Gość: bietka
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
13.01.05, 09:43
Witam
Możnaby powiedzieć , że jestem okazem zdrowia gdyby nie kolka nerkowa. Dopada
mnie tak ze dwa razy do roku, przeważnie w latem. Niestety właśnie czuje , że
może mnie własnie dopaść. Zaczyna sie od krótkich skurczy, ale jak złapie to
trzyma cały czas, jeden wielki potwornie bolący skurcz. Zawsze z tej okazji
było wzywane pogotowie, albo ja jechałam do szpitala. Jednak nigdy nie
dostałam nic co by uśmierzyło ból. Nospa, kroplówka nawadniająca, pyralgina,
usg... Niestety zawsze leżałam w męczarniach i czekałam aż kolka sama
ustąpi. Przeważnie trwało to kika godzin aż bl w pewnym momencie nagle
zanikał, jakby coś przeszło . miałam wrażenie , że coś " chlupnęło" i było po
bólu. Jak juz mogłam zrobić siusiu było badanie moczu , zawsze miałam dużo
krwi w moczu.....ale nic poza tym. Usg też nic nie wykazywało, jedynie
czasami lekarz dopatrzył sie " piasku" ...W czasie ataku "nerka była
spuchnięta"....tak mówili lekarze. Nerki mam zdrowe :)), gdy robię sobie
czasami prywatnie usg , nigdy nikt nic tam nie widzi, a wyniki normalnie mam
idealne. Boję sie jak cholera , tylko że jestem sama w domku a raczej nie
sama a zmałym dzieckiem. I cholera nie wiem co mam robić....moze ktoś zna
jakieś sposoby, żeby nie dopuścić do kolki...:)) Wiem że do szpitala juz nie
pójdę , bo nie ma sensu i tak nikt mi nic nie pomoże, jedynie będę sie zwijać
z bólu przy obcych ludziach.
jeszcze jedno ...czy lekarz nie ma obowiązku uśmierzyć taki ból wszelkimi
znanymi metodami????
pozdrawiam