margot_may
19.12.08, 02:30
Artykuł w Polityce dał mi trochę do myślenia.
www.polityka.pl/ostre-obcasy/Lead33,1137,276631,18/
Przede wszystkim te kawałki:
"Według badań TNS OBOP przeprowadzonych rok temu na zlecenie Ministerstwa
Pracy i Polityki Społecznej przemocy w rodzinie tylko nieco częściej
doświadczały kobiety (39 proc.) niż mężczyźni (32 proc.)."
"Duży wpływ na wzrost przemocy w damskim wydaniu ma alkohol. Bo coraz więcej
kobiet pije. – Tam, gdzie jest alkohol i inne używki, jest też przemoc –
awantury, inwektywy, odreagowanie – stwierdza Ressel."
"Louis Alarcon uważa, że wraz z wdrażaniem równouprawnienia wyrównają się
proporcje płci wśród osób stosujących przemoc. Wskazuje, że stało się tak już
w Finlandii i Szwecji."
Szczerze mówiąc wcześniej uważałam, że najważniejsze jest niesienie pomocy
najbardziej pokrzywdzonym, no a wiadomo, że co innego zadrapania, nawet duże,
sińce i opuchlizna-skutek damskiej przemocy, a co innego połamane kończyny,
czy pobyt w szpitalu-skutek męskiej.