Witam, piszę tutaj z dużą nadzieją, bardzo cierpię i szukam pomocy, gdzie tylko się da. Postaram się jak najklarowniej przedstawić, czego problem dotyczy i będę wdzięczna za każdą poradę, wskazówkę itd. za co z góry wielkie dzięki.
Mam ogromny problem z pęcherzem moczowym. To się ciągnie już dłuuugo, jak tak sobie myślę, to będzie już z kilka lat, ale tak na poważnie całkiem niedawno się tym zajęłam (gdy problem się-w moim odczuciu zaczął nasilać). Od razu zaznaczę, że nie chodzi o zwykłe infekcje, przeziębienie pęcherza itd., gdzie zaleca się picie dużej ilości płynów, żurawinę itp. Mój problem dotyczy silnego PARCIA na pęcherz moczowy. Polega to na tym, że bez względu na ilość spożywanych płynów, czuję niemalże cały czas (!!!) wywołujące duży dyskomfort parcie na pęcherz. Tak jakbym musiała wydalić wszystko niemal zaraz po wypiciu. Teraz są wielkie upały, a ja, gdy wychodzę, prawie nic nie piję, dosłownie zwilżam usta wodą termalną w spreju, ale tak bardzo boję się tego nienośnego parcia, że nie widzę innego rozwiązania. A i tak czuję w pęcherzu jakieś dziwne napięcie, jakbym tam coś "trzymała", miała spięte.
Problem ten bardzo negatywnie wpływa na moje życie. Siku chce mi się zawsze i wszędzie. Gdy tylko idę do miasta/centrum handlowego/lekarza, gdziekolwiek, pierwsze, co robię, rozglądam się za toaletą-to już jak odruch bezwarunkowy. Nigdy nie ma tak żeby mi się w ogóle nie chciało siku, zawsze upuszczę choć kropelkę. W związku z tym bardzo ograniczyłam swoje życie towarzyskie itd., najchętniej zapraszam znajomych do domu, choć wtedy też męczy mnie chodzenie do wc po kilkadziesiąt razy. Jestem nauczycielką, ostatnio dostałam propozycję etatu, co było moim marzeniem, ale zrezygnowałam, bo przerażało mnie, że przerwy były tylko 5-minutowe, w dodatku musiałabym na części z nich pełnić dyżury na korytarzu. Sami więc widzicie, jak to rujnuje moje życie

Kolejna sfera, którą niszczy to potworne schorzenie to życie seksualne. W czasie stosunku zawsze czuję okropne parcie na pęcherz, pozycja od tyłu w ogóle odpada, bo umieram z uciskania, ale w innych też nie jest dużo lepiej. Mój partner jest wyrozumiały, ale ja już wpadam w depresję, dzisiaj zaraz po współżyciu, płakałam w głos, ostatnim razem - to samo.
Każde, jakiekolwiek wyjście (na rower, na spacer z psem etc) to dla mnie stres, do toalety wracam się po sto razy niczym Adaś Miauczyński z nerwicą natręctw. A i tak zwykle, muszę zaraz wracać, bo znowu pojawia się to okropne parcie.
Okej, starczy tych przykładów, chociaż mogłabym mnożyć do północy negatywne skutki, jakie ten problem wywiera na moje życie w każdej jego dziedzinie. Ciągłe spięcie, dyskomfort, "zwiedzanie" wszystkich, nawet najbardziej zaniedbanych kibli, toy-toyów, wycofanie ze spotkań w knajpach i wiele innych.
Co do leczenia. Byłam u lekarza ogólnego i ginekologa. Miałam robione badania moczu, wymaz z pochwy- wszystko ok, początkowo co prawda wyszła mi 'niespecyficzna infekcja bakteryjna', ale potem się okazało, że wszystko ok.
Od maja leczę się u urologa. Chciałam się zapisać do takiego renomowanego, ale zapis dopiero na październik (zapisałam się i czekam a w międzyczasie korzystam z pomocy innego lekarza). Lekarz u którego się leczę to chirurg ogólny i urolog, bardzo stary. Opowiedziałam mu o swoim problemie. Zapisał mi lek Urimper, 2mg, kazał przyjść na wizytę kontrolną za miesiąc. Po miesiącu powiedziałam mu, że nie czuję żadnej poprawy, wypisał mi większą dawkę, 4mg. Zrobił USG pęcherza, gdy mnie uciskało, powiedział, że praktycznie pusty, na następnej wizycie w poczekalni wypiłam butelkę półlitrową wody mineralnej (jak zalecił lek.), i miałam robione USG na pełny pęcherz i wyszło, że "ściany są czyste". Wracając do domu, mimo że już kilka razy byłam w przychodni w wc, tak bolał mnie pęcherz, że poszłam do szkoły jazdy i poprosiłam o załatwienie potrzeby, a potem z ulgi się popłakałam, zanim zeszłam z sedesu. Powiedziałam lek., że dawka 4mg też mi nic nie pomaga, kazał dobrać do końca (jeszcze mi parę sztuk zostało) i wypisał niejaki Ditropan 5mg. Powiedział, żeby zacząć brać, jak skończy się Urimper i mam się zgłosić za 2 miesiące. Zapytałam, czym się różni ten lek od poprzedniego, to lek. powiedział, że ma takie samo działanie, ale, że różnie pacjenci reagują, na różne substancje pomocnicze itd.
Czytałam trochę w internecie o zespole pęcherza reaktywnego, czasem zwanego pęcherzem nadreaktywnym (ang. overactive bladder), ale szczerze mówiąc nigdzie nie znalazłam rzetelnych, wyczerpujących informacji, a już praktycznie nic na temat leczenia tego uporczywego, utrudniającego życie problemu.
Jestem bezsilna, z dnia na dzień robię się coraz bardziej depresyjna, stresuję się przed każdym wyjściem, urlop w górach to była porażka, chciałam jak najszybciej wrócić do domu.
Czy jest tu może ktoś, kto cierpi/-ał na podobny problem? A może ktoś z waszych bliskich, znajomych? Co wam pomogło? Czy to schorzenie w ogóle da się leczyć? czy będę skazana na leki do końca życia?
Błagam o pomoc i wszelkie porady!!!!