brundlefly
13.02.10, 21:59
Witam. Jestem pierwszy raz na tym forum, więc na wstępie przepraszam, że
poruszę temat prawdopodobnie już wałkowany do znudzenia, ale zależy mi na
opinii osób, które są zdeklarowane jako zwolennicy prawa do aborcji i mają
sprawę w jakimś stopniu przemyślaną.
Gdy spotykam się z wypowiedziami medialnymi "obrońców życia" - z kręgów
katolicko-prawicowych jak np. Terlikowski czy Najfeld poraża mnie pasja,
zaciętość i determinacja tych osób w realizowaniu ich misji. A jednocześnie
mam za każdym razem subiektywne przeczucie, że są agresywnymi moralnymi
szantażystami i że tak naprawdę ta retoryka odwołująca się do "obrony życia
przeciw bestialskiemu mordowaniu najbardziej bezbronnych" ma drugie dno, że tu
chodzi tak naprawdę o co innego. Po prostu nie wierzę, że ci ludzie są
autentycznie i szczerze przejęci losem tych "nienarodzonych dzieci", które
służą tu tylko jako oręż w walce o co innego.
Aborcja jest jednym z kluczowych sporów współczesności i sporem istotnym, bo
dotyka samej definicji człowieka - czy mamy do czynienia z morderstwem, jak
twierdzą pro-life'owcy, czy nie. Kwestie praw kobiet czy społeczno-ekonomiczne
są tutaj moim zdaniem drugorzędne.
Ja osobiście jako ateista-materialista jestem zwolennikiem prawa do wczesnej
aborcji, gdyż wczesny płód jako byt pozbawiony układu nerwowego i mózgu, mimo
iż jest organizmem ludzkim i ma własny kod genetyczny, nie jest człowiekiem
par excellance, gdyż po pierwsze nie jest istotą czującą, po drugie nie jest
istotą społeczną. Katolicy zaś rzekomo wierzą w duszę pojawiającą się przy
samym poczęciu, więc dla nich pojedyncza komórka macierzysta to już człowiek.
Myślałem, więc, że chodzi tu więc głównie o spór religijny. Ale przecież w
Biblii nigdzie nie jest taki dogmat sformułowany! Przeciwnie, w Starym
Testamencie odróżnia się sposoby traktowania sytuacji, gdy zostanie zabity
dorosły człowiek i zostanie zabity płód. W uzupełnieniu do Dekalogu napisano:
„Rzekł nadto Pan do Mojżesza: Tak powiesz Izraelitom: [...] Jeśli ktoś tak
uderzy kogoś, że uderzony umrze, winien sam być ukarany śmiercią" (Ks. Wyjścia
20, 22). Nieco dalej tekst głosi, że gdyby ktoś „uderzył brzemienną powodując
poronienie, ale bez jakiejkolwiek szkody, to zostanie ukarany grzywną, jaką
nałoży mąż tej kobiety, i wypłaci ją za pośrednictwem sędziów polubownych"
(Ks. Wyj. 21, 12).
Nie słyszałem też aby jakikolwiek z tych pro-life'owców postulował karanie np.
nielegalnej aborcji najwyższym wymiarem kary. A jednocześnie stale porównują
aborcję z holocaustem (pewien ksiądz prof. dr hab. na antenie tv trwam np.
stwierdził, że zbrodnie III Rzeszy są niczym wobec zbrodni Unii Europejskiej,
która zezwala na aborcję [sic!])
Więc się pytam, jak uważacie, dlaczego oni inwestują tyle energii, pieniędzy i
czasu w tę sprawę? O co im tak NAPRAWDĘ chodzi? Dodajmy do tego zakaz
antykoncepcji czy prezerwatyw! Ja mam wrażenie, że kieruje nimi jakiś
obsesyjny lęk? Przed seksem? Przed spadającą demografią? Przed wolnością
człowieka? Przed wolnością kobiety? Przed kulturą zdominowaną przez
nieskrępowane dążenie do przyjemności? Ich nie mogę spytać, bo oni mi szczerze
nie powiedzą. Będą mi wpieprzać farmazon o rzezi niewiniątek. Większość z nich
sama, mam wrażenie, nie wie o co tak naprawdę walczy. Czy Wy macie jakieś
skonkretyzowane zdanie na ten temat?