niusiah
18.11.10, 11:11
Wczoraj po godzinie 21. mojemu dziecku zaczęły strasznie boleć uszy. Zadzwoniłam na pogotowie 999 pani dyspozytorka po usłyszeniu, że 4 latka bolą bardzo uszy stwierdziła, że nie ma sensu wysyłać karetki, ponieważ przyjedzie tylko ratownik medyczny. Zasugerowała Medax. Zgodnie z sugestią zadzwoniłam do medaxu, w którym również odmówiono mi przyjazdu, gdyż na dyżurze jest tylko lekarz pediatra, a on w uszy nie zajrzy. Usłyszałam niech pani jedzie z dzieckiem do szpitala na laryngologie. Płaczące i zanoszące się z bólu dziecko ubrałam i wraz mężem pojechaliśmy do szpitala Korczaka. Na miejscu skierowano nas na oddział laryngologiczny na izbę przyjęć. Wyszła do nas doktor Teresa B. laryngolog. Po zbadaniu dziecka stwierdziła obustronne zapalenie uszu. Na moje pytania dotyczące stanu zdrowia dziecka, prośbę powiedzenia czy jest ropa, jak zatoki itp, otrzymałam odpowiedź jestem tylko pomocą doraźną. Jako matka mam prawo wiedzieć co dokładnie jest dziecku. Dlaczego w państwowej służbie zdrowia traktuje się pacjentów jak intruzów, zło konieczne. A ci sami lekarze na prywatnej wizycie są bardzo uprzejmi, nawet rękę podadzą na przywitanie, omówią wszystko szczegółowo, wytłumaczą. Przecież my wszyscy płacimy bardzo duże składki na służbę zdrowia i po co skoro traktuje się nas jak przysłowiowego psa. A tu chodzi o małe dzieci, które nie zawsze potrafią wyartykułować co im dolega.