Dziewczyny, mam problem. Jestem strasznie nerwowa i panikujaca. Ciagle o cos
sie boje. Boje sie, ze dzieci mi zachoruja i umra, ze cos sie stanie mezowi,
albo i mnie i co wtedy bedzie z dziecmi. Ja wiem, ze wiele matek ma takie
niepokoje ale moje sa juz chyba obsesyjne. Nie potrafie sie zrelaksowac,
cieszyc zyciem. przez to wszystko chodze ciagle nabuzowana, krzycze na
dzieci. ostatnio nawet, wstyd mi sie przyznac, uderzylam meza. Spoznil sie z
kosciola, bo cos tam mu wypadlo po drodze, a ja oczywiscie schizy dostalam,
ze mial wypadek itp itd. no i jak wrocil bylam juz tak zdenerwowana, ze go
uderzylam

Mam tez ciagle paranoje na temat chorob. Kazdy nawet leekki bol,
a mi sie wydaje, ze to rak. W glowie nakrecaja mi sie czrne mysli, ktore
doslownie mnie przesladuja dniami....tygodniami, o niczyi innym nie moge
myslec. Dzieci nawtet z mezem nie chce do parku wyslac, bo co jak samochod
sie rozbije, albo maz ich nie upilnuje i ktos ich porwie.... A w sumie
podstaw do leku nie mam. Maz jezdzi ostroznie, jest dobrym ojcem.
Jejku juz sama nie wiec co ze soba robic. Chce sie cieszyc zyciem, rodzina, a
nie ciagle o nia drzec.
Czy ja sie juz nadaje do psychiatry? Czy to silna nerwica, czy juz depresja?
Czym sie rozni nerwica od depresji?
Czy ktoras z Was borykala sie z czyms podobnym?
bede wdzieczna za odp.