mamu.cica
02.01.16, 20:06
Witam wszystkich,
nie wiem od czego zacząć ale jak tytuł wątku wskazuje chodzi o depresje. Podejrzewam ją u siebie. Robiłam testy online, oczywiście nie traktuje ich jako diagnozy ale wszystkie sugerują że mam tę chorobę.
Chcialabym się komuś wygadać więc wybaczcie że napiszę coś o sobie. Mąż mój jest alkoholikiem i nie chce się leczyć. Puki mieszkałam w dużym mieście uczęszczałam na terapię dla osób współuzależnionych indywidualną i grupową. Było spoko. Pojęłam kilka ważnych decyzji i jakiś czas temu wyprowadziłam się 200 km od niego i przerwałam terapię. Było to 8 miesięcy temu.
Obecnie ułożyłam sobie życie po japońsku. Jako tako. Niby jest lepiej. Nie ma kłótni, nie gnieździmy się w maleńkim pokoiku, nie kłócę się z teściami. Blisko mam pracę, szkołę dla dziecka, rodziców, babcie, kuzynki. Ludzie mi mówią ale Ci dobrze, blisko wszystko. Niestety wszystko ma swoją cenę. "Całodobowa" opieka nad synem to dla mnie wielki wysiłek. Zwłaszcza dni wolne od szkoły. Denerwuje mnie (ma 7 lat), ciągle sie kłócimy, jest rozpieszczony na maksa i ani chwili nie zajmie się sam sobą. Rodzice też swoje dokładają, niby siedzą mi z dzieckiem gdy jestem w pracy (praca zmianowa) ale ciągłe narzekanie że znowu II zmiana, że nie chce nic jeść, że jest marudny i że rozpuszczony.
W pracy nie lepiej (sklep), klienci mnie denerwują na maksa - często mam łzy w oczach, mimo iż nie są oni jacyś chmascy czy co. A to ktoś położył daleko siatkę na taśmie i ją chce albo życzy by mu skasować najpierw mleko które leży na końcu zakupów i oczywiście koniecznie płacenie grubym nominałem nawet za maleńkie zakupy.
Koleżanki to temat rzeka - wypychają mnie do najżmudniejszych i łatwych zadań a później widzę jak obgadują po kątach że trudnych zadań nie robię.
W domu - syf i malaria mimo iż mieszkamy we dwoje i wydaje mi się że nie robię nic poza sprzątaniem. Od świat nie robię już w zasadzie nic bo i tak efektów nie ma więc po co. Zmywam tylko gdy wiem że babcia ma wpaść bo nie wypada.
Rodzice zrzucają to na lenistwo - bo fakt zawsze byłam raczej z bałaganiarzy i leniwców, no ale bez przesady.
Nawet myję się co trzy dni i to tylko jeśli mam iść do pracy, gdy mam więcej wolnego to jeszcze rzadziej.
Nic mnie nie cieszy, znajomi olali już dawno, nie nawidzę siebie i swojego odbicia w lustrze.
Mam cukrzycę, migrenowe bóle głowy które być może są początkiem jaskry (słowa okulisty dwa lata temu), zaburzenia miesiączkowania jednak nic z tym nie robie bo mi się nie chce.
Nie umiem o siebie zadbać. Opłacam karnet na siłownie (ważę dużo za dużo) jednak i tak na nią nie chodzę.
Próbowałam się tu zapisać do psychologa jednak pani w rejestracji powiedziała że nie ma narazie zapisów i że muszę mieć skierowanie. Nie stać mnie na prywatne wizyty.
Gdy zwierzyłam się kuzynce i cioci że chyba mam depresje to mnie lekko obśmiały i zmieniły temat. Wszyscy którzy wiedzą o moich problemach z porządkiem w domu bo narazie do tego to się głównie sprowadza myślą że jestem leniwa i tyle a ja naprawdę nie umiem się zmusić do tego by cokolwiek robić.
Wybaczcie że to tu piszę ale nie wiem gdzie indziej moge to z siebie wyrzucić.
Jeśli ktoś dotrwał do końca postu i chciałby mi jakoś poradzić niech to robi śmiało.
Pozdrawiam