Dodaj do ulubionych

Porod rodzinny

IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 21.11.01, 12:27
W ostatnim czasie bardzo wiele sie o nim mowi, a
przezywanie go stalo sie bardzo modne. Zwolennicy
porodu rodzinnego twierdza, ze wplywa on na rozwinieciu
u tatusia uczuc ojcowskich, wiekszej milosci do zony,
itp. podobe frazesy. Natomiast ja jestem do niego
bradzo negatywnie nastawiona. Sama urodzilam dziecko i
wiem jak porod przebiega, przeciez to nie jest rzecz, z
ktorej mozna robic widowisko!!! Sama, gdy moj synek sie
rodzil wolalam nie patrzec w ta strone, taka bylam
przerazona i bolem , i krwia. Dodatkowo stresowaloby
mnie, gdy maz patrzylby na moje spocone cialo,
wykrzywiona bolem twarz. Dlaczego porody rodzinne sa
tak bardzo propagowane, przeciez taki porod moze w
niektorych przypadkach zabic namietnosc meza wzgledem
zony,widok rozerwanej pochwy i wylaniajacej sie z niej
obkrwawionej glowy dziecka, a tym samym przyczynic sie
do rozbicia zwiazku!! Sama znam taki przypadek, maz
mojej kolezanki asystowal przy narodzinach ich
coreczki, przedtem ich zwiazek byl harmonijny, a po tym
nieszczesnym porodzie, maz ani razu sie nie zblizyl do
niej, nie chcial sie z nia kochac, a jezeli juz, to
analnie, zaczal korzystac z uslug prostytutek.
Wychodzil na nocne imprezy, znalazl sobie kochanke.
dziecko ma teraz 3 lata, a kolezanka od dwoch lat jest
po rozwodzie.
Panie Doktorze, bardzo prosze o odpowiedz na pytanie:
czy porod rodzinny moze miec rzeczywiscie wplyw na
pogorszenie stosunkow seksualnych pomiedzy mezem i
zona, i czy jest to czeste? Czy moze nie ma na nie
wplywu, a przypadek mej kolezanki byl zbiegiem
okolicznosci?
Obserwuj wątek
    • yaa Re: Porod rodzinny 21.11.01, 12:41
      Miałem te same wątpliwości i dlatego nie chciałem uczestniczyć w porodzie
      rodzinnym. Moja żona nie naciskała na to - gdyby się uparła, to zgodziłbym się.

      Co do rozwinięcia uczuć ojcowskich to uważam, że to bzdura - czy jeśli nie było
      mnie w trakcie porodu to niby oznacza, że jestem złym ojcem? Uczestnictwo w
      takim porodzie może mieć dobre strony - jest zawsze osoba, która może
      mieć "oko" na lekarzy, żeby czegoś nie schrzanili (moja koleżanka po porodzie w
      CZMP niemal nie straciła życia bo lekarze czegoś nie dopilnowali - jej mąż
      strasznie żałuje że nie było go tam wtedy) - ale to zupełnie inna sprawa.
      Pozdrawiam
      Yaa
      • Gość: sokol Re: Porod rodzinny IP: 217.96.21.* 21.11.01, 13:20
        I tak i nie.Sam byłem przy mojej żonie kiedy rodziła.
        Wspominam to bardzo dobrze.Nikt wam się nie każe patrzeć
        na rozerwaną pochwę czy coś tam jeszcze. Sam poród
        tj.końcowa faza trwa kilka minut, poprzedza ją
        klikugodzinna męczarnia podczas której obecność drugiej
        osoby bardzo się przydaje.Nie przesadzałbym co do tego
        ojcostwa, że niby lepsze.Ja nie czuję się wyróżniony.
        Jeszcze jedno, poród to dopiero początek, później to
        jest dopiero przerypane:)
        • Gość: Aga Re: Porod rodzinny IP: *.*.*.* 21.11.01, 13:49
          Ja rodziłam z mężam i jeśli chodzi o nasze życie seksualne, dostrzegam
          WYŁĄCZNIE plusy. Pozbyłam się zahamowań, poczułam się kochana i bezpieczna,
          przestałam się wstydzić swoich reakcji. On ze swojej strony poczuł dla mnie
          duży szacunek i naprawdę wiem, że w jego oczach jestem atrakcyjniejsza (tym
          bardziej, że nie wiem, jak to się stało, ale jest mi milion razy lepiej w
          łóżku).
          • Gość: Julka Re: Porod rodzinny IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 24.11.01, 14:00
            Gość portalu: Aga napisał(a):

            > Ja rodziłam z mężam i jeśli chodzi o nasze życie seksualne, dostrzegam
            > WYŁĄCZNIE plusy. Pozbyłam się zahamowań, poczułam się kochana i bezpieczna,
            > przestałam się wstydzić swoich reakcji. On ze swojej strony poczuł dla mnie
            > duży szacunek i naprawdę wiem, że w jego oczach jestem atrakcyjniejsza (tym
            > bardziej, że nie wiem, jak to się stało, ale jest mi milion razy lepiej w
            > łóżku).

            W moim przypadku jest dokładnie tak samo, w tej chwili za 3 m-ce będziemy mieli 2
            dzidźiusia i tak samo chciałabym by mój mąż był przy mnie, to naprawdę bardzo
            ludzi wiąże, kobieta czuje się bardziej bezpieczna, i to jest wspaniałe gdy
            maluch po porodzie ma kontakat z ojcem, oczywiście do tego wszystkiego potrzebny
            jest dojrzały facet, a nie dziecko-men który boi się krwi.

          • Gość: Nell Re: Porod rodzinny IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 26.11.01, 10:57
            Dla mnie jest to dziwne co, napisalas. Jak twoj widok,
            jako kobiet rodzacej mogl spowodowac to, ze teraz jestes
            dla meza atrakcyjniejsza...To bardzo zastanawiajace.
            Przeciez glowka dziecka, w trakcie porodu rozrywa pochwe,
            jak to moglo sie stac dla twojego meza
            afrodyzjakiem...Chyba nie w tym rzecz, ze widzial cie
            rodzaca... poprostu, moze po ciazy masz bardziej kobiece,
            seksowne ksztalty...Z natury jestem odwazna i
            samodzielna, i moj maz nie byl przy porodzie mi do
            niczego potrzebny, a nawet denerwowalaby mnie jego
            obecnosc. Dla mnie porod jest czyms bardzo intymnym, to
            jest czysta fizjologia, to tak, jakbym , przepraszam za
            wyrazenie :), miala robic kupe, a maz by mi sie
            przygladal...:)) Wolalam, azeby maz przyszedl, po
            porodzie, gdy bylam juz w miare wypoczeta, po wzietym
            prysznicu i pomalowana. Wiekszym dla mnie dowodem milosci
            i szacunku, niz obecnosc meza przy porodzie, jest gdy maz
            zajmuje sie dzieckiem , gdy ja jestem zmeczona, wstaje w
            nocy, przynosi dziecko do karmienia, przwija je, opiekuje
            sie mna, gdy jestem chora. I nie oglada za innymi
            kobietami, to jest dowod milosci! A nie uczestnictwo przy
            porodzie, przeciez to powinno byc dla mezczyzn Tabu...
              • Gość: Aga Re: Porod rodzinny - do Nell IP: *.*.*.* 26.11.01, 12:37
                I jeszcze chciałabym rozwinąć temat - to nieprawda, że poród powinien być dla
                mężczyzny tabu. Dla Twojego był - okej. Każdy ma prawo wybierać. Ale sama
                wiesz, że poród nie trwa dziesięć minut. Mój trwał 20 godzin, a faza parcia
                właśnie dziesięć minut. Ja byłam tak wycieńczona, że między skurczami spałam
                oparta na jego ramieniu. Zawsze mówiłam, że może wyjść, gdy zacznie się
                właściwa akcja, ale bez jego wsparcia w pierwszej fazie porodu - skończyłabym w
                wariatkowie... Poród rodzinny to okazja do wielkiej bliskości, do jedności
                psychicznej, naprawdę nieważne jak się wygląda. Mój facet uwielbia mnie w
                ładnej bieliźnie czy sukience, z piękną fryzurą i makijażem, ale wtedy nie
                przeszkadzało mu, że koszula była bawełniana, a ja obolała i spocona - bo
                bylismy w innym wymiarze, w innym świecie. I wiem, że byłam dla niego piękna,
                tym pięknem, które tylko on zna, bo wie jak wyglądam po dobrym seksie.
                jak widać, ile ludzi tyle poglądów...
                  • Gość: Aga Re: Porod rodzinny - do Nell IP: *.*.*.* 26.11.01, 15:50
                    Gość portalu: Nell napisał(a):

                    > Mam nadzeje, ze po dobrym seksie nie wygladam jak
                    > kobieta rodzaca..:)))

                    hehe, ja też, nie dosłownie, chodziło mi o taką pewną zwierzęcość, no nie wiem,
                    jak to wytłumaczyć...W każdym razie - czytałam o Twoich problemach i aż mnie
                    ciarki przeszły - mnie poszła "tylko" szyjka macicy, co nie ma się nijak do
                    seksu, więc problemów fizycznych nie miałam.
                    Następne też rodzę z mężem. Ale nikogo nie namawiam - myśmy się zastanawiali
                    osiem miesięcy. Dojrzelismy di tej decyzji bardzo powoli, i skutek przekroczył
                    nasze najśmielsze oczekiwania.
                    • Gość: Nell Re: Porod rodzinny - do Nell IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 26.11.01, 16:51
                      Fajnie, ze ci sie podobalo... moze i masz racje.. kto
                      wie? :) Ja jednak porodu rodzinnego nie pragne. W
                      trakcie, tego ktory przezylam, ani razu nie pomyslalam
                      o mezu, to nie znaczy , ze go nie kocham...o nie!!
                      Wtedy myslalm tylko o radzacym sie dziecku, i o bolu,
                      ktory doswiadczam i ktory jest udzialem miliona innych
                      kobiet, rodzacych od tysiecy lat, ktorym maz byl do
                      niczego potrzebny, Ja chcialam rodzic w spokoju, facet
                      by mi tylko przeszkadzal...
                      pozdrowionka: Nell
                    • tassman Aga :-) 27.11.01, 09:31
                      Gość portalu: Aga napisał(a):

                      > Gość portalu: Nell napisał(a):
                      >
                      > > Mam nadzeje, ze po dobrym seksie nie wygladam jak
                      > > kobieta rodzaca..:)))
                      >
                      > hehe, ja też, nie dosłownie, chodziło mi o taką pewną zwierzęcość, no nie wiem,
                      >
                      > jak to wytłumaczyć...W każdym razie - czytałam o Twoich problemach i aż mnie
                      > ciarki przeszły - mnie poszła "tylko" szyjka macicy, co nie ma się nijak do
                      > seksu, więc problemów fizycznych nie miałam.
                      > Następne też rodzę z mężem. Ale nikogo nie namawiam - myśmy się zastanawiali
                      > osiem miesięcy. Dojrzelismy di tej decyzji bardzo powoli, i skutek przekroczył
                      > nasze najśmielsze oczekiwania.


                      hej,
                      facet i pród rodzinny. To nie pomyłka jestem facetem i chciałbym cos powiedzieć.
                      Otóż byłem na takim porodzie. Od samego poczatku ciąży zony (nie rozmawialismy o
                      tym)wiedziałem ze tam bedę, ze tam powinienem być w takiej chwili. Bez zadnych
                      zbednych słów. Tak, tam musiałem być - dla Niej - bo wiem jak wazne jest to w tym
                      szczególnym momencie gdy ból miesza sie z radościa przez łzy, gdzie pot i krew to
                      norma....Tak poród to inny wymiar. I choc moja zona przyjechała do szpitala o 9
                      rano a dzidzius był na swiecie o 11 przed południem - to sadze ze te dwie niby
                      niewazne (dla innych) godziny bardziej zblizyły nas do siebie niż mozna sobie to
                      wyobrazić.
                      Nell wcale nie czułem obrzydzenia, wstretu czy też spadł raptownie mój poziom
                      pożadania do niej. Wprost przeciwnie. Po tym porodzie urosła w moich oczach do
                      rangi bogini (mojej prywatnej)....Przy drugim dziecku bedzie tak samo, bo nie
                      wyobrazam sobie ze mógłbym siedziec gdzieś np. z kolegami czekajac na telefon ze
                      szpitala - ze swiadomoscią że gdzieś tam jest Ona sama w szpitalu z całym tym
                      wysiłkiem do przejscia.....
                      i will be there :-)

                      Pozdrawiam
                      tassman
            • Gość: marcin Re: Porod rodzinny IP: 62.148.83.* 26.11.01, 14:02
              Nell,
              Sorry , ale zwyczajnie pierzysz, pochwa się rozrywa kiedy durna położna lub
              lekarz nie natną krocza. Sam byłem przy narodzinach mojego dziecka i uważam, że
              jest to niesamowite przeżycie i niby dlaczego miałbym kochać mniej żonę,
              przecież to są jakieś chore teorie. Jak facetowi się znudzi to każdy pretekst
              dla niego jest dobry aby sobie pójść.
              • Gość: Nell Re: Porod rodzinny IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 26.11.01, 15:29
                Po pierwsze, gdy odpowiadasz na moje posty, to uzywaj
                tak pospolitych, obrazliwych slow jak "pieprzysz".
                Przeszlam porod, zostalm nacieta. Peklo mi nie tylko
                krocze, ale i pochwa i macica. Ze tobie sie porod
                podobal, to nie znaczy, ze moze sie podobac kazdemu.
                sama osobiscie niechcialbym byc jego swiadkiem, tak
                samo jak ogladac operacji na otwartym sercu. Wiesz,
                niektorzy z zimnym sercem zaszlachtuja swiniaka, a sa
                tacy co nie wypatrosza ryby.
              • tassman Marcin- Porod rodzinny 27.11.01, 09:32
                Gość portalu: marcin napisał(a):

                > Nell,
                > Sorry , ale zwyczajnie pierzysz, pochwa się rozrywa kiedy durna położna lub
                > lekarz nie natną krocza. Sam byłem przy narodzinach mojego dziecka i uważam, że
                >
                > jest to niesamowite przeżycie i niby dlaczego miałbym kochać mniej żonę,
                > przecież to są jakieś chore teorie. Jak facetowi się znudzi to każdy pretekst
                > dla niego jest dobry aby sobie pójść.


                Marcin,

                Nic dodac nic ując -100% racji !!!

                PZDR
                tassman
            • tassman pytanie do Nell Porod rodzinny 27.11.01, 09:19
              Gość portalu: Nell napisał(a):

              > Dla mnie jest to dziwne co, napisalas. Jak twoj widok,
              > jako kobiet rodzacej mogl spowodowac to, ze teraz jestes
              > dla meza atrakcyjniejsza...To bardzo zastanawiajace.
              > Przeciez glowka dziecka, w trakcie porodu rozrywa pochwe,
              > jak to moglo sie stac dla twojego meza
              > afrodyzjakiem...Chyba nie w tym rzecz, ze widzial cie
              > rodzaca... poprostu, moze po ciazy masz bardziej kobiece,
              > seksowne ksztalty...Z natury jestem odwazna i
              > samodzielna, i moj maz nie byl przy porodzie mi do
              > niczego potrzebny, a nawet denerwowalaby mnie jego
              > obecnosc. Dla mnie porod jest czyms bardzo intymnym, to
              > jest czysta fizjologia, to tak, jakbym , przepraszam za
              > wyrazenie :), miala robic kupe, a maz by mi sie
              > przygladal...:)) Wolalam, azeby maz przyszedl, po
              > porodzie, gdy bylam juz w miare wypoczeta, po wzietym
              > prysznicu i pomalowana. Wiekszym dla mnie dowodem milosci
              > i szacunku, niz obecnosc meza przy porodzie, jest gdy maz
              > zajmuje sie dzieckiem , gdy ja jestem zmeczona, wstaje w
              > nocy, przynosi dziecko do karmienia, przwija je, opiekuje
              > sie mna, gdy jestem chora. I nie oglada za innymi
              > kobietami, to jest dowod milosci! A nie uczestnictwo przy
              > porodzie, przeciez to powinno byc dla mezczyzn Tabu...



              Sorry Nell ze zapytam, ale czy rodziłaś juz kiedyś czy to co wiesz to wiedza z
              opowiadan innych?

              PZDR
              tassman
                • Gość: tassman Odpowiedz do ...... IP: 172.30.20.* 28.11.01, 13:00
                  Gość portalu: Nell napisał(a):

                  > Rodzilam moj drogi, cztery lata temu, pamietam wsystko
                  > doskonale. Przy porodzie maz dla mnie byl zbedny. A
                  > poza tym bylam prawie nieprzytomna z bolu, i moglby byc
                  > przy mnie caly rok studentow medycyny, i tak bym ich
                  > nie widziala.

                  jako facet nie mogę nic powiedziec o bólu w trakcie porodu. wiadomo facet. Ale
                  ten ból widziałem i wiem ze jest to "zstapienie do piekła"..wspólczuje szczerze
                  wam tego rodzące.....
                  Nie chciałem cię w urazic swoja wypowiedzią. Sorry

                  pozdrawiam tassman

            • inkwizytor ŁAPIĘ SIĘ ZA GŁOWĘ... 02.01.02, 19:20
              Gość portalu: Nell napisał(a):
              > Dla mnie jest to dziwne co, napisalas. Jak twoj widok,
              > jako kobiet rodzacej mogl spowodowac to, ze teraz jestes
              > dla meza atrakcyjniejsza...To bardzo zastanawiajace.
              > Przeciez glowka dziecka, w trakcie porodu rozrywa pochwe,
              > jak to moglo sie stac dla twojego meza
              > afrodyzjakiem...

              Czytam twoje posty i zastanawiam się, czy twoje małżeństwo
              jest naprawdę szczęśliwe, czyli zbudowane na autentycznej
              więzi emocjonanej i fizycznej, szacunku do drugiego
              człowieka, empatii i zrozumieniu...
              Mam wrażenie, że jesteś osobą introwertyczną, z dużymi
              zahamowaniami.

              Pochwa rozszerza się podczas porodu. Czy to powód do
              wstydu? Jeżeli dla ciebie - kobiety, która zdecydowała się
              na macierzyństwo (co za tym idzie na poród) - zakrwawiona
              pochwa lub jej anatomiczne zmiany w trakcie porodu są
              obrzydliwe - to coś jest z tobą nie tak. Może po prostu
              masz zahamowania względem ciała i dlatego perspektywa
              rodzenia z mężem napawa cię obrzydzeniem i brakiem
              zrozumienia.


              >Z natury jestem odwazna i
              > samodzielna, i moj maz nie byl przy porodzie mi do
              > niczego potrzebny, a nawet denerwowalaby mnie jego
              > obecnosc.

              Ja także jestem kobietą samodzielną. Razem ze swoim
              mężczyzną zdecydowaliśmy, że będziemy rodzić razem. Co ma
              samodzielność do tak cudownego przeżycia jak narodziny
              dziecka? Możesz być Zosią-Samosią - twój wybór - ale
              zrozum, że wspólny poród to nie dowód braku
              samodzielności.

              I jeszcze jedno: kochany człowiek denerwowałby cię podczas
              porodu? Jaka jest w takim razie więź między wami?
              Najbliższa osoba cię drażni?
              W takiej chwili jak poród, ukochany pomaga, dodaje otuchy
              samą obecnością - a nie denerwuje!


              >Dla mnie porod jest czyms bardzo intymnym, to
              > jest czysta fizjologia, to tak, jakbym , przepraszam za
              > wyrazenie :), miala robic kupe, a maz by mi sie
              > przygladal...:)) Wolalam, azeby maz przyszedl, po
              > porodzie, gdy bylam juz w miare wypoczeta, po wzietym
              > prysznicu i pomalowana.

              Poród jest czymś tak samo intymnym jak seks. Czy podczas
              miłości fizycznej z mężem zamykasz oczy, gdy on rośnie i
              gdy potem tryska? Czy obrzydzają cię i zawstydzają wasze
              wydzieliny? - muszę to nazwać po imieniu :-) Przecież to
              także jest intymne przeżycie - wymagające od partnerów
              szacunku, zrozumienia, bezgranicznej miłości i akceptacji.

              Co do "robienia kupy" to znam parę, gdzie ona była chora i
              mąż musiał sadzać ją na nocnik. Myślisz, że się wstydzili?
              Załatwanie potrzeb fizjologicznych dla dojrzałego
              człowieka to normalna sprawa. Pewnie, że nikt się z tym
              nie "afiszuje". Zdarzają się jednak sytuacje, gdzie trzeba
              pomóc - to się pomaga z miłości, a nie z przymusu. Tak jak
              z małym dzieckiem: zmieniasz pampersy, sadzasz na nocnik -
              śmierdzi, krzwywisz się i KOCHASZ - robisz to bez
              niechęci, czy żalu.

              Ona jest już zdrowa, a ich miłość głęboka i pełna. On nie
              czuje obrzydzenia na wspomnienie "robienia kupy" i nie ma
              koszmarów sennych, że znowu sadza ją na nocnik i wyciera
              tyłek. Nadal ją kocha i szanuje. Bo kocha się nie za
              powierzchowne piękno (w tym przypadku: traktowanie
              fizjologii człowieka jako coś okropnego), ale za to jakim
              się jest człowiekiem.

              Wolałabyś żeby przyszedł po porodzie i zastał cię
              pomalowaną i uśmiechniętą. Czy przed seksem też się
              malujesz? A może w ogóle nie zmywasz makijażu? Czy zawsze
              jesteś uśmiechnięta? Czy mąż widział kiedykolwiek jak
              płakałaś, byłaś chora (nieumyte włosy, wypieki, katar
              itd.)?

              Zastanawiam się, jakie są relacje między tobą a twoim
              mężem.
              I tu nie chodzi o fakt, że mąż nie był przy twoim porodzie
              (wolny wybór, nikt nikogo nie powinien zmuszać), ale o
              POWODY dla których nie chciałabyś wspólnego porodu!

              Z twoich postów przebija obawa, że wtedy on mógłby
              zobaczyć grymas bólu, nieumalowaną twarz, rozrzucone nogi
              i zakrawione krocze. To chyba świadczy o zaburzeniach w
              relacjach małżeńskich. Chcesz być kobietą z okładki
              magazynu, czy dojrzałą osobą, która nie wsydzi się swojego
              ciała?

              Co to za mężczyzna, co po porodzie porzuca żonę rzekomo z
              powodu urazu na widok krwi i bólu żony! Czy szczera miłość
              może się załamać po czymś takim? Nie! Stąd wniosek: facet
              jej nie kochał, a poród był tylko pretekstem do odejścia.
              swpją drogą - niezły skur... syn skoro opuścił kobietę i
              dziecko!


              >Wiekszym dla mnie dowodem milosci
              > i szacunku, niz obecnosc meza przy porodzie, jest gdy maz
              > zajmuje sie dzieckiem , gdy ja jestem zmeczona, wstaje w
              > nocy, przynosi dziecko do karmienia, przwija je, opiekuje
              > sie mna, gdy jestem chora. I nie oglada za innymi
              > kobietami, to jest dowod milosci! A nie uczestnictwo przy
              > porodzie, przeciez to powinno byc dla mezczyzn Tabu...

              Tabu tworzą takie osoby jak ty. Dla mnie ciemnogród. I
              powtarzam: chodzi mi o powody, dla których nie popierasz
              wspólnego porodu (rozdarta pochwa, główka dziecka
              stercząca między nogami, krzyk z bólu). Na marginesie:
              lekarza się nie wstydziłaś, bo był anonimowy?

              Mam wrażenie, że pomimo niezrozumienia wspólnego
              doświadczenia narodzin dziecka, zazdrościsz parom, które
              "rodziły razem". Pytasz: jak to możliwe, że ona po tym
              wszyskim jest dla niego pociągająca? Po co facet ma się
              patrzeć na główkę dziecka między nogami?

              Jak to czytam, to się łapię za głowę. Gdzie tu miejsce na
              miłość? - szczerą i wstydzącą się zdrady, kłamstwa i
              agresji - a nie porodu. Życie przynosi różne sytuacje -
              ciężkie choroby, np. operacje usunięcia macicy - i tylko
              po postawie ukochanego można poznać, czy to MIŁOŚĆ czy
              tylko fikcja "idealnego świata".

              inkwizytor

              • Gość: Nell Re:JA TEZ ŁAPIĘ SIĘ ZA GŁOWĘ... IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 03.01.02, 11:40
                "Czytam twoje posty i zastanawiam się, czy twoje małżeństwo
                jest naprawdę szczęśliwe, czyli zbudowane na autentycznej
                więzi emocjonanej i fizycznej, szacunku do drugiego
                człowieka, empatii i zrozumieniu...
                Mam wrażenie, że jesteś osobą introwertyczną, z dużymi
                zahamowaniami. "
                Drugim Freundem, nie jestes, wiec daruj sobie psychoanalize.., ja introwertyczka, przeciez to
                absurd!!
                Ja nie chce rodzic z mezem, czy to tak trudno zrozumiec? Chce spokoju!! I wcale nie z powodu, ze
                uwazam, ze mogly do mnie stracic pociag, tylko dlatego, ze obecnosc meza dodatkowo stresowalaby
                mnie, to znaczy, ze moj organizm w trakcie porodu wytwarzal duzo adrenaliny, pod wplywem ktorej
                staje sie agresywna. Wszelkie jego masowania, glaskania sprowokowalyby pewno wybuch agresji,
                nie chcialabym tez, zeby sie na mnie patrzyl, to nie teatr!! Dlatego tez nie zabieram go ze soba na
                egzaminy (studiuje jeszcze), poniewaz jego obecnosc mnie rozprasza do tego stopnia, ze gdy go raz
                zabralam, to nie zdalam. Tylko prosze, nie wyciagaj mylnych wnioskow co do mojego malzenstwa..
                Niektore kobiety z temperamentem tak maja...!

                "Pochwa rozszerza się podczas porodu. Czy to powód do
                wstydu? Jeżeli dla ciebie - kobiety, która zdecydowała się
                na macierzyństwo (co za tym idzie na poród) - zakrwawiona
                pochwa lub jej anatomiczne zmiany w trakcie porodu są
                obrzydliwe - to coś jest z tobą nie tak. Może po prostu
                masz zahamowania względem ciała i dlatego perspektywa
                rodzenia z mężem napawa cię obrzydzeniem i brakiem
                zrozumienia. "
                Sluchaj, ja rodzilam pierwzsy raz, czyz nie moglam byc przerazona i bolem i krwia i moja rozszerzona
                pochwa? Ja naprawde nie wiedzialam , ze to az tak boli!! Bo skad? To bylo obrzydliwe, szcegolnie,
                gdy sie patrzylo z boku na inne , rodzace kobiety, porod moze sie wydawac obrzydliwy mezczyznie,
                przeciez nie jest kobieta.. ma zupelnie inna psychike niz my.. czyzbys tego nie wiedziala?
                "I jeszcze jedno: kochany człowiek denerwowałby cię podczas
                porodu? Jaka jest w takim razie więź między wami?
                Najbliższa osoba cię drażni? "

                Organizm wytwarzal przy porodzie ogromne ilosci adrenaliny.. chyba wiesz jak ona dziala?

                "Poród jest czymś tak samo intymnym jak seks. Czy podczas
                miłości fizycznej z mężem zamykasz oczy, gdy on rośnie i
                gdy potem tryska? Czy obrzydzają cię i zawstydzają wasze
                wydzieliny? - muszę to nazwać po imieniu :-) Przecież to
                także jest intymne przeżycie - wymagające od partnerów
                szacunku, zrozumienia, bezgranicznej miłości i akceptacji"

                bla bla bla, porownanie tak absurdalne, ze nie chce mi sie na nie nawet odpowiadac..

                "Co do "robienia kupy" to znam parę, gdzie ona była chora i
                mąż musiał sadzać ją na nocnik. Myślisz, że się wstydzili?
                Załatwanie potrzeb fizjologicznych dla dojrzałego
                człowieka to normalna sprawa"

                Czy takie dziwne, ze nie lubie przy mezu "robic kupy"? poprostu chce go uchronic przed "aromatami
                'wydzielajacymi sie przy tej czynnosci." Jezeli to swiadczy o mojej nieojrzalosci, to widocznie mamy
                inne o niej pojecia. A poza tym choroba , to inna sprawa, wiec porownanie to jest znowu absurdalne.
                Zreszta nie che mi sie juz o tym dyskutowac..

                O tym , ze porod to rzecz niezbyt estetyczna i nieciekawa nabralam przekonania, dopiero po, nie
                przed. Wiec probuje zrozumiec mezow, ktorzy po tym widowisku nabrali wstretu do cipek swych zon..
                Wiesz nie rodzilam z mezem, poniewaz nie czulam potrzeby by byl wtedy przy mnie.. Suki , kocice tez
                tak maja, nie rodza ze swoimi psami, kocurami, tylko same:)))))( prosze, nie wyciagaj z tego wnoskow
                co do mojego zwiazku, bo to ci nie wchodzi!!) Gdy bylam w ciazy, spytalam sie kolezanki ( matki dwojki
                dzieci) studentki 5 roku medycyny, co sadzi o porodach rodzinnych. Odradzila mi i powiedziala, ze na
                zajeciach z ginekologii od lekarzy dowiedziala sie o tym, ze niektorzy mezczyzni zaczynaja do swoich
                zon po tym, odczuwac wstret seksualny. Daje to do myslenia, nieprawdaz? poza tym gdy ja mialam
                rodzic, oddzial ginekologii i polznictwa byl w remoncie, wiec porod rodzinny by odbywal sie na
                porodowce ogolnej, obokminnych kobiet Poza tym maz mdleje na widok igly oraz mial na drugi dzien
                egzamin, wiec nie chcialam go tam ciagnac..Nie jestem egoistka..
                Odpowiedz mi na pytanie( jeszcze rzadna zwolenniczka porodow rodzinnych mi na nie nie
                odpowiedziala) Dlaczego wiekszosc kobiet, ktore rodzily pierwsze dziecko bez meza, porod przebiegl
                normalnie, urodzily zdrowe dziecko, nie chce porodu rodzinnego? Nie odpowiedaj, ze tworza
                nietrwale, niedojrzale zwiazki, bo to bylby znowu absurd...

                Zanim nie dostane sadowego nakazu, nigdy nie bede rodzila z mezem.
                • Gość: Aga Re:JA TEZ ŁAPIĘ SIĘ ZA GŁOWĘ... IP: *.*.*.* 03.01.02, 15:42
                  Gość portalu: Nell napisał(a):
                  > Odpowiedz mi na pytanie( jeszcze rzadna zwolenniczka porodow rodzinnych mi na n
                  > ie nie
                  > odpowiedziala) Dlaczego wiekszosc kobiet, ktore rodzily pierwsze dziecko bez m
                  > eza, porod przebiegl
                  > normalnie, urodzily zdrowe dziecko, nie chce porodu rodzinnego? Nie odpowiedaj,
                  > ze tworza
                  > nietrwale, niedojrzale zwiazki, bo to bylby znowu absurd...
                  >

                  Nell, to znowu ja - mogę?
                  To pytanie jest trochę dziwne. Skąd masz takie dane, że większość? Wśród znanych
                  mi osób akurat większość żałuje, że nie była razem, zarówno moi rodzice (nie te
                  czasy), jak też znajomi u których skończyło się cesarką
                  w ogólnym znieczuleniu. Ale znam kilka par, które zdecydowały się na poród
                  rodzinny przy drugim dziecku i nie żałują.
                  Trudno odpowiadać na pytania oparte na fałszywych założeniach, prawda?
                  Tylko nie myśl, że Cię atakuję. Sama jestem zniesmaczona tym, co ludziska tu
                  wypisują. Polacy są skrajnie nietolerancyjni i zdania nie zmienię.
                  • Gość: Nell Re:JA TEZ ŁAPIĘ SIĘ ZA GŁOWĘ... IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 03.01.02, 16:05
                    Pytalam kobiet ktore znam mamy, kuzynki, tesciowej, pzyjaciolki itd kazda odpowiadala, ze porod to
                    sprawa kobiety i nie che przy tym meza. One rodzily same, i maja takie same zdanie jak ja, to znaczy
                    do porodu facet nie jest potrzebny, tylko przeszkadza, Kuzynka ponadto przed porodem pytala sie
                    ginekologa prowadzacego, co on sadzi o porodach rodzinnych. Odpowiedzial ( moze to byl ginekolog
                    z ciemnogrodu ;) ) "-Wie pani, kobiety od tylu lat rodzily same, to bylo chyba lepsze".

                    Ja osobiscie znam rowniez pary, ktore rodzily razem ,za wyjatkiem jednej , sa z tego bardzo
                    zadowoleni, ale nie daja mi odczuc tego, ze ich zwiazek jest lepszy, dojrzalszy, pelniejszy. Rozumieja,
                    ze kazdy wybiera to, co potrzebuje i ze ludzie nie maja tych samych potrzeb, co jednak nie
                    dyskwalifikuje ich jako pary. I ze wspolny porod nie jest sprawdzianem na milosc..., prawdziwe zycie
                    stwarza znacznie wiecej sytuacji, czestokroc bardziej miarodajnie swiadczacych o uczuciu, niz
                    wspolne "rodzenie dziecka"
                • inkwizytor Ponownie łapię się za głowę 03.01.02, 16:37
                  Gość portalu: Nell napisał(a):

                  > Drugim Freudem, nie jestes, wiec daruj sobie psychoanalize.., ja introwertycz
                  > ka, przeciez to
                  > absurd!!
                  > Ja nie chce rodzic z mezem, czy to tak trudno zrozumiec? Chce spokoju!! I wcale
                  > nie z powodu, ze
                  > uwazam, ze mogly do mnie stracic pociag, tylko dlatego, ze obecnosc meza dodat
                  > kowo stresowalaby
                  > mnie, to znaczy, ze moj organizm w trakcie porodu wytwarzal duzo adrenaliny, po
                  > d wplywem ktorej
                  > staje sie agresywna. Wszelkie jego masowania, glaskania sprowokowalyby pewno wy
                  > buch agresji,
                  > nie chcialabym tez, zeby sie na mnie patrzyl, to nie teatr!! Dlatego tez nie za
                  > bieram go ze soba na
                  > egzaminy (studiuje jeszcze), poniewaz jego obecnosc mnie rozprasza do tego stop
                  > nia, ze gdy go raz
                  > zabralam, to nie zdalam. Tylko prosze, nie wyciagaj mylnych wnioskow co do moje
                  > go malzenstwa..
                  > Niektore kobiety z temperamentem tak maja...!

                  *******
                  O.K Freudem nie jestem, ale tak się składa, że coś tam
                  wspólnego z psychologią mam :-)
                  Nie o to zresztą chodzi. Nie potępiam cię za to, że nie
                  chcesz rodzić z mężem, ale zraziły mnie powdy, które
                  podałaś we wcześniejszych postach - z tym umalowaniem
                  się i tajemniczością na czele...



                  > Sluchaj, ja rodzilam pierwzsy raz, czyz nie moglam byc przerazona i bolem i krw
                  > ia i moja rozszerzona
                  > pochwa? Ja naprawde nie wiedzialam , ze to az tak boli!! Bo skad? To bylo obrzy
                  > dliwe, szcegolnie,
                  > gdy sie patrzylo z boku na inne , rodzace kobiety, porod moze sie wydawac obrzy
                  > dliwy mezczyznie,
                  > przeciez nie jest kobieta.. ma zupelnie inna psychike niz my.. czyzbys tego nie
                  > wiedziala?

                  ***********
                  Tak... kolejne błędne koło. Oczywiście, że mężczyzna i
                  kobieta różnią się od siebie, ale nie aż tak
                  diametralnie, by widok rodzącej ukochanej kobiety mógł
                  dorosłego (i dojrzałego!) faceta obrzydzić. Zwróć uwagę
                  jak wielu jest doskonałych położników i chirurgów -
                  mężczyn. Czy dla kochającego mężczyzny poród może być aż
                  tak traumatyczny, że może mieć potem obrzydzenie do
                  seksu z żoną (twój przykład kilka postów wyżej)?

                  >
                  > "Poród jest czymś tak samo intymnym jak seks. Czy podczas
                  > miłości fizycznej z mężem zamykasz oczy, gdy on rośnie i
                  > gdy potem tryska? Czy obrzydzają cię i zawstydzają wasze
                  > wydzieliny? - muszę to nazwać po imieniu :-) Przecież to
                  > także jest intymne przeżycie - wymagające od partnerów
                  > szacunku, zrozumienia, bezgranicznej miłości i akceptacji"

                  > bla bla bla, porownanie tak absurdalne, ze nie chce mi sie na nie nawet odpowia
                  > dac..


                  **********
                  Pytanie na miejscu - biorąc pod uwagę twoje obawy przed
                  wspólnym porodem. Chodzi o to, że wielu ludzi buduje
                  niepotrzebne bariery między kobiecością a męskością.
                  Przecież inteligentny i wrażliwy facet wie, jak się
                  odbywa poród. Wszystko leży w kwestii zdrowej wyobraźni.


                  > Czy takie dziwne, ze nie lubie przy mezu "robic
                  kupy"? poprostu chce go uchroni
                  > c przed "aromatami
                  > 'wydzielajacymi sie przy tej czynnosci." Jezeli to swiadczy o mojej nieojrzalos
                  > ci, to widocznie mamy
                  > inne o niej pojecia.

                  ********
                  Na to porównanie sama wpadłaś w którymś poście. To ty
                  porównałaś poród do wydalania, ja tylko podjęłam wątek,
                  by uświadomić ci pewną sprawę. Nikt nie każe ci się przy
                  mężu załatwiać i wąchać jego "aromatów", ale czy w
                  sytuacji gdybyś była do tego zmuszona (mój przykład o
                  chorej koleżance) nabrałabyś wstrętu na widok sra... (o,
                  przepraszam) męża? Każdy wie na czym polega wydalanie i
                  nikt nie żyje w świecie ułudy, że wydalamy fiołki.


                  > O tym , ze porod to rzecz niezbyt estetyczna i nieciekawa nabralam przekonania
                  > , dopiero po, nie
                  > przed. Wiec probuje zrozumiec mezow, ktorzy po tym widowisku nabrali wstretu do
                  > cipek swych zon..

                  *******
                  Kobieto! Co ty piszesz?! Próbujesz zrozumieć facetów,
                  którzy nabrali wstrętu do cipek swoich żon po porodzie?
                  Co to za mężczyźni? Owszem można osłabnąć na widok krwi
                  i cierpień ukaochanej żony - ale facet który najpierw z
                  lubością "posuwał" swoją ślubną i zrobił jej dziecko, a
                  potem się zaszokował tym, że dziecka nie przyniósł
                  bocian - jest dla mnie niedojrzały, nieodpowiedzialny,
                  bez szacunku do natury tego świata. Wstyscy wiemy przez
                  jaką dziurkę rodzi się mały człowiek - a taki gość
                  powinien sobie zdawać z tego sprawę nawet wtedy, gdy ta
                  dziurka służy mu dla jego przyjemności...


                  > Wiesz nie rodzilam z mezem, poniewaz nie czulam potrzeby by byl wtedy przy mnie
                  > .. Suki , kocice tez
                  > tak maja, nie rodza ze swoimi psami, kocurami, tylko same:)))))

                  *******
                  Taaak, suka nawet nie wie z którym psem ma dziecko, bo
                  jej wisi, kto ją akurat pokryje :-)))




                  > Odpowiedz mi na pytanie( jeszcze rzadna zwolenniczka porodow rodzinnych mi na n
                  > ie nie
                  > odpowiedziala) Dlaczego wiekszosc kobiet, ktore rodzily pierwsze dziecko bez m
                  > eza, porod przebiegl
                  > normalnie, urodzily zdrowe dziecko, nie chce porodu rodzinnego? Nie odpowiedaj,
                  > ze tworza
                  > nietrwale, niedojrzale zwiazki, bo to bylby znowu absurd...


                  ********
                  Nie posądzaj mnie o tworzenie absurdalnych pojęć, bo
                  sama to robisz. Wiesz, znam kobiety, które rodziły same
                  i nie żałują. Tylko one nie uzasadniają tego tak jak ty
                  - tajemniczością, makijażem, ewentualnym wstrętem męża
                  do cipki. Mówią o spokoju i trosce o męża, który jest
                  zbyt wrażliwy, ale nie w kontekście późniejszego
                  obrzydzenia.


                  > Zanim nie dostane sadowego nakazu, nigdy nie bede rodzila z mezem.

                  *******
                  Twój wybór. Ja będę rodzić z mężem i oboje nie ukrywamy
                  radości, że stanie się to naszym wspólnym udziałem.
                  Magda inkwizytor

                  • Gość: Nell Re: Ponownie łapię się za głowę IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 03.01.02, 18:10
                    Oto moja wypowiedz:
                    "Czy takie dziwne, ze nie lubie przy mezu "robic
                    kupy"? poprostu chce go uchroni
                    > c przed "aromatami
                    > 'wydzielajacymi sie przy tej czynnosci." Jezeli to swiadczy o mojej nieojrzalos
                    > ci, to widocznie mamy
                    > inne o niej pojecia. "
                    A to twoja wypowiedz:
                    "Na to porównanie sama wpadłaś w którymś poście. To ty
                    porównałaś poród do wydalania, ja tylko podjęłam wątek,
                    by uświadomić ci pewną sprawę. Nikt nie każe ci się przy
                    mężu załatwiać i wąchać jego "aromatów","


                    K...rwa ty sie naucz czytac domorosly psychologu, a potem bierz sie za psychoanalize. ja
                    nie napisalam, ze dyskonfort budza "aromaty" mojego meza. Tylko, ze nie chce skazywac mojego
                    meza na SMROD JAKI SIE WYDZIELA, GDY ROBIE KUPE! DOTARLO? Ja nie porownalam porodu
                    w takim znaczeniu jak ty sugerujesz, tylko jako dwie czynnosci intymne, ale nie o tym samym ciezarze
                    gatunkowym!
                    I jeszcze jedno! Rodzilam w nocy. Mąż przyszedl w poludnie, na jego przyjscie sie wykapalam i
                    pomalowalam, poniewaz czulam dyskonfort pochodzacy z tego, ze mialam przepocona koszule i
                    podkrazone oczy po nieprzespanej nocy...To pozwolilo mi sie po tym wycieczajacym zdarzeniu poczuc
                    piekna, DLA SIEBIE!!!!! Trudno ci to zrozumiec OGRANICZONY MÓŻDŻKU?! I jeszce chcialam
                    oswiadczyc, ze nie maluje sie do lozka, zreszta prawie wcale sie nie maluje ( ten makijaz to jest
                    jeszce wiekszy absurd niz twoje porownanie seksu, tryskajacego sperma czlonka do porodu) Bo
                    jestem zbyt piekna, zeby sie malowac, takie jest zdanie mojego meza!

                    KONIEC TEMATU, NIEKTORZY SA ZBYT OGRANICZENI, BY ZROZUMIEC POTRZEBY DRUGIEGO
                    CZLOWIEKA! WIEC Z TAKIMI LUDZMI NIE MA CO DYSKUTOWAC!
                    • inkwizytor Re: Ponownie łapię się za głowę 04.01.02, 13:06
                      Nell napisała:

                      > K...rwa ty sie naucz czytac domorosly psychologu, a potem bierz sie za psycho
                      > analize. ja
                      > nie napisalam, ze dyskonfort budza "aromaty" mojego meza. Tylko, ze nie chce sk
                      > azywac mojego
                      > meza na SMROD JAKI SIE WYDZIELA, GDY ROBIE KUPE! DOTARLO? Ja nie porownalam p
                      > orodu
                      > w takim znaczeniu jak ty sugerujesz, tylko jako dwie czynnosci intymne, ale nie
                      > o tym samym ciezarze
                      > gatunkowym!
                      > I jeszcze jedno! Rodzilam w nocy. Mąż przyszedl w poludnie, na jego przyjscie s
                      > ie wykapalam i
                      > pomalowalam, poniewaz czulam dyskonfort pochodzacy z tego, ze mialam przepocona
                      > koszule i
                      > podkrazone oczy po nieprzespanej nocy...To pozwolilo mi sie po tym wycieczajacy
                      > m zdarzeniu poczuc
                      > piekna, DLA SIEBIE!!!!! Trudno ci to zrozumiec OGRANICZONY MÓŻDŻKU?! I jeszc
                      > e chcialam
                      > oswiadczyc, ze nie maluje sie do lozka, zreszta prawie wcale sie nie maluje ( t
                      > en makijaz to jest
                      > jeszce wiekszy absurd niz twoje porownanie seksu, tryskajacego sperma czlonka d
                      > o porodu) Bo
                      > jestem zbyt piekna, zeby sie malowac, takie jest zdanie mojego meza!
                      >
                      > KONIEC TEMATU, NIEKTORZY SA ZBYT OGRANICZENI, BY ZROZUMIEC POTRZEBY DRUGIEGO
                      > CZLOWIEKA! WIEC Z TAKIMI LUDZMI NIE MA CO DYSKUTOWAC!


                      Właśnie chamstwa i prostactwa (po twojemu:
                      "temperament") spodziewałam się po tobie.
                      Po pierwsze: wyraziłam opinię na dany temat i nie
                      kazałam ci odpowiadać na moje posty. Daj sobie więc
                      spokój i nie dyskutuj. Zresztą, to jest lista dyskusyjna
                      - jeżeli chcesz pomonologować, to zadzwoń pod 0700.

                      Czekałam z utęsknieniem na takie wyzwiska i głupotę
                      przeciekającą przez każdy przecinek w twoich niektórych
                      wypowiedziach. Wyszło szydło z worka: jesteś ograniczona
                      i nietolerancyjna, a od innych oczekujesz zrozumienia!

                      I przestań się przede mną tłumaczyć, że rodziłaś w nocy
                      (itp.). Mogłaś sobie rodzić nawet na księżycu, ale
                      poglądy które reprezentujesz są zaściankowe. Jesteś
                      agresywna i nie potrafisz kulturalnie dyskutować. Zdaj
                      sobie w końcu sprawę, że uczestnicząc w forum
                      dyskusyjnym możesz spotkać się z różnymi opiniami - ale
                      to nie powód, by ludzi o odmiennych poglądach wyzywać od
                      "ograniczonych móżdżków". Śmieć mi się chce, jak czytam
                      takie żałosne teksty. Jeżeli nie potrafisz normalnie
                      rozmawiać, to się za to nie bierz!

                      Co do tego "domorosłego psychologa", to do twojej
                      wiadomości skończyłam psychologię w Gdańsku i filologię
                      polską w Olsztynie. Cenię ludzi za kulturę wypowiedzi,
                      nawet gdy mają odmienne poglądy. Nie rozumiem głupoty,
                      która pod płaszczykiem "temperamentu" pluje jadem na
                      innych.

                      Magda - inkwizytor

                  • Gość: Nell Re: Ponownie łapię się za głowę IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 03.01.02, 20:55
                    "Ja będę rodzić z mężem i oboje nie ukrywamy
                    radości, że stanie się to naszym wspólnym udziałem.
                    Magda inkwizytor"
                    To porozmawiamy po twoim porodzie, osoba, ktora nie rodzila nie jest dla mnie
                    partnerem do rozmow! BO nie ma pojecia o przedmiocie dyskusji!
                    ps. zycze ci, zeby twoj porod z mezem ci sie udal
                    i zeby twoj maz cie nie rzucil za dwadziescia lat, bo mu sie znudzi niechluj
                    niedbajacy o swoj wyglad dla niego, z tlustymi wlosami, w powyciaganym
                    szlafroku. Zrozumiesz wtedy, ze mezczyzni uwielbiaja kobiety zadbane i
                    tajemnicze..
                    • inkwizytor Re: Ponownie łapię się za głowę 04.01.02, 13:11
                      Gość portalu: Nell napisał(a):

                      > "Ja będę rodzić z mężem i oboje nie ukrywamy
                      > radości, że stanie się to naszym wspólnym udziałem.
                      > Magda inkwizytor"
                      > To porozmawiamy po twoim porodzie, osoba, ktora nie rodzila nie jest dla mnie
                      > partnerem do rozmow! BO nie ma pojecia o przedmiocie dyskusji!
                      > ps. zycze ci, zeby twoj porod z mezem ci sie udal
                      > i zeby twoj maz cie nie rzucil za dwadziescia lat, bo mu sie znudzi niechluj
                      > niedbajacy o swoj wyglad dla niego, z tlustymi wlosami, w powyciaganym
                      > szlafroku. Zrozumiesz wtedy, ze mezczyzni uwielbiaja kobiety zadbane i
                      > tajemnicze..


                      Wybacz, ale nie mogę się powstrzymać, żeby tego nie
                      napisać: jesteś głupia jak but. Kompromitujesz się takimi
                      poglądami. I to właśnie ty zachowujesz się, jak
                      nastolatka, która nie zna życia.

                      Bądó dalej tak tajemniczą. Zastanawiam się tylko, dlaczego
                      tajemniczością częstujesz tylko swojego męża. Tutaj - na
                      forum - nie udało ci się ukryć agresji, błędnej
                      interprtetacji niektórych wypowiedzi i nieelastyczności
                      poglądów.

                      Za życzenia nie dziękuje, bo takich nieszczerych i
                      zawistnych jeszcze nie czytałam.

                      Magda - inkwizytor

                      • Gość: Nell Re: Ponownie łapię się za głowę IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 04.01.02, 14:44
                        .
                        >
                        >
                        > Wybacz, ale nie mogę się powstrzymać, żeby tego nie
                        > napisać: jesteś głupia jak but.

                        :)))) a tak na marginesie, skad wiesz , ze "but jest glupi"? Bardzo ciekawe... obawiam sie, ze to twoje
                        jedyne pojecie o psychologii...

                        Kompromitujesz się takimi
                        > poglądami. I to właśnie ty zachowujesz się, jak
                        > nastolatka, która nie zna życia.

                        Alez ja nie napisalam, ze nie znasz zycia..., nie przypisuj mi takich rzeczy.... ja tylko napisalam, ze nie
                        znasz porodu, bo go sama nie przezylas.. Mozna przeczytac tysiace ksiazek, ale to nie to samo, co
                        porodu doswiadzcyc. Ja bym sie nie odwazyla pisac o czyms, o czym nie mam pojecia. !!!!

                        ps. Odsylam do Freunda, psychologu- amatorze.., poczytaj o dzalaniu swiadomym, podswiadomym, o id,
                        superego i ego. Wtedy zrozumiesz, jak skomplikowana jest psychika ludzka.. I ze czasami wystepujacy
                        wstret meza do zony, po porodzie rodzinnym, nie wyplywa z tego, ze nie kocha zony, a ich zwiazek byl
                        nietrwaly, nie oparty na glebokim uczuciu i akceptacji, tylko z podswiadomych lekow , obsesji, o ktorych
                        czasami sam zainteresowany nie ma pojecia..

                        I jeszcze jedno, agresje we mnie wzbudza glupota ludzka .i patrzenie na innych przez pryzmat wlasnej
                        osoby.


