Gość: trekina
IP: *.ramtel.pl
26.01.08, 08:11
Ostatnio czuję się wciąż przygnębiona. Na nic nie mam siły. Chętnie
bym zastygła w bezruchu. Nie chce mi się nic robić. Zmuszam się do
wszystkiego. Nie zależy mi na na niczym. Na moim wyglądzie
zwłaszcza. Możę to przemęczenia? Marzę o odpoczynku...
Ale to nierealne! Mam dzieci - w tym ponadroczne i nie ma mnie kto
wyręczyć. Rano wstaję po 5 i biegnę do pracy. Padam już.
A najgorsze jest to, że nie widzę sensu ani pracy, ani zmagania się
z tą głupią rzeczywistoscią. Mimio, że robię wszystko, co w mojej
mocy, to nie mogę zapewnić dzieciom tego, co niezbędne. To
beznadziejne! Więc po co to ciągnąć? Jaki sens ma dalsza praca i
poświęcenie?
Już nie wyrabiam!