Dziewczyny, napiszcie mi co o tym sądzicie, bo oszaleję. W dni płodne starałam
się o dzidziusia. 4 grudnia zamiast miesiączki miałam tylko takie małe
plamienie, które trwało może 2 godziny. Od około 9 grudnia źle się czuje: mam
mdłości, straszny wilczy wręcz apetyt jakiego jeszcze nigdy nie miałam (2
minuty po obiedzie jestem już przeraźliwie głodna!), swędzą i ciągną mnie
brodawki i od czasu do czasu boli mnie głowa. Więc kupiłam sobie test i wynik
był jednoznacznie negatywny. Nie mam niestety szans na dostanie się do gina w
tym roku, bo u nas jest tylko 2 – jeden teraz na zwolnieniu a drugi idzie
wkrótce na urlop. Więc mam szanse na wizytę dopiero po Nowym Roku. Na prywatna
wizytę mnie nie stać. Ale udało mi się dzisiaj dostać do internisty, bo
stwierdziłam, że test negatywny, więc te objawy to może cos innego. Jak się
dzisiaj rano ubierałam to zwymiotowałam, choć żołądek w ogóle mnie nie boli.
Potem poszłam do tego lekarza, to był już facet po 60-tce. Jak mu powiedziałam
o co chodzi to on mi powiedział, że jestem w ciąży, więc ja na to, że przecież
mu powiedziałam, że test był negatywny a on na to, że pewnie źle wykonałam i
mnie wywalił. Nasza kochana służba zdrowia

Od czasu “starania się” minęło
już 3-4 tygodnie, więc to raczej niemożliwe by test się mylił? Jak myślicie?
Jeśli to nie ciąża to co to może być? Bo te mdłości i apetyt mnie dobijają.