodków w azocie...
                    • vargtimmen Re: Co prawda... 14.02.10, 22:36
                      iluminacja256 napisał:

                      > Wg twojej wersji, po facecie, który poddał sie in vitro i ma jedna
                      > narodzoną córke, dziedziczy tez 5 zamrozonych zarodków w azocie...

                      Był tu taki wątek, o kobiecie, która żądała wszczepienia zamrożonego zarodka jej
                      i zmarłego męża. Myślisz, że taki zarodek nie dziedziczy po ojcu?
                      • iluminacja256 Re: Co prawda... 15.02.10, 09:53
                        > Był tu taki wątek, o kobiecie, która żądała wszczepienia
                        zamrożonego zarodka je
                        > j
                        > i zmarłego męża. Myślisz, że taki zarodek nie dziedziczy po ojcu?

                        Na pewno nie dziedziczy niczego w Polsce. A w Stanach odziedziczy
                        dopiero jak z zarodka zamieni się w 9 m-cy pózniej we wrzeszczacego
                        noworodka, co przy trudnosciach z in vitro daje 50-do 60% szans na
                        skuteczna impalnntację i donoszenie. Niestety, nie ma jeszcze tak
                        dobrze, ze jeden zarodek = jeden noworodek.


                        Zarodek W twoim wypadku "kwestii dziedziczenia" nie jest zresztą
                        zarodkiem meza i JEGO ZONY, ale zarodkiem w macicy kobiety po
                        przypadkowym seksie, który jako noworoek umiera po porodzie. Dalej
                        nie wiadomo jakim cudem ta kobieta MA cOS DZIEDZICZYC.
                        • easz Re: Co prawda... 15.02.10, 13:31
                          iluminacja256 napisał:

                          > > Był tu taki wątek, o kobiecie, która żądała wszczepienia
                          > zamrożonego zarodka jej
                          > > i zmarłego męża. Myślisz, że taki zarodek nie dziedziczy po ojcu?
                          >
                          > Na pewno nie dziedziczy niczego w Polsce. A w Stanach odziedziczy
                          > dopiero jak

                          Iluminacjo, w przywołanej tu powyżej sprawie sąd z jakichś powodów odmówił jednak tej kobiecie. Było to na forum linkowane, włącznie z uzasadnieniem. To wszystko.
              • vargtimmen PS 14.02.10, 19:13
                Aby uniknąć trywializacji zagadnienia, warto przeczytać choćby ten artykulik:

                www.malk.republika.pl/nasciturus.pdf
      • black-emissary Re: Co prawda... 14.02.10, 15:54
        vargtimmen napisał:
        > I choć zarodek to, podobno, jeszcze nie dziecko,
        > to ma już prawa cywilne, np. prawo do dziedziczenia.

        Zarodek nie ma prawa do dziedziczenia, nabywa go dopiero w momencie narodzin.
        • pazdzioszek2010 Re: Co prawda... 14.02.10, 17:42
          > Zarodek nie ma prawa do dziedziczenia, nabywa go dopiero w momencie narodzin.

          Hmm… jak zarodek może cokolwiek nabyć w momencie narodzin, skoro w tymże momencie narodzin nie jest już zarodkiem, od dawna zresztą? :/
          • vargtimmen Re: Co prawda... 14.02.10, 18:28
            pazdzioszek2010 napisał:

            > > Zarodek nie ma prawa do dziedziczenia, nabywa go dopiero w momencie narod
            > zin.
            >
            > Hmm… jak zarodek może cokolwiek nabyć w momencie narodzin, skoro w tymże
            > momencie narodzin nie jest już zarodkiem, od dawna zresztą? :/
            >


            Myślę, że formalnie może. Sprawa nie jest całkiem akademicka.

            Wyobraź sobie dziecko poczęte przez zamożnego pana X z przypadkową kobietą. Pan
            umiera w czasie ciąży. Dziecko po nim dziedziczy, jeśli się urodzi żywe. A
            wtedy, jeśli zemrze po urodzeniu, dziedziczy po dziecku matka. A jeśli ciąża
            zostanie przedwcześnie przerwana i dziecko umrze, to ten prawny łańcuch
            dziedziczenia się chyba rozrywa.
            • iluminacja256 Re: Co prawda... 14.02.10, 18:43
              >Wyobraź sobie dziecko poczęte przez zamożnego pana X z przypadkową
              >kobietą
              A
              > wtedy, jeśli zemrze po urodzeniu, dziedziczy po dziecku matka.

              A niby to jakim prawem matka ma cokolwiek dziedziczyć, skoro
              była "przypadkową kobietą", a nie zoną, ani osobą wyszczególnioną w
              testamencie?
              • vargtimmen Re: Co prawda... 14.02.10, 19:05
                iluminacja256 napisał:

                > >Wyobraź sobie dziecko poczęte przez zamożnego pana X z przypadkową
                > >kobietą
                > A
                > > wtedy, jeśli zemrze po urodzeniu, dziedziczy po dziecku matka.
                >
                > A niby to jakim prawem matka ma cokolwiek dziedziczyć, skoro
                > była "przypadkową kobietą", a nie zoną, ani osobą wyszczególnioną w
                > testamencie?

                W opisanym przykładzie - po dziecku. O ile urodziło się żywe.
                • iluminacja256 Re: Co prawda... 14.02.10, 19:16
                  A ja pytam ponownie - jakim prawem miałaby dziedziczyć po dziecku ,
                  skoro mogłoby dziedziczyć TYLKO ono, a nie ona , nie bedąc ani
                  spokrewniona, ani nie będąc zoną ?
                  • vargtimmen Re: Co prawda... 14.02.10, 19:19
                    iluminacja256 napisał:

                    > A ja pytam ponownie - jakim prawem miałaby dziedziczyć po dziecku ,
                    > skoro mogłoby dziedziczyć TYLKO ono, a nie ona , nie bedąc ani
                    > spokrewniona, ani nie będąc zoną ?

                    Przykład był taki:

                    Umiera ojciec -> dziedziczy warunkowo zarodek. Dziecko rodzi się żywe, ale zaraz
                    umiera. Po nim dziedziczy matka. Gdyby umarło 5 minut przed porodem, zamiast 5
                    minut po, to ten łańcuch dziedziczenia się przerywa.
                    • iluminacja256 Re: Co prawda... 14.02.10, 21:43
                      Tego łancucha w ogóle nie ma, bo nie ma zadnej podstawy prawnej ,
                      zeby dziedziczyła matka np. zmarłego wczesniaka.
                      • vargtimmen Re: Co prawda... 14.02.10, 22:38
                        iluminacja256 napisał:

                        > Tego łancucha w ogóle nie ma, bo nie ma zadnej podstawy prawnej ,
                        > zeby dziedziczyła matka np. zmarłego wczesniaka.

                        Jak to nie ma?

                        Przecież wstępni dziedziczą po zmarłym i to z ulgami podatkowymi.
                        • iluminacja256 Re: Co prawda... 15.02.10, 09:56
                          To jest PRZYPADKOWA kobieta, z którą uprawiał seks, nie zona.

                          Narodziny po smierci - tzreba zacząć od badań genetycznych, zeby w
                          ogóle ustalić czy noworodek ma prawo do czegokolweik , a co dopiero
                          jego matka.
                          • grand_bleu Re: Co prawda... 15.02.10, 11:24
                            iluminacja256 napisał:

                            > To jest PRZYPADKOWA kobieta, z którą uprawiał seks, nie zona.
                            >
                            > Narodziny po smierci - tzreba zacząć od badań genetycznych, zeby w
                            > ogóle ustalić czy noworodek ma prawo do czegokolweik ,

                            po ustaleniu, dziecko nabywa prawa do spadku.


                            > a co dopiero jego matka.

                            po śmierci dziecka, majątek dziecka nie przepada,
                            majatek dziecka (podkreślam dziecka, nie ojca dziecka) dziedziczy
                            matka dziecka.
        • vargtimmen Re: Co prawda... 14.02.10, 18:23
          black-emissary napisała:

          > vargtimmen napisał:
          > > I choć zarodek to, podobno, jeszcze nie dziecko,
          > > to ma już prawa cywilne, np. prawo do dziedziczenia.
          >
          > Zarodek nie ma prawa do dziedziczenia, nabywa go dopiero w momencie narodzin.

          Do objęcia spadku tak, ale jego interesy spadkowe są bronione przez prawo już od
          momentu poczęcia.
          • joanekjoanek Re: Co prawda... 14.02.10, 18:30
            To nie jest nawet przekłamanie, to jest nieprawda.
            W przepisie mowa o dziecku, żywym, urodzonym. I o nikim innym. Jego "maciczna przeszłość" jest przywołana w celach opisowo-identyfikacyjnych. Natomiast sam przepis nie do macicy pije, a do dziecka po jej opuszczeniu.
            • vargtimmen Re: Co prawda... 14.02.10, 18:59

              Przepis mówi o dziecku poczętym.
              • iluminacja256 Re: Co prawda... 14.02.10, 19:19
                Przepis mówi o tym, z e ono sie musi urodzić zywe .

                Jak sie je poroni to też nie dziedziczy, wiec nie mów mi o prawach
                do dziedziczenia przez zarodek... - w ten sposób to zarodki in vitro
                mogłyby dziedziczyć w azocie całe majatki miliarderów.
                • vargtimmen Re: Co prawda... 14.02.10, 19:22
                  iluminacja256 napisał:

                  > Przepis mówi o tym, z e ono sie musi urodzić zywe .
                  >
                  > Jak sie je poroni to też nie dziedziczy, (...)

                  To okoliczność naturalna i niezależna od innych ludzi, nie widzę związku z
                  argumentem.

                  wiec nie mów mi o prawach
                  > do dziedziczenia przez zarodek... - w ten sposób to zarodki in vitro
                  > mogłyby dziedziczyć w azocie całe majatki miliarderów.


                  I mają do tego prawo, jak mi się zdaje.
                  • iluminacja256 Re: Co prawda... 14.02.10, 21:45
                    > I mają do tego prawo, jak mi się zdaje.

                    Owszem, zdaje ci się
                    • vargtimmen Re: Co prawda... 14.02.10, 22:38
                      iluminacja256 napisał:

                      > > I mają do tego prawo, jak mi się zdaje.
                      >
                      > Owszem, zdaje ci się

                      Może. Skąd wiesz, jak uzasadnisz?
                  • sabinac-0 Re: Co prawda... 14.02.10, 21:45
                    Nie maja.
                    Nabywaja je jedynie w przypadku implantacji, rozwoju i pomyslnego opuszczenia
                    macicy - nie jakiejkolwiek, lecz jedynie czlonkini rodziny miliardera.
                    Zarodek zostawiony przez miliarderow i wszczepiony nieznanej kobiecie nie
                    dziedziczy nic, chyba ze miliarder da jakas specjalna dyspozycje.
                    • vargtimmen Re: Co prawda... 14.02.10, 22:41
                      sabinac-0 napisała:

                      > Nie maja.
                      > Nabywaja je jedynie w przypadku implantacji, rozwoju i pomyslnego opuszczenia
                      > macicy - nie jakiejkolwiek, lecz jedynie czlonkini rodziny miliardera.

                      A to czemu? Przestają być dziećmi swojego ojca, jeśli ciąża jest donoszona przez
                      kobietę z innej rodziny?

                      > Zarodek zostawiony przez miliarderow i wszczepiony nieznanej kobiecie nie
                      > dziedziczy nic, chyba ze miliarder da jakas specjalna dyspozycje.

                      Oj, to zależy tylko od tego, jakie były warunki zamrożenia i dyspozycje w
                      kwestii uznania ojcostwa, ale: tak, czy inaczej, zarodek może mieć prawa
                      majątkowe (warunkowe).
                      • iluminacja256 Re: Co prawda... 15.02.10, 10:02
                        >
                        > A to czemu?

                        A to temu, ze tak skonstruowano prawo. Po to, zeby dziedzyczyli
                        krewni miliardera i jego NARODZONE dzieci, a nie potencjalne dzieci
                        z zarodków , które mogą zostać donoszone przez kobiety, których
                        miliarder na oczy nigdy nie widział po jego smierci, a potem maja
                        dziedziczyć jego majątek. Nie kmpromituj się, ludzie to nie debile.

                        zarodek może mieć prawa
                        > majątkowe (warunkowe).

                        No i to warunkowe to jest własnie to co ci tak trudno idzie
                        przełknąć. Jakiekolwiek prawa to on będzie miał, jak sie urodzi.
                        • vargtimmen Re: Co prawda... 15.02.10, 11:57
                          iluminacja256 napisał:

                          > >
                          > > A to czemu?
                          >
                          > A to temu, ze tak skonstruowano prawo.

                          Nie, prawo postrzega zarodek jako potencjalnego spadkobiercę, czyli bierze pod
                          uwage jego prawa przy postępowaniu spadkowym.

                          > zarodek może mieć prawa
                          > > majątkowe (warunkowe).
                          >
                          > No i to warunkowe to jest własnie to co ci tak
                          > trudno idzie przełknąć. Jakiekolwiek prawa to on
                          > będzie miał, jak sie urodzi.

                          Nie, wtedy będzie mógł z nich szerzej korzystać, choć także tylko przez
                          kuratora. Interesy majątkowe zarodka są bronione przytoczonym artykułem.
                          Dysponowanie masą spadkową w obecności informacji o ciąży jest inne niż bez niej.
              • sabinac-0 Re: Co prawda... 14.02.10, 21:40
                Pojecie "dziecko poczete" jest oksymoronem stworzonym w salkach katechetycznych
                w celach propagandowych.
                Nie istnieje ono w kodeksie.
                • vargtimmen Re: Co prawda... 14.02.10, 22:43
                  sabinac-0 napisała:

                  > Pojecie "dziecko poczete" jest oksymoronem stworzonym w salkach katechetycznych
                  > w celach propagandowych.
                  > Nie istnieje ono w kodeksie.

                  W tym wątku znajdziesz cytat z Art. 927 par 2. KC, w którym używa się tego
                  określenia.
                  • kontodopisanianaforum Re: 14.02.10, 23:11
                    Otóż nie.
                    Sabina mówi o wyrażeniu dziecko poczęte - rzeczownik + przydawka
                    klasyfikująca, analogicznie np. woda gazowana.
                    W kodeksie jest zaś fraza dziecko w chwili otwarcia spadku już poczęte,
                    czyli imiesłów jest użyty inaczej niż w poprzednim przykładzie.
                    • vargtimmen Re: 14.02.10, 23:34
                      kontodopisanianaforum napisała:

                      > Otóż nie.
                      > Sabina mówi o wyrażeniu dziecko poczęte - rzeczownik + przydawka
                      > klasyfikująca, analogicznie np. woda gazowana.
                      > W kodeksie jest zaś fraza dziecko w chwili otwarcia spadku już poczęte,
                      > czyli imiesłów jest użyty inaczej niż w poprzednim przykładzie.


                      Zaraz, zaraz, nie mieszajmy części mowy i części zdania.

                      Oczywiście, imiesłów może pełnić rolę przydawki.

                      Twoja wypowiedź jest niespójna. Dopóki tego nie uporządkujesz, to nie mam
                      pojęcia, co chcesz właściwie powiedzieć.
                      • kontodopisanianaforum Re: 14.02.10, 23:39
                        > Twoja wypowiedź jest niespójna.

                        Czy to oznacza w twoim języku "nie rozumiem"?

                        > Dopóki tego nie uporządkujesz, to nie mam pojęcia, co chcesz właściwie powiedzieć.

                        Cóż, możesz sobie udawać, że nie rozumiesz. Może łopatologicznie: w kodeksie nie
                        ma wyrażenia "dziecko poczęte" w rozumieniu takim, o którym napisała Sabina.
                        • vargtimmen Re: 14.02.10, 23:46
                          kontodopisanianaforum napisała:

                          > > Twoja wypowiedź jest niespójna.
                          >
                          > Czy to oznacza w twoim języku "nie rozumiem"?

                          Nie. To oznacza, że wypowiedź jest wadliwa, nie ma sensu w wskutek błędnego
                          użycia terminów gramatycznych.

                          >
                          > > Dopóki tego nie uporządkujesz, to nie mam pojęcia, co chcesz właściwie po
                          > wiedzieć.
                          >
                          > Cóż, możesz sobie udawać, że nie rozumiesz.
                          > Może łopatologicznie: w kodeksie nie ma wyrażenia "dziecko poczęte" w
                          rozumieniu takim, o którym napisała Sabina.


                          Chcesz napisać, że Kodeks Cywilny odnosi się raczej do zdania: "dziecko zostało
                          poczęte", a nie do związku frazeologicznego "dziecko poczęte"?

                          Różnica jest, ale nie jest zasadnicza.

                          A co powiesz na tę frazę, wywodzącą się z prawa rzymskiego?


                          "Nasciturus pro iam nato habetur, quotiens de commodis eius agitur"


                          Też nie ma tam dziecka poczętego?
                          • iluminacja256 Re: 15.02.10, 10:23
                            >Różnica jest, ale nie jest zasadnicza.

                            Otóz własnie jest zasadanicza.

                            Dziecko poczete - nosiłoby cechy podmiotu prawnego

                            Dziecko zostało poczete - odnosi się do czynnosci w czasie.

                            Jesli uwazasz, ze to nie jest róznica zasadnicza to nie masz
                            zielonego pojecia o czym mówisz.
                            • vargtimmen Re: 15.02.10, 11:51
                              iluminacja256 napisał:

                              > >Różnica jest, ale nie jest zasadnicza.
                              >
                              > Otóz własnie jest zasadanicza.
                              >
                              > Dziecko poczete - nosiłoby cechy podmiotu prawnego
                              >

                              I tak właśnie jest w tym artykule Kodeksu Cywilnego. Z pewnością informacja o
                              ciąży kobiety ze zmarłym ojcem wa wpływ na postępowanie spadkowe przed sądem.
                              • iluminacja256 Re: 15.02.10, 12:19
                                >I tak właśnie jest w tym artykule Kodeksu Cywilnego

                                I tak własnie w tym artykule NIE JEST. Gdyby tak było płód w macicy
                                czwartym miesiacy dostawałby swoja część spadku .
                                • vargtimmen Re: 15.02.10, 12:28
                                  iluminacja256 napisał:

                                  > >I tak właśnie jest w tym artykule Kodeksu Cywilnego
                                  >
                                  > I tak własnie w tym artykule NIE JEST. Gdyby tak było płód w macicy
                                  > czwartym miesiacy dostawałby swoja część spadku .

                                  To, że nie dostaje spadku od razu, nie oznacza, że obecność zarodka pozostaje
                                  bez wpływu na postępowanie spadkowe, nieprawdaż?
                                  • iluminacja256 Re: 15.02.10, 12:43
                                    Facet, o co ci w ogóle chodzi?

                                    Jak maz umiera, a zona jest w ciązy to wiadomo, ze dziedziczy po nim
                                    zona, a nie płód, a juz na pewno nie zarodek w szóstym tyogdniu,
                                    którego w siódmym moze już nie być, bo popłynał kiblem poroniony,
                                    bezczelnie mówiąc.

                                    Nie, zarodek w prawie polskim nie ma osobowosci prawnej - musi sie
                                    URODZIC, zeby ją nabyć i masz to WYSZCZEGOLNIONE w kodeksie, który
                                    sam zacytowałeś, a ty robisz z siebie idiotę i udowadniasz coś
                                    innego.

                                    Postepowanie spadkowe nie rusza w dzień po smierci, jesli zwiazek
                                    jest niezalegalizowany z przypadkowego seksu, to szanowny zarodek
                                    nie dosc, z e musi się urodzić, to jeszcze tzreba potwierdzić jego
                                    genetyczną zgodnosc ze zmarlym ojcem.



                                    • vargtimmen Re: 15.02.10, 12:53
                                      iluminacja256 napisał:

                                      > Facet, o co ci w ogóle chodzi?
                                      >
                                      > Jak maz umiera, a zona jest w ciązy to wiadomo, ze dziedziczy po nim
                                      > zona, a nie płód,

                                      Nie, przeciwnie. Przepis mówi, że dziedziczy także dziecko poczęte przed
                                      śmiercią ojca.

                                      > Nie, zarodek w prawie polskim nie ma osobowosci prawnej - musi sie
                                      > URODZIC, zeby ją nabyć i masz to WYSZCZEGOLNIONE w kodeksie, który
                                      > sam zacytowałeś, a ty robisz z siebie idiotę i udowadniasz coś
                                      > innego.


                                      To prawda, że zarodek, czy dziecko przed urodzeniem nie ma osobowości prawnej
                                      (chyba postkomuniści z SLD ten zapis skreślili), ale ma warunkowe prawo do
                                      spadku. Warunkowe prawo to też prawo. Gdyby zarodek nie miał praw, to by o nim
                                      wcale nie pisano.

                                      >
                                      > Postepowanie spadkowe nie rusza w dzień po smierci, jesli zwiazek
                                      > jest niezalegalizowany z przypadkowego seksu, to szanowny zarodek
                                      > nie dosc, z e musi się urodzić, to jeszcze tzreba potwierdzić jego
                                      > genetyczną zgodnosc ze zmarlym ojcem.
                                      >
                                      >

                                      To są kwestie techniczne, a nie meritum.
                          • kontodopisanianaforum Re: 15.02.10, 10:31
                            > To oznacza, że wypowiedź jest wadliwa, nie ma sensu w wskutek błędnego użycia
                            terminów gramatycznych.

                            To, że imputujesz mi błędne użycie jakiegoś terminu, jest co najmniej zabawne.

                            > Różnica jest, ale nie jest zasadnicza.

                            No właśnie jest.

                            > A co powiesz na tę frazę, wywodzącą się z prawa rzymskiego?

                            Znowu próbujesz zmieniać temat. Cóż.
                            • vargtimmen Re: 15.02.10, 11:52
                              kontodopisanianaforum napisała:

                              > > To oznacza, że wypowiedź jest wadliwa, nie ma sensu w wskutek błędnego uż
                              > ycia
                              > terminów gramatycznych.
                              >
                              > To, że imputujesz mi błędne użycie jakiegoś terminu, jest co najmniej zabawne.
                              >

                              Oczywiście, że źle używasz terminów przeciwstawiając imiesłów przydawce.

                              > > Różnica jest, ale nie jest zasadnicza.
                              >
                              > No właśnie jest.
                              >
                              > > A co powiesz na tę frazę, wywodzącą się z prawa rzymskiego?
                              >
                              > Znowu próbujesz zmieniać temat. Cóż.

                              Nie, cały czas dyskutujemy o statusie prawnym zarodka, embrionu, dziecka
                              poczętego w prawie. Już prawo rzymskie traktowało dziecko poczęte jako podmiot
                              prawa.
                              • iluminacja256 Re: 15.02.10, 12:22
                                . Już prawo rzymskie traktowało dziecko poczęte jako podmiot
                                > prawa.
                                >


                                Bzdura. W prawie rzymskim ojciec musiał dziecko w ogóle najpierw
                                UZNAC ZA SWOJE PO URODZENIU, zeby dziecko cokolwiek dziedziczyło.

                                Coraz bardziej pokazujesz swoją ignorancję i coraz bardziej się
                                pogrązasz.
                                Przykro mi, zarodki nie dziedziczą w Polsce i nie są osobą prawną,
                                nawet jesli powtórzysz to 1200 razy .
                                • vargtimmen Re: 15.02.10, 12:32
                                  iluminacja256 napisał:

                                  > . Już prawo rzymskie traktowało dziecko poczęte jako podmiot
                                  > > prawa.
                                  > >
                                  >
                                  >
                                  > Bzdura. W prawie rzymskim ojciec musiał dziecko w ogóle najpierw
                                  > UZNAC ZA SWOJE PO URODZENIU, zeby dziecko cokolwiek dziedziczyło.


                                  Na pewno nie dotyczyło to ciąży żony zakończonej po śmierci ojca.

                                  Rzymski przepis:

                                  Nasciturus pro iam nato habetur, quotiens de commodis eius agitur

                                  zaprzecza Twojej intepretacji.
                                  • iluminacja256 Doucz sie pojecia Fikcja prawna 15.02.10, 12:51
                                    W prawie rzymskim osobą fizyczną był człowiek od momentu urodzenia
                                    (tylko wówczas gdy przyszedł na świat żywy i nie był potworkiem).
                                    Dziecko będące w łonie matki (nasciturus) uważano za część matki,
                                    jednakże przyjmowano fikcję prawną, że już się urodziło, gdy
                                    chodziło o jego korzyści (w szczególności w sprawach spadkowych) -
                                    co wyrażała zasada: nasciturus pro iam nato habetur quotiens de
                                    commodis eius agitur. Dzieci poronione, zniekształcone,
                                    potworkowate, nie były uważane za ludzi w sensie prawnym.

                                    • vargtimmen Re: Doucz sie pojecia Fikcja prawna 15.02.10, 13:10
                                      iluminacja256 napisał:

                                      > W prawie rzymskim osobą fizyczną był człowiek od momentu urodzenia
                                      > (tylko wówczas gdy przyszedł na świat żywy i nie był potworkiem).
                                      > Dziecko będące w łonie matki (nasciturus) uważano za część matki,

                                      Już w Rzymie z tego zrezygnowano, właśnie wprowadzając cytowaną regułę.

                                      > jednakże przyjmowano fikcję prawną, że już się urodziło, gdy
                                      > chodziło o jego korzyści (w szczególności w sprawach spadkowych) -
                                      > co wyrażała zasada: nasciturus pro iam nato habetur quotiens de
                                      > commodis eius agitur. Dzieci poronione, zniekształcone,
                                      > potworkowate, nie były uważane za ludzi w sensie prawnym.
                                      >


                                      Z tego wynika, jedynie, warunkowy charakter materializacji praw nasciturusa, co
                                      do którego się zgadzamy.
                                • bene_gesserit Re: 15.02.10, 12:48
                                  Po pierwsze, nie rozumiem, czemu kontynuujesz te rozmowe - golym
                                  okiem widac, ze kolega mentalnie nie jest w stanie wyksztusić, ze
                                  masz rację.
                                  Po drugie - w prawie rzymskim poronione plody lub dzieci z wadami
                                  urodzeniowymi nie byly uznawane za ludzi w ogóle.
                              • kontodopisanianaforum Re: 15.02.10, 16:03
                                vargtimmen napisał:
                                > Oczywiście, że źle używasz terminów przeciwstawiając imiesłów przydawce.

                                LOL. No to jeszcze raz, dopóki nie zrozumiesz...

                                > dziecko poczęte - rzeczownik + przydawka klasyfikująca,
                                > fraza dziecko w chwili otwarcia spadku już poczęte,
                                > czyli imiesłów jest użyty inaczej niż w poprzednim przykładzie.

                                Ja tu niczego nie przeciwstawiam. Wręcz podkreślam nawet, że imiesłów jest użyty inaczej niż w poprzednim przykładzie co oznacza, iż w owym poprzednim przykładzie także jest mowa o imiesłowie.
                                Może przeczytaj coś o przydawkach - wystarczy nawet na Wikipedii. Chociażby w SJP PWN znajdziesz też definicję, że przydawka to «część zdania określająca rzeczownik». Skoro dla ciebie jest to już wielkie zamieszanie terminologiczne, w efekcie którego nie potrafisz zrozumieć kilku prostych zdań, cóż.

                                Ale nie sądzę, by odwoływanie się do źródeł pomogło. Po prostu zostałeś po raz kolejny złapany na manipulowaniu - w tym przypadku była to sugestia, jakoby określenie "dziecko poczęte" funkcjonowało w przywoływanym artykule kodeksu. A teraz usiłujesz się z tego wymigać.
                                • vargtimmen Re: 15.02.10, 20:22

                                  Tak, masz rację, przeczytałem Twój tekst niezbyt uważnie.

                                  Niemniej, Sabina racji nie ma, już stare sentencje łacińskie używają frazy
                                  "dziecko poczęte". Jest to fraza naturalna, bo zwykle rodzice uważają to "coś" w
                                  brzuchu kobiety za swoje dziecko, cokolwiek się komuś może wydawać.

                                  Kolejna łacińska cytata, dla pań, które usiłują wyśmiewać tych, którzy nazywają
                                  nienarodzone dziecko dzieckiem:

                                  Infans conceptus pro nato habetur quotiens de commodis eius agitur.
      • kontodopisanianaforum Re: Co prawda... 14.02.10, 17:45
        > Gdyby np. ktoś ukradł embrionowi spadek po ojcu, to byłoby karalne.

        Nie, to byłaby paranoja.
      • berta-live Re: Co prawda... 15.02.10, 13:50
        A zauważyłeś, że nie ma i nigdy nie było ani jednego systemu prawnego,
        kultury ani cywilizacji, która dawałaby płodowi ludzkie prawa?

        Nigdzie płód nie może dziedziczyć. Bo to, że noworodek może dziedziczyć po kimś,
        kto zmarł przed jego narodzeniem to zupełnie inna bajka. Sam płód nie ma prawa
        do zostania właścicielem spadku. A co za tym idzie, to nikt nie może dziedziczyć
        po zmarłym płodzie.

        Nigdzie zabicie płodu nie jest obłożone takimi samymi sankcjami jak zabicie
        urodzonego człowieka. Sankcje te, jeżeli w ogóle jakieś są, to są
        nieporównywalnie niższe niż w przypadku morderstwa. Porównywalne są bardziej do
        kradzieży i okaleczenia.

        Nigdzie nie dostaje się zasiłków na płód. Jeżeli już to są to świadczenia dla
        kobiet w ciąży, ale nigdy dla samego płodu. Nie można iść do opieki socjalnej i
        poprosić o zasiłek dla płodu w wysokości zasiłku takiego jaki dostaje się dla
        urodzonego dziecka.

        Nie można też wykupić polis ubezpieczeniowych płodowi, nie podlega on też
        żadnemu ubezpieczeniu społecznemu ani zdrowotnemu. Jak mu coś dolega, to
        traktowany jest jako część ciała matki i to z jej polisy opłacane są wszelkie
        zabiegi i badania. Jeżeli w ogóle, bo najczęściej leczenie płodu traktowane jest
        jak fanaberia i trzeba za to płacić z własnej kieszeni. Chyba, że trafi się na
        klinikę, która chce sobie poeksperymentować i uzupełnić portfolio o oryginalne
        zabiegi.

        No i wreszcie nie ma żadnych naukowych dowodów potwierdzających człowieczeństwo
        płodu. Przynajmniej ze strony nauk przyrodniczych. Wszelkie spekulacje na ten
        temat toczą się w środowiskach osób zajmujących się naukami społecznymi i
        humanistycznymi. Czyli mających pojęcie o rzeczy porównywalne ze Zdziśkiem spod
        budki z piwem i moherową Kryśką z kółka różańcowego.
        • vargtimmen Re: Co prawda... 15.02.10, 14:43
          berta-live napisała:

          > A zauważyłeś, że nie ma i nigdy nie było ani jednego systemu prawnego,
          > kultury ani cywilizacji, która dawałaby płodowi ludzkie prawa?
          >

          Pełnych praw nie daje się, dziecku urodzonemu, zresztą, też nie.

          Ale, także płód miewał i ma pewne prawa. Do znudzenia - prawo rzymskie:

          Nasciturus pro iam nato habetur, quotiens de commodis eius agitur

          Człowiek może skarżyć za szkody wyrządzone mu (np. okaleczenie) w czasie trwania
          życia płodowego. Płód może mieć kuratora itp.


          > Nigdzie płód nie może dziedziczyć.

          Niby tak, ale, gdy wyda pierwszy krzyk, to już może.

          I tu jest dylemat: czy, jeśli ojciec zmarł w czasie ciąży, to prawo do spadku
          dziecka zadziałało wstecz, dając prawo do spadku nowej osobie prawnej,
          nieistniejącej w momencie śmierci spadkodawcy? Prawo nie działa wstecz, dlatego
          trzeba przyjąć, że już zarodek miał te prawa, które, jednak, utraciłby,
          umierając w łonie matki.


          >
          > Nigdzie zabicie płodu nie jest obłożone takimi samymi sankcjami
          > jak zabicie urodzonego człowieka.

          Prawdę mówiąc, np. w wypadku dziecka ośmiomiesięcznego to dosyć dziwne, nie sądzisz?




          > No i wreszcie nie ma żadnych naukowych dowodów potwierdzających
          > człowieczeństwo płodu.

          Moment, chyba się zapędziłaś, płód to także dziecko na chwilę przed porodem.
          Biologicznie nie różni się od urodzonego dziecka, donoszony płód jest dojrzalszy
          od urodzonego wcześniaka.
          • berta-live Re: Co prawda... 15.02.10, 15:28
            > Pełnych praw nie daje się, dziecku urodzonemu, zresztą, też nie.

            Dziecko urodzone ma pełne prawa. Nie mówimy tu o cywilnych prawach
            przysługujących osobom pełnoletnim. Ale wszystkie inne, które mają chronić jego
            zdrowie, życie, mienie, itp posiada.

            > Moment, chyba się zapędziłaś, płód to także dziecko na chwilę przed porodem.
            > Biologicznie nie różni się od urodzonego dziecka, donoszony płód jest
            dojrzalszy od urodzonego wcześniaka.

            Nie do końca. Organizm płodu zupełnie inaczej funkcjonuje niż organizm
            noworodka, nawet wcześniaka. Dopiero w momencie rozpoczęcia samodzielnego
            oddychania następują skokowe zmiany. Inaczej musi się zachować układ krążenia i
            układ oddechowy a co za tym idzie mózg, który to wszystko kontroluje. Poza tym
            płodowi nie jest potrzebna świadomość ani zdolność reagowania na bodźce płynące
            z otoczenia, bo nawet jakby coś poszło nie tak, to i tak nikt nie jest w stanie
            mu pomóc. A natura nie marnuje energii na niepotrzebne rzeczy.

            Nie mniej jednak nie mówimy tu o aspektach biologicznych tylko społecznych.
            Prześledź sobie na przestrzeni dziejów stosunek prawa do aborcji. Jest on w 100%
            skorelowany z ekonomią danego regionu. Jak jest mała dzietność, wysoka
            śmiertelność i zapotrzebowanie na silę roboczą i mięso armatnie, to i aborcja z
            antykoncepcją są potępianie. Jak jest dobrobyt i zagrożenie boomem
            demograficznym, to nawet dzieciobójstwo jest dozwolone.
            • vargtimmen Re: Co prawda... 15.02.10, 17:07
              berta-live napisała:

              > > Pełnych praw nie daje się, dziecku urodzonemu, zresztą, też nie.
              >
              > Dziecko urodzone ma pełne prawa. Nie mówimy tu o cywilnych
              > prawach przysługujących osobom pełnoletnim
              .
              > Ale wszystkie inne, które mają chronić jego zdrowie, życie,
              > mienie, itp posiada.


              Sorry, sama widzisz, po moich wytłuszczeniach Twoich słów, że ma niepełne.

              >
              > > Moment, chyba się zapędziłaś, płód to także dziecko na chwilę
              > > przed porodem.
              > > Biologicznie nie różni się od urodzonego dziecka, donoszony
              > > płód jest dojrzalszy od urodzonego wcześniaka.
              >
              > Nie do końca. Organizm płodu zupełnie inaczej funkcjonuje niż
              > organizm noworodka, nawet wcześniaka.


              Tak, inaczej funkcjonuje, ale to taki sam organizm.


              > Dopiero w momencie rozpoczęcia samodzielnego
              > oddychania następują skokowe zmiany. Inaczej musi się zachować układ krążenia i
              > układ oddechowy a co za tym idzie mózg, który to wszystko kontroluje.

              Oraz wątroba, żołądek, nerki... mózg, zapewne, nieco inaczej działa w części
              wegetatywnej, ale jest gotowy do normalnego działania. Część świadoma rozpoznaje
              już np. głos matki i charakterystyczne dźwięki.

              Wszystkie te różnice wynikają z odmienności sytuacji, a nie odmienności budowy
              dojrzałego płodu i noworodka.


              > Poza tym płodowi nie jest potrzebna świadomość ani zdolność
              > reagowania na bodźce płynące z otoczenia,

              Nieprawda, już w życiu płodowym mózg zaczyna trening.

              bo nawet jakby coś poszło nie tak, to i tak nikt nie jest w stanie
              > mu pomóc. A natura nie marnuje energii na niepotrzebne rzeczy.
              >


              Natura jest ślepa i często coś marnuje. Poza tym, struktury mózgu nie tworzą się
              z dnia na dzień, już w życiu płodowym mózg przygotowuje się do dalszego rozwoju.


              Ty masz, jakże by inaczej, przykościelny artykulik, z góry google'a.

              www.kbroszko.dominikanie.pl/r_prenatalny.htm
              Fragment


              Dominik Purpura (wydawca czasopisma „Brain Research", profesor w Einstein
              Medical College i dyrektor sekcji badań nad mózgiem w National Institute of
              Health) twierdzi, że świadomość rozpoczyna się między 28. a 32. tygodniem życia
              płodowego, gdyż od tego czasu mózgowe połączenia neuronów są tak zaawansowane,
              że informacje są odbierane i przekazywane przez mózg wzdłuż tych obwodów, a kora
              mózgowa już na tyle dojrzała, że może podtrzymać świadomość i stanowić podstawę
              pamięci, myślenia, uczuć.




              > Nie mniej jednak nie mówimy tu o aspektach biologicznych tylko społecznych. (...)


              Te są, oczywiście, umowne. Jak się umówimy, tak mamy. Co nie zmienia faktu, że
              przyznanie płodowi warunkowego prawa do dziedziczenia (tzn., np. wzięcie go pod
              uwagę w sprawie spadkowej, w momencie śmierci ojca), a brak stosownej ochrony
              życia potencjalnego spadkobiercy, tworzy sytuację prawnie sprzeczną.

              W dodatku, już teraz, wcześniaki mogą przeżyć poza ciałem matki od piątego
              miesiąca życia. Uważam, że w tej sytuacji, nie ma żadnych obiektywnych podstaw,
              by różnicować wcześniaka, urodzonego w 22 tydodniu od 22 tygodniowego u mamy w
              brzuchu. Takie różnicowanie to prawie wyłącznie konwencja społeczna, sprzeczna z
              wiedzą medyczną.
              • berta-live Re: Co prawda... 15.02.10, 20:17
                Wcześniak od płodu różni się mniej więcej tym, czym różni się komputer włączony
                od niewłączonego. Niby mają wszystkie struktury takie same, ale jednak
                zasadniczo różnią się od siebie. Gwałtowny wzrost stężenia dwutlenku węgla we
                krwi działa jak naciśnięcie włącznika.

                A różnica pomiędzy płodem 4mies a 6mies jest taka, że u tego starszego włącznik
                jest czynny i można go uruchomić. Nie mniej jednak sam z siebie nie działa.
                • vargtimmen Re: Co prawda... 15.02.10, 20:29
                  berta-live napisała:

                  > Wcześniak od płodu różni się mniej więcej tym, czym różni się komputer włączony
                  > od niewłączonego. Niby mają wszystkie struktury takie same, ale jednak
                  > zasadniczo różnią się od siebie. Gwałtowny wzrost stężenia dwutlenku węgla we
                  > krwi działa jak naciśnięcie włącznika.
                  >
                  > A różnica pomiędzy płodem 4mies a 6mies jest taka, że u tego starszego włącznik
                  > jest czynny i można go uruchomić. Nie mniej jednak sam z siebie nie działa.

                  Analogia winna odnosić się do pracy mózgu, zazwyczaj to mózg się utożsamia z
                  lokum człowieczeństwa. A tu, ta analogia jest błędna. Już od 3 miesiąca płody
                  mają aktywność elektryczną mózgu, którą można rejestrować za pomocą EEG. W tym,
                  mózg płodu ma pewne cechy specyficznie ludzkie, w tym aktywne pola swobodnej
                  dyspozycji. Od 6 miesiąca, mózg płodu jest zdolny do snu i czuwania. Itd. itp.
                  • berta-live Re: Co prawda... 15.02.10, 20:51
                    W przypadku śmierci mózgowej też człowiek jest zdolny do snu i czuwania,
                    prostych odruchów itp. A kora mózgowa zarówno płodu jak i wcześniaka nie jest
                    tak pofałdowana jak kora donoszonego noworodka.

                    Poza tym w kwestii aborcji mamy do czynienia nie tylko z płodem ale i ciężarną,
                    która też ma prawo do samostanowienia. Jak w przypadku płodu można mieć
                    wątpliwości, czy to człowiek, tak w przypadku kobiety w wieku rozrodczym, takich
                    wątpliwości nie ma.

                    A te wszystkie dyskusje to nic innego tylko zwykły marketing polityczny i tematy
                    zastępcze. Po prostu na tematy rozrodcze to każdy debil potrafi coś powiedzieć,
                    więc niech sobie gada, byle tylko do niczego poważniejszego się nie wtrącał.
                    • vargtimmen Re: Co prawda... 15.02.10, 21:11
                      berta-live napisała:

                      > W przypadku śmierci mózgowej też człowiek jest
                      > zdolny do snu i czuwania, prostych odruchów itp.

                      Ale płód jest też zdolny do innych funkcji, im starszy, tym bardziej.


                      A kora mózgowa zarówno płodu jak i wcześniaka nie jest
                      > tak pofałdowana jak kora donoszonego noworodka.
                      >

                      Aha, a czy kora wcześniaka nie jest mniej pofałdowana, niż kora starszego płodu?


                      > Poza tym w kwestii aborcji mamy do czynienia nie
                      > tylko z płodem ale i ciężarną, która też ma prawo
                      > do samostanowienia.

                      Ograniczone przez wolności innych ludzi i podjęte dobrowolnie zobowiązania,
                      zawarte umowy itp. Np. mimo "prawa do samostanowienia" za rażąco złą opiekę nad
                      dzieckiem można pójść więzienia.




                      >
                      > A te wszystkie dyskusje to nic innego tylko zwykły marketing polityczny i tematy
                      > zastępcze. Po prostu na tematy rozrodcze to każdy debil potrafi coś powiedzieć,
                      > więc niech sobie gada, byle tylko do niczego poważniejszego się nie wtrącał.


                      Och, straszliwie i niegodnie przyłożyłaś feministkom, dla których prawo do
                      aborcji i "sprawiedliwość reprodukcyjna" to prawdziwe lokomotywy ideologiczne.
                      • berta-live Re: Co prawda... 15.02.10, 21:27
                        W przypadku dziecka już urodzonego, zawsze go można oddać jak się nim kobieta
                        nie chce lub nie może opiekować. W przypadku płodu, to zęby w ścianę. Nie można
                        sobie odczepić brzucha i oddać go komuś innemu.

                        A ideologia jest wtedy, kiedy ktoś chce komuś odebrać prawo do samostanowienia i
                        zaczyna dopisywać do tego jakieś filozofie. Albo nie chce takowego oddać, tylko
                        podsyca atmosferę kłótni.
                        • vargtimmen Re: Co prawda... 15.02.10, 21:37
                          berta-live napisała:

                          > W przypadku dziecka już urodzonego, zawsze go można
                          > oddać jak się nim kobieta nie chce lub nie może opiekować.

                          Prawda, ale "prawo do samostanowienia" nie oznacza pełnej swobody zachowania.
                          Ograniczenia zasygnalizowałem wyżej.

                          > W przypadku płodu, to zęby w ścianę. Nie można
                          > sobie odczepić brzucha i oddać go komuś innemu.
                          >

                          A czy ten brzuch, przypadkiem, nie wziął się ze świadomego wyboru kobiety?


                          > A ideologia jest wtedy, kiedy ktoś chce komuś
                          > odebrać prawo do samostanowienia i
                          > zaczyna dopisywać do tego jakieś filozofie.

                          Nic nie poradzę na to, że aborcja to nie jest czysty akt samostanowienia. Stawką
                          jest, wszelako, także drugie istnienie. Możesz uważać, że życie płodu należy do
                          matki, ale to jest już pogląd, element ideologii, a nie fakt.
                          • berta-live Re: Co prawda... 16.02.10, 00:17
                            > Prawda, ale "prawo do samostanowienia" nie oznacza pełnej swobody zachowania.

                            Prawo do samostanowienia oznacza prawo do decydowania o własnym losie.

                            > A czy ten brzuch, przypadkiem, nie wziął się ze świadomego wyboru kobiety?

                            Ten brzuch nie zawsze się wziął ze świadomego wyboru kobiety. Natomiast zawsze
                            jest efektem działania dwojga ludzi, z których praktycznie tylko jedno ponosi
                            konsekwencje tego działania. A, że ani ciąża, ani poród, ani połóg nie są stanem
                            lekkim, łatwym i przyjemnym, to trudno kogoś zmuszać, żeby na siłę dla jakiś
                            chorych idei zamieniał się w inkubator.
                            • grand_bleu Re: Co prawda... 17.02.10, 00:15
                              berta-live napisała:

                              > ani ciąża, ani poród, ani połóg nie są stanem
                              > lekkim, łatwym i przyjemnym, to trudno kogoś zmuszać, żeby na siłę
                              dla jakiś
                              > chorych idei zamieniał się w inkubator.


                              Hmm, ... przewiduję, że już niedługo w odpowiedzi na hasło "mój
                              brzuch, moja sprawa", padnie odpowiedź "twój brzuch, twoje dziecko"
                              lub "moje pieniadze, moja sprawa".

                              Ciekawe jakiego argumentu użyją wtedu feministki, by zmusić
                              mężczyznę do płacenia alimentów. A może z tych alimentów zrezygnują?
                              właściwie wypadałoby.
                • neuroleptyk Re: Co prawda... 15.02.10, 21:21
                  berta-live napisała:

                  > Wcześniak od płodu różni się mniej więcej tym, czym różni się
                  komputer włączony
                  > od niewłączonego.

                  Komputer włączony czy wyłączony to w dalszym ciągu komputer!

                  Niby mają wszystkie struktury takie same, ale jednak
                  > zasadniczo różnią się od siebie

                  Ale w daszym ciągu są ludzmi.

                  Gwałtowny wzrost stężenia dwutlenku węgla we
                  > krwi działa jak naciśnięcie włącznika.

                  Aha to np. lampa jest dopiero wtedy gdy się ja włączy??
                  Coś takiego jak "wyłaczony komputer" no nonsens?

                  > A różnica pomiędzy płodem 4mies a 6mies jest taka, że u tego
                  starszego włącznik
                  > jest czynny i można go uruchomić. Nie mniej jednak sam z siebie
                  nie działa.

                  Jak wymontujesz z komputera włącznik to przestaje on być komputerem??
                  Albo odwrotnie jak nie zamontujesz włącznika, to nie można mówić, że
                  to coś to komputer?? Zabawnie sie robi jak zadasz pytanie. Ten
                  włącznik trzeba zamontować żeby można włączyć co??
              • hummer Że taż KrK nie wpadł jeszcze na chrzczenie płodów. 16.02.10, 19:38
                vargtimmen napisał:

                > Oraz wątroba, żołądek, nerki... mózg, zapewne, nieco inaczej działa w części
                > wegetatywnej, ale jest gotowy do normalnego działania. Część świadoma rozpoznaj
                > e
                > już np. głos matki i charakterystyczne dźwięki.

                Że taż KrK nie wpadł jeszcze na chrzczenie płodów.

                Głos księdza pewnie też świadomie rozpozna.

                Kobieta chce urodzić to urodzi (pomimo przeciwności), nie chce urodzić to nie urodzi (pomimo przeciwności). I przykro mi Tim, ale mężczyźni mają tu najmniej do gadania.

                Chyba że urodziłeś dziecko. Wtedy chylę czoła przed Tobą.
                • kontodopisanianaforum Re: Że taż KrK nie wpadł jeszcze na chrzczenie pł 16.02.10, 20:43
                  Wpadł, dawno temu.
                • vargtimmen Re: Że taż KrK nie wpadł jeszcze na chrzczenie pł 16.02.10, 21:33
                  hummer napisał:

                  > vargtimmen napisał:
                  >
                  > > Oraz wątroba, żołądek, nerki... mózg, zapewne, nieco inaczej działa w czę
                  > ści
                  > > wegetatywnej, ale jest gotowy do normalnego działania. Część świadoma roz
                  > poznaj
                  > > e
                  > > już np. głos matki i charakterystyczne dźwięki.
                  >
                  > Że taż KrK nie wpadł jeszcze na chrzczenie płodów.
                  >

                  Nie da się, bo się nie da pokropić główki.


                  > Głos księdza pewnie też świadomie rozpozna.
                  >
                  > Kobieta chce urodzić to urodzi (pomimo przeciwności), nie chce urodzić to nie u
                  > rodzi (pomimo przeciwności).

                  Tego rodzaju wybory zależą także od kontekstu społecznego. Dlatego, z pewnością,
                  warto przynajmniej wiedzieć w miarę dobrze, kogo / co się zabija przy aborcji.
                  To raz. Dwa - kobieta, zapewne, może wybrać, jak chce, ale niekoniecznie z moją
                  aprobatą.


                  > I przykro mi Tim, ale mężczyźni mają tu najmniej d
                  > o gadania.

                  Też się nie zgadzam. Myślę, że ciąży z odpowiednim mężczyzną kobieta nie usunie.
                  A ta "odpowiedniość" mężczyzny zależy od niego samego.
                  • kontodopisanianaforum Re: Że taż KrK nie wpadł jeszcze na chrzczenie pł 16.02.10, 21:37
                    > Nie da się, bo się nie da pokropić główki.

                    Jako rzecze Opoka:
                    W normalnych warunkach polewa się główkę dziecka, ale nie jest to absolutnie konieczne co do ważności tego sakramentu.


                    Ach ta merytoryka.
                    • vargtimmen Re: Że taż KrK nie wpadł jeszcze na chrzczenie pł 16.02.10, 21:48
                      kontodopisanianaforum napisała:

                      > > Nie da się, bo się nie da pokropić główki.
                      >
                      > Jako rzecze Opoka:
                      > W normalnych warunkach polewa się główkę dziecka, ale nie jest to absolutnie ko
                      > nieczne co do ważności tego sakramentu.

                      >
                      > Ach ta merytoryka.


                      W poście wyżej użyłem ironii, naprawdę nie rozpoznałaś?

                      W katolicyzmie nie chrzci się dzieci w łonie matki, można chrzcić poronione
                      płody / dzieci, jeśli nie ma pewności, że nie żyją.
                      • berta-live Re: Że taż KrK nie wpadł jeszcze na chrzczenie pł 16.02.10, 22:01
                        I tu się mylisz. Można ochrzcić płód jak jest podejrzenie, że nie urodzi się
                        żywy. W tym celu używa się strzykawki wypełnionej święconą wodą albo palca
                        namoczonego w święconej wodzie. Te akcesoria należy wetknąć rodzącej między
                        nogi, namacać główkę i wymawiając stosowną formułkę dokonać chrztu. I mówię to
                        serio. Sama bym czegoś takiego nie wymyśliła, nawet dla jaj.
                        • sabinac-0 Re: Że taż KrK nie wpadł jeszcze na chrzczenie pł 17.02.10, 00:18
                          W praktyce chrzci sie "z wody" noworodka, nawet jesli urodzil sie martwy.
                          Oczywiscie, jesli matka sobie tego zyczy.
                        • vargtimmen Re: Że taż KrK nie wpadł jeszcze na chrzczenie pł 17.02.10, 00:34
                          berta-live napisała:

                          > I tu się mylisz. Można ochrzcić płód jak jest podejrzenie, że nie urodzi się
                          > żywy. W tym celu używa się strzykawki wypełnionej święconą wodą albo palca
                          > namoczonego w święconej wodzie. Te akcesoria należy wetknąć rodzącej między
                          > nogi, namacać główkę i wymawiając stosowną formułkę dokonać chrztu. I mówię to
                          > serio. Sama bym czegoś takiego nie wymyśliła, nawet dla jaj.


                          Obawiam się, że ktoś to jednak wymyślił. Pewnie jakiś Urban, Jerzy, a nie papież
                          Urban, rzecz jasna.

                          Ale pewności nie mam, jakie są Twoje źródła potwierdzające tę rewelację?
                          • hummer limbus puerorum 17.02.10, 13:43
                            vargtimmen napisał:

                            > berta-live napisała:
                            >
                            > > I tu się mylisz. Można ochrzcić płód jak jest podejrzenie, że nie urodzi
                            > się
                            > > żywy. W tym celu używa się strzykawki wypełnionej święconą wodą albo palc
                            > a
                            > > namoczonego w święconej wodzie. Te akcesoria należy wetknąć rodzącej międ
                            > zy
                            > > nogi, namacać główkę i wymawiając stosowną formułkę dokonać chrztu. I mów
                            > ię to
                            > > serio. Sama bym czegoś takiego nie wymyśliła, nawet dla jaj.
                            >
                            >
                            > Obawiam się, że ktoś to jednak wymyślił. Pewnie jakiś Urban, Jerzy, a nie papie
                            > ż
                            > Urban, rzecz jasna.
                            >
                            > Ale pewności nie mam, jakie są Twoje źródła potwierdzające tę rewelację?

                            Cóż jest potrzeba to się i stosunek do martwych dzieci zmienił.
                            Ciekawy artykuł

                            Zgodnie z dawną tradycją dzieci, które zmarły bez chrztu nie mogły być chowane w poświęconej ziemi. Przez wieki sądzono, że dusze dzieci nieochrzczonych idą do „otchłani” (limbus puerorum) i nie dostępują zbawienia.


                            Obecnie wierzący bardzo się przejmują prawami dzieci nienarodzonych.
                            A potem, jak się urodzą, to ich prawa jakoś obchodzą.

                            Spójrzcie ile nędzy jest na świecie. Urodziłeś się to żyj, aż do naturalnej śmierci.
                          • berta-live Re: Że taż KrK nie wpadł jeszcze na chrzczenie pł 17.02.10, 22:42
                            www.racjonalista.pl/kk.php/s,3175/q,Chrzest.wsrodmaciczny
                            • vargtimmen Re: Że taż KrK nie wpadł jeszcze na chrzczenie pł 19.02.10, 14:21

                              Dzięki za źródło. Nie jest jakieś specjalnie mocne, zakładam że ta książka
                              istnieje i możliwe, że jakieś natchnione umysły coś takiego wydumały, ale nie
                              sądzę, by to było praktykowane. Wygląda jak potworek teoretyczny. W dodatku, to
                              było 100 lat temu. Dla przykładu 150 lat temu lekarze uważali, że odbieranie
                              porodu po sekcji zwłok, bez mycia rąk jest w porządku.

                              Dzisiejszy katolicyzn uznaje za to coś tak pięknego i naturalnego, jak chrzest
                              pragnienia.
                              • hummer Co znaczy wiek przy dwóch milleniach :) 19.02.10, 19:23
                                vargtimmen napisał:

                                >
                                > Dzięki za źródło. Nie jest jakieś specjalnie mocne, zakładam że ta książka
                                > istnieje i możliwe, że jakieś natchnione umysły coś takiego wydumały, ale nie
                                > sądzę, by to było praktykowane. Wygląda jak potworek teoretyczny. W dodatku, to
                                > było 100 lat temu
                                . Dla przykładu 150 lat temu lekarze uważali, że odbieranie
                                > porodu po sekcji zwłok, bez mycia rąk jest w porządku.

                                Nie potrzebowali wieku, by zmienić swój pogląd.

                                > Dzisiejszy katolicyzn uznaje za to coś tak pięknego i naturalnego, jak chrzest
                                > pragnienia.

                                Po dwóch tysiącach lat wracamy do intencji Chrześcijaństwa i Boga miłosiernego?

                                A co z tysiącami kobiet spalonymi na stosie?
                                Męka na krzyżu to mały pikuś przy tym.
                                • mlot_na_mlotow Re: Co znaczy wiek przy dwóch milleniach :) 11.03.10, 15:26
                                  > A co z tysiącami kobiet spalonymi na stosie?
                                  > Męka na krzyżu to mały pikuś przy tym.

                                  A skąd wiesz, co bardziej boli? Konanie na krzyżu mogło trwać kilkanaście
                                  godzin, podczas gdy- jak podaje Wikipedia- główną przyczyną śmierci na stosie
                                  było przede wszystkim zaczadzenie, które zachodzi w ciągu kilku minut. Konanie
                                  na stosie nie trwało zatem aż do momentu zwęglenia ciała. Przy ukrzyżowaniu
                                  dodajmy jeszcze uprzednie ubiczowanie rzymskim biczem i przebicie kończyn
                                  gwoździami. Zresztą, co ten argument dodaje do dyskusji? Przypominam też, że
                                  palenie na stosie było też metodą na pozbycie się wrogów politycznych: większość
                                  ofiar została wybrana i skazana przez sądy świeckie. Kościół sam w sobie nie
                                  posiadał stosownych środków przymusu ani sądów, zdolnych skazać na więzienie czy
                                  śmierć.
    • benek231 Mobilizacja, Misja, Dynamika, Wladza :O) 15.02.10, 04:06
      Niedawno dyskutowalismy tu o religijno-kościelnych źródłach współczesnego szału
      antyaborcyjnego. Antyaborcyjna krucjata, jak wszystkie inne akcje tego
      typu przed nią, jest po prostu paliwem niezbędnym do podtrzymywania
      wewnątrzkościelnej dynamiki, bez której religie i kościoły kostnieją a
      następnie giną. Na drugim miejscu znajduje się władza kleru, która
      zwiększa się wraz ze wzrostem liczbowego poparcia wiernych. Misja jest
      trzecia w kolejności, przy czym mam tu na myśli misję ulepszania naszego
      gatunku, misję w której niezwykle ważnym jest kolejne podniesienie poprzeczki
      moralnego standardu. Na tym etapie zygota jest już człowiekiem, którego
      oczywiście nie zabija się pod żadnym pozorem. Nieco później zaczną nam wyrastać
      skrzydła :O) Zaraz po kolejnej akcji.

      Wymienione elementy składają się na swoiste kościelne perpetum mobile, a
      każdy z nich jest jednakowo ważny dla utrzymania go w ruchu. I tak akcja
      ma na celu spowodowanie mobilizacji społecznej na rzecz poparcia dla
      kościelnych celów (tu pozbawienie kobiet ich Naturalnego Prawa do decydowania),
      przy czym jest ona zarazem częścią wzrastającej wewnątrzkościelnej
      dynamiki i mechanizmem realizacji misji, a w konsekwencji także
      siłą rzutującą na wielkość władzy kleru.

      Bezsprzecznie wielu z przeciwników kobiecych praw to wymóżdżone religijne świry,
      których zadaniem jest tratowanie wszystkiego co na drodze, no ale fundamentem kk
      od zawsze byly ciemne, głupie i bezwolne masy. Te kler bardzo lubi pasać. :O) Ku
      pożytkowi własnemu.

      Z przyjemnością przeczytałem Twoj tekst, niemniej zabrakło mi w nim tego co "w
      temacie aborcji" jest bodaj najważniejsze, a mianowicie wzmianki o tym, że mowa
      jest o usuwaniu ciąż niechcianych. A aborcja to nie jest przecież jakas
      abstrakcja, o której można sobie po platońsku dyskutować w kategoriach dobra i
      zła, lecz kosmosem bardzo indywidualnych (prywatnych i intymnych) przypadków
      ciąż (z przeróżnych powodów) niechcianych. Rozumiem, ze przypominanie o
      powyższym dla strony kościelnej może nie być zbyt wygodne, niemniej zdumiewa
      mnie nagminne pomijanie tegoż przez zwolennikow prawa kobiet do decydowania. A
      szczegół to niezwykle istotny, jako że diametralnie zmieniający charakter
      "aborcyjnej dyskusji", albowiem już w momencie decyzji kobiety o usunięciu
      niechcianej ciąży, wszelkie dywagacje na temat człowieczeństwa płodu przestają
      mieć rację bytu - temat ten przestaje istnieć.

      Kościelni, tymczasem, mówią kobiecie, że nie ma czegoś takiego jak niechciana
      ciąża - że jej osobiste doznania, tragedie, emocje, godność, poczucie krzywdy...
      nie mają najmniejszego znaczenia i może się nimi wypchać. Dorosły człowiek, i
      obywatel zarazem, z użyciem państwa jako narzędzia, zostaje ubezwłasnowolniony
      gdyż jest to im niezbędne dla realizacji ich własnych religijno-kościelnych
      celów wyższych.

      • brundlefly Re: Mobilizacja, Misja, Dynamika, Wladza :O) 16.02.10, 23:43
        benek231 napisał:

        > Niedawno dyskutowalismy tu o religijno-kościelnych źródłach współczesnego szału
        > antyaborcyjnego. Antyaborcyjna krucjata, jak wszystkie inne akcje tego
        > typu przed nią, jest po prostu paliwem niezbędnym do podtrzymywania
        > wewnątrzkościelnej dynamiki, bez której religie i kościoły kostnieją a
        > następnie giną. Na drugim miejscu znajduje się władza kleru, która
        > zwiększa się wraz ze wzrostem liczbowego poparcia wiernych.

        Z tym się zgadzam.


        Misja jest
        > trzecia w kolejności, przy czym mam tu na myśli misję ulepszania naszego
        > gatunku, misję w której niezwykle ważnym jest kolejne podniesienie poprzeczki
        > moralnego standardu. Na tym etapie zygota jest już człowiekiem, którego
        > oczywiście nie zabija się pod żadnym pozorem. Nieco później zaczną nam wyrastać
        > skrzydła :O) Zaraz po kolejnej akcji.

        To już dla mnie nieco mętne. Dla mnie owa misja jest w istocie pozorem,
        pretekstem. Ważniejsze od tego, co Kościół głosi, jest to, jaką ma strukturę. W
        strukturze wyraża się jego istota, nie w głoszonych przezeń treściach. Nie miej
        złudzeń co do moralnych standardów ludzi Kościoła - wzniosłą i natchnioną gadkę
        o wartościach są w stanie zupełnie gładko łączyć z mordowaniem i torturowaniem
        ludzi czy rozmyślnym wpędzaniem ich w biedę, choroby, ciemnotę. Polecam zapoznać
        się z historią Chorwacji pod rządami Ustaszy - to był przypadek państwa, w
        którym Kościołowi udało się pogodzić totalną władzę religijną z władzą
        polityczną. Polecam poczytać o obozie zagłady prowadzonym przez zakon
        franciszkanów - JASENOVAC (wstukać w youtube, wyskoczy ciekawy filmik, niestety
        po angielsku) - gdzie organizowano wyścigi w podrzynaniu ludziom gardeł na czas
        zaraz po porannej mszy.



        > Wymienione elementy składają się na swoiste kościelne perpetum mobile, a
        > każdy z nich jest jednakowo ważny dla utrzymania go w ruchu. I tak akcja
        > ma na celu spowodowanie mobilizacji społecznej na rzecz poparcia dla
        > kościelnych celów (tu pozbawienie kobiet ich Naturalnego Prawa do decydowania),
        > przy czym jest ona zarazem częścią wzrastającej wewnątrzkościelnej
        > dynamiki i mechanizmem realizacji misji, a w konsekwencji także
        > siłą rzutującą na wielkość władzy kleru.

        racja

        > Bezsprzecznie wielu z przeciwników kobiecych praw to wymóżdżone religijne świry
        > ,
        > których zadaniem jest tratowanie wszystkiego co na drodze, no ale fundamentem k
        > k
        > od zawsze byly ciemne, głupie i bezwolne masy. Te kler bardzo lubi pasać. :O) K
        > u
        > pożytkowi własnemu.

        tu już trochę galopujesz na koniku swoich emocjonalnych idiosynkrazji, co samo w
        sobie niewiele wnosi

        > Z przyjemnością przeczytałem Twoj tekst, niemniej zabrakło mi w nim tego co "w
        > temacie aborcji" jest bodaj najważniejsze, a mianowicie wzmianki o tym, że mowa
        > jest o usuwaniu ciąż niechcianych. A aborcja to nie jest przecież jakas
        > abstrakcja, o której można sobie po platońsku dyskutować w kategoriach dobra i
        > zła, lecz kosmosem bardzo indywidualnych (prywatnych i intymnych) przypadków
        > ciąż (z przeróżnych powodów) niechcianych.

        Nie bardzo rozumiem. To chyba oczywiste, że chodzi o ciąże niechciane. Zaręczam
        Ci, że nawet najbardziej radykalne feministki nie dążą do usuwania ciąż
        chcianych. To oczywiste. Co to ma niby zmieniać i takiego nowego wnosić?


        Rozumiem, ze przypominanie o
        > powyższym dla strony kościelnej może nie być zbyt wygodne, niemniej zdumiewa
        > mnie nagminne pomijanie tegoż przez zwolennikow prawa kobiet do decydowania. A
        > szczegół to niezwykle istotny, jako że diametralnie zmieniający charakter
        > "aborcyjnej dyskusji", albowiem już w momencie decyzji kobiety o usunięciu
        > niechcianej ciąży, wszelkie dywagacje na temat człowieczeństwa płodu przestają
        > mieć rację bytu - temat ten przestaje istnieć.

        dlaczego niby? co ma status ciąży - chciana lub niechciana - do kwestii
        człowieczeństwa płodu?

        > Kościelni, tymczasem, mówią kobiecie, że nie ma czegoś takiego jak niechciana
        > ciąża - że jej osobiste doznania, tragedie, emocje, godność, poczucie krzywdy..
        > .
        > nie mają najmniejszego znaczenia i może się nimi wypchać.

        Nie słyszałem osobiście, żeby Kościół wpierał kobietom, że nie ma czegoś
        takiego, jak niechciana ciąża. Raczej stoi na stanowisku, że kobieta powinna
        ciążę uznać i dziecko donosić, nawet jeśli jest ona niechciana.

        Dorosły człowiek, i
        > obywatel zarazem, z użyciem państwa jako narzędzia, zostaje ubezwłasnowolniony
        > gdyż jest to im niezbędne dla realizacji ich własnych religijno-kościelnych
        > celów wyższych.

        To akurat oczywiste.
        • benek231 Re: Mobilizacja, Misja, Dynamika, Wladza :O) 17.02.10, 05:12
          brundlefly napisał:

          Misja jest

          To już dla mnie nieco mętne...

          *Nie przejmuj sie - nie tylko dla Ciebie. :O) Byc moze celniejszm byloby ujecie
          Misji w kategoriach podboju nowych terenow, byc moze w przyroscie
          katolickich odsetkow poszczegonych populacji... Albo wszystko razem... To
          wszystko jest Misja, choc werbalizuja glownie aspekt moralnego rozwoju.
          Nie bede sie spieral, bo tu akurat pewnie obydwaj mamy racje. I pewnie jeszcze
          wielu.
          Bolszewicy takze mieli swoja misje budowy krainy powszechnego szczescia, oraz
          spolecznej sprawiedliwosci. Fakt, ze realizowali ja po trupach i z uzyciem
          niezwykle krwawego terroru, niemniej nie da im sie odmowic, ze cos tam
          deklarowali. Czesc z nich zapewne wierzyla w to.

          >
          >
          Nie bardzo rozumiem. To chyba oczywiste, że chodzi o ciąże niechciane. Zaręczam
          Ci, że nawet najbardziej radykalne feministki nie dążą do usuwania ciąż
          chcianych. To oczywiste. Co to ma niby zmieniać i takiego nowego wnosić?

          *Wiem, ale o tym nalezy na kazdym kroku przypominac. Szczegolnie, ze - w wyniku
          tegoz zapominalstwa - koscielnym udalo sie wytworzyc klimat w ktorym aborcja
          rozpatrywana jest jako zjawisko quasi abstrakcyjne. Wlasnie dzieki temu, ze na
          obrazku nie widnieje slowo niechciane (ciaze), mozliwe bylo zaszczepienie
          w wielu umyslach wrogiego nastawienia do abrcji "jako takiej". Gdy tymczasem nie
          ma aborcji "jako takiej" - podobna generalizacja jest naduzyciem.


          *Kościelni, tymczasem, mówią kobiecie, że nie ma czegoś takiego jak
          niechcianaciąża - że jej osobiste doznania, tragedie, emocje, godność, poczucie
          krzywdy...nie mają najmniejszego znaczenia i może się nimi wypchać.
          >
          >
          Nie słyszałem osobiście, żeby Kościół wpierał kobietom, że nie ma czegoś
          takiego, jak niechciana ciąża
          . Raczej stoi na stanowisku, że kobieta
          powinna ciążę uznać i dziecko donosić, nawet jeśli jest ona niechciana.



          *Ja tez nie slyszalem by mowil to wprost, gdyz mowi to samo w inny sposob.
          Mianowicie w taki jakim opisales go w drugim (podkreslonym) zdaniu. :O) Ponadto
          jesli terminacje ciazy kk okresla morderstwem, czy zabojstwem, badz tez naklania
          do podobnych oskarzen - wiedzac, ze chodzi o niechciane ciaze - to tym samym
          daje jasno do zrozumienia, ze nie uznaje czegos takiego jak niechciane ciaze,
          gdyz "niechciane ciaze", zdaniem kk, nie wnosza nic istotnego do sprawy, gdyz po
          prostu nalezy donosic i urodzic.

          W tej wojnie na slowa niezwykle wazne jest slowo niechciana (ciaza).
    • ikarus45 Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 17.02.10, 19:08
      Jestem pro -life i lubię seks. Nam naprawdę chodzi o życie. Nigdy nas nie
      zrozumiesz, bo wychodzisz z zupełnie innych paradygmatów. Nami kieruje wiara,
      której jak sam przyznajesz, nie masz. Płód dla nas jest już dzieckiem. Popatrz
      na noworodka, którego prawo już broni przed śmiercią, nie jest on o wiele
      bardziej zdolny do życia niż nienarodzone dziecko. Nie umie jeść, siedzieć,
      nawet nie widzi dobrze. Bez opieki skazany jest na śmierć. Do osiągnięcia pełnej
      "funkcjonalności" jeszcze mu daleko. Biorąc pod uwagę kategorie, które podałeś,
      spokojnie "nadaje się jeszcze do unicestwienia". Jeżeli chodzi o Stary Testament
      to jest tam też zgoda na rozwody, ale Jezus powiedział, że Mojżesz umieścił ją
      "ze względu na zatwardziałość serc, a na początku było inaczej". Prawo opisane w
      ST to częściowo prawo plemienne, wynikające z czasów, w których powstało.
      Gdybyśmy się do niego tak stosowali to należałoby utrzymywać np. niewolnictwo.
      Św. Paweł najlepiej to ujął mówiąc, że "prawo zabija". Chodzi tu o sztywną
      literę prawa, które nie zachowuje tego, co najważniejsze, czyli ducha prawa.
      Istotą prawa jest "kochaj Boga, kochaj bliźniego i kochaj siebie", i to właśnie
      w tej kolejności.
      • kocia_noga Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 17.02.10, 20:37
        Ok, ikarus. A co kiedy ciąża jest niechciana? Brak warunków do
        wychowania dziecka?

        Przeciwnicy prawa kobiety zwykle argumentują tak: " nie trzebabyło
        nóg rozkładać" albo mniej lub bardziej wulgarnie. A więc co
        proponujesz osobie która nie chce dziecka, bo np nie nadaje się, nie
        ma warunków, zdrowia , a w ciążę zaszła? Co proponujesz dla jej
        dziecka, skoro chcesz zmusić ją do donoszenia ciąży i porodu? Życie
        jako dziecko neichciane, niekochane, w warunkach nienadających się
        do tego?
        Przeciwnicy prawa kobiet do decyzji zwykle dają odpowioed - oddać do
        adopcji. Masz jakeiś wyobrażenie o stanie tych spraw w Polsce? A
        jeśli dziecko urodzi się chore? Co zaproponujesz? Kobiecie - jasne -
        za karę ma chodzić w ciąży, rodzić, wychowywac albo po urodzeniu
        zrzec się praw, a temu choremu lub uposledzonemu dziecku?
        • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 17.02.10, 21:46
          kocia_noga napisała:

          > Ok, ikarus. A co kiedy ciąża jest niechciana? Brak warunków do
          > wychowania dziecka?
          >
          > Przeciwnicy prawa kobiety zwykle argumentują tak: " nie trzebabyło
          > nóg rozkładać" albo mniej lub bardziej wulgarnie. A więc co
          > proponujesz osobie która nie chce dziecka, bo np nie nadaje się, nie
          > ma warunków, zdrowia , a w ciążę zaszła? Co proponujesz dla jej
          > dziecka, skoro chcesz zmusić ją do donoszenia ciąży i porodu? Życie
          > jako dziecko neichciane, niekochane, w warunkach nienadających się
          > do tego?
          > Przeciwnicy prawa kobiet do decyzji zwykle dają odpowioed - oddać do
          > adopcji. Masz jakeiś wyobrażenie o stanie tych spraw w Polsce? A
          > jeśli dziecko urodzi się chore? Co zaproponujesz? Kobiecie - jasne -
          > za karę ma chodzić w ciąży, rodzić, wychowywac albo po urodzeniu
          > zrzec się praw, a temu choremu lub uposledzonemu dziecku?


          Te argumenty nie mają ŻADNEGO znaczenia w sytuacji, gdy ktoś uznaje
          człowieczeństwo płodu. Dlatego, że prawo do życia mają zarówno dzieci chciane,
          jak i niechciane, kochane i nie kochane, zarówno upośledzone, jak i zdrowe,
          mające materialne warunki do godnego życia i nie mające. Na podstawie takiej
          logiki można by zacząć postulować fizyczną likwidację wszystkich ludzi
          bezdomnych, chorych, upośledzonych, biednych, a może także samotnych i
          niekochanych? No bo po co ma żyć ktoś nieszczęśliwy? Tylko lepiej dla niego i
          dla nas, jak wykituje.
          • kocia_noga Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 18.02.10, 08:16
            brundlefly napisał:

            > Te argumenty nie mają ŻADNEGO znaczenia w sytuacji, gdy ktoś
            uznaje
            > człowieczeństwo płodu.


            Ależ ikarus odwołuje się do empatii, więc kontynuuję dyskusję na tym
            polu.
            W cwany sposób z resztą utożsamia najpierw noworodka do późnego
            płodu a potem rozciąga kwestię odczuwania, cierpienia na płód w
            ogóle. Empatia dotyczy życia psychicznego - cierpienia, odczuwania,
            myślenia.Płód nie posiada takiego życia, dopiero pod koniec ciąży
            pojawiają się pierwociny pamięci.
            Pisałam już o tym, że antychoicowcy kierują się dogmatem, doktryną,
            za nic mając i rozum i współczucie.
            Współczucie zastępują im obrazy, dlatego używają ich (w nieuczciwy
            sposób nb) w dyskusjach. Obraz wywołuje uczucia w widzu - i to jest
            jedyne odniesienie do uczuć i cierpienia - " ja źle się czuję
            widząc" zastępuje "ktoś cierpi".
      • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 17.02.10, 21:38
        ikarus45 napisała:

        >Popatrz
        > na noworodka, którego prawo już broni przed śmiercią, nie jest on o wiele
        > bardziej zdolny do życia niż nienarodzone dziecko. Nie umie jeść, siedzieć,
        > nawet nie widzi dobrze. Bez opieki skazany jest na śmierć. Do osiągnięcia pełne
        > j
        > "funkcjonalności" jeszcze mu daleko. Biorąc pod uwagę kategorie, które podałeś,
        > spokojnie "nadaje się jeszcze do unicestwienia".

        Nie podawałem takich kategorii, więc mi łaskawie nie wpieraj. Nie zrozumiałaś
        tego, co napisałem. Czy jest jakaś różnica między organizmem ludzkim na minutę
        przed urodzeniem i na minutę po urodzeniu? Żadnej. Natomiast różnica między
        płodem w ciągu pierwszych 3 miesięcy ciąży, a płodem w 8 miesiącu ciąży jest
        ogromna. Ja jestem zwolennikiem WCZESNEJ aborcji.
        3,4 miesiąc ciąży to mniej więcej okres, w którym daje się przeprowadzić
        pierwszy pomiar EEG, co oznacza początek aktywności mózgowej. I choć po upływie
        3 miesięcy ciąży dziecko nadal nie jest w pełni człowiekiem, to wówczas jednak
        już można domniemywać, że zalicza się do istot czujących i już wtedy, choć cały
        czas nie jest to w pełni człowiek, raczej nie wyraziłbym zgody na aborcję na
        życzenie, a tylko na uzasadnioną medycznie.
        Po urodzeniu dziecko wchodzi w pierwsze kontakty społeczne (najpierw z matką), w
        związku z czym staje się istotą czującą i społeczną - czyli w pełni człowiekiem
        i ma jak najbardziej pełne prawo do życia - tak samo jak dzieci upośledzone
        psychicznie, które również często nie umieją same jeść czy siedzieć.

        Co do ST - w chrześcijaństwie został uzupełniony, ale nie zanegowany. Przecież
        dekalog jest ze ST. To jak - niektóre zapisy są ok, a niektóre już
        niedostosowane? To może i dekalog jest niedostosowany?
        A chrześcijańskie przykazanie miłości Boga i bliźniego to, nie obraź się, dla
        mnie zwykłe pierdu pierdu, wycieranie sobie gęby starym, martwym i pustym
        frazesem. Zwłaszcza po zapoznaniu się z faktami z historii Kościoła.
        • berta-live Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 17.02.10, 22:55
          > czas nie jest to w pełni człowiek, raczej nie wyraziłbym zgody na aborcję na
          > życzenie, a tylko na uzasadnioną medycznie.

          A to już jest relatywizm moralny. Jak człowiek to nigdy go nie można zabić a jak
          nie człowiek to można w każdej okoliczności.

          > Co do ST - w chrześcijaństwie został uzupełniony, ale nie zanegowany. Przecież
          > dekalog jest ze ST. To jak - niektóre zapisy są ok, a niektóre już
          > niedostosowane? To może i dekalog jest niedostosowany?

          A żebyś wiedział, że jest niedostosowany i został zmieniony i zanegowany. W ST
          wyraźnie bóg sobie życzy, aby nie tworzyć jego obrazów i nie modlić się do nich.
          Natomiast w nowotestamentowych katechizmach ten fragment został usunięty.
          Inaczej nie byłoby możliwe kupczenie relikwiami i świętymi obrazami.

          ST mówi czcij ojca i matkę swoją. A NT mówi, wyrzeknij się matki i ojca i
          podążaj za Chrystusem. Zresztą sam Jezus równo zlewał swoją matkę.
          • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 18.02.10, 00:57

            > A to już jest relatywizm moralny. Jak człowiek to nigdy go nie można zabić a ja
            > k
            > nie człowiek to można w każdej okoliczności.

            :) Ależ dlatego to właśnie nie jest relatywizm moralny.
            Nie wolno zabijać nam innych ludzi. Inne istoty de facto wolno - jemy mięso,
            chodzimy w butach ze skóry etc.
            Dlatego problem aborcji sprowadza się do zagadnienia - czy zabijamy człowieka
            czy tylko niszczymy i usuwamy kawałek organicznej materii będącej biologicznym
            potencjałem przyszłego człowieka.
            Wszystkie inne kwestie są de facto drugorzędne.
      • benek231 Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 17.02.10, 22:10
        ikarus45 napisała:
        ==

        *Jesli o mnie chodzi to mozesz sobie wierzyc w takie idiotyzmy jakie Ci sie
        podobaja. Ale stosowac je mozesz wylacznie do samej siebie. Ode mnie i
        moich bliskich, ktorzy w Twoje krasnoludki nie wierzymy - wara.

        Czy nie dosc wam, ludzie uduchowieni a wrazliwi, ze okradacie nas na utrzymanie
        swojej zlodziejskiej religii i kosciolka? Ciagle wam malo? Musicie jeszcze
        zniewolic pozostalych i przymusic do uznania waszych "prawd"? I do rodzenia
        niechcianych dzieci? Czy wy nie rozumiecie tego, ze zmuszanie do rodzenia dzieci
        niechcianych to zbrodnia?

        Plod, a nawet embrion, jest dzieckiem gdy zyczy sobie tego kobieta (rodzice).
        Niechciany plod - gdy kobieta zdecyduje o jego terminacji - jest tylko plodem
        ktory zostanie/zostal usuniety. Tu nie znajduje zastosowania racjonalizowanie
        przeroznych biologicznych funkcji. Gdy kobieta zdecyduje o usunieciu niechcianej
        ciazy wszelkie rozwazania czlowieczensta plodu przestaja byc aktualne. To nie
        matematyka, kolezanko. Tu trzeba myslec.
        • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 18.02.10, 01:03
          benek231 napisał:

          > Plod, a nawet embrion, jest dzieckiem gdy zyczy sobie tego kobieta (rodzice).
          > Niechciany plod - gdy kobieta zdecyduje o jego terminacji - jest tylko plodem
          > ktory zostanie/zostal usuniety. Tu nie znajduje zastosowania racjonalizowanie
          > przeroznych biologicznych funkcji. Gdy kobieta zdecyduje o usunieciu niechciane
          > j
          > ciazy wszelkie rozwazania czlowieczensta plodu przestaja byc aktualne.

          Ależ jest to totalna nieprawda, co Ci już zresztą starałem się wytłumaczyć.
          Kobieta nie jest Bogiem i nie od jej subiektywnej, arbitralnej i uznaniowej
          decyzji zależy, czy płód jest człowiekiem czy nie jest. To jest kwestia umowy
          ogólnospołecznej, określonego systemu filozoficzno-etycznego. System katolicki
          uznaje dogmatycznie człowieczeństwo płodu, system materialistyczny nie znajduje
          żadnych sensownych przesłanek do uznania płodu jako podmiot praw człowieka. I
          tyle. Jesteś katolem i wierzysz w bajki KK o duszy nieśmiertelnej - nie wolno
          zabić ci płodu, jesteś ateistą - ten zakaz cię de facto nie dotyczy. I to czy
          jest to ciąża chciana czy niechciana nie ma najmniejszego znaczenia. Problem
          aborcji dotyczy wyłącznie ciąż niechcianych, nikt zdrowy umysłowo nie rozważa
          aborcji ciąż chcianych.
          • neuroleptyk Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 18.02.10, 01:43
            brundlefly napisał:

            System katolicki
            > uznaje dogmatycznie człowieczeństwo płodu, system materialistyczny
            nie znajduje
            > żadnych sensownych przesłanek do uznania płodu jako podmiot praw
            człowieka.

            Jestem ciekaw jak system czysto materialistyczny może cokolwiek mieć
            do powiedzenia na temat wartości czy inaczej praw innych jak
            fizyczne, chemiczne??
            Jak na ironię to własnie z biologii wynika to, że płód to człowiek.
            Jeśli system czysto materialistyczny, to pytanie cóź to takiego jest
            cierpienie wg. tego systemu? Chemiczne reakcje w mózgu ?? I któż
            tego cierpienia doznaje, atomy, cząsteczki, neurony?? Czy osoba to
            po prostu aktywność elektryczna mózgu?? Fale mózgowe?? A może sam
            mózg to osoba?? Jak materia może się mylić, kłamać ?? Chciałbym
            przeczytać odpowiedź na te pytania.
            • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 18.02.10, 02:46
              neuroleptyk napisał:

              > Jestem ciekaw jak system czysto materialistyczny może cokolwiek mieć
              > do powiedzenia na temat wartości czy inaczej praw innych jak
              > fizyczne, chemiczne??

              Oczywiście, że może. Człowiek nie może żyć bez wartości, natomiast z powodzeniem
              może bez dogmatów. Wartości są mniej lub bardziej uogólnionymi pochodnymi
              ludzkich potrzeb, których zaspokojenie jest konieczne dla utrzymania się przy
              życiu i polepszenia jego jakości.
              Piramida Masłowa się kłania.

              > Jak na ironię to własnie z biologii wynika to, że płód to człowiek.

              A zygota?

              > Jeśli system czysto materialistyczny, to pytanie cóź to takiego jest
              > cierpienie wg. tego systemu? Chemiczne reakcje w mózgu ?? I któż
              > tego cierpienia doznaje, atomy, cząsteczki, neurony??

              Odczuwanie to podstawowa funkcja układu nerwowego, którą da się opisać jako
              elektrochemiczny proces, co nie zmienia faktu, że jest konstytutywną cechą
              człowieczeństwa.

              Czy osoba to
              > po prostu aktywność elektryczna mózgu?? Fale mózgowe?? A może sam
              > mózg to osoba??

              Osoba to część składowa systemu społecznego, wytwarza się poprzez socjalizację,
              ale bazą materialną procesów z nią związanych jest cielesny ludzki mózg.

              >Jak materia może się mylić, kłamać ??

              Struktury materii nie są doskonałe.
              • neuroleptyk Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 18.02.10, 05:09
                brundlefly napisał:

                > neuroleptyk napisał:
                >
                > > Jestem ciekaw jak system czysto materialistyczny może cokolwiek
                mieć
                > > do powiedzenia na temat wartości czy inaczej praw innych jak
                > > fizyczne, chemiczne??
                >
                > Oczywiście, że może. Człowiek nie może żyć bez wartości, natomiast
                z powodzenie
                > m
                > może bez dogmatów. Wartości są mniej lub bardziej uogólnionymi
                pochodnymi
                > ludzkich potrzeb, których zaspokojenie jest konieczne dla
                utrzymania się przy
                > życiu i polepszenia jego jakości.
                > Piramida Masłowa się kłania.

                Nie wykazałeś jak (zakładając czysty materializm) może istnieć coś
                takiego jak: potrzeba, jakość, dobro?

                > > Jak na ironię to własnie z biologii wynika to, że płód to
                człowiek.
                >
                > A zygota?

                też

                > Odczuwanie to podstawowa funkcja układu nerwowego, którą da się
                opisać jako
                > elektrochemiczny proces, co nie zmienia faktu, że jest
                konstytutywną cechą
                > człowieczeństwa.

                Jak badasz mózg to widzisz tam dosłownie odczuwanie, czy jedynie
                zjawiska fizyczne, chemiczne?? Kto odczuwa?? Jako czysty
                materialista powinieneś zanegować, że istnieje coś takiego jak
                odczuwanie i świadomość.

                > Osoba to część składowa systemu społecznego, wytwarza się poprzez
                socjalizację,
                > ale bazą materialną procesów z nią związanych jest cielesny ludzki
                mózg.

                Liczyłem na coś konkretnego, tak jak wiemy co to jest np. woda, więc
                tego samego oczekuje w stosunku do osoby.

                > >Jak materia może się mylić, kłamać ??
                >
                > Struktury materii nie są doskonałe.

                Co to ma znaczyć, że nie są doskonałe? Materia sobie tak po prostu
                kłamie, bo jest niedoskonała?? Uważasz, że reakcja chemiczna może
                się mylić?? atomy są w błędzie?? Jak ktoś czuje obecnośc Boga, to
                Bóg jest procesem w mózgu tego człowieka? Więc eureka Bóg istnieje,
                krasnoludki i liczby, dodawanie też musza materialnie istnieć, bo w
                koncu możemy o tym myśleć. Skąd w ogóle w czysto materialnym
                światopoglądzie wzięło się pojęcie doskonałości?


                Żeby jeszcze było śmieszniej trzeba idąc tą droga uznać iż cały
                świat jest procesem w twoim mózgu łacznie z twoim mózgiem i procesem
                weń! W końcu nie postrzegamy świata bezpośrednio, więc jak zabaszysz
                wodę, to zachodzi reakcja w twoim mózgu, która jest wodą?? Nie
                możesz zobaczyć wody zanim nie zajdzie dana reakcja w mózgu i w
                ogóle niczego, w tym tego, że posiadamy coś takiego jak mózgi w
                pierwszej kolejności. I co się okazuje?? Więc wychodzi na to, że
                twoje odbicie w lustrze, niebo i cokolwiek innego co możesz
                obserować jest tak naprawdę w twoim mózgu i także twój mózg, który
                też możesz zaobserować i konsekwentnie tam on sam, a gdzieś na
                zewnątrz tego wszystkiego jest prawdziwy mózg i świat zewnętrzny,
                nie trudno przy tym wszystkim stracić orientacji.
                • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 19.02.10, 20:34
                  > Nie wykazałeś jak (zakładając czysty materializm) może istnieć coś
                  > takiego jak: potrzeba, jakość, dobro?

                  Co ci mam wykazywać? Że organizm musi przyjmować pokarm żeby się utrzymać przy
                  życiu i jeśli odczuwa głód, to pokarm staje się dla niego wartością? A jak woli
                  jeść trufle zamiast suchego chleba to w grę wchodzi też jakość? Co ma do tego
                  duch święty lepiej ty mi wykaż.

                  > > > Jak na ironię to własnie z biologii wynika to, że płód to
                  > człowiek.
                  > >
                  > > A zygota?
                  >
                  > też

                  ale z jednej zapłodnionej komórki może powstać np. dwóch ludzi...
                  albo z kilku jeden

                  > Jak badasz mózg to widzisz tam dosłownie odczuwanie, czy jedynie
                  > zjawiska fizyczne, chemiczne??

                  A jak oglądasz płytę CD od strony nośnika to potrafisz powiedzieć, co jest na
                  niej nagrane?

                  Kto odczuwa?? Jako czysty
                  > materialista powinieneś zanegować, że istnieje coś takiego jak
                  > odczuwanie i świadomość.

                  A niby dlaczego?

                  > Liczyłem na coś konkretnego, tak jak wiemy co to jest np. woda, więc
                  > tego samego oczekuje w stosunku do osoby.

                  osoba jest procesem, a nie czymś substancjalno-materialnym


                  > Co to ma znaczyć, że nie są doskonałe? Materia sobie tak po prostu
                  > kłamie, bo jest niedoskonała?? Uważasz, że reakcja chemiczna może
                  > się mylić?? atomy są w błędzie??

                  Po prostu. Jak się rodzi upośledzone dziecko to znaczy, że pewne procesy nie
                  zadziałały jak należy lub odezwały się wadliwe geny.
                  Formy materii nie są doskonałe. Bo doskonałość to w gruncie rzeczy abstrakcja.
                  Co ci mam jeszcze tłumaczyć?

                  Jak ktoś czuje obecnośc Boga, to
                  > Bóg jest procesem w mózgu tego człowieka? Więc eureka Bóg istnieje,
                  > krasnoludki i liczby, dodawanie też musza materialnie istnieć, bo w
                  > koncu możemy o tym myśleć. Skąd w ogóle w czysto materialnym
                  > światopoglądzie wzięło się pojęcie doskonałości?

                  to są byty abstrakcyjne będące funkcjami umysłu, formami za pomocą których umysł
                  realizuje swoje cele - tak jak wszystkie pojęcia, język etc.

                  > Żeby jeszcze było śmieszniej trzeba idąc tą droga uznać iż cały
                  > świat jest procesem w twoim mózgu łacznie z twoim mózgiem i procesem
                  > weń!

                  pl.wikipedia.org/wiki/Solipsyzm
                  W końcu nie postrzegamy świata bezpośrednio, więc jak zabaszysz
                  > wodę, to zachodzi reakcja w twoim mózgu, która jest wodą??

                  Tak. To stanowisko fenomenologiczne.

                  Nie
                  > możesz zobaczyć wody zanim nie zajdzie dana reakcja w mózgu i w
                  > ogóle niczego, w tym tego, że posiadamy coś takiego jak mózgi w
                  > pierwszej kolejności. I co się okazuje?? Więc wychodzi na to, że
                  > twoje odbicie w lustrze, niebo i cokolwiek innego co możesz
                  > obserować jest tak naprawdę w twoim mózgu i także twój mózg, który
                  > też możesz zaobserować i konsekwentnie tam on sam, a gdzieś na
                  > zewnątrz tego wszystkiego jest prawdziwy mózg i świat zewnętrzny,
                  > nie trudno przy tym wszystkim stracić orientacji.

                  To są złożone abstrakcyjne zagadnienia. Jeśli cie interesują to polecam
                  postudiować trochę filozofię, zwłaszcza w zakresie epistemologii. Dociekania i
                  spory na te tematy wciąż trwają, nie ma jedynie słusznego światopoglądu. Musisz
                  przyjąć taki, który najbardziej ci przemawia do przekonania.
                  • neuroleptyk Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 20.02.10, 02:46
                    brundlefly napisał:

                    > Co ci mam wykazywać? Że organizm musi przyjmować pokarm żeby się
                    utrzymać przy
                    > życiu i jeśli odczuwa głód, to pokarm staje się dla niego
                    wartością? A jak woli
                    > jeść trufle zamiast suchego chleba to w grę wchodzi też jakość? Co
                    ma do tego
                    > duch święty lepiej ty mi wykaż.

                    Równie dobrze możesz napisać, że dla komputera prąd jest wartością.
                    Zamiast tej manupulacji słow dla procesu x musi zaistnieć y i tyle,
                    to jest tylko opis co jest konieczne by zaistnił dany proces, lub
                    był dalej potrzymywany a nie aksjologia. Materialistycznie żaden
                    proces nie ma potrzeby istnienia, lecz istnieje jeśli są ku temu
                    warunki. Jaką potrzebę istnienia ma sama energia, czy Wszechświat??


                    > ale z jednej zapłodnionej komórki może powstać np. dwóch ludzi...
                    > albo z kilku jeden

                    Nie wiem jak ma to obalić, że to nie może być człowiek??
                    Może formalnie podaj dowód.

                    > A jak oglądasz płytę CD od strony nośnika to potrafisz powiedzieć,
                    co jest na
                    > niej nagrane?

                    Potrafię, lecz z perepktywy czysto materialistycznej jest to
                    nonsensm, tak samo jak istnienie liczb na kartce papieru. Jak
                    napiszę symbol niskończonosci, to dla ciebie ona istnieje dosłownie
                    na papierze?? Czy jedynie są tam plamy tuszu??

                    > Kto odczuwa?? Jako czysty
                    > > materialista powinieneś zanegować, że istnieje coś takiego jak
                    > > odczuwanie i świadomość.
                    >
                    > A niby dlaczego?

                    Chociażby dlatego, że tradcyjnie materia to nie jest res cognitas.

                    > > Liczyłem na coś konkretnego, tak jak wiemy co to jest np. woda,
                    więc
                    > > tego samego oczekuje w stosunku do osoby.
                    >
                    > osoba jest procesem, a nie czymś substancjalno-materialnym

                    Narazie rzucasz ogólnikami.
                    Poza tym jeśli dla ciebie nie jest czymś materielnym, więc monoizm
                    jest dla ciebie fałszywy (uznaje, że coś dla ciebie jest materialne,
                    ale nie wszystko co jest.).

                    > Po prostu. Jak się rodzi upośledzone dziecko to znaczy, że pewne
                    procesy nie
                    > zadziałały jak należy lub odezwały się wadliwe geny.
                    > Formy materii nie są doskonałe. Bo doskonałość to w gruncie rzeczy
                    abstrakcja.
                    > Co ci mam jeszcze tłumaczyć?

                    Nie możesz tak powiedzieć bez aksjologii, czysto materialnie taki
                    organizm jest wypadkową procesów jakie zaszły i nic ponadto, materia
                    się nie pomyliła. Możesz tylko powiedzieć jak coś zaszło, a nie
                    jakie coś powino być i jak zaszło inaczej to, że materia się
                    pomyliła. Jeśli więc wyznajesz materializm, to medycyna i pojęcie
                    choroby powinno być dla ciebie nonsensem. Pojęcie choroby nie może
                    istnieć bez dobrego i złego, a te pojęcia nie są redukowalne do
                    natury.

                    > to są byty abstrakcyjne będące funkcjami umysłu, formami za pomocą
                    których umys
                    > ł
                    > realizuje swoje cele - tak jak wszystkie pojęcia, język etc.

                    Więc nie istnieje tylko materia z to wynika.

                    > pl.wikipedia.org/wiki/Solipsyzm

                    Nie wiem czemu mi podajesz link do solipsyzmu. Co to ma wnieść do
                    dyskusji?

                    > W końcu nie postrzegamy świata bezpośrednio, więc jak zabaszysz
                    > > wodę, to zachodzi reakcja w twoim mózgu, która jest wodą??
                    >
                    > Tak. To stanowisko fenomenologiczne.

                    Poważnie?? Mówimy o materii.
                    Te przykłady, które napisałem, to karykatura reprezentacjonalizmu,
                    która wynika z traktowania wszystkiego jako materialne i konkretne w
                    tym samych reprezetacji.
                    Z samym reprezentacjonalizmem jest też problem. Bo jeśli uznamy, że
                    nie widzimy bezpośrednio świata, to mózgi które widzimy są tylko
                    reprezentacją, w naszej prawdziwej głowie. Ale żeby uznać, że
                    faktycznie widzieliśmy aktualny obiekt, a nie tylko jego
                    reprezentację musielibyśmy postrzegać bezpośrednio, jedak obraz na
                    siatkówce oka jest odwrócony, więc nie możemy postrzegać
                    bezpośrednio, a jak już uznamy wniosek na tej podstawie, to rodzi
                    się automatycznie problem, że widzieliśmy tylko reprezentacje świata
                    i oka z odwróconym obrazem.
                    • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 20.02.10, 15:44
                      neuroleptyk napisał:

                      > Równie dobrze możesz napisać, że dla komputera prąd jest wartością.

                      Nie, ale jest dla kogoś, kto komputera używa, komputer to narzędzie. Jeśli
                      powstaną samosterowne inteligentne i obdarzone wolą reprodukcji komputery czy
                      programy to z pewnością prąd będzie dla nich wartością.

                      > Zamiast tej manupulacji słow dla procesu x musi zaistnieć y i tyle,
                      > to jest tylko opis co jest konieczne by zaistnił dany proces, lub
                      > był dalej potrzymywany a nie aksjologia.

                      Bo summa summarum cała ludzka aksjologia sprowadza się do podtrzymywania i
                      reprodukowania życia. Nawet jeśli w imię owych wartości niektórzy muszą umrzeć.
                      Ten mechanizm działa już w społecznościach mrówek.

                      Materialistycznie żaden
                      > proces nie ma potrzeby istnienia, lecz istnieje jeśli są ku temu
                      > warunki. Jaką potrzebę istnienia ma sama energia, czy Wszechświat??

                      Jeśli traktujesz je jako ostateczny absolut to żadnej. Wszechrzecz istnieje sama
                      dla siebie, bez sensu. To jest to, o czym mówili egzystencjaliści, mówiąc o
                      absurdzie. Potrzeba czy sens może istnieć tylko w warunkach rozgraniczenia i
                      związków przyczynowo skutkowych.

                      > Nie wiem jak ma to obalić, że to nie może być człowiek??

                      Bo człowiek, którego obejmują zasady prawne, musi mieć coś takiego jak
                      tożsamość. Nie może być dwóch ludzi w jednym ciele lub jeden człowiek w
                      dwóch ciałach. To pokazuje, że na poziomie zygoty coś takiego jak jednostkowa
                      tożsamość nie może istnieć, jest tylko materia organiczna, która stanowi
                      potencjał człowieka bądź kilku ludzi.

                      > > A jak oglądasz płytę CD od strony nośnika to potrafisz powiedzieć,
                      > co jest na
                      > > niej nagrane?
                      >
                      > Potrafię,

                      zdradzisz mi ten sekret?

                      lecz z perepktywy czysto materialistycznej jest to
                      > nonsensm, tak samo jak istnienie liczb na kartce papieru. Jak
                      > napiszę symbol niskończonosci, to dla ciebie ona istnieje dosłownie
                      > na papierze?? Czy jedynie są tam plamy tuszu??

                      jest to znak czyli abstrakt


                      >
                      > Chociażby dlatego, że tradcyjnie materia to nie jest res cognitas.

                      A skąd możesz o tym wiedzieć? Ktoś to udowodnił? Co to znaczy "tradycyjnie"?
                      Bzdura. Oczywiście, że materia to res cogitans.
                      Spróbuj myśleć bez materialnego mózgu.

                      >
                      > Nie możesz tak powiedzieć bez aksjologii, czysto materialnie taki
                      > organizm jest wypadkową procesów jakie zaszły i nic ponadto,

                      Tak. Ale mówi się zawsze z punktu widzenia. Z punktu widzenia człowieka i jego
                      oczekiwań jest to pomyłka natury.

                      Jeśli więc wyznajesz materializm, to medycyna i pojęcie
                      > choroby powinno być dla ciebie nonsensem.

                      Dlaczego??

                      Pojęcie choroby nie może
                      > istnieć bez dobrego i złego, a te pojęcia nie są redukowalne do
                      > natury.

                      Medycyna to wpływanie na procesy chemiczne i fizyczne związane z naszymi
                      ciałami, aby powstrzymać entropię zgodnie z wolą życia i zdrowia naszych organizmów.

                      > Więc nie istnieje tylko materia z to wynika.

                      Istnieje materia i pustka, która warunkuje istnienie procesów w obrębie materii.
                      Abstrakcyjne myślenie i abstrakty, którymi się posługuje to procesy, które
                      wymagają materialnego podłoża by istnieć. Tak samo jak nie istnieje "chodzenie"
                      jeśli nie ma nóg, które idą.

                      > > pl.wikipedia.org/wiki/Solipsyzm
                      >
                      > Nie wiem czemu mi podajesz link do solipsyzmu. Co to ma wnieść do
                      > dyskusji?

                      Bo robiłeś wrażenie kogoś, kto odkrył Amerykę, obwieszczając coś, nad czym
                      ludzkość się głowi od wieków.


                      > Poważnie?? Mówimy o materii.
                      > Te przykłady, które napisałem, to karykatura reprezentacjonalizmu,
                      > która wynika z traktowania wszystkiego jako materialne i konkretne w
                      > tym samych reprezetacji.
                      > Z samym reprezentacjonalizmem jest też problem. Bo jeśli uznamy, że
                      > nie widzimy bezpośrednio świata, to mózgi które widzimy są tylko
                      > reprezentacją,

                      oczywiście, że tak

                      Ale żeby uznać, że
                      > faktycznie widzieliśmy aktualny obiekt, a nie tylko jego
                      > reprezentację musielibyśmy postrzegać bezpośrednio, jedak obraz na
                      > siatkówce oka jest odwrócony, więc nie możemy postrzegać
                      > bezpośrednio, a jak już uznamy wniosek na tej podstawie, to rodzi
                      > się automatycznie problem, że widzieliśmy tylko reprezentacje świata

                      Widzimy tylko reprezentacje obiektów - fenomeny, które odbijają się w naszej
                      jaźni i są korelatami czegoś co istnieje poza naszym postrzeganiem. Nigdy nie
                      twierdziłem inaczej. Bezpośrednie, obiektywne postrzeganie nie istnieje.
                      > i oka z odwróconym obrazem.
                      >
                      >
                      • kocia_noga Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 20.02.10, 19:28
                        brundlefly napisał:

                        Bo summa summarum cała ludzka aksjologia sprowadza się do
                        podtrzymywania i
                        > reprodukowania życia. Nawet jeśli w imię owych wartości niektórzy
                        muszą umrzeć.
                        > Ten mechanizm działa już w społecznościach mrówek.

                        Owszem, np na terenach dzisiejszego Afganistanu ludzie żyli na dość
                        dobrym poziomie, mnożąc się odpowiednio do chęci i zasobów, do czasu
                        ogarnięcia kraju przez talibów.
                        Ogarnięcie Polski przez naszych talibanów poskutkowało zmniejszeniem
                        się rozrodczości i gromadną emigracją najcenniejszych - młodej siły
                        roboczej.O dziwo, w krajach dających kobiecie prawo do decyzji czy
                        chcą czy nie urodzić - polki rodzą.
                        Bredzenie o definicji człowieczeństwa do niczego nie prowadzi,
                        umacnia jedynie postawę doktrynerską.

                        Co do chorób proponuję przeczytanie książeczki "Śmierć i płeć"
                        Wiliama Clarka.
                        • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 20.02.10, 20:44
                          kocia_noga napisała:

                          > brundlefly napisał:
                          >
                          > Bo summa summarum cała ludzka aksjologia sprowadza się do
                          > podtrzymywania i
                          > > reprodukowania życia. Nawet jeśli w imię owych wartości niektórzy
                          > muszą umrzeć.
                          > > Ten mechanizm działa już w społecznościach mrówek.
                          >
                          > Owszem, np na terenach dzisiejszego Afganistanu ludzie żyli na dość
                          > dobrym poziomie, mnożąc się odpowiednio do chęci i zasobów, do czasu
                          > ogarnięcia kraju przez talibów.
                          > Ogarnięcie Polski przez naszych talibanów poskutkowało zmniejszeniem
                          > się rozrodczości i gromadną emigracją najcenniejszych - młodej siły
                          > roboczej.O dziwo, w krajach dających kobiecie prawo do decyzji czy
                          > chcą czy nie urodzić - polki rodzą.

                          Trochę nie na temat, bo tutaj rozmowa była akurat nie o aborcji tylko kulturze w
                          ogólności. Cóż mogę rzec - są systemy lepsze i gorsze. Demograficznie akurat
                          niestety antyliberalna kultura islamu bije rdzenną Europę na głowę. Ale Europa
                          imo nie ma już powrotu do czasów przedliberalnych i każda tego typu próba
                          skończy się katastrofą - więć pytanie brzmi: jak ukierunkować liberalizm, aby
                          był bardziej wydolny demograficznie.

                          > Bredzenie o definicji człowieczeństwa do niczego nie prowadzi,
                          > umacnia jedynie postawę doktrynerską.

                          Jasne, najlepiej nie wiedzieć, dlaczego aborcja to morderstwo lub nie morderstwo
                          i dać sobie dolepiać katolom gęby mordercy, nazistów etc.
                      • neuroleptyk Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 20.02.10, 19:54
                        > neuroleptyk napisał:
                        >
                        > > Równie dobrze możesz napisać, że dla komputera prąd jest
                        wartością.
                        >
                        > Nie, ale jest dla kogoś, kto komputera używa, komputer to
                        narzędzie. Jeśli
                        > powstaną samosterowne inteligentne i obdarzone wolą reprodukcji
                        komputery czy
                        > programy to z pewnością prąd będzie dla nich wartością.

                        Ale w dalszym ciągu mówimy o materializmie, więc czymże jest dla
                        materialisty ktoś? Że jest coś, to rozumiem ale, ktoś ??

                        > Bo summa summarum cała ludzka aksjologia sprowadza się do
                        podtrzymywania i
                        > reprodukowania życia. Nawet jeśli w imię owych wartości niektórzy
                        muszą umrzeć.
                        > Ten mechanizm działa już w społecznościach mrówek.

                        Nie wiem jak przyjmując materializm można mówić o aksjologii
                        Zamień się w obserwatora i jak zaobserwujesz coś takiego jak
                        wartości to poinformuj mnie o tym. Wpierw trzeba jednak zrobić coś z
                        problemem obserwatora.

                        > Jeśli traktujesz je jako ostateczny absolut to żadnej. Wszechrzecz
                        istnieje sam
                        > a
                        > dla siebie, bez sensu. To jest to, o czym mówili egzystencjaliści,
                        mówiąc o
                        > absurdzie. Potrzeba czy sens może istnieć tylko w warunkach
                        rozgraniczenia i
                        > związków przyczynowo skutkowych.

                        Związki przyczynowo skutkowe mają się nijak do sensu egzystencji,
                        potrzeb, wartości.

                        > Bo człowiek, którego obejmują zasady prawne, musi mieć coś takiego
                        jak
                        > tożsamość. Nie może być dwóch ludzi w jednym ciele lub
                        jeden człowiek w
                        > dwóch ciałach. To pokazuje, że na poziomie zygoty coś takiego jak
                        jednostkowa
                        > tożsamość nie może istnieć, jest tylko materia organiczna, która
                        stanowi
                        > potencjał człowieka bądź kilku ludzi.


                        Najpierw był jeden człowiek a potem powstał drugi. Analogicznie w
                        druga stronę jeden przestaje istnieć i zostaje jeden. To wszystko to
                        są anomalie.
                        Poza tym twoja obiekcja jest nieprawidłowa w tym sensie, że jeśli
                        podałeś taki argument, to możesz rozpoznać z czym masz do czynienia
                        i policzyć na palcach. A więc zabijając zygotę zabijasz jednego
                        człowieka, ponieważ nawet jeśli mogą być bliźniaki, to jest to tylko
                        możliwść a nie aktualne ich istnienie w tej zygocie.


                        > zdradzisz mi ten sekret?

                        Nie chodziło mi o to, że potrafię tak bez niczego odczytać płytę,
                        ale o to, że mam taka możliwość w ogóle.

                        > jest to znak czyli abstrakt

                        Własnie dla ciebie abstrakty nie powinny istnieć..

                        > A skąd możesz o tym wiedzieć? Ktoś to udowodnił? Co to
                        znaczy "tradycyjnie"?
                        > Bzdura. Oczywiście, że materia to res cogitans.
                        > Spróbuj myśleć bez materialnego mózgu.

                        Raczej odrzuca się tradycyjnie to, że atomy, związki chemiczne,
                        kamienie, nerki mogą myśleć.
                        Czyli jesteś pewien tego, że mózg dosłownie myśli??
                        Tylko dlaczego badając mózg nie widać tam myśli, tylko procesy
                        chemiczne?? Dlaczego nadal wierzysz, że istnieje coś takiego jak
                        myślenie ??

                        > Jeśli więc wyznajesz materializm, to medycyna i pojęcie
                        > > choroby powinno być dla ciebie nonsensem.
                        >
                        > Dlaczego??

                        Ponieważ obserwowałbyś tylko różne procesy w ciałach.
                        Bez tego jakie coś powinno być trudno konstruować medycynę.

                        > Pojęcie choroby nie może
                        > > istnieć bez dobrego i złego, a te pojęcia nie są redukowalne do
                        > > natury.
                        >
                        > Medycyna to wpływanie na procesy chemiczne i fizyczne związane z
                        naszymi
                        > ciałami, aby powstrzymać entropię zgodnie z wolą życia i zdrowia
                        naszych organi
                        > zmów.

                        Problem w tym, że omijasz ważną kwestię. By uprawiać medycynę trzeba
                        wpierw określić co to jest zdrowie lub choroba, a więc by istniała
                        medycyna musi istnieć podział na zjawiska złe i dobre najprościej
                        ujmując. Nie wiem jak z obserwacji materii możesz dowidzieć się co
                        jest dobre a co złe i czy trzeba coś z tym robić czy nie. Ale może
                        masz jakiś dowody.

                        > Istnieje materia i pustka, która warunkuje istnienie procesów w
                        obrębie materii

                        no i abstrakty (sam to napisałeś)

                        > Widzimy tylko reprezentacje obiektów - fenomeny, które odbijają
                        się w naszej
                        > jaźni i są korelatami czegoś co istnieje poza naszym
                        postrzeganiem. Nigdy nie
                        > twierdziłem inaczej. Bezpośrednie, obiektywne postrzeganie nie
                        istnieje.
                        > > i oka z odwróconym obrazem.

                        Tylko problem skąd wiesz, że są odbiciem czegokolwiek?? Widziałeś
                        coś kiedyś poza reprezentacją?? Jeśli widziałeś, to
                        reprezentacjonalizm jest fałszywy. A jeśli jest prawdziwy, to
                        musiałeś to widzieć (ktokolwiek) i potwierdzić. Co widzę, czuję,
                        słyszę faktycznie odzwierciedla rzeczywistość, żeby to nazywać
                        reprezentacjonalizmem, bo inaczej byś nie mógł powiedzieć, że
                        faktycznie to co mamy w umyśle odzwierciedla aktualne obiekty, czy
                        świat. A jeżeli tak, to znaczy, że widziałeś coś poza reprezentacją,
                        bezpośrednio, dlatego jest on IMHO samoobalający się.
          • benek231 Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 18.02.10, 05:30
            brundlefly napisał:

            > benek231 napisał:
            >
            *Plod, a nawet embrion, jest dzieckiem gdy zyczy sobie tego kobieta (rodzice).
            Niechciany plod - gdy kobieta zdecyduje o jego terminacji - jest tylko plodem
            ktory zostanie/zostal usuniety. Tu nie znajduje zastosowania racjonalizowanie
            przeroznych biologicznych funkcji. Gdy kobieta zdecyduje o usunieciu niechcianej
            ciazy wszelkie rozwazania czlowieczensta plodu przestaja byc aktualne.
            >
            >
            > Ależ jest to totalna nieprawda, co Ci już zresztą starałem się wytłumaczyć.


            *Przede wszystkim nie jestes w stanie udowodnic mi, ze to nie jest prawda.
            Nastepnie, ja nawet nie roszcze sobie pretensji do gloszenia prawd. Od prawdy
            jest ksiadz. Ja po prostu uwazam jak uwazam. A udowodnic mi nie jestes w stanie
            dlatego, ze musialbys to zrobic w naukowy sposob, tymczasem nauka takze nie
            zajmuje sie prawdami.


            > Kobieta nie jest Bogiem i nie od jej subiektywnej, arbitralnej i uznaniowej
            decyzji zależy, czy płód jest człowiekiem czy nie jest. To jest kwestia umowy
            ogólnospołecznej, określonego systemu filozoficzno-etycznego.


            *O czym Ty mowisz? Jakim Bogiem? Przeciez Ty uzywasz typowo koscielnej
            argumentacji stosowanej prze nich na okolicznosc aborcji badz eutanazji. Nie
            jestesmy Bogiem wiec nie mamy prawa; na dawanie i odbieranie zycia wylacznosc ma
            Bog. To sa bzdury, kolego, albowiem to my decydujemy, badz decydowc
            powinnismy
            , gdyby grupa cwaniaczkow nie przywlaszczyla sobie prawa do
            decydowania za nas.

            I tak to kobieta decyduje, choc bardzo czesto jej prawo bywa ograniczane.
            Decyzje w tym zakresie sa jednakze jej wylacznym prawem; nikt nie ma prawa
            decydowac za nia. Bez wzgledu na przyjete konwencje. Te bowiem zmieniaja sie w
            zaleznosci od miejsca i czasu, przy czym jedne sa bardziej liberalne od innych.
            Z czego wniosek, ze nie istnieje zadna obiektywna umowa spoleczna jak i zaden
            obiektywny filozoficzny system regulujacy omawiana sfere. A jesli tak, to ja mam
            prawo glosic swoje, tak jak inni pyskace glosili swoje przede mna - dzieki czemu
            doprowadzili np. do prawa do rozwodow, czy aborcji na zyczenie. Bo lekce wazyli,
            sobie wyobraz, obowiazujace umowy i filozoficzne systemy ktorymi podpierano
            status quo.


            >Problem aborcji dotyczy wyłącznie ciąż niechcianych, nikt zdrowy umysłowo nie
            rozważa aborcji ciąż chcianych.


            *Przeczytaj sobie moje odnosne odpowiedzi w poprzednim poscie. Nie chce sie
            niepotrzebnie powtarzac.
            Teraz dodam jedynie, ze tu nie chodzilo o rozwazanie aborcji ciaz chcianych, nie
            o wzajemne informowanie sie o tym o czym doskonale wiemy, lecz o podkreslanie w
            dyskusjach, na uzytek opozycji, iz aborcja dotyczy ciaz niechcianych. Bo o tym,
            okazuje sie wiedza zazwyczaj feministki, Ty, oraz ja i jeszcze paru. Bo
            przecinicy prawa kobiety do decydowania nie mieli do czynienia z najmniejsza
            refleksja na ten temat. A najwyzszy czas pomoc im by cos zaswitalo w ich lepetynach.

            Oni generalizuja aborcje, ktora w dodatku jest abstraktem. I tu wlasnie nalezy
            ich uswiadamiac, ze aborcja to mnostwo tych indywidualnych przypadkow, o ktorych
            mowilem wczesniej.
            • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 19.02.10, 21:01
              benek231 napisał:

              > *Przede wszystkim nie jestes w stanie udowodnic mi, ze to nie jest prawda.
              > Nastepnie, ja nawet nie roszcze sobie pretensji do gloszenia prawd. Od prawdy
              > jest ksiadz. Ja po prostu uwazam jak uwazam. A udowodnic mi nie jestes w stanie
              > dlatego, ze musialbys to zrobic w naukowy sposob, tymczasem nauka takze nie
              > zajmuje sie prawdami.

              Ja ci po prostu starałem się wytłumaczyć, że to, że kobieta nie chce ciąży nie
              sprawia, że kwestia człowieczeństwa płodu przestaje istnieć, jak to ująłeś. To
              dwie zupełnie różne kwestie. Pisząc "nieprawda" zaznaczyłem tylko moje
              stanowisko wobec tego, co napisałeś, nie mialem na myśli "prawdy" naukowej, bo
              to twoja opinia, a opinie nie podlegają kryterium prawdy i fałszu. Mógłbym to
              zrobić dobitniej i napisać, że to jest "bzdura". Tyle.

              > > Kobieta nie jest Bogiem i nie od jej subiektywnej, arbitralnej i uznaniow
              > ej
              > decyzji zależy, czy płód jest człowiekiem czy nie jest. To jest kwestia umowy
              > ogólnospołecznej, określonego systemu filozoficzno-etycznego.
              >
              >
              > *O czym Ty mowisz? Jakim Bogiem? Przeciez Ty uzywasz typowo koscielnej
              > argumentacji stosowanej prze nich na okolicznosc aborcji badz eutanazji.

              Powiedziałem to metaforycznie, używając terminu "bóg" jako istoty, która ma
              prawo arbitralnie decydować o czyimś życiu i śmierci.

              To sa bzdury, kolego, albowiem to my decydujemy, badz decydowc
              > powinnismy
              , gdyby grupa cwaniaczkow nie przywlaszczyla sobie prawa do
              > decydowania za nas.

              Oczywiście, że my decydujemy. Ale zdecydowaliśmy już znacznie wcześniej, że
              żaden człowiek nie ma prawa pozbawiać drugiego człowieka życia. I tego się
              trzymajmy.

              > I tak to kobieta decyduje, choc bardzo czesto jej prawo bywa ograniczane.

              Ograniczane są z powodu niesłusznego założenia, które uroiło się ludziom w
              głowach, że wczesny płód jest człowiekiem.

              > Decyzje w tym zakresie sa jednakze jej wylacznym prawem; nikt nie ma prawa
              > decydowac za nia.

              ależ ja też tak uważam


              Bez wzgledu na przyjete konwencje. Te bowiem zmieniaja sie w
              > zaleznosci od miejsca i czasu, przy czym jedne sa bardziej liberalne od innych.

              wszystkie prawa są konwencjami, prawo kobiety do decydownia również

              >
              >
              > *Przeczytaj sobie moje odnosne odpowiedzi w poprzednim poscie. Nie chce sie
              > niepotrzebnie powtarzac.
              > Teraz dodam jedynie, ze tu nie chodzilo o rozwazanie aborcji ciaz chcianych, ni
              > e
              > o wzajemne informowanie sie o tym o czym doskonale wiemy, lecz o podkreslanie w
              > dyskusjach, na uzytek opozycji, iz aborcja dotyczy ciaz niechcianych.

              ależ zapewniam cię, że wszyscy uczestniczący w dyskusjach o aborcji doskonale
              wiedzą, że chodzi o ciaze niechciane
              nie podkresla sie tego bo to oczywiste
              tak jak jest oczywiste, ze to kobiety zachodza w ciaze a nie faceci


              • kocia_noga Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 20.02.10, 11:12
                brundlefly napisał:


                Ja ci po prostu starałem się wytłumaczyć, że to, że kobieta nie
                chce ciąży nie
                > sprawia, że kwestia człowieczeństwa płodu przestaje istnieć,



                "Tłumaczyć?" tzn uważasz że twoja intuicja jest prawdą obiektywną?
                A moja intuicja mówi, że o człowieczeństwie czegoś takiego jak
                zygota i płód ( faza umowna) decyduje arbitralna akceptacja kobiety
                która daje temu tworowi swoje ciało.Wystarczy.
                A może jeszcze wytłumaczysz że "ukochany" nie jest zależne od
                indywidualnej decyzji?
                Dalej piszesz że kobieta nie jest bogiem, a kto wg ciebie nim
                (bo przecież nie nią) jest? Ktoś poza nią? Kto? I dlaczego?
                Kto się z nami umawiał "ogólnospołecznie?"



                > ależ zapewniam cię, że wszyscy uczestniczący w dyskusjach o
                aborcji doskonale
                > wiedzą, że chodzi o ciaze niechciane

                bardzo się mylisz, przeciwnicy wyboru w ogóle nie widzą kobiety.
                • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 20.02.10, 15:11
                  > A moja intuicja mówi, że o człowieczeństwie czegoś takiego jak
                  > zygota i płód ( faza umowna) decyduje arbitralna akceptacja kobiety
                  > która daje temu tworowi swoje ciało.Wystarczy.

                  Kobieta nie decyduje o człowieczeństwie czegokolwiek. Decydujemy my wszyscy jako
                  ludzie, co jest człowiekiem, a co nie jest. Jeśli społeczeństwo nie uznaje
                  człowieczeństwa wczesnego płodu, kobieta ma wolną wolę, czy z tego czegoś, co
                  człowiekiem jeszcze nie jest, powstanie przyszły człowiek czy nie powstanie.
                  Jeśli jednak społeczeństwo stoi na stanowisku uznania człowieczeństwa zygoty,
                  kobieta traci prawo swobody decydowania w tej kwestii, przynajmniej oficjalnie i
                  legalnie.

                  > Dalej piszesz że kobieta nie jest bogiem, a kto wg ciebie nim
                  > (bo przecież nie nią) jest?

                  Nikt pojedynczy. Zasady ustala zbiorowość.


                  > bardzo się mylisz, przeciwnicy wyboru w ogóle nie widzą kobiety.

                  Przesadzasz. Po prostu uznają oczywistą wyższość prawa do ochrony życia (czegoś,
                  co w ich odczuciu jest człowiekiem) nad prawem kobiety do decydowania. Albowiem
                  nikt nie ma prawa do swobodnego decydowania o życiu i śmierci drugiego człowieka.
                  Ale ja pisałem o czymś innym - o tym, że wiadomym jest, iż aborcja dotyczy ciąż
                  niechcianych i przypominanie o tym nic nie wnosi, bo to jest rzecz oczywista, że
                  nikt nie chce usuwać ciąż chcianych, czego forumowicz powyżej absolutnie nie
                  może skumać.
                  • kocia_noga Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 20.02.10, 19:18
                    brundlefly napisał:

                    Kobieta nie decyduje o człowieczeństwie czegokolwiek. Decydujemy my
                    wszyscy


                    nie, kobiety nikt do decydowania nie zapraszał, przynajmniej w
                    Polsce. We Francji została zaproszona i - proszę, ma prawo usunąc
                    niechcianą ciążę.


                    Jeśli społeczeństwo nie uznaje
                    > człowieczeństwa wczesnego płodu, kobieta ma wolną wolę, czy z tego
                    czegoś, co
                    > człowiekiem jeszcze nie jest, powstanie przyszły człowiek czy nie
                    powstanie.

                    Już ci pisałam, ale nie raczyłeś się ustosunkować - o definicji nie
                    decyduje żadne abstrakcyjne 'społeczeństwo', ale ci, co posiadają
                    odpowiednią do tego władzę. Definicja człowieka jaknajbardziej może
                    i powinna uwzględniać fakt decyzji ciężarnej oraz człowieczeństwa
                    jako procesu.


                    > Nikt pojedynczy. Zasady ustala zbiorowość.
                    >
                    dotychczAs - wyłącznie męska, więc sam rozumiesz - skażona
                    podstawowymi wadami uniemożliwiającymi obiektywizm, racjonalność czy
                    szumnie nazwaną - prawdę.
                    • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 20.02.10, 20:30
                      kocia_noga napisała:

                      > nie, kobiety nikt do decydowania nie zapraszał, przynajmniej w
                      > Polsce. We Francji została zaproszona i - proszę, ma prawo usunąc
                      > niechcianą ciążę.

                      Nic nie rozumiem. W Polsce kobiety zostały "zaproszone" do współdecydowania w
                      1918, kiedy uzyskały prawa wyborcze. Dlaczego niektóre kobiety uparcie uważają,
                      że trzeba je wszędzie zapraszać? A mężczyzn ktoś zaprasza? W Polsce podpisano
                      ustawę aborcyjną taką a nie inną dzięki silnej pozycji KK, który popierany był
                      gorąco zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn. Ot, polska specyfika. A od cholery
                      janczarów "pro-life" jest płci żeńskiej. Może niech feministki spróbują do nich
                      jakoś dotrzeć zamiast prezentować postawę życzeniową, pieprzyć w mediach
                      farmazony o tym, że przepuszczanie ich w drzwiach to forma przemocy, czepiać się
                      czy ktoś mówi "doktor" czy "doktorka" i oczekiwać na "zaproszenie" do wszelkich
                      debat i polityki?

                      > Już ci pisałam, ale nie raczyłeś się ustosunkować - o definicji nie
                      > decyduje żadne abstrakcyjne 'społeczeństwo', ale ci, co posiadają
                      > odpowiednią do tego władzę.

                      Oczywiście, ale władza nie jest dana na wieki wieków, a przemiany społeczne
                      jednak następują, mentalność się zmienia. I odgórnie, i oddolnie. Ale żeby jakiś
                      światopogląd mógł się przebijać do ludzi, musi być choć trochę spójny, logiczny
                      i przekonywający, a nie być stekiem nieuzasadnionych roszczeń. A wy na razie,
                      jak widać, nie umiecie nawet katolom wytłumaczyć, dlaczego waszym zdaniem
                      aborcja nie jest morderstwem.

                      Definicja człowieka jaknajbardziej może
                      > i powinna uwzględniać fakt decyzji ciężarnej

                      A niby dlaczego? Decyzja kobiety ma ontologiczną moc sprawczą?

                      >człowieczeństwa
                      > jako procesu.

                      ???

                      > > Nikt pojedynczy. Zasady ustala zbiorowość.
                      > >
                      > dotychczAs - wyłącznie męska,


                      To "dotychczas" minęło już ładny kawałek czasu temu. Kiedyś to i rolnicy nie
                      mieli prawa głosu. We Francji również kiedyś rządzili wyłącznie faceci, a jednak
                      tam ustalilono inne zasady niż w naszej Pomrocznej. A poza tym to też nie jest
                      tak, że faceci są przeciw prawu do aborcji, a kobiety za. Mnóstwo kobiet jest
                      fanatycznie "prolajf" i mnóstwo facetów jest liberałami w tej kwestii - bo to
                      także dla facetów często wygodne rozwiązanie problemu.
                      • kocia_noga Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 21.02.10, 08:18
                        brundlefly napisał:

                        Nic nie rozumiem. W Polsce kobiety zostały "zaproszone" do
                        współdecydowania w
                        > 1918, kiedy uzyskały prawa wyborcze.


                        za komuny była konstytucyjnie zagwarantowana wolność słowa, a
                        niektórym roszczeniowym grupom jeszcze mało było i w dodatku
                        niepotrafili dotrzeć ze swoimi chorymi konceptami do
                        społeczeństwa... itd.


                        Polsce podpisano
                        > ustawę aborcyjną taką a nie inną dzięki silnej pozycji KK, który
                        popierany był
                        > gorąco zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn.


                        nie tak automatycznie - nikt nie scedował pomimo poparcia mas dla
                        katolicyzmu a zwłaszcza JPII całej władzy na KK.
                        Przeciwnie,znakomita większość społeczeństwa była przeciwna
                        manipulowaniu przy prawach reprodukcyjnych, i jest do dziś, pomimo
                        wychowania całego pokolenia z wypranym mózgiem.


                        I odgórnie, i oddolnie. Ale żeby jaki
                        > ś
                        > światopogląd mógł się przebijać do ludzi, musi być choć trochę
                        spójny, logiczny
                        > i przekonywający, a nie być stekiem nieuzasadnionych roszczeń.


                        bzdura. KK ze swoimi roszczeniami przebija się bez krzty sensu i
                        dbałości o pozory.


                        > Definicja człowieka jaknajbardziej może
                        > > i powinna uwzględniać fakt decyzji ciężarnej
                        >
                        > A niby dlaczego? Decyzja kobiety ma ontologiczną moc sprawczą?

                        oczywiście, podobnie jak w przypadku np 'ukochanego'.Ciąża
                        akceptowana jest dzieckiem poczętym nawet w fazie planowania, a
                        niechciana płodem do usunięcia.Zadziwiające że to dla ciebie taki
                        problem intelektualny podczas gdy pełno takich definicji.


                        >
                        > >człowieczeństwa
                        > > jako procesu.
                        >
                        > ???


                        też dziwne? no to twój problem.




                        >
                        > > > Nikt pojedynczy. Zasady ustala zbiorowość.
                        > > >
                        > > dotychczAs - wyłącznie męska,
                        >
                        >
                        > To "dotychczas" minęło już ładny kawałek czasu temu.


                        jak widaqć - nie.



                        Kiedyś to i rolnicy nie
                        > mieli prawa głosu.

                        porównanie do rolników bardzo trafne.
                        • kocia_noga Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 21.02.10, 13:46
                          Brundle, twój błąd polega na tym, że uważasz że istnieje możliwość
                          jakiejś obiektywnej definicji człowieka.
                          Popróbuję ci to wybić z głowy:)
                          1) nie ma żadnej obiektywnej definicji czegokolwiek, wszystkie są
                          owocem umowy - najdoskonalsze sa definicje w dziedzinach ścisłych,
                          ale umowa polega na przyjęciu pewnych pojęć bazowych bez definicji
                          2) w szczególności definicja człowieka nie może i nie ma nic
                          wspólnego z obiektywizmem, czymkolwiek to jest, ponieważ jest
                          powiązana ze sferą wartości
                          3) biologicznie też nie da rady wysnuć def. człowieka
                          ani na podstawie genotypu (bo są genotypy uszkodzone, albo np
                          arbitralnie trzebaby ustalić, jak daleko genetycznie sięga
                          człowieczeństwo - czy Neandertalczyk np już, czy jeszcze nie)
                          ani fenotypu
                          4) w latach 60. pewien aborygeński pisarz wówczas dziecko, był z
                          rodzicami w muzeum w bodajże Adelajdzie. Znajdowała się tam
                          ekspozycja z wypchanymi Aborygenami - mężczyzną, kobietą i
                          dziweckiem. Zmieniono to dopiero w okolicach 90., podczas gdy nikt
                          nie kwestionował biologicznego człowieczeństwa aborygenów; wczesniej
                          traktowano tak Cyganów ( z pamiętnika niemieckiego szlachcica, co
                          wracając z polowania ubił jeszcze parę cyganów z dziatkami), pomimo
                          iż uważano, że są ludźmi.
                          Podobnie ma się sprawa z chłopstwem, niewolnikami, kobietami.
                          I ostatnie - żebyś nie wiem jak się silił, fanatyk antychoice ustawi
                          tak definicję,żeby kobiety pozbawić prawa do dysponowania ciążą.
                          Przy czym będzie górą, bo sprowadzając całą sprawę na poziom
                          doktryny usunie z pola widzenia kwestię kosztów społecznych,
                          cierpienia, rozumu i odpowiedzialności.
                          To jest postawa, dokładnie tak jak w wypadku gwałtu - i tu i
                          tam kobieta ma zostać ukarana za współżycie. Jeśli została
                          zgwałcona, to poniosła karę za swoje zachowanie ( w naszej kulturze
                          już nie domagaja się jej dodatkowego ukarania, uznaje się,że gwałt
                          wystarczył, chociaż komentarze są jasnym sygnałem dla ofiary, że
                          zasłużyła), a w krajach gdzie mężczyźni mają pełnię władzy, zostaje
                          ukarana dodatkowo, w tym śmiercią.
                          Jeśli zaszła w niechcianą ciążę, również ma zostać ukarana, w
                          gruncie rzeczy za to samo.
                          Nie dogadasz się z fanatykami, ani ich nie przekonasz, to tkwi
                          bardzo głęboko.

                          Jak widzisz, człowieczeństwo
                          • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 22.02.10, 22:40
                            kocia_noga napisała:

                            > 1) nie ma żadnej obiektywnej definicji czegokolwiek, wszystkie są
                            > owocem umowy - najdoskonalsze sa definicje w dziedzinach ścisłych,
                            > ale umowa polega na przyjęciu pewnych pojęć bazowych bez definicji

                            Ależ oczywiście, definicje są językowe, więc siłą rzeczy bazują na pojęciach i
                            umowach, tłumaczeniem jednego pojęcia przez drugie etc.
                            To jednak jakby nie wyklucza faktu, że za zabicie człowieka dostaniesz
                            dożywocie, za zabicie psa najwyżej wyrok w zawieszeniu lub grzywnę, a za
                            rozdeptanie karalucha nikt ci nic nie zrobi.
                            Na jakichś umowach/definicjach musimy oprzeć nasze praktyczne funkcjonowanie w
                            świecie.

                            > 2) w szczególności definicja człowieka nie może i nie ma nic
                            > wspólnego z obiektywizmem, czymkolwiek to jest, ponieważ jest
                            > powiązana ze sferą wartości

                            w jakim sensie? Jeśli mówię dajmy na to: człowiek to ssak rzędu naczelnych,
                            istota społeczna, zdolna do odczuwania cierpienia - to gdzie tu sfera wartości?

                            > 3) biologicznie też nie da rady wysnuć def. człowieka
                            > ani na podstawie genotypu (bo są genotypy uszkodzone, albo np
                            > arbitralnie trzebaby ustalić, jak daleko genetycznie sięga
                            > człowieczeństwo - czy Neandertalczyk np już, czy jeszcze nie)
                            > ani fenotypu

                            To nie ma znaczenia, bo Neandertalczyk nie istnieje, więc nasze prawo nie może
                            go tak czy inaczej obejmować. Najbliżej spokrewniony z człowiekiem jest
                            szympans, który z całą pewnością człowiekiem nie jest, każdy biolog to łatwo
                            wykaże na podstawie genotypu.

                            > 4) w latach 60. pewien aborygeński pisarz wówczas dziecko, był z
                            > rodzicami w muzeum w bodajże Adelajdzie. Znajdowała się tam
                            > ekspozycja z wypchanymi Aborygenami - mężczyzną, kobietą i
                            > dziweckiem. Zmieniono to dopiero w okolicach 90., podczas gdy nikt
                            > nie kwestionował biologicznego człowieczeństwa aborygenów; wczesniej
                            > traktowano tak Cyganów ( z pamiętnika niemieckiego szlachcica, co
                            > wracając z polowania ubił jeszcze parę cyganów z dziatkami), pomimo
                            > iż uważano, że są ludźmi.
                            > Podobnie ma się sprawa z chłopstwem, niewolnikami, kobietami.

                            Żydami, czarnuchami... etc. To bardzo ciekawa historia, ale niewiele wnosząca -
                            bo fakt, że w przeszłości w jakiś sposób pojmowano człowieczeństwo w żaden
                            sposób nie determinuje naszego dzisiejszego stanowiska z dzisiejszym poziomem
                            wiedzy.

                            > I ostatnie - żebyś nie wiem jak się silił, fanatyk antychoice ustawi
                            > tak definicję,żeby kobiety pozbawić prawa do dysponowania ciążą.
                            (...)
                            > Nie dogadasz się z fanatykami, ani ich nie przekonasz, to tkwi
                            > bardzo głęboko.

                            Bo też nie chodzi mi o apelowanie do fanatyków anty-choice. Co do nich nie mam
                            złudzeń. Ale faktem jest, że są głośni, ale jest ich garstka, większość siłą
                            rzeczy to ludzie środka, nieradykalni, umiarkowani, nie do końca mający
                            sprecyzowane stanowisko, naturalnie szukający optymalnych rozwiązań i w jakimś
                            sensie podatni na manipulację z obu stron. Ja po prostu uważam, że bez twardej
                            argumentacji pozwalającej zbić argument o rzekomym brutalnym morderstwie na
                            niewinnej i bezbronnej osóbce, zwolennicy pro-choice są na straconej pozycji -
                            takze wśród wielu kobiet.
                            • kocia_noga Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 23.02.10, 11:34
                              brundlefly napisał:


                              > > powiązana ze sferą wartości
                              >
                              > w jakim sensie? Jeśli mówię dajmy na to: człowiek to ssak rzędu
                              naczelnych,
                              > istota społeczna, zdolna do odczuwania cierpienia - to gdzie tu
                              sfera wartości?

                              przede wszystkim nie jest to definicja człowieka, lecz dużo szersza.


                              > To nie ma znaczenia, bo Neandertalczyk nie istnieje, więc nasze
                              prawo nie może
                              > go tak czy inaczej obejmować.

                              A to dlaczego? Bo ty tak zadecydowałeś?


                              To bardzo ciekawa historia, ale niewiele wnosząca -
                              > bo fakt, że w przeszłości w jakiś sposób pojmowano człowieczeństwo
                              w żaden
                              > sposób nie determinuje naszego dzisiejszego stanowiska z
                              dzisiejszym poziomem
                              > wiedzy.

                              Otóz to, dzisiaj wiemy jak szkodliwe jest posiadanie niechcianego
                              potomstwa.Wiemy także, że płód pzrechodzi różne fazy podczas życia
                              płodowego, że na początku nie posiada ani życia społecznego, ani
                              mózgu ani zdolności odczuwania.


                              > Bo też nie chodzi mi o apelowanie do fanatyków anty-choice. Co do
                              nich nie mam
                              > złudzeń. Ale faktem jest, że są głośni, ale jest ich garstka,
                              większość siłą
                              > rzeczy to ludzie środka, nieradykalni, umiarkowani, nie do końca
                              mający
                              > sprecyzowane stanowisko, naturalnie szukający optymalnych
                              rozwiązań i w jakimś
                              > sensie podatni na manipulację z obu stron. Ja po prostu uważam, że
                              bez twardej
                              > argumentacji pozwalającej zbić argument o rzekomym brutalnym
                              morderstwie na
                              > niewinnej i bezbronnej osóbce, zwolennicy pro-choice są na
                              straconej pozycji -
                              > takze wśród wielu kobiet.

                              Oni manipulują przede wszystkim, kłamią i grają na podstawowych
                              emocjach, jak wszyscy oszuści.
                              • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 23.02.10, 15:35
                                kocia_noga napisała:

                                > brundlefly napisał:
                                >
                                >
                                > > > powiązana ze sferą wartości
                                > >
                                > > w jakim sensie? Jeśli mówię dajmy na to: człowiek to ssak rzędu
                                > naczelnych,
                                > > istota społeczna, zdolna do odczuwania cierpienia - to gdzie tu
                                > sfera wartości?
                                >
                                > przede wszystkim nie jest to definicja człowieka, lecz dużo szersza.

                                Mhm. I co się jeszcze w niej mieści?


                                > > To nie ma znaczenia, bo Neandertalczyk nie istnieje, więc nasze
                                > prawo nie może
                                > > go tak czy inaczej obejmować.
                                >
                                > A to dlaczego? Bo ty tak zadecydowałeś?

                                NIE:D Bo warunkiem bycia podmiotem prawnym jest istnienie:) To jest warunek
                                najbardziej podstawowy!


                                dzisiaj wiemy jak szkodliwe jest posiadanie niechcianego
                                > potomstwa.Wiemy także, że płód pzrechodzi różne fazy podczas życia
                                > płodowego, że na początku nie posiada ani życia społecznego, ani
                                > mózgu ani zdolności odczuwania.

                                Ale ja przecież właśnie o tym mówię! To są czynniki "obiektywne", które
                                sprawiają, że jeszcze nie podpada pod kategorię człowieczeństwa. A ty mi tu
                                ciągle o uznaniu bądź nieuznaniu przez matkę.


                                > Oni manipulują przede wszystkim, kłamią i grają na podstawowych
                                > emocjach, jak wszyscy oszuści.

                                No więc my tego nie róbmy!
                                • kocia_noga Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 23.02.10, 19:21
                                  brundlefly napisał:
                                  człowiek to ssak rzędu
                                  > > naczelnych,
                                  > > > istota społeczna, zdolna do odczuwania cierpienia - to gdzie
                                  tu
                                  > > sfera wartości?
                                  > >
                                  > > przede wszystkim nie jest to definicja człowieka, lecz dużo
                                  szersza.
                                  >
                                  > Mhm. I co się jeszcze w niej mieści?

                                  wszystkie inne ssaki z rodzaju Naczelne.



                                  > NIE:D Bo warunkiem bycia podmiotem prawnym jest istnienie:)

                                  nie, np zwłoki Piłsudskiego są objęte ochroną prawną, podczas dgy
                                  sam Piłsudski nie istnieje, ale istniał.


                                  >
                                  > Ale ja przecież właśnie o tym mówię! To są czynniki "obiektywne",
                                  które
                                  > sprawiają, że jeszcze nie podpada pod kategorię człowieczeństwa.


                                  otóż nie, to sa sprawy całkowiecie umowne, właśnie o to chodzi.
                        • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 22.02.10, 22:21
                          > za komuny była konstytucyjnie zagwarantowana wolność słowa, a
                          > niektórym roszczeniowym grupom jeszcze mało było i w dodatku
                          > niepotrafili dotrzeć ze swoimi chorymi konceptami do
                          > społeczeństwa... itd.

                          To są rzeczy nieporównywalne. Na tym polega logika każdego systemu
                          totalitarnego, że oficjalnie panuje w nim wolność słowa (bo wolność oznacza po
                          prostu popieranie komunizmu, każdy kto go nie popiera jest zniewolony przez
                          imperializm). Nawet w Korei Północnej tak jest. W państwie demokratycznym jest
                          inaczej. Problem wasz (tzn. feministek) polega na tym, że wy chcecie
                          reprezentować dążenia wszystkich kobiet i jeśli wasza linia polityczna
                          (feministyczna) bierze w łeb, to znaczy, że kobiety są opresjonowane w
                          kraju. Tymczasem mają one prawa takie jak mężczyźni do głosowania, startowania,
                          zakładania partii etc. Problem leży gdzie indziej - że mnóstwo kobiet po prostu
                          was nie popiera i ma inny pomysł na kobiecość, rolę kobiety w społeczeństwie
                          etc. niż wasz (np. jak wspominałem - mnóstwo kobiet jest kato i "pro-lajf").
                          Część kobiet (duża) jest totalnie nieuświadomiona w niczym i sama nie wie, czego
                          chce - dokonuje więc wyboru najłatwiejszego czyli idzie z prądem tego, co
                          przyjęte od pokoleń etc. Ale to nie znaczy, że kobiety nie mają prawa
                          współdecydowania. Nie stanowią po prostu jednolitej, zorganizowanej grupy interesu.

                          > nie tak automatycznie - nikt nie scedował pomimo poparcia mas dla
                          > katolicyzmu a zwłaszcza JPII całej władzy na KK.
                          > Przeciwnie,znakomita większość społeczeństwa była przeciwna
                          > manipulowaniu przy prawach reprodukcyjnych, i jest do dziś, pomimo
                          > wychowania całego pokolenia z wypranym mózgiem.

                          Z tego co wiem to w Polsce coraz więcej ludzi deklaruje sprzeciw wobec aborcji i
                          jest to już około 2/3 na nie. W tym oczywiście mnóstwo kobiet.


                          > bzdura. KK ze swoimi roszczeniami przebija się bez krzty sensu i
                          > dbałości o pozory.

                          Ale KK ma za sobą setki lat tradycji, co dla wielu ludzi jest stabilnym
                          gwarantem jego racji. Poza tym kiedy KK na tych ziemiach zaczynał politykować to
                          nie był to okres prowadzenia debat tylko łamania gnatów każdemu, kto się nie
                          chciał ochrzcić. Poza tym KK to opium dla mas, a żadna racjonalna idea z natury
                          rzeczy nie może pełnić takiej funkcji.


                          > oczywiście, podobnie jak w przypadku np 'ukochanego'.Ciąża
                          > akceptowana jest dzieckiem poczętym nawet w fazie planowania, a
                          > niechciana płodem do usunięcia.Zadziwiające że to dla ciebie taki
                          > problem intelektualny podczas gdy pełno takich definicji.

                          Ale co innego subiektywny stosunek matki do owego dziecka/płodu, a co innego
                          stosunek społeczny.
                          Kobieta często się waha, czy chce dokonać aborcji czy nie. Np. najpierw nie chce
                          - i dziecko jest normalnie człowiekiem, a potem coś się w jej życiu nagle rypnie
                          i już chce - i wtedy co, dziecko nagle traci człowieczeństwo? Nonsens.
                          Ta "definicja" jest mi potrzebna dlatego, że arbitralne uznawanie czyjegoś
                          człowieczeństwa lub nie prowadzi po prostu w niebezpieczne rejony. Pro-lajfowiec
                          ci powie - a niby dlaczego mężczyzna nie może wobec tego nie uznać
                          człowieczeństwa żony, która już mu się znudziła i ją zatłuc?

                          Nazizm, który "odczłowieczał" ludzi po to by ich zabijać był tym doświadczeniem
                          Europy, które najbardziej wpłynęło na kształt jej myśli po wojnie. Naturalnym
                          wyborem wówczas było uznać jak najszersze pojęcie człowieka za adekwatne i
                          obowiązujące. W najszerszym pojęciu teoretycznie także płód byłby człowiekiem.
                          Jeśli chcemy tą definicję zawęzić musimy to zrobić bardzo precyzyjnie i dobrze
                          to uzasadnić. Kwestie społeczne i prawa kobiet to moim zdaniem za mało.
                          • kocia_noga Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 23.02.10, 08:03
                            brundlefly napisał:

                            > > za komuny była konstytucyjnie zagwarantowana wolność słowa, a
                            > > niektórym roszczeniowym grupom jeszcze mało było i w dodatku
                            > > niepotrafili dotrzeć ze swoimi chorymi konceptami do
                            > > społeczeństwa... itd.
                            >
                            > To są rzeczy nieporównywalne.


                            bzdura, to są dokładnie te same rzeczy.
                            dalej piszesz o nas, że chcemy reprezentować kobiety, podczas gdy
                            wiele albo nic nie myśli, albo myśli inaCZEJ - dokładnie tak się
                            miały sprawy i z opozycją antykomuchowską i z wszelka znaną
                            inicjatywa społeczną - wszystkie partie, prądy społeczne, umysłowe
                            itp składają się z elit, reszta przeważnie jest bierna na rózne
                            sposoby.ty uwazasz, ze dobre i słuszne jest popieranie statusquo,
                            czyli - faceci rzadza, poniewaz feministek jest mało - dokładnie
                            tak, jak towarzysze którzy przed wyborami '89 byli pewni, ze
                            społeczeństwo pogoni w cholere awanturników i opowie sie za słuszna
                            sprawa.
                            feminizm tymczasem zyskuje coraz wieksze poparcie wyobrax sobie tzw
                            szerokiego społeczeństwa.i to w polsc e, gdzie uswiadamianie kobiet,
                            o ktorym piszesz odbywa sie pod kontrola koscioła i najbardziej
                            wstecznych partii politycznych.



                            > Z tego co wiem to w Polsce coraz więcej ludzi deklaruje sprzeciw
                            wobec aborcji
                            > i
                            > jest to już około 2/3 na nie. W tym oczywiście mnóstwo kobiet.
                            >


                            z tego co wiem , jest inaczej, ale to tez zalezy od tego jak ulozona
                            jkest ankieta. na pytaniew czy trzeba chronic zycie dziecka
                            poczetego, albo - czy jestes za zyciem - wiekszxosc odpowie -tak, na
                            pytanie xzy kobieta ktora jest bez pracy i mieszkania albo chora ma
                            prawo usunac ciaze - wiekszosc rownie bez wahania odpowie- tak.

                            poza tym od czasu uchwalenia wbrew protestom zakazu przerywania
                            ciazy, stale robi sie sondaze liczac na to, ze gdy wiekszosc spol.
                            juz wypowie sie zgodnie z oczekiwaniami, wtedy zrobi sie referendum.




                            > Ale co innego subiektywny stosunek matki do owego dziecka/płodu, a
                            co innego
                            > stosunek społeczny.


                            nie, mozna i nalezy wziac pod uwage to w definicji czlowieka i
                            plodu, tak jak bierze sie w przypadku wyboru malzonka - kiedys
                            niedopomyslenia rowniez, bo malzonek to byla osoba wyznaczona przez
                            rodzine np.
                            • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 23.02.10, 15:13

                              > bzdura, to są dokładnie te same rzeczy.

                              To jest tak. Kończy się komuna i nastaje kapitalizm. Możesz założyć firmę i
                              zarobić kupę forsy. Ale to nie znaczy, że masz coś takiego jak prawo do tej
                              forsy, możesz się starać ją zdobyć i tyle - państwo nie gwarantuje ci, że ją
                              zdobędziesz. Tak jest też z wpływami pewnych grup na kształt życia społecznego.
                              Demokracja daje wam szanse organizować grupy, stowarzyszenia, wydawać pisma
                              etc., ale nie daje wam gwarancji, że to się spotka w społeczeństwie z szerokim
                              odzewem. Co to ma wspólnego z represjami politycznymi za komuny?

                              Sorry, ale przyjmujesz retorykę podobną do KK, który podnosi wrzaskliwe larum,
                              jak to jest opresjonowany i prześladowany, jeśli tylko nie może ustawowo
                              narzucić wszystkim swojej wizji świata.


                              > - wszystkie partie, prądy społeczne, umysłowe
                              > itp składają się z elit, reszta przeważnie jest bierna na rózne
                              > sposoby

                              No proszę cie. Możecie czuć się elitą wszystkich kobiet, ale spróbuj powiedzieć
                              to np. pani Najfeld. Wątpię czy uzna waszą elitarność.

                              > sposoby.ty uwazasz, ze dobre i słuszne jest popieranie statusquo,
                              > czyli - faceci rzadza, poniewaz feministek jest malo

                              Już mi nie wpieraj bardzo cie prosze takich bzdur, bo ja wiem co ja uważam.

                              > feminizm tymczasem zyskuje coraz wieksze poparcie wyobrax sobie tzw
                              > szerokiego społeczeństwa.i to w polsc e, gdzie uswiadamianie kobiet,
                              > o ktorym piszesz odbywa sie pod kontrola koscioła i najbardziej
                              > wstecznych partii politycznych.

                              Ależ mnie to bardzo cieszy! Naprawdę!


                              > z tego co wiem , jest inaczej, ale to tez zalezy od tego jak ulozona
                              > jkest ankieta. na pytaniew czy trzeba chronic zycie dziecka

                              Nie wiem, jak jest obecnie, ale to jest sprzed jakichś 3 lat.
                              wyborcza.pl/1,75478,3748431.html
                              "Zdecydowana większość - około dwóch trzecich - Polaków w ostatnim sondażu CBOS
                              nie chce, by prawo pozwalało kobiecie usunąć ciążę, gdy trudno jej będzie
                              dziecko wychować"
                              (...)
                              Interesujące, że Polki (40 proc.) w mniejszym stopniu niż Polacy (48 proc.) dają
                              sobie takie prawo.




                              • kocia_noga Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 23.02.10, 19:05
                                brundlefly napisał:

                                >
                                > > bzdura, to są dokładnie te same rzeczy.
                                >
                                > To jest tak. Kończy się komuna i nastaje kapitalizm. Możesz
                                założyć firmę i
                                > zarobić kupę forsy.
                                porównanie dobre - za komuny wolność słowa była fikcją, bo rządziła
                                jedna klika; za tzw kapitalizmu forsę możnabyło zrobić też tylko
                                fikcyjnie, bo trzebabyło mieć kapitał, a mieli go tylko niektórzy,
                                jak i tylko niektórzy mieli specjalne możliwośći. Podobnie jest z
                                prawami kobiet - sa tylko na papierze, bo cała władza jest w rękach
                                facetów - jakoś nie zauważasz arogancji i buty rządzącychy facetów w
                                dyskusji nad projektem ustawy o parytetach - wszelkie maski opadły,
                                jest jasna deklaracja,że niedopuszczą kobiet do rządów, jest jasna
                                deklaracja, że są antykobiecy.


                                > No proszę cie. Możecie czuć się elitą wszystkich kobiet, ale
                                spróbuj powiedzieć
                                > to np. pani Najfeld. Wątpię czy uzna waszą elitarność.

                                widzę,że ciężko ci zrozumieć - na czele grup aktywnych społecznie i
                                politycznie stoją nieliczne grupy - elity właśnie, reszzta jest
                                bierna i niezorientowana + ma skłonność podążąnia za stadem.

                                >
                                > > sposoby.ty uwazasz, ze dobre i słuszne jest popieranie statusquo,
                                > > czyli - faceci rzadza, poniewaz feministek jest malo
                                >
                                > Już mi nie wpieraj bardzo cie prosze takich bzdur, bo ja wiem co
                                ja uważam.
                                >
                                ech, dość wyraźnie wypowiedziałeś się i to nie jeden raz.


                                co do sondaży - czytałam niedawno coś wręcz przeciwnego:)
                            • grand_bleu Nareszcie! 23.02.10, 16:43
                              kocia_noga napisała:

                              > dalej piszesz o nas, że chcemy reprezentować kobiety, podczas gdy
                              > wiele albo nic nie myśli, albo myśli inaCZEJ

                              Nareszcie Kocia_nogo mogę się z Toba zgodzić,
                              feministki nie reprezentują kobiet!

                              Kogo reprezentują, pewnie sią nie dowiem, ale najważniejsze, że
                              powyższe zdanie zostało publicznie przez feministkę wypowiedziane.
                          • kocia_noga Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 23.02.10, 11:27
                            brundlefly napisał:

                            Ale KK ma za sobą setki lat tradycji, co dla wielu ludzi jest
                            stabilnym
                            > gwarantem jego racji.

                            Podobnie jest z patriarchatem w ogóle.

                            Poza tym kiedy KK na tych ziemiach zaczynał politykować t
                            > o
                            > nie był to okres prowadzenia debat tylko łamania gnatów każdemu,
                            kto się nie
                            > chciał ochrzcić.

                            no i powrócono do tej tradycji nieprowadzenia debat.


                            > > oczywiście, podobnie jak w przypadku np 'ukochanego'.Ciąża
                            > > akceptowana jest dzieckiem poczętym nawet w fazie planowania, a
                            > > niechciana płodem do usunięcia.Zadziwiające że to dla ciebie taki
                            > > problem intelektualny podczas gdy pełno takich definicji.
                            >
                            > Ale co innego subiektywny stosunek matki do owego dziecka/płodu, a
                            co innego
                            > stosunek społeczny.

                            ?? Społeczeństwo składa się z matek i ojców niechcianych płodów i
                            chcianych dzieci.


                            > Kobieta często się waha, czy chce dokonać aborcji czy nie. Np.
                            najpierw nie chc
                            > e
                            > - i dziecko jest normalnie człowiekiem, a potem coś się w jej
                            życiu nagle rypni
                            > e
                            > i już chce - i wtedy co, dziecko nagle traci człowieczeństwo?
                            Nonsens.



                            jak dla ciebie, ponieważ upierasz się przy tym, żeby rozumować jak
                            antychoicowcy, czyli stworzyć sztywną koncepcję człowieka bez
                            rozgraniczania na poszczególne fazy czy stany.Brałeś nb pod uwagę
                            status zwłok? Żadna prawicowa definicja człowieka nie jest w stanie
                            objąć (właśnie) społecznej intuicji i praktyki, one (prawicowe
                            definicje) są usztywniane pod kątem zakazu przerywania ciąży i mają
                            gdzieś konsekwencje logiczne, prawne itp.

                            Pro-lajfowie
                            > c
                            > ci powie - a niby dlaczego mężczyzna nie może wobec tego nie uznać
                            > człowieczeństwa żony, która już mu się znudziła i ją zatłuc?

                            No, jakby ją nosił w swoim brzuchu,karmił swoim ciałem, cierpiał
                            przy tym różne dolegliwości, tobyśmy się zastanowili.
                            Nb charakterystyczny jest zasób argumentów "prolajfersów", ten mąż,
                            co mu wolno babę zamordować... ale rozumiem, że ten argument jest
                            dla ciebie nie do przeskoczenia; tak to jest, jak się daje wodzić za
                            nos nienawistnikom.

                            >
                            > Nazizm, który "odczłowieczał" ludzi po to by ich zabijać był tym
                            doświadczeniem
                            > Europy, które najbardziej wpłynęło na kształt jej myśli po wojnie.


                            Już kupiłeś definicję płodu jako człowieka z pełnią praw...




                            > Jeśli chcemy tą definicję zawęzić musimy to zrobić bardzo
                            precyzyjnie i dobrze
                            > to uzasadnić. Kwestie społeczne i prawa kobiet to moim zdaniem za
                            mało.

                            Ano, rozumiem, nie jesteś kobietą, a także jesteś antyfeministą,
                            jednakże przyjmujesz prawicowo-kościelną definicję płodu jako
                            pełnoprawnego człowieka i usiłujesz na tym polu przekonać ludzi
                            którzy nienawidzą kobiet...

                            A definicji nie trzeba zawężać, nawet można rozszerzyć o zwłoki, bo
                            rzeczywiście, zwłoki ludzkie posiadają częśc praw człowieczych;
                            należy ją tylko dostosować do stanu rzeczywistego, który jest
                            złożony z etapów.
                            Czy człowiek może legalnie kupić alkohol?
                            • brundlefly Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 23.02.10, 15:27
                              kocia_noga napisała:

                              > > Ale co innego subiektywny stosunek matki do owego dziecka/płodu, a
                              > co innego
                              > > stosunek społeczny.
                              >
                              > ?? Społeczeństwo składa się z matek i ojców niechcianych płodów i
                              > chcianych dzieci.

                              No i?


                              > jak dla ciebie, ponieważ upierasz się przy tym, żeby rozumować jak
                              > antychoicowcy, czyli stworzyć sztywną koncepcję człowieka bez
                              > rozgraniczania na poszczególne fazy czy stany.

                              Może przeczytaj mój pierwszy post w tym wątku raz jeszcze, ok?

                              Brałeś nb pod uwagę
                              > status zwłok? Żadna prawicowa definicja człowieka nie jest w stanie
                              > objąć (właśnie) społecznej intuicji i praktyki, one (prawicowe
                              > definicje) są usztywniane pod kątem zakazu przerywania ciąży i mają
                              > gdzieś konsekwencje logiczne, prawne itp.

                              Co ma do tego status zwłok? Zwłoki są obiektem czci, ale kogo jak kogo, ich
                              akurat kwestia prawa do życia najmniej dotyczy:]

                              > Nb charakterystyczny jest zasób argumentów "prolajfersów", ten mąż,
                              > co mu wolno babę zamordować... ale rozumiem, że ten argument jest
                              > dla ciebie nie do przeskoczenia;

                              podałem go pół-żartem żeby coś ci uwypuklić, ale poczucie mówienia do ściany
                              dotyczy chyba nas obojga :]

                              > Już kupiłeś definicję płodu jako człowieka z pełnią praw...

                              i co jeszcze?:D

                              > > Jeśli chcemy tą definicję zawęzić musimy to zrobić bardzo
                              > precyzyjnie i dobrze
                              > > to uzasadnić. Kwestie społeczne i prawa kobiet to moim zdaniem za
                              > mało.
                              >
                              > Ano, rozumiem, nie jesteś kobietą, a także jesteś antyfeministą,

                              skąd ci się wzięło, że ja jestem antyfeministą?
                              bo co? bo nie podoba mi się jojczenie o byciu prześladowanym, kiedy tak nie jest?

                              > jednakże przyjmujesz prawicowo-kościelną definicję płodu jako
                              > pełnoprawnego człowieka i usiłujesz na tym polu przekonać ludzi
                              > którzy nienawidzą kobiet...

                              proszę mi wskazać fragment, w którym przyjmuję definicję płodu jako
                              pełnoprawnego człowieka
                              rozmawjamy może poważnie, jak już, i nie wciskajmy sobie nawzajem farmazonów,
                              których druga strona nigdy nie powiedziała

                              > A definicji nie trzeba zawężać, nawet można rozszerzyć o zwłoki, bo
                              > rzeczywiście, zwłoki ludzkie posiadają częśc praw człowieczych;
                              > należy ją tylko dostosować do stanu rzeczywistego, który jest
                              > złożony z etapów.
                              > Czy człowiek może legalnie kupić alkohol?

                              ???!!!???!!!
                              • kocia_noga Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 23.02.10, 19:14
                                brundlefly napisał:

                                Społeczeństwo składa się z matek i ojców niechcianych płodów i
                                > > chcianych dzieci.
                                >
                                > No i?
                                >

                                no i to właśnie jest społeczeństwo i to ono powinno definiować swoje
                                potzreby i normy.

                                >
                                > Co ma do tego status zwłok? Zwłoki są obiektem czci, ale kogo jak
                                kogo, ich
                                > akurat kwestia prawa do życia najmniej dotyczy:]

                                nie, zwłoki posiadają część praw jakie przysługują człowiekowi,
                                chociaż nie są żywymi istotami, natomiast płód jest żywy, ale nie
                                posiada pełni praw, bo nie jest człowiekiem, tylko PŁODEM, tak jak
                                martwy człowiek jest ZWŁOKAMI.


                                > proszę mi wskazać fragment, w którym przyjmuję definicję płodu jako
                                > pełnoprawnego człowieka
                                > rozmawjamy może poważnie, jak już, i nie wciskajmy sobie nawzajem
                                farmazonów,
                                > których druga strona nigdy nie powiedziała
                                >
                                nie chce mi się wracać do twojego postu, na który już
                                odpowiedziałam - przyjęcie założenia,że płód jest człowiekiem w
                                pełni praw wynikało z niego, ale mniejsza, nie chce mi się spierać,
                                nie lubię tego, wolałabym dojść do jakichś konstruktywnych ustaleń:)


                                > > Czy człowiek może legalnie kupić alkohol?
                                >
                                > ???!!!???!!!


                                No, dokładnie, zadaj to pytanie swoim antychoicowcom. "Człowiek" nie
                                może kupić legalnie alkohol, człowiek po ukończeniu 18 lat w Polsce -
                                może. "Człowiek" w ogóle nie ma praw szczegółowych, otóż.
      • berta-live Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 17.02.10, 22:39
        A Ty wierzysz w KK czy biblię? Bo to dwie różne rzeczy i często wzajemnie się
        wykluczające. Ani ST ani NT nie potępiają aborcji, antykoncepcji i rozwodów. W
        ogóle nie ustosunkowują się do tych problemów. A tym samym można przypuszczać,
        że zgadzają się z istniejącym w tamtych czasach stanem rzeczy. A za biblijnych
        czasów zarówno antykoncepcja, jak i aborcja i rozwody były na porządku dziennym.

        I przypominam, że dogmat mówi, że obie księgi są autorstwa samego boga. Zatem
        nie opisują ówczesnego prawodawstwa tylko uniwersalną wolę bożą.
        • sabinac-0 Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 18.02.10, 22:44
          W Nowym Testamencie w ktorejs ewangelii jest fragment potepiajacy rozwody.
          O aborcji nie ma nic.
          O dzieciobojstwie tez nic nie ma.

          Zarowno w czasach starozytnych, jak i pozniejszych, dzieciobojstwo bylo
          praktykowane powszechnie - dziecko nieakceptowane przez meza kobiety (lub innego
          mezczyzne sprawujacego nad ta kobieta wladze, np. brata lub ojca) bylo zabijane,
          sam Kosciol akceptowal te praktyke i nie oponowal.
          Dzieciobojstwo bylo grzechem lub przestepstwem jedynie wtedy, gdy zrobila to
          sama kobieta WBREW WOLI meza. Przestepstwem bylo rowniez ocalenie przez kobiete
          WBREW WOLI meza i wychowanie dziecka, ktore bylo przez ojca przeznaczone "na
          odstrzal".
          • benek231 Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 18.02.10, 23:03
            Sabinko,

            uwazam, ze powinnas zostac biskupem w kk. :O)
            • sabinac-0 Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 18.02.10, 23:11
              Wiesz, jestem dosc ambitna, sadze, ze gdyby dopuszczono mnie do swiecen,
              aspirowalabym co najmniej na stolec kardynalski :)
              • kontodopisanianaforum Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 18.02.10, 23:42
                Stolec kardynalski? Fuuuj.
                ;)
          • vargtimmen Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 19.02.10, 11:28
            sabinac-0 napisała:

            > W Nowym Testamencie w ktorejs ewangelii jest fragment potepiajacy rozwody.
            > O aborcji nie ma nic.
            > O dzieciobojstwie tez nic nie ma.
            >
            > Zarowno w czasach starozytnych, jak i pozniejszych, dzieciobojstwo bylo
            > praktykowane powszechnie - dziecko nieakceptowane przez meza kobiety (lub innego
            > mezczyzne sprawujacego nad ta kobieta wladze, np. brata lub ojca) bylo zabijane,
            > sam Kosciol akceptowal te praktyke i nie oponowal.


            To była tradycja rzymska, ale kościół katolicki zabraniał dzieciobójstwa i, na
            ogół, aborcji poza bardzo wczesną aborcją, we wczesnych czasach kościoła (to
            przyzwolenie, to, jak sądzę, wpływ kultury rzymskiej).


            > Dzieciobojstwo bylo grzechem lub przestepstwem jedynie wtedy, gdy zrobila to
            > sama kobieta WBREW WOLI meza. Przestepstwem bylo rowniez ocalenie przez kobiete
            > WBREW WOLI meza i wychowanie dziecka, ktore bylo przez ojca przeznaczone "na
            > odstrzal".

            Oj, to na pewno nie kościół katolicki. Co by nie być gołosłownym, polecam lekturę:

            www.historycy.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=134:dzieciobojstwo-na-ziemiach-polskich-od-xiii-do-xviii-w&catid=39:redniowiecze&Itemid=53
            • berta-live Re: Prawdziwe cele i motywy ruchów pro-life 19.02.10, 13:20
              Tak czy owak, sądząc po tym jak duża była śmiertelność i jak stosunkowo mała
              dzietność kobiet w dawnych wiekach, to jednak sporadycznie karane były aborcje i
              dzieciobójstwa. A jeszcze sporadyczniej ktoś w ogóle starał się prowadzić jakieś
              śledztwa. Nawet te przypadki opisane w zalinkowanym artykule pokazują, że
              skazywane były albo chore psychicznie kobiety w momencie kiedy gawiedź
              potrzebowała rozrywki albo był to element jakiś porachunków. Sam fakt, że o tym
              czy było to dzieciobójstwo czy poronienie albo śmierć noworodka z naturalnych
              przyczyn, decydowali "eksperci" na podstawie subiektywnych ocen.
    • paolo74 To nie jest wojna religijna tylko klasowa 23.02.10, 13:14
      Przynajmniej tak jest w Polsce. Zakaz aborcji, kombinacje przy in-vitro, są elementami walki klasowej, a nie wojny religijnej. Problem rozwiąże się w momencie gdy neoliberałowie doprowadzą do prywatyzacji i pełnej odpłatności w służbie zdrowia. Gdyby środowiska pro-life naprawdę uważały aborcję za morderstwo to postulowałyby np. kary za aborcję jak za zabójstwo, a zabieg dokonany za granicą jako uprowadzenie. Gdyby aborcja i antykoncepcja były niedostępne także dla zamożnych kobiet nikt by się biskupami nie przejmował, póki dotyczą biednych nikt nie chce toczyć z ich powodu wojny. Kler miał różne zainteresowania na przełomie dziejów, kiedyś była to astronomia, geografia, później medycyna (np. wyklęli Ludwika Pasteura za szczepionkę na wściekliznę), zawsze natomiast lubili kasę i przywileje. Największym paradoksem dzisiejszych czasów jest fakt, że środowiska pro-choice są najczęściej związane z formacjami neoliberalnymi, co dowodzi ich obłudy i zakłamania. Bo jak inaczej nazwać walkę o prawo kobiet do aborcji przy jednoczesnym popieraniu np. prywatyzacji służby zdrowia? To tak samo jak walka z molestowaniem seksualnym kobiet w miejscu pracy i jednoczesnym popieraniu antypracowniczych zmian w kodeksie pracy. Wojna religijna może dotyczyć sfery publicznej, a ta w neoliberalnym kapitalizmie jest rugowana. Podobnie rzecz wygląda np. w sprawie klerykalizacji szkół, problem się "rozwiąże" gdy publiczna oświata zostanie zlikwidowana. W tej sytuacji katoliccy fundamentaliści są przynajmniej w swoich chorych poglądach konsekwentni, bo przeciwstawiają się liberalizmowi zarówno w sferze obyczajowej jak i ekonomicznej. Jak współczesna "lewica" pojmuje walkę z dyskryminacją kobiet, niech świadczy kuriozalny przykład jak brytyjska Paria Pracy rozwiązała problem dyskryminacji płacowej kobiet w administracji publicznej, mianowicie poprzez obniżenie wynagrodzeń mężczyznom. Nic dziwnego, że przy takiej "lewicy" społeczeństwa odwracają się w stronę prawicowej konserwy. W Polsce też wygląda to dramatycznie, skoro za najbardziej socjalną partię uznawany jest katofaszystowski PiS, a w roli "obrońców kobiet" sprzedajne media ustawiają panie w rodzaju Henryki Bochniarz, która krzyczy dużo o parytetach, a jednocześnie domaga się likwidacji urlopów macierzyńskich płaconych przez pracodawcę. Chyba najlepiej podsumował to Barrack Obama w dcebacie z Hillary Clinton, gdy ta próbowała wciągnąć go w temat dyskryminacji płciowej i rasowej. Zadał pytanie, które kobiety są bardziej dyskryminowane, czy te czarne z Wall Street, czy białe z Wall Markt?
      • bene_gesserit Re: To nie jest wojna religijna tylko klasowa 23.02.10, 15:29
        Bardzo madrze piszesz (tylko szkoda, ze nie uzywasz akapitow, bo
        latwiej by sie czytalo).

        Problemy z liberalami gospodarczymi i innymi pogrobowcami roznych
        Smithow i Friedmanow sa imho dwa.

        Pierwszy - to brak swiadomosci albo woli dostrzezenia, ze nie
        wszyscy obywatele maja te same, co oni mozliwosci. Czyli zwyczajnie
        sa biedniejsi (czasem znacznie) i gorzej wyksztalceni (czasem
        znacznie). To jest o tyle dla nich trudne, ze oni zazwyczaj
        uwazaja, ze swoja pozycje spoleczna i majątek zawdzieczaja
        wylacznie sobie (a nie pozycji spolecznej, aspiracjom i wplywowi
        rodziny i srodowiska). Chociaz naprawde malo wsrod nich self-made-
        menów, co to z nędzy do pięniędzy. To myslenie ma swoją druga
        strone: ci, ktorzy sa gorzej wyksztalceni, mniej przebojowi, mniej
        swiadomi i ubozsi, sa tacy na swoje wlasne zyczenie (np z lenistwa).
        W tej sytuacji trudno o poczucie solidarnosci z kimkolwiek, kto nie
        jest 'nami', prawda? To bardzo trudny do skruszenia sposob
        myslenia, bo kiedy oni go bronią, bronią jednoczesnie wlasnego ego
        ('to JA zapracowalem na to, kim jestem'). Gdyby musieli przyznac,
        ze duzy udzial w ich sukcesie zyciowym mialoby szczescie (ze
        urodzili sie akurat w takiej a nie innej rodzinie), ich ego
        bolesnie by to odczuło. Pewnie by im pękło serduszko :(

        Druga sprawa - system liberalnego dzikiego kapitalizmu dziala, np w
        USA (nota bene - to kraj o najniszym ze wszystkich na swiecie
        wspolczynniku moblilnosci spolecznej a jednoczesnie - z najbardziej
        powszechną wiarą w mit pucybuta-milionera). Inna sprawa, ze -
        wydarzenia ostatnich paru lat o tym swiadcza najdobitniej - dziala
        raczej tak sobie. Jednak wielu Amerykanow woli sie kurczowo trzymac
        tego, co znają, niz zgodzic sie na inne niz kosmetyczne zmiany w
        funkcjonowaniu panstwa. Wez sobie znajdz i poszukaj na
        amerykanskich forach, z czym im sie kojarzy pomysl Obamy na
        obowiazkowe ubezpieczenia zdrowotne dla zatrudnionych.
        Obamie jeszcze nie raz sie dostanie, pewnie doceni go historia,
        dlugo po śmierci.
        • grand_bleu Re: To nie jest wojna religijna tylko klasowa 23.02.10, 16:31
          bene_gesserit napisała:

          > Bardzo madrze piszesz (tylko szkoda, ze nie uzywasz akapitow, bo
          > latwiej by sie czytalo).
          >
          > Problemy z liberalami gospodarczymi i innymi pogrobowcami roznych
          > Smithow i Friedmanow sa imho dwa.
          >
          > Pierwszy - to brak swiadomosci albo woli dostrzezenia, ze nie
          > wszyscy obywatele maja te same, co oni mozliwosci. Czyli
          zwyczajnie
          > sa biedniejsi (czasem znacznie) i gorzej wyksztalceni (czasem
          > znacznie).

          Zwolennicu wolności gospodarczej maja pełną świadomość nierówności
          społecznej, ale maja na to inne rozwiązania niż zwolennicy
          centralnego sterowania gospodarką, z którymi problem jest taki, że
          nie rozumieją iż socjalizm zawsze porowadzi do biedy, a następnie do
          walki z biednymi.



          > (...) ich ego
          > bolesnie by to odczuło. Pewnie by im pękło serduszko :(
          >
          > Druga sprawa - system liberalnego dzikiego kapitalizmu dziala, np
          w USA

          Chyba niewiele wiesz o kapitalizmie, skoro piszesz takie bzdury.
          • mlot_na_mlotow Re: To nie jest wojna religijna tylko klasowa 11.03.10, 15:28
            Marksizm w użyciu feminizmu, dobre...
        • easz Re: To nie jest wojna religijna tylko klasowa 23.02.10, 18:42

          bene_gesserit napisała:

          Jest takie opowiadanie Dicka, wydaje mi się, że Na obraz i
          podobieństwo Yanceya
          , o Amerykanach i takich ich
          przypadłościach, o których m.in. piszesz. I o tym jak się ich
          urabia/urobiło jadąc na micie tzw. wolności i jak właściwie to już
          nie trzeba, sami to robią. Ze słowem 'wolność' na ustach przy każdej
          okazji, w odpowiedzi na każde pytanie a w mniejszych lub większych
          klatkach i samoklatkach. No i jak na moje niewiele lektur,
          nieodmiennie mi się kojarzy w temacie Za grosze pracować i (nie)
          przeżyć
          , nie wiem, czy czytałaś, polecam w każdym razie.

          A Kościół zasadniczo nie powinien chyba poruszać się w przestrzeni
          publicznej, bo nie jesteśmy państwem kościelnym i wobec tego nie
          bardzo rozumiem tę część wywodu forumowicza powyżej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka