hellaa
16.01.06, 22:08
Nie jestem feministką - jestem sobie, że tak powiem.
Właśnie obejrzałam program, z którego dowiedziałam się, że jeśli nawet
okazuje się, że mężczyzna pozwany o alimenty nie jest ojcem dziecka, na które
płaci - nasze prawo ma to gdzieś!
Słowo matki dziecka uznaje się za ważniejsze od: 1. Prawa mężczyzny do jego
wolności osobistej w postaci nie łożenia na potomstwo innego mężczyzny 2.
Prawo meżczyzny do jego własnych pieniędzy, które zwyczajnie mu się kradnie w
swietle /?/ prawa na podstwie pomówień 3. Niezbitych dowodów uzyskiwanych
drogą naukową /badania genetyczne/ 4. Dóbr osobistych takiego mężczyzny,
który może miec np. kłopoty ze znalezieniem partnerki, która zaakceptowałaby
to, ze utrzymuje on obce dzieci a np. dla jej dzieci nie ma pieniędzy... etc.
Czy to feministki wymyśliły?... Czy popieracie to i cieszycie się z tego? Czy
uważacie, ze to fair? Czy walcząc o równy status płci pomyślałyście o tych
dyskryminowanych mężczyznach, którym może bruździć w życiu byle oszustka a
oni nie mają żadnych praw?...
Mnie brzydzi takie prawo, które odbiera wolność męzczyźnie i robi z niego
idiotę. Jestem za zniesieniem takiego prawa i standardowymi, robionymi na
życzenie, badaniami genetycznymi tuż po urodzeniu dziecka.
Podobno co 10 dziecko jest wychowywane przez mężczyznę, który błędnie myśli,
że jest jego ojcem. Jestem przeciwna mega - oszustwu, jakie dotyka 1/10
mężczyzn - i to tych uczciwych, co wspierają materialnie, opiekuja się, itd...
A co na to feministki?