Gość: Jah
IP: *.puszczykowo.sdi.tpnet.pl
29.05.03, 16:03
Czytając wiele wypowiedzi na tym forum łatwo zauważyć że o wiele więcej
opinii antyfeministycznych niz tych przychylnych feminizmowi jest popartych
badaniami. Często odpowiedzią na naukowe przedstawienie problemu nie jest
inne badanie ale stwierdzenie ze nalezy walczyć ze stereotypami gdyz z nich
właśnie wynikają badania których feministki tak nie lubią.
Skupmy się na kwestii zarobków. Sprawa ta, wielokrotnie poruszana, moze
okazać się kłopotliwa dla feministek gdy tylko przedstawimy odpowiednie
badania. Wydaje się bowiem niemozliwe aby nizsze zarobki kobiet spowodowane
były tylko seksistowskim nastawieniem pracodawców. Oczywiście pojęcie
seksizmu istnieje ale nie jest, jak by chciały feministki, kluczową przyczyną
nizszych płac. Poprzednio teza ta została poparta badaniami przez Ravica i
Tada ale została odepchnięta nie naukowo a za pomocą kobiecej intuicji.
Na tej podstawie mozna budować feminizm. Jast to rzecz dobra ale tylko do
czasu kiedy walczy o ruwnouprawnienie czyli wyzbycie sie seksizmu a nie o
wymuszoną ruwność. To jest właśnie rożnica między złym a dobrym feminizmem.
Dla przykładu:
W pewnej amerykańskiej firmie gdzie na rownych stanowiskach pracowała równa
liczba kobiet i mezczyzn nalezało wybrać zarząd. nie posłużono się
ruwnouprawnieniem lecz założono ze w zarządzie ma być tyle samo kobiet ile
meżczyzn. Okazało się, że limit miejsc męskich został szybko wyczerpany
natomiest kobiety nie były w stanie zapełnić miejsc w zarządzie. Okazuje się
więc, że taka forsowana przez feministki równość nie jest równouprawnieniem
ale podcinaniem meżczyzn bo gdyby zasady wybierania zarządu były rzeczywiście
związane z równouprawnieniem, 90% zarządu stanowiliby mezczyźni. Chciałbym
aby dostrzeżono ruznice między tymi dwoma systemami wyboru.
Prostrzy analogiczny przykład mozna znalesc w szpitalu. Wyobrazmy sobie że
mezczyzni musza stanowić 50% personelu pielęgniarskiego. Czy kiedykolwiek
limit miejsc zostałby wyczerpany?