Gość: lara
IP: 78.8.136.*
17.07.09, 12:39
To nie jest prowokacja, chociaż ten post może tak zabrzmieć
Mam 24 lata. Mam jakąś straszną obsesję na punkcie mojego zdrowia.
Jak tylko znajdę jakąś dolegliwość u siebie, to mam takie etapy:
1.najpierw wpadam w panikę, płaczę, wyobrażam sobie najgorsze scenariusze,
rak, guz, sm, nie wiadomo co
2.potem jak się w końcu odważę, szukam w internecie informacji na ten temat,
oczywiście dochodzi jeszcze więcej strasznych chorób do moich wyobrażeń
3.obliczam, ile zostało mi życia, czego nie zdążę już zrobić
4.Nie idę do lekarza, bo się boję diagnozy
5.uspokajam się, jednocześnie zdając sobie sprawę, że mogę umrzeć np. za rok
6.dolegliwość ustępuje albo nie ustępuje
I tak jest z każdym nienormalnym objawem u mnie. To są takie dolegliwości,
które nie przeszkadzają mi fizycznie w życiu codziennym
Nie wiem już co robić. Z jednej strony boję się iść do lekarza, bo np. będę
już miała pewność, że to rak (odpukać), szpital, już sobie wyobrażam, że
jestem łysa, że mam wycięte ileś miesięcy/lat z życiorysu, a i tak leczenie
nie da efektów. A z drugiej strony wiem, że część chorób wykrytych na wczesnym
etapie da się wyleczyć.