Dodaj do ulubionych

Po operacji - powikłania

13.01.05, 13:31
Witam
Mam na imię Grażyna i jestem mamą 2,5 letniego Michałka. Niestety, mój synek
też miał nieszczęście urodzić się ze spodziectwem. Operację miał wykonywaną w
dwóch etapach. Pierwszy to było wyprostowanie siusiaka, a w grudniu 2004 miał
drugi etap, czyli rekonstrukcję cewki moczowej. Niestety, ta druga operacja
się nie udała, bo zrobiła się przetoka i będzie musiał mieć robioną korektę
:-(. Czy u kogoś zdarzyła się przetoka lub jakieś inne powikłania? Czy naprawa
siusiaka była robiona jedno- czy wieloetapowo?

Zgóry dzięki za wszelkie info.

Pozdrowienia
Grazyna
Obserwuj wątek
    • mdulniak Re: Po operacji - powikłania 13.01.05, 13:35
      Witam
      Też jestem mamą chłopczyka ze spodziectwem. Operację będzie mlał we wrześniu i
      już się boję.
      Napisz jak możesz jak dzidziuś to zniósł i w ogóle jak to długo trwa i jaki
      jest efekt plastyczny po operacji. NA czym poleg ta przetoka bo słyszałam że
      często się pojawia i czy to boli.
      gosia
      • mamamichasia Re: Po operacji - powikłania 13.01.05, 14:11
        Sama operacja trwała ok.1,5 godziny, w szpitalu byliśmy 10 dni. Dziecko ma
        założony cewnik, przez który sika. Na tym cewniku goi się nowo wytworzona cewka.
        Tak to było u nas, ale wiem, ze są też inne szkoły, które operują trochę inaczej
        (jesteśmy z Krakowa i tu też robiliśmy operację).
        Najgorsze były pierwsze 3 dni po operacji. Mały był non stop na środkach
        przeciwbólowych, ale ogólnie dosyć dobrze to zniósł, nawet szybko się
        przyzwyczaił do worka, z którym musiał chodzić.
        Ale niestety zrobiła się przetoka, czyli po prostu dziura w tej nowej cewce. Tak
        więc sika górą i trochę mu cieknie od spodu. W ogóle trochę mamy pecha, bo
        oprócz tego dostał jakiegoś obrzęku siusiaka prawie miesiąc po operacji, coś mu
        się tam pozwężało w środku i znowu siedzimy z cewnikiem (ale w domu). Dziurę
        będziemy naprawiać najwcześniej za pół roku. Z tego, co na razie widać, to
        będzie rekonstruowany taki mały kawałek w samym środku siusiaka, bo podobno
        reszta cewki jest dobra.
        Co do wyglądu, to po ustąpieniu obrzęku siusiak wygląda w miarę normalnie
        (wiadomo, jest blizna pod spodem, ale trzeba się nastawić na kilkumiesięczne
        smarowanie i masowanie blizny Contractubeksem lub Cepanem).

        A gdzie będziecie robić operację? Mnie polecano Instytut Matki i Dziecka, bo tam
        prof. Dudkiewicz robi spodziectwa jednoetapowo, ale niestety, dowiedzieliśmy się
        o tym dopiero, jak Michał był już po pierwszym etapie.

        Pozdrawiam
        Grazyna
    • meryen Re: Po operacji - powikłania 17.01.05, 18:50
      Nasz synek ma spodziectwo prąciowe. Do tej pory w sumie trzy operacje i wiele
      pobytów w szpitalu. Przed nami wiele wiele nerwów. W środku cewki tworzył się
      stan zapalny niezależny od bakterii co powodowało przewężenie i inne kłopoty.
      Więcej informacji nasza-ania@o2.pl
      Pozdrawiam
      Ania
      • mamamichasia Re: Po operacji - powikłania 17.01.05, 22:07
        Czesc,
        Wlasnie u Michasia tez nagle, prawie po miesiacu od operacji, zrobil sie obrzek,
        zupelnie nie wiadomo z czego (co prawda nie zrobilismy posiewu, bo maly od razu
        dostal antybiotyk, wiec faktycznie nie wiemy, co bylo przyczyna). Ten obrzek
        pogorszyl jeszcze sprawe, bo tez sie cos tam pozwezalo, a poniewaz nie mogl sie
        wysikac, to znowu zalozono mu cewnik (zdejmujemy we srode). Cewnik jest zalozony
        wlasnie w te przetoke, co sie zrobila, bo nie chcial wejsc od gory :-(.
        Na sama mysl o nastepnej operacji przechodza mnie ciarki.
        A jakie inne klopoty mieliscie oprocz tego przewezenia?

        Pozdrawiam
        Grazyna
    • magdalenka201 Re: Po operacji - powikłania 20.01.05, 23:19
      Moj syn urodzil sie ze spodziectwem Mial 6 operacji.Pierwszy raz zabieg mial w
      4 roku zycia,kolejne co rok.Tak duzo poniewaz zawsze robila sie
      przetoka.Bylismy w przeroznych szpitalach w calej Polsce.Dopiero prawidlowo
      mial zrobione w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie.Lekarz powiedzial ze
      podstawowym bledem jego poprzednikow bylo trzymanie cewnika za dlugo, po kilka
      lub czasem kilkanascie dni.Syn przy ostatniej operacji mial cewnik wyciagniety
      juz po 24 godz.Po tym czasie juz musial sikac samodzielnie.W Centrum byl okolo
      tygodnia i wrocil wyleczony bez zadnej przetoki i bez zadnych zapalen
      cewki.Bardzo duzo nerwow mnie to kosztowalo ale bylo warto.
      • mamamichasia Re: Po operacji - powikłania 23.01.05, 15:57
        Witaj,
        Wlalas we mnie troche nadziei, bo ostatnio spotykam bardzo duzo dzieci, ktore sa
        kilku operacjach i jestem tym troche zdolowana (zwlaszcza, ze wlasnie jestesmy w
        trakcie leczenia pocewnikowego zapalenia pecherza).
        A ile juz jestescie po operacji? A czy moglabys mi podac namiary na tego lekarza
        (moze byc na priv gazetowy)?

        Pozdrawiam
        Grazyna
      • ewa2510 Re: Po operacji - powiklnia 25.08.06, 15:23
        Bardzo proszę o informację u kogo w Warszawie operowala Pani swojego syna, mam
        podobną sytuację ze swoim synem jest już po 4 operacjach i przygotowujemy się
        do kolejnej na przetoki (ma 2).
        Dziekuje
    • akinga2 Re: Po operacji - powikłania 27.01.05, 15:23
      Witam
      Mój synek miał operację w czerwcu 2004 - spodziectwo mosznowe.
      We wtorek 01.02.05 mamy kolejną, pojawiła sie przetoka.
      Oprócz tego jeszcze wnętrostwo - wędrujące jąderko.
      Jak wcześniej pisałam wszystko w Instytucie matki i Dziecka.
      Jeżeli ktos ma jakies pytania to chętnie podzielę sie tym co wiem.
      Zapraszam na ahincman@poczta.onet.pl
      • basia1900 Re: Po operacji - powikłania 08.11.05, 14:42
        A jak długo Twój syn był w szpitalu po kolejnej operacji i ile dni miał
        załozony cewnik?
    • mamadanielka1 Re: Po operacji - powikłania 15.11.05, 14:44
      Hej Grażynko!Przeczytałam w internecie,że twój Michałek jest po 2-óch
      operacjach
      spodziectwa.Mój Danielek ma już 8 lat i jest po 11 operacjach więc musisz się
      uzbroić w cierpliwość tak jak ja, bo mnie to kosztowało dużo nerwów i
      stresu.Niestety w przypadku Daniela jest to leczenie chirurgiczne wieloetapowe
      i przetoki tworzyły się niejednokrotnie, zwężenie ujścia cewki moczowej też się
      często zdarzały (kiedy trzeba było jechać szybko do szpitala do naszego
      specjalisty-urologa),aby w znieczuleniu ogólnym wykonać 10 min nacięcie.
      My zaczęliśmy naszą wędrówkę po szpitalach od 3-go roku źycia Daniela.Operacje
      są przeprowadzane w Ligocie w Centrum Zdrowia Dziecka i Matki i w Chorzowie w
      Lecznicy dla Dzieci i Dorosłych. Na razie!Pa! Michasia-wytrwała mama Daniela
      • mimarzena Re: Po operacji - powikłania 17.11.05, 19:42
        Droga mamodanielka1 to straszne, co piszesz. Koniecznie zajrzyj na forum
        www.uronef.pl/forum/index.php?sid=44e2061fc037e9c7f2399db631343e71
        tam w temacie spodziectwa znajdziesz mnóstwo informacji oraz lekarzy godnych
        polecenia.
        Gorącao pozdrawiam, Marzena
      • mamamichasia Re: Po operacji - powikłania 23.11.05, 14:50
        Witaj,
        Właśnie wczoraj wróciliśmy z IMiDu. Na razie jest ok. Sisiak jest bardzo ładnie
        zszyty i na razie żadnych problemów z siakaniem nie ma.
        Spotkałam wielu rodziców, którzy - tak jak my - przyjeżdżają tam na poprawki z
        różnych miejsc Polski. Rozmiawiałam z mamą dwóch chłopców, którzy obydwaj mają
        spodziectwo. Pierwszy z nich był operowany 15 lat temu przez Panią profesor i do
        tej pory jest ok. A drugi, teraz 8. letni jest już po 2 operacjach w rejonie i
        mama do dzisiaj nie moze sobie wybaczyć, że nie przyjachała z nim od razu tutaj,
        tylko postanowiła zoperować dziecko na miejscu. Wiadomo, że nikt nie
        zagwarantuje, że operacja się uda na 100%, ale znam kilka przypadków operowanych
        przz prof. Dudkiewicz, którym operacja udała się za pierwszym razem. Nas
        operował dr Kowal, bardzo sympatyczny lekarz i świetny fachowiec, uczeń prof.
        Dudkiewicz. Mam nadzieję, że tym razem się uda.
        A czy leczenie Twojego synka jest już zakończone? Moze spróbuj się skontaktować
        z IMiDem (służę namiarami w razie czego).

        Pozdrawiam
        Grazyna

        PS. Moja relacja z operacji jest na uronef.pl/forum/viewtopic.php?p=6413#6413

    • wanilia1982 Re: Po operacji - powikłania 30.01.06, 21:54
      U MNIE ZDAZYLY SIE NIESTETY POWIKLANIA Z POWODU PRZETOKI I MIALEM RAZEM 7
      OPERACJI Z TEGO POWODU. JESLI MA PANI JAKIES PYTANIA TO PROSZE PISAC NA
      saturn1995@interia.pl
    • ewitka69 Re: Po operacji - powikłania 04.05.07, 16:51
      Witaj
      Mój synek obecnie ma 13 lat,urodził się ze spodziectwem kroczowym,czyli
      najgorszym z możliwych.Pierwszą operację miał w wieku 2 latek,a po niej w sumie
      wszystkich może ze 12,problem przetoki także miał miejsce,kilkakrotnie się
      otwierała ,przeszliśmy naprawdę wiele,obecnie nęka nas problem zwężenia cewki i
      czekamy a kolejny zabieg,tym razem ma być to nacięcie laserem.
      Żałuję,że nie pokierowano mnie do Centrum Zdrowia Dziecka,na pewno
      zaoszczedzilibyśmy synkowi o kilka zabiegów mniej,tak powiedział lekarz
      konsultujący nas,a byliśmy w CZD w ubiegłym roku,ja jestem Z Białegostoku,a
      skąd Pani,gdyby chciała sie pani jeszcze czegoś ode mnie dowiedzieć proszę
      pisac.Nadmienię,że oba jąderka także były operacyjnie ściągane-pozdrawiam Ewa
    • ppaula2 Re: PORADY ON-LINE 24.05.07, 11:41
      Potwierdzam :)
      Dr. Śmigielski operował mojego synka. Operacja miała być kilkuetapowa, a dzięki
      niemu udała się za pierwszym razem :) Jest to najlepszy lekarz od tego typu spraw!!!
    • liza125 Operowanie spodziectwa 26.02.08, 13:19
      Witam Wszystkich rodziców, którzy martwią sie, że ich synowie mają
      stwierdzone spodziectwo. Jestem matką taką jakich wiele, które
      urodziły synka ze spodziectwem. Było to co prawda 12 lat temu , ale
      chce pomóc bo to co my przeszliśmy pozwoli nie popełnić i uniknąć
      wielu błędów innym rodzicom.
      12 lat temu nie było powszechnego internetu więc został nam lekarz
      rodzinny, który skierował nas do hirurga. I tu zaczęła się nasza
      historia. Wielu lekarzy hirurgów spodziectwo traktują jako gratkę
      która im się trafiła i okazję do poeksperymentowania. Oczywiście
      każdy hirurg chwali się jakie to ma osiągnięcia w tej specjalności a
      są to często czcze przechwałki. Tak było z nami. Teraz wiem że każde
      spodziectwo jest inne i wymaga innej metody operacji. Wymaga od
      lekarza przemyślenia jaką metodą zoperować. Co w przyszłości będzie
      się działo jak dziecko zacznie rosnąć itd. Mój syn miał również
      rozszczepienie napletka więc hirurg, który zaczął go prowadzić w
      pierwszej kolejności pozbył się nadmiaru skóry a napletek jest
      bardzo ważnym elementem do przeszczepu i "zaklejenia" dziurki w
      cewce. Byliśmy skołowani. Kolejne operacje nie przynosiły efektu.
      Tułaliśmy się po różnych lekarzach i w końcu efekt był taki, że
      prącie syna było okaleczone i wada nie została usunięta. Szukałam
      wszędzie w Polsce i za granicą i tarfiłam na lekarza, który dał nam
      nadzieję. Zoperował syna tylko raz korygując wszystkie błędy
      poprzedników. Operacja była bardzo poważna bo okazało się również że
      mój syn ma wrodzone zgjęcie prącia czego inni lekarze nie zauważyli
      a jest to bardzo często spotykane w spodziectwie. I gdyby nie
      konował , który zciachał synowi napletek to penis niczym by nie
      różnił się od innych. Profesor ,o którym piszę to Wojciech
      Perdzyński z Warszawy. Przygotowywał mojego syna przez 6 m-cy do
      operacji stosując nie inwazyjne metody aby jąderka zeszły bo ciągle
      się cofały. Zbadał czy nie ma żylaków pachwinowych, i innych
      przeciwskazań. To lekarz, który jest ceniony na świecie. Operuje we
      Włoszech, Japonii, jego metoda operowania spodziectwa była tematem
      na konferencji naukowej lekarzy urologów w Lisbonie. Jest to skromny
      i otwarty człowiek. Gdyby nie on mój syn zostałby okaleczony na całe
      życie. Apeluje do wszystkich rodziców zanim oddacie swoich synów pod
      nóż różnych nie koniecznie dobrych lekarzy zasięgnijcie u niego
      porady. Otworzy wam oczy i pozwoli spojrzeć na spodziectwo z innej
      strony. Nie robię mu krypto reklamy. Mój syn cierpiał 5 razy o 4 za
      dużo gdybyśmy wcześniej trafili do profesora. Odpowiem na każdego
      maila i na każde pytanie o spodziectwie. Przez 12 lat żyliśmy tylko
      od operacji do operacji teraz oddycham spokojnie i patrząc na mojego
      małego mężczyznę jestem wreszcie szczęśliwa bo wim że będzie miał
      normalne życie seksualne i bez skrępowania będzie siusiał w męskiej
      toalecie. Mój adres li.ko@vp.pl Trzyma kciuki za wszystkich
      małych spodziewczaków. Pozdrawiam. Liza
    • liza125 Re: Po operacji - powikłania 26.02.08, 13:19
      Witam Wszystkich rodziców, którzy martwią sie, że ich synowie mają
      stwierdzone spodziectwo. Jestem matką taką jakich wiele, które
      urodziły synka ze spodziectwem. Było to co prawda 12 lat temu , ale
      chce pomóc bo to co my przeszliśmy pozwoli nie popełnić i uniknąć
      wielu błędów innym rodzicom.
      12 lat temu nie było powszechnego internetu więc został nam lekarz
      rodzinny, który skierował nas do hirurga. I tu zaczęła się nasza
      historia. Wielu lekarzy hirurgów spodziectwo traktują jako gratkę
      która im się trafiła i okazję do poeksperymentowania. Oczywiście
      każdy hirurg chwali się jakie to ma osiągnięcia w tej specjalności a
      są to często czcze przechwałki. Tak było z nami. Teraz wiem że każde
      spodziectwo jest inne i wymaga innej metody operacji. Wymaga od
      lekarza przemyślenia jaką metodą zoperować. Co w przyszłości będzie
      się działo jak dziecko zacznie rosnąć itd. Mój syn miał również
      rozszczepienie napletka więc hirurg, który zaczął go prowadzić w
      pierwszej kolejności pozbył się nadmiaru skóry a napletek jest
      bardzo ważnym elementem do przeszczepu i "zaklejenia" dziurki w
      cewce. Byliśmy skołowani. Kolejne operacje nie przynosiły efektu.
      Tułaliśmy się po różnych lekarzach i w końcu efekt był taki, że
      prącie syna było okaleczone i wada nie została usunięta. Szukałam
      wszędzie w Polsce i za granicą i tarfiłam na lekarza, który dał nam
      nadzieję. Zoperował syna tylko raz korygując wszystkie błędy
      poprzedników. Operacja była bardzo poważna bo okazało się również że
      mój syn ma wrodzone zgjęcie prącia czego inni lekarze nie zauważyli
      a jest to bardzo często spotykane w spodziectwie. I gdyby nie
      konował , który zciachał synowi napletek to penis niczym by nie
      różnił się od innych. Profesor ,o którym piszę to Wojciech
      Perdzyński z Warszawy. Przygotowywał mojego syna przez 6 m-cy do
      operacji stosując nie inwazyjne metody aby jąderka zeszły bo ciągle
      się cofały. Zbadał czy nie ma żylaków pachwinowych, i innych
      przeciwskazań. To lekarz, który jest ceniony na świecie. Operuje we
      Włoszech, Japonii, jego metoda operowania spodziectwa była tematem
      na konferencji naukowej lekarzy urologów w Lisbonie. Jest to skromny
      i otwarty człowiek. Gdyby nie on mój syn zostałby okaleczony na całe
      życie. Apeluje do wszystkich rodziców zanim oddacie swoich synów pod
      nóż różnych nie koniecznie dobrych lekarzy zasięgnijcie u niego
      porady. Otworzy wam oczy i pozwoli spojrzeć na spodziectwo z innej
      strony. Nie robię mu krypto reklamy. Mój syn cierpiał 5 razy o 4 za
      dużo gdybyśmy wcześniej trafili do profesora. Odpowiem na każdego
      maila i na każde pytanie o spodziectwie. Przez 12 lat żyliśmy tylko
      od operacji do operacji teraz oddycham spokojnie i patrząc na mojego
      małego mężczyznę jestem wreszcie szczęśliwa bo wim że będzie miał
      normalne życie seksualne i bez skrępowania będzie siusiał w męskiej
      toalecie. Mój adres li.ko@vp.pl Trzyma kciuki za wszystkich
      małych spodziewczaków. Pozdrawiam. Liza
      • xenia0 Re: Po operacji - powikłania 30.05.08, 23:09
        Pani Lizo,podpisuję się obiema rękami pod tym co pani
        napisała.Mojemu synowi to samo się przytrafiło.Jesteśmy z
        Poznania.Syn jest po 4 operacjach,które się nie udały.Trzy razy
        operował go konował,który doprowadził narząd do okropnego stanu(przy
        trzecim razie szwy się rozeszły i prącie nie przypominało wyglądem
        tego co miało).Nie jestem w stanie opisać ile nas to kosztowało
        nerwów,ile wylaliśmy łez,do jakiego stanu psychicznego doprowadziły
        te operacje mojego synka,a również mnie i rodzinę.Szukaliśmy pomocy
        u innych lekarzy.Nikt nie chciał podjąć się zadania
        naprawienia.Rozmawiałam w końcu z ordynatorem oddziału gdzie mój syn
        był operowany i okazało się,że mają jeszcze jednego lekarz,którego
        zatrudniają do różnych przypadków.O zgrozo!dlaczego nie zrobią
        konsultacji jeżeli widzą,że tyle operacji się nie udało i wspólnie
        nie zadecydują jaką metodę wybrać?Bo traktuja to jak znakomite pole
        do eksperymentowania!!! Czwartą operacje wykonał już inny lekarz-
        chirurg,plastyk.Nie mam do niego pretensji,że i tym razem pojawiły
        się przetoki,bo musiał najpierw doprowadzić do porządku to co
        spartolił inny lekarz.Czeka nas kolejna operacja i stasznie się
        boję,bo mimo wszystko zastanawiam się,czy dobrze trafiliśmy.Jego
        podejście i zainteresowanie pacjentem było bardzo pozytywne o czym
        nie można powiedzieć na temat poprzedniego.Konsekwencją tych
        operacji jest to,że mój syn ma podejrzenie uszkodzenia OUN.Ma
        problemy z nauką,jest zbyt powolny,zestresowany.A moje życie przez
        długi czas było koszmarem.Nie mogę sobie wybaczyć,że tak pochopnie
        podjełam się tych zabiegów i narażałam syna.Najpierw powinnam
        poszukać dobrego specjalisty.Kiedyś nie było internetów,lub nie było
        takiego dostępu.W książkach pisze,że należy wykonać operacje i
        już.Chirurg, jak sięgnę pamięcią wstecz nie wiele mówił.Dzięki
        internetowi dowiedziałam się,że nie jesteśmy odosobnieni,że niestety
        wiele dzieci przechodziło kilka,a nawet kilkanaście operacji.Staram
        się nie pokazywać synkowi jak to wszystko mnie przerasta,ale on jest
        mądrym i wrażliwym dzieckiem.Przez cały pobyt w szpitalu byłam przy
        nim,dodawałam mu otuchy,wypełnałam czas różnymi zabawami,myłam
        go,zmieniałam pościel.Czyli wszytko to co każda kochająca matka może
        zrobić.Lekarze i pielęgniarki chwaliły,a ja jak widziałam jak mój
        synek cierpi,uciekałam do łazienki by się wyryczeć.Kiedy wracałam
        syn do mnie mówił" Nie martw się mamuś-wszystko będzie dobrze"Mam
        wspaniałego i bardzo dzielnego syna!!
        • asiemeczka Re: Po operacji - powikłania 18.02.09, 22:30
          Też jestem z Poznania i mojego synka też czeka operacja. Jeśli pani
          wciąż wchodzi na tę stronkę, proszę mi napisać nazwisko lekarzy,
          którzy operowali Pani dziecko- tego konowala i tego "dobrego".
          Proszę tez napisać w jakim szpitalu Pani była. Pozdrawiam serdecznie!
        • dori.k.live Re: Po operacji - powikłania 28.09.09, 12:35
          witam, przeczytałam Pani list ze łzami w oczach. Ma pani bardzo dzielnego synka :) jestem ciekawa jak na dzień dzisiejszy wygląda ta kwestia -czy problem został już rozwiązany ? jestem nowa na tym forum, i nie prześledziłam wszystkich postów ale mam nadzieje że trafiliście na właściwego lekarza ( tak jak my ) i że syn ma to juz za sobą. pozdrawiam
    • liza125 Re: PORADY ON-LINE 26.02.08, 13:20
      Witam Wszystkich rodziców, którzy martwią sie, że ich synowie mają
      stwierdzone spodziectwo. Jestem matką taką jakich wiele, które
      urodziły synka ze spodziectwem. Było to co prawda 12 lat temu , ale
      chce pomóc bo to co my przeszliśmy pozwoli nie popełnić i uniknąć
      wielu błędów innym rodzicom.
      12 lat temu nie było powszechnego internetu więc został nam lekarz
      rodzinny, który skierował nas do hirurga. I tu zaczęła się nasza
      historia. Wielu lekarzy hirurgów spodziectwo traktują jako gratkę
      która im się trafiła i okazję do poeksperymentowania. Oczywiście
      każdy hirurg chwali się jakie to ma osiągnięcia w tej specjalności a
      są to często czcze przechwałki. Tak było z nami. Teraz wiem że każde
      spodziectwo jest inne i wymaga innej metody operacji. Wymaga od
      lekarza przemyślenia jaką metodą zoperować. Co w przyszłości będzie
      się działo jak dziecko zacznie rosnąć itd. Mój syn miał również
      rozszczepienie napletka więc hirurg, który zaczął go prowadzić w
      pierwszej kolejności pozbył się nadmiaru skóry a napletek jest
      bardzo ważnym elementem do przeszczepu i "zaklejenia" dziurki w
      cewce. Byliśmy skołowani. Kolejne operacje nie przynosiły efektu.
      Tułaliśmy się po różnych lekarzach i w końcu efekt był taki, że
      prącie syna było okaleczone i wada nie została usunięta. Szukałam
      wszędzie w Polsce i za granicą i tarfiłam na lekarza, który dał nam
      nadzieję. Zoperował syna tylko raz korygując wszystkie błędy
      poprzedników. Operacja była bardzo poważna bo okazało się również że
      mój syn ma wrodzone zgjęcie prącia czego inni lekarze nie zauważyli
      a jest to bardzo często spotykane w spodziectwie. I gdyby nie
      konował , który zciachał synowi napletek to penis niczym by nie
      różnił się od innych. Profesor ,o którym piszę to Wojciech
      Perdzyński z Warszawy. Przygotowywał mojego syna przez 6 m-cy do
      operacji stosując nie inwazyjne metody aby jąderka zeszły bo ciągle
      się cofały. Zbadał czy nie ma żylaków pachwinowych, i innych
      przeciwskazań. To lekarz, który jest ceniony na świecie. Operuje we
      Włoszech, Japonii, jego metoda operowania spodziectwa była tematem
      na konferencji naukowej lekarzy urologów w Lisbonie. Jest to skromny
      i otwarty człowiek. Gdyby nie on mój syn zostałby okaleczony na całe
      życie. Apeluje do wszystkich rodziców zanim oddacie swoich synów pod
      nóż różnych nie koniecznie dobrych lekarzy zasięgnijcie u niego
      porady. Otworzy wam oczy i pozwoli spojrzeć na spodziectwo z innej
      strony. Nie robię mu krypto reklamy. Mój syn cierpiał 5 razy o 4 za
      dużo gdybyśmy wcześniej trafili do profesora. Odpowiem na każdego
      maila i na każde pytanie o spodziectwie. Przez 12 lat żyliśmy tylko
      od operacji do operacji teraz oddycham spokojnie i patrząc na mojego
      małego mężczyznę jestem wreszcie szczęśliwa bo wim że będzie miał
      normalne życie seksualne i bez skrępowania będzie siusiał w męskiej
      toalecie. Mój adres li.ko@vp.pl Trzyma kciuki za wszystkich
      małych spodziewczaków. Pozdrawiam. Liza
    • liza125 Re: Po operacji - powikłania 28.02.08, 12:12

      Witam Wszystkich rodziców, którzy martwią sie, że ich synowie mają
      stwierdzone spodziectwo. Jestem matką taką jakich wiele, które
      urodziły synka ze spodziectwem. Było to co prawda 12 lat temu , ale
      chce pomóc bo to co my przeszliśmy pozwoli nie popełnić i uniknąć
      wielu błędów innym rodzicom.
      12 lat temu nie było powszechnego internetu więc został nam lekarz
      rodzinny, który skierował nas do hirurga. I tu zaczęła się nasza
      historia. Wielu lekarzy hirurgów spodziectwo traktują jako gratkę
      która im się trafiła i okazję do poeksperymentowania. Oczywiście
      każdy hirurg chwali się jakie to ma osiągnięcia w tej specjalności a
      są to często czcze przechwałki. Tak było z nami. Teraz wiem że każde
      spodziectwo jest inne i wymaga innej metody operacji. Wymaga od
      lekarza przemyślenia jaką metodą zoperować. Co w przyszłości będzie
      się działo jak dziecko zacznie rosnąć itd. Mój syn miał również
      rozszczepienie napletka więc hirurg, który zaczął go prowadzić w
      pierwszej kolejności pozbył się nadmiaru skóry a napletek jest
      bardzo ważnym elementem do przeszczepu i "zaklejenia" dziurki w
      cewce. Byliśmy skołowani. Kolejne operacje nie przynosiły efektu.
      Tułaliśmy się po różnych lekarzach i w końcu efekt był taki, że
      prącie syna było okaleczone i wada nie została usunięta. Szukałam
      wszędzie w Polsce i za granicą i tarfiłam na lekarza, który dał nam
      nadzieję. Zoperował syna tylko raz korygując wszystkie błędy
      poprzedników. Operacja była bardzo poważna bo okazało się również że
      mój syn ma wrodzone zgjęcie prącia czego inni lekarze nie zauważyli
      a jest to bardzo często spotykane w spodziectwie. I gdyby nie
      konował , który zciachał synowi napletek to penis niczym by nie
      różnił się od innych. Profesor ,o którym piszę to Wojciech
      Perdzyński z Warszawy. Przygotowywał mojego syna przez 6 m-cy do
      operacji stosując nie inwazyjne metody aby jąderka zeszły bo ciągle
      się cofały. Zbadał czy nie ma żylaków pachwinowych, i innych
      przeciwskazań. To lekarz, który jest ceniony na świecie. Operuje we
      Włoszech, Japonii, jego metoda operowania spodziectwa była tematem
      na konferencji naukowej lekarzy urologów w Lisbonie. Jest to skromny
      i otwarty człowiek. Gdyby nie on mój syn zostałby okaleczony na całe
      życie. Apeluje do wszystkich rodziców zanim oddacie swoich synów pod
      nóż różnych nie koniecznie dobrych lekarzy zasięgnijcie u niego
      porady. Otworzy wam oczy i pozwoli spojrzeć na spodziectwo z innej
      strony. Nie robię mu krypto reklamy. Mój syn cierpiał 5 razy o 4 za
      dużo gdybyśmy wcześniej trafili do profesora. Odpowiem na każdego
      maila i na każde pytanie o spodziectwie. Przez 12 lat żyliśmy tylko
      od operacji do operacji teraz oddycham spokojnie i patrząc na mojego
      małego mężczyznę jestem wreszcie szczęśliwa bo wim że będzie miał
      normalne życie seksualne i bez skrępowania będzie siusiał w męskiej
      toalecie. Mój adres li.ko@vp.pl Trzyma kciuki za wszystkich
      małych spodziewczaków. Pozdrawiam. Liza


      • jastrzebianka0 Re: Po operacji - powikłania-no niestety... 19.08.09, 23:38

        ...przetoka...najpierw rana zaropiala,a pozniej pojawila sie
        przetoka,tzn.podczas siusiania leci tez tam cieniutkim
        strumieniem...za ok rok powtorka z rozrywki...buuu....czemu tak
        dlugo?czy faktycznie taki czas jest konieczny do odczekania?
        • dori.k.live Re: Po operacji - powikłania-no niestety... 28.09.09, 12:49
          no niestety... skąd ja to znam. Też tak mówiłam, ale teraz wiem,że
          niepotrzebnie. Współczuję Wam a przede wszystkim - synkowi , a nauczona własnym
          doświadczeniem w "błądzeniu" zachęcam do konsultacji u dobrego specjalisty - w
          Warszawie !po to by po raz kolejny nie było tzw."powtórki z rozrywki" My byliśmy
          u prof. Perdzyńskiego i żałuję , że nie za pierwszym razem. W każdym razie mamy
          to nareszcie za sobą. pozdrawiam.Zamieściłam opis naszych perypetii na uronefie
          uronef.pl/forum/forum.php/6893.htm
        • dori.k.live Re: Po operacji - powikłania-no niestety... 28.09.09, 12:58
          Witam wszystkich forumowiczów, a szczególnie rodziców dzieci ze spodziectwem.
          To właśnie ten temat skłonił mnie do zabrania głosu na forum, i nie ukrywam, że w nadziei, iż ktoś kto będzie szukał tu jakiejś wskazówki ( być może równie rozpaczliwie jak ja pół roku temu) weźmie pod rozwagę „nasze” doświadczenia. Nasze, czyli moje i mojego 14-letniego syna.
          Marazm ze spodziectwem – czego wtedy nie byłam jeszcze świadoma – rozpoczął się gdy mój syn miał pół roczku. Wtedy to podjęłam pierwsze działanie usunięcia wady. Rozpoczęło się od pani doktor – ordynatora chirurgii dziecięcej szpitala wojewódzkiego – na szczęście jej arogancja uchroniła moje dziecko przed operacją w tym m – cu ( bo niebawem dowiedziałam się o „kompetencjach” tego zespołu). Później kolejne konsultacje u różnych lekarzy i w różnych ośrodkach, z których wynikały też różne teorie dotyczące zwłaszcza wieku i metody operacji. Ponieważ w większości opinii pokrywał się wiek ok. 5 – 6 roku życia, w takim więc wieku zgłosiliśmy się do rekomendowanego urologa, o niewątpliwie dużym doświadczeniu i umiejętnościach. Niestety – nie wiedziałam wówczas, że nie wystarczy trafić do dobrego urologa lecz do urologa wyspecjalizowanego w operacjach spodziectwa (!).
          Po operacji usłyszeliśmy więc, że … jak to często bywa – wystąpiły powikłania, czyli tzw. przetoka. Kolejny termin, kolejne operacje, okres przygotowań, stresów, bólu i ... rozczarowań. Coraz większe zrosty, coraz większa świadomość mojego syna z posiadanej wady i coraz większe brzemię na moich barkach z powodu kolejnych nieudanych operacji i niespełnionych obietnic , że „ tym razem synku na pewno się powiedzie / to na pewno synku już ostatni raz ….”. Do granic bezsilności (jeśli to w ogóle właściwe słowo) doprowadził mnie profesor z Katedry w Zabrzu, który zdając sobie sprawę , że jest to już kolejna operacja – gdyż sam operował dwukrotnie, mimo to traktował pacjenta przedmiotowo i bez jakiegokolwiek zaangażowania, a jedynym udzielonym mi wyjaśnieniem było stwierdzenie cyt. „jak się ma zrosnąć, to się zrośnie”. Niestety, i tym razem się nie zrosło. Nie muszę chyba przekonywać Państwa jakim piętnem odcisnął się ten fakt i niepowodzenie piątej już, nieudanej operacji na moim synu i na mnie. Z tym większą determinacją rozpoczęłam poszukiwania lekarza „cudotwórcy” który raz na zawsze rozwiąże problem spodziectwa u mojego syna. Sądziłam, że pozostaje mi jedynie znalezienie dobrego lekarza za granicą. Szukając w Internecie trafiłam na forum spodziectwa, a tu na list p. Lizy. Jestem wdzięczna p. Lizie, że zechciała podzielić się własnymi przeżyciami w tym temacie, bo czytając go równie dobrze mogłabym się pod nim podpisać, opisując nasze perypetie. Dzięki niej trafiliśmy do świetnego specjalisty – prof. W. Perdzyńskiego, który zoperował mojego syna w komfortowych warunkach, serdecznej i bezstresowej atmosferze. Czując nieopisaną radość z efektu operacji mogę jedynie żałować, że nie trafiliśmy na tego wspaniałego lekarza za pierwszym razem, oszczędzając mojemu synowi tylu bolesnych doświadczeń, rozczarowań i psychicznych obciążeń. Dlatego jeszcze raz podkreślam – nie wystarczy sama praktyka lekarska. Do tego potrzebna jest praktyka stricte w operacjach spodziectwa, i …. odrobina serca do tego co się robi.
          Jestem pełna uznania dla fachowości i osoby prof. Perdzyńskiego. Mój syn był operowany 3 m – ce temu i jestem pod wrażeniem zarówno efektu samej operacji, jak i okresu rekonwalescencji, gdyż po kilku dniach był on w doskonałej kondycji psychicznej i fizycznej. Gdyby nie ogromna skala rozpiętości między wcześniejszymi operacjami a tą ostatnią, pewnie nigdy nie zdawałabym sobie sprawy, ile można przecierpieć, a na ile to samo doświadczenie może być szczęśliwym epizodem w życiu dziecka.
          Zastanawiam się, dlaczego przez tyle lat nikt z lekarzy – począwszy od tzw. lekarza rodzinnego, poprzez lekarzy urologów – nie skierował nas do tego wybitnego specjalisty. Czyżby osiągnięcia medycyny w tej dziedzinie nie były im znane? Czy też bez względu na rozmiar problemu podejmowali „wyzwanie” nie biorąc pod uwagę skutków, a jedynie własne ambicje?
          Zwracam się z apelem do tych rodziców, przed którymi stać będą trudne decyzje i dylematy: co zrobić, gdzie się udać i jakiego lekarza wybrać? Bogatsi o doświadczenia innych nie narażajcie swoich dzieci na ogrom cierpień i niekończących się poprawek prowadzących w rezultacie do coraz gorszego stanu. Nie pozostawiajcie swoich pociech w rękach lekarzy niewyspecjalizowanych w tego typu operacjach, ryzykując, że „albo się uda, albo się nie uda”.
          Życzę powodzenia i trafnych decyzji!
          Dorota
          Ps. Mój adres e-mail: dori-k@o2.pl

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka