anka1971
26.03.09, 05:37
W poniedziałek wieczorem odkryłam u siebie twardy niebolesny guzek i
wystraszyłam się we wtorek guzek zrobił się o wiele większy i tak bolał, że
nie mogłam siedzieć bez poduszki. Poszłam więc do ginekologa. Pani doktor
stwierdziła, że to być może gruczoł Bartholina, choć umiejscowiony w bardzo
nietypowym miejscu, przepisała antybiotyk i dała skierowanie do szpitala.
Stwierdziła też, że to być może jakaś infekcja. Pojechałam więc do szpitala.
Tam zbadał mnie lekarz i też stwierdził, że to gruczoł Bartholina nietypowo
umiejscowiony, stwierdził też, że jeszcze za wcześnie na operacje, kazał brać
zapisany antybiotyk, robić okłady z Rivanolu i przy bólu brać Paracetamol.
Wyznaczył datę zabiegu na piątek rano z zastrzeżeniem, że jeżeli ból stanie
się nie do zniesienia, to mam się natychmiast zjawić.
Tym czasem już wczoraj guz bardzo się zmniejszył, zrobił się miękki i dziś
jest już prawie bezbolesny. Antybiotyku starczy mi jeszcze na cztery dni, a w
przyszłym tygodniu mam się zgłosić na kontrolne badanie.
Czy w tej sytuacji mogę bez żadnych konsekwencji zadzwonić do szpitala i po
prostu odwołać zabieg?
I co jeżeli dajmy na to za jakiś czas guz znowu się pojawi i konieczny będzie
zabieg?
Wiecie coś na ten temat?
Dzieki
Anka