Dodaj do ulubionych

Psychoonkolożki

09.04.08, 22:26
www.gazetawyborcza.pl/1,76842,4363562.html
warto przeczytać
Obserwuj wątek
    • dagmama Re: Psychoonkolożki 09.04.08, 22:47
      Piękne:-)
      Moja przyjaciółka pracuje w sklepie medycznym, między innymi dobiera
      te worki od stomii. Jeździ na szkolenia poprzedzone pokazem
      kostiumów kapielowych dla amazonek.
      Czasami opowiada mi, jak sprzedaje pieluchy dla nastolatków na
      poziomie noworodków (nie trzymają głowy), protezy piersi, jakie to
      straszne.
      No i śmierć to rzeczywiście tabu, ja jestem ateistką, a też ciężko o
      tym mysleć i rozmawiać.

      • sir.vimes Re: Psychoonkolożki 10.04.08, 09:07
        Śmierć jest tabu; bardzo jestem zadowolona z nowej akcji gazety , może
        "popchnie" temat.
        Może nauczycielki pzestrzegające przed zabawą z dzieckiem chorego zawstydzą się,
        może ktoś bojacy się umierającego dziadka zdecyduje sie zabrać go do domu..

        Ale tabu sa też sprawy związane z chorobą - też to o czym piszesz, protezy ,
        pieluchy...

        tak sobie myslę -nawet okulary rodzice często przyjmują jak jakiś wyrok dla
        dziecka. Od poczatku uczy się dzieci fetyszyzacji zdrowia, wstydu za chorobę - a
        przeciez masa ludzi żyje z wadami, przewlwkłymi dolegliwościami. Najłatwiej się
        odwrócić.

        już kiedyś to pisałam... Znajomi niepełnosprawni (np. niewidomy)często narzekają
        , że traktuje się ich jak ludzi niespełna rozumu. Albo - np. do człowieka na
        wózku "profilaktycznie" ludzie mówią głośniej - tak jakby jedna niesprawność
        MUSIAŁA łączyć się z inną...

        Jeżeli nie umiemy zaakceptować choroby - tym barziej nie potrafimy zaakceptować
        śmierci. I chyba stąd bierze się to traktowania chorych na raka jak
        nieświadomych swojego umierania...
        • dagmama Re: Psychoonkolożki 10.04.08, 10:59
          Dla mnie symbolem tego tabu jest Halloween. Zamiast zadumy nad
          ulotnością życia, drwiny ze śmierci.
          Kiedyś umierało się w domu, w otoczeniu rodziny, teraz w bezdusznym
          szpitalu.
          Tamta pani pisała, że bez wiary nie dałaby rady robić tego, co robi.
          Ja też jakoś sobie nie wyobrażam.

          Mój brat ma córeczkę bez lewej ręki i kompletnie nie umiem go
          wyczuć. Wymaga, żeby nie traktować tego jak kalectwo, ale normalnie
          jak każde dziecko też nie mogę, bo mi zwraca uwagę. Nasz tata był
          niewidomy pod koniec życia i nic sobie z tego nie robił. Starał się
          żyć normalnie i świetnie sobie radził. Bardzo lubił odpowiadać na
          propozycje: "Nie widzę przeszkód". Ale oczywiście za jego plecami
          ludzie robili poważne miny i kręcili głowami.
          • verdana Re: Psychoonkolożki 10.04.08, 12:15
            moj teść nie ma ręki i do glowy mi nie przyszło, ze jest w
            jakikolwiek sposób niepłnosprawny. Ani, ze nalezy go
            jakos "traktować". Teść jak teść.
            A akcja GW? Mam watpliwosci. Kolejny "jedyny dobry sposób" na
            umieranie, wpędzający większość rodzin w sytuacje bez wyjścia (nie
            kazdy moze zabrac do domu umierajacego, choćby ze wzgledu na siły
            fizyczne. Nie kazdego chorego nalezy też informowac, ze choroba jest
            smiertelna - nie ma jednego dobrego rozwiazania na każdy wypadek - a
            GW uwaza, ze ona ma.
            • sir.vimes Re: Psychoonkolożki 10.04.08, 12:37
              Kolejny "jedyny dobry sposób" na
              > umieranie, wpędzający większość rodzin w sytuacje bez wyjścia (nie
              > kazdy moze zabrac do domu umierajacego, choćby ze wzgledu na siły
              > fizyczne.

              Oczywiście.

              ale mozna dopilnować pewnych spraw np. opieki, poprosic życzliwą osobę z
              personelu by dała znać nawet w nocy jeśli stan jest krytyczny. Dopilnować by nie
              powstrzymywanao w straszny sposób nieuniknionej śmierci (w pierwszym artykule
              akcji "umierać" był straszny tekst o "opiecie" udzielanej w ostatnich sekundach
              życia, tego można i należy ludziom oszczędzić...)
              • verdana Re: Psychoonkolożki 10.04.08, 13:02
                Albo nie. Poprosimy, a nie dadza znać, bo smierć nastapila nagle,
                albo ratowali, albo cokolwiek - i do stresu dojdzie jeszcze jeden -
                ze to nasza wina, ze przez nas chory (chocby nieprzytomny)nie
                miał "dobrej" śmierci. Albo - to tez mozliwe- brak zgody na
                ratowanie kogoś, kogo jeszcze można ratowac , Bo po co przedłuzać?
                Zastanawiam sie tez, jak się czuja starzy ludzie, widzacy na kazdym
                kroku plakaty z napisem "Umieranie"?
                Owszem, nalezy cos zrobic od strony medycznej , od strony szpitali -
                zobowiązać do dawania oddzielnych sal, telefonowania do rodziny,
                pozwolić na przebywanie rodziny przy umierajacym. To tak.
                Ale akcja GW przerzuca wiekszość pracy i odpowiedzialnosci na
                rodziny, rodziny i tak w bardzo zlym stanie psychicznym, ktore w
                gruncie rzeczy okolwiek by nie zrobily - bedą zyly z wyrzutami
                sumienia, ze to za mało.
                To roche tak jak ze słuzna akcją "Rodzić po ludzku", po ktorej wiele
                kobiet mimo, ze ma zdrowe dziecko zostało z poczuciem kleski. Bo nie
                udalo się rodzić "naturalnie", albo nacieto im krocze, albo zrobiono
                lewatywę, albo mąz nie mogł (nie chciał) wejść na salę. Nie wazne,
                ze dziecko zdrowe - wazne, ze porod "nieudany".
                • jagandra Re: Psychoonkolożki 10.04.08, 15:02
                  Albo - to tez mozliwe- brak zgody na
                  > ratowanie kogoś, kogo jeszcze można ratowac , Bo po co przedłuzać?

                  A czy każdy musi umrzeć reanimowany? Czy to jest spokojna śmierć? Czy każdy chory chce przedłużać życie? Pewnie przede wszystkim trzeba by pytać o zdanie samych chorych.

                  > Zastanawiam sie tez, jak się czuja starzy ludzie, widzacy na kazdym
                  > kroku plakaty z napisem "Umieranie"?

                  No i na tym polega problem, że starzy ludzie są różni. Niektórzy nie chcą słyszeć o śmierci, a inni mają wielką potrzebę, żeby o niej porozmawiać, a nie mają z kim.

                  > Ale akcja GW przerzuca wiekszość pracy i odpowiedzialnosci na
                  > rodziny, rodziny i tak w bardzo zlym stanie psychicznym, ktore w
                  > gruncie rzeczy okolwiek by nie zrobily - bedą zyly z wyrzutami
                  > sumienia, ze to za mało.

                  Bo za umieranie jest odpowiedzialna rodzina... Tak samo jak za wychowywanie dzieci. Można też twierdzić, że "przerzucanie" odpowiedzialności za dzieci na rodziców to wpędzanie ich w poczucie winy.

                  > To roche tak jak ze słuzna akcją "Rodzić po ludzku", po ktorej wiele
                  > kobiet mimo, ze ma zdrowe dziecko zostało z poczuciem kleski. Bo nie
                  > udalo się rodzić "naturalnie", albo nacieto im krocze, albo zrobiono
                  > lewatywę, albo mąz nie mogł (nie chciał) wejść na salę. Nie wazne,
                  > ze dziecko zdrowe - wazne, ze porod "nieudany".

