Dodaj do ulubionych

Ślub kościelny

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.11.02, 21:15
Ostatnio byłam na ślubie koleżanki i dowiedziałam się jednej fantastycznej
rzeczy. Ksiądz radził młodej parze jak mają ze sobą postępować. Mężczyzna
jest typem intelektualnym, więc kobieta swoją uczuciowością powinna
równoważyć jego racjonalne i zbyt chłodne podejście do życia. Bardzo
dokładnie to zapamiętałam. Nie wiem jak was , ale mnie pieprzenie takich
bzdur skutecznie odsuwa od instytucji kościoła
Obserwuj wątek
    • kamfora Re: Ślub kościelny 03.11.02, 21:37
      Gość portalu: hej napisał(a):

      > Ostatnio byłam na ślubie koleżanki i dowiedziałam się jednej fantastycznej
      > rzeczy. Ksiądz radził młodej parze jak mają ze sobą postępować. Mężczyzna
      > jest typem intelektualnym, więc kobieta swoją uczuciowością powinna
      > równoważyć jego racjonalne i zbyt chłodne podejście do życia. Bardzo
      > dokładnie to zapamiętałam. Nie wiem jak was , ale mnie pieprzenie takich
      > bzdur skutecznie odsuwa od instytucji kościoła

      "Nas" nie. ;-)
      • Gość: nika Re: Ślub kościelny IP: *.mg.gov.pl / 158.66.106.* 05.11.02, 12:57
        nie rozumiem a co ma jedno do drugiego?
        dlaczego tobie instytucja kościoła kojarzy ci się wyłącznie tylko z tym co mówi
        ten czy inny przypadkowy zresztą ksiądz.
        Wierz w co chcesz, ale proszę nie mów że chodzisz do kościoła albo nie bo
        denerwuje cię proboszcz, to troche naiwne uzasadnienie u wydałoby się
        inteligentej osoby
        • Gość: hej Re: Ślub kościelny IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.11.02, 16:50
          Moja(mój) doga(i) Niko, nie wiem czy piszesz to , bo tak uwazasz czy tylko w
          celach prowokacyjnych? Czy ty nie słuchasz księdza jak jesteś na mszy? Czy jest
          ci wszystko jedno co on mówi, co robi? Przecież jest to osoba od której więcej
          powinniśmy wymagać, przynajmniej w moim mniemaniu. Nie twierdzę,że ksiądz
          powinien być święty,ale jakiegoś minimum powinno się oczekiwać od osoby , która
          jest swojego rodzaju nauczycielem. Jeżeli nie moze poradzić sobie ze swoimi
          słabościami powinien zastanowić się nad sense swojej służby.Ale trochę zeszłam
          na bok, bo nie otym chciałam pisać. W każdym razie osoba chadzająca do kościoła
          i wierząca, której nie interesuje co ksiądz w kościele mówi, to moi drodzy ja
          tu czegoś nie rozumiem
          • nika31 Re: Ślub kościelny 13.11.02, 10:28
            Gość portalu: hej napisał(a):

            > Moja(mój) doga(i) Niko, nie wiem czy piszesz to , bo tak uwazasz czy tylko w
            > celach prowokacyjnych? Czy ty nie słuchasz księdza jak jesteś na mszy? Czy
            jest
            >
            > ci wszystko jedno co on mówi, co robi? Przecież jest to osoba od której
            więcej
            > powinniśmy wymagać, przynajmniej w moim mniemaniu. Nie twierdzę,że ksiądz
            > powinien być święty,ale jakiegoś minimum powinno się oczekiwać od osoby ,
            która
            >
            > jest swojego rodzaju nauczycielem. Jeżeli nie moze poradzić sobie ze swoimi
            > słabościami powinien zastanowić się nad sense swojej służby.Ale trochę
            zeszłam
            > na bok, bo nie otym chciałam pisać. W każdym razie osoba chadzająca do
            kościoła
            >
            > i wierząca, której nie interesuje co ksiądz w kościele mówi, to moi drodzy ja
            > tu czegoś nie rozumiem
            chciałam powiedzieć że to, czy człowiek chodzi do kościoła czy nie niepowinno
            wynikać z tego co mówi ten czy inny ksiądz, a może nie to powinno być głownym
            powodem.
            Przeciez jeśli idę do przeciętnego kościoła nie wiem na jakiego księdza trafię
            czy mądrego czy głupiego. Kościół to nie wykład na uniwersytecie ale przeżycie
            mistyczne a przynajmniej takim powinno być.
            Jęśli ksiądz jest na poziomie to super, ale jeżeli nie to co obraże się?
            Chyba ludzie tu piszący nie bardzo wiedzą co piszą.
            Ja nie wierzę w takiego czy innego księdza ale w Boga i dla niego do tego
            kościoła chodzę, przedewszystkim żeby oddać się modlitwie i uczestniczyć w
            misterium Mszy św. jeżeli ktoś w nią wierzy a zakładam że tak chyba że chodzi z
            powodów turystyczno - etnograficznych.

    • Gość: tad Re: Ślub kościelny IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 03.11.02, 21:53
      Gość portalu: hej napisał(a):

      > Ostatnio byłam na ślubie koleżanki i dowiedziałam się jednej fantastycznej
      > rzeczy. Ksiądz radził młodej parze jak mają ze sobą postępować. Mężczyzna
      > jest typem intelektualnym, więc kobieta swoją uczuciowością powinna
      > równoważyć jego racjonalne i zbyt chłodne podejście do życia. Bardzo
      > dokładnie to zapamiętałam. Nie wiem jak was , ale mnie pieprzenie takich
      > bzdur skutecznie odsuwa od instytucji kościoła

      Twoja postawa jest bardzo "zimna", "logiczna" i "racjonalna" droga Hej. Wcale
      nie jest "emocjonalna" czy "uczuciowa"! Jesli ktos tu ośmieli się sugerować, ze
      jest ona potwierdzeniem stereotypu "kobiety emocjonalnej" - bedzie miał ze mną
      do czynienia!

      PS
      A czy to, co emocjonalności kobiet mają do powiedzenia niektóre feministki -
      odstręcza Cię od feminizmu?
      • uli Re: Ślub kościelny 04.11.02, 09:53
        > PS
        > A czy to, co emocjonalności kobiet mają do powiedzenia niektóre feministki -
        > odstręcza Cię od feminizmu?

        po raz kolejny przekonałeś mnie, że nic nie wiesz o feminizmie...przecież
        feminizm to właśnie dążenie do docenienia wartości emocjonalnych przypisywanych
        właśnie kobiecosci!

        a propos księdza- ksiądz jak wiadomo jest pozbawiony dylematów małżeńskich,
        więc pewnie tak go nauczli w seminarium, to tak mówi...w seminarium tez same
        chłopy, wiec nie wiadomo co im po sakralnych głowach chodzi:-)chyba jednak
        ksiądz nie jest autorytetem w tych sprawach, mimo szczerych chęci:-)
        • Gość: tad Re: Ślub kościelny IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 04.11.02, 16:46
          uli napisała:


          > po raz kolejny przekonałeś mnie, że nic nie wiesz o feminizmie...przecież
          > feminizm to właśnie dążenie do docenienia wartości emocjonalnych
          przypisywanych
          >
          > właśnie kobiecosci!

          I to właśnie powiedział ów ksiądz - docenił kobiecą emocjonalność Slowa o
          emocjonalności k. odepchnęły Hej od Kościoła, stąd moje pytanie,ad czy to co o
          emocjonalności k. mają do powiedzenia niektóre feministki odpycha ją od
          feminizmu

          >
    • agrafek Re: Ślub kościelny 04.11.02, 11:35
      I tak miałaś szczęście:) Ksiądz na ślubie mojego przyjaciela tłumaczył mu
      jak wielki ciężar na siebie bierze oraz, że już do konca życia nie wyzwoli się
      z tych "kajdan".
      • Gość: EWOK Re: Ślub kościelny IP: 213.241.18.* 04.11.02, 12:40
        Ja na ślubie moich znajomych dowiedziałam się, że głównym zajęciem małżonki
        jest obieranie kartofli, a małżonka - noszenie węgla. Rzecz działa się przed
        dwoma laty w mieście stołecznym Warszawie.
        • Gość: zula Re: Ślub kościelny IP: *.leased-02.binet.pl 04.11.02, 12:48
          :-))))
          teraz juz wiemy, dlaczego księza zostają księżmi:-)
          • malwinamalwina Re: Ślub kościelny 12.11.02, 23:51
            zeby nie nosic wegla ???
            :-)
        • suzume Re: Ślub kościelny 04.11.02, 12:56
          Gość portalu: EWOK napisał(a):

          > Ja na ślubie moich znajomych dowiedziałam się, że głównym zajęciem małżonki
          > jest obieranie kartofli, a małżonka - noszenie węgla. Rzecz działa się przed
          > dwoma laty w mieście stołecznym Warszawie.

          noż przecie maciej wszystkim tłumaczy to samo.
          poza tm na czymś trzeba te kartofle ugotować, nie? ;)
    • Gość: Sebastian Re: Ślub kościelny IP: *.tele2.pl 04.11.02, 13:35
      Gość portalu: hej napisał(a):

      > Ostatnio byłam na ślubie koleżanki i dowiedziałam się jednej fantastycznej
      > rzeczy. Ksiądz radził młodej parze jak mają ze sobą postępować. Mężczyzna
      > jest typem intelektualnym, więc kobieta swoją uczuciowością powinna
      > równoważyć jego racjonalne i zbyt chłodne podejście do życia. Bardzo
      > dokładnie to zapamiętałam. Nie wiem jak was , ale mnie pieprzenie takich
      > bzdur skutecznie odsuwa od instytucji kościoła
      Trzeba przyznać że czasem zabawny wynik daje połączenie tradycyjnej polskiej
      katoliczki zaprawionej pewną dozą feministycznej frazeologii.
      Taka to wszedzie znajdzie wrogów. Jak nie tych którzy atakują jej katolickośc
      to takich którzy zagrażają jej feminizmowi.

      Sorry , to taka dygresja.
      Po prostu jako człowiek myślący i ateista bądz co bądz ubawiłem się faktem, że
      już "cię odsuwa od instytucji kościoła".
      Byle prędko abyś przed starością zdążyła:-))
      • Gość: hej Re: Ślub kościelny IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.11.02, 16:58
        Może mnie oświecisz , bo ja nie rozumiem twojego listu. A co ma mnie oddalać od
        kościoła jak nie to co oni tam głoszą i jakie mają poglądy .Jak kogos nie lubię
        to się po prostu z nim nie spotykam. Nie wiem doprawdy co cię tak rozbawiło?
        • Gość: Sebastian Re: Ślub kościelny IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 09.11.02, 18:21
          Gość portalu: hej napisał(a):

          > Może mnie oświecisz , bo ja nie rozumiem twojego listu. A co ma mnie oddalać
          od
          >
          > kościoła jak nie to co oni tam głoszą i jakie mają poglądy .Jak kogos nie
          lubię
          >
          > to się po prostu z nim nie spotykam. Nie wiem doprawdy co cię tak rozbawiło?
          To, że niektórzy potrzebują iść na ślub kościelny koleżanki , żeby do tego
          dojść.
          Mniemam, że skoro koleżanka wychodzi za mąż to pewnie autorka listu ma co
          najmniej dwadzieścia kilka lat.
          I JUŻ ogarniają ja wątpliwości.
          Co za refleks.
          • Gość: maly.k Watpliwosci? IP: *.sympatico.ca 10.11.02, 02:16
            A czy Ty, Sebastianie, masz wątpliwości? Bo piszesz tak,
            jakbyś miał pewność.

            Pozdrawiam,

            mk.
          • barbinator Re: Ślub kościelny 10.11.02, 10:47
            Wiesz, Sebastian ja mam trzydzieści kilka i też jestem niewierząca a i tak nie
            rozumem o co ci chodzi.
            Co cię tak dziwi - to, że dziewczyna która pewno jeszcze niedawno chodziła na
            religię do szkoły, bo rodzice jej kazali (a jak wiadomo z innych wątków tego
            forum dzieci nie mają równych praw z dorosłymi) teraz zaczyna mieć wątpliwości,
            bo zauważyła że to co mówi ksiądz jakby trochę rozmija się z jej własnymi
            życiowymi obserwacjami? A kiedy ona miała robić te obserwacje, w przedszkolu?
            Czy ty swój ateizm wyssałeś z mlekiem matki czy może doszedłeś do niego
            stopniowo z wiekiem, jak większość nas?
            A jak to co piszesz ma sie do propagowanych przez ciebie ideałów równości i
            wolności?
            Bo mnie się wydaje, że jeśli ty śmiejesz się z czyichś dylematów religijnych to
            tym samym naruszasz jego wolność....

            Pozdrawiam, B.

            --------------------------------------------
            Don't play stupid with me... I'm better at it.
            • Gość: Sebastian Re: Ślub kościelny IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 10.11.02, 15:01
              > Wiesz, Sebastian ja mam trzydzieści kilka i też jestem niewierząca a i tak
              nie
              > rozumem o co ci chodzi.
              > Co cię tak dziwi - to, że dziewczyna która pewno jeszcze niedawno chodziła na
              > religię do szkoły, bo rodzice jej kazali (a jak wiadomo z innych wątków tego
              > forum dzieci nie mają równych praw z dorosłymi) teraz zaczyna mieć
              wątpliwości,
              >
              > bo zauważyła że to co mówi ksiądz jakby trochę rozmija się z jej własnymi
              > życiowymi obserwacjami? A kiedy ona miała robić te obserwacje, w przedszkolu?
              > Czy ty swój ateizm wyssałeś z mlekiem matki czy może doszedłeś do niego
              > stopniowo z wiekiem, jak większość nas?
              W wieku dwudziestu kilku lat ma się już dosyć dużą wolność zdaje się.
              Pełnoprawnym obywatelem jest sią właściwie od 18 roku życia (z pewnymi
              wyjątkami)
              Wolnośc myślenia jest nieograniczona wiekiem choc na pewno z wiekiem rosnie
              krytycyzm.
              Z punktu widzenia prawa autorki do wyznawania takich a nie innych poglądów i
              wierzen nie mam prawa ingerować.
              Może sobie wierzyć w co chce i jak długo chce.
              Ja tylko głośno wyraziłem zdziwienie.
              Moja wypowiedz miała podobny charakter jak wypowiedz "jak ludzie mogą jeść
              szpinak?"

              > A jak to co piszesz ma sie do propagowanych przez ciebie ideałów równości i
              > wolności?
              > Bo mnie się wydaje, że jeśli ty śmiejesz się z czyichś dylematów religijnych
              > to tym samym naruszasz jego wolność....
              Możemy - hipotetycznie - przyjąć, że moja wypowiedź narusza czyjąś wolność.
              Byłoby to absurdalne założenie, ale powiedzmy że moja wypowiedz narusza czyjąś
              wolność w tym sensie że niby kogoś obraża.
              Otóż jeżeli takie załozenie przyjmiemy czyli (jako społeczeństwo) określiliśmy,
              że taka wypowiedź jest naruszeniem czyjejś wolności, to pozostaje jeszcze
              kwestia RÓWNOSCI.
              A ta miałaby polegać na tym, że podobne w tonie wypowiedzi (nie wulgarne
              przecież) ze strony wierzącego skierowane do ateisty również naruszają jego
              wolność.
              I co?
              Dochodzimy do absurdu, nie sądzisz?
              Żaden wierzący, który ma minimum wyobraźni nie zaakceptuje takiego podejscia bo
              skutkowałoby ono zakazem wygłaszania protekcjonalnych wypowiedzi nt. ateistów.
              Tak to zasada równości ludzi stanowi doskonałe zabazpieczenie przed forsowaniem
              absurdalnych praw.
              Choc lepiej byłoby użyc sformułowania "stanowiłaby" - gdyby była przstrzegana.
              • barbinator Re: Ślub kościelny 10.11.02, 20:30
                Gość portalu: Sebastian napisał(a):

                > (ciach!)
                > Możemy - hipotetycznie - przyjąć, że moja wypowiedź narusza czyjąś wolność.
                > Byłoby to absurdalne założenie, ale powiedzmy że moja wypowiedz narusza
                czyjąś
                > wolność w tym sensie że niby kogoś obraża.
                > Otóż jeżeli takie załozenie przyjmiemy czyli (jako społeczeństwo)
                określiliśmy,
                >
                > że taka wypowiedź jest naruszeniem czyjejś wolności, to pozostaje jeszcze
                > kwestia RÓWNOSCI.
                > A ta miałaby polegać na tym, że podobne w tonie wypowiedzi (nie wulgarne
                > przecież) ze strony wierzącego skierowane do ateisty również naruszają jego
                > wolność.

                No, ja własnie uważam, że niektóre wypowiedzi ze strony ludzi wierzących bywają
                obraźliwe w stosunku do mnie i często ostro na nie reaguję. Co z kolei sprawia,
                że jestem bardzo ostrożna z żarcikami na temat religijności innych, bo wiem że
                ludzie bywają na tym tle przesadnie wyczuleni. Jak widzisz zasadę równości
                realizuję konsekwentnie :)
                Dla jasności - nie uważam aby twoja wypowiedź była dla kogoś jakoś szczególnie
                obraźliwa, najwyżej nieco jątrząca.
                Pozdrawiam, B.



                --------------------------------------------
                Don't play stupid with me... I'm better at it.



    • Gość: BD Re: Ślub kościelny IP: 195.136.251.* 05.11.02, 12:41
      Witam,

      Gość portalu: hej napisał(a):

      > Ostatnio byłam na ślubie koleżanki i dowiedziałam się jednej fantastycznej
      > rzeczy. Ksiądz radził młodej parze jak mają ze sobą postępować. Mężczyzna
      > jest typem intelektualnym, więc kobieta swoją uczuciowością powinna
      > równoważyć jego racjonalne i zbyt chłodne podejście do życia. Bardzo
      > dokładnie to zapamiętałam. Nie wiem jak was , ale mnie pieprzenie takich
      > bzdur skutecznie odsuwa od instytucji kościoła

      Jakich bzdur???

      Ksiądz przekazywał najnowszą wiedzę psychologiczną i teoriodecyzyją.

      To, że kobiety są bardziej uczuciowe, jest faktem. Ich reakcje emocjonalne są
      silniejsze, co można zmierzyć - kobiety uzyskują np. średnio wyższy wskaźnik w
      psychometrycznej skali siły afektu AIM Larsena (Affect Intensity Measure).

      Racjonalność - cóż, historia tego terminu w socjologii, ekonomii i psychologii
      to historia mężczyzn - oni byli największymi specjalistami do tego, jak
      racjonalnie wybierać. Najwisk można by wyliczyć wiele, nie zrobię tego, bo ktoś
      się przyczepi, że sie wymądrzam. Kojarzę tylko trzy kobiety, które miały coś
      więcej do powiedzenia w kwestii racjonalności, ale to mało na tle kilkunastu
      znaczniejszych facetów.

      Natomiast to, co rzekł ów ksiądz - że emocje uzupełnią chłodny intelekt - to
      wyraz najmodniejszego trendu w naukach decyzyjnych w ostatnich latach,
      zwłaszcza w modelach adaptacyjnych, np. bounded rationality adaptive toolbox.

      Zamiast więc tropić ciemnogród, droga Hej, proponuję się trochę dokształcić.

      pozdrawiam,

      BD
      • uli Re: Ślub kościelny 05.11.02, 14:55
        no ale dlaczego obarczać meżczyznę chłodnym intelektem i racjonalnoscią?
        kobiety są tu w lepszej sytuacji. moga być i racjonalne, a gdy od czasu do
        czasu rozbeczą się, nawet publicznie, gdy przytula sie do przyjaciółki itd itp
        wszystko będzie w porzadku. nie ma presji na to, zeby nie okazywać uczuć, jesli
        jest się kobieta. mężczyźni czuja tą presję od dzieciństwa: "nie becz, nie bądź
        babą" "prawdziwy meżczyzna nigdy nie płacze" itd. i sam stres, ze chcesz np.
        płakać, a wzorzec społeczny jednoznacznie a) wyszydza takie zachowania b)
        męzczyzna który płacze musi mieć NAPRAWDĘ ogromne zmartwienie, ale częściej
        jednak punkt a)- to jest bardzo obciażające. stąd męzczyźni bardziej
        zestresowani, zawałowi...tak samo z kontaktami między mężczyznami-są sztywne
        role, tak mi się przynajmniej wydaje- możesz podać rękę, wymienić pozdrowienie,
        a gdy zechcesz rzucic się koledze na szyję- to juz podważona MĘSKOŚĆ,
        podejrzenie o 'zaburzoną' orientację. to dotyczy nawet zchowań seksualnych-
        jest łątwiej być lesbijka niz gejem- w polsce. męzczyxni mają o wiele mniej
        zachowań odpowiednich dla danej sytuacji do wyboru. mężczyźni maja nawet mniej
        ubrań do wyboru. no bo co- elegancki męzczyzna nosi garnitur. czasem sweter.
        czasem szorty. czasem płaszcz. gdy się trochę wychyli- już zaczyna być
        EKSTRAWAGANCKI. i granica tej ekstrawagancji lezy o wiele, wiele hektarów
        blizej niz granica ekstrawagancji kobiecej. kobiecość to w tej sytuacji wolność.
        • maciej.k1 kobiety w lepszej sytuacji???? ;-) 05.11.02, 15:35
          uli napisała:

          > kobiety są tu w lepszej sytuacji.
          >
          > . mężczyźni czuja tą presję od dzieciństwa:
          męzczyźni bardziej
          > zestresowani, zawałowi...tak samo z kontaktami między mężczyznami-są sztywne
          > role, tak mi się przynajmniej wydaje- możesz podać rękę, wymienić
          pozdrowienie,
          >
          > męzczyxni mają o wiele mniej
          > zachowań odpowiednich dla danej sytuacji do wyboru. mężczyźni maja nawet
          mniej
          > ubrań do wyboru.
          > kobiecość to w tej sytuacji wolność

          Co to za herezje??? ;-)
          Chcesz powiedzieć, że patrialchalne społeczeństwo uciska mężczyzn?!!! Mało
          tego - kobiety są w lepszej (!) sytuacji?
          Co na to forumowe feministki? Dlaczego jeszcze nie reagujecie?
          Pozdrawiam -
          • Gość: sagan Re: kobiety w lepszej sytuacji???? ;-) IP: *.desy.de 05.11.02, 15:47
            przeciez wg Twojej teorii, kazdy czlowiek postepuje wg
            swojej wolnej woli i w swoim najlepszym interesie, czyli
            dyskryminacja *jakakolwiek* nie ma prawa istniec...

            a poza tym, juz kilka razu byla tu zwracana uwaga, ze
            role, jakie spoleczenstwo narzuca i kobietom i
            mezczyznom, moga byc dla niektorych krzywdzace, nie
            podobac im sie. i na tym ludzie traca. zwlaszcza ostatnio
            robi sie glosno o mezczyznach, ktorzy nie moga *w
            spokoju* dac wyrazu swej uczuciowosci, poniewaz podlug
            stereotypu 'mezczyzna musi byc twardy'. a on twardy byc
            nie chce... i co?... no jest w pewien sposob
            dyskryminowany. albo postepuje w zgodzie ze soba - wtedy
            czesto dyskryminowane jest jego zachowanie, spotyka sie z
            ostracyzmem (w mniej lub bardziej ostrej formie), albo
            postepuje zgodnie z normami spolecznymi i wtedy... nie
            moze postepowac w zgodzie ze swoja wolna wola (boi sie
            ostracyzmu), czyli jest dyskryminowany.

            oczywiscie zawsze mozna powiedziec - zycie to nieustajace
            wybory. co nie zmienia faktu, ze cokolwiek wybierze,
            bedzie dyskryminowany przez tak a nie inaczej
            'uwarunkowane' spoleczenstwo.
            • pwrzes Re: kobiety w lepszej sytuacji???? ;-) 05.11.02, 16:46
              Gość portalu: sagan napisał(a):

              > a poza tym, juz kilka razu byla tu zwracana uwaga, ze
              > role, jakie spoleczenstwo narzuca i kobietom i
              > mezczyznom, moga byc dla niektorych krzywdzace, nie
              > podobac im sie. i na tym ludzie traca. zwlaszcza ostatnio
              > robi sie glosno o mezczyznach, ktorzy nie moga *w
              > spokoju* dac wyrazu swej uczuciowosci, poniewaz podlug
              > stereotypu 'mezczyzna musi byc twardy'. a on twardy byc
              > nie chce... i co?... no jest w pewien sposob
              > dyskryminowany. albo postepuje w zgodzie ze soba - wtedy
              > czesto dyskryminowane jest jego zachowanie, spotyka sie z
              > ostracyzmem (w mniej lub bardziej ostrej formie), albo
              > postepuje zgodnie z normami spolecznymi i wtedy... nie
              > moze postepowac w zgodzie ze swoja wolna wola (boi sie
              > ostracyzmu), czyli jest dyskryminowany.
              >
              Albo jest zwrot o 180 stopni ( juz niezaleznie od plci, ale zostane przy
              przykladzie meskim) Wystepuje presja srodowiska, ze nalezy byc uczuciowym a jak
              ktos jest 'twardzielem ( w sensie ze sie nie poddaje, nie zalamuje sie itp itd)
              to ze jest nie na czasie, cham i prostak :-)

              Mors
              • sagan2 Re: kobiety w lepszej sytuacji???? ;-) 05.11.02, 16:51
                pwrzes napisał:


                > Albo jest zwrot o 180 stopni ( juz niezaleznie od plci,
                > ale zostane przy przykladzie meskim) Wystepuje presja
                > srodowiska, ze nalezy byc uczuciowym a jak ktos jest
                > 'twardzielem ( w sensie ze sie nie poddaje, nie
                > zalamuje sie itp itd) to ze jest nie na czasie, cham i
                > prostak :-)

                gdzie sie spotkales z presja srodowiska, ze nalezy byc
                uczuciowym w wypadku mezczyzny? pytam powaznie, bo to dla
                mnie nowosc.

                poza tym zwroc uwage, ze bycie twardym zawodowo na ogol
                malo ma wspolengo z byciem chamem i prostakiem. chyba,
                zeby sie wykorzystywalo 'brudne' metody do osiagniecia
                sukcesu. ale to juz inna sprawa :)

                poza tym, wiem o co Ci chodzi.
                i wlasnie o 'pozbycie sie' takich presji chyba chodzi,
                prawda?
                • Gość: Mors Re: kobiety w lepszej sytuacji???? ;-) IP: *.acn.waw.pl 05.11.02, 22:15
                  O to mi wlasnie chodzi :-) A co do tego gdzie sie z tym spotkalem, to moze
                  jeszcze do nas nie dotarlo ale podrozujac pare razy sie spotkalem z tym :-)

                  Mors
                  • sagan2 Re: kobiety w lepszej sytuacji???? ;-) 06.11.02, 08:27
                    a mozesz podac szczegily, z czym sie spotkales? to
                    naprawde ciekawe :)
          • Gość: zula Re: kobiety w lepszej sytuacji???? ;-) IP: *.leased-02.binet.pl 05.11.02, 16:19
            uli to ja zula, zapomniałam wylogować się ze skrzynki...

            maćko, odpisałam ci, kuknij:
            www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=212&w=3463018&a=3529154
            • Gość: soso odstreczanie od kosciola (Kosciola) IP: 195.41.66.* 05.11.02, 17:38
              Ostatnio bylem na slubie. Ksiadz zyczyl mlodej parze udanego i dlugiego
              pozycia. Potem zdawalo mi sie, ze spoglada na kuse sukienki niektorych 'pan tu
              obecnych'. Jakby jeszcze popieprzyl arbuza zamiast pomidora to juz na amen
              odstreczyl by mnie od kosciola (Kosciola) - tak go nogi rozpraszaja, ze.... Na
              szczescie, nie zostal zaproszony na wesele. Uff...
              Na innym weselu dzieci dostaly do picia 'wino' - byla to nalewka na soku
              malinowym rozcienczona woda do umiarkowanego procentu. Ksiadz bawil sie
              swietnie z dziecmi popijajac 'wino' malinowe. Okolo polnocy wrzucono go na
              kupke innych gosci, ktora to kupka dla pewnosci narastala w kurniku -
              rozrabianie malo szkodliwe i ile skobelek wytrzyma! Wytrzymal.
              Na szkoleniu przedmalzenskim inny ksiadz, starszy juz wiekiem przypominal o
              tym, ze siedzi w nas i diabel. Tak w kobiecie jak i w mezczyznie z tym, ze
              mezczyzni powinni strzec sie pokus tego diabla w kobietach siedzacego. O
              odwrotnej stronie medalu nie wspomniano. Prawdopodobnie ksiadz nie czytal Kingi.
              Kobieta-pastor na slubie ucalowala najpierw pana mlodego a potem panne mloda -
              tfu!
              Gdyby nie perspektywa wlasnego pogrzebu to te 4 wesela odstreczyly by mnie od
              kosciola (Kosciola) na dobre.

              pzdrw



              soso

            • Gość: soso odstreczanie od kosciola (Kosciola) IP: 195.41.66.* 05.11.02, 17:39
              Ostatnio bylem na slubie. Ksiadz zyczyl mlodej parze udanego i dlugiego
              pozycia. Potem zdawalo mi sie, ze spoglada na kuse sukienki niektorych 'pan tu
              obecnych'. Jakby jeszcze popieprzyl arbuza zamiast pomidora to juz na amen
              odstreczyl by mnie od kosciola (Kosciola) - tak go nogi rozpraszaja, ze.... Na
              szczescie, nie zostal zaproszony na wesele. Uff...
              Na innym weselu dzieci dostaly do picia 'wino' - byla to nalewka na soku
              malinowym rozcienczona woda do umiarkowanego procentu. Ksiadz bawil sie
              swietnie z dziecmi popijajac 'wino' malinowe. Okolo polnocy wrzucono go na
              kupke innych gosci, ktora to kupka dla pewnosci narastala w kurniku -
              rozrabianie malo szkodliwe i ile skobelek wytrzyma! Wytrzymal.
              Na szkoleniu przedmalzenskim inny ksiadz, starszy juz wiekiem przypominal o
              tym, ze siedzi w nas i diabel. Tak w kobiecie jak i w mezczyznie z tym, ze
              mezczyzni powinni strzec sie pokus tego diabla w kobietach siedzacego. O
              odwrotnej stronie medalu nie wspomniano. Prawdopodobnie ksiadz nie czytal Kingi.
              Kobieta-pastor na slubie ucalowala najpierw pana mlodego a potem panne mloda -
              tfu!
              Gdyby nie perspektywa wlasnego pogrzebu to te 4 wesela odstreczyly by mnie od
              kosciola (Kosciola) na dobre.

              pzdrw



              soso

              • Gość: tad do uli i zuli IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 05.11.02, 18:45
                1. Jak to jest - czy społeczeństwo narzuca kobietom strój i zniewala ich w ten
                sposób, czy też ta akurat sfera jest obszarem kobiecej wolności?
                2. czy miałyby Panie coś przeciw temu, by ich narzeczeni/mężowie - nosili pod
                ubraniem wierzchnim damską bieliznę?
                • Gość: zula Re: do uli i zuli IP: *.leased-02.binet.pl 05.11.02, 22:47
                  > 1. Jak to jest - czy społeczeństwo narzuca kobietom strój i zniewala ich w
                  ten sposób, czy też ta akurat sfera jest obszarem kobiecej wolności?

                  oba. bardzo słuszna uwaga, tad. strój daje wolność-jeśli masz fantazję, no i
                  pieniadze. zniewala, jezeli staje się priorytetem.

                  > 2. czy miałyby Panie coś przeciw temu, by ich narzeczeni/mężowie - nosili pod
                  > ubraniem wierzchnim damską bieliznę?

                  te panie to ja tak? możesz zwracać sie do mnie w liczbie pojedynczej. będzie
                  jaśniej.

                  nie, jezeli ta bielizna nalezałaby do mnie. jeżeli o mnie chodzi, to wolałabym,
                  żeby nie nosił mąz mój bielizny damskiej. jeżeli potrzebne by mu to było do
                  szczęscia- nie smiałabym protestować. przecież bielizna damska- w odróżnieniu
                  od np. papierosów- nie zabija. (skad z resztą masz to wiedzieć, sam pewnie się
                  nie przebirałeś:-) mówię więc- nie zabija)
                • sagan2 Re: do uli i zuli 06.11.02, 08:31
                  Gość portalu: tad napisał(a):


                  > 2. czy miałyby Panie coś przeciw temu, by ich
                  > narzeczeni/mężowie - nosili pod ubraniem wierzchnim
                  > damską bieliznę?

                  jesli bylby to tylko wyraz ich 'ulanskiej fantazji', a
                  nie klopotow z tozsamoscia, orientacja czy zdrowiem
                  psychicznym, to nie mialabym nic przeciwko.

                  chce dodatkowo zaznaczyc, ze powyzsze klopoty znaczylyby
                  po prostu, ze albo mezczyzna nie dla mnie (klopoty z
                  orientacja seksualna) albo trzeba mu pomoc, bo noszenie
                  damskich fatalaszkow jest spowodowane czyms powaznym.
                  • maciej.k1 to dyskryminacja!!! ;-) 06.11.02, 11:52
                    sagan2 napisała:

                    > chce dodatkowo zaznaczyc, ze powyzsze klopoty znaczylyby
                    > po prostu, ze albo mezczyzna nie dla mnie (klopoty z
                    > orientacja seksualna) albo trzeba mu pomoc, bo noszenie
                    > damskich fatalaszkow jest spowodowane czyms powaznym.


                    Z jednej strony chcecie, by płeć nie dyskryminowała roli społecznej, a Waszym
                    ideałem jest społeczeństwo androgyniczne (bezpłciowe). Kinga Dunin postuluje
                    nawet, by mężczyźni wyhodowali sobie piersi do karmienia, łykając prolaktynę.
                    Z drugiej strony uważacie, że mężczyzna z damskich ciuchach to nie dla Was...
                    A w czym miałby chować piersi, jak nie w biustonoszu? :-)

                    Efekt jest taki, że mężczyzna, który spełniłby wszystkie życzenia feministek i
                    stałby się taki, jakim pragną go widzieć, byłby odrzucony przez wszystkie
                    kobiety, także feministki... :-(

                    Uważaj więc Soso ze spełnianiem oczekiwań swojej żony, bo zostaniesz na lodzie,
                    w dodatku z piersiami do pasa... ;-(
                    Pozdrawiam -
                    • sagan2 Re: to dyskryminacja!!! ;-) 06.11.02, 11:59
                      maciej.k1 napisał:

                      > sagan2 napisała:
                      >
                      > > chce dodatkowo zaznaczyc, ze powyzsze klopoty
                      > > znaczylyby po prostu, ze albo mezczyzna nie dla mnie
                      > > (klopoty z orientacja seksualna) albo trzeba mu
                      > > pomoc, bo noszenie damskich fatalaszkow jest
                      > > spowodowane czyms powaznym.
                      >
                      >

                      > Z drugiej strony uważacie, że mężczyzna z damskich
                      > ciuchach to nie dla Was...

                      kurcze, Maciej, albo pokaz mi w moim poscie, gdzie
                      napisalam, ze noszenie damskich fatalaszkow sprawia, ze
                      mezczyzna jest nie dla mnie, albo, jak kiedys pisal
                      Sebastaian albo Mors, ODSZCZEKAJ!!
                      naprawde zaczynam przypuszczac, ze masz trudnosci ze
                      zrozumieniem prostego tekstu :(

                      napisalam wyraznie (co wyciales - bardzo wygodne), ze nie
                      przeszkadzaloby mi to wcale, gdyby nie bylo wynikiem albo
                      klopotow - wtedy trzeba pomoc, chetnie pomoge komus, kogo
                      kocham, aby potem zyc dlugo i szczesliwie.
                      inna spraw bylyby klopoty z orientacja, dodam dla
                      jasnosci, *seksulana*. przykro mi, nie sypiam z gejami.
                      wiem, dyskryminuje ich totalnie, pokajam sie szczerze,
                      jesli Ty Macieju, jak przyklad patryjarchalnego mezczyzny
                      zapewnisz mnie, iz TY sypiasz z gejami...


                      naprawde jestem zniesmaczona :(
                      • maciej.k1 Re: to dyskryminacja!!! ;-) 06.11.02, 12:03
                        sagan2 napisała:

                        > przykro mi, nie sypiam z gejami.
                        > wiem, dyskryminuje ich totalnie, pokajam sie szczerze,
                        > jesli Ty Macieju, jak przyklad patryjarchalnego mezczyzny
                        > zapewnisz mnie, iz TY sypiasz z gejami...

                        Ja jestem szowinista i oczywiście dyskryminuję gejów, w dodatku bez poczucia
                        winy. :-)
                        Pozdrawiam -
                        • sagan2 Re: to dyskryminacja!!! ;-) 06.11.02, 14:18
                          jeszcze raz grzecznie prosze. albo mi pokaz, ze
                          napisalam, to co zasugerowales, albo zwyczajnie przyznaj
                          sie do bledu. o przeprosinach nawet ie wspominam
                      • Gość: tad PARAFIAŃSZCZYZNA! IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 06.11.02, 19:03

                        Jestem zdumiony, jak cieńki jest pokost nowoczesności pokrywający osoby
                        zdawałoby się zupełnie nowoczesne. Pod tą skorupką ukrywa się stara znajoma -
                        pani Dulska. Wystarczy troszkę podrapać i oto:

                        >
                        > > sagan2 napisała:
                        > >
                        > > > chce dodatkowo zaznaczyc, ze powyzsze klopoty
                        > > > znaczylyby po prostu, ze albo mezczyzna nie dla mnie
                        > > > (klopoty z orientacja seksualna) albo trzeba mu
                        > > > pomoc, bo noszenie damskich fatalaszkow jest
                        > > > spowodowane czyms powaznym.

                        Czyż nie wiesz Sagan, ze feministki (i nie tylko) już dawno dowiodły,
                        że "kłopoty z orientacją", "coś poważnego" (w kontekście o jakim
                        mówimy), "szaleństwo", "nienormalność" podobie jak "męskość" i "kobiecość" to
                        tylko kulturowe konstrukty? W społeczeństwie poliandroginicznym do jakiego dąży
                        część feministek (np. Zula jest jego wielką zwolenniczką)coś takiego
                        jak "kłopoty" z rodzaju tych o jakich tu mowa, będzie niemożliwe! Owe "kłopoty"
                        to tylko wynik represyjnych norm jakie ludziom narzuca patriarchalne
                        społeczeństwo. Tak naprawdę do nie Twój mąż miałby kłopoty. To represyjne
                        społeczeństwo miałoby kłopot z nim! Chciałoby go więc wykluczyć jako "innego",
                        a Ty - zamiast stanąć po jego stronie - traktowałabyś go jako "winnego"? Co za
                        zacofanie! Wstyd! Przed Tobą jeszcze daleka droga, by wyzwolić umysł z
                        patriarchalnych ograniczeń.

                        > napisalam wyraznie (co wyciales - bardzo wygodne), ze nie
                        > przeszkadzaloby mi to wcale, gdyby nie bylo wynikiem albo
                        > klopotow -

                        Jak powiedziałem - z feministycznego punktu widzenia dla niego nie byłby to
                        ŻADEN kłopot. Kłopot sprawia tu tylko represyjność społeczeństwa. Rozumiem,
                        więc, że - po wyjaśnieniach jakie przedstawiłem - mógłby sobie nosić koronkowe
                        majteczki, i nie miałabyś NIC przeciw temu?

                        > inna spraw bylyby klopoty z orientacja, dodam dla
                        > jasnosci, *seksulana*. przykro mi, nie sypiam z gejami.
                        > wiem, dyskryminuje ich totalnie.

                        Ściśle rzecz biorąc w języku patriarchalnych opresorów noszenie damskiej
                        bielizny, to wyraz nie homoseksualizmu, ale albo fetyszyzmu, albo
                        transseksualizmu. To drugie można by od biedy nazwać (w języku opresorów
                        oczywiście) "kłopotami z orientacją", ale to pierwsze - nie. Tak więc - jak
                        sądzę - mąż "fetyszysta" nie przeszkadzał by Ci wcale, była by to taka ot -
                        "ułańska fantazja".

                        PS
                        Odpowiedzi na to co tu powypisywałem wcale nie oczekuję (choć są tam zdania
                        pytające). Dyskusja jest "na krawędzi" dobrego smaku - co najmniej, za co
                        przepraszam, ale pokazuje za to, jak bardzo jesteś z "tego" świata - i dlatego
                        ma pewną wartość.
                        • Gość: zula Re: PARAFIAŃSZCZYZNA! IP: *.leased-02.binet.pl 06.11.02, 20:26
                          to w sumie sprawa sagan, co jej odpowiada a co nie. tobie prawdopodobnie też
                          odpowiada jakiś typ kobiety. i upodobania nie są dulszczyzną tylko
                          róznorodnością właśnie. może istnieją kobiety, które kochaja właśnie facetów w
                          damskiej bieliźnie. zauważ, że dla ciebie egzotyką jest feminizm, a przecież
                          wiekszość bywalców/bywalczyń tego forum identyfikujacych się w jakis sposób z
                          ideami feminizmu:
                          a) jest w związku, w moim przypadku udanym, w wypadku soso też udanym, w innych
                          przypadkach nie wiem. studenci gender też w większości są żonaci/zamęzni. wiem,
                          ze to nie jest wyznacznik wartości człowieka, ale mimo wszystko żeby z kimś się
                          związać, trzeba być akceptowanym. nie wszystko jest od linijki...
                          b) posiada pzryjaciół i radzi sobie (osławiony "dobrostan psychiczny":-)
                        • sagan2 Re: PARAFIAŃSZCZYZNA! 07.11.02, 09:22
                          czy dobrze rozumiem, ze chcesz mnie przekonac, iz choroba
                          psychiczna nie jest choroba, ze nie jest niebezpieczna i
                          ze w ogole nie ma problemu i tych ludzi nie nalezy
                          leczyc, tylko zostawic samopas? poprosze o jakis cytat
                          feministyczny, ktory tak twierdzi.

                          poza tym wiem, czym rozni sie homoseksualizm od
                          fetyszyzmu i transseksualizmu. i nadal bede sie upierac,
                          ze istnieja geje, ktorzy nosza damskie fatalaszki i ze
                          ich noszenie *moze* byc spowodowane inna orientacja, a
                          nie fetyszyzmem czy transseksualizmem.
                          i, tak, maz fetyszysta by mi nie przeszkaszal, o ile
                          wiedzialabym o tym i o ile nie podkradal by mi podstepnie
                          koronek...

                          PS. Zula, mozesz mnie tez doliczyc do 'szczesliwych
                          zwiazkow'
                          • Gość: tad Re: PARAFIAŃSZCZYZNA! IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 08.11.02, 09:47
                            sagan2 napisała:

                            > czy dobrze rozumiem, ze chcesz mnie przekonac, iz choroba
                            > psychiczna nie jest choroba, ze nie jest niebezpieczna i
                            > ze w ogole nie ma problemu i tych ludzi nie nalezy
                            > leczyc, tylko zostawic samopas? poprosze o jakis cytat
                            > feministyczny, ktory tak twierdzi.

                            To nie ja chcę Cię przekonać. To feministki, twierdzą, że zaburzenia o jakich
                            tu mówimy są konstruktami kulturowymi, i dlatego należy naszą kulturę zmienić.
                            Cyt:
                            "Dekonstrukcja płci.
                            Wszystkie przytaczane tu teorie psychologiczne i psychiatryczne na temat
                            męskości i kobiecości na różne, właściwe sobie sposoby patologizują odchylenia
                            dotyczące rodzaju, uznając za "normalne" jedynie takie dostosowanie się do
                            wymogów kultury, w którym płeć odpowiada rodzajowi psychiki. Teorie na temat
                            oceniania męskości i kobiecości, nie tylko przedstawiają rodzaj jako
                            dwubiegunowy, ale również piętnują wszystkich, którzy odbiegają od normy
                            męskości lub kobiecości, twierdząć, że to z pośród nich przedewszystkim wywodzą
                            się homoseksualiści. Teorie na temat zaburzeń tożsamości rodzajowej wyraźnie
                            patologizują dzieci i dorosłych, którzy nie osiągają wymaganej przez kulturę
                            zgodności płci ciała z rodzajem psychiki. Natomiast teorie na temat rozwoju
                            seksualnego "normalnych" dzieci traktują wczesnodziecięce tradycyjne
                            postrzeganie rodzaju, jako nieuniknioną konsekwencję interakcji pomiędzy
                            naturalnym spostrzeganiem dychotomii męskie-kobiece i naturalnym procesem
                            poznawczym dziecka, znajdującego się w przedoperacyjnym stadium rozwoju. (tu
                            się wtrącę - rozważ ostatnie zdanie. Autorka sugeruje, że to "tradycyjne
                            wczesnodziecięce postrzeganie" jest normalne tylko w teorii, dlatego używa
                            terminu "tradycyjne" - przyp. tad). Praktyka uprzywilejowywania konformizmu
                            rodzajowego i patologizacji nonkorformizmu rodzajowego kwitła w psychologii aż
                            do wczesnych lat 70tych, kiedy to feminizm na dobre ugruntował swoją pozycję
                            zarówno w psychologii jak i kulturze. Mniej więcej w tym samym czasie(...)
                            wiele feministek-psychologów -łącznie ze mną- zaczęło kwestionować
                            problematyczne założenia na temat męskości i kobiecości. Niektóre ze
                            sformułowanych przez nie wniosków są jak kamienie milowe na polu wzrastającej z
                            każdym dniem krytyki tych założeń" (Sandra Lipsitz Bem, Męskość-kobiecość,
                            1993). Dodam, że autorka przeprowadziła eksperyment wychowawczy na własnych
                            dzieciach, wychowując je na "androgynów". Nie znam wyniku.

                            > poza tym wiem, czym rozni sie homoseksualizm od
                            > fetyszyzmu i transseksualizmu. i nadal bede sie upierac,
                            > ze istnieja geje, ktorzy nosza damskie fatalaszki i ze
                            > ich noszenie *moze* byc spowodowane inna orientacja, a
                            > nie fetyszyzmem czy transseksualizmem.

                            A nichże sobie noszą, mniejsza z tym. Niemniej pozostaje faktem, że pisząc "nie
                            sypiam z gejami" (czy może raczej, sugerując :"sypiam z mężczyznami
                            heteroseksualnymi") obnażyłaś swoje zacofanie (w oczach feministek). Nie znasz
                            swojej prawdziwej natury! Dałaś się oszukać "systemowi"! Z drugiej strony -nic
                            dziwnego, skoro, cyt: "Heteroseksualizm jako system polityczny funkcjonuje
                            bardziej sprawnie, niż takie systemy ucisku, jak aparthaid, czy kapitalizm. To
                            do czego w normach heteroseksualizmu przyzwyczailiśmy się jako w naszym
                            mniemaniu źródła naszej rozkoszy i szczęscia, miłości i seksu, okazuje się w
                            ostateczności zharmonizowane z wymaganiami trwałości naszego ucisku. W
                            rezultacie świat wolności, jaki otwiera się poza kręgiem heteroseksualności
                            pozostaje zakryty przed naszym wzrokiem, gdyż wymaga to od nas jakoby
                            porzucenia "miłości" i "seksu". (S. Jeffreys, Anticlimax, a feminist
                            perspective on the sexual revolution, 1990).
                            I co Ty na to? Czy już nie czas, byś porzuciła te wszystkie patriarchalne
                            himery?

                            > i, tak, maz fetyszysta by mi nie przeszkaszal, o ile
                            > wiedzialabym o tym i o ile nie podkradal by mi podstepnie
                            > koronek...

                            Mam wrażenie, że statystycznej kobiecie coś takiego by BARDZO przeszkadzało,
                            byłaby to rzecz, z którą mogłyby się ostatecznie POGODZIĆ, ale tylko z trudem
                            mogłaby uznać fetyszyzm męża za "ułańską fantazję". Feministki są po prostu-
                            nazwijmy to - oryginalne -i z tego też powodu, feminizm nie ma wielkich szans,
                            by stać się powszechnym wyznaniem (wiem, nie deklarujesz się jako feministka,
                            ale z tego, co piszesz wynika, że nie robisz tego tylko dlatego, że nie czujesz
                            się "godna" tego miana).


                            • Gość: zula kapłan tad IP: *.leased-02.binet.pl 08.11.02, 11:22
                              > A nichże sobie noszą, mniejsza z tym. Niemniej pozostaje faktem, że
                              pisząc "nie sypiam z gejami" (czy może raczej, sugerując :"sypiam z mężczyznami
                              > heteroseksualnymi") obnażyłaś swoje zacofanie (w oczach feministek).

                              w moich oczach ty się cofasz coraz bardziej. co za sylogizmy!

                              Feministki są po prostu-
                              > nazwijmy to - oryginalne -i z tego też powodu, feminizm nie ma wielkich
                              szans, by stać się powszechnym wyznaniem

                              w moim mniemaniu zawsze lepiej być elitarnym niż masowym.

                              (wiem, nie deklarujesz się jako feministka, ale z tego, co piszesz wynika, że
                              nie robisz tego tylko dlatego, że nie czujesz się "godna" tego miana).

                              ty za to czujesz się godzien wszystkiego, co sobie umyślisz, np. sam mianowałeś
                              się specjalistą i badaczem feminizmu. czy przeprowadziłes jakies jednolite
                              badanie naukowe, ankietę, wywiad, cokolwiek co dałoby się zmierzyć w wiarygodny
                              sposób? jaka jest bibliografia? konsultujesz to z jakimiś specjalistami? jaka
                              tezę chcesz udowodnić? czy piszesz już pierwszy rozdział, czy te rozdziały to
                              są kolejne twoje posty na forum? maciej wyszedł przynajmnmiej z magicznego
                              kręgu forumowiczów ze swoją 'misją'. ty tymczasem badasz forumowiczów-
                              feministów i to im aplikujesz swoje badania, którymi oni (my) już rzygamy!
                              badaj sobie, pytaj ile chcesz, ale nie każ nam jeszcze czytać wszystkich swoich
                              pomysłów na temat tego co twój mózg przetworzył z naszych pogladów, bo to
                              upiorny, zdeformowany melanż! przedstaw wyniki na jakimś innym forum.
                              • Gość: tad feminizmologia -zarys metodologii IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 08.11.02, 15:09
                                Gość portalu: zula napisał(a):

                                > w moich oczach ty się cofasz coraz bardziej. co za sylogizmy!

                                A skąd zacząłem się cofać i dokąd zmierzam?

                                > w moim mniemaniu zawsze lepiej być elitarnym niż masowym.

                                Zawsze? Chmm... Zgadnij kto to napisał: "Feminizm NIE JEST elitarny i to jest
                                jego NAJWIĘKSZA zaleta". (podkreślenia - tad). Zgadza się - autorką tej
                                sentencji jesteś Ty (post: "world in my eyes" w wątku "girls just wanna have
                                fun). Albo więc umiłowanie elitaryzmu, jest u Ciebie dość świerzej daty, albo w
                                swojej głowie łączysz w zadziwiający sposób sprzeczności.

                                > ty za to czujesz się godzien wszystkiego, co sobie umyślisz, np. sam
                                >mianowałeś się specjalistą i badaczem feminizmu.

                                Jestem przedstawicielem feminizmologii. Spróbuję Ci wyjaśnić czym jest
                                feminizmologia. Jak pisałaś wierzysz, że męskośc i kobiecość to konstrukty
                                kulturowe. Ludzie po prostu przebierają się za mężczyzn i kobiety.
                                Feminizjologia zajmuje się badaniem osób (i tworzonych przez nie artefaktów
                                kulturowych) przebierających się za feministki, mówiąc inaczej - jest nauką
                                badającą konstrukt kulturowy zwany "feminizmem", we wszystkich jego aspektach.
                                Siłą rzeczy jest więc nauką interdyscyplinarną, łączącą mn. psychologię,
                                psychiatrię, socjologię, teorię sztuki, teorię nauki i inne, wykracza zresztą
                                poza obszar nauk społecznych spełniając tym samym postulowaną coraz częsciej
                                potrzebię konsiliencji nauki (patrz - Edward Wilson, Konsiliencja). Zaznaczam,
                                że pytanie feminizmologa czemu zajmuje się feminizmem, ma taki sam sens, jak
                                pytanie etymologa czemu zajmuje się owadami - bo uważa to za ciekawe.

                                >czy przeprowadziłes jakies jednolite badanie naukowe, ankietę, wywiad,
                                >cokolwiek co dałoby się zmierzyć w >wiarygodny sposób? jaka jest bibliografia?
                                >konsultujesz to z jakimiś specjalistami? jaka tezę chcesz udowodnić?

                                Obawiam się Zulo, że mocno jeszcze tkwisz w okowach "systemu". Obiektywny,
                                niezaangażowany badacz to mit (nie muszę dodawać, że oświeceniowy paradygmat
                                nauki i kult "obiektywizmu", stworzyli - aż wstyd powiedzieć - biali mężczyźni)
                                Feminizmolodzy przyjęli i dostosowali do swoich potrzeb (jestem tu - nie
                                chwaląc się - pionierem) metodologię wypracowaną (głównie) przez feministki
                                (jest to pewne uproszczenie, ale - nie tak znowu wielkie). Było to działanie
                                celowe - nie próbowano dotąd chyba badać jakiegoś zjawiska posługując się przy
                                tym metodologią wypracowaną przez sam przedmiot badania. Implikacji tego faktu
                                nie będę tu przedstawiał - zajęło by to zbyt wiele miejsca. Przedstawię, tylko
                                krótko feministyczne postulaty dotyczące nauki, które feminizmologia stara się
                                wypełniać. Nauka taka "...nie będzie tworzyć sztucznych podziałów pomiędzy
                                wytwarzaniem i stosowaniem wiedzy naukowej, między myślą a uczuciem, między
                                podmiotem a przedmiotem, między specjalistą a niespecjalistą. Nie będzie
                                opierać się na odseparowaniu od siebie subiektywności i obiektywności, będzie
                                raczej dążyć do zintegrowania wszystkich aspektów ludzkiego doświadczenia w
                                naszym rozumieniu naturalnego świata" (E. Fee, Womens nature and scientific
                                objectivity"). Myślę, że nie trzeba wyjaśniać niczego więcej.

                                >czy piszesz już pierwszy rozdział, czy te rozdziały to są kolejne twoje posty
                                na forum?

                                Z moją/naszą publikacją cały czas masz do czynienia. Sposób publikacji
                                dostosowany jest do założeń metodologicznych feminizmologii. Zatarta została
                                granica pomiędzy badaniem, a opisującą owo badanie publikacją. Nie ma tu
                                sztywnego podziału na autora i czytelników (czytelnicy są współautorami i
                                odwrotnie), badanego i badanych, z trudem dałoby się ustalić początek, końca
                                nie da się przewidzieć wcale, jest to więc publikacja interaktywna i-zważywszy
                                na możliwości internetu - teoretycznie multimedialna. Tworzenie publikacji jest
                                tu niekończącym się procesem, a nie jak dotychczas sekwencją ograniczonych w
                                czasie stereotypowych posunięć. Trudno mówić o wydawcy (od biedy można za
                                takowego uznać "Agorę", ale ona udostępnia tylko nośnik, i nie wie
                                co "wydaje"), nakład - teoretycznie - jest taki, ile jest "wejść" do internetu.

                                >ty tymczasem badasz forumowiczów-feministów i to im aplikujesz swoje badania,
                                >którymi oni (my) już rzygamy! badaj sobie, pytaj ile chcesz, ale nie każ nam
                                >jeszcze czytać wszystkich swoich.

                                Nie mam ani ochoty ani możliwości KAZAĆ komukolwiek czytać cokolwiek.

                                > pomysłów na temat tego co twój mózg przetworzył z naszych pogladów, bo to
                                > upiorny, zdeformowany melanż! przedstaw wyniki na jakimś innym forum.

                                i nie tęskiniałbyś za mną Zulo?


                                PS.
                                Na pytanie na ile poważnie trzeba traktowac to co napisałem - odpowiedz sobie
                                sama.
                                • Gość: zula Re: feminizmologia -zarys metodologii IP: *.leased-02.binet.pl 10.11.02, 12:08
                                  > > w moim mniemaniu zawsze lepiej być elitarnym niż masowym.
                                  >
                                  > Zawsze? Chmm... Zgadnij kto to napisał: "Feminizm NIE JEST elitarny i to
                                  jest
                                  > jego NAJWIĘKSZA zaleta". Albo więc umiłowanie elitaryzmu, jest u Ciebie dość
                                  świerzej daty, albo w swojej głowie łączysz w zadziwiający sposób sprzeczności.

                                  1) nigdy nie powiedziałam: feminizm to ja:-)
                                  2) to, że feminizm jest masowy, nie znaczy, że ja taka jestem. prócz feminizmu
                                  istnieję jeszcze na kilku płaszczyznach.

                                  > Jestem przedstawicielem feminizmologii.
                                  :-)rozumiem:-)

                                  Jak pisałaś wierzysz, że męskośc i kobiecość to konstrukty
                                  > kulturowe.

                                  między innymi tad, miedzy innymi.

                                  > przebierających się za feministki,

                                  a jak nalezy się przebrać, zeby wygladać na feministkę? dodam, że nie zamierzam
                                  ściać włosów, zrezygnować z moich 'szałowych ciuchów'(żart) i załozyć okularów
                                  denek (popsułyby mi wzrok). czy brak zewnętrznych atrybutów dyskryminuje mój
                                  feminizm? a moze ukrywam się jak szpieg z krainy deszczowców wśród normalnych
                                  kobiet i czyham na właściwy moment by zaatakować:-)?

                                  > Obawiam się Zulo, że mocno jeszcze tkwisz w okowach "systemu".

                                  tez tak myslę. ale nie jest najgorzej. nie robię makijażu przed wyjsciem z psem
                                  na spacer, a kiedys robiłam. teraz tylko pudruję nosek:)

                                  > Feminizmolodzy przyjęli i dostosowali do swoich potrzeb (jestem tu - nie
                                  > chwaląc się - pionierem)

                                  nie, musze cię zmartwić, we włoszech jest jakieś stowarzyszenie tradycyjnych
                                  mezzyzn poszkodowanych przez sfeminizowane rodziny.

                                  > i nie tęskiniałbyś za mną Zulo?

                                  :-) przekonajmy się(?)

                                  > Na pytanie na ile poważnie trzeba traktowac to co napisałem - odpowiedz sobie
                                  > sama.

                                  ale przecież o to nie pytałam.
                                  • Gość: tad Re: feminizmologia -zarys metodologii IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 11.11.02, 14:12
                                    Gość portalu: zula napisał(a):


                                    > 1) nigdy nie powiedziałam: feminizm to ja:-)

                                    Więc uważasz, że zawsze być lepiej elitarnym niż masowym, a jednocześnie
                                    uważasz, że największą zaletą feminizmu jest egalitaryzm. Niech i tak będzie.


                                    > 2) to, że feminizm jest masowy, nie znaczy, że ja taka jestem. prócz
                                    feminizmu

                                    Feminizm nie jest masowy - jeśli przez "masowość" rozumiemy ilość
                                    identyfikujących się z nim osób. Tak rozumiana "masowość" i "egalitarność" to 2
                                    różne rzeczy. Może istnieć ruch złozony z 4 członków mający egalitarny program.

                                    > istnieję jeszcze na kilku płaszczyznach.

                                    Mam nadzieję
                                    Jak pisałaś wierzysz, że męskośc i kobiecość to konstrukty
                                    > > kulturowe.
                                    >
                                    > między innymi tad, miedzy innymi.

                                    A czym jeszcze są?



                                    > a jak nalezy się przebrać, zeby wygladać na feministkę? dodam, że nie
                                    zamierzam ściać włosów, zrezygnować z moich 'szałowych ciuchów'(żart) i załozyć
                                    okularów denek (popsułyby mi wzrok). czy brak zewnętrznych atrybutów
                                    dyskryminuje mójfeminizm? a moze ukrywam się jak szpieg z krainy deszczowców
                                    wśród normalnych kobiet i czyham na właściwy moment by zaatakować:-)?


                                    "przebieranie się za feministki" - nalezy to odczytać bardziej metaforycznie.


                                    > > Obawiam się Zulo, że mocno jeszcze tkwisz w okowach "systemu".

                                    > tez tak myslę. ale nie jest najgorzej. nie robię makijażu przed wyjsciem z
                                    >psemna spacer, a kiedys robiłam. teraz tylko pudruję nosek:)

                                    I uważasz, że ten makijaż był wynikiem nacisku systemu, a nie Twojej własnej
                                    kobiecej próżności?


                                    > > Feminizmolodzy przyjęli i dostosowali do swoich potrzeb (jestem tu - nie
                                    > > chwaląc się - pionierem)
                                    >
                                    > nie, musze cię zmartwić, we włoszech jest jakieś stowarzyszenie tradycyjnych
                                    > mezzyzn poszkodowanych przez sfeminizowane rodziny.

                                    Zdaje się, że nie zrozumiałaś co napisałem.

                                    >
                                    > > i nie tęskiniałbyś za mną Zulo?
                                    >
                                    > :-) przekonajmy się(?)

                                    Nie muszę się przekonywać. Wiem, że bardzo by Ci mnie brakowało na tym forum.

                            • sagan2 Re: PARAFIAŃSZCZYZNA! 12.11.02, 12:16
                              Gość portalu: tad napisał(a):


                              > > i, tak, maz fetyszysta by mi nie przeszkaszal, o ile
                              > > wiedzialabym o tym i o ile nie podkradal by mi
                              > > podstepnie koronek...
                              >
                              > Mam wrażenie, że statystycznej kobiecie coś takiego by
                              > BARDZO przeszkadzało, byłaby to rzecz, z którą mogłyby
                              > się ostatecznie POGODZIĆ, ale tylko z trudem mogłaby
                              > uznać fetyszyzm męża za "ułańską fantazję". Feministki
                              > są po prostu- nazwijmy to - oryginalne -i z tego też
                              > powodu, feminizm nie ma wielkich szans, by stać się
                              > powszechnym wyznaniem

                              a nie przyszlo Ci do glowy, ze moje zdanie wynika z
                              TOLERANCJI, a nie z feminizmu???
                              • Gość: tad Re: PARAFIAŃSZCZYZNA! IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 12.11.02, 22:11
                                sagan2 napisała:

                                > Gość portalu: tad napisał(a):
                                >
                                >
                                > > > i, tak, maz fetyszysta by mi nie przeszkaszal, o ile
                                > > > wiedzialabym o tym i o ile nie podkradal by mi
                                > > > podstepnie koronek...
                                > >
                                > > Mam wrażenie, że statystycznej kobiecie coś takiego by
                                > > BARDZO przeszkadzało, byłaby to rzecz, z którą mogłyby
                                > > się ostatecznie POGODZIĆ, ale tylko z trudem mogłaby
                                > > uznać fetyszyzm męża za "ułańską fantazję". Feministki
                                > > są po prostu- nazwijmy to - oryginalne -i z tego też
                                > > powodu, feminizm nie ma wielkich szans, by stać się
                                > > powszechnym wyznaniem
                                >
                                > a nie przyszlo Ci do glowy, ze moje zdanie wynika z
                                > TOLERANCJI, a nie z feminizmu???

                                Po pierwsze - mylisz tolerancję z akceptacją
                                Po drugie - z czegokolwiek to wynika, różni się od podejścia "statystycznej
                                kobiety"
                                • sagan2 Re: PARAFIAŃSZCZYZNA! 13.11.02, 08:45
                                  Gość portalu: tad napisał(a):


                                  > > a nie przyszlo Ci do glowy, ze moje zdanie wynika z
                                  > > TOLERANCJI, a nie z feminizmu???
                                  >
                                  > Po pierwsze - mylisz tolerancję z akceptacją

                                  akceptacja musi zaczac sie od tolerancji.
                                  a w naszym kraju kazdy malenki skrawek tolerancji
                                  powinien byc pilnie poszukiwany...

                                  > Po drugie - z czegokolwiek to wynika, różni się od
                                  > podejścia "statystycznej kobiety"

                                  moze po prostu jestem wyjatkowa?... ;)

                                  nic z tego co napisales powyzej nie kwestionuje mojej
                                  opini, ze ma to cokolwiek wspolnego z feminizmem...
                                  ... oprocz miejsca napisania, oczywiscie :)
                                • sagan2 Re: PARAFIAŃSZCZYZNA! 13.11.02, 08:55
                                  Gość portalu: tad napisał(a):

                                  > sagan2 napisała:
                                  >
                                  > > Gość portalu: tad napisał(a):
                                  > >
                                  > >
                                  > > > > i, tak, maz fetyszysta by mi nie przeszkaszal, o
                                  ile
                                  > > > > wiedzialabym o tym i o ile nie podkradal by mi
                                  > > > > podstepnie koronek...
                                  > > >
                                  > > > Mam wrażenie, że statystycznej kobiecie coś takiego
                                  by
                                  > > > BARDZO przeszkadzało, byłaby to rzecz, z którą
                                  mogłyby
                                  > > > się ostatecznie POGODZIĆ, ale tylko z trudem
                                  mogłaby
                                  > > > uznać fetyszyzm męża za "ułańską fantazję".
                                  Feministki
                                  > > > są po prostu- nazwijmy to - oryginalne -i z tego
                                  też
                                  > > > powodu, feminizm nie ma wielkich szans, by stać się
                                  > > > powszechnym wyznaniem
                                  > >
                                  > > a nie przyszlo Ci do glowy, ze moje zdanie wynika z
                                  > > TOLERANCJI, a nie z feminizmu???
                                  >
                                  > Po pierwsze - mylisz tolerancję z akceptacją
                                  > Po drugie - z czegokolwiek to wynika, różni się od
                                  podejścia "statystycznej
                                  > kobiety"
                          • Gość: tad Re: PARAFIAŃSZCZYZNA! IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 08.11.02, 09:47
                            sagan2 napisała:

                            > czy dobrze rozumiem, ze chcesz mnie przekonac, iz choroba
                            > psychiczna nie jest choroba, ze nie jest niebezpieczna i
                            > ze w ogole nie ma problemu i tych ludzi nie nalezy
                            > leczyc, tylko zostawic samopas? poprosze o jakis cytat
                            > feministyczny, ktory tak twierdzi.

                            To nie ja chcę Cię przekonać. To feministki, twierdzą, że zaburzenia o jakich
                            tu mówimy są konstruktami kulturowymi, i dlatego należy naszą kulturę zmienić.
                            Cyt:
                            "Dekonstrukcja płci.
                            Wszystkie przytaczane tu teorie psychologiczne i psychiatryczne na temat
                            męskości i kobiecości na różne, właściwe sobie sposoby patologizują odchylenia
                            dotyczące rodzaju, uznając za "normalne" jedynie takie dostosowanie się do
                            wymogów kultury, w którym płeć odpowiada rodzajowi psychiki. Teorie na temat
                            oceniania męskości i kobiecości, nie tylko przedstawiają rodzaj jako
                            dwubiegunowy, ale również piętnują wszystkich, którzy odbiegają od normy
                            męskości lub kobiecości, twierdząć, że to z pośród nich przedewszystkim wywodzą
                            się homoseksualiści. Teorie na temat zaburzeń tożsamości rodzajowej wyraźnie
                            patologizują dzieci i dorosłych, którzy nie osiągają wymaganej przez kulturę
                            zgodności płci ciała z rodzajem psychiki. Natomiast teorie na temat rozwoju
                            seksualnego "normalnych" dzieci traktują wczesnodziecięce tradycyjne
                            postrzeganie rodzaju, jako nieuniknioną konsekwencję interakcji pomiędzy
                            naturalnym spostrzeganiem dychotomii męskie-kobiece i naturalnym procesem
                            poznawczym dziecka, znajdującego się w przedoperacyjnym stadium rozwoju. (tu
                            się wtrącę - rozważ ostatnie zdanie. Autorka sugeruje, że to "tradycyjne
                            wczesnodziecięce postrzeganie" jest normalne tylko w teorii, dlatego używa
                            terminu "tradycyjne" - przyp. tad). Praktyka uprzywilejowywania konformizmu
                            rodzajowego i patologizacji nonkorformizmu rodzajowego kwitła w psychologii aż
                            do wczesnych lat 70tych, kiedy to feminizm na dobre ugruntował swoją pozycję
                            zarówno w psychologii jak i kulturze. Mniej więcej w tym samym czasie(...)
                            wiele feministek-psychologów -łącznie ze mną- zaczęło kwestionować
                            problematyczne założenia na temat męskości i kobiecości. Niektóre ze
                            sformułowanych przez nie wniosków są jak kamienie milowe na polu wzrastającej z
                            każdym dniem krytyki tych założeń" (Sandra Lipsitz Bem, Męskość-kobiecość,
                            1993). Dodam, że autorka przeprowadziła eksperyment wychowawczy na własnych
                            dzieciach, wychowując je na "androgynów". Nie znam wyniku.

                            > poza tym wiem, czym rozni sie homoseksualizm od
                            > fetyszyzmu i transseksualizmu. i nadal bede sie upierac,
                            > ze istnieja geje, ktorzy nosza damskie fatalaszki i ze
                            > ich noszenie *moze* byc spowodowane inna orientacja, a
                            > nie fetyszyzmem czy transseksualizmem.

                            A nichże sobie noszą, mniejsza z tym. Niemniej pozostaje faktem, że pisząc "nie
                            sypiam z gejami" (czy może raczej, sugerując :"sypiam z mężczyznami
                            heteroseksualnymi") obnażyłaś swoje zacofanie (w oczach feministek). Nie znasz
                            swojej prawdziwej natury! Dałaś się oszukać "systemowi"! Z drugiej strony -nic
                            dziwnego, skoro, cyt: "Heteroseksualizm jako system polityczny funkcjonuje
                            bardziej sprawnie, niż takie systemy ucisku, jak aparthaid, czy kapitalizm. To
                            do czego w normach heteroseksualizmu przyzwyczailiśmy się jako w naszym
                            mniemaniu źródła naszej rozkoszy i szczęscia, miłości i seksu, okazuje się w
                            ostateczności zharmonizowane z wymaganiami trwałości naszego ucisku. W
                            rezultacie świat wolności, jaki otwiera się poza kręgiem heteroseksualności
                            pozostaje zakryty przed naszym wzrokiem, gdyż wymaga to od nas jakoby
                            porzucenia "miłości" i "seksu". (S. Jeffreys, Anticlimax, a feminist
                            perspective on the sexual revolution, 1990).
                            I co Ty na to? Czy już nie czas, byś porzuciła te wszystkie patriarchalne
                            himery?

                            > i, tak, maz fetyszysta by mi nie przeszkaszal, o ile
                            > wiedzialabym o tym i o ile nie podkradal by mi podstepnie
                            > koronek...

                            Mam wrażenie, że statystycznej kobiecie coś takiego by BARDZO przeszkadzało,
                            byłaby to rzecz, z którą mogłyby się ostatecznie POGODZIĆ, ale tylko z trudem
                            mogłaby uznać fetyszyzm męża za "ułańską fantazję". Feministki są po prostu-
                            nazwijmy to - oryginalne -i z tego też powodu, feminizm nie ma wielkich szans,
                            by stać się powszechnym wyznaniem (wiem, nie deklarujesz się jako feministka,
                            ale z tego, co piszesz wynika, że nie robisz tego tylko dlatego, że nie czujesz
                            się "godna" tego miana).


              • maciej.k1 Re: odstreczanie od kosciola (Kosciola) 06.11.02, 11:59
                Gość portalu: soso napisał(a):

                > Kobieta-pastor na slubie ucalowala najpierw pana mlodego a potem panne mloda -
                > tfu!
                > Gdyby nie perspektywa wlasnego pogrzebu to te 4 wesela odstreczyly by mnie od
                > kosciola (Kosciola) na dobre.

                Zawsze uważałem, że koscioły protestanckie schodzą na psy... I tak dobrze, że
                ślubu nie udzielało małżeństwo lesbijek - pastorek...
                Pozdrawiam -
                • Gość: hej Re: odstreczanie od kosciola (Kosciola) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.11.02, 17:06
                  Dobrze przynajmniej ,że katolickie nie schodzą
      • ququryqu Re: Ślub kościelny 05.11.02, 18:23
        Gość portalu: BD napisał(a):

        > Witam,
        >
        > Gość portalu: hej napisał(a):
        >
        > > Ostatnio byłam na ślubie koleżanki i dowiedziałam się jednej fantastyczne
        > j
        > > rzeczy. Ksiądz radził młodej parze jak mają ze sobą postępować. Mężczyzna
        > > jest typem intelektualnym, więc kobieta swoją uczuciowością powinna
        > > równoważyć jego racjonalne i zbyt chłodne podejście do życia. Bardzo
        > > dokładnie to zapamiętałam. Nie wiem jak was , ale mnie pieprzenie takich
        > > bzdur skutecznie odsuwa od instytucji kościoła
        >
        > Jakich bzdur???
        >
        > Ksiądz przekazywał najnowszą wiedzę psychologiczną i teoriodecyzyją.
        >
        > To, że kobiety są bardziej uczuciowe, jest faktem. Ich reakcje emocjonalne są
        > silniejsze, co można zmierzyć - kobiety uzyskują np. średnio wyższy wskaźnik
        w
        > psychometrycznej skali siły afektu AIM Larsena (Affect Intensity Measure).
        >
        > Racjonalność - cóż, historia tego terminu w socjologii, ekonomii i
        psychologii
        > to historia mężczyzn - oni byli największymi specjalistami do tego, jak
        > racjonalnie wybierać. Najwisk można by wyliczyć wiele, nie zrobię tego, bo
        ktoś
        >
        > się przyczepi, że sie wymądrzam. Kojarzę tylko trzy kobiety, które miały coś
        > więcej do powiedzenia w kwestii racjonalności, ale to mało na tle kilkunastu
        > znaczniejszych facetów.
        >
        > Natomiast to, co rzekł ów ksiądz - że emocje uzupełnią chłodny intelekt - to
        > wyraz najmodniejszego trendu w naukach decyzyjnych w ostatnich latach,
        > zwłaszcza w modelach adaptacyjnych, np. bounded rationality adaptive toolbox.
        >
        > Zamiast więc tropić ciemnogród, droga Hej, proponuję się trochę dokształcić.

        ale po co? dokształcanie się niektórym bardziej szkodzi, niż pomaga, co widać
        na załączonym obrazku...
      • Gość: barbinator Re: Ślub kościelny IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 10.11.02, 11:11
        Gość portalu: BD napisał(a):

        >
        > Jakich bzdur???
        >
        > Ksiądz przekazywał najnowszą wiedzę psychologiczną i teoriodecyzyją.
        >
        A czy te "najnowsze badania psychologiczne" wyjasniają może, czy emocjonalny
        charakter kobiet oraz "racjonalne i chłodne podejście do życia mężczyzn" wynika
        z różnic w budowie mózgu albo różnic genetycznych, czy też może wyłącznie z
        odmiennego sposobu wychowania chłopców i dziewczynek?
        Bo jeśli to drugie, to IMHO kiądz jednak gadał bzdury, tyle że mające naukowe
        poparcie. Jednak bzdura to bzdura. Od księdza oczekuje się praktycznych,
        życiowych porad a nie naukowych teorii. Powinien więc raczej doradzić jak
        powinni oboje z mężem wychowywać swoje dzieci, by by wyrosły na
        ludzi "całkowitych" - we właściwych proporcjach emocjonalnych i racjonalnych.

        Pozdrawiam, B.

        --------------------------------------------
        Don't play stupid with me... I'm better at it.
        • Gość: Maciej emocje a patriarchalne stereotypy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.11.02, 15:31
          Gość portalu: barbinator napisał(a):

          > A czy te "najnowsze badania psychologiczne" wyjasniają może, czy emocjonalny
          > charakter kobiet oraz "racjonalne i chłodne podejście do życia mężczyzn"
          wynika
          >
          > z różnic w budowie mózgu albo różnic genetycznych, czy też może wyłącznie z
          > odmiennego sposobu wychowania chłopców i dziewczynek?

          Oczywiście, to opresyjny patriarchat od pierwszych miesięcy życia dziecka
          kształtuje dziewczynki na istoty bardziej emocjonalne. Co więcej, wszystko
          wskazuje na to, że robi to chyba już w okresie prenatalnym... ;-)

          Badania nad empatią wykazały, że w każdym okresie życia dziewczynki (kobiety)
          są bardziej wspólczujące i lepiej rozumiejące emocje innych osób od chłopców
          (mężczyzn). Co ciekawe, cechę tą można zaobserwować juz po urodzeniu.
          Niemowlęta płci żeńskiej bardziej reagują na płacz innego dziecka, puszczany z
          tasmy nmagnetofonowej, niż niemowlęta płci męskiej.

          Pozdrawiam -
          • barbinator Re: emocje a patriarchalne stereotypy 10.11.02, 20:27
            Gość portalu: Maciej napisał(a):

            >
            > Oczywiście, to opresyjny patriarchat od pierwszych miesięcy życia dziecka
            > kształtuje dziewczynki na istoty bardziej emocjonalne. Co więcej, wszystko
            > wskazuje na to, że robi to chyba już w okresie prenatalnym... ;-)
            >
            > Badania nad empatią wykazały, że w każdym okresie życia dziewczynki (kobiety)
            > są bardziej wspólczujące i lepiej rozumiejące emocje innych osób od chłopców
            > (mężczyzn). Co ciekawe, cechę tą można zaobserwować juz po urodzeniu.
            > Niemowlęta płci żeńskiej bardziej reagują na płacz innego dziecka, puszczany
            z
            > tasmy nmagnetofonowej, niż niemowlęta płci męskiej.
            >
            > Pozdrawiam -


            A pamiętasz Macieju wątek "men's liberation" na Społeczeństwie? Jeden z
            dyskutantów, J.S. bodajże zarzucał tam kobietom, że są winne wszelkich męskich
            nieszczęść ponieważ głupio wychowują dzieci - karzą chłopców gdy ci płaczą, nie
            pozwalają im okazywać słabości itd. Podobno w wyniku takiego wychowania chłopcy
            stają się chłodni emocjonalnie i nie potrafią rozładowywac swoich stresów. Już
            wtedy zastanowiło mnie jak to naprawdę jest. Czy decyduje wychowanie czy
            istnieje jakas udowodniona naukowo różnica np w budowie mózgu? Chodzi mi i to,
            czy istnieją jakieś wiarygodne badania naukowe na ten temat, bo to że
            dziewczynki-dzidziusie krzyczą głośniej słysząc płacz dziecka z taśmy to można
            interpretować na sto sposobów, co jeden to śmieszniejszy.
            Ja tu poważnie pytam, a ty śmichy-chichy sobie robisz....

            Pozdrawiam, B.



            --------------------------------------------
            Don't play stupid with me... I'm better at it.

            • Gość: Maciej Re: emocje a patriarchalne stereotypy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.11.02, 21:53
              barbinator napisała:
              > czy istnieją jakieś wiarygodne badania naukowe na ten temat, bo to że
              > dziewczynki-dzidziusie krzyczą głośniej słysząc płacz dziecka z taśmy to
              można
              > interpretować na sto sposobów, co jeden to śmieszniejszy.

              101 niepoważnych interpretacji zawsze mozna łatwo wymyśleć, by się pośmiać.

              Natomiast poważna interpretacja badaczy byla taka, że dziewczynki są bardziej
              empatyczne. Czy są jakieś inne poważne, wiarygodne interpretacje tego
              eksperymentu?

              Pozdrawiam -
    • Gość: jendza a dostrzegasz IP: *.abo.wanadoo.fr 07.11.02, 18:23
      moze, albo lepiej: czy jest cos, co Cie do Kosciola
      przyciaga?
      Albo jeszcze inaczej: czy Twoim zdaniem sa jakies
      powody, ktore sprawiaja, ze slub koscielny ma sens?

      pozdrawiam
      j
      • Gość: gosc Re: a dostrzegasz IP: 168.143.123.* 10.11.02, 05:37

        hej napisal(a);

        Ostatnio byłam na ślubie koleżanki i dowiedziałam się
        jednej fantastycznej
        rzeczy. Ksiądz radził młodej parze jak mają ze sobą
        postępować. Mężczyzna
        jest typem intelektualnym, więc kobieta swoją
        uczuciowością powinna
        równoważyć jego racjonalne i zbyt chłodne podejście do
        życia. Bardzo
        dokładnie to zapamiętałam. Nie wiem jak was , ale mnie
        pieprzenie takich
        bzdur skutecznie odsuwa od instytucji kościoła



        i slusznie, bo co "po psie w Kosciele?".

        :)





Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka