takete_malouma
25.06.06, 16:17
Kiedyś się setnie ubawiłem na liście dyskusyjnej poświęconej muzyce etnicznej
i ogólnie kulturom tradycyjnym, gdy pewna feministka przyczepiła się do
jakiejś inscenizacji Kalevali. Fiński epos znała tak dogłębnie, że pomyliła
bohatera (Ilmarinena) z artefaktem (Sampo), ale nie przeszkodziło jej to w
wyprodukowaniu dętej, akademickiej mękoły traktującej o tym, jak to "panowie
wymyślili sobie jakiegoś Wielkiego Macho imieniem Sampo", "kobiety były
traktowane jak moneta przetargowa" itd-itp. Wyprowadzona przeze mnie z błędu
i zapoznana z zarysem fabuły (zwłaszcza wątku wyprawy po Sampo) jęła
montować "feministyczne odczytania" i robić z wiedźmy Louhi pozytywną
bohaterkę.
Osobiście znam kilku Ilmarinenów - mężczyzn, którzy stworzyli Dzieło Życia,
by zdobyć kobietę, po czym zostali wzgardzeni. Jak w szamańskiej prehistorii,
tak i dziś jest to jeden ze scenariuszy, według których z dużym
prawdopodobieństwem może potoczyć się życie mężczyzny. Dla każdego, kto
czytał Kalevalę, jest oczywiste, że to Ilmarinen i ci, których on
symbolizuje, są gospodarzami mitu o Sampo; że odczytania z męskiej
perspektywy są daleko bardziej uprawnione, niż z kobiecej. Jest oczywiste, że
to nie kobieta jest tu przedmiotem cynicznego i z założenia oszukańczego
targu, lecz mężczyzna, jego potencjał i energia życiowa, której mógłby
przecież użyć do budowania własnego szczęścia, ale lwią jej część oddaje
(mityczne Dzieło jest zwykle nie do powtórzenia), by w zamian otrzymać
jedynie wzgardę. Feministki jak zwykle starają się odmówić mężczyznom
jakiejkolwiek racji w każdym konflikcie, mitologicznym czy nie, ale w tym
wypadku są bezsilne. Próbują jednak:
tinyurl.com/hjau5
Okazuje się, że pomysł tamtej dyskutantki z listy folkowej nie wziął się z
sufitu, a próby pozbawienia mężczyzn mitologicznego ugruntowania są stare jak
feminizm. Feministkom marzą się mężczyźni, którzy przychodzą znikąd, odchodzą
donikąd i w żadnej kulturze ani w żadnej konwencji nie są u siebie.