                  Mimo to pozostaje faktem, że w Europie i Stanach wykonuje się za dużo cesarek, zbyt często nacina się krocze, że nie powinno się wykonywać lewatywy bez zgody rodzącej, że poród rodzinny nie powinien być odpłatny. To że rzeczywistość szpitalna wciąż nie nadąża za akcją, nie oznacza, że jest ona zła.
                  Zresztą jak czytam fora oczekujących, to widzę coś odwrotnego - bardzo dużo kobiet z ulgą myśli o cesarce (jakie szczęście - są wskazania!), większość uważa nacinanie i golenie na łyso za absolutną konieczność itp.
                  • triss_merigold6 Re: Psychoonkolożki 10.04.08, 21:18
                    "Za umieranie odpowiedzialna jest rodzina" - jeszcze jeden kanał z
                    poczuciem winy w jaki można wpędzić ludzi, prawda?

                    Moja matka zmarła na OIOM-ie kilka dni po operacji, która miała być
                    diagnostyczna. Cóż, nie była. Po otwarciu jamy brzusznej okazało
                    się, że jest zaawansowany nowotwór trzustki, lekarze mogli zaszyć i
                    zalecić opiekę paliatywną albo jednak operować. Operowali, po
                    zabiegu kłopoty z wybudzeniem, krwotok i druga operacja i
                    niewydolność wszystkiego jak sypiące się domino. Nocować na OIOM-ie
                    nie można, koczowanie pod salą gówno nieprzytomnej pomoże, wzięcie
                    do domu osoby w śpiączce farmakologicznej i podłączonej do miliarda
                    rurek i monitorów jest nierealne. Byliśmy w dzień, po kilku dniach
                    rano był telefon, że mama zmarła nad ranem. Ówczesny szef całego
                    szpitala był przyjacielem rodziców ale sorry nocne czuwanie przy
                    bliskim na oddziale intensywnej terapii było wykluczne. I mam mieć z
                    tego powodu poczucie winy?! Noszeż... Mogę się tylko cieszyć, że mja
                    matka zmarła bez bólu i nieprzytomna, bo nowotwór był morfinooporny
                    co wykazała histopatologia - umierała by kilka miesięcy w duzo
                    gorszych cierpieniach.
                    • jagandra Triss... 11.04.08, 09:40
                      w życiu nie przyszłoby mi do głowy obwiniać Cię o to, że nie było Cię przy matce na OIOM-ie. Komu by to w ogóle mogło przyjść do głowy?

                      Spróbuję w takim razie na osobistym przykładzie opisać, o co (między innymi) mi chodzi. Mój ojciec jest o ponad 20 lat starszy od mojej mamy. W tej chwili ma prawie 82 lata. Miewa fazy, gdy mówi, że nie chce już żyć, że czeka na śmierć itp. Mama to oczywiście ciężko znosi i odcina się, powtarza, że będzie jeszcze długo żył i żeby nie gadał głupot. I wcale nie obwiniam mamy, łatwo ją w końcu zrozumieć. Ale mogę też zrozumieć, że stary człowiek myśli o śmierci i może chcieć na ten temat porozmawiać. No a wcale umierający nie jest i niewykluczone, że faktycznie długie lata będzie żył. Ale gdy rodzina odcina się emocjonalnie (czy fizycznie - i nie chodzi mi o sytuacje, gdy chory musi być OIOM-ie!) od umierającego, to choć rodzinie należy się równie silne współczucie, to jednak takie umieranie musi być bardzo smutne i samotne :(
            • andziulindzia Re: Psychoonkolożki 11.04.08, 22:45
              verdana napisała:

              > Nie kazdego chorego nalezy też informowac, ze choroba jest
              > smiertelna - nie ma jednego dobrego rozwiazania na każdy wypadek

              Mój dziadek zmarł na raka. Wg diagnozy mógł pozyć 2-3 lata. Rodzice
              i babcia prosili żeby go nie informować ale przemądrzały lekarz
              poinformował. Od tego momentu dziadek żył miesiąc. Po prostu sie
              poddał. Nie ma jednego rozwiazania dla wszystkich. Ale co moim
              zdaniem jest potrzebne to pomoc rodzinie jak poradzić sobie z
              przewlekłą chorobą i umieraniem bliskiej osoby.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka