ashashqwerty
04.09.22, 19:12
Witam. Nie wiem czy ktoś będzie potrafił mi pomóc lub doradzić, ale postanowiłam podzielić się tutaj swoim problemem. Być może ktoś spotkał się z czymś podobnym.
Od dwóch miesięcy nagle dopadł mnie problem czegoś co nazwałabym zwiotczeniem ciała. Nagle tak jakby tkanka tłuszczowa dosłownie odczepiła się od reszty (od mięśni?). Nie wiem czy coś takiego w ogóle jest możliwe. Najbardziej widać to na przykładzie ud. Kiedy się położę na boku i uniosę nogę, dosłownie cała tkanka tłuszczowa zwisa/spływa luźno z uda. Tak jakby to wszystko nie trzymało się "do kupy". Nigdy nie byłam jakaś super wysportowana, ale moje ciało było jędrne i zbite. To o czym piszę wystąpiło dosłownie nagle, praktycznie z dnia na dzień i od dwóch miesięcy postępuje. Kiedy w pozycji stojącej dotykam swoich ud to mam wrażenie jakby ta tkanka tłuszczowa po prostu nie trzymała się reszty. Jakbym wyczuwała, że jest przestrzeń pomiędzy tym tłuszczykiem, a głębszymi partiami uda. Wszystko się trzęsie. Dodam, że nie jestem osobą otyłą, ważę 54 kg, mówimy tu o normalnym poziomie tkanki tłuszczowej. Problem dotyczy całego ciała, ale tłumaczę to na przykładzie ud, bo na nich i w sumie też na ramionach widać to najbardziej. Przedramiona i łydki też zrobiły się wiotkie.
Mam 30 lat i wiem, że zaraz może pojawią się szydercze komentarze, że to przecież kwestia wieku, może brak sportu, może zła dieta, zaniedbanie. Jednak mój problem wystąpił dosłownie nagle i jestem pewna, że taki stan rzeczy nie jest normą. Nie ukrywam, że jestem tym wszystkim podłamana, moje ciało nagle zmieniło się tak, że go nie poznaję. Szukałam pomocy u lekarzy, ale oni kierowali mnie na ogólne badanie, które nic nie wykazywały. Tak poza tym raczej nikt nie bierze tego na poważnie, bo przecież oni nie wiedzą jak wyglądałam wcześniej i jak bardzo to się zmieniło. Wychodzę po prostu na głupiutką paniusię, która przychodzi do lekarza, bo wisi jej tłuszczyk i robi z tego dramat zamiast się wziąć za siebie...
Jeszcze dodam to, co może być ważne- w tamtym czasie gdy to się zaczęło, miałam problematyczne zapalenie pęcherza, które ciężko było mi wyleczyć. Brałam antybiotyki. Dodatkowo od kilku dobrych miesięcy jestem pod wpływem bardzo mocnego stresu. Być może któreś z tych faktów (stres? antybiotyk? infekcja?) jest tak naprawdę przyczyną tego co stało się z moim ciałem? Może ktoś miał podobną sytuację, albo potrafi wytłumaczyć to co się dzieje?