tad9
02.08.14, 15:12
W Wielkiej Brytanii pojawiły się plakaty głoszące: ""Co trzeci z odnotowanych gwałtów zdarza się po tym, gdy ofiara piła alkohol". Przekaz plakatu jest - jak sądzę - oparty na faktach, ale co tam fakty, gdy idzie o ideologię... Plakaty z miejsca oprotestowano. I tak mamy kolejną odsłonę walki feministek ze zdrowym rozsądkiem. Żal tylko kobiet, którym feministki wciskają mit, że nie ma "ryzykownych zachowań", bo "winny jest wyłącznie gwałciciel".... Całość informacji za "GW": "Ponad 90 tys. osób domaga się usunięcia z brytyjskich szpitali plakatów, które ich zdaniem obarczają winą za gwałt ofiary po alkoholu. A obrońcy praw kobiet przestrzegają przed relatywizowaniem. Dostało się nawet słynnemu naukowcowi Richardowi Dawkinsowi.
Artykuł otwarty
Awanturę zapoczątkował wpis na Twitterze. Blogerka z Nottingham zobaczyła w przychodni plakat z hasłem: "Co trzeci z odnotowanych gwałtów zdarza się po tym, gdy ofiara piła alkohol", oraz logo publicznej służby zdrowia i MSW. Mniejszy napis głosił: "Wyślij SMS DRINK na numer 63818"; i logo kampanii "Alkohol. Znaj granice". Oraz sugestywne zdjęcie leżącej na ziemi młodej kobiety w minispódniczce.
Internautka wrzuciła zdjęcia do sieci; napisała, że jest zniesmaczona.
Jej tweeta podchwycił student Jack May, który zauważył plakaty w przychodni w Oxfordzie. I stworzył w internecie petycję do rządu, by je wycofać. Jego zdaniem, przerzucają one ciężar winy za gwałt z napastnika na ofiarę.
"Oczywiście nie chcemy, żeby ludzie pili tak dużo i chorowali, ale straszenie ich gwałtem nie jest właściwe" - argumentuje May. Zastrzega, że nie był molestowany, ale zna osoby, które tego doświadczyły. "Żyjemy w społeczeństwie, w którym istnieje kultura gwałtu" - pisze. Zarzuca też służbie zdrowia i MSW "zdradę zaufania" tych, którzy zgłaszają się po pomoc.
Podobnie uważa ponad 90 tys. osób, które do piątkowego popołudnia podpisały jego petycję.
Co na to rząd? Rzecznik ministerstwa zdrowia zadeklarował w "Huffington Post UK", że "przeprosin nie będzie, bo plakaty są stare" - były częścią kampanii z lat 2005-07, czyli czasów, kiedy rządziła opozycyjna dziś Partia Pracy.
- Od lat nie mamy ich w magazynach ani nie można ich ściągnąć z naszej strony internetowej. Z problemem powinny się uporać szpitale i przychodnie, które dalej je eksponują - oświadczył rzecznik.
Ale organizacje broniące praw kobiet oczekują ostrzejszej reakcji. - Rząd powinien przyznać, że stworzenie takich posterów nie było odpowiednie, i sprawić, że znikną ze ścian - mówi Katie Russell z organizacji Rape Crisis. - Chodzi nie tylko o to, że plakat może być wstrząsający dla ofiar gwałtów, które go zobaczą, ale i o to, że główna myśl kampanii jest myląca i obraźliwa. Na razie te argumenty trafiają kulą w płot.
O próby wybielania gwałcicieli obrońcy ofiar oskarżyli też (np. End Violence Against Women Coalition) w tym tygodniu znanego naukowca i rzecznika ateizmu prof. Richarda Dawkinsa. Kilka dni temu, tłumacząc fanom na Twitterze zasady logicznego wnioskowania, posłużył się on drastycznymi przykładami. "Gwałt na randce jest zły. Gwałt przez nieznajomego z nożem na gardle jest gorszy. Jeśli uważasz, że to aprobata gwałtu na randce, znikaj i naucz się myśleć". Podobny wpis dotyczył "łagodnej" i "ostrej" pedofilii.
Zbulwersowani internauci poradzili Dawkinsowi, by sam zniknął i "nauczył się współczucia". A feministka Sian Norris przypomniała na łamach "Independenta" badania, z których wynika, że 89 proc. ofiar gwałtów zna swoich gwałcicieli. "Każdy gwałt jest przemocą" - podkreśliła Norris.
Zirytowany naukowiec sparodiował potępiające go głosy w tweecie: "Kradzież 1 funta jest zła. Kradzież starszej pani oszczędności całego życia jest gorsza. Jak ŚMIESZ je porównywać? Jesteś odrażający". Potem przyznał, że mógł użyć cudzysłowów, ale nie udobruchało to krytyków.
Burza, jaka rozpętała się po jego słowach, pokazuje, jakie emocje wywołują kwestie przestępstw seksualnych. W ostatnich miesiącach krajem wstrząsają kolejne skandale. Najgłośniejsze to sprawa prezentera BBC Jimmy'ego Savile'a, który pod płaszczykiem dobroczynności odwiedzał szpitale i gwałcił pacjentów, oraz oskarżenia brytyjskich polityków o tuszowanie zbrodni pedofilskich w latach 80.
Wielka Brytania ma dość wysokie statystyki odnotowanych gwałtów - 22 na 100 tys. mieszkańców. Dla porównania, w Polsce ten wskaźnik wynosi 4, a średnia unijna to nieco ponad 10. Co ciekawe, najbardziej zawyża ją Szwecja (ponad 60). Na świecie niechlubnym liderem jest RPA (115), zaś USA mają 28 gwałtów na 100 tys. mieszkańców. Do porównań należy jednak podchodzić z dystansem, bo obejmują tylko zgłoszone przypadki, wszędzie są też różne uregulowania prawne i praktyka organów ścigania.
Cały tekst: wyborcza.pl/1,75477,16415838,Zgwalcona__bo_pila_alkohol__Plakaty_oburzyly_Brytyjczykow.html#ixzz39Evnsay6"