                        I
                          • leon4 Re: Kobiety 04.01.02, 18:55
                            Troche tolerancji !!!! Ja z moja zona jestesmy malzenstwem 12 lat- bardzo szczesliwym,
                            tolerancyjnym i dopelniajacy sie pod kazdym wzgledem. Nie obrzydza nas wlasne cialo, ale nie
                            zdecydowalimy sie na porod rodzinny. Przede wszystkim ona tego nie chciala, mowila mi, ze poradzi
                            sobie sama. Czy powinnismy byc napietnowani? Przeciez porod dla samej kobiety to nic
                            przyjemnego, ona sama by tego nie chciala ogladac ze strony lekarza, widziec siebie od srodka i na
                            zewnatrz, to dwie rozne sprawy.Zreszta bardzo bym cierpal widzac jej bol i niemagac jej pomoc.
              • Gość: Jarek Re: ŁAPIĘ SIĘ ZA GŁOWĘ...do Inkwizytora IP: 168.143.112.* 06.01.02, 13:14
                Jezeli jestes naprawde psychologiem, to chyba
                najglupszym, jakiego w zyciu spotkalem. Gdzie twoja
                tolerancja, ktorej brak zarzucasz innym? Kazdy ma
                swoje wlasne, indywidualne odzcucia i nie tobie je
                oceniac. Za malo wiesz o swiecie, a twoje pojecie o
                milosci jest chyba zaczerpniete z tanich romansidel.
                Otworz dziewczyno oczy, bo to co piszesz mowi o tym
                jak jednostronny masz obraz swiata. To zalosne.
        • Gość: lola1 Re: Porod rodzinny IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 21.11.01, 14:01
          Moj mąz po porodzie rodzinnym znalazł sobie kochankę i przy okazji awantury
          poinformował mnie , że yt."Czuje wstręt do mojej cipki"Z pewnościa doszloby do
          rozwodu, jednak to moje drugie małżeństwo. Przełknęłam jakos tę żabę...On jest
          nadal moim mężem, od kochanki odszedł.Jestem z nim, bo nie chce przechodzić
          rozwodowego piekła, no i mamy ślicznego synka i na dodatek prowadzimy wspólnie
          interesy. Wierzę w boska sprawiedliwość.Bo przecież mąż nie moze byc aż tak
          okrutny.
          Odradzam rodzenie z mężem, który jest niedojrzałym dupkiem- sorry .
          • Gość: Nell Re: Porod rodzinny IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 23.11.01, 22:06
            Zdaniem lekarzy, niektorzy mezczyzni, majacy
            delikatniejsza psychike, widzac porod, doznaja urazu
            psychicznego i nabywaja wstretu do kobiety. Jest to
            bardzo smutne, ale czesto wystepujace . Sama lezac
            jeszcze w szpitalu, po porodzie, widzialam tatusiow
            wychodzaych z pokoju, gdzie ich zony rodzily. Wcale nie
            wygladali na zachwyconych, a wrecz odwrotnie. Slyszalam
            polozne, ktore probowaly im wytlumaczyc fizjologie
            porodu " Wez pan sobie wloz parasol w tylek i sprobuj
            wyciagnac otwarty..." Ale chyba ten bardzo obrazowy
            opis do nich nie trafial...
            • Gość: abee Re: Porod rodzinny IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 24.11.01, 13:00
              To bardzo smutne, co napisalyscie. Smutne, bo oznacza,
              ze troche krwi i potu jest w stanie zabic milosc. Ze
              osoba najblizsza, do ktorej mamy najwyzsze zaufanie i
              od ktorej liczymy na pomoc w najtrudniejszych momentach
              kiedy czujemy strach i bol moze sie po prostu
              "zbrzydzic" i uciec. Moim zdaniem to nie zadna
              "delikatnosc psychiki" tylko zwykle tchorzostwo.
              Nie wyobrazam sobie, zebym mogla uciec np. od ciezko
              chorego meza tylko dlatego, ze "brzydzi" mnie jego
              stan. To dla mnie nie do pojecia. Ja to oceniam
              jednoznacznie. Jesli facet nie zgodzi sie byc z ze mna
              w czasie porodu, bedzie zwyklym tchorzem i nie bedzie
              godny byc ani moim mezem, ani ojcem dziecka. Bo nie mam
              wtedy zadnej pewnosci, czy zaopiekuje sie mna w
              potrzebie, w chorobie, czy tez nie ucieknie gdzie
              pieprz rosnie z powodu swojej "delikatnej psychiki".
              • Gość: Nell Re: Porod rodzinny IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 26.11.01, 11:09
                Porod to nie choroba!!! To fizjologia, a pochwa przez
                ktora przechodzi dziecko, to nie rana w doslownym
                sensie, tylko czesc ciala, bedaca fetyszem dla wielu
                mezczyzn. Porod moze zabic chec do wspolzycia z zona, a
                nie milosc wzgledem niej, moze uwazac zone za np.
                przejaciela, a nie kochanke. Widok pochwy moze przestac
                byc dla meza afrodyzjakiem, a stac sie czescia ciala,
                przez ktora przeszla glowa dziecka, wielkosci
                grapefruita...Zreszta niechcialabym, zeby maz po
                uczystnictwie w porodzie, wyrazal sie o mojej pochwie "
                dziura", a tak w opisach porodu rodzinnego, mowil o
                pochwie swojej zony, moj kolega.
                • Gość: Sol Re: Porod rodzinny IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.11.01, 11:56
                  generalnie popieram Nell, moze nie mam tych samych argumentow co ona ale tez nie chcialabym
                  zeby ojciec dziecka (lub moj owczesny mezczyzna) byl przy porodzie. Z jednej strony mysle sobie:
                  niech on zobaczy przez co ja musze przechodzic, jak to boli, niech popatrzy ze to wcale nie jest bulka z
                  maslem... Ale z drugiej strony:nie mam ochoty zeby wtedy byl ze mna, nawet jesli to wg niektorych ma
                  cementowac wiezi... Tez jestem samodzielna (obrzydliwie samodzielna czasem wbrew zdrowemu
                  rozsadkowi, niestety) i tez chce wygladac dla niego jak najlepiej fizycznie. Zawsze. Wiem, ze 3/4
                  spoleczenstwa twierdzi, ze co ma piernik do wiatraka, przeciez on Cie bedzie jeszcze bardziej kochal.
                  Nie nie nie, ja sobie po prostu nie zycze. Ja sie teraz pomecze a potem bedziemy sie meczyc
                  razem.Ale krew, lozysko, szwy, bol, skurcze - to moja dzialka i jakos to przezyje. A on niech sie
                  denerwuje w poczekalni. Nielogiczne? Moze, ale coz ja na to poradze....
                  • Gość: Nell Re: Porod rodzinny IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 26.11.01, 15:22
                    Bardzo dziekuje z poparcie :)) Wlasnie to przez caly
                    powiedziec, a raczej napisac, tylko mi sie nie udalo
                    tak celnie tego zrobic jak tobie.Bardziej lacza rodosci
                    i smutki dnia powszedniego, cierpienia majacego kolki
                    dzidziusia, niz czasami szkodliwy dla pozniejszego
                    porzycia seksualnego porod rodzinny
                    p.s. Mam nadzieje, ze Pan Doktor sie wypowie na ten
                    temat, jezeli sie myle, to wyprowadzi mnie z bledu, a
                    jezeli sie nie myle, to uchroni inne kobiety, przed
                    robieniem kroku, ktory moze zachwiac ich zwiazkiem.
                    • Gość: Sol Porod rodzinny-do Nell IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.11.01, 15:38
                      Gość portalu: Nell napisał(a):

                      >Bardziej lacza rodosci i smutki dnia powszedniego, cierpienia majacego kolki
                      > dzidziusia, niz czasami szkodliwy dla pozniejszego
                      > porzycia seksualnego porod rodzinny
                      > p.s. Mam nadzieje, ze Pan Doktor sie wypowie na ten
                      > temat, jezeli sie myle, to wyprowadzi mnie z bledu, a
                      > jezeli sie nie myle, to uchroni inne kobiety, przed
                      > robieniem kroku, ktory moze zachwiac ich zwiazkiem.

                      Nie, Nell, nie mow tak. Moze i porod rodzinny laczy, ja tego nie neguje i nie
                      wiem, bo tego nie przezylam, moze i laczy bardziej niz smutki codzienne. Ale to
                      zalezy od charakteru partnerow i ich potrzeb. To ze my obie mamy taki kaprys, ze
                      nie zyczymy sobie obecnosci partnera przy porodzie to nasz wybor. A moze innym to
                      pomoze, moze na nowo zakochaja sie w sobie albo jeszcze mocniej beda przezywac
                      radosc z posiadania dziecka. Kto wie? Jesli obie strony czuja, ze bardzo
                      (bardzo!) pragna to przezyc razem to podejrzewam ze takie przezycie im nie
                      zaszkodzi. Ale jesli chocby jedna ze stron (juz nie mowie ze obie) ma nawet
                      malutkie watpliwosci i momenty zawahania to tak jak w seksie-najpierw trzeba o
                      tym porozmawiac, wywlec na swiatlo dzienne to, co sie czuje a potem decydowac.
                      Ale nic na sile. Nigdy. A powiem Ci tak na ucho, ze ja tak naprawde to nie do
                      konca wierze, ze moge mojemu partnerowi "obrzydnac" po porodzie (przynajmniej nie
                      temu obecnemu, to wiem w 100%). Jesli zauwazylabym jakies oznaki braku akceptacji
                      juz podczas ciazy to natychmiast w umysle zapalilaby mi sie czerwona lampka.
                      Najpierw dluuuga rozmowa-dlaczego, co czujesz?- a jesli on mi powie, ze uwaza ze
                      jestem tlusta i wygladam obrzydliwie (a nie wyobrazam sobie ze zaprzestalabym
                      dbania o siebie tylko dlatego ze jestem w ciazy) to niestety, ale temu Panu juz
                      dziekujemy...Ja po prostu nie chce zeby on byl przy porodzie z jednego prostego
                      powodu (ja tak moze powiedziec tylko kobieta hihi) NIE, BO NIE! : )))
                      pozdrawiam wszystkich ZA i wszystkich PRZECIW oraz Pana dr-a
                      Sol
                      • Gość: Nell Re: Porod rodzinny-do Nell IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 26.11.01, 16:41
                        I znowu masz racje...:)) Porodu rodzinnego musi bardzo
                        chciec obydwoje malzonkow. Moj maz jakos sie nie kwapil
                        to udzialu w porodzie rodzinnym, chociaz uwazal, ze w
                        ciazy wygladam bardzo slicznie..:)) Ja tez go do tego
                        nie namawialam, chyba z proznosci, lubie ladnie
                        wygladac i jak mezczyzna mi prawi komplementy, taki
                        narcyz ze mnie... Jak bylo z moja kolezanka, ta ktora
                        maz zostawil z niemowleciem, to nie wiem, zlapalam ja
                        na tym, ze nie mowi mi wszystkiego, a pewne istotne
                        sprawy przemilcza. Moze juz przedtem, przed tym
                        nieszczesnym porodem zaczelo sie psuc miedzy nimi, moze
                        jej nie kochal. A ona zaszla w ciaze i namowila go na
                        porod rodzinny, by ratowac konczacy sie zwiazek. Chyba
                        jednak tak bylo. A po wypowiedziach wszystkich
                        zwolennikow porodu rodzinnego, sadze, ze to opcja
                        bardzo mozliwa...
                        Goraco pozdrawiam:))) Nell
          • inkwizytor Do loli1 02.01.02, 19:27
            Gość portalu: lola1 napisał(a):
            > Odradzam rodzenie z mężem, który jest niedojrzałym dupkiem- sorry .

            A ja odradzam małżeństwo z niedojrzałym dupkiem. Wtedy nie
            będzie takich dramatów.

            inkwizytor

      • Gość: Rybka Re: Porod rodzinny IP: 10.10.30.* 27.12.01, 16:03
        Nie godze sie z wypowiedzią Nell nie rozumiem wogle pojęcia zabić namiętność????
        Nasz synek urodził sie ponad rok temu nie namawiałam męża do tego aby był przy
        tak ważnym wydarzeniu w naszym żyiu sam chciał być przy mnie.W tym momęcie nie
        myśli się o krwki,bólu,spoconym ciele ale o nowym życiu które lada chwila
        przyjdzie na świat przynajmniej takie były odczucia moejgo męża mówił że chciał
        jak najszybciej zobaczyć naszegio synka.
        Co do wrażeń wiadomo ze poród nie jest rzeczą przyjemną ale męrzczyzna sam
        decyduje i musi byc to wyłącznie jego wybór i tylko jego.Jeżeli chodzi o
        widok..???????nikt tu nikomu nie nakazuje zajmowanie pozycji orieltalnej wybór
        tez należy do niego.
        Moim prywatnym zdaniem poród a pózniej łączenie kosekwecji tego porodu z skoki
        w bok,a póżnej odejściem męża od żony nie mają żadnego wspólnego punktu.....
        RYBKA
    • Gość: mamuśka Re: Porod rodzinny IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 26.11.01, 21:25
      Jestem właśnie na urlopie macierzyńskim i nie mam szczególnie czasu na
      zaglądanie do internetu, ale o powyższej dyskusji , dowiedziałam się od mojego
      męża. Przyszedł do domu oburzony , że niektóre kobiety mogą tak a nie inaczej
      myśleć i do tego jeszcze ci staroświeccy (a raczej wystraszeni panowie). Nasz
      synek urodził się 4,5 miesiąca temu przy udziele swojego taty i dziś z
      pewnością mogę stwierdzić, że wspólnie przeżyte godziny były najwspanialszym
      przeżyciem jakie nas dotąd spotkało. Nie wiem o jakich to mężach piszecie, bo
      wszyscy cywilizowani ludzie , bez względu na to , czy byli przy porodzie , czy
      też nie , wiedzą którędy wychodzi dziecko!!!!! Czy ci wszyscy panowie dopiero
      na sali porodowej dowiedzieli się , że dziurka w którą co wieczór z wielką
      chęcią wsadzają swojego kutasa służy również do zapładniania i rodzenia ich
      dzieci!!!!!
      Mój mąż sam zadeklarował chęć uczestniczenia w porodzie rodzinnym i przyznam
      szczerze , że zachował się jak kochający mężczyzna, przyjaciel i przede
      wszystkim człowiek o wielkim takcie. Spacerował ze mna przez wiele godzin,
      pomógł stać pod prysznicem , podawał wodę i ocierał pot z czoła (pocenie się
      jest rzeczą ludzką). Mówł do mnie czule i gładził mnie po włosach, a gdy
      cierpiałam , również cierpiał - widziałam to w jego oczach. Był na tyle
      taktowny, że ani razu nie próbował zaglądać tam gdzie nie powinien - bo to nie
      teatr , ani przedstawienie, a on był mężem a nie położną , czy lekarzem. Po
      porodzie płakał z radości i szczęścia.
      Kocha mnie nadal , chodciaż nie byłam wtedy umalowana i w butach na obcasach, a
      poród wspominamy do dzisiaj z wielkim wzruszeniem.
      Dodam jeszcze , że po powrocie do domu to mój mąż pomagał mi przejść
      przez "mleczną drogę" i cały czas deklarował pomoc w opatrywaniu naciętego
      krocza.
      Z tych wypowiedzi , które czytałam powyżej , wynika , że macie kochane panie
      mężów , którzy nigdy nie wiedzieli was w maseczce na twarzy i prawdopodobnie
      nie wiedzą jak wyglądacie bez makijarzu.
      Ja i mój mąż uważamy , że nie może być pomiędzy kochającymi się ludźmi
      przepaści o jakich piszecie, przecież wybraliśmy sie na całe życie. Ciekawe czy
      wasi mężowie zawsze są tacy idealni ?
      A czy wy drogie panie śpicie może w makijarzu?

      Mamuśka

      p.s.
      a co do tego męża który po porodzie znalazł sobie kochankę, to radziłabym się
      zastanowić , co było pierwsze - jajko , czy kura.
      • Gość: Sol Re: Porod rodzinny IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.11.01, 22:08
        : )))))))))) wybacz ale niebywale ubawil mnie Twoj post pomijajac juz fakt, ze
        moge sie zalozyc, ze jest podpucha : )))) A teraz odpowiedzi: moj mezczyzna
        nigdy nie widzial mnie w maseczce na twarzy i nigdy nie zobaczy. Tak samo ja
        nie zycze go sobie widziec wyciskajacego zaskorniaki na przyklad. A ze czesto
        mowi mi ze jestem piekna w najbardziej dla mnie zaskakujacym momencie, kiedy np
        5 godzin spedzilismy w lesie i mam gniazdo na glowie, jestem umorusana i cala
        oblepiona zabitymi komarami, spocona a ubranie wisi na mnie w strzepach...to
        juz inna sprawa ale nadal nie zmienia to faktu, ze przyporodzie nie bedzie
        asystowal bo nie jest:
        A) rodzaca
        B) lekarzem
        C) polozna
        D)pielegniarka
        ergo: po co ma sie tam platac? : )))))
        niezaleznie od plci mojej przedmowczyni/przedmowcy i efektu jakiego
        oczekiwal/oczekiwala dziekuje mu/jej za post, ktory rozbawil mnie prawie do lez
        swoim stylem : ))))))))))
      • Gość: Nell Re: Porod rodzinny IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 26.11.01, 22:25
        Dziekuje za tak obszerna wypowiedz, chociaz calkowicie
        sie nie zgadzam z jej meritum. No i przykro mi, ze me
        wypowiedzi zdenerwowaly twojego meza, co on taki
        nerwowy? Porod rodzinny na niego tak podzialal? Moze by
        sie jakis nervosol przydal?
        Dla mnie porod rodzinny to ekshibicjonizm.Poza tym nie
        chcialam rodzic z mezem z tych samych powodow, z jakich
        gole sie pod pachami,( przeciez to takie naturalne, ten
        zapach potu, ktos by powiedzial...:)). Myje wlosy (
        wydzielina lojowa tez jest naturalna, po co ja ukrywac
        przed mezem?)
        A poza tym wiedziec jak dzieci przychodza na swiat i
        widziec to , to naprawde diametralna roznica. To taka
        roznica jak pomiedzy jedzeniem kielbasy, a zabijaniem
        krow, z ktorych jest ta kielbasa zrobiona To drugie
        moze skutecznie zniechecic do jedzenia wedlin.
        Pozdrawiam cie Mamusko, a w szczegolnosci twego
        cudownie nowoczesnego meza...
        pozdrawiam, staroswiecka Nell
        • Gość: fanny Re: Porod rodzinny IP: *.chello.pl 26.11.01, 23:26
          Gdyby moj maz po tym jak uczestniczyl w porodzie naszego dziecka powiedzialby
          mi, ze sorry, ale juz go nie pociagam, to bym sie zalamala. I zalowalabym
          strasznie. Ale nie decyzji o wspolnym porodzie, tylko, ze sie pomylilam co do
          osoby. Dla mnie mowienie o narodzinach malego czlowieczka, bedacego owocem
          naszej milosci wylacznie w kategoriach golenia pod pachami jest jakims totalnym
          nieporozumieniem. Porod to przezycie rowniez mistyczne. Byc swiadkiem tego
          cudu, to dla mnie raczej wyroznienie. Dzieki mojemu tesciowi, ktory jest
          ginekologiem, moglam bedac w zaawansowanej ciazy byc swiadkiem porodu zupelnie
          obcej kobiety (wyrazila na to zgode). I bylo zupelnie kosmicznie.
          Natomiast co do fizjologi porodu i do seksu po, to wedlug mnie dobry seks
          mozliwy jest tylko wtedy, gdy zaakceptuje sie cala fizjologie drugiego
          czlowieka. Sam seks jest strasznie fizjologiczny. Spocony, zdyszany, lepki.
          Bliskosci w seksie blizej do golenia pach i brudnych wlosow niz do trzymania
          sie za lapki przy blasku swiec. I cieszyc sie nim w pelni mozna dopiero gdy na
          ta "brudna" fizjologie sie w pelni zgodzi. Niczego nie udajemy i niczego sie
          nie wstydzimy. Do takiego seksu trzeba sie zapomniec, trzeba zapomniec jak sie
          wyglada w danym momencie i czy jakos glupio sie nie zachowuje, moze malo
          seksownie. To jest roznica miedzy miloscia romantyczna a namietna. Nie myslec
          tylko czuc. Tu i teraz, a reszta sie nie liczy.
          Jezeli Twoj maz zna Ci tylko jako ikonke, ktorej wlosy pod pachami nie rosna,
          wlosy sie nie przetluszczaja, hormony w PMS nie graja, a podpaski leza ukryte w
          szafie (no bo moglby sie biedaczek zrazic), nigdy nie masz biegunki ani nie
          wymiotujesz i taka Cie kocha i taka go podnieca to super. I jesli Ciebie to
          satysfakcjonuje, to podwojnie super. Ale ja potrzebuje wiedziec, ze moj maz
          kocha mnie i podniecam go bedac czlowiekiem z krwi i kosci. I potrafi byc ze
          mna na dobre i na zle. I kiedy jestem pachnaca i sliczna i kiedy rodze nasze
          dziecko. Jest przy mnie w tym waznym dla nas momencie. Pomaga mi i mnie
          wspiera. I nie koncentruje sie na sobie i swoich odczuciach. Tylko JEST w
          takiej chwili dla mnie i przy mnie.


          • Gość: Aga Re: Porod rodzinny IP: *.*.*.* 27.11.01, 09:00
            fanny, pięknie napisałaś o seksie i o tym, że on właśnie jest taki naturalny,
            zwierzęcy... Dokładnie o to mi chodziło. A zdajecie sobie sprawę, że po
            porodzie też nie jest estetycznie? Szczególnie kiedy w trakcie seksualnego
            uniesienia tryska mleczko z piersi (tak, tak...).
            Może ja mam małą wrażliwość, bo widziałam zarówno kiełbasę, tak też
            świniobicie, i nie robi to na mnie wrażenia. Ale mogę uwierzyć, że kogoś to
            razi, naprawdę mogę. I w tym kontekście nie rozumiem wypowiedzi o oburzeniu
            męża Mamuśki na czyjeś poglądy. W końcu każdy ma prawo do swoich, nie?
          • Gość: janina Re: Porod rodzinny - do Fanny IP: *.man.polbox.pl 27.11.01, 10:39
            Fanny wspaniała wypowiedź! jeśli ktoś jest na tyle dojrzały i odpowiedzialny że
            decydujemy się mieć z nim dziecko to i poród wytrzyma a nawet będzie to piękne
            przeżycie. natomiast jeśli ktoś jest niedojrzałym dupkiem jak ktoś wcześniej
            się wyraził, to lepiej żeby to się okazało możliwie wcześnie. kwestia zaufania
            do własnego partnera/męża.
          • Gość: Nell Re: Porod rodzinny IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 27.11.01, 11:55
            . Tak poetycko nie musisz opisywac porodu, sama go
            przeszlam i wiem co to znaczy. Sama z pewnoscia nie
            rodzilas, a ze bylas swiadkiem, to jest nieistotne. To
            trzeba samemu przezyc, by zabierac glos. Moze pacjentka
            miala znieczulenie zewnatrzoponowe i to tak pieknie
            wygladalo. Nie slyszalas wrzasku rodzacych kobiet
            blagajacych o cesarskie ciecie!! Co w tym
            metafizycznego? Ja rodzilam bez jakichkolwiek srodkow
            przeciwbolowych i to byla meka, a bol, jakby mnie ktos
            na zywca przecinal nozem i rozrywal. Bylam prawie
            nieprzytomna z bolu. Nie chcialam meza, jego obecnosc
            nie pomoglaby mi w cierpieniu, a wrecz przeszkadzala.
            To nie bylo wzniosle. Wzniosle i metafizyczne bylo to
            jak przez 9 miesiecy nosilam dziecko pod sercem. To
            bylo najcudowniejsze, jak rozpycha sie kolankami, zeby
            sobie zrobic troche miejsca. Nie chcialam, zeby ktos
            zrozumial doslownie porownanie porodu i tlustych
            wlosow. To nie tak to byla tylko taka metafora ujeta w
            porownaniu. Oczywiscie, ze porod moze byc dla kogos,
            szczegolnie dla swiadkow czyms metafizycznym, temu nie
            zaprzeczam, ale sa sa rzeczy w moim zyciu, ktore sa tak
            intymne, ze nie pozwole, by druga osoba, nawet ta
            najukochansza byla ich swiadkiem. Mezczyzni chca
            tajemniczosci od kobiet, ja mojemu ja daje. Moze to
            puste, ale taka jestem...
            • Gość: fanny Re: Porod rodzinny do Nell IP: *.chello.pl 27.11.01, 13:09
              Gość portalu: Nell napisał(a):

              > . Tak poetycko nie musisz opisywac porodu, sama go
              > przeszlam i wiem co to znaczy. Sama z pewnoscia nie
              > rodzilas, a ze bylas swiadkiem, to jest nieistotne. To
              > trzeba samemu przezyc, by zabierac glos.

              Chyba czegos nie doczytalas. Pisalam, ze swiadkiem porodu bylam w zaawansowanej
              ciazy. Cos sie z ta ciaza stac musialo;-) Mam za soba dwa porody. Jeden 10 lat
              temu, drugi 7. Mam tez porownanie, bo pierwszy raz rodzilam sama mimo naszych
              planow (w ostatniej chwili z przyczyn technicznych okazalo sie, ze moj maz nie
              moze byc przy mnie). Przy drugim bylismy juz razem. Chyba wiesz juz, ktora opcje
              wolimy i ktora powtorzymy?
              Ja, podobnie jak pozostali Twoi oponenci, nie uwazam, ze podjelas bledna decyzje
              rodzac dziecko sama. Nie zgadzam sie natomiast z teza, ze porod rodzinny jest
              takim bledem. Jest to napewno wazna decyzja i przy jej podejmowaniu nie nalezy
              kierowac sie zadnymi modami lecz potrzebami i pragnieniami obojga rodzicow.
              No wlasnie, co powiesz o sytuacji, gdy to maz naciska nie do konca przekonana
              kobiete, ze chcialby wtedy byc przy niej i ich dziecku. Czy ma do tego prawo? Czy
              tez powinno byc zachowane jej prawo do intymnosci?
              P.S. Sytuacja powyzsza zdazyla sie w moim otoczeniu.
              • Gość: lodzia Re: Porod rodzinny do Nell IP: *.chello.pl 27.11.01, 13:36
                A mój stary po tym jak powiedziałam mu,że taka fajna dyskusja się tu wytworzyła
                na ten temat stwierdzil,że będzie przy porodzie w dodatku z kamerą .Hehe
                niedoczekanie!!!
                Słyszalam ,ze niektóre kobiety przy porodzie strasznie klną swoich partnerów"ty
                sku...... to przez ciebie tak cierpię"itp.,wtedy też się partner przydaje ,bo
                takie "wiązanki" są nie do powtórzenia :-)
                A ja tak naprawdę chciałabym aby był przy mnie ,ale nie po tej stronie co
                lekarze a z zupełnie innej strony a najlepiej aby w momencie
                samego "wyjścia "dziecka poszedł złapać świerzego powietrza ,bo boję się ,że
                lekarze którzy powinni zająć się w tym momencie dzieckiem musieliby zajmować
                się moim nieprzytomnym mężem.
                • Gość: fanny Re: Porod rodzinny do lodzi IP: *.chello.pl 27.11.01, 14:25
                  Gość portalu: lodzia napisał(a):

                  > A ja tak naprawdę chciałabym aby był przy mnie ,ale nie po tej stronie co
                  > lekarze a z zupełnie innej strony a najlepiej aby w momencie
                  > samego "wyjścia "dziecka poszedł złapać świerzego powietrza ,bo boję się ,że
                  > lekarze którzy powinni zająć się w tym momencie dzieckiem musieliby zajmować
                  > się moim nieprzytomnym mężem.

                  Jest dokladnie tak, jakbys chciala. Tzn mezczyzna patrzy na rodzenie sie dziecka
                  z tej samej perspektywy co Ty, czyli naprawde trudno zobaczyc z detalami co
                  dzieje sie miedzy nogami. Jak pisalam, mam tescia ginekologa. No i moj tesc, co
                  to nie jeden porod odebral, rowniez wiele rodzinnych, mial tylko jeden wypadek z
                  mdlejacym mezem. I tez sie okazalo, ze gosc ze wzruszenia musial usiasc, a nie z
                  obrzydzenia. Cala ta gadka o slabnacych panach, co to kloda na ziemie padaja, to
                  mit bardziej a nie rzeczywistosc.
                  Poza tym na taki wspolny porod nie idzie sie raczej bez przygotowania w szkole
                  rodzenia. A tam czlowiek dokladnie dowiaduje sie, czego moze sie spodziewac i na
                  czym jego rola polega. Mowia tez, jak wazne jest towarzyszenie zonie podczas
                  bolow rozwierania szyjki i informuja, ze na same parcie oczywiscie mozna wyjsc. I
                  czesc par tak sie wlasnie umawia. Ale wszyscy zostaja do konca.
                  A i jeszcze jedno. Porody rodzinne rzadziej koncza sie jakimis przykrymi
                  sprawami. Po prostu kobiety sa wtedy spokojniejsze, mniej spiete i zestresowane,
                  lepiej tez wspolpracuja z polozna. Czesto wspolpraca wyglada tak, ze polozna cos
                  mowi, do kobiety to nie dociera, powtarza maz i jego slowa dopiero powoduja
                  reakcje.
              • Gość: Nell Re: Porod rodzinny do Nell IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 27.11.01, 13:42
                Rodzilas dwa razy... zwracam honor:))))
                Przede wszystkim powinno byc zachowane jej prawo do
                intymnosci. To powinno byc naczelna zasada w kazdym
                zwiazku. Kazdy tego potrzebuje, objawia sie to w
                roznych dziedzinach zycia, wiec maz powinien to
                uszanowac. Ja np. nie znosze, gdy maz wejdzie do
                lazienki, jak gole nogi, lub wyciskam pryszcza, a on
                nie pozwolil mi nigdy na to, bym poszla z nim do
                fryzjera i obserwowala, jak ma obcinane wlosy:))) mamy
                takie male dziwactwa... A wracajac do twojej kolezanki,
                moze nie rozumie ona do konca pobodek, jakimi kieruje
                sie maz chcacy uczestniczyc w porodzie. Moze nie
                wyklarowal jej tego dostatecznie, a moze uwaza ona, tak
                jak zreszta i ja, ze obecnosc meza jest niepotrzebna, a
                wrecz dzialajaca na nerwy. Mi do porodu byla tylko
                potzrebna polozna, pozniej lekarz, by mnie pozszywal.
                Maz mogl spokojnie czekac za drzwiami albo w domu. I
                tak o nim nie myslalam , tylko o dziecku, by je jak
                najszybciej urodzic, i zapomniec o bolu.
              • lucki73 Re: Mój pogląd na sprawę porodu rodzinnego 27.11.01, 13:46
                Gość portalu: fanny napisał(a):

                > No wlasnie, co powiesz o sytuacji, gdy to maz naciska nie do konca przekonana
                > kobiete, ze chcialby wtedy byc przy niej i ich dziecku. Czy ma do tego prawo? C
                > zy tez powinno byc zachowane jej prawo do intymnosci?

                Brawo fanny!------
                • Gość: Nell Re: Mój pogląd na sprawę porodu rodzinnego IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 27.11.01, 14:13
                  Wiesz, uwazam, ze przyklad z serialem " Na dobre i na
                  zle", jako zupelnie odeerwany od zycia, jest nie do
                  przyjecia. Przeciez to zupelna fikcja literacka,
                  telenowela stworzona przez scenarzystow, zupelnie
                  nieprzekladalna na realia zycia codziennego. Nie
                  powoluj sie na tego typu przyklady, bo to smieszne.
                  Zycie jest zyciem , i jest nieprzewidywalnym, w ktorym
                  kierunku sie potoczy, w odroznieniu od seriali
                  telewizyjnych.
                  A wracajac do tematu, to rodzilam sama, bo tego
                  potzrebowalam, a i maz nie kwapil sie do uczestnictwa w
                  porodzie. Nie prosil mnie o to. Jest najcudowniejszym
                  ojcem i mezem na swiecie, bardzo opiekunczym i
                  troskliwym. Zauwazylam , ze moi niektorzy oponenci tak
                  przedstawiaja sprawe, ze tylko ojciec bedacy przy
                  porodzie dziecka, jest najlepszy, najodwazniejszy itp
                  Tak nie jest. Zreszta nie chce sie nad tym
                  rozwodzic...Zycie pisze rozne scenariusze.
                  Ciekawa jestem tylko co Pan Depko powie na temat
                  wstretu seksualnego do zony, odczuwanego przez
                  niektorych tausiow, uczestnikow porodu rodzinnego. O
                  tym wstrecie wiem , nie z wlasnych przezyc, ale z
                  opwiesci kolezanki- lekarza.
                  • Gość: fanny Re: Mój pogląd na sprawę porodu rodzinnego IP: *.chello.pl 27.11.01, 14:37
                    Wiadomo z badan, ze tak samo jak statystycznie dla kobiety porod naturalny
                    ulatwia powstawanie wiezi z dzieckiem, o co trudniej w wypadku ciecia
                    cesarskiego, szczegolnie w calkowitej narkozie, tak samo uczestnictwo w
                    porodzie ulatwia mezczyznie wejscie w role tatusia. Ale to tylko statystyka.
                    Kobiety po cc moga tak samo byc dobrymi matkami, a ojcowie bez porodu
                    rodzinnego moga zlapac swietna wiez z dzieciakiem. To nie jest jakis warunek,
                    bez spelnienia ktorego nic nie wypali.
                    Ale naprawde trudno mi przyjac, ze TYLKO z powodu uczestnictwa w porodzie mozna
                    stracic seksualne zainteresowanie zona. Moze to byc jakis kamyczek do tego
                    ogrodka, ale tylko kamyczek...
                  • lucki73 Re: do Nell 27.11.01, 14:56
                    Gość portalu: Nell napisał(a):

                    Droga Nell

                    > Wiesz, uwazam, ze przyklad z serialem " Na dobre i na
                    > zle", jako zupelnie odeerwany od zycia, jest nie do
                    > przyjecia. Przeciez to zupelna fikcja literacka,
                    > telenowela stworzona przez scenarzystow, zupelnie
                    > nieprzekladalna na realia zycia codziennego. Nie
                    > powoluj sie na tego typu przyklady, bo to smieszne.

                    Nie wiem dlaczego wydaje Ci się to śmieszne, skoro telenowele i ich scenariusze
                    oparte są zazwyczaj nie na literaturze sf tylko na prozie dnia codziennego.
                    Akurat ten wątek ukazany w tym filmie moim zdaniem adekwatnie odzwierciedla
                    chociażby moje stanowisko w tej sprawie, a sam sobie nie wydaję się być oderwanym
                    od rzeczywistości i nie posiadam upodobań, które mogłyby posłużyć jako wątek w
                    filmie sf. Ot tylko wspólne uczestniczenie w ciąży żony i w porodzie, którego
                    owocem będzie nasz potomek. Nie jestem więc fikcją literacką.

                    > Zycie jest zyciem , i jest nieprzewidywalnym, w ktorym
                    > kierunku sie potoczy, w odroznieniu od seriali
                    > telewizyjnych.
                    > A wracajac do tematu, to rodzilam sama, bo tego
                    > potzrebowalam, a i maz nie kwapil sie do uczestnictwa w
                    > porodzie. Nie prosil mnie o to. Jest najcudowniejszym
                    > ojcem i mezem na swiecie, bardzo opiekunczym i
                    > troskliwym. Zauwazylam , ze moi niektorzy oponenci tak
                    > przedstawiaja sprawe, ze tylko ojciec bedacy przy
                    > porodzie dziecka, jest najlepszy, najodwazniejszy itp
                    > Tak nie jest. Zreszta nie chce sie nad tym
                    > rozwodzic...Zycie pisze rozne scenariusze.

                    I ja nie neguję Twego prawa do tego, by zadecydować wspólnie ze swoim mężem, czy
                    chcesz rodzić z nim czy bez niego. Wspólnie ustaliliście to (bądź samo się
                    ustaliło) i to Twoja i Jego decyzja. Mnie nic do tego. Uważam jednak, że powinnać
                    także wyrazić zrozumienie dla takich postaw jak moja czy fanny, czy tassmana, że
                    chcielibyśmy by poród odbywał się przy aktywnym uczestnictwie obojga małżonków i
                    by nie był naznaczony niepotrzebnym skrępowaniem i wstydem względem partnera.

                    > Ciekawa jestem tylko co Pan Depko powie na temat
                    > wstretu seksualnego do zony, odczuwanego przez
                    > niektorych tausiow, uczestnikow porodu rodzinnego. O
                    > tym wstrecie wiem , nie z wlasnych przezyc, ale z
                    > opwiesci kolezanki- lekarza.

                    No coż, z pewnością są mężczyzni, którzy z racji swojej niedojrzałości
                    emocjonalnej nie powinni uczestniczyć ani w porodzie, a zapewnie nie powinni mieć
                    także dzieci. Na temat wpływu porodu rodzinnego na atrakcyjność seksualną
                    parterki w oczach męża poczekam także na wypowiedź p. Doktora, bo do tej pory nie
                    spotkałem się z wynikami takich badań. A mogą być rzeczywiście interesujące, choć
                    wątpie by poród rodzinny miał jakikolwiek negatywny wpływ na atrakcyjność
                    parterki w oczach większej populacji mężczyzn biorących udział w badaniu (jeśli w
                    ogóle ktokolwiek takie badania prowadził).-----------
                    • Gość: Nell Re: do Nell IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 27.11.01, 15:09
                      Alez ja wykazuje zrozumie dla Ciebie i Tassmana, a w
                      szczegolnosci dla Fanny, ja nawet podziwiam...Nic nie
                      dodam do tego, co napisalam w innych postach. Ty
                      uwielbiasz wydalac w obecnosci zony, nie zabronie ci.
                      Niech zyje ekshibicjonizm! Natomiast ja i moj maz
                      zapewniamy sobie troche prywatnosci,intymnosci, wolno
                      nam? Jestesmy estetami, chociaz w w seksie nie mamy
                      zachamowan, ale to inna bajka.
                      • lucki73 Re: do Nell 27.11.01, 15:16
                        Gość portalu: Nell napisał(a):

                        Droga Nell, drobne sprostowanie:

                        > Alez ja wykazuje zrozumie dla Ciebie i Tassmana, a w
                        > szczegolnosci dla Fanny, ja nawet podziwiam...

                        Cieszę się z tego bardzo, naprawdę.

                        >Nic nie dodam do tego, co napisalam w innych postach. Ty
                        > uwielbiasz wydalac w obecnosci zony, nie zabronie ci.

                        Nigdzie tego nie napisałem, że uwielbiam wydalać w obecności swojej żony.
                        Napisałem tylko, że wydalam tak samo jak ona i oboje wiemy, że to robimy. Wiemy
                        także jak wyglądamy podczas tego i nie wstydzimy się tego. Ale nie robimy sobie z
                        tego żadnych przedstawień :-)))

                        > Niech zyje ekshibicjonizm! Natomiast ja i moj maz
                        > zapewniamy sobie troche prywatnosci,intymnosci, wolno
                        > nam? Jestesmy estetami, chociaz w w seksie nie mamy
                        > zachamowan, ale to inna bajka.

                        Ależ my też jesteśmy estetami. Nie jemy gdy coś upadnie na podłogę. Jesteśmy
                        czyści i zadbani. Mieszkanie nasze jest schludne i pozbawione raczej kurzu i
                        brudu. ----------
                          • lucki73 Re: do Nell 27.11.01, 15:34
                            Gość portalu: Nell napisał(a):

                            > faktycznie, znalezlismy sobie porownanie:))))))
                            > p.s. Ale jest chyba takie zboczenie, kiedy to partnerzy
                            > sikaja sobie na klate i jedza sobie nawzajem kal:0)

                            Nie używałbym tak mocnego słowa jak zboczenie. Raczej "upodobanie seksualne".
                            Owszem. Jest. Nawet w terminologii doczekało się fachowych określeń: pissing i ka
                            (o)profagia.------
                              • lucki73 Re: do Nell 27.11.01, 16:20
                                Gość portalu: Nell napisał(a):

                                > Dla mnie to jednak dewiacja seksualna. Chyba seksuolog
                                > jedzenie kalu partnera nazwalby jednak zboczeniem.

                                Katalog dewiacji (zboczeń) seksualnych z roku na rok uszczupla się, gdyż stajemy
                                się społeczeństwem coraz bardziej tolerancyjnym. Jeszcze 30 lat temu
                                homoseksualizm był uważany za dewiację seksualną i znajdował się w ich katalogu.
                                Dzisiaj seksuologia o homoseksualizmie traktuje jako o inności seksualnej.

                                Podobnie jest z innymi "upodobaniami" seksualnymi. Pissing dzisiaj za dewiację
                                uważany nie jest, natomiast w literaturze znajduję często ka(o)profagię
                                jako "nietypowe" zachowanie seksualne. Raczej nie jako dewiacje. Stoi gdzieś w
                                pobliżu ekshibicjonizmu, fetyszyzmu, sado-masochizmu. Póki krzywdy się nikomu nie
                                robi i póki nie szkodzi to społecznie, nie należy pewnych zachowań uważać
                                za "zboczone". Jeśli więc jeden z partnerów chce zrobić kupkę na drugiego to jest
                                to moim zdaniem ich sprawa. Najważniejsze by nikomu tym nie szkodzili. Jeśli
                                oboje to akceptują to nie uważam tego za szkodliwe.

                                > A tak miedzy nami lubisz to?:)))

                                Hmm, jesteśmy na forum, więc nie pozostanie to tylko między nami. Nawet gdybym
                                lubił, to wolałbym o tym pisać bezpośrednio do Ciebie, nie chwaląc się tym przed
                                publiką. Ale nie lubię, choć rozumiem tego typu zachowania i nie wydają mi się
                                one dziwniejsze od np. bondage, spankingu czy czegoś innego w nurcie sm. Pissing
                                uważam natomiast za bardzo przyjemną formę urozmaicenia pożycia seksualnego
                                (oczywiście przy obopólnej zgodzie partnerów).---------
                                • Gość: Nell Re: do Nell IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 27.11.01, 19:28
                                  Pytajac, czy jesz kal partnerki, to raczej zartowalam,
                                  niz pytalam. Nie chcialam wykladu o rodzajach technik
                                  seksualnych i bez niego jako tako orientuje sie w
                                  temacie. Co do jedzenia kalu, to nie rozumiem tego i
                                  trudno mi to sobie wyobrazic, ze jakies osoby to
                                  preferuja. Zreszta w s/m ma to nacelu dominacje nad
                                  partnerem i raczej nie jest zjedzenie kalu
                                  przyjemnoscia sama w sobie a raczej powiedzeniem, ze "
                                  zdominowalem cie do tego stopnia, ze zjadlas moje
                                  gowno"
    • Gość: zuza Re: Porod rodzinny IP: *.acn.waw.pl 27.11.01, 14:28
      Urodzilam corke prawie 2 lata temu,bez meza.niestety.niestety-bo takowego nie
      posiadam...bylam totalnie sama ze swoim bolem, radoscia,szczesciem, rzyganiem ,
      plakaniem itp.Wcale nie musialam decydowac czy chce aby moj maz byl przy
      porodzie-moj facet zadecydowal za mnie zostawiajac mnie sama jak palec.Nawet
      nie wyobrazacie sobie ile bym dala aby mogl/chcial byc wtedy ze mna..
      Dziwne dla mnie jest to ze pewne osoby(nell)zwracaja uwage na takie rzeczy jak
      wyglad w trakcie porodu.to tylko fizycznosc..nikt nie powinien rozpatrywac tego
      w ten sposob-dla mnie bylo to przerzycie bardziej psychiczne-i to nie z bolu
      plakalam lecz z samotnosci.
      • Gość: fanny Re: Porod rodzinny do zuzy IP: *.chello.pl 27.11.01, 14:49
        Wiem, o czym piszesz zuza, bo i ja plakalam z samotnosci. Chodzilam sama po
        korytarzu i lykalam lzy. I nikomu takiego placzu nie zycze. I tak mi brakowalo
        tej osoby, na ktorej moglabym sie wesprzec, ktora pomasowalaby mi plecy, ktora
        opowiedzialaby mi cos zabawnego, ktora mowiac, jaka jestem dzielna dodalaby mi
        skrzydel.
        • Gość: Aga Re: Porod rodzinny do fanny IP: *.*.*.* 27.11.01, 15:19
          Gość portalu: fanny napisał(a):

          > Wiem, o czym piszesz zuza, bo i ja plakalam z samotnosci. Chodzilam sama po
          > korytarzu i lykalam lzy.

          Fanny, strasznie się wzruszyłam, bo ja chodząc po korytarzu z mężem widziałam
          takie płaczące dziewczyny, których nie miał kto objąć - nigdy bym się nie
          zamieniła!
      • Gość: Nell Re: Porod rodzinny IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 27.11.01, 14:49
        Plakalas z samotnosci, to zalosne. Ja wrzeszczalam
        przede wszystkim z bolu, nie z samotnosci. Kochajacy
        maz czekal na mnie w domu, uczyl sie noca, do egzaminu,
        ktory mial sie odbyc nazajutrz. Nie byla mi potrzebna
        jego obecnosc przy porodzie, doskonale poradzilam sobie
        sama, bez jego glaskania, masowania, tylko draznilyby
        mnie te odruchy. Tak sie dzieje, to chyba skutek
        wytwarzania przez organizm adrenaliny, ale nie jestem
        pewna. Najwazniejszym jest dla mnie jak maz sie
        opiekuje synkiem i mna teraz, jak mnie kocha i uwielbia
        me cialo. Jezeli sadzisz, ze nie rodzilam z mezem, bo
        sie wstydzilam tylko swej fizycznosci, to sie mylisz.
        Ja tego przede wszystkim nie potzrebowalam.
        • Gość: Sol Re: Porod rodzinny IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.11.01, 15:12
          Kobiety, ale po co te ostre slowa pod adresem oponentek? Po prostu sa kobiety, ktore pragna
          obecnosci mezczyzny przy porodzie i te ktore tego ansolutnie nie chca... Z roznych przyczyn. I nie sadze
          zeby trafieniem w sedno bylo swierdzenie ze li tylko z tego prostego powodu, ze nie wygladaja wtedy
          pieknie. A juz zupelnie inna sprawa jest miec wybor i moc podysutowac z partnerem o jego
          ewentualnym uczestnictwie w porodzie a takowego wyboru nie miec... Ja rozumiem (nie wiem czy
          rozumiem bo nie doswiadczylam tego) - moge sobie wyobrazic (po czesci) jak to wtedy boli
          psychicznie i jak sie wtedy pragnie obecnosci drugiego czlowieka. Ale to jest inna sytuacja.. I nie
          sadze zeby fakt braku pragnienia obecnosci partnera przy porodzie byl skutkiem uproszczonego
          myslenia, niedojrzalosci, blokowania (zlosliwego oczywiscie) partnerowi mozliwosci wyboru... A do
          mezczyzn, ktorzy twierdza ze nie maja mozliwosci decydowania ; uszanujcie wole partnerki, to sa dla
          niej trudne chwile i mysle, ze jesli podejmuje jakas decyzje to z cala stanowczoscia. Co do
          mniemanych bajek o "delikatnosci" mezczyzn: moj meczyzna nie wypatroszy ryby a na widok krwi robi
          sie zielony na twarzy (niezaleznie od tego czyja to jest krew). i bynajmniej nie uwazam tego za jakas
          slabostke czy brak meskosci. po prostu ten typ tak ma. Wiec to ja patrosze ryby i opatruje rany : ) I
          nawet gdyby stal za moja glowa a nie z drugiej strony stolu polozniczego to nie wykluczam
          zzielenienia jego twarzy : ))
          • Gość: Nell Re: Porod rodzinny IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 27.11.01, 19:58
            Chyba juz nie ma sensu dyskutowac na ten temat. Oni i
            tak rozumieja wszystko jak chca rozumiec i patrza na
            swiat przez pryzmat amerykanskich filmow familijnych o
            wspanialych rodzinach amerykanskich, cudownych
            amerykanskich porodach, rytnicznym oddychaniu z
            partnerem i serialu " Na dobre i na zle" bardzo podobno
            zyciowego, ktory jeden z oponentow podal jako dowod na
            wspanialosc porodu rodzinnego. Nic dodac nic ujac.
            • Gość: Sol Re: Porod rodzinny-do Nell IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.11.01, 21:15
              Nell, nie badz taka rozzalona... Ja sie ze swojej strony ciesze, ze uwazasz
              tak, jak uwazasz bo ja nie rodzilam (i wcale nie jestem taka pewna czy kiedys
              bede...) wiec moje rozwazania sa czysto teoretyczne. A ze dobrze znam siebie i
              wiem czego chce to moge z jakims tam malym bledem statystycznym przyjac, ze
              wlasnie tak bym myslala przed porodem. Wiec ciesze sie, ze jest choc jedna
              (sic!) kobieta, ktora przezyla porod i nadal tak mysli : )
              pozdrawiam
              Sol
              PS. A forum sluzy przeciez wymianie mysli i nie chodzi tu o to by kogos za
              wszelka cene przekonac do wlasnych pogladow tylko o to by posluchac argumentow
              innych osob...
              • Gość: Nell Re: Porod rodzinny-do Nell IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 27.11.01, 21:30
                Wlasnie tak uwazam, ze forum sluzy wymianie pogladow.
                Nikogo nie potepiam, za to, ze inaczej mysli. Nie
                mowie, ze jest pusty, staroswiecki, nienowoczesny, malo
                otwarty, ze jest ikonka dla partnera, bo ma silne
                pragnienie posiadania intymnosci.
                p.s. kurka, zeby Doktor odpowiedzial, moze ma
                pacjentow, uczestnikow porodow rodzinnych, ktorzy musza
                sie poddac terapii, a jezeli nie ma to tez
                dobrze...Warto wierzyc w czlowieka..
                • Gość: Aga Re: Porod rodzinny-do Nell IP: *.*.*.* 28.11.01, 08:15
                  Nell, to jeszcze ja - wiesz, naprawdę Cię rozumiem. Bo my też na początku nie
                  chcieliśmy iść razem na porodówkę, i kiedy komuś o tym mówiliśmy, wszyscy
                  robili wielkie oczy :Jak to? Potem oczywiście zmieniliśmy zdanie - ale to była
                  NASZA DECYZJA, a nie wynik nacisków.
                  Polskie społeczeństwo jest okrutnie nietolerancyjne. Chyba w żadnym kraju
                  kobieta chcąca rodzić sama, nie musi się z tego tłumaczyć. Ludzie, co z Wami?
                  Przecież małżeństwa mają różny stopień bliskości i intymności. Nell i jej mąż
                  cenią tajemnicę, Lucki i jego żona wręcz przeciwnie - full kontakt. My z moim
                  jesteśmy pewnie gdzieś pośrodku - mamy owszem swoje tabu, ale akurat porodu to
                  nie dotyczy.
                  Pozdrawiam wszystkich niepoprawnych politycznie! Bądźcie sobą i nie oglądajcie
                  się na innych!
    • kasz.anka Re: Porod rodzinny 18.12.01, 20:29
      jeszcze nawet nie planuje dziecka a wywod swoj opre o doswiadczenia mojej
      kuzynki, otoz maz jej nie jest zbyt kochajacym, czulym ojcem, nie wiem czy
      slusznie powiazala te dwie rzeczy ale laczy to ona wlasnie z jego obecnoscia
      podczas porodu synka. Uwaza ona ze skoro maz zobaczyl ze porod to wcale nie
      jakis "cud" tylko (cyt.) "czysto biologiczne zjawisko jak np.robienie kupy"(mi
      rowniez sie nie podoba to porownanie-nie do mnie pretensje) to przeszedl mu ten
      entuzjazm jesli chodzi o bycie ojcem itd.itp. Ale nie mozna uogolniac wiec
      potraktujmy to jedynie jako przyklad. Mimo to, gdybym miala wybierac i tak
      wolalabym aby moj ukochany czekal na mnie na zewnatrz.
    • andrzej.depko Re: Porod rodzinny 20.12.01, 00:57
      Wspólne przeżywanie narodzin dziecka jest potężnym bodźcem więziotwórczym dla
      małżonków. Tak wynika z licznych badań przeprowadzanych na ten temat.
      Oczywiście, jak to w życiu bywa to co jest dobre dla jednych nie musi wcale
      odpowiadać innym. Każdy człowiek jest w swoim osobniczym rozwoju staje się
      niepowtarzalną indywidualnością z własnym systemem wrażliwości. Jeżeli mąż
      czuje, że przerasta go możliwość uczestniczenia w porodzie nie powinien brać w
      nim udziału. Zdarza się, że mężczyźni mdleją w trakcie porodu. Taka jest ich
      wrażliwość. Wiele osób ma własne problemy intrapsychiczne które mogą się
      ujawniać w ekstremalnych okolicznościach. Trudno jest mi się wypowiedzieć, czy
      opisywany przypadek jest odzwierciedleniem pewnych zagrożeń wynikających ze
      wspólnego uczestnictwa w porodzie. O odejściu od żony i dziecka wcale nie
      musiał zadecydować wspólny poród. Mógł być za to doskonałym pretekstem do
      uczynienia tego za parawanem zranionej wrażliwości. W swojej opinii kierujesz
      się własnymi negatywnymi odczuciami : ” Sama, gdy mój synek się rodził wolałam
      nie patrzeć w tą stronę, taka byłam przerażona i bólem i krwią. Dodatkowo
      stresowałoby mnie, gdy mąż patrzyłby na moje spocone ciało, wykrzywioną bólem
      twarz ”. Dla mężczyzny może być to o wiele bardziej intymne doznanie niż dla
      Ciebie. Opisywane są przypadki tak dużej wrażliwości mężczyzn, iż w trakcie
      porodu żony odczuwali silne bóle jamy brzusznej. I nie wpływało to negatywnie
      na ich doznania po porodzie. Jeżeli związek od początku budowany był na kruchej
      podstawie to każda przeciwność jest w wstanie go rozbić. W końcu codziennie
      rozpadają się związki małżeńskie. Najczęściej przyczyną rozpadu jest niedobór
      partnerski w szerokim tego słowa znaczeniu.